dejot7
05.05.10, 23:18
Sorry, ale tłumaczenia PLK nie trzymają się kupy.
Mimo, że PLK straszy obydwu przewoźników, zatrzymało pociągi jednego przewoźnika (Przewozów Regionalnych) i dziwnym trafem są to pociągi, które stanowią największą konkurencję dla drugiego przewoźnika (InterCity). PLK tak się zatroszczyło o kondycję swojego dłużnika, że samo zdecydowało, które pociągi przynoszą największą stratę Przewozom Regionalnym, mimo, że Przewozy mówią, że to wcale nie te pociągi.
Oczywiście PLK nie powinno zajmować się kredytowaniem przewoźników, ale puszczając pociągi PLK nie "daje kredytu", bo bez tych pociągów koszty utrzymania infrastruktury są podobne. Zmniejszają się natomiast wierzytelności, które pewnie kiedyś PLK by odzyskało. W każdym razie PLK dużo tu nie ryzykuje. W puste miejsce po pociągach Przewozów Regionalnych nie wejdzie przecież jakiś cudowny przewoźnik, który płaci faktury w terminie.
Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że groźby wobec InterCity były rzucane na wiatr i albo żaden pociąg tego przewoźnika nie zostanie zawieszony, albo InterCity rękoma PLK wyeliminuje te pociągi, które chciała zawiesić, ale z różnych powodów nie mogła tego zrobić wprost (np. naciski polityków na utrzymywanie jakiegoś połączenia).
Więc może po prostu PLK działa na rzecz IC i ogranicza konkurencję na rynku przewodów dalekobieżnych. A jeżeli nie, to może udaje idiotę, który nie wie, że kolejowe przewozy pasażerskie w Polsce mają ogromne opóźnienia w płatnościach, zresztą w dużej mierze nie ze swojej winy (np. opóźnienia samorządów w przekazywaniu opłat za utrzymywanie połączeń).
Skutki tej awantury poniosą nie tylko przewoźnicy, ale i PLK, bo spadnie zaufanie do kolei jako pewnego środka transportu. Na pewno zyskają przewoźnicy autobusowi. Opróżnią się tory, a jeszcze bardziej zapchają drogi.