Dodaj do ulubionych

"DGP": Wzrasta liczba dyplomowanych bezrobotnych

IP: *.unknown.vectranet.pl 18.02.11, 07:50
Inżynierów też jest za dużo zwłaszcza budownictwa
Obserwuj wątek
          • dystansownik Re: "DGP": Wzrasta liczba dyplomowanych bezrobotn 18.02.11, 12:10
            > Stare hasło: brakuje inżynierów, a 'humanistów' za dużo.
            > A może po prostu brakuje miejsc pracy zarówno dla tych jak i dla tych?

            U inżynierów brak miejsc pracy jest po prostu mniej widoczny, ale też jest. W obliczu zapowiadanej katastrofy demograficznej (za mało się rodzi dzieci i w dalszej perspektywie zabraknie ludzi pracujących na emerytów) nikt nie chce przyznać, że na chwilę obecną jest za dużo młodych ludzi w Polsce. Pokolenie wyżu po prostu zalało rynek pracy z dyplomami w ręku.
            Tylko czemu nikt nie chce przyznać wprost: my was teraz nie potrzebujemy?
              • Gość: najmądrzejszy Re: Słowo robotnik jest w Polsce słowem dziwnym IP: *.dynamic.chello.pl 18.02.11, 13:58
                Sam znam ten problem, bo sam obecnie poszukuję pracy.
                Oczywiście, że praca jest, ale dla ludzi z kilkuletnim doświadczeniem w danej dziedzinie! Pracodawcy szukają kogoś kto kogo nie trzeba niczego uczyć, kogoś kto przyjdzie i od pierwszego dnia będzie pracował, najlepiej jeszcze, żeby miał swoją transferowalną bazę klientów.
                W rezultacie są dziedziny gdzie na danych stanowiskach przewijają się cały czas ci sami ludzie :/
                • ssdd1975b Re: Słowo robotnik jest w Polsce słowem dziwnym 18.02.11, 14:06
                  @najmądrzejszy napisał(a):

                  pytanie a co robiles w trakcie studiow??? tznb czy proboiwales gdzies pracowac w zawodzie (nawet na 0.25 etatu)? czy miales praktyki? czy tez moze nawet jako wolontariusz w jakijs firmie jakies projekty robiles - w celu zdobycia tego doswiadczenia???

                  Nie - nie zrobiles tