Dodaj do ulubionych

Ceny mieszkań w 2011 r. spadną o 1,3 proc.

IP: 195.149.64.* 07.01.11, 12:33
Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
Obserwuj wątek
    • dareckipodkarpacie Ceny mieszkań w 2011 r. spadną o 1,3 proc. 07.01.11, 12:33
      Ceny w miastach wojewódzkich będą oscylować wokół 4 do 6 tys. z prostej przyczyny koszt budowy mieszkań jest średnio w granicy 4 tys. zł (przy czym mamy wachania w zależności od miasta), polecam analizę cen budowy mieszkań GUS, wynika z niej, że ceny 1 metra kwadratowego powierzchni użytkowej budynku mieszkalnego oddanego do użytkowania w 2009 roku w porównaniu z 2000 wzrosły o blisko 100% - dane znajdują się pod linkiem:
      www.stat.gov.pl/gus/5840_4671_PLK_HTML.htm
      • Gość: rekin Re: Ceny mieszkań w 2011 r. spadną o 1,3 proc. IP: 178.73.48.* 07.01.11, 12:59
        Ceny będą stopniowo spadać aż do ustalenia się przelicznika 1 metr kwadratowy równy 1 średniej pensji w danym mieście.
        Co do danych GUS są one zawyżone przez samych deweloperów - specjalnie by zwiększyć limity dopłat do RNS.
        Tu sobie poczytaj o wałku jak deweloperzy podaja dane do GUS
        biznes.onet.pl/kosztowny-blad-w-programie-rodzina-na-swoim,36941,3703639,1,analizy-detal
        Dane do wyliczenia wskaźnika przeliczeniowego pochodzą z Głównego Urzędu Statystycznego, a ten otrzymuje je od deweloperów, którzy przekazują je na specjalnym formularzu. Każdy inwestor ma obowiązek szczegółowego informowania GUS-u o swoich inwestycjach (koszty, powierzchnie mieszkań, terminy rozpoczęcia i ukończenia itd.), jednak urząd tych danych prawdopodobnie nie weryfikuje, teoretycznie deweloperzy mogą więc pisać co chcą.

        Firmom budującym mieszkania wyższe wskaźniki są bardzo na rękę, bo łatwiej im sprzedać wybudowane nieruchomości po korzystnej cenie. Możliwa jest zatem sytuacja, w której deweloperzy – każdy oddzielnie, lub działając w porozumieniu – składali deklaracje zawierające zawyżone dane dotyczące kosztów budowy, aby więcej mieszkań – także z górnej półki – kwalifikowało się do programu Rodzina na Swoim.
        • vigilansx Re: Ceny mieszkań w 2011 r. spadną o 1,3 proc. 07.01.11, 14:05
          Gość portalu: rekin napisał(a):
          "Ceny będą stopniowo spadać aż do ustalenia się przelicznika 1 metr kwadratowy równy 1 średniej pensji w danym mieście."
          z tego jak bzdurzysz wynika, że jesteś co najwyżej planktonem, a nie rekinem
          z zacytowanej wyżej wypowiedzi wynika, że w małych miejscowościach metr kwadratowy mieszkania będzie kosztował ok. 1500-2000zł :)
      • jim19 Re: Ceny mieszkań w 2011 r. spadną o 1,3 proc. 07.01.11, 16:57
        przed analizą danych GUS-owskich należy się wczytać w metodologie ich wyliczania. Otóż w tym przypadku koszt metra dla budownictwa wielorodzinnego jest wyliczany na bazie podawanych przez deweloperów kosztów. Aby takie dane nabrały choć trochę reprezentatywności powinny byc podawane w trzech kategoriach:
        1. koszt budowy budynku do tzw stanu deweloperskiego
        2. przeliczeniowy koszt metra terenu tj wielkość udziału kosztu działki w cenie metra powierzchni użytkowej lokalu
        3. koszty finansowe w tym koszty kredytów (oczywiście hipotecznych nie przyszłych lokatorów), marże dewelopera itp
        Realne koszty budowy wg punktu 1 powyżej od paru lat w zależności od standardu utrzymują się na poziomie znacznie poniżej 3.000zł/m.kw pu . Jeszcze w latach 90-tych istotnym rynkowym swoistym regulatorem cen mieszkań w budownictwie wielorodzinnym były spółdzielnie mieszkaniowe ale dzięki lobby deweloperskiemu (mam wątpliwości czy jest to właściwa nazwa, nie nazbyt nobilitująca te grupę) poprzez kolejne zmiany prawa i nagonkę medialna doprowadzono, iż obecnie niewiele spółdzielni prowadzi działalność inwestycyjna a jeśli to w ograniczonym wymiarze.
      • dareckipodkarpacie Re: Rodzina na Swoim (dla Singli)? 07.01.11, 12:39
        tak ale to dotyczy małych mieszkań do 30m2 i jeszcze trzeba spełnić inne kryteria...

        Gość portalu: MikeOne napisał(a):

        > Czy to już działa? Wiele o tym słyszałem, wiem, jakie miały być obostrzenia w s
        > tosunku dla rodzinnej wersji programu, ale nigdzie nie mogę znaleźć konkretnej
        > informacji.
        > Czy ten program już działa, czy nadal jest tylko w dalekich planach naszego rzą
        > du?
        >
        • Gość: MikeOne Re: Rząd się nie wyrobił w czasie. IP: *.adsl.inetia.pl 07.01.11, 12:46
          tak, wiem o obostrzeniach typu dopłata tylko do 30 m, max mieszkania to 50 m, i tylko rynek pierwotny. Właśnie czegoś takiego będę szukał.

          A czy masz może jakiegoś linka gdzie znajduje się potwierdzenie tego, że ma to zacząć działać od pierwszego kwartału?
          Tzn jakaś wiążąca deklaracja, zamiast gdybania - gdzie indziej, słyszałem, że ma działać dopiero od lipca.. :/
          • Gość: rekin Re: Rząd się nie wyrobił w czasie. IP: 178.73.48.* 07.01.11, 12:54
            Pierwotne założenia reformy były takie żeby wprowadzić te zmiany od 1 lipca, ale w MF chcieli jak najszybciej bo im kasa na dopłaty zwiększa dziurę budżetowa i będzie generować dług jeszcze przez 8 lat.
            Projekt ustawy trafił do sejmu i miał być rozpatrywany 14 grudnia, ale posłowie nie zdążyli. Przenieśli go na kolejne posiedzenia sejmu po świętach. Nie wiem czy już go przegłosowali czy nie, ale zanim ustawa wejdzie w życie ma jeszcze 14 dni vacatio legis.
            A do tego zmiany w RNS są dokonywane co kwartał - GUS podaje dane o kosztach i ustala sie limity dopłat. Zatem zmiana w RNS jest możliwa dopiero od początku kolejnego kwartału czyli od 1 kwietnia.
        • marek_z1 Re: Ceny mieszkań w 2011 r. spadną o 1,3 proc. 07.01.11, 13:26
          Przy czym pare lat temu kredyt miał pokrycie lub niewiele tylko przewyzszał wartość nieruchomosci a teraz kredyty nie maja juz tego pokrycia. Jesli zawirowania kursów walut dalej bedą wstrząsać portfelami kredytobiorców, fala bankructw przejddzie przez najbardziej wywindowane cenowo miasta Polski.
          • jimmyjazz takie małe uproszczonko się wkradło 07.01.11, 13:54
            marek_z1 napisał:

            > tość nieruchomosci a teraz kredyty nie maja juz tego pokrycia. Jesli zawirowani
            > a kursów walut dalej bedą wstrząsać portfelami kredytobiorców, fala bankructw

            1. Ktoś wziął kredyt na 90-100% mieszkania.
            2. Kredyt wziął w chf.
            3. Po kursie 1,9 czy 2,2
            4. i najważniejsze - nie ma z czego spłacać.

            Ale po co myśleć. Lepiej bredzić o fali bankructw, spadkach cen mieszkań o następne 90% itp.

            A spadkach 50% w jeden rok na forach gazety słyszę od 2008r. Zaraz się dowiemy że owe 10-15% z artykułu to nieprawda bo spadły już o 70% a w tym spadną o 200%.

            --
            Jeśli płacicie ludziom za to, że nie pracują, a każecie im płacić podatki gdy pracują, nie dziwcie się, że macie bezrobocie.

            Dla odważnych
            i27.tinypic.com/34oap9h.png
      • dar.net Re: Ceny mieszkań w 2011 r. spadną o 1,3 proc. 07.01.11, 17:50
        od conajmniej 2,5 roku słysze takie teksty a tu jakoś nie ma tanich mieszkań po 3-4 tys.

        marek_z1 napisał:

        > Teraz rynek pierwotny bedzie dyktował ceny, coraz niższe ceny. Sprzedajacy na w
        > tórnym nie maja z czego schodzić przy przytłaczajacych kredytach. Dopiero bankr
        > uctwa dadzą wysyp tańszych mieszkan na wtórnym.
    • o666o Re: Ceny mieszkań w 2011 r. spadną o 1,3 proc. 07.01.11, 12:43
      dokładnie, w końcu, tyle się oczytałem na forach o spadkach cen mieszkań, że wydaje mi się, że w końcu będą je rozdawać, ale i tak najlepiej u mamusi

      kretynofll napisał:

      > Ja poczekam aż będą za darmo rozdawać. A póki co dobrze mi się mieszka z mamusi
      > ą.
      • heine-ken Re: jesli spadna o 1,3% a inflacja 3,5% to 07.01.11, 16:09
        Abstrahując od tego ile warta jest ta prognoza, to mało kto chyba zrozumiał przekaz tego tekstu. Wg. autora mieszkania nominalnie zdrożeją o 1,7 pp., czyli uwzględniając inflację realnie stanieją o 1,3. Innymi słowy, jeśli teraz cena ofertowa dla W-wy wynosi 9K, za rok będzie to 9 153. Osobiście w to nie wierzę - mój typ to nominalnie minus 6, co nie zmienia faktu, że mieszkanie to nie jest złoto, które może jedynie drożeć lub tanieć.

