Dodaj do ulubionych

HOLOCAUST, wiwisekcja dzisiaj - fragmenty ksiazki

28.03.04, 21:41
Kot unieruchomiony jest przy pomocy specjalnego aparatu. Głowa zwierzęcia
została ogolona, a jej czubek posmarowano jodyną. Za pomocą elektrycznej piły
usunięto wierzchołek czaszki; mózg został odsłonięty. Jest to początek
długiej serii eksperymentów, podczas których substancja mózgowa będzie
niszczona, krojona, rażona prądem elektrycznym; oczy będą kaleczone, a z
kręgosłupa pobierany będzie rdzeń kręgowy.

Wiwisekcja – od łacińskiego słowa vivus (żyjący) i sectio (ciąć, rozcinać)
oznacza zatem "ciąć, rozcinać żyjące ciało". Jest to słowo, którego
wiwisektorzy nie lubią, ponieważ wyraża jasno (być może zbyt jasno), to co
dzieje się w laboratoriach badawczych. Wolą oni wyrażenie "eksperymenty
zwierzęce". Z prostego powodu nie będziemy dyskutować tu o nazewnictwie,
bowiem to co jest rzeczywiście ważne, to nie kwestia nazwy, lecz wiedza o
istocie rzeczy.

W celu skuteczniejszej obrony eksperymentów na zwierzętach, ci którzy je
wykonują, zapewniają, że zwierzęta nie cierpią, ponieważ są znieczulane, że
eksperymenty te służą dobru ludzkości, że są one kontrolowane, ograniczone do
bezwzględnej konieczności, obwarowane bardzo ścisłymi przepisami i
ograniczeniami oraz, że są przeprowadzane zgodnie z kryteriami etycznymi.
Kwestia niepowodzeń związanych z lekami farmakologicznymi i szczepionkami
wynikającymi z eksperymentów zwierzęcych, które dotykają zarówno istoty
ludzkie jak i środowisko, została już przedstawiona przez nas w innych
publikacjach. Teraz zamierzamy zająć się resztą, ze szczególnym odniesieniem
do sytuacji w Szwajcarii.

Dlaczego Szwajcaria? Ponieważ to, co dzieje się w tym kraju w dziedzinie
zwierzęcych eksperymentów, może być przykładem tego, co się dzieje w tej
materii na całym świecie ...i ponieważ każdy jest tutaj bardzo powściągliwy –
wiwisekcja? A co to właściwie jest? To są rzeczy, które występowały przed
wiekami, setki lat temu, lub coś takiego ma miejsce w obcych krajach. "Tak,
to się zdarza, ale my obchodzimy się ze zwierzętami z możliwie największym
szacunkiem – jest to kwestia drobnych operacji, niezupełnie bolesnych,
zwierzę traktuje się jak ludzkiego pacjenta, być może nawet lepiej; mamy
bardzo restrykcyjne prawo i zasady etyczne...".

Książka ta nie dokumentuje tego, co miało miejsce sto lat temu, co się działo
w starożytnym Rzymie w czasach Nerona. Gdybyśmy o tym pisali, byłoby to
bardzo miłe dla zwolenników wiwisekcji. Naszym celem jest przedstawienie
tego, co dzieje się dzisiaj w szwajcarskich laboratoriach, na podstawie
dokumentów i protokołów podpisanych przez samych wiwisektorów oraz na
podstawie oficjalnych publikacji. W ten sposób zaangażowani jesteśmy w
demaskowanie serii kłamstw i hipokryzji.


Nie można mówić o rozwoju medycyny, gdy opiera się on na eksperymentach na
zwierzętach, prowadząc do:

1. efektów ubocznych – często gorszych niż sama choroba, którą dany lek
powinien leczyć.
2. powstania choroby wywołanej przewlekłym używaniem leku, który tymczasowo
łagodzi symptomy, lecz nie leczy samej choroby.

10 000 ofiar Thalidomidu, 30 000 ofiar Clioquinolu, 10 000 ofiar
Fenylbutazonu, dziesiątki tysięcy ofiar streptomycyny, chloromycetyny,
aminofenazonu, fenacetyny, paracetamolu, metaqanolu, benzodiazepiny,
rezerpiny itd. – to fakty bardziej wymowne niż jakikolwiek komentarz. Gdyby
chciano wymienić wszystkie obrażenia wyrządzone pacjentom przez leki
testowane na zwierzętach, potrzebowalibyśmy całej encyklopedii. Destrukcja ta
może mieć fatalne konsekwencje lub być przyczyną chorób przewlekłych.

Ofiarami są nie tylko ludzie chorzy, lecz także osoby zdrowe – na przykład
te, które po zaszczepieniu się cierpią na dolegliwości neurologiczne, paraliż
czy raka. Albo ludzie, którzy czując się trochę niedysponowani, szczepią się
i nieświadomie narażają swe życie, chcąc wyleczyć przeziębienie, grypę czy
nerwoból. Niektóre z tych chorób są wyszczególnione w książce Il vitello
d’oro.

Doświadczenia na zwierzętach są obarczone fundamentalnym błędem – założeniem,
że ciało zwierzęcia jest porównywalne do ciała ludzkiego. W rzeczywistości,
nie istnieje żaden ustalony model ani w medycynie, ani w weterynarii, ani też
w innych dziedzinach badań eksperymentalnych. Przyczyn tego jest wiele i
można je podsumować w następujący sposób:

1. choroby wywoływane sztucznie w laboratoriach są utopią i abstrakcją – nie
istnieją w Naturze. 2. Każda indywidualna istota reaguje zgodnie ze swymi
warunkami psychofizycznymi. 3. Stres i udręka jaką odczuwa zwierzę
laboratoryjne zmienia jego reakcje i modyfikuje proces ich rozwoju. 4. DNA
zwierząt jest odmienne od ludzkiego.

W doświadczeniach na zwierzętach błędy się gromadzą, mnożą, stają się
zagmatwane – nakładając się na siebie tworzą chaos. Z pozoru prostą rzeczą
wydaje się weryfikacja błędów poprzez wykonywanie tych samych eksperymentów
powtarzanych na różnych grupach zwierząt (nie tylko na różnych gatunkach
zwierząt, lecz także w obrębie tego samego gatunku). Jednak, generalnie testy
takie dają odmienne rezultaty. Prawdopodobnie, wielu eksperymentatorów to
zauważyło, lecz dopóki eksperymenty na zwierzętach są wykonywane legalnie z
powodów ekonomicznych i są oparte na iluzji wykonywania ich z pobudek
naukowych, dopóty ich sprzeczne i mylne rezultaty są spowite zmową milczenia.

W 1980 r. prof. Fickentscher napisał: "Generalnie, eksperymenty na
zwierzętach nie tylko nie spełniają swej roli jako tester leków, lecz dają
dokładnie odwrotny efekt". (Diagnosis, marzec 1980). – Rezultat, który wśród
wszystkich skutków, jakie mogą spowodować leki, jest jedynym stałym i
bezdyskusyjnym efektem, przejawiającym się w konkretnych, widocznych
zaburzeniach zdrowia pacjentów.

Dane dostarczone przez Szwajcarski Federalny Urząd Statystyczny są być może
najlepszym dowodem ukazującym fiasko doświadczeń medycznych i
farmakologicznych opartych na wykorzystywaniu zwierząt. Liczba wszystkich
chorób, na które wiwisektorzy poświęcili najwięcej zwierząt w widoczny sposób
wzrosła. Można by powiedzieć, że kalectwa i zgony ludzi wzrastają wprost
proporcjonalnie do liczby wykorzystanych w eksperymentach zwierząt. Kilka
przykładów.

Liczba zgonów z powodu cukrzycy, białaczki i chorób sercowo-naczyniowych
wzrosła o około 300%, chorób umysłowych – o 700%, artretyzmu – o 10 200%
(dziesięć tysięcy dwieście procent!), ofiary śmiertelne raka płuc, gardła i
oskrzeli – o 900%, zgony z powodu raka prostaty zwiększyły się o 300%, itd.
Wszystko to w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat – w czasie, w którym
populacja obywateli Szwajcarii nawet się nie podwoiła.

Jednak te dane, które powinno się opublikować, informując społeczeństwo o
nieskuteczności metod badawczych, w których finansowaniu ma swój udział, nie
są dostępne szerokiej opinii publicznej. Tymczasem, puszcza się w obieg inne
wiadomości – fałszywe, lecz przynoszące zysk – o rzekomym sukcesie w
doświadczeniach na zwierzętach i nowych, "cudownych" lekach. Rzetelne
informowanie oznaczałoby niechybne wycofanie ich z rynku. Jednak nie ma w tym
żadnego problemu – miejsce każdego wycofanego leku natychmiast zajmowałby
nowy lek, przypuszczalnie tak samo niebezpieczny jak jego poprzednik, lecz
równie "cudowny"!


W 1982 r. pewnej grupie przeciwników wiwisekcji udało się spenetrować
Centralne Laboratorium Biologii (BZL) przy Kantonalnym Szpitalu w Zürichu.
Antywiwisektorzy przeszli przez główne wejście szpitala i wyposażeni w plan
zaznaczyli miejsca usytuowania laboratoriów; pojechali windą dwa pietra do
góry, a następnie spenetrowali budynek, gdzie w specjalnych klatkach trzymano
dużą liczbę psów, małp, świnek morskich, myszy i szczurów oczekujących na
swoją kolejkę do eksperymentów.

Klatki ze zwierzętami mieściły się na trzech piętrach budynku. Do dwóch z
nich
Obserwuj wątek
    • balbinia Re: HOLOCAUST, wiwisekcja dzisiaj - cd 28.03.04, 21:44
      Klatki ze zwierzętami mieściły się na trzech piętrach budynku. Do dwóch z nich
      można się było dostać windą lub schodami prowadzącymi do piwnicy, a mówiąc
      ściślej, do kamiennych korytarzy wykutych w skale na jakiej zbudowano budynek
      laboratorium. W korytarzu tym były oświetlone neonówkami, klimatyzowane
      pomieszczenia z klatkami wypełnionymi zwierzętami. Na podłodze każdej sekcji,
      niedaleko schodów, znajdowały się wielkie sterylizatory, których funkcją
      przypuszczalnie było zapewnienie wentylacji i dezynfekcja tego miejsca.

      W tej makabrycznej scenerii, w pomieszczeniach bez okien, setki, a być może
      tysiące zwierząt czekały na swą kolej – jedne obok drugich i jedne nad drugim,
      klatka przy klatce i klatka nad klatką, rzędy klatek sięgające sufitu,
      poustawiane od jednej ściany do drugiej. Pomieszczenia wypełnione łapami,
      ciałami, zaniepokojonymi oczami – wszystkie z nich czekał ten sam los.

      Był tam też pokój z małpami zamkniętymi w metalowych klatkach, także
      ustawionych rzędami, obok siebie, lub jedna na drugiej, wzdłuż całej długości
      ściany. Około 10 do 12 małp wyciągało ręce spomiędzy metalowych prętów klatek,
      jakby prosząc o pomoc.

      Piętro wyżej, w pobliżu laboratoriów znajdowały się psy. Aby się tam dostać,
      należało pokonać labirynt korytarzy i wąskich schodów. Zatrważająca sceneria –
      długi, ciemny korytarz bez okien, po lewej stronie stały stojaki, na których
      wisiały fartuchy i białe płaszcze; za nimi znajdowały się drzwi. Prowadziły one
      do pokoiku o powierzchni około 1 m2, w którym była umywalka, a na prawej jego
      ścianie były kolejne drzwi. Na tych drugich drzwiach widniał napis: "Wejście
      tylko dla przeprowadzania pomiarów higienicznych". Pokój był ciemny, bez okien
      i był tak mały, że aby się móc w nim poruszać, trzeba było zamknąć drzwi. Za
      tymi drugimi drzwiami był kolejny pokój, identyczny do poprzedniego, o
      powierzchni około 1 m2, po prawej stronie umywalka i naprzeciwko taki sam napis
      jak poprzednio. Trzecie drzwi prowadziły do jakiejś pozbawionej okien,
      pogrążonej w półmroku graciarni – bez mebli, z sianem na podłodze. Drzwi po
      prawej prowadziły do długiego korytarza z hermetycznie zamykanymi drzwiami,
      które wyglądały jak drzwi opancerzone. Solidne, zamknięte na cztery spusty
      drzwi – zapewne były to drzwi do laboratoriów. Po drugiej stronie w pokoju-
      graciarni znajdował się właz prowadzący do kolejnego korytarza, w którym
      znajdowały się skrzynki, prawdopodobnie dla psów. Skrzynki te były puste z
      oczywistego powodu – było letnie popołudnie, ostatni dzień przed wakacjami.
      Przeznaczone dla psów wybranych do kolejnych eksperymentów, skrzynki te były
      tego dnia puste.

      Nagle, w pokoju-graciarni zgasło światło. Grupa potajemnych gości zaczęła się
      przemieszczać w stronę światła i przeszła wzdłuż korytarzem z poustawianymi
      skrzynkami, do kolejnego korytarza. Klucząc wśród korytarzy nasza grupa doszła
      do tylnich drzwi wyjściowych szpitala naprzeciwko wejścia.

      Jednak inspekcja nie została jeszcze zakończona. Za schodami prowadzącymi do
      piwnicy znajdowały się jakieś wielkie drzwi, niczym brama do magazynu. Wewnątrz
      znajdowało się dwadzieścia psów zamkniętych w klatkach ustawionych rzędami
      jedna na drugiej. Klatki te zrobione były jedynie z metalowych prętów, więc
      zwierzęta miały trudności ze staniem w nich, ponieważ łapy wślizgiwały się im
      pomiędzy pręty. Widząc gości, psy zaczęły szczekać i uczyniły straszny zgiełk.
      Szpital został zaalarmowany. W biurach działu administracji, za wyjściem,
      pracownicy podnieśli swe głowy. Teraz nastał najwyższy czas, by zrobić zdjęcia –
      fotografie, na których będzie można zobaczyć oczy uwięzionych zwierząt, oczy,
      które nigdy już nie zobaczą promieni słońca, oczy zwierząt, które po wakacjach
      zostaną zabrane z klatek i znikną za tymi opancerzonymi drzwiami.

      Nasi nieproszeni goście mieli dokładnie tyle czasu, by wyjść niepostrzeżenie.
      Wkrótce po tym wysłali zdjęcia oraz szczegółowy raport do ATRA (Szwajcarskie
      Towarzystwo Antywiwisekcyjne), która zareagowała natychmiast – kopie tych zdjęć
      rozesłane zostały do wszystkich redakcji prasowych, a dyrektora Centralnego
      Laboratorium Biologii (BZL), dr Wolf H. Weihe pozwano do sądu w Zürichu za
      znęcanie się nad zwierzętami oraz łamanie Federalnego Prawa Ochrony Zwierząt.
      Poinformowano o tym także Biuro Weterynarii w Zürichu. Natomiast 30 sierpnia
      1982 r. pojawił się długi artykuł w Tages Anzeiger, który zawierał dwa zdjęcia
      psów i zwracał uwagę czytelników na warunki panujące w BZL. Inne gazety także
      wspomniały o tym wydarzeniu. Jak zawsze w takich wypadkach, rekcja opinii
      publicznej była żywa i spontaniczna, lecz jak zareagowały władze? Z przyczyn
      proceduralnych pozew sądowy złożony przez ATRA został odesłany do sądu
      pierwszej instancji. Oficjalne oświadczenie sądu w tej sprawie wydane 25
      stycznia 1983 r.: Maltretowanie zwierząt? Łamanie prawa? Nie ma na to żadnych
      dowodów!

      www.szalonykowboj.com
      aerzte-gegen-tierversuche.de
    • balbinia sprzet unieruchamiajacy 28.03.04, 21:45
      Pod pojęciem "sprzęt unieruchamiający" mamy na myśli narzędzia i aparaty
      służące krępowaniu, unieruchamianiu zwierząt laboratoryjnych w pożądanej
      pozycji, zależnie od wykonywanych eksperymentów. W sektorze tym działają także
      międzynarodowe korporacje i wiele z nich pieczołowicie ukrywa to do jakiego
      celu ich produkty są wykorzystywane. Wolą oni przedstawiać się jako normalne
      zakłady produkujące narzędzia dla lekarzy, weterynarzy, chirurgów i dla
      jakiegokolwiek innego celu, który jest terapeutyczny.

      Począwszy od 1979 r. organizacja ATRA zaczęła demaskować duże grupy
      przemysłowe, które wytwarzają sprzęt unieruchamiający i wszystko co pomaga
      wiwisektorom w unieruchamianiu, operowaniu i eksperymentowaniu na zwierzętach.

      Zatem mamy tutaj kolejny element w piramidzie wiwisekcyjnej – wykonywanie
      doświadczeń nie odbywa się w izolacji, lecz jest wspierane i umożliwiane przez
      koncerny, które działają równolegle w tym biznesie.

      Czasami, kiedy ktoś pragnie odkryć zawoalowaną, skrywaną prawdę, wówczas często
      musi postępować na ślepo, po omacku. 8 marca 1979 r. pewna firma specjalizująca
      się w produkcji materiałów medycznych i sanitarnych wysłała nam, listem
      podpisanym, adres innej firmy, która – według tego listu – prawdopodobnie
      produkowała wyposażenie i sprzęt służący do wykonywania doświadczeń na
      zwierzętach. Była to firma Kontron AG (Bernerstrasse 167, 8048 Zürich), z którą
      natychmiast ustanowiliśmy kontakt.

      Poniżej cytujemy odpowiedź otrzymaną od Kontron AG, z dn. 18.05.1979
      r. "Niniejszym, zgodnie z waszą prośbą, załączamy ogólny zarys dotyczący
      Programu Harward. Jeśli chcecie uzyskać więcej szczegółów, prosimy o informacje
      w tej sprawie". Kontron z Zürichu, szwajcarski przedstawiciel firmy Harward
      Apparatus Company Inc. z Massachussets (USA), ma także biura w Montsur-
      Lausanne, a jakiś czas temu przeniósł swoje biuro z Zürichu na Gaswerkstrasse 6
      (Postfach 8010), Zürich. Do listu otrzymanego z firmy Kontron, załączone były
      katalogi American Harward Company dotyczące towarów jakie Kontron pragnie
      sprzedawać w Szwajcarii.

      Harward produkuje dwa rodzaje stołów operacyjnych, łatwo zmywalnych, lekkich i
      nierdzewnych – jeden dla psów i drugi dla kotów. Boczna szczelina, jak
      informuje katalog, pomaga w odsączaniu płynów. Stoły te są wyposażone w
      plastikowe pasy unieruchamiające zwierzę. "Boczne szyny", będące także w
      sprzedaży, wykonane ze stali nierdzewnej, o drewnianych krawędziach służą do
      unieruchamiania zwierzęcia w pozycji pionowej na stole operacyjnym. Wśród
      narzędzi specjalnego przeznaczenia wytwarzanych przez Kontron są prasy do
      wyciskania i homogenizowania fragmentów zwierzęcej tkanki. Należą do
      nich "Wyciskacz Tkanek", który usuwa tkankę łączną, urządzenie "Arbor Press"
      umożliwiające wykonywanie nacisku do 1 000 kg, opisanego w katalogu jako
      będący "wskazany dla serca, mięśni i twardych tkanek", oraz "Krajalnica Tkanek"
      zachwalana przez producenta następującymi słowami: "Jest to prosty aparat do
      przygotowywania jednakowych, cienkich płatów mózgu, wątroby, itd.". Dużo
      miejsca w katalogu poświęcono "dekapitatorom" – małym, stołowym gilotynom
      opisanym jako "prostym, wytrzymałym, podobnym do nożyc, które mogą być używane
      na potrzeby człowieka jak i do odcinania głów zwierzętom laboratoryjnym. Ostre
      noże wykonane są ze stali nierdzewnej". Są dwa modele dekapitatorów – jeden dla
      małych zwierząt (myszy, szczury, świnki morskie, itp.), drugi – dla zwierząt
      większych (koty, króliki, psy, itp.).

      Nie ma wątpliwości, że istnieje ogromny rynek zbytu na dekapitatory
      (produkowanych przez firmę Harward i inne). Wystarczy spojrzeć na kilka
      raportów sporządzonych przez eksperymentatorów, które mówią o niebywałej
      liczbie zwierząt, którym odcięto głowy na końcu serii kilkumiesięcznych
      eksperymentów. Profesorowie A. Labhart i E. R. Froesch z Wydziału Badań
      Metabolicznych Uniwersytetu w Zürichu podpisali raport dn. 16.03.1978 r., w
      którym jest napisane, że 5 178 zwierzętom (szczury, myszy i króliki) odcięto
      głowy w ciągu jedynie 7 miesięcy (25 głów dziennie!). W Instytucie Biologii
      Molekularnej i Biofizyki w Zürichu w ciągu 5 miesięcy odcięto głowy 95 szczurom
      i 15 żabom (raport z dn. 9.09.1977). Ponadto sześciu zwierzętom wstawiono
      cewniki do tętnic i żył szyjnych; ośmiu szczurom odcięto głowy po przeszczepach
      nerek. Te same eksperymenty powtórzono następnego roku w tym samym instytucie,
      w ramach którego 220 zwierzętom odcięto głowy (szczury i żaby). 53 szczurom
      odcięto głowy po wykonaniu transplantacji nerek a 3 szczurom wstawiono cewniki
      do tętnic i żył szyjnych (raport podpisany 10.04.1978). Nowa Rewolucja
      Francuska...?!

      W katalogach firmy Harward-Kontron wspomniano również o pompkach, które są
      używane do pompowania specjalnych gazów do i z płuc. Długa seria propozycji
      ofertowej, odpowiedniej dla każdego typu zwierzęcia – od myszy do psa.

      Elektrody zajmują miejsce honorowe. W prospekcie zatytułowanym "Aparaty
      Harwarda" zostało opisanych 7 rodzajów elektrod: "przyczepna obroża"
      (pierścień, na którym umieszczone są elektrody), kabel elektryczny z wtyczką
      oraz urządzenie "ułatwiające przepływ prądu i innych sygnałów biologicznych".

      Dzisiaj firma Kontron nie wysyła już swych katalogów do wszystkich
      potencjalnych klientów, a w szczególności nie wysyła już ich organizacji ATRA.
      Liczne publikacje ATRA odnoszące się to ich towarów skłoniły tę firmę do
      przyjęcia postawy obronnej.

      W styczniu 1987 r. niemiecka firma Dipl. Ing. W. Ehret GmbH" z Emendingen,
      która przedstawia się jako producent sprzętu do "leczenia zwierząt, dla domu i
      badań naukowych", napisała nam list, dostarczając nam informacji odnośnie
      warunków dostawy oraz długiego cennika zestawu narzędzi laboratoryjnych [w
      frankach szwajcarskich], m. in.:

      Plastikowa klatka dla królików – 230,35
      Stalowa klatka dla kotów, z drucianą podłogą – 2 045,20
      Stalowa klatka dla kotów, prosta wersja – 1 137,70
      Stalowa klatka dla psów, na kółkach – 3 065,35
      Klatka dla psów, jak wyżej lecz bez kółek, przymocowywana do ściany śrubami – 2
      978,65
      Stalowa klatka do badania metabolizmu kotów z butelką do karmienia i rurkami –
      1 248,65
      Stalowy stół operacyjny, z regulacją wysokości i nachylenia płaszczyzny z
      aparatem wodnym do czyszczenia – 3 247,85
      Stalowy stół operacyjny, lecz bez urządzenia do regulowania wysokości, lecz z
      mechanizmem do regulowania kąta nachylenia – 3 247,-
      Stół operacyjny dla małych zwierząt, powierzchnia z PCV z pasami, wspornikiem
      na głowę i urządzeniem do narkozy – 2 768,45
      Stół operacyjny dla szczurów i myszy z pasami i wspornikiem na głowę – 1 312,40
      Stół operacyjny, jak wyżej, lecz z mechanizmem regulacji z każdej strony o 60
      stopni – 1 472,20

      ...itd., itp. Prospekt zawiera trzy strony z opisem artykułów podobnych do
      wymienionych powyżej, różniącymi się nieznacznie ceną stosownie do cech danego
      produktu. "W. Ehret GmbH" sprzedaje także klatki dla małp; jest ich bogaty
      wybór; klatki dla miniaturowych świnek, świń, drobiu, klatki do szczepienia
      szczurów i myszy z rurkami do wykonywania iniekcji; inkubatory do testów
      klimatyzacyjnych na małych gryzoniach, termostaty do wszczepiania zwierzętom
      laboratoryjnym, klimatyzowane klatki, boksy unieruchamiające (do
      unieruchamiania królików podczas eksperymentów), które uniemożliwiają
      wykonywanie ruchów głowy i ciała zwierzęcia. Stalowe wsporniki, na których
      można umieszczać klatki ze świnkami morskimi, itd.

      Moglibyśmy tutaj przytoczyć z kilkanaście kolejnych firm produkujących tego
      typu sprzęt i z kilkadziesiąt firm zajmujących się hodowlą zwierząt
      laboratoryjnych, uważamy jednak, że to co odnotowaliśmy powyżej wystarczy, by
      dać nam jakieś pojęcie o komercyjnej stronie handlu zwierzętami i o
      inwestycjach jakie towarzyszą eksperymentom na zwierzę
      • balbinia Kundle Marshalla i Sandos 28.03.04, 21:50
        Firmy obracające milionami franków, których dochody uzależnione są od
        przemysłu chemicznego i uniwersytetów, gdzie liczy się dochód i nic poza tym.

        W 1985 r. gazeta wychodząca w Zürichu publikuje tekst wywiadu z radnym Hansem-
        Jürg Wederem. Znany ze swojej aktywnej postawy w obronie zwierząt, ten
        szwajcarski parlamentarzysta przekazał prasie wiadomości, które spowodowały
        znaczną wrzawę:

        "Posiadam informacje, które podają, że psy są importowane z Los Angeles do
        celów badawczych. Psy te przybywają na lotnisko Zürich-Kloten. Ich struny
        głosowe są przecinane, gdy psy są jeszcze młode. W ten sposób stworzenia te
        mogą być poddawane eksperymentom w ciszy – bez odgłosu jęków cierpienia z ich
        strony. Zwierzęta przybywają do Szwajcarii pakowane po dziesięcioro w jednej
        klatce. Są to 13-tygodniowe szczeniaki, które kosztują przemysł chemiczny 1 900
        franków". (Blick, 22.09.1985).

        Hans-Jürg Weder natychmiast przedstawił ten temat w parlamencie, na co uzyskał
        odpowiedź Rady Federalnej zaprzeczającą, jakoby w Szwajcarii psy te pozbawiano
        strun głosowych w do celów badawczych, a także zaprzeczającą, że w schroniskach
        dla zwierząt przy laboratoriach badawczych w Szwajcarii trzymano psy z
        wyciętymi strunami głosowymi. Tymczasem, 2.10.1985 r. dokumentacja Wydziału
        Zgromadzenia Narodowego dała jeszcze bardziej interesujące
        informacje: "Dowiedziano się, że w 1985 r. do Szwajcarii regularnie importowano
        psy, prawie co miesiąc, przez przejście graniczne Bazylea-Mülhausen. (Dane
        dotyczą tylko tego roku). Ilość: czasami kilka, lecz czasem do 32 psów. Wśród
        nich były psy 5-miesięczne, według dokumentów dostawy, połowę samców i połowę
        suk, o wadze 10 kg i cenie 245 Fr. /szt. Psy były szczepione w Nowym Jorku, ich
        dostawcą była firma "Marshall Research Animals" z North Rose, N.Y. Odbiorcą był
        zawsze Sandoz. Usługi przewozowe świadczyła firma Jacky Maeder. Nie zauważono
        nic szczególnego (słyszano tylko jakiś skowyt, ale nie szczekanie; to mogło być
        wszakże związane z wiekiem szczeniaków)". Berno, 2.10.1985 r., dokumentacja
        Wydziału Zgromadzenia Narodowego.

        Ponieważ obrońcy wiwisekcji zaprzeczali faktom, a ponadto rozpowszechniali
        informacje, że w ogóle nie było psów z wyciętymi strunami głosowymi, ATRA
        postanowiła interweniować, przeprowadzając własne, małe dochodzenie w tej
        sprawie. Przedstawiciel tej organizacji skontaktował się listownie z "Marshall
        Research Animals" z North Rose (USA), pisząc, że jest zainteresowany kupnem
        kilku psów. Poniżej cytujemy zasadniczy fragment otrzymanej odpowiedzi
        datowanej 21.04.1987 r.: "W załączeniu znajdzie pan nasz najnowszy katalog z
        cennikiem. Usunięcie strun głosowych kosztuje 5$ za psa. Wysyłka kosztuje około
        30-40$ za psa. Wysyłamy ponad 100 000 psów każdego roku. Rezerwację psów należy
        dokonać 6-8 miesięcy wcześniej. Płatność w ciągu 30 dni. Z poważaniem: James L.
        Ball" (List podpisany).

        Według katalogu i cennika "Marshall Research Animals" 2-miesięczne szczeniaki
        kosztują 235 $; cena zwiększa się za starsze szczenięta aż do 365 $ za
        szczeniaka12-miesięcznego. "Psy Marshalla" są wysyłane drogą powietrzną albo
        lądową – gdy adresat mieści się od siedziby firmy do 7 godzin jazdy ciężarówką.
        Transporty organizowane są w każdy czwartek. Zwierzętom towarzyszą wszelkie
        niezbędne papiery, w tym certyfikaty kontroli weterynaryjnej. Ich linia
        genetyczna jest rygorystycznie sprawdzana, jak również takie parametry jak
        poziom glukozy, cholesterolu, mocznika, wapnia, fosforu, hemoglobiny,
        leukocytów, itd. Luksusowe psy dla międzynarodowych korporacji i luksusowych
        laboratoriów...
      • balbinia dlaczego konieczne jest zaprzestanie wiwisekcji 28.03.04, 21:52
        1. Powody naukowe. Dane dostarczane przez zwierzęce eksperymenty są fałszywe,
        chaotyczne, nierzetelne, nie dające się ekstrapolować ani na ludzi, ani na inne
        zwierzęta.

        a) Choroby wywoływane sztucznie w laboratoriach są modelami utopijnymi; nie są
        one tym samym, co choroby występujące w rzeczywistości.

        b) Rozmaite gatunki reagują odmiennie – zarówno jeśli chodzi o zwierzęta jak i
        ludzi. Każdy osobnik reaguje indywidualnie (a nie identycznie do innych
        osobników).

        c) Stres, udręka i strach na jaki cierpią zwierzęta laboratoryjne, zmienia ich
        reakcje i zachowanie, nie tylko wobec poszczególnych osobników indywidualnych,
        ale też zmienia ich reakcje w czasie.

        2. Powody prawne. Eksperymenty na zwierzętach nie gwarantują bezpieczeństwa ani
        pacjentom, ani konsumentom; dlatego nie powinny być prawnie zalegalizowane,
        ponieważ zagrażają zdrowiu całej ludzkiej populacji. Potrzebę ich wykonywania w
        majestacie prawa odczuwają tylko ci, którzy zarabiają na tych eksperymentach:

        a) Producenci, którzy sprzedają szkodliwe produkty po uzyskaniu autoryzacji, w
        wyniku spełnienia wymogu wykonania testów na zwierzętach.

        b) Wiwisektorzy, którzy przeprowadzają eksperymenty na zwierzętach, chroniąc w
        ten sposób swoje dochody i karierę.

        c) Handlarze i pośrednicy handlu zwierzętami, producenci sprzętu do wykonywania
        wiwisekcji (aparaty unieruchamiające, stoły operacyjne, itp.).

        Z punktu widzenia zdrowotnej szkodliwości produktów, których
        rzekoma "nieszkodliwość" jest gwarantowana przez eksperymenty na zwierzętach,
        legalizacja testów na zwierzętach oznacza legalizację dystrybucji szkodliwych,
        śmiertelnie trujących substancji, które mogą zabić kogokolwiek w dowolnym
        czasie. W tym sensie jest to równoznaczne z ludobójstwem.

        3. Powody społeczne. Duża część społeczeństwa skłania się w kierunku medycyny
        przyjaznej ludziom i opowiada się za zdrowym systemem oferującym chorym
        skuteczne i bezpieczne terapie oraz prawdziwą profilaktykę. Konsumenci chcą
        nabywać dobra konsumpcyjne, które nie są szkodliwe. Chcą zdrowych produktów,
        które są bezpieczne i spełniają cel dla jakiego zostały zakupione.

        Większość zdrowotnych funduszów ubezpieczeniowych gromadzi ogromne sumy
        pieniędzy, które następnie są wydawane na usługi i produkty bazujące na
        eksperymentach na zwierzętach, podczas gdy znaczący procent podatków płaconych
        przez obywateli służy finansowaniu eksperymentów na zwierzętach. Wszystko to
        jest sprzeczne z interesem zarówno pacjentów jak i podatników.

        Mamy do czynienia z gigantycznym, lecz nieskutecznym systemem zdrowotnym, gdyż
        stosuje on nieskuteczne metody: leki mające nieprzewidywalne skutki uboczne,
        szczepionki wątpliwej wartości, wyszukane i kosztowne, lecz nieskuteczne
        terapie oraz całą plejadę leków, z których 90% to produkty bezużyteczne i
        często szkodliwe dla zdrowia.

        4. Powody etyczne. To o czym wcześniej pisaliśmy, nieuchronnie prowadzi nas do
        aspektu etycznego. Zgodnie z zasadami etyki ludzkie życie musi podlegać
        ochronie – zgodnie z potrzebami w zakresie zdrowia, prawa i struktur
        społecznych. Ludzie chcą korzystać z dobrodziejstw medycyny opartej na
        rzetelnych i wiarygodnych badaniach. System, który kieruje życiem indywidualnej
        jednostki i którego jest ona częścią, powinien być "przyjazny" a nie wrogi –
        dlatego musi posługiwać się środkami, które pomagają, a nie zabijają.

        Gdy na podstawie niepodważalnych danych zostało udowodnione, że liczba zgonów z
        powodu raka wzrosła w Szwajcarii o ponad 300% w ciągu ostatnich pięćdziesięciu
        lat, podczas gdy w tym samym czasie populacja Szwajcarów nawet się nie
        podwoiła, naukowe fiasko eksperymentów na zwierzętach jest jasno widoczne. A
        jest to przykład pierwszy z brzegu, jeden spośród tysięcy.
        Etyka odnosi się również do zwierząt. One także są żywymi istotami, które
        cierpią, odczuwają i są obdarzone wrażliwością. W świecie, który uważa się za
        cywilizowany i zaawansowany, jakiekolwiek tortury nie mogą być tolerowane.
        Szacunek dla życia ma wymiar uniwersalny i dotyczy także zwierząt.

        W tym miejscu przytoczmy pytanie, jakie często zadają obrońcy wiwisekcji, by
        siać zamieszanie w głowach naiwnych osób: "Czy wolisz poświęcić psa, czy
        dziecko?" Ta hipokryzja jest częścią fałszywej mentalności osób nie
        zainteresowanych obroną życia, gdyż żadne zwierzę poddane wiwisekcji nigdy nie
        ocaliło życia żadnemu człowiekowi. Wprost przeciwnie – "poświęcane" zwierzęta
        często na wielką skalę przyczyniały się do śmierci ludzi, przez produkty i
        techniki będące wynikiem eksperymentowania na zwierzętach.

        Inne pytanie będące przejawem hipokryzji, często powtarzane przez wiwisekcyjne
        lobby brzmi: "Jeśli nie możemy eksperymentować na zwierzętach, to na kim
        powinniśmy to robić? Na ludziach?" Pytanie to świadczy o wielkiej ignorancji. W
        istocie, z naukowego punktu widzenia, nie ma istoty żywej, na której można by
        eksperymentować z korzyścią dla innej żywej istoty, gdyż każda istota jest
        indywidualna, odmienna od pozostałych.

        Jeśli pewnego dnia my, ludzie, przestaniemy maltretować i torturować zwierzęta,
        być może wówczas ludzkie istoty przestaną wzajemnie się zniewalać i masakrować.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka