nohal
03.10.01, 15:04
Cóż. Mamy jak mamy. Sejm, który nie odzwierciedla poglądów nawet polowy
Polaków, wojnę z niewidzialnym, ale groźnym wrogiem, otchłań, w której miotają
się coraz większe grupy słabych i bezładnych.
Co jeszcze?
Rzeczpospolita zamieściła wiersz poświecony pamięci człowieka, który stawał z
filiżanka w ręce w oknie wieżowca w Nowym Jorku. Nostalgiczny obraz. Jednak ja
będący coraz bardziej przeciw ludziom, którzy z filiżanka w ręce, z włączonym
glosnomowiacym telefonem, z tabela wskaźników rzutowana przez komputer na
ścianę podejmowali decyzje o istnieniu narodów. Decyzje, którymi zamykano
fabryki, zwalniano ludzi, organizowano globalne sieci handlu, dzięki którym już
nikt nie chodzi do rzeźnika za rogiem, a świeże mięso z uboju w Chinach rozwozi
się samolotami - bo tak taniej - do luksusowych sklepów. Nawet kwiaty. Pod
Poznaniem straszą oczodołami wybitych szyb szklarnie. Relikt poprzedniej epoki,
w której badylarz z mercem był panem świata. Dziś badylarza zastąpił samolot z
Holandii, który codziennie na giełdę do Poznania przywozi wierze cięte kwiaty.
Na cholerę to, komu?
Ale świat nie żałuje bankruta badylarza, tylko faceta z filiżanka w ręce, który
zglobalizowal rynek i pozbawił badylarza sensu życia. Badylarza, rzeźnika,
hodowcę świń, kur, piekarza, szewca, krawca, tapicera, restauratora z knajpki z
naprzeciwka i piwowara z naszego miasteczka.
Nikt za nimi nie płacze.
Przecież zanim jeden taki nie skoczył przez mur pijąc mętne piwo nawet nie
mogliśmy marzyć, ze reklama w miejskim supermarkecie o nasze podniebienie
będzie walczyć piwo holenderskie z niemieckim. A pod market zajedziemy nowym
zachodnim samochodem. A parking pod supermarketem będzie wyglądał tak, jak
przed laty nie śmiała wyglądać najwykwintniejsza z samochodowych giełd.
Tylko, dlaczego ponad polowa ludzi nie poszła na wybory. Czy dla tego, ze nie
ma nic do powiedzenia człowiekowi w oknie wieżowca z filiżanka kawy w ręce?
Jego czas właśnie przeminął. Może należy z tego wyciągnąć bardziej gruntowne
wnioski?