        Jeśli kupiło się w odpowiednim momencie na wynajem, tzn. do 2006 r., pobierany czynsz może pokrywać albo prawie pokrywać koszty stałe, w tym ratę kredytu, z której, przy obecnym liborze, prawie 70% to spłata kapitału. To oznacza, że przy kredycie 25 letnim co rok twoje zadłużenie wyrażone we franiu spada o, załóżmy circa about 3 pp. Nie wdając się w wyższą szkołę jazdy, tzn. relacji kursowych w zależności od różnicy inflacji w różnych krajach, spłacając taki kredyt do bilansu należy dodać jakąś umowną inflację oraz kwotę, którą w danym roku uda się spłacić. Mnie osobiście to pasuje, choć największe znaczenie dla powyższego case study miał fakt, że nieruchomości były kupione przed bańką. Powiecie - a co będzie, jak franio osiągnie 4 PLN-y a libor 4%? Fundamentalnie mało prawdopodobne - albo jedno, albo drugie. Podniesienie stóp wywarło by presję na wzmocnienie frania, a Szwajcarzy zachodzą w głowę co by tu zrobić, aby tego frania maksymalnie osłabić. Jakby co, będziemy się martwić, na razie wciąż jest do zniesienia, bo mieszkanie tutaj jest aktywem.
    • hooligan1414 powiem tyle - 3 tysie za metr to góra i max 07.01.11, 12:48
      Pytanie dla tych co kupili (szczegolnie w kredycie na borg) - jak mogliście dać sobie wmówić, że kilkaset pustaków po 6 zyla, 3-4 plastikowe okna po 400 zyla i parę metrów szesc. betonu po 250 zyla jest warte całe zycie pracy waszej i waszej połowicy (waszego mena). Toz to trzeba byc ciężko jeb....nietym w głowę. i to kilka razy w to sami miejsce. Budowa domu w średnim standardzie to teraz jakieś 2500 pln za metr w tzw. standardzie deweloperskim. a to przecież jakby produkcja jednostkowa. A przecież mieszkanie to swoista produkcja seryjna - z kosztami da się zejść naprawdę ostro - odpadają wysokie koszty dachu, prawie połowa ścian jest wspólna, na każde mieszkanie przypada tylko kilkanaście bądź nieco więcej metrów bieżących każdej instalacji - jak mogliście się tak dać ubrać? - to jak kupić tatę nano w cenie passata i jeszcze się z tego cieszyć. Powiem krótko - przegraliście życie
        • hooligan1414 "ceny" to pozycja czysto psychologiczna 07.01.11, 12:59
          Cena, czyli wartość wyrażona nominalnie zalezy od tego, ile ktoś jest w stanie zapłacić za jakies dobro - jeśli chodzi o polskie warunki nieruchomościowe oznacza to: ile jest w stanie zaciągnąc kredytu. Zaciągnąć - czyli z jednej strony mieć odwagi, z drugiej strony znaleźć bank, który taką kwote pożyczy. I tyle. A co będzie z cenami - wiadomo było już w czasie największej kredytowej biegunki - tyle, ze wiedziało to góra 10% społeczenstwa. Czyli ci mający w głowie mózg zamiast styropianu. Jesli ktos uwierzył, ze ceny nieruchomości w Polsce dojdą do 20 koła ze matr, jak wieszyczli to bankierzy, devele i Marek wielgo - takim ludziom powinien byc automatycznie zabierany dowód i orzekana niepoczytalność.
          • elrogalo Re: "ceny" to pozycja czysto psychologiczna 07.01.11, 13:24
            @hooligan
            Powiedzmy, że wszystko się zgadza. Cena to zazwyczaj odpowiedź na podaż i popyt. W naszych warunkach dyktowane takoż przez spiralę (świadomej, lub nie) zmowy banków i deweloperów, pt: "My damy większą zdolność, to Wy podniesiecie ceny, to my znów damy ciut większą zdolność, żeby łyknąć jeszcze więcej kasy z odsetek i opłat okołokredytowych i, jak się da, to będziemy się tak bawić do upadłego".
            To teraz zrób proszę użytek z mózgu (bo zakładam, że ten styropian to mają akurat inni, nie Ty) i objaw Swój sposób na mieszkanie "na swoim" inny niż, kupno na kredyt, zakładając, że mam przyzwoitą pracę w dużym mieście, niewielkie oszczędności (10 - 20kPLN) i nie mam własnej działki blisko miasta.
            • hooligan1414 Re: "ceny" to pozycja czysto psychologiczna 07.01.11, 13:36
              to pytanie po części do szanownych rodziców kredyciarzy - dlaczego wypuścili w świat swe latorośle (które świadomie lub mniej swiadomie sprowadzili na ten świat nie pytając ich o zdanie) bez żadnego zabezpieczenia. A mój sposób? cóż, nie każdy może go powtórzyć, bo w tym kraju zbyt wielu ma 2 lewe łapki - swój dom budowałem kilka lat, w dużej części własnymi siłami (budowlańcem nie jestem, mam inną profesję, jednak praktycznie każde wakacje w liceum i na studiach spędzane na budowach nieźle tu zaprocentowały). Działkę kupiłem jeszcze przed biegunką kredytową, bo wiedziałem co się święci i że barany rzucą się do gonitwy, jak im tylko dać trochę kredytu (z cyklu daj małpie brzytwę). Generalnie udało się bez żadnego kredytu. I tak to
              • elrogalo Re: "ceny" to pozycja czysto psychologiczna 07.01.11, 13:50
                hooligan1414 napisał:

                > to pytanie po części do szanownych rodziców kredyciarzy - dlaczego wypuścili w
                > świat swe latorośle (które świadomie lub mniej swiadomie sprowadzili na ten świ
                > at nie pytając ich o zdanie) bez żadnego zabezpieczenia.

                No teraz to dałeś do pieca. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale mieszkasz w Polsce. Spora część ludzi nie ma tutaj żadnych oszczędności i dopiero aktualne pokolenie zaczyna powoli do czegoś dochodzić. Pomimo kłód rzucanych pod nogi przez kolejne rządy, biurokrację, banki, kryzysy przez nie spowodowane, itp. Takie filozofowanie do niczego nie prowadzi. Równie dobrze możesz zapytać swoich rodziców czemu godzili się żyć w kraju rządzonym przez PZPR.

                > A mój sposób? cóż, nie
                > każdy może go powtórzyć, bo w tym kraju zbyt wielu ma 2 lewe łapki - swój dom
                > budowałem kilka lat, w dużej części własnymi siłami (budowlańcem nie jestem, ma
                > m inną profesję, jednak praktycznie każde wakacje w liceum i na studiach spędza
                > ne na budowach nieźle tu zaprocentowały). Działkę kupiłem jeszcze przed biegunk
                > ą kredytową, bo wiedziałem co się święci i że barany rzucą się do gonitwy, jak
                > im tylko dać trochę kredytu (z cyklu daj małpie brzytwę). Generalnie udało się
                > bez żadnego kredytu. I tak to

                Tak jak pisałem wcześniej, miałeś szczęście - gratuluję. Jesteś też pewnie pracowity i zapobiegliwy - też pięknie. Dalej jednak nie widzę w tym żadnej rady dla kogoś, kto teraz zaczyna karierę zawodową, ma dobrą pracę, a jego rodzina nie należy do zamożnych.
                Ktoś kto urodził się trochę później od Ciebie i nie załapał się na niskie ceny nieruchomości, które notabene skończyły się na początku lat 2000, jest, wg Ciebie, sam sobie winien?
                • Gość: im to nie tak IP: 91.192.144.* 07.01.11, 14:16
                  jeśli ktos ma możliwość pomieszkania z rodzicami kilka lat (wiem, nie wszyscy mają, ale ograniczmy się do tej grupy), to nie widzę problemu, żeby trochę pocierpieć i wybudować dom (tańsza opcja, szczególnie jeśli jest się zaradnym (materiały sprowadzane np. z Niemiec, bo tańsze, sporo rzeczy można zrobić samemu lub z pomocą rodziny) albo uzbierać sporą sumę na mieszkanie). Gorzej, jeśli ma się takie możliwości i z nich się nie korzysta, tylko kredyt na dzień dobry.
                    • Gość: shal Re: Durniu, IP: 195.82.167.* 07.01.11, 18:49
                      Nie musi przecież kupować działki może mieszkanie. Ja mieszkam z rodzicami mam 22 lata i zbieram od roku fundusze na własne m2 dziewczyna to samo. Planujemy tak robić przez najbliższe 5 lat. Uzbieramy wspólnie około 110-120 tys zł za ten czas spokojnie kupię 60 metrów za 170 tys wyremontowane. Z życia nie odmawiam sobie niczego. Oczywiście mówię o płycie w Gliwicach. Pamiętam jak na mojej dzielnicy stały mieszkania 63 metrowe za 230-270 tys teraz większość jest od 180-185 do 215 tys. A to było 1,5 roku temu. Po za tym mój region jest specyficzny i stąd więcej ludzi wyjedzie do Niemiec niż z Łodzi czy Warszawy. Budują TBSY + deweloperka plus stare mieszkania + dużo bogatych ludzi kupuje działki w Czechowicach i Pyskowicach i innych wiochach i logiczne jest że mieszkania potanieją. A mi taki standard wystarczy. Wolę do centrum 7 min autem po za szczytem. W szczycie dojazd max 15-20 minut w każde miejsce niż obrzeża. Cena działek od 90 tys do 180 tys bud. o pow od 1000 m2 do 1500m2
                      • Gość: shal Re: Durniu, IP: 195.82.167.* 07.01.11, 18:56
                        A i jeszcze jedno. Na początek. Jeżeli potoczyłoby się inaczej. Że ceny mieszkań by stały w co nie wierze ale jakby. To wystarczy mi łazienka kuchnia i jedna kanapa i stół nówki aby jakoś mieszkać, Nie piszę tutaj o lodówce lcd bo to zbędny bajer. Byle było schludnie i przejrzyście. Sam ma wszystko w zabudowie obecnie i nie narzekam. Dziewczyna ma LCDka w sumie nigdy na niego nie spojrzałem. Reszta przyjdzie z czasem.
                      • Gość: rtr Re: Durniu, IP: *.promax.media.pl 07.01.11, 23:16
                        Tylko, że GOP to taki wyjątek. W innych częściach Polski jest znacznie drożej z mieszkaniami. To jedno. Wielu młodych ludzi zmuszonych jest mieszkać daleko od rodziny (zapomnij o mieszkaniu u mamusi). To drugie.

                        Jakby to powiedzieć... Polska zupełnie spartoliła politykę mieszkaniową. Poza szczęśliwymi przypadkami (wkład od rodziców, rodzinna działka, zarabianie 5 średnich krajowych itp.) zostają jedynie najem tymczasowy lub kupno/budowa na długaśny kredyt. Obydwa drogie.
                        • mara571 to nie wyjatek, tylko model przyszlosci 07.01.11, 23:25
                          Polski.
                          Coraz mniej mieszkancow, klasa srednia nie daje sie nabrac na apartamenta w blokowiskach.
                          Dobrze sie sprzedaja domy, segmenty i wieksze mieszkania w niewielkich budynkach.
                          Ale nie po wariackich cenach, bo ludzie tutaj swoje ciezko zarobione ieniadze szanuja.
                          • Gość: rtr Re: to nie wyjatek, tylko model przyszlosci IP: *.promax.media.pl 08.01.11, 00:22
                            Oczywiście nawiązywałem do sytuacji obecnej. Zgadzam się, że docelowo czeka nas "powrót normalności". Acz przyjdzie na to poczekać jeszcze z kilka lat. Jakaś część winy za status quo leży w mentalności wielu kredytobiorców, którzy w szale boomu (i być może z racji młodego wieku) zbyt łatwo pozwalali sobie zakładać kaftanik 400 000 zł/100% za deweloperskie 50 m2, często w raczej peryferyjnej okolicy (jeszcze niemalże rok temu pośrednik próbował wcisnąć mi taką "okazję").

                            Od czasu do czasu śledzę różne internetowe dyskusje poświęcone budownictwu mieszkaniowemu i kojarzę Panią jako autorkę wielu ciekawych i merytorycznych postów.

                            Serdecznie pozdrawiam!
                      • Gość: hmmm ciesze sie IP: *.jmdi.pl 07.01.11, 23:24
                        ze masz ambitne plany i mozliwosci. Ale nie zrozumiales.
                        Bo przedmowca pisal, ze taniej wychodzi wybudowac dom niz pchac sie w mieszkanie. Ja sie tylko zapytalem skad Ci wszyscy chetni maja wziac ziemie...
                      • koga-6 Re: Durniu, 08.01.11, 12:30
                        Sam nie wiesz co piszesz twoje osiedle w Gliwicach i nie tylko to 60m to juz cena ponad 320-tysiecy to ty poniesiesz koszty remontu czy wyposazenia tak jest u dewelopera gole sciany to kwota 350-tysiecy gola lazienka czy kuchnia to koszta nabywcy oraz podlogi.Masz slabe zarobki 5-lat i taka suma na dzien 8-Stycznia 2011-roku i dalej niemasz zadnych szans.Tylko nie kopuj mieszkania od tz. dewelopera to kartoniki w wiekszosci.A mieszkania w tz. WIELKIEJ PLYCIE NAWET NIE WIESZ JAK MAJA WYGODY I ROZMIESZCZENIE POMIESZCZEN WARTO INWESTOWAC.Tak mieszkania beda coraz bardziej drogie a takie osiedla jak np.MYDLICE W DABROWIE GORNICZEJ GDZIE INFRASTRUKTURA PODZIEMNA MIEDZY BLOKAMI (TUNELE)WYMIANA CZGO KOLWIEK JEST O WIELE TANSZA ORAZ OBSZAR HANDLOWY I SZYBKI DOSTEP DO DROG SZYKIEGO RUCHU CZY DO AUTOSTRADY A-4 ITD.
                • Gość: rebel Re: "ceny" to pozycja czysto psychologiczna IP: *.tieto.com 07.01.11, 15:26
                  Wynajmij i oszczędzaj.

                  Najlepiej z kimś na spółkę. Nawet w dużym mieście koszta własnego pokoju ze wszystkimi opłatami nie powinien przekroczyć 600-700 zł. W porównaniu z ratą kredytu, czynszem, opłatami to bardzo niewiele.
                  Skoro dopiero zaczynasz pracę to tak naprawdę nie wiesz do końca gdzie zamieszkasz na stałe. Po cholerę Ci kula u nogi w postaci kredytu na ponad 300 tyś.

                  Z oszczędności zawsze jest jakiś procent, a jeśli zainwestuje to często całkiem niezły.
                  Jak sam piszesz masz dobrą pracę. Rozumiem, że też dobrze płatną. Odłożenie kilkunastu tysięcy rocznie nie powinno stanowić problemu nie przeskoczenia. Po dwóch, trzech latach i odrobinie szczęścia (roczna stopa zwrotu 10-15% - jakiś bezpieczny fundusz). będziesz miał ok 60-80k czyli 20-25% ceny mieszkania po dzisiejszych cenach.
                  Kiedy będziesz miał wkład własny warunki kredytu będą dużo lepsze (marża).

                  Ceny mieszkań spadają, ceny gruntów również. Czas działa na Twoja korzyść i to raczej się nie zmieni. Na rynek wchodzi niż demograficzny. Niemcy otworzyły rynek pracy. Sporo się buduje. Bańka już była i raczej nie ma szans rozkręcić następnej póki ludzie pamiętają.
                  Masz czas masz wybór. Nie ma co liczyć na superokazje, ale zawsze można kupić lepiej i gorzej. Zwykle szybciej = gorzej.

                  Jeśli chciałbyś budować dom możesz kupić tanio działkę rolną i przekształcić ją w siedliskową. To wymaga czasu, nawet kilku lat. Plan zagospodarowania musi na to pozwalać. Trochę szczęście i dużo cierpliwości do papierków. Często na podmiejskich wioskach można kupić działki budowlane w rozsądnych cenach, ale znów trzeba się naczytać ogłoszeń i najeździć bo często gęsto sprzedający zapomina dodać, że działka jest tuż przy torach, albo graniczy z wylewną rzeczką ...

                  Uwaga ogólna, nie bierz do Siebie. Problem jest taki (jak obserwuję znajomych), że bardzo chcą wszystko od razu. Zaraz. Teraz. Już. Mieszkania nowe. Meble nowe, koniecznie odrazu w całym domu. Samochód za ponad 50k, trasa dom- praca-sklep kilka, kilkanaście kilometrów dziennie, głównie stanie w korkach. Jakieś pierdoły wykończeniowe, może i nie brzydkie, ale łącznie kilkanaście tysięcy więcej. Lodówka z lcd za 6 tysięcy, mimo że taka za 1000 równie dobrze chłodzi piwo. A LCD jest potrzebny lodówce jak pojemniki na lód w piekarniku. Wszystko na kredyt. Dla mnie to bezsensu. Warto czasem się zastanowić co jest nam potrzebne, co naprawdę chcemy, a potem kupować.
                      • Gość: Edek Re: "ceny" to pozycja czysto psychologiczna IP: 188.33.35.* 08.01.11, 10:45
                        Możesz życzyć ale ciekawostkę mam dla Ciebie. Wystarczy spojrzeć na prawą stronę portalu i tam funkcjonuje coś takiego jak najczęściej czytane, które w tej chwili to:

                        Najczęściej czytane:
                        1. Spór o pałac Donnersmarcków
                        2. Kosztowna waga najgrubszego Brytyjczyka
                        3. Która gwiazda pokazała majtki?
                        4. Wszystko o Tedzie Williamsie. Od bezdomnego narkomana do milionera
                        5. Boks. Media w USA: Kliczko wie, że łatwo zwycięży
                        6. Kowal: To Kaczyński nie chciał spotkania z Tuskiem w Smoleńsku
                        7. Alkohol - fakty i mity

                        Komentarz chyba zbędny.
                    • Gość: rebel Re: "ceny" to pozycja czysto psychologiczna IP: *.internetia.net.pl 08.01.11, 15:30
                      Mówisz masz :-)

                      10 letni zwrot funduszu stabilnego wzrostu Arka BZ WBK - ok 166%
                      To będzie akurat gdzieś 10% rocznie, a po drodze mieliśmy bańkę internetową i ogromny kryzys finansowy.
                      arka.pl/produkty/fundusze-inwestycyjne-otwarte/subfundusze-mieszane/arka-bz-wbk-stabilnego-wzrostu/wykres/wykres.html
                      Inflacja 2000 do 2010 - mniej niz 60%
                      www.stat.gov.pl/gus/5840_1639_PLK_HTML.htm
                      Do tego jest to fundusz wiec inwestycyjnie największa łatwizna wystarczy podłączyć się pod jakiś program regularnego oszczędzania i po kłopocie.
                      • mara571 Re: "ceny" to pozycja czysto psychologiczna 08.01.11, 16:43
                        pieknie to wyglada na papierze.
                        Tylko wiem z doswiadczenia, ze kiedy potrzebujesz gotowki, to tak sie dziwnie sklada, ze akurat wartosc jednostki jest w dolku.
                        I jezeli chcesz byc uczciwy powinienes powiedziec mlodym, ze nie wolno WSZYSTKIEGO inwestowac w jeden fundusz.
                        To najlepszy sposob, aby starcic cale oszczednosci.
                        • Gość: rebel Re: "ceny" to pozycja czysto psychologiczna IP: *.internetia.net.pl 09.01.11, 00:59
                          Odpowiem tak.

                          Nie było w Polsce pięcioletniego okresu, w którym fundusze zrównoważone notowałyby stratę. Być może za rok pierwszy raz będziemy mieli taką sytuację. Zakup na samym szczycie przed kryzysem. Mówimy o inwestycjach z zamiarem odłożenia na mieszkanie, a nie o pieniądzach, które nagle mogą być potrzebne.

                          W Polsce nie bardzo da się nie zainwestować wszystkiego w jeden fundusz.
                          Niestety (albo stety), właściwie wszystkie są odbiciem WIG-u. Różnią się w zasadzie tylko proporcją akcje/obligacje, a jeśli zostajemy przy funduszach stabilnego wzrostu to właściwie tylko oceną sytuacji przez "zarządzających wiodących specjalistów". Jedyne co możemy zrobić porównać dane historyczne i wybrać najlepszy fundusz licząc, że specjaliści zachowają historyczną sprawność. Fundusz stabilnego wzrostu który podaję jako przykład inwestuje maksymalnie do 35% w akcje. Największą pozycję stanowią papiery dłużne skarbu państwa i tak mniej więcej będzie wyglądał każdy fundusz tego typu. Jeśli ktoś nie ma wiedzy, doświadczenia, albo chęci na zostanie inwestorem sam lepiej nie wykombinuje.

                          Jeśli chcesz naprawdę dywersyfikować portfel w oparciu o fundusze masz dwie możliwość:
                          - Wyjść poza Polskę. Ryzyko kursowe przy obecnych zawirowania zdecydowanie nieakceptowalne dla przeciętnego oszczędzającego.
                          - Fundusze mające w portfelu instrumenty pochodne. Jazda z zamkniętymi oczami dla słabo czy średnio zorientowanych.
                          Jestem uczciwy i nie polecam przeciętnemu Kowalskiemu żadnej z tych dwóch opcji.

                          Jeśli ktoś ma wiedzę jak zdywersyfikować portfel, znajomość rynków międzynarodowych, instrumentów pochodnych i potrafi ocenić ryzyko kursowe to fundusze nie są mu w zasadzie potrzebne, nie mówiąc o moich radach.
                  • mara571 to jest prawdziwy problem mlodego pokolenia 07.01.11, 20:55
                    wychowani z reklamami, przyzwyczajeni do wzglednego dobrobytu w domu, musza miec wszystko od razu, nowe, lepsze anizeli znajomi z pracy czy studiow.
                    A przeciez banki i sieci daja kredyty od reki, na dowod.
                    Przeciez to niemozliwe, aby nie kupic nowiutenkiego lozka, wylozyc lazienki najdrozszymi kafelkami...
                    I oczywiscie nie mozna zrezygnowac z urlopu w Egipcie, wiekszego samochodu.
                    Najgorzse bedzie to przebudzenie, kiedy sie okaze za 5 lat, ze mieszkanie za plotem w centrum miasta nijak nie gwarantuje tej obiecanej eksluzywnosci, sasiednie mieszkania wynajmowane sa przypadkowym osobom, a wspolnota znajduje sie w beznadziejnej sytuacji finansowej, bo 1/3 wlascicieli nie wnosi oplat i dlugi u dostawcy ciepla i wody urosly do setek tysiecy...
                • tomek_3m Re: "ceny" to pozycja czysto psychologiczna 07.01.11, 16:00
                  Pod całością podpisuję się rękami i nogami. I choć od rodziców dostałem zapomogę w postaci obietnicy spłacenia za mnie kredytu studenckiego(który mam w tej chwili odłożony na cele mieszkaniowe[30kzł]), to i tak nie widzę innej możliwości jak kupno mieszkania z kredytem na 100% wartości i przeznaczenie oszczędności na jego urządzenie. Oczywiście gdybym miał zdecydować się na kupno w tej chwili.

                  Drugą opcją jest dozbieranie jakiejś podobnej kwoty, co pewnie zajmie kolejne 3-5 lat i kupno mieszkania na kredyt przy LTV<100%, ale z drugiej strony nie wiadomo co z tymi cenami... Nawet jeśli dozbieram drugie 30 tysięcy zł, to przy kredycie rzędu 250 tys. jest to jednak znikomy wkład własny, bo wynoszący raptem 12%. Z taką ilością gotówki za dużo nie ponegocjuję w banku w sprawie marży, a ubezpieczenie niskiego wkładu własnego jeszcze przez pewien czas będzie mi ratę zawyżać(aż do spłaty 20% wartości mieszkania?). W tym czasie mieszkać gdzieś trzeba, a zostaje mi tylko wynajem, bo w miejscowości z której pochodzę pracy dla mnie nie ma i siłą rzeczy z rodzicami nie pomieszkam. No i jednak kasa płacona za wynajem jest bezzwrotna, więc...
                  Moja druga połówka ma jeszcze 1,5 roku studiów przed sobą, ale na sensowne pieniądze zaraz po studiach nie ma co liczyć(mimo że już teraz zdobywa doświadczenie). Ja wprawdzie finansowo całkiem nieźle sobie radzę i mógłbym w tej chwili spokojnie ratę kredytu na poziomie 1500zł płacić sam, ale to i tak sporo w stosunku do wysokości wypłaty...

                  No i bądź tu człowieku mądry i podejmij decyzję przy takiej sytuacji na rynku mieszkaniowym, takiej kondycji budżetu państwa i tak niepewnej przyszłości własnej emerytury...

                  P.S. To nie jest wyrzucanie żalu w internecie, tylko przedstawienie przykładowej sytuacji, w jakiej pewnie nie tylko ja jestem. I naprawdę szczerze chętnie posłucham sugestii innych osób, które mają taki sam dylemat, a które mają na to wszystko jakiś pogląd.

                  --
                  Nie lubię sytuacji, jak już zjem bigosik i mi trochę chlebka zostaje
                  • eustachy.s Re: "ceny" to pozycja czysto psychologiczna 07.01.11, 16:30
                    Na Twoim miejscu nie wywalał bym tej kasy na wkład własny ani na urządzanie mieszkania tylko trzymał i powiększał by mieć poduszkę finansową (minimum na pół roku życia).
                    Nie wiem jak wygląda sytuacja mieszkaniowa w Twoim mieście ale w Warszawie mam alternatywę:
                    - kupić od razu docelowe mieszkanie, 4-5 pokoi które będzie kosztowało ponad 700 tyś, płacić ratę wynoszącą ponad 4000 miesięcznie i czynsz minimum 800, lub
                    - kupić mieszkanie dwupokojowe (na razie nie potrzebuję większego) które będzie kosztowało minimum 400 tyś, płacić ratę na poziomie 2400 + czynsz około 500, a następnie za np 5 lat sprzedać to mieszkanie by kupić większe, przy czym po 5 latach w szpony banku oddam ponad 140 tyś a mój dług zmniejszy się o 27 tyś, lub
                    - wynająć dwupokojowe mieszkanie które razem z czynszem będzie mnie kosztować 1800 PLN i cieszyć się życiem oraz odkładać każdą nadwyżkę finansową
                    Jakiś czas temu rozmawiałem ze swoją siostrą która w 2008 roku kupiła mieszkanie trzypokojowe i dowiedziałem się że w tym mieście za wynajem kawalerki płaciła o 50 PLN mniej niż za ratę kredytu, w jej wypadku nie warto było się zastanawiać, kupno to była jedyna rozsądna opcja.
                    Jeśli rata kredytu w Twoim wypadku będzie niewiele większa od kosztów wynajmu to jedyne nad czym powinieneś się zastanowić to to czy na pewno wiążesz swoją przyszłość z tym miastem.
                    --
                    bankier.tv/video/Na-nieruchomosci-mozna-stracic-51629.html
                    • tomek_3m Re: "ceny" to pozycja czysto psychologiczna 07.01.11, 19:58
                      Ja mieszkam w Trójmieście i generalnie całkiem mi się tutaj podoba. W zasadzie nie wyobrażam sobie mieszkania daleko od wody, dlatego przynajmniej w tej chwili sądzę, że chciałbym tu zostać. Co do opcji związanej z zakupem przychylam się do wersji z mniejszym mieszkaniem na początek. Nawet jak pojawi się dzieciak, to w ok 55m2 spokojnie się pomieścimy(pamiętam czasy jak sam byłem mały i kiedy rodzice, ja i siostra "mieszkaliśmy" w jednym pokoju u mojej babci...).

                      Jak na razie wynajmuję mieszkanie i średnio wychodzi to około 1650-1700zł miesięcznie, więc przy 2 osobach jest całkiem nieźle. Wielkim plusem jest lokalizacja, bo do pracy jadę 5 minut. Niestety kupno mieszkania w tej części miasta to wydatek od 6000 za metr w górę... Mam nadzieję, że spełnią się przepowiednie dotyczące rynku wtórnego związane z obcięciem rodziny na swoim i może pojawi się wreszcie szansa na kupno mieszkania w cenie 4000-4500/m2 w takim miejscu, żeby nie poświęcać na dojazdy do roboty 2h dziennie :/

                      No i dzięki za sugestie, widzę, że są jeszcze ludzie, którzy potrafią powiedzieć dobre słowo..nawet na GW ;)

                      --
                      Nie lubię sytuacji, jak już zjem bigosik i mi trochę chlebka zostaje
                  • Gość: wwww Re: "ceny" to pozycja czysto psychologiczna IP: *.dclient.hispeed.ch 07.01.11, 16:31
                    Tomek, dla mnie sensowne wyjscie w twoim wypadku to jednak wynajem i dalsze oszczedzanie.

                    Wez mieszkanie z dziewczyna i powiniscie sie zamknac w 2 tys na miesiac. Dodatkowo oszczedzaj.

                    Ja tez zarabiam ok i wlasnie wynajmuje bo nie chce miec kuli u nogi i nieprzespanych nocy. Dodatkowo jesli dostane oferte pracy gdzies indziej to tez chce moc sie latwo przeprowadzic.

                    I nie jest prawda, ze w wynajmie placisz za nic. Placisz za miejsce do zycia!!!!
                    Moim zdaniem do kredytu nie ma sie co spieszyc.

                    Piszesz, ze twoja dziewczyna jeszcze studiuje. Poczekaj az skonczy i znajdzie prace!!! Do tego czasu cos tam odlozysz, a zawsze kredyt dla dwoch osob pracujacych to mniejsze zagrozenie i mniejsza marza!!!

                    Pomysl jak bedziesz sie czul teraz jesli bedziecie mieszkac w mieszkaniu, za ktore ty splacasz kredyt! Co jesli stracisz robote??? To sie przeciez zdarza!!!
                  • heine-ken Re: "ceny" to pozycja czysto psychologiczna 07.01.11, 16:52
                    Też się przychylam do koncepcji przedmówców - za młodzi jesteście na takie decyzje, do 30-stki sugerowałbym wynajem. Własne dopiero na etapie kiedy oboje będziecie stabilni pracowo, pojawią się np. dzieci i będziecie mieli parcie na swoje miejsce na ziemi, w odróżnieniu od mieszkania u kogoś. Do tego czasu może jakieś drogi zbudują i zamarzycie o domu zamiast mieszkania. Jeśli nie zaliczymy końca świata w '12, poczekałbym na kolejny obrót cyklu 7-letniego i rozglądał się za czymś dopiero w '15-''16, po kolejnym krachu. Oszczędzać trzeba, ale nie za każdą cenę, czasami wypita w knajpie wódka wyjdzie per saldo dużo lepiej niż kolejny zaoszczędzony tysiąc (najważniejsze, oczywiście, to z kim się pije). Nie wspominając o podnoszeniu kwalifikacji czy nieodzownym wypoczynku raz na jakiś czas. Podsumowując: don't worry, jakoś to będzie, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś to nie było.
                • Gość: Ze Re: "ceny" to pozycja czysto psychologiczna IP: *.centertel.pl 07.01.11, 17:08
                  > Dalej jednak nie widzę w tym żadnej rady dl
                  > a kogoś, kto teraz zaczyna karierę zawodową, ma dobrą pracę, a jego rodzina nie
                  > należy do zamożnych.

                  a ja dalej nie widzę żadnej rady dla kogos, kto zaczyna karierę zawodową, ale nie ma dobrej pracy, a jego rodzina nie należy do zamożnych... a co z tymi, którzy nie zaczynają kariery zawodowej? dalej, jakie bonusy mielibyśmy dla kogoś, kto tę karierę zawodową rozwija od np. 10 lat, skoro juz na starcie mógł sobie kupic mieszkanie?

                  Pytasz skąd ma wziąc mieszkanie ktoś, kogo na to nie stac? Jeśli jest pewny tej "dobrej pracy" w perspektywie 20-30 lat, to jasne, może zastawic przyszłe 30-letnie zarobki, ale niech się nie dziwi i nie prosi o pomoc, jak ta ryzykowna spekulacja się nie powiedzie.

                  Jak rodzina nie należy do zamożnych, to biorąc kredyt klient prosi się o kłopoty. Jesli kogoś na cos nie stac, to warto o tym pamiętac i nie wykonywac ruchów tak jakby się o tym nie wiedzialo.
            • Gość: a Re: "ceny" to pozycja czysto psychologiczna IP: 195.116.30.* 07.01.11, 13:51
              > To teraz zrób proszę użytek z mózgu (bo zakładam, że ten styropian to mają akur
              > at inni, nie Ty) i objaw Swój sposób na mieszkanie "na swoim" inny niż, kupno n
              > a kredyt, zakładając, że mam przyzwoitą pracę w dużym mieście, niewielkie oszcz
              > ędności (10 - 20kPLN) i nie mam własnej działki blisko miasta.

              Wynajem i jeszcze raz wynajem + regularne oszczędzanie. Biorąc kredyt na 30 lat przez 10-15 lat spłacasz odsetki (a więc nabijasz bankierom kieszeń). Lepiej te pieniądze wpakować w wynajem i jednocześnie regularnie przez ten okres oszczędzać. Po pierwsze uzyskujesz mobilność - jak pojawi się lepiej płatna praca w innym mieście to się pakujesz i zmykasz tam gdzie lepiej płacą. W ten sposób zarabiasz (i oszczędzasz) więcej niż siedząc na tyłku w jednym miejscu. Po 10 - 15 latach regularnego oszczędzania powinno cię być stać na własne M - za gotówkę :)
              • Gość: hmmm Nastepny debil... IP: *.jmdi.pl 07.01.11, 15:51
                Juz widze jak ludzie przegladaja oferty pracy w iinym miescie zeby zmienic prace na lepiej platna. BUAHAHAHA!
                I dlaczego kazdy debil mieszkajacy z mamusia uwaza ze majac mieszkanie na kredyt nie mozna sie przeniesc za praca do innego miasta? Poki place rate i czynsz, nikogo nie bedzie obchodzilo czy w tym mieszkaniu mieszka wlascicie czy jest wynajmowane. BREDNIE!!!
                • Gość: a Re: Nastepny debil... IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.01.11, 19:56
                  > Juz widze jak ludzie przegladaja oferty pracy w iinym miescie zeby zmienic prac
                  > e na lepiej platna. BUAHAHAHA!

                  Jak ktoś lubi tkwić w letargu to nie przegląda. Ja przeglądam i od ukończenia studiów jestem już w 3 firmie a moje obecne zarobki to ponad 10-krotność mojej pierwszej pensji. Oczywiście zmieniłem miasto. Opłacało się?

                  Co do opłacalności wynajmu. Srednio co 2 lata zmieniam mieszkanie i tu uwaga: na większe ale zawsze za tą samą cenę (to tak dla tych co myślą, że na wynajmnie można zbic kokosy). Do tego nic mnie nie interesuje. Może się walić, palić, tynk sypać - nie mój problem. Jak coś mi się nie podoba (np. sąsiedzi) pakuję graty i w 1 dzień jestem w nowym, czyściutkim mieszkanku :)

                  > I dlaczego kazdy debil mieszkajacy z mamusia uwaza ze majac mieszkanie na kredy
                  > t nie mozna sie przeniesc za praca do innego miasta? Poki place rate i czynsz,
                  > nikogo nie bedzie obchodzilo czy w tym mieszkaniu mieszka wlascicie czy jest wy
                  > najmowane. BREDNIE!!!

                  Sądząc po twoim agresywnym stylu pisania brak ci argumentów do rzeczowej dyskusji kredyciarzu - gołodupcu. Owszem możesz się wyprowadzić tylko za co będziesz żyć płacąc za dwa mieszkania? Chyba nie łudzisz się, że sprzedasz gdy franciszek poszybował w góre i kredycik jest dużo wyższy od wartości klity? Wynająć też nie wynajmiesz (chyba że za grosze).



                  • Gość: hmmm Re: Nastepny debil... IP: *.jmdi.pl 07.01.11, 23:33
                    Sam potwierdziles ze zmiana miasta i pracy to tylko na wyzsze zarobki. Wiec skad wniosek ze nie stac by mnie bylo na dwa mieszkania? A moze pracodawca bedzie tak mily i mi oplaci wynajem w nowym miescie? Nie wiesz, ale od razu jestem kredyciarzem-golodupcem, natomiast Ty zostales i bedziesz debilem.
                    Wiem ze spokojnie bym wynajac za dwukrotnosc raty kredytowej, wlasnie firmie...