Dodaj do ulubionych

1/3 małych sklepów splajtowała przez hipermarkety

IP: *.chello.pl 29.03.10, 21:54
w RFN było to samo, w małym miasteczku, gdzie jeżdżę od prawie 30
lat zamknięto wszystkie małe sklepy rodzinne za wyjątkiem lokalnego
rzeźnika,bo go wszyscy lubili i miał inne wyroby niż markety, w 2009
zmarł, został tylko z dawnych sklepów kiosk z gazetami i Lotto i
apteka, za to powstały Norma i Penny (dyskonty) i Schlecker
(chemia), po resztę ludność jeździ 30 km do miasteczka do Reala i
podobnych.
Obserwuj wątek
        • szarak_44 Wiedzieć co się pisze... 30.03.10, 09:07
          > padają, bo nie potrafią handlować. Skończył się osiedlowy monopol i
          > windowanie cen. Pan właściciel sklepu nie będzie zmieniał bryki co
          > roku i to jest jego tragedia. Nniech idzie na sprzedawcę do
          > Biedronki, to się nauczy prawdziwego handlu.

          ... z których Pan Biedronka będzie ściągał 99% (a czasem ponad 100%
          niestety) zysków bo teraz ON będzie ABSOLUTNYM monopolistą. Ciekawe,
          że feudalizm rodził sie w ten sam sposób...

          ---
          Kiedy chwytamy za miecze, nazywają nas
          Awarami. Gdy lepimy zbyt wprawnie garnki, przezywają nas Wandalami.
          Jeśli tylko dosiadamy w bitwie koni, stajemy się dla nich Scytami...
          Jesteśmy Słowianie!

          • Gość: biedroniarz Re: Wiedzieć co się pisze... IP: 195.117.118.* 30.03.10, 09:36
            A niestety ma racje przedmówca. Małe sklepy windują ceny skoro takie samo masło
            kosztuje o 80 gr mniej /na 3 zł/ to wole robic zakupy w biedronce czy innym
            lidlu. Ostatnio za red bulla w małym sklepie krzykneli mi 9.90 drozej niz na
            stacji benzynowej.

            Taki osiedlowy sklepik to naprawde jest zyła złota, zarobek ok 40 % .
              • mara571 czy naprawde kosmiczne marze? 30.03.10, 09:58
                oni placa za ten sam towar wiecej juz w hurtowni!
                Jedynym ratunkiem dla tych malych sklepow jest zorganizowanie sie we wlasna
                siec(i), wspolny marketing, logo, zakupy u producentow.
                I trzeba tez pomyslec nad zmiana oferty.
                • jimmyjazz Re: czy naprawde kosmiczne marze? 30.03.10, 10:07
                  mara571 napisała:

                  > oni placa za ten sam towar wiecej juz w hurtowni!

                  No chyba że 30-50% to mało. Wg mnie dużo.
                  Ale to w sumie nie ważne - niech sobie mają i 100% i 200% - kto chce
                  kupować niech tak robi. Jego sprawa - może warto.
                  Tylko niech mi nikt nie zabrania kupowania gdzie indziej.
                  • rikol Re: czy naprawde kosmiczne marze? 30.03.10, 18:36
                    Co z tego, ze hipermarkety daja prace, jesli z ich powodu ludzie traca prace?
                    Czy ktos w ogole to policzyl, ile miejsc pracy jest zlikwidowanych przez
                    hipermarkety? Nie wspomne o rozbijaniu spolecznosci, bo z dnia na dzien
                    szanowany miejscowy sklepikarz staje sie bezrobotnym bankrutem. Hipermarkety
                    niszcza spoleczenstwo, a placi za to panstwo, w postaci ulg podatkowych i
                    zasilkow dla bezrobotnych bylych przedsiebiorcow. Panstwo (czyli podatnicy)
                    dotuja hipermarkety, ktore wyprowadzaja zyski za granice.
                    • jimmyjazz Re: czy naprawde kosmiczne marze? 30.03.10, 22:06
                      rikol napisała:

                      > Co z tego, ze hipermarkety daja prace, jesli z ich powodu ludzie > traca prace?
                      > Czy ktos w ogole to policzyl, ile miejsc pracy jest zlikwidowanych > przez
                      hipermarkety?

                      Chyba ile miejsc pracy powstaje. Jeżeli zamiast płacić 300 zł za zakupy w
                      sklepiku kupuję to samo za 250 zł to jestem bogatszy bo mogę za 50 zł kupić inne
                      rzeczy. Producenci zwiększają produkcję, zatrudniają ludzi itp.

                      Stosując taką logikę koparki to samo zło (miliony kopaczy na bruku), samochody
                      to samo zło (pogrom wśród dorożkarzy) itp. Wykpili taką logikę już w postach
                      poniżej.

                      > Nie wspomne o rozbijaniu spolecznosci, bo z dnia na dzien
                      > szanowany miejscowy sklepikarz staje sie bezrobotnym bankrutem.

                      Jak jest dobrym sklepikarzem to nie będzie bezrobotny tylko utrzyma sklep bo
                      ludzie nie kierują się w zakupach tylko ceną.
                      I nie wiem gdzie społecznośc jest skupiona wokół sklepiku - chyba w byłych
                      pgrach - ale im dyskonty nie grożą.

                      > Hipermarkety niszcza spoleczenstwo, a placi za to panstwo, w > postaci
                      ulg podatkowych

                      Mity o ulgach
                      "Super- i hipermarkety korzystały z ulg podatkowych tylko przez 3 lata - na
                      początku lat 90. Po zmianie przepisów mogą one korzystać ze zwolnień podatkowych
                      wyłącznie po uzyskaniu od Ministra Finansów stosownego zezwolenia. Mówczyni
                      podkreśliła, że od 1990 r. żaden podmiot prowadzący działalność handlową takiego
                      zezwolenia nie otrzymał." 2002r. Podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów
                      Irena Ożóg

                      Duże korporacje nie potrzebują żadnych ulg.

                      > zasilkow dla bezrobotnych bylych przedsiebiorcow.

                      Dlaczego zakładasz że byli sklepikarze mają dwie lewe ręce i nic poza
                      prowadzeniem sklepu nie potrafią? To w większości ludzie z inicjatywą i sobie
                      poradzą.

                      > ktore wyprowadzaja zyski za granice.

                      No to po co im te twoje mityczne ulgi skoro wyprowadzają zyski za granicę?
                • framberg Sklepy są dla klientów a nie klienci dla sklepów 30.03.10, 10:14
                  Nie można rozpatrywać problemu od strony zatrudnionych. Są ważni ale na dalszym,
                  po klientach, miejscu. I rzecz nie tylko w cenach. Duże sklepy górują:
                  - możliwością obejrzenia każdego towaru, np. sprawdzenia na etykiecie zbiorczego
                  opakowania zawartości (ja sprawdzam na wędlinach z czego się właściwie składają)
                  - możliwością zakupu wielu różnorodnych towarów
                  - parkingiem, i co za tym możliwością zakupu towarów dużych gabarytowo lub po
                  prostu duże ich ilości
                  - ceną.

                  Taka jest przyszłość handlu. Małe sklepiki mają rację bytu jako niszowe (ze
                  względu na specyficzne położenie lub rodzaj towaru).
                  Walka z tendencją to straty dla klientów, łudzenie właścicieli, wstrzymywanie
                  nieuniknionego (po co?).
                    • Gość: artificial Re: Sklepy są dla klientów a nie klienci dla skle IP: *.chello.pl 07.04.10, 21:05
                      No niestety – takich małych sklepów jest coraz mniej. Właściwie trafiają się głównie poza miastem, gdzieś przy trasie. Jeżdżąc trochę po Polsce natrafiłem na kilka dobrych małych sklepów z towarem sprowadzanym z Niemiec. Ceny wysokie, ale mieli przynajmniej produkty, które trudno gdziekolwiek indziej nabyć. W miastach z kolei mali sklepikarze to katastrofa. Mieszkam w Łodzi i tu osiedlowy sklep kojarzy mi się z monopolowym otwartym do późnych godzin, pod którym regularnie zbiera się zgraja pijaczków. Ani oleju, ani masła, ani ryżu nie dostanę w takim sklepie – oferta to głównie wódka, piwo, chipsy i soki do popitki. Pomijam już zupełnie fakt, że samym wyglądem te sklepy od siebie odstraszają. Np. najbliższy mały sklepik od mojego domu przypomina garaż blaszak, a nie miejsce gdzie się cokolwiek sprzedaje. Takich sklepikarzy mi nie żal – wręcz dziwię się, że to blaszane badziewie jeszcze stoi, bo vis a vis otwarta jest Biedronka.
                      Proszę mi nie zarzucać wrogości wobec małego handlu – ja jestem jedynie wrogiem bylejakości. I tak samo mam zastrzeżenia do poszczególnych supermarketów, gdy czuję że w sklepie śmierdzi zgnilizną, a podłoga się lepi (Piotr i Paweł w Łodzi).
                      Głównym grzechem ogromnej części małych sklepikarzy jest po prostu niereformowalność. Biedronka jeszcze kilka lat temu uchodziła za sklep z badziwnym towarem i przemęczonymi pracownikami. Proszę popatrzeć jak diametralnie się to na przestrzeni czasu zmieniło. Towar, pomimo że się śmiesznie nazywa – jest w gruncie rzeczy ofertą najlepszych polskich producentów. Pracownicy w Biedronce teraz mają lepsze warunki niż w innych sieciach – to fakt, po wszystkich aferach związanych z wyzyskiwaniem tam zatrudnionych, ustanowiono takie przepisy, że nawet tęgi chłop nie może sam przenieść kawałek dalej kartonu, tylko musi skorzystać z wózka. Jak wielkim przeciwnikiem firmy Jeronimo Martins by się nie było, trzeba im przyznać, że zainwestowali ogromne pieniądze w skuteczną poprawę wizerunku. Mali sklepikarze takich pieniędzy nie mają oczywiście, ale poprawa relacji z klientem przez zwykłą uprzejmość, przez doprowadzenie obiektu do stanu który zachęca do kupowania tam niewiele kosztuje. Tymczasem ciągle w mieście wśród małych sklepikarzy spotykam się z opryskliwą obsługą, z nieestetycznym i brudnym obiektem, w którym się dana placówka mieści. To oczywiste, że nie będę tam kupował i w dodatku przepłacał i żadne argumenty o rodzinnym czy rodzimym handlu nie pomogą. Trzeba się najpierw postarać, a najczęściej głośno krzyczą właśnie ci, którzy zachowują się jakby czas się zatrzymał. Jakby ciągle ich obiekt był jedynym sklepem w danym rejonie. Tylko klientów mniej – no właśnie…
                      • Gość: Kaczus (Tomek) Re: Sklepy są dla klientów a nie klienci dla skle IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.04.10, 08:37
                        Też jestem z Łodzi i akurat w moich okolicach (może dzięki temu, że w okolicy
                        jest kilka hipermarketów) sklepy wyglądają zupełnie inaczej. W calodobowym
                        kupisz w zasadzie wszystko, tylko ceny nie na wszystko są satysfakcjonujące, ale
                        w około jest kilka pawilonów handlowych w których są sklepiki (różnego typu) i
                        kupisz tam i chemię z niemiec i naszą i słodycze i masło i mleko. W większości
                        obsługa na wysokim poziomie, tam gdzie taka nie jest, po prostu nie wchodzę. A
                        ceny w wielu miejscach jak napisałem - nierzadko niższe niż w okolicznych
                        marketach (przynajmniej na niektórych towarach)...
                  • koham.mihnika.copyright ludzie glosuja nogami. padaja spozywcze, ale nie 30.03.10, 11:32
                    zieleniaki czy rzeznicy.
                    Tak jest i u mnie. Obok siebie sa dwa duze supermarkety - Coles i Woolworth,
                    dalej galanty sklep nalezacy do woolwortha, ale sprzedajacy towar lepszej
                    jakosci, sa rzeznicy niezalezni, dwa sklepy z rybami, kilka z zielenina. kazdy
                    kupuje. gdzie mu wygodnie.moje supermarkety nie sprzedaja alkoholu, papierosy
                    tak. ale obok jest maly sklep z petami, fajkami itd.
                    Sklep z gazetami zamyka sie o 18:30 a w supermarkecie mam gazete do polnocy4.
                    a przede wszystkim mam mozliwosc wyboru, a nie po jednym z rodzaju.
                    Zaden sklep w Sydney nie ma takiego wyboru masla, mlerka, smietany , slodyczy
                    itd jak supermarkety czy dyskonty w Warszawie.
                    W Sydney mieso jest tansze u Chinczyka, wiec nie kupuje w Aldi czy innym
                    supermarkecie. Zielenina kosztuje polowe na markecie w sobote, tylko trzeba
                    ruszyc dvpe o 6 rano.
                    jak komu pasuje, jeden lubi kwiaty, drugi woli zone ogrodnika.
                    Trzon rodzinnego kapitalizmu domaga sie socjalistycznych ograniczen. Paranoja.
                • Gość: Faycelina Re: czy naprawde kosmiczne marze? IP: *.lanet.net.pl 30.03.10, 10:16
                  Niestety nasze osiedlowe sklepiki to porażka. Zazwyczaj bardzo wąska oferta,
                  mak. 5 szt. każdego produktu. Ceny kosmiczne!

