Dodaj do ulubionych

Siedem mitów na temat rządowej informatyzacji

07.10.09, 09:39
Jako, że dostrzegłem tu odwołania do mojego w tejże wyborczej z
przed tygodnia artykułu pozwoliłem sobie na drobne komentarze:

[Witold Drożdż] Mit nowego początku. Wyznawcy tej szkoły nawołują do
zatrzymania wszystkich realizowanych aktualnie projektów, zarówno
tych rządowych, jak i samorządowych, opracowania całościowej wizji
informatyzacji i wznowienia prac, ale już w oparciu o nowy,
wspaniały plan. Jest to wizja tyleż atrakcyjna intelektualnie, co
niewykonalna. Można porównać ją do próby zatrzymania ruchu
samochodów w związku z planem budowy autostrad.

[Jarek Żeliński] Nie rozumiem, idąc tropem tej metafory jak ktoś
buduje autostradę lub nawet remontuje drogę, nie musi wstrzymywać
ruchu a czasowo organizuje objazd. Jest to o niebo lepsze niż
zaniechanie prac nad drogami w ogóle tylko dlatego, że objazdy są
trudne, powiedział bym nawet, że to retoryka tumiwisizmu.

[WD] …muszą powstać: uniwersalny portal do komunikacji obywateli czy
przedsiębiorców z administracją, proste metody uwierzytelnienia i
dostępne rejestry publiczne.

[JZ] jednak są miejsca gdzie centralizacja jest OK… od czego to
zależy? Jak to się ma do fundamentów samorządności na które się Pan
dalej powołuje?

[WD] Mit jednego systemu. Patrząc na problem z ekonomicznego, ale i
inżynierskiego punktu widzenia, ma to głęboki sens. Jest to jednakże
sprzeczne nie tylko z wieloma ustawami szczegółowymi, ale - co
najważniejsze - jest sprzeczne z jedną z podstawowych zasad
konstytucji - zasadą samorządności. […] Prawie każda gmina ma swoją
stronę internetową, choć mogłaby wystarczyć na przykład strona
Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, gdzie w
zakładce "administracja" moglibyśmy znaleźć 3 tys. kolejnych
zakładek dedykowanych poszczególnym jednostkom samorządu
terytorialnego.

[JZ] ... i zapewne doskonale wpisuje się chwalony przez Pana
centralny ePUAP. Kolejna demagogia. Centralizacja nie oznacza tu by
wszystko było „takie samo” ale by „do tworzenia własnych
samorządnych treści używać tego samego narzędzia”. Szanowny Pan
Minister nie daje wiary we wspólne narzędzie tu, gorąco popiera
zarazem centralny ePUAP, i dalej – a czym jest używanie w każdym
urzędzie tego samego MS Office do tworzenia własnych lokalnych
treści? Skoro udaje się rządowi „wepchnąć’ do administracji umowy
Select z Microsoftem to nie jest to jednak problem „złej
centralizacji”?

[WD] Mit całościowej wizji. Jako model teoretyczny jest ona zresztą
prawidłowa. Ale liczba zmiennych, z którymi mamy do czynienia,
powoduje, że czekanie na taką wizję jest niczym literackie czekania
na Godota.

[JZ] Tu niestety Panie ministrze kłania się praca podobna do każdego
dużego projektu, nie tylko IT: panowanie nad złożonością – udaje się
w każdej prawie firmie ale nie w administracji tak więc nie jest
tak, że to nie możliwe a jest tak, że z jakiegoś powodu nie udaje
się w administracji.

[WD] Mit Wielkiego Brata.[…] Nikt bowiem nie wierzy, że MSWiA
naprawdę zamierza umieścić w mikroprocesorze tylko takie dane, które
dotychczas są umieszczane na dowodzie, a sam dowód dzięki zawartemu
w nim podpisowi elektronicznemu ma być jedynie kluczem do systemów,
a nie nośnikiem jakichkolwiek wrażliwych danych.

[JZ] W moim odczucie kontrowersje budzi tu co innego: utrata takiego
dowodu to niejako utrata tożsamości, osobiście lepiej się czuje, i
nie ja jeden, jeżeli rzeczy ważne dla mnie mam w głowie a nie
na „karteczce”… po drugie widzę i kontroluję to co mam na
plastikowej karcie dowodu ale nie widzę co i kto zapisuje w pamięci
jakiegokolwiek chipu i tu pozostaje mi tylko wiara w instytucje
rządową a ta jest mała…nie tylko w moim przypadku.

