Dlaczego tak mało piszecie o zagrozeniach ze strony sekt?

IP: 10.10.31.* / 195.164.254.* 22.08.01, 10:03
Wyjeżdżaliśmy wtedy całą rodziną często w góry. Prowadziliśmy z młodzieżą
wędrówki krajoznawcze i przyrodnicze, letnie obozy wędrowne, a syna staraliśmy
się wychować na człowieka wrażliwego na sprawy ekologii... Właśnie w górach po
raz pierwszy zetknęliśmy się z ruchem Hare Kryszna. Na wspólnej wędrówce
z synem wstąpiliśmy obejrzeć "farmę ekologiczną", znajdującą się w sąsiedztwie
ówczesnego schroniska PTTK "Czartak" w Czarnowie w Sudetach, reklamowaną także
w broszurze zatytułowanej: "Ekoturystyka".

W czasie tamtego spotkania nie było mowy, że reprezentują jakąś religię, lecz
posłużono się, co zrozumieliśmy dużo później, specyficzną metodą oszustwa
polegającą na podaniu tylko części danych dotyczących tego gospodarstwa.
Mówiono wtedy, że jest to farma posiadająca atest EKOLAND-u i produkuje zdrową
żywność w oparciu o tradycję Indii, że propagują "zdrowe żywienie"
i "wegetarianizm" oraz "życie w zgodzie z naturą". Gospodarze farmy - młodzi
ludzie - zaprowadzili nas do budynku, w którym stały woły mówiąc, że używają
ich do orki. W trakcie spotkania poczęstowali nas wegetariańskim
posiłkiem. Byliśmy wtedy przekonani, że jest to świecki ruch społeczny
o orientacji proekologicznej, co wydawało się być zgodne z naszymi poglądami
i zainteresowaniami. Rozmawiali o czymś na osobności z synem i sprzedali jemu
książkę, jednak wtedy nie wzbudzało to naszego zaniepokojenia...

Prawdziwe oblicze tego kultu destrukcyjnego poznaliśmy dopiero później, jak syn
zaczął przynosić do domu i czytać coraz więcej książek z tekstami założyciela
sekty - Prabhupady. Kiedy codziennie wstawał nad ranem i przez wiele godzin
odmawiał tzw. mantrę "Hare Kryszna, Hare Kryszna, Rama, Rama...", było już za
późno na wyciągnięcie go z tego uzależnienia. Przyrządzał też w osobnych
naczyniach (nasze były "duchowo nieczyste") odrębne pożywienie, zaczął
notorycznie kłamać i wyciągać od nas pieniądze mówiąc, że potrzebuje na szkołę,
a tak naprawdę to wspierał finansowo sektę i kupował przeróżne akcesoria
kultowe. Coraz więcej czasu poświęcał sekcie, zerwał z kolegami i
zainteresowaniami harcerstwem i turystyką, zaniedbał naukę i przerażająco
chudł. Znikał też na całe dnie i wyjeżdżał do ośrodków sekty, m.in. na farmę w
Czarnowie. Często zamiast w szkole przebywał wśród wyznawców kultu, gdzie
odurzano go kadzidełkami i wprawiano w trans za pomocą ekstatycznych tańców i
śpiewów... Jego "bogiem" stali się liderzy sekty, tzw. "mistrzowie duchowi",
którym oddawał pokłony i poświęcał swoje wszystkie myśli.

Próbowaliśmy go z tego wydostać. Byliśmy jednak coraz bardziej zrozpaczeni,
kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy już bezrani wobec oszustw i
manipulacji jakimi posługiwała się sekta. Jej liderzy powoływali się m.in. na
rzekomo pozytywne wyniki badań naukowych ich diety, które to badania miał
prowadzić prof. Wojciech Chalcarz z Pracowni Żywności i Żywienia AWF w
Poznaniu. Sprawa wyjaśniła się dopiero wówczas, kiedy profesor napisał mi w
liście: "(...) Jest to nieprawda. (...) Z moich obserwacji wynika, że wielu
młodych mężczyzn, wyznawców ruchu Hare Kryszna, jest nadmiernie chudych (...) Z
podanego przez Pana opisu sposobu żywienia Pana syna wynika, że musiał on
stosować niezbilansowaną dietę wegetariańską. Taka dieta jest niebezpieczna dla
zdrowia"...

Ich dieta polega nie tylko na zakazie spożywania mięsa, ale również ryb, jaj,
cebuli, szczypiorku, grzybów, wielu produktów mlecznych i roślinnych, nawet w
szcz±tkowych ilościach. Często obowiązuje zakaz spożywania potraw z mąki i
roślin strącz
Pełna wersja