                  Dla porównania podam, że jak mieszkałam w Tunezji, to TAM kwitnie sprzedaż w
                  sklepikach osiedlowych! Tam sklepikarze wiedzą jak robić biznesy! Pod blokiem
                  miałam sklepik, w którym było DOSŁOWNIE wszystko (nie miał tylko mięsa)! Co
                  sobie tylko zapragnęłam, czy do polskich czy do tunezyjskich potraw, środki
                  czystości, przyprawy, słodycze, rajstopy... No wszystko! A marże wcale niewiele
                  większe, co sprawia, że ludzie chętnie tam kupują.
                  A we Wrocławiu w moim osiedlowym sklepiku nawet czasem śmietany nie mają a
                  kajzerka kosztuje 90 groszy... :/
                  Więc jakim cudem mają się utrzymać polskie sklepiki, jeśli tam za zakupy: mleko,
                  masło, 2 bułki, serek do tych bułek i ogórek płacę ponad 10 zł?!?!
                    • jimmyjazz Re: masz racje ale dlaczego mamy zamieniac male P 30.03.10, 10:40
                      Gość portalu: spoko napisał(a):

                      > utrata tych srodkow to utrata miejsc pracy jakie by za nie
                      > powstaly

                      Jak kupujesz drogo (bo polskie) to wcale nie powodujesz że powstają
                      miejsca pracy! Kupisz 2 bułki i serek - płacisz 10zł (prxzykład nie
                      czepiać się cen).
                      Idziesz tam gdzie taniej i za 10zł kupujsze 2 bułki + serek i np
                      masło. Dajesz pracę temu kto wyprodukował masło.

                      Per saldo - miejsc pracy jest tyle samo ale ty jesteś BOGATSZY - o
                      owe masło. A jak ty jesteś bogatszy to i kraj jest bogatszy :)

                      Bo myślenie - kupię drogo ale dam pracę jest błędne. Równie dobrze
                      możesz dac pracę gościowy co to kopie dołek i go zasypuje. I tak
                      cały miesiąc. Ma to jakoś sens?
                  • mikrobyznesmen Re: czy naprawde kosmiczne marze? 30.03.10, 10:32
                    Gość portalu: Faycelina napisał(a):

                    > sklepik, w którym było DOSŁOWNIE wszystko (nie miał tylko mięsa)!
                    > (...) czy do polskich czy do tunezyjskich potraw, środki
                    > czystości, przyprawy, słodycze, rajstopy...

                    To nasze dawne kioski Ruchu jednak były lepsze...
                    "Panie tu jest kiosk! Ja tu mięso sprzedaję!" :)
                  • Gość: yeti Re: czy naprawde kosmiczne marze? IP: *.chello.pl 30.03.10, 10:45
                    Tunezja...tylko ze TAM wlascicel placi rocznie 120 dinarow podatku (okolo 160
                    zlotych) i to jest jego CALE zobowiazanie wobec Panstwa.Nie placi ZUS (cos
                    takiego tam dla prywatnych nie istnieje). Bagietki przywozi mu na rowerze
                    10-letni syn jego albo piekarza, wazrywa na osiolku dowozi mu lokalny
                    rolnik.Butle z gazem nabija bez problemu w najblizszej satcji benzynowej, a
                    transportuja je 8-10 letnie dzieci toczac butle poziemi.Za wynajecie "butiku"
                    placi sie prywatnej osobie 50-100 dinarow miesiecznie + prad. I to sa cale
                    koszty. U nas taki rodzinny balagan to minimum 1800 tys miesiecznie do ZUS (po
                    900 od osoby, zaliczka VAT i cena wynajmu minimum 12ozl/m2 w lepszym punkcie w
                    duzym miesci. Do tego ciagle kontrole i wymuszanie lapowek. Prawda jest taka, ze
                    marze kosmiczne, a zysk nedzny. Po pprosy warunko ogolne do prowadzenia
                    interesow w Tunezji sa o niebo lesze niz w Polsce, a ponadto oni sobie ufaja i
                    ze soba wspolpracuja. A jak jest u nas kazdy wie, ze Polak Poalkowi wierzy jak
                    wscieklemu psu. Ot i cala tajemnica sukcesow w Tunezji i klapy w Polsce malego
                    handlu
                  • Gość: mk Re: czy naprawde kosmiczne marze? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.10, 10:47
                    Gość portalu: Faycelina napisał(a):

                    > Niestety nasze osiedlowe sklepiki to porażka. Zazwyczaj bardzo
                    wąska oferta,
                    > mak. 5 szt. każdego produktu. Ceny kosmiczne!
                    >
                    > Dla porównania podam, że jak mieszkałam w Tunezji, to TAM kwitnie
                    sprzedaż w


                    Pytanie tylko - jak to jest w tej tunezji n.p. z opłatami i
                    podatkami? Wiesz to?
                    Bo w Polsce sklepikarz na dzień dobry musi zapłacić 700 na zUS,
                    czynsz, paliwo, jakieś 1500 - przez ten cholerny ZUS w duzej mierze
                    i dopiero jak tyle uciuła to zzaczyna zarabiać, ale i tu od każdej
                    złotówki zabierają mu podatek dochodowy.
                    Założę się, ze w Tunezji jest wolna amerykanka w kwestiach opłat, no
                    to się opłaca.
              • Gość: mk Re: Dlaczego ludzie mają płacić więcej??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.10, 10:24
                jimmyjazz napisał:

                > Jeżeli dyskont sprzedaje to samo tylko taniej to dlaczego PiS chce
                > zmuszac ludzi do kupowania drożej???


                Właśnie, ze wcale nie. Ja widzę ten owczy pęd przed świętami do
                dyskontów - jajka w promocji! Faktycznie tańsze! Ludzie jak te
                barany kupują pełne wózki. I żaden idiota nie zauważył, ze te jajka
                są po prostu mniejsze od tych droższych!
                Inny przykład to te wszystkie masła mix, masłopodobne produkty - co
                jeden to tańszy, co jeden to większa promocja. Tyle, ze w każdym
                mniej tłuszczu zwierzecego (de facto jest to margaryna przeważnie)
                lub po prostu mniejsza waga.
                Tutaj to przyznam się sam, się kiedyś nabrałem na promocję - taniej
                o 50 gr. to kupiłem jak głupi kilka kostek - potem okazało się, ze
                są po prostu mniejsze.
                Takie są te promocje.
                • Gość: watt Re: Dlaczego ludzie mają płacić więcej??? IP: *.pl.hurra.com 30.03.10, 10:50
                  > > Jeżeli dyskont sprzedaje to samo tylko taniej to dlaczego PiS chce
                  > > zmuszac ludzi do kupowania drożej???
                  >
                  >
                  > Właśnie, ze wcale nie. Ja widzę ten owczy pęd przed świętami do
                  > dyskontów - jajka w promocji! Faktycznie tańsze! Ludzie jak te
                  > barany kupują pełne wózki. I żaden idiota nie zauważył, ze te jajka
                  > są po prostu mniejsze od tych droższych!

                  Nie wiem czy nie rozumiesz tekstu z racji jakiś ograniczeń intelektualnych, czy po prostu nie umiesz czytać.

                  _TAKIE_SAME_

                  Przykład ode mnie:
                  Tchibo Exclusive: Biedronka: 10 zł. Sklepik osiedlowy: 13.45 zł.
                  Masło Extra osełka: Market: 4.20, sklep: 5.80
                  Valbon pleśniowy: Market: 4.60. Sklepik: 6.20
                  Ser Favita: Market: 3.29, Sklepik: 4.50
                  Groszek zielony Pudliszki: Market: 1.85, sklepik: 2.43

                  Specjalnie poszedłem porównać TAKIE SAME produkty.
              • Gość: aron Re: Dlaczego ludzie mają płacić więcej??? IP: 91.200.94.* 18.04.10, 08:35
                przewagą marketów jest to że ludzie ( a tak naprawdę kobiety)
                zrobiły się wygodne i nie chce im się latać z siatami z jednego
                sklepiku do drugiego tak jak to było kiedyś tylko wolą pojechać do
                marketu, nałożyć sobie wszystko do koszyka który pcha mąż, a potem
                do samochodu i mąż wniesie to potem do domu.

                owszem minusem marketów są kolejki i to ratuje te 2/3 małych
                sklepów. Ale np. w Lublinie są markety w których nie ma kolejek (
                niewiele ich jest tak ze 2-3 w mieście) oczywiście nie powiem które
                bo zaraz wszyscy się tam zwalą.
            • luni8 Re: Wiedzieć co się pisze... 30.03.10, 10:02
              > A niestety ma racje przedmówca. Małe sklepy windują ceny skoro takie samo masło
              > kosztuje o 80 gr mniej

              Kosztuje mniej nie przez sprzedawcę.
              Dyskont ma konkretne zniżki których zwykły detalista na oczy nie zobaczy. Bonusowo dzięki efektowi skali może zejść z marży.
              Oni sprzedadzą 1000 kostek w zły dzień a sprzedawca 10 w dobry.
              • jimmyjazz a jakie to ma znaczenie??? 30.03.10, 10:45
                luni8 napisała:

                > Kosztuje mniej nie przez sprzedawcę.

                A przez sprzedawce - na jednego zatrudniionego jest większy obrót -
                można mieć niższą marżę!

                > Dyskont ma konkretne zniżki których zwykły detalista na oczy nie
                > zobaczy.

                No to niech się połączy z 20 innymi i niech kupują w grupie. Niech
                wyjdzie z towarem na ulicę - postawi stragan itp - zachęci kilku
                ludzi do kupna choćby drożej ale bliżej, po drodze, sympatyczniej
                itp.
                Nie mają zarządu i całej administracji na utrzymaniu, są bardziej
                elastyczni itp. Spokojnie mogą konkurować (pewnie że nie niższą
                ceną) tylko jak mają o 30% drożej to już lekka przesada.

                > Bonus owo dzięki efektowi skali może zejść z marży.
                > Oni sprzedadzą 1000 kostek w zły dzień a sprzedawca 10 w dobry.

                Czyli jednak dzięki sprzedawcy.
            • Gość: das Re: Wiedzieć co się pisze... IP: *.tktelekom.pl 30.03.10, 14:52
              Jak mały sklepik prowadzi dobry handlowiec to taki sklepik przetrwa.U nas nie dość że nie padły przy biedronce a powstało parę nowych.Ceny w tych sklepikach mają porównywalne do tych w biedronce a niektóre nawet niższe ale za to jakość artykułów dużo wyższa i tam chodzą ludzie kupować.Często w takich małych sklepikach stoi się w kolejce.Jak się ma głowę do handlu to można zarobić i zyskać stałych klientów a nawet zabrać ich biedronce.
          • Gość: Monter Powinny splajtowac wszystkie nieudolne!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.10, 09:40
            jako hurtowy dostawca towaru powiem wam, ze takiego prymitywu jak
            sklepikarze, to chyba tylko na ruskich budowac szukac. Nie zdarzylo
            mi sie uzyskac od wlasciciela sklepu odpowiedzi na e-mail, chociaz
            sprzedaje moj towar. Nawet potwierdzenia otrzymania poczty tluki nie
            chca kliknac. Wspolpraca z nimi to istna mordega. Powoli odchodze od
            nich, bo mam dosc tego buractwa. To prostacy, ktorzy sami sie
            eliminuja z rynku.
          • Gość: sprawiedliwy Małe szanse na powodzenie IP: 212.244.73.* 30.03.10, 09:42
            Niestety prawa UE są tak skonstruowane, że teoretycznie przynajmniej
            promują i zabezpieczają tzw. wolny handel, tzn. negują państwowy,
            lokalny protekcjonizm.
            Inicjatywa pana posłą z PISu jest szlachetna, ale niestety
            niewykonalna, z powyższych powodów. Na szczeblu lokalnym, każde
            takie prawo może być zaskarżone przed Trybunałem Europejskim, jako
            niezgodne z dyrektywami prawa EU.
        • Gość: Analfabeta Re: Niech padają, w tych lokalach będą lepsi hand IP: 83.2.21.* 15.05.10, 22:18
          Aż kipisz z zazdrości,typowy pies ogrodnika! Sam nie zjesz komuś nie dasz! Co Ci do tego że ktoś ma fajna fure? Zarób i też sobie kup! Nie jest prawdą że Biedronki i tym podobne mają nirzszą cene,a już na pewno nie na wszystkie artykuły.Markety wypuszczają gazetki promocyjne,z których wynika że sprzedają towar poniżej kosztów produkcji.Promocja trwa pare dni,a często nawet jeden dzień! A często nawet na sklepie mają zaledwie pare sztuk towaru z gazetki! Potem taki ,,tuman'' bierze gazetke promocyjną i porównóje cene u drobnego sklepikarza i ,,debil'' dochodzi do wniosku że przepłaca! A jak kópuje w markecie dziesiątki towarow za ktore płaci znacznie więcej niż u sklepikarza to już nieistotne...
      • Gość: Jacek Re: to chore !!! IP: *.anonymouse.org 30.03.10, 08:24
        90% tych małych sklepików zbankrutowałoby, gdyby postawić obok
        podobny mały sklepik, tylko prowadzony przez kogoś rozsądnego. Nie
        ma co kopać się z koniem - dyskont zawsze będzie tańszy. Ale nie
        znaczy to, że trzeba pracować na astronomicznych narzutach. W paru
        sklepikach widziałem już towary kupowane w dyskoncie sprzedawane z
        narzutem rzędu 200% (sic!). Trzeba sobie pomyśleć, na czym budować
        przewagę nad dyskontem. A pomysłów jest mnóstwo:
        - godziny otwarcia - często są otwarte dopiero od 8, a w niedziele w
        ogóle krótko - można sprzedawać od 6, prawda, wbrew pozorom wiele
        osób wstanie rano po świeże bułeczki, a przy okazji kupi jeszcze
        parę rzeczy
        - jak najlepsze pieczywo i wędliny - to zwykle w dyskoncie po prostu
        jest, jak będzie dobre pieczywo, to ludzie przyjdą je kupić, przy
        okazji kupią resztę
        - produkty, których w dyskontach nie ma (a jest sporo takich
        produktów)
        - napoje z lodówki, w dyskontach zwykle nie są schłodzone
        - sprzedaż gazet - w wielu dyskontach ich nie ma
        - ...

        Ludzie potrafią zapłacić więcej, tylko muszą wiedzieć za co płacą.
        • kretynofil Prawda! 30.03.10, 08:47
          W Lodzi gdzie sie wychowywalem byl niewielki sklepik. Sprzedaje tam
          przesympatyczny pan, ktory zawsze pamietal jakie produkty lubie,
          zdarzalo sie ze przypomnial jak o czyms zapomnialem. Warzywa zawsze
          mial wysokiej jakosci, troche artykulow delikatesowych - i tak jak
          piszesz: zimne napoje, swieze pieczywo od rana, dobre wedliny. No i
          rozsadne ceny.

          W odleglosci 300m od niego otworzyl sie hipermarket i dyskont.

          I nic mu to nie zaszkodzilo, ludzie nadal u niego kupuja - dziesiec
          lat pozniej.

          Sasiedni sklep sprzedawal marketowe produkty z ogromnym narzutem.
          Upadl po szesciu miesiacach po otwarciu marketu.

          Prosta sprawa...
        • Gość: Artur Re: to chore !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.10, 09:32
          Nie widzę nic chorego w konkurencji. Dyskont jest dobry, ale on ma też
          ograniczoną ofertę. Małe sklepy mogą się spokojnie obronić jakością towaru za
          rozsądną cenę. Wystarczy zainwestować w chłodziarki, piece do gorących bułek.
          Ustawić rozsądne godziny otwarcia i szanować swoich klientów, bo to dzięki nim
          się tylko zarabia. Osiedlowy sklepik musi zmienić asortyment na tzw. szybkie
          produkty dobrej jakości: pieczywo, najlepiej jeszcze gorące, świeże owoce i
          warzywa, zimne napoje, prasa, doładowania do telefonów, nawet bilety autobusowe
          i znaczki pocztowe. Powinien być takim sklepikiem do którego zawsze się zachodzi
          po "coś".
        • Gość: sprawiedliwy Re: to chore !!! IP: 212.244.73.* 30.03.10, 09:58
          To są pomysły, których większość jest albo nie do wykonania z powodu
          panujących praw i przepisów, albo po prostu z punktu widzenia
          rachunku ekonomicznego.
          Biorąc pod uwagę, jak niewielkie marże mają dyskonterzy, małe
          sklepiki nie są w stanie konkurować.
          Chciałbym zobaczyć tę listę towarów, których nie oferują
          dyskonterzy. Doświadczenie uczy, że największy zarobek przynosi masa
          towarów, czyli najpotrzebniejsze arytykuły. Te, których dyskonterzy
          nie mają są marginalnym towarem, na pewno nie masowym.
          Podobnie się ma z innym pomysłami. Firmy działają na rynkach
          ograniczonych różnymi prawami dotyczącymi również godzin otwarcia. W
          większości krajów EU dotyczą one godzin oraz dni otwarcia firm
          handlowych.
          Nawet jeżeli można byłoby dowolnie takie godziny ustalać, liczba
          klientów robiących zakupy przed lub po godzinach otwarcia
          dyskonterów jest również marginalna i nie może zagwarantować
          dostatecznych dochodów.
          Innym istotnym argumentem jest pomysłowość właścicieli takich
          sklepików. Jeżeli Ty masz takie pomysły, mają je również i drobni
          handlowcy, gdyż właśnie twarda, konkurencyjna walka jest najlepszym
          motorem rozwoju i postępu.
          Tacy, o których piszecie na pewno się zdarzają, ale nie można
          uogólniać i mówić, że większość, która padła nic nie robi. Po prostu
          dyskonterzy zachowują się jak monopoliści. Oprócz tego dogadują się
          miedzy sobą i ustalają miedzy sobą takie ceny, żeby nie zrobić sobie
          krzywdy.
        • Gość: Kaczus (Tomek) Re: to chore !!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.10, 10:14
          > dyskont zawsze będzie tańszy.

          Po za tym zdaniem 100% zgody. Przemiły pan sprzedający w okolicy kawę, gazety,
          cherbatę i zimne napoje, wybór kaw i cherbat ma dużo większym niż w okolicznych
          marketach i dyskontach, a cukier zaledwie 8 groszy droższy na kilogramie niż
          znaleziony w jakiejś promocji w jednym z dyskontów. Więc jak mam specjalnie iść
          i łazić po sklepie i stać w kolejce do kasy, wolę wyskoczyć do sklepiku obok i
          tam kupić to co potrzebuję. Ale właśnie, może to specyfika Łodzi, jak zauważył
          Kretynofil - jego przykład też pochodzi z tego miasta...
        • Gość: zzzzz Re: to chore !!! IP: *.acn.waw.pl 30.03.10, 14:13
          Dokładnie, zgadzam się. Małe sklepy nie są po to żeby robić tam zakupy na Swieta
          ale małe zakupy, bo po samo mleko, bułki czy masło 99% ludziom nie ebdzie się
          chciało jechać do dyskontu, stać tam w kolejce z butelką mleka czy 3 bułkami.
          Prostym rozwiązaniem dla małych sklepów jest zróżnicowanie cen. Każdy powinien
          mieć przynajmniej jeden rodzaj taniego sera żółtego, jeden rodzaj tanszej
          szynki, tansze mleko, masło itd. Jak ktoś przyjdzie po tanie masło to już jest
          skłonny kupić na miejscu bułki do tego o 5 gr na sztuce drożej niz leciec do
          drugiego gdzie są 5 gr tansze, a jak ktoś ma więcej kasy to uwierzcie mi , że
          jak chcesz kupić 20dag drogiej szynki to ją kupi mimo,że jest dorższa o 3zl na
          kg czy 5 zl niz w markecie. Sklepikarze nie mają pojęcia o handlu i myślą ze
          uzalanie się nad sobą albo sprzedanie części produktów z nikłą marżą by zarobić
          na dodatkach do nich albo drogich produktach to głupota. Uważają,że lepiej na
          wszystkim walnąć taką samą marżę i czekać aż ktoś przyjdzie i może coś kupi.
          Mój kolega ma sklep spożywczy i nie narzeka mimo,że 5 min na piechotę dalej jest
          Lidl. Ale ma tani ser żółty dobrej jakości na którym w sumie nie zarabia, bułki
          po 40gr a w Lidlu są po 30gr, droższe warzywa ale też dobrej jakości itd.
          Ogólnie mówiąc ma produkty uzupełniające się nawzajem, jednym zarobi mimo, że
          mógłby więcej- 10gr a na drugim 1zl. Ma drogie płatki śniadaniowe ale tanie
          melko, drogie bułki ale tani ser, kilka rodzajów wędlin dla każdego itd
      • Gość: jaga Re: to chore !!! IP: 212.14.50.* 30.03.10, 08:35
        Sam jestes chory, czy chora. Nikt mi nie zabroni kupowac tańszych
        produktów. Dlaczego mam utrzymywac małe sklepiki? Wole kupic w
        Biedronce, bo zapłącę mniej, A to sa moje pieniądze. I to ja klient
        powinnam decydowac jakie sklepy chce na swoim osiedlu, a klienci chą
        tanich sklepów.
      • tow.ortalion Chore t są małe sklepiki osiedlowe w XX! wieku! 30.03.10, 08:40
        "Zrobić to co Irlandia", zakazać. uregulować, wprowadzić licencje, koncesje,
        pozwolenia, decydować o towarze i czasie otwarcia, o wielkości w metrach kw.
        itd. itp....

        Czy nie lepiej od razu wprowadzić tu zasady z Korei Północnej?

        Nie obchodzi mnie co zrobiła jakaś tam Irlandia.

        To wolny rynek. Kto nie daje rady wypada z gry.
        Mnie nie stać na małe "delikatesy" rodzinne.

        Równe prawa dla wszystkich.

        A może jeszcze by tak pomóc warsztatom rodzinnym z XIX w. i zabronić budowania
        dużych fabryk np. samochodowych?
        • kretynofil Tak i nie, ortalion... 30.03.10, 08:55
          Tak, zgadzam sie - proponowane regulacje to idiotyzm.

          Jest jednak druga strona medalu - istnienie malych sklepow
          osiedlowych to "usluga dla ludnosci", poprawiajaca komfort zycia
          mieszkajacych w poblizu ludzi. Dlatego warto rozmawiac o tym co
          klienci cenia sobie najbardziej - moze do tych zakutych lbow
          "sklepikarzy" dotrze ze jakbym chcial produkty z marketu to bym do
          tego marketu pojechal...

          Nie wszystko mozna rozwiazac poprzez budowe fabryk...
      • Gość: gosc Re: Jestem bankrutem; mialem 150 m sklep niestety IP: *.europe.hp.net 30.03.10, 08:57
        cóż - jak sie miało kawę za 30 zł , a w dyskoncie taka sama po 18 -
        to wybór dla klienta jest prosty
        Tak było w naszym lokalnym sklepiku-pieczywa po 20 kupic juz się nie
        dało , tylko piwo..( dodam ze często widywałam pracownika sklepu
        metkującego produkty z dyskontu obok - nawet się nie starał ukryć
        dyskontowych cen- wieć już się nie opłacało nawet do hurtowni
        jeździć i szukac konkurencyjnych cen..)

        Jak się pracuje - tak się ma..
      • tow.ortalion To weź się teraz wreszcie qrva do roboty! 30.03.10, 09:01
        Miałem warsztat RTV, ale teraz duzi robią sprzęt, który się nie psuje - splajtowałem ! :(

        Miałem warsztat składania samochodów, ale teraz diler sprzedaje nowe tańsze i jeszcze ma komis - splajtowałem :(

        Miałem zakład krawiecki, szewski, pasmanterię, przepisywałem na maszynie, malowałem reklamy, naprawiałem telefony... itd. itp.
        - splajtowałem !


        Dlaczego w XXI wieku mam się przejmować jakimś sklepikarzyną?

        No dlaczego qrva właśnie nim ?
        • asenizator1 Re: To weź się teraz wreszcie qrva do roboty! 30.03.10, 10:39
          tow.ortalion napisał:

          > Miałem warsztat RTV, ale teraz duzi robią sprzęt, który się nie psuje - splajto
          > wałem ! :(
          >
          > Miałem warsztat składania samochodów, ale teraz diler sprzedaje nowe tańsze i j
          > eszcze ma komis - splajtowałem :(
          >
          > Miałem zakład krawiecki, szewski, pasmanterię, przepisywałem na maszynie, malow
          > ałem reklamy, naprawiałem telefony... itd. itp.
          > - splajtowałem !
          >
          >
          > Dlaczego w XXI wieku mam się przejmować jakimś sklepikarzyną?
          >
          > No dlaczego qrva właśnie nim ?

          Nie musisz się przejmować nikim, tak samo nikt się nie przejmuje właśnie tobą.
      • Gość: Artur Re: Jestem bankrutem; mialem 150 m sklep niestety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.10, 09:50
        Konkurowałeś z jedną Biedronką i padłeś ? Więc nie masz czym się chwalić -
        kiepski z Ciebie menadżer i zarządzający własnym interesem.
        Przykład z życia. Miasto 100 tys. mieszkańców. Pewne osiedle mieszkaniowe. W
        promieniu 500 metrów od siebie: 2 Biedronki, Netto, duża Galeria Handlowa z
        Delikatesami, 4 duże sklepy ogólnospożywcze lokalnych sieci ( po 2 każdej) oraz
        z 5-6 malutkich sklepików po 20-30 metrów. Wszystko działa i funkcjonuje. Co
        padło w ciągu ostatniego czasu: sklepik warzywny który jak nie było konkurencji
        też nic ciekawego nie oferował i po większe zakupy z warzyw i owoców trza było
        się wybierać kilometr dalej.
        Pytanie nasuwa się samo. Dlaczego te małe sklepy istnieją, skoro Twój 150
        metrowy padł tylko przy jednej Biedronce ? Może dlatego że w tych sklepikach
        masz tanie świeże pieczywo, mają inne godziny otwarcia, maja piece z ciepłymi
        bułkami, mają wybór słodyczy na wagę, wędliny i mięso na wagę. Mają prasę,
        bilety komunikacji miejskiej, sprzedają nawet znaczki pocztowe czy papeterie.
        Może dlatego, że jak zawsze wejdę do tego w którym kupuję, to sprzedawca
        przywita się, porozmawia, doradzi. A jak coś potrzebuję to załatwi na
        popołudnie, czy następny dzień. Sklepy rodzinne to nie molochy po 150-200
        metrów, a dosłownie sklepiki po 50-60 metrów dobrze zaopatrzone i dbające o
        swych klientów. Jeżeli nie potrafiłeś "odkryć" co Twoi klienci potrzebowali to
        nie ma co się dziwić że padłeś. I nie mniej winy do pracowników czy konkurencji
        - to Ty byłeś właścicielem i Ty decydowałeś.
    • Gość: paul 1/3 małych sklepów splajtowała przez hipermarkety IP: 217.153.4.* 30.03.10, 07:03
      Wystarczy zablokować dyskontom możliwość kupowania towarów poniżej cen
      hurtowych. Skoro żyją z dużego obrotu, nie wplynie to na ich kondycje a
      zablokuje możliwość stosowania cen dampingowych przy sprzedaży. Obecnie
      niektóre ceny w dyskontach są niższe niż w hurtowniach. Gdzieś w tym ciągu
      posrednictwa jest luka prawna, która zabija drobny handel pod przykrywką
      wolnego rynku. Skoro ten sam produkt, ten sam producent sprzedaje w różnej,
      cenie to z góry wiadomo że ten kto zagwarantuje duży zakup jednorazowy -
      wygra. Niestety, to daje przewagę właśnie dyskontom i w tym miejscu jest
      jedyna możliwość wkroczenia Państwa jako organizacji chroniącej obywateli.
      Trąca to trochę socjalizmem, niemniej lepszy biznes Państwo jako organizacja
      zrobi ratując 100000 miejsc pracy z których jakiś tam podatek będzie można
      ściągnąć, niż nie robiąc nic i docelowo płacąc 100000 zasiłków dla bezrobotnych.
      • everettdasherbreed Re: 1/3 małych sklepów splajtowała przez hipermar 30.03.10, 07:36
        Małe sklepiki to pasożyty. Co z tego, że zatrudniają ludzi, skoro okradają
        konsumentów?
        Konsument traci bo kupuje towar droższy, dłużej przetrzymywany w samochodach i
        magazynach, mocniej przesiąknięty paliwem. Małe sklepiki to większy tłok na
        ulicach, większe zagrożenie wypadkowe, większa emisja hałasu i CO2.
        Jeśli klient kupuje chleb 2 x drożej niż w markecie (ten sam chleb, tylko z
        marżą kolejnego pośrednika), to ma mniej pieniędzy na samochód, na meble, na
        remont mieszkania, na odzież - a to wszystko przekłada się na sytuację gospodarczą.
      • Gość: I Re: Lecz się człowieku IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 30.03.10, 09:12
        Jak mam kupić warzywa w tzw. osiedlowym sklepiku jestem chora. To nie kwestia
        ceny. Jak przywiozą np. marchewki, to sprzedają je miesiąc, zgniłe, z białym
        nalotem pleśni ale twardo trzymają cenę. Za towar dobrej jakości dopłaciłabym.
        Chcesz tekst innego sklepikarza, u którego próbowałam kupić roladę z bitą
        śmietaną i skomentowałam, że kilka godzin stała poza lodówką, więc starej nie
        wezmę? Wykrzyknął mi "A co pani myśli, że ja lodówkę dla pani będę
        kupować!!!!????". Ja po prostu idę gdzie indziej. Różnica w jakości produktów
        jest na niekorzyść sklepików osiedlowych, przynajmniej w mojej okolicy. Robię
        zakupy w jednym sklepie "rodzinnym" - to sklep rybny. Mam do niego dalej niż do
        centrum handlowego i jest w nim drożej. I co? Dojeżdżam, dopłacam, bo mają
        dobry, świeży towar. NIE BĘDĘ KUPOWAĆ U TANDECIARZY CHOĆBYŚ WYDAŁ STO ZAKAZÓW.
        Jeszcze wydaj nakaz wydawania wszystkich pieniędzy w miejscowej karczmie u Żyda,
        będzie jak za dawnych dobrych czasów.
      • Gość: Artur Re: 1/3 małych sklepów splajtowała przez hipermar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.10, 10:03
        nie zablokujesz z prostego powodu. Biedronka ma np. 1,5 tys sklepów. Niech do
        każdego zamówi na tydzień 2 palety cukru, to daje jej tygodniowo 3 tysiące palet
        cukru, miesięcznie 12 tysięcy. A ile rocznie? Jaka cukrownia nie obniży ceny aby
        dostać takie zlecenie nawet za cenę opakowania swego produktu pod szyldem
        Biedronki?? Chyba głupia. Tak samo jest z innymi produktami. Patrz na to
        globalnie. Taka Biedronka nie zamawia towaru jako sklep, a negocjuje ceny jako
        sieć i towar jest dostarczany do jej centr logistycznych. Z każdego takiego
        centrum on jest już rozwożony transportem sieci do poszczególnych placówek. To
        że my widzimy 10-20 pracowników na sklepie Biedronki ( licząc 2 zmiany) to nie
        oznacza że to są wszyscy którzy pracują na tą placówkę. Dodaj do tego z 200
        pracowników w takim Centrum, kierowców oraz cały pion administracyjno fakturowy
        dla przepływu samych papierów w takim gigancie.
        • mikrobyznesmen Re: 1/3 małych sklepów splajtowała przez hipermar 30.03.10, 10:40
          Gość portalu: Artur napisał(a):

          > Taka Biedronka nie zamawia towaru jako sklep, a negocjuje ceny jako
          > sieć i towar jest dostarczany do jej centr logistycznych. Z każdego takiego
          > centrum on jest już rozwożony transportem sieci do poszczególnych placówek.

          Pal diabli cukier i inne 'długotrwałe' produkty, ale tak samo robią z warzywami i owocami, skutkiem tego te artykuły w supermarketach i dyskontach wyglądają... delikatnie mówiąc - nieapetycznie. To przewożenie w te i we wte jednak 'trochę' trwa... I "w tym temacie" rządzą bazarki ze świeżyzną.
      • Gość: sprawiedliwy Dyskonterzy sa sami hurtownikami IP: 212.244.73.* 30.03.10, 10:22
        Duzi dyskonterzy mają cały obrót towarowy skomputeryzowany oparty na
        koncepcji tzw. Supply Chain Management (SCM) gdzie są połączeni z
        bezpośrednimi producentami lub hurtownikami wspólnym systemem
        koputerowym, zarządzającym procesami zamówień i dostaw oraz
        rozliczania. Procesy te są zoptymalizowane, tzn. tak ustawione, żeby
        koszty funkcjonowania tych operacji były optymalne ekonomicznie
        (niekonieczne minimalne). Drobni handlowcy nie są w stanie
        utrzymywać takich systemów, gdyż stają się one opłacalne tylko od
        pewnej skali działalności. I to właśnie stanowi różnicę.