[WD] Mit bezdusznego urzędnika. A wszystko to dlatego, że w
powszechnej opinii urzędnicy, w tym (zwłaszcza) zajmujący się
informatyzacją, są tyleż niekompetentni, co bezduszni.

[JZ] Jeżeli wierze (bo muszę) w kompetencje urzędników w
obszarze „urzędowania” to moja wiara w ich kompetencje z poza tego
obszaru jest mała… i ma to uzasadnienie. Bezduszność – życzył bym
sobie by istniała w urzędach bo to oznaczało by także bezstronność.

[WD] Mit niezależnego eksperta. Najchętniej ocenia się działania
administracji, odwołując się do opinii niezależnych ekspertów. Im
odważniej formułują oni swoje oceny, tym lepiej, bo barwne
wypowiedzi gwarantują rozrywkę odbiorcy. Tyle tylko że w sektorze
informatyzacji o niezależnych ekspertów bardzo trudno. Prawie każdy
ekspert albo sprawuje ważną funkcję w jednej z firm IT, albo
przynajmniej jest aktywnym konsultantem - bo inaczej trudno byłoby
mu być ekspertem. Nie ma w tym niczego nagannego. Warto jednak
wsłuchiwać się w głosy ekspertów, znając wszystkie role, w których
występują.

[JZ] Panie Ministrze, deprecjonowanie wiedzy ekspertów to najniższy
argument jaki mogę sobie wyobrazić w merytorycznej dyskusji. To, że
ekspertów jest mało czyni ich ekspertami, gdyby było ich wielu nie
byli by ekspertami a inżynierami jakich wielu. Po drugie przeczy Pan
sobie w jednym akapicie: utożsamił Pan eksperta niezależnego z jego
praca dla firmy IT, czy Pan aby rozumie pojęcie „niezależny”? Jeżeli
niezależny to z definicji nie zatrudniony w żadnej firmie IT zaś to,
ze jakiś ekspert nie pracuje dla żadnej firmy IT a mimo to jest
aktywnym (czytaj nie umiera z głodu) konsultantem to raczej jego
zaleta i potwierdzenie kompetencji czyż nie?

[WD] Mit firmy pijawki. Zwłaszcza że, jak sami eksperci oceniają
swoje środowisko - "za etykę im nie płacą".

[JZ] Tu Pan przesadził mocno bo to nie była opinia „o sobie” a o
wielu sprzedawcach z firm IT i widzę po treści Pana artykułu, że
zmierza Pan w dyskusji w stronę mało etycznej erystyki. Próba
zdyskredytowania rozmówcy zaliczana jest do niskich chwytów w
dyskucji.

[WD] Wystarczy, że zamawiający wie, co i po co kupuje, wówczas
niestraszni mu będą "nieetyczni" handlowcy reprezentujący firmy
pijawki.

[JZ] Samo Prawo Zamówień Publicznych ustala, że zamawiający ma
opisać nie to co chce kupić a to do czego jest mu potrzebny
przedmiot zamówienia więc o czym Pan tu pisze? Patologią jest
właśnie to, że zamawiający mimo istnienia PZP próbuje nieraz w
przetargu kupić to co chce kupić zamiast pytać o to co spełnia jego
oczekiwania. I może to jest własnie dobre ale to także jest argument
by tej ustawy nie było...

Na zakończenie od siebie mogę tylko dodać, że powyższe podejście
polegające na okopaniu się w swoich poglądach dobrze świadczy o Panu
Ministrze bo to znaczy, że wierzy w to co mówi, jednak sposób w jaki
to robi nieco jednak psuje mi tę wizję.
Obserwuj wątek
    • zelinski Re: Siedem mitów na temat rządowej informatyzacji 07.10.09, 09:52
      mały dodatek:

      No to mam rozdwojenie jaźni, Pan Ministrer powołuje się na końcu na
      swojego niemalże mentora, prof. Wojciecha Cellarego a tu proszę,
      kilka numerów Wyborczej wcześniej tenże: „Potrzebna jest nam
      całościowa wizja spójnego zinformatyzowania wszystkich instytucji,
      bo tylko to doprowadzi do powstania nowoczesnej e-gospodarki -
      przekonuje profesor Wojciech Cellary”

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka