paul_winter
29.09.10, 18:53
"w większości przypadków zdecydowane działania rządu, które koncentrują się na ograniczaniu wydatków, a nie podnoszeniu podatków, prowadzą do przyspieszenia wzrostu gospodarczego. Politycy, którzy mają odwagę wprowadzić takie reformy, też zwykle zyskują."
Co za brednie. Przecież problem z bolesnymi, choć koniecznymi reformami w demokracjach parlamentarnych polega właśnie na tym, że wprowadzający je politycy - mężowie stanu, nie mają szansy doczekać ich owoców. Przegrywają wybory. A ich następcy - populiści, są właśnie beneficjentami pozytywnych efektów owych reform. I oczywiście bezczelnie przypisują sobie całą zasługę. Jak wyglądałyby rządy Partii Pracy w Wielkiej Brytanii w latach 90-tych, gdyby w latach 80-tych Margaret Thatcher nie zrobiła tam porządków, tnąc nierentowne przemysły, w górnictwem na czele i reformując gospodarkę.