Nauka ginących zawodów szansą dla długotrwale b...

IP: *.bredband.comhem.se 17.10.09, 20:15
www.youtube.com/watch?v=Rj4crMCg-XY
Jak unia europejska zniewala kraje oscienne poprzez banki.
Przyklad chlopi Lotwa/Litwa/Estiona i Szwecja jak ich Wladca.
Moze komus otworzy tu oczy. chociaz watpie.
    • ssamiec I telegrafistki też. 17.10.09, 20:41
      Niech jeszcze zaczną kształcić na telegrafistki, stangretów i fotografów
      analogowych. To też ginące zawody.

      A kształcenie odbywa się za "unijne" czyli nasze.
      • Gość: platfor Re: I telegrafistki też. IP: 212.91.17.* 17.10.09, 21:04
        Jak tym ludzom wytłumaczyć ,ze unijne pieniądze pochodzą z naszych
        wpłat do wspólnego kosza.Trudno mi uwierzyć w hojność UNII?.Jeszcze
        nikt nikomu nbie da za darmo, chyba że prowadząc politykę
        dalekowzroczną liczą że sobie odbiją kilkakrotnie.
        • Gość: robrt kapitalizm i socjalizm IP: *.derby.waw.pl 17.10.09, 22:32
          dla polakow to przedluzenie socjalizmu - teraz biora, ale niedlugo sie obudza ze
          snu.....


          dla unii to inwestycja, skoncza sie dotacje dla polski, trzeba bedzie oddawac
          "zapomoge"
          • 3krotek Re: kapitalizm i socjalizm 18.10.09, 07:10
            > dla unii to inwestycja, skoncza sie dotacje dla polski, trzeba bedzie oddawac
            > "zapomoge"

            Jak do tej pory, to mamy dług powstały w czasie "wspaniałego" kapitalizmu w
            wysokości dziesięciokrotnie większej od tego z czasów PRL-u.

            Najciekawsze jest to, że nie jesteśmy go spłacić, tak samo zresztą jak Twój idol
            - USA swojego długu.
            • ksiaze_olsztyn Re: kapitalizm i socjalizm 18.10.09, 10:23
              To Ty chyba nie wiesz czym jest kapitalizm, ośle.
        • 1jacek-rozan Dopłacamy do Unii...Otwórz oczy Polaku...! 18.10.09, 10:33
          Kolejny cud Tuska: dopłacamy do Unii Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu

          Napisany przez Grzegorz Wierzchołowski , z 04-02-2009 13:34

          wejść : 263

          Opublikowane w : Publicystyka, Polityka

          W wyniku nieudolności rządu Donalda Tuska spełniają się najgorsze przepowiednie
          eurosceptyków. Nie dość, że urzędnicy z nadania PO–PSL pozyskali ze środków
          unijnych o 20 mld zł mniej, niż zakładał budżet, to jeszcze w ciągu ostatnich
          pięciu miesięcy Polacy dopłacili do Unii Europejskiej ponad 1,5 mld zł!

          Tak tragicznej sytuacji nie było nawet za rządów SLD, kiedy to zdołaliśmy
          pozyskać jedynie 16 proc. dostępnych środków unijnych. Należy przy tym pamiętać,
          że urzędnicy Leszka Millera i Marka Belki mogli tłumaczyć swoje słabe wyniki
          brakiem doświadczenia w rozmowach z instytucjami UE, a także znikomą aktywnością
          polskich obywateli i firm, niepotrafiących wtedy jeszcze występować o unijne
          fundusze.

          Dziś – płacąc miesięcznie kilkaset milionów euro składki członkowskiej – nie
          dostajemy od Unii prawie nic. W czasie ogarniającego Polskę kryzysu może okazać
          się to dla naszej gospodarki zabójcze.

          Jak marnować pieniądze

          Doszło do tego, że rząd Donalda Tuska upomniany został parę dni temu przez...
          Komisję Europejską. Eurokraci zganili nas za słabe wykorzystanie europejskich
          pieniędzy i brak pomysłów na przyspieszenie rozdziału tych środków. Z czego
          dokładnie wynikła ta krytyka? Jak wynika z szacunkowych danych o wykonaniu
          budżetu za 2008 r. – zamiast planowanych 35,3 mld zł, które miały zostać
          przetransferowane z kasy unijnej do Polski, udało nam się pozyskać jedynie 15,1
          mld. Zrealizowano więc zaledwie 43 proc. zakładanych dochodów ze środków unijnych!

          Ta statystyka jest jeszcze bardziej przerażająca, gdy zagłębimy się w szczegóły.
          Aż 15 z 20 mld zł, których zabrakło w budżecie państwa, pochodzić miało z
          funduszy strukturalnych. Są to ogromne kwoty, przeznaczone przez UE na
          modernizację naszej gospodarki i infrastruktury; rozdziela się je w ramach
          gigantycznych programów, m.in. Europejskiego Funduszu Społecznego i
          Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Co ważne: w pozyskiwaniu środków z
          tych funduszy wcale nie przeszkadza dekoniunktura gospodarcza (przyznała to sama
          Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego), lecz skomplikowane przepisy
          i nieudolność urzędników. W tej ostatniej kwestii rząd PO–PSL radzi sobie
          zdecydowanie najgorzej.

          Dowód? „GP” dotarła do najnowszych statystyk (z 30 I 2009 r.) dotyczących
          wdrażania funduszy strukturalnych na lata 2007–2013. Chodzi przede wszystkim o
          tzw. programy operacyjne, dzięki którym poziom życia Polaków ma zbliżyć się do
          standardów zachodnioeuropejskich. I tak: w ramach programu Infrastruktura i
          Środowisko, który umożliwia pozyskanie aż 124 mld zł, podpisaliśmy po dwóch
          latach zaledwie trzy (!) umowy o dofinansowanie. Ich wartość wynosi – uwaga –
          tylko 139 mln zł. W ramach programu Rozwój Europy Wschodniej (do pozyskania 10,2
          mld zł) podpisaliśmy ledwie jedenaście umów wartych 459 mln zł, w ramach
          Innowacyjnej Gospodarki (budżet: 40 mld zł) – otrzymamy środki rzędu 4 mld zł.
          Wartość umów programu Kapitał Ludzki (50 mld zł) wyniosła zaś 6 mld zł.

          Polacy zrzucają się na Unię

          Indolencja aparatu urzędniczego odpowiedzialnego za pozyskiwanie i rozdział
          funduszy unijnych spowodowała jednak nie tylko 20-miliardową „dziurę” w
          budżecie. Z wyliczeń, jakich dokonaliśmy na podstawie oficjalnych danych
          Ministerstwa Finansów, wynika jednoznacznie, że w ciągu ostatnich pięciu
          miesięcy polscy podatnicy dopłacili netto do UE przynajmniej 1,5 mld zł! To
          bezprecedensowy przypadek w historii naszego członkostwa w tej organizacji.

          Statystyki kształtują się następująco:

          * wrzesień 2008 r.: środki pozyskane z Unii (Fundusz Spójności, fundusze
          strukturalne, dochody Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Program
          Rozwoju Obszarów Wiejskich, dochody Agencji Rynku Rolnego): 133,8 mln euro;
          składka członkowska: 186,4 mln euro; saldo przepływów finansowych Polska–UE było
          więc ujemne i wyniosło minus 52,6 mln euro;
          * październik 2008 r.: środki pozyskane z Unii: 287,2 mln euro; składka
          członkowska: 460,8 mln euro; saldo przepływów finansowych Polska–UE: minus 173,6
          mln euro;
          * listopad 2008 r.: środki pozyskane z Unii: 283,6 mln euro; składka
          członkowska: 278,8 mln euro; saldo przepływów finansowych Polska–UE: plus 4,8
          mln euro;
          * grudzień 2008 r.: środki pozyskane z Unii: 315 mln euro; składka
          członkowska: 425,7 mln euro; saldo przepływów finansowych Polska–UE: minus 110,7
          mln euro.


          Podsumowując, w ciągu ostatnich czterech miesięcy 2008 r. straciliśmy na
          członkostwie w UE około 332,1 mln euro, co daje gigantyczną kwotę 1,5 mld zł.

          REKLAMA Czytaj dalej


          To oczywiście tylko saldo samych transferów pieniężnych, w którym nie
          uwzględnione zostały np. ogromne koszty utrzymywania urzędników, których praca –
          pozyskiwanie funduszy unijnych – od kilkunastu miesięcy nie przynosi
          zadowalających efektów (co ciekawe, pod rządami „antyunijnego” PiS wykorzystanie
          tych środków było znacznie lepsze, a Komisja Europejska chwaliła nas za
          postępy). W 2008 r. wydaliśmy m.in. 265 mln zł na samo funkcjonowanie
          Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, a pamiętajmy, że jeszcze więcej pochłonęły
          różne agencje „unijne” oraz terenowe i samorządowe jednostki wdrażania funduszy
          strukturalnych (np. Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych, utworzona
          za 40 mln zł, załatwiła w zeszłym roku... sześć z 2,4 tys. wniosków o
          dofinansowanie).

          Król Donald Szczodry

          28 stycznia 2009 r. „Gazeta Wyborcza” napisała, że rząd Donalda Tuska –
          upomniany przez Komisję Europejską za fatalny stan wykorzystania unijnych
          środków – ma już pomysł, jak usprawnić ich pozyskiwanie. Wszystkie firmy
          ubiegające się o dofinansowanie z eurofunduszy będą mianowicie dostawać z
          budżetu państwa 20 proc. dotacji, o którą się starają. Ma im to pomóc w
          wyłożeniu własnych środków na współfinansowaną przez UE inwestycję (własny wkład
          jest obowiązkowy). Choć pomysł jest dobry i sprawdzony – nasuwa się pytanie:
          skąd Ministerstwo Finansów weźmie pieniądze na jego realizację? Czyżby Donald
          Tusk i minister Jacek Rostowski w oczekiwaniu na kolejny cud zapomnieli o
          28-miliardowej „dziurze” budżetowej, która z miesiąca na miesiąc będzie się
          jeszcze powiększać?

          Całkiem możliwe, bo ostatnie pół roku działalności obu polityków to istny
          festiwal finansowej beztroski i międzynarodowego „szpanu”. Najpierw zlekceważono
          ogólnoświatowy kryzys ekonomiczny i wydrwiono tych, którzy dostrzegali w Polsce
          jego pierwsze objawy: zwolnienia grupowe oraz znaczące zmniejszenie nakładów na
          inwestycje. Choć już we wrześniu 2008 r. wpływy do budżetu były niższe o 5 mld
          zł, niż zakładano – a więc Ministerstwo Finansów musiało doskonale zdawać sobie
          sprawę z nadchodzącej zapaści – Polacy nadal karmieni byli propagandą sukcesu.

          Nastąpiła seria efektownych pożyczek krajom od nas bogatszym. W listopadzie 2008
          r. jako państwo, któremu rzekomo nie groził kryzys (a PKB na jedną osobę wynosi
          17,8 tys. dol.), pożyczyliśmy 200 mln dol. pogrążonej w recesji Islandii (gdzie
          PKB per capita to 42,6 tys. dol.). Rzecznik Ministerstwa Finansów Magdalena
          Kobos tłumaczyła wówczas, że „Polskę stać na taki gest, bo nasze finanse mają
          solidne podstawy”. Dwa miesiące później postanowiliśmy udzielić pomocy Łotyszom
          (PKB na osobę: 18,5 tys. dol.), pożyczając im 100 mln euro. W tym czasie
          wydaliśmy lekką ręką ponad 90 mln zł na konferencję klimatyczną w Poznaniu, a
          szef Kancelarii Premiera Sławomir Nowak zapowiedział, że w 20.

          rocznicę „okrągłego stołu” rząd zafunduje Polakom „koncert, jakiego w Polsce
          jeszcze nie było” (na
      • Gość: fg Re: I telegrafistki też. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.09, 01:13
        Na fotografów analogowych gdzieniegdzie jeszcze kształcą...
      • Gość: Spoxman Re: I telegrafistki też. IP: *.ssp.dialog.net.pl 18.10.09, 01:44
        I jeszcze bednarz i kołodziej :)
        • Gość: ogorek Re: I telegrafistki też. IP: *.lsanca.dsl-w.verizon.net 18.10.09, 02:04
          zdunow i kowali
      • 3krotek Re: I telegrafistki też. 18.10.09, 07:05
        > Niech jeszcze zaczną kształcić na telegrafistki, stangretów i fotografów
        > analogowych. To też ginące zawody.

        Idź na całość: Po co kształcić malarzy, rzeźbiarzy, muzyków skoro mamy
        komputery, które robią to wszystko "lepiej" i wydajniej?
        • Gość: m Re: I telegrafistki też. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.10.09, 07:39
          bezsens. Komputer to tylko narzędzie. Sam nic nie namaluje ani nie
          skomponuje.
          • 3krotek Re: I telegrafistki też. 18.10.09, 08:15
            > bezsens. Komputer to tylko narzędzie. Sam nic nie namaluje ani nie
            > skomponuje.

            Chyba nie słuchasz współczesnej muzyki...
    • Gość: solider Re: Nauka ginących zawodów szansą dla długotrwale IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.09, 20:58
      Nauka "ginących zawodów" - wstepnym etapem do przerobienia koloni w
      atrakcyjny skansen.
      Mieszkancy obowiazkowo: stroje ludowe i w chałupach lampy naftowe.
      Do miasta można tylko konikiem. Samochody proszę zdać!
      Analfabetyzm mile widziany.
      Będzie dużo zwiedzających "za biletami".
      • Gość: Ala Re: Nauka ginących zawodów szansą dla długotrwale IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.09, 22:46
        Śmiejecie się, ale jeśli będzie tak że ci ludzie przestaną być klientami opieki społecznej a zaczną pracować i na siebie zarabiać to chyba dobrze, nie? Lepszy skansen (nasze ludowe wyroby są naprawde piękne) czy np gdakanie przed McDonaldem lub wciskanie ulotek agencji towarzyskich za wycieraczki samochodów?
        • Gość: fg Re: Nauka ginących zawodów szansą dla długotrwale IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.09, 01:13
          A ile jesteś w stanie zapłacić za koszyk czy gliniany garnek? Ile koszyków i
          garnków jest Ci potrzebne? Czy naprawdę sądzisz, że w ten sposób można zarobić
          na życie?
    • Gość: bat czy Bill Gates tak zaczynał? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.09, 22:20
      dziwne czemu żadnemu krajowi okupowanemu przez czerwonych nie udało
      się ruszyć cywilizacji do przodu?
      • 3krotek Re: czy Bill Gates tak zaczynał? 18.10.09, 06:51
        > dziwne czemu żadnemu krajowi okupowanemu przez czerwonych nie udało
        > się ruszyć cywilizacji do przodu?

        Wszystko zależy od tego, jak i czym mierzyć postęp cywilizacji.
        Jeśli w ilości McDonaldsów na głowę mieszkańca, to faktycznie słabo wypada.
        Ale jeśli mierzyć ilością przeczytanych książek lub średnią IQ, to niestety, ale
        "czerwoni" są w czołówce.

        Wolisz być debilem żywiącym się w McDonaldzie?
    • orinus Re: Nauka ginących zawodów szansą dla długotrwale 17.10.09, 23:27
      A czy nie jest tak, że owe zawody zaginęły bo nie było już
      zapotrzebowania na ich wyroby?
      • Gość: fg Re: Nauka ginących zawodów szansą dla długotrwale IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.09, 01:11
        > A czy nie jest tak, że owe zawody zaginęły bo nie było już
        > zapotrzebowania na ich wyroby?

        No właśnie... A nawet jeśli jest popyt na rękodzieło, to mały i po jak
        najmniejszych cenach. Po takich cenach, że rękodzielnik musi nadrabiać ilością,
        co w przeliczeniu na godziny daje bardzo mały zarobek, jeśli w ogóle.
        • Gość: m Re: Nauka ginących zawodów szansą dla długotrwale IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.10.09, 07:43
          no właśnie, taka robota, że wyjdzie ci na godzinę tyle ile ma stróż
          na parkingu.
      • 3krotek Re: Nauka ginących zawodów szansą dla długotrwale 18.10.09, 06:55

        > A czy nie jest tak, że owe zawody zaginęły bo nie było już
        > zapotrzebowania na ich wyroby?

        Na pewno tak.
        Dlatego tańsze są wyroby z plastiku, których pełno jest w każdym lesie. Torby
        jednorazowe butelki PET i całą reszta, którą znajdziesz bez problemów na
        spacerze "na łonie przyrody".
        Wszystko dla kasy.

        Czy na pewno wiesz, jak powinno smakować prawdziwe kurze jajko?
    • Gość: Marek Jeb*** się wszyscy w głowę. To chore. IP: *.adsl.inetia.pl 17.10.09, 23:33
      Wikliniarstwo? Kur** albo tutaj są same bezmózgi albo mi już odpier**** Jak tak
      dalej pójdzie do Azjaci za 2 góra 3 lata będą nas posuwać od tyłu bez wazeliny.
      Jaką będziemy dla nich konkurencją? Czyli co? My robimy koszyki a oni telefony /
      statki i samochody? Ja pierd*****
      • Gość: heh Re: Jeb*** się wszyscy w głowę. To chore. IP: 94.75.121.* 18.10.09, 00:59
        Jeśli czujesz w sobie moc Gates`a uczyn z wioski imperium informatyczne z pożytkiem dla siebie i dla kraju;)
        Tymczasem ośmieszasz siebie wyśmiewając ludzką zaradność.
        Nie w każdej wiosce może być Hong Kong.
        Telefonów też już nadprodukcja, więc jednak lepiej zająć się wikliną.
        • Gość: fg Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.09, 01:17
          A co jest Ci bardziej potrzebne? Komputer, czy koszyk wiklinowy? Zegarek, czy
          gliniany garnek? Kupisz firmowe spodnie, czy chłopską sukmanę?
        • Gość: Marek Re: Jeb*** się wszyscy w głowę. To chore. IP: *.adsl.inetia.pl 18.10.09, 02:14
          nie ośmieszam ludzi, którzy pójdą na szkolenie - ośmieszam durne / debilne
          programy UE. Chyba powinno być UE wstyd za to, że buduje programy na tak bzdurne
          rzeczy jak szkolenie w zakresie wikliniarstwa. Już lepiej szkolić z zawodów,
          które na prawdę są potrzebne a w których specjalistów jest niewielu.

          Ludzi, którzy chcą uczyć się wikliniarstwa - zostawiam w spokoju. Prawda jest
          jednak taka, że kasę zbiją na tym TYLKO PROWADZĄCY SZKOLENIA.
          • Gość: alek Re: Jeb*** się wszyscy w głowę. To chore. IP: *.sbndin.dsl-w.verizon.net 18.10.09, 04:01
            Te programy nie sa debilne. Robione sa z pelnym rozmyslem i nie bez przypadku. W Unii wszyscy sa rowni. Ale niektorzy rowniejsi. Fakt ten pokazuje w ktora strone Unia bedzie nakierowywac Polske. Jej miejsce w szeregu w przyszlosci.
            • babaqba Re: Jeb*** się wszyscy w głowę. To chore. 18.10.09, 06:24
              Cóż, to nie jest spisek, tylko realna ocena możliwości. Ci ludzie to
              półanalfabeci, co chcecie aby zaczęli robić? Opracowywać układy
              scalone? Polska sama nakierowała się na skansen przez pakowanie
              olbrzymich pieniędzy w małorolnych, górnictwo, kościół a olewanie
              edukacji czy nakładów na badania naukowe. Tym razem nie da się niczego
              zrzucić na "komunę", wojnę czy zabory. Widać trend szukania sobie
              następnego kozła ofiarnego w postaci Unii, ale czy się powiedzie? W
              końcyu uznanie, że Unia nami tak łatwo steruje, równa się uznaniu,
              żeśmy bezwolnymi głąbami, co to oburącz dupy znaleźć nie potrafią. Tak
              o nas myślisz, alek?
              • Gość: alek Re: Jeb*** się wszyscy w głowę. To chore. IP: *.sbndin.dsl-w.verizon.net 18.10.09, 20:27
                Dokladnie tak mysle o polskiej klasie politycznej.
                Spoleczenstwo tez niewiele lepsze, jesli stlamszone nie potrafi sprzeciwic sie glupim decyzjom politykow.
                Teraz, z chwila zrzeczenia sie suwerennosci przez Polske, ten stan sie tylko pogorszy. Uwazasz, ze w interesie wiekszych krajow Unii bedzie tworzenie sobie gospodarczej konkurencji wewnatrz Wspolnoty?
                Polscy politycy zaczeli robic z wlasnego kraju skansen.
                Unia dokonczy dziela.
      • Gość: fg Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.09, 01:23
        Zwłaszcza, że azjatyckie wyroby typu: haftowane obrusiki do wyboru do koloru,
        koszyki wielkanocne i każde inne, garczki takie, śmakie i owakie, bombki na
        choinkę, itp., itd. w niskich cenach - skutecznie wyeliminowały z rynku polskie
        rękodzieło.
    • zdzislaw_dyrman_zasadniczo_1 Nauka ginących zawodów szansą dla długotrwale b... 18.10.09, 01:15
      >Prezes Fundacji Nida Krzysztof Margol, pomysłodawca przedsięwzięcia,
      >powiedział, że zawarto kilka kontraktów i kobiety będą teraz robić >pamiątki
      na zamówienie.

      Poprosimy o sprawozdanie finansowe po pierwszych dwunastu miesiącach działalności.
      • Gość: fg Re: Nauka ginących zawodów szansą dla długotrwale IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.09, 01:19
        Popieram - sprawozdanie finansowe po roku działalności, żeby zobaczyć, o jakim
        wieeeelkim zarobku tu mówimy.
      • 3krotek Re: Nauka ginących zawodów szansą dla długotrwale 18.10.09, 06:57
        > Poprosimy o sprawozdanie finansowe po pierwszych dwunastu miesiącach działalności.

        Uważasz, że w życiu człowieka nie liczy się nic oprócz kasy?
        • Gość: m Re: Nauka ginących zawodów szansą dla długotrwale IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.10.09, 07:45
          przede wszystkim trzeba mieć na chleb. Rękodzieło to może, dla
          pasjonatów, gospodyni domowej, siedzącej w domu, gdy chłop dużo
          zarabia, a jej się nudzi itd.
          • 3krotek Re: Nauka ginących zawodów szansą dla długotrwale 18.10.09, 08:20

            > przede wszystkim trzeba mieć na chleb. Rękodzieło to może, dla
            > pasjonatów, gospodyni domowej,[...]

            Tu nie ma mowy o chlebie! Jeśli już, to chodzi Ci o nowy samochód, dom z basenem
            i kasę na koncie.
    • Gość: fg Nauka ginących zawodów szansą dla długotrwale b... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.09, 01:27
      Ciekawe, w czym moje posty łamią regulamin - nie ma w nich słowa przekleństwa,
      zadaję tylko trudne pytania. Zastanów się nad sobą, Człowieku.
    • heraldek Pilnie potrzebni pracownicy w zawodzie HYCLA... 18.10.09, 03:28
      ....bo liczba kundli w Polsce rosnie....
    • Gość: Janek no co! zamiast Irlandii będzie Wietnam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.09, 09:15
      a Sarkozy kupi żonie ładny "ręcznie" zrobiony pe.........
      • Gość: lol Re: nie Wietnam tylko cepeliada IP: *.pools.arcor-ip.net 18.10.09, 10:06
        No to sie narobilo. CEPELIADA bis. Jakies zawirowania historyczne,
        czyli stare w nowym opaczkowaniu. Ostatnio na stronach reklamy
        kauflandu (poza Polska) "gwaracja-zacheta" greenpeace, ze ryby w
        kauflandzie sa super... No to kupilismy makrele, ktora smakowala
        starym tranem. Zadnych bio czy ecco produktow nigdy wiecej nie
        kupimy, bo zadnego grosza dodatkowo nie placimy.
    • ksiaze_olsztyn Nauka ginących zawodów szansą dla długotrwale b... 18.10.09, 10:27
      UE z naszych podatków finansuje takie debilne szkolenia, a potem
      dziwi się, że jest kryzys.

      Tymczasem w samym Szanghaju liczba wieżowców przewyższa liczbę
      wieżowców w całych Stanach, a projekty w Dubaju przypominają nasze
      wizje na rok 2050. Europa pod rządami eurokołchozu jest g.wnem!!!
      • 1jacek-rozan Re: Nauka ginących zawodów szansą dla długotrwale 18.10.09, 10:52
        Kolejny cud Tuska: dopłacamy do Unii Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu

        Napisany przez Grzegorz Wierzchołowski , z 04-02-2009 13:34

        wejść : 263

        Opublikowane w : Publicystyka, Polityka

        W wyniku nieudolności rządu Donalda Tuska spełniają się najgorsze przepowiednie
        eurosceptyków. Nie dość, że urzędnicy z nadania PO–PSL pozyskali ze środków
        unijnych o 20 mld zł mniej, niż zakładał budżet, to jeszcze w ciągu ostatnich
        pięciu miesięcy Polacy dopłacili do Unii Europejskiej ponad 1,5 mld zł!

        Tak tragicznej sytuacji nie było nawet za rządów SLD, kiedy to zdołaliśmy
        pozyskać jedynie 16 proc. dostępnych środków unijnych. Należy przy tym pamiętać,
        że urzędnicy Leszka Millera i Marka Belki mogli tłumaczyć swoje słabe wyniki
        brakiem doświadczenia w rozmowach z instytucjami UE, a także znikomą aktywnością
        polskich obywateli i firm, niepotrafiących wtedy jeszcze występować o unijne
        fundusze.

        Dziś – płacąc miesięcznie kilkaset milionów euro składki członkowskiej – nie
        dostajemy od Unii prawie nic. W czasie ogarniającego Polskę kryzysu może okazać
        się to dla naszej gospodarki zabójcze.

        Jak marnować pieniądze

        Doszło do tego, że rząd Donalda Tuska upomniany został parę dni temu przez...
        Komisję Europejską. Eurokraci zganili nas za słabe wykorzystanie europejskich
        pieniędzy i brak pomysłów na przyspieszenie rozdziału tych środków. Z czego
        dokładnie wynikła ta krytyka? Jak wynika z szacunkowych danych o wykonaniu
        budżetu za 2008 r. – zamiast planowanych 35,3 mld zł, które miały zostać
        przetransferowane z kasy unijnej do Polski, udało nam się pozyskać jedynie 15,1
        mld. Zrealizowano więc zaledwie 43 proc. zakładanych dochodów ze środków unijnych!

        Ta statystyka jest jeszcze bardziej przerażająca, gdy zagłębimy się w szczegóły.
        Aż 15 z 20 mld zł, których zabrakło w budżecie państwa, pochodzić miało z
        funduszy strukturalnych. Są to ogromne kwoty, przeznaczone przez UE na
        modernizację naszej gospodarki i infrastruktury; rozdziela się je w ramach
        gigantycznych programów, m.in. Europejskiego Funduszu Społecznego i
        Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Co ważne: w pozyskiwaniu środków z
        tych funduszy wcale nie przeszkadza dekoniunktura gospodarcza (przyznała to sama
        Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego), lecz skomplikowane przepisy
        i nieudolność urzędników. W tej ostatniej kwestii rząd PO–PSL radzi sobie
        zdecydowanie najgorzej.

        Dowód? „GP” dotarła do najnowszych statystyk (z 30 I 2009 r.) dotyczących
        wdrażania funduszy strukturalnych na lata 2007–2013. Chodzi przede wszystkim o
        tzw. programy operacyjne, dzięki którym poziom życia Polaków ma zbliżyć się do
        standardów zachodnioeuropejskich. I tak: w ramach programu Infrastruktura i
        Środowisko, który umożliwia pozyskanie aż 124 mld zł, podpisaliśmy po dwóch
        latach zaledwie trzy (!) umowy o dofinansowanie. Ich wartość wynosi – uwaga –
        tylko 139 mln zł. W ramach programu Rozwój Europy Wschodniej (do pozyskania 10,2
        mld zł) podpisaliśmy ledwie jedenaście umów wartych 459 mln zł, w ramach
        Innowacyjnej Gospodarki (budżet: 40 mld zł) – otrzymamy środki rzędu 4 mld zł.
        Wartość umów programu Kapitał Ludzki (50 mld zł) wyniosła zaś 6 mld zł.

        Polacy zrzucają się na Unię

        Indolencja aparatu urzędniczego odpowiedzialnego za pozyskiwanie i rozdział
        funduszy unijnych spowodowała jednak nie tylko 20-miliardową „dziurę” w
        budżecie. Z wyliczeń, jakich dokonaliśmy na podstawie oficjalnych danych
        Ministerstwa Finansów, wynika jednoznacznie, że w ciągu ostatnich pięciu
        miesięcy polscy podatnicy dopłacili netto do UE przynajmniej 1,5 mld zł! To
        bezprecedensowy przypadek w historii naszego członkostwa w tej organizacji.

        Statystyki kształtują się następująco:

        * wrzesień 2008 r.: środki pozyskane z Unii (Fundusz Spójności, fundusze
        strukturalne, dochody Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Program
        Rozwoju Obszarów Wiejskich, dochody Agencji Rynku Rolnego): 133,8 mln euro;
        składka członkowska: 186,4 mln euro; saldo przepływów finansowych Polska–UE było
        więc ujemne i wyniosło minus 52,6 mln euro;
        * październik 2008 r.: środki pozyskane z Unii: 287,2 mln euro; składka
        członkowska: 460,8 mln euro; saldo przepływów finansowych Polska–UE: minus 173,6
        mln euro;
        * listopad 2008 r.: środki pozyskane z Unii: 283,6 mln euro; składka
        członkowska: 278,8 mln euro; saldo przepływów finansowych Polska–UE: plus 4,8
        mln euro;
        * grudzień 2008 r.: środki pozyskane z Unii: 315 mln euro; składka
        członkowska: 425,7 mln euro; saldo przepływów finansowych Polska–UE: minus 110,7
        mln euro.


        Podsumowując, w ciągu ostatnich czterech miesięcy 2008 r. straciliśmy na
        członkostwie w UE około 332,1 mln euro, co daje gigantyczną kwotę 1,5 mld zł.

        REKLAMA Czytaj dalej


        To oczywiście tylko saldo samych transferów pieniężnych, w którym nie
        uwzględnione zostały np. ogromne koszty utrzymywania urzędników, których praca –
        pozyskiwanie funduszy unijnych – od kilkunastu miesięcy nie przynosi
        zadowalających efektów (co ciekawe, pod rządami „antyunijnego” PiS wykorzystanie
        tych środków było znacznie lepsze, a Komisja Europejska chwaliła nas za
        postępy). W 2008 r. wydaliśmy m.in. 265 mln zł na samo funkcjonowanie
        Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, a pamiętajmy, że jeszcze więcej pochłonęły
        różne agencje „unijne” oraz terenowe i samorządowe jednostki wdrażania funduszy
        strukturalnych (np. Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych, utworzona
        za 40 mln zł, załatwiła w zeszłym roku... sześć z 2,4 tys. wniosków o
        dofinansowanie).

        Król Donald Szczodry

        28 stycznia 2009 r. „Gazeta Wyborcza” napisała, że rząd Donalda Tuska –
        upomniany przez Komisję Europejską za fatalny stan wykorzystania unijnych
        środków – ma już pomysł, jak usprawnić ich pozyskiwanie. Wszystkie firmy
        ubiegające się o dofinansowanie z eurofunduszy będą mianowicie dostawać z
        budżetu państwa 20 proc. dotacji, o którą się starają. Ma im to pomóc w
        wyłożeniu własnych środków na współfinansowaną przez UE inwestycję (własny wkład
        jest obowiązkowy). Choć pomysł jest dobry i sprawdzony – nasuwa się pytanie:
        skąd Ministerstwo Finansów weźmie pieniądze na jego realizację? Czyżby Donald
        Tusk i minister Jacek Rostowski w oczekiwaniu na kolejny cud zapomnieli o
        28-miliardowej „dziurze” budżetowej, która z miesiąca na miesiąc będzie się
        jeszcze powiększać?

        Całkiem możliwe, bo ostatnie pół roku działalności obu polityków to istny
        festiwal finansowej beztroski i międzynarodowego „szpanu”. Najpierw zlekceważono
        ogólnoświatowy kryzys ekonomiczny i wydrwiono tych, którzy dostrzegali w Polsce
        jego pierwsze objawy: zwolnienia grupowe oraz znaczące zmniejszenie nakładów na
        inwestycje. Choć już we wrześniu 2008 r. wpływy do budżetu były niższe o 5 mld
        zł, niż zakładano – a więc Ministerstwo Finansów musiało doskonale zdawać sobie
        sprawę z nadchodzącej zapaści – Polacy nadal karmieni byli propagandą sukcesu.

        Nastąpiła seria efektownych pożyczek krajom od nas bogatszym. W listopadzie 2008
        r. jako państwo, któremu rzekomo nie groził kryzys (a PKB na jedną osobę wynosi
        17,8 tys. dol.), pożyczyliśmy 200 mln dol. pogrążonej w recesji Islandii (gdzie
        PKB per capita to 42,6 tys. dol.). Rzecznik Ministerstwa Finansów Magdalena
        Kobos tłumaczyła wówczas, że „Polskę stać na taki gest, bo nasze finanse mają
        solidne podstawy”. Dwa miesiące później postanowiliśmy udzielić pomocy Łotyszom
        (PKB na osobę: 18,5 tys. dol.), pożyczając im 100 mln euro. W tym czasie
        wydaliśmy lekką ręką ponad 90 mln zł na konferencję klimatyczną w Poznaniu, a
        szef Kancelarii Premiera Sławomir Nowak zapowiedział, że w 20.

        rocznicę „okrągłego stołu” rząd zafunduje Polakom „koncert, jakiego w Polsce
        jeszcze nie było” (na
Inne wątki na temat:
Pełna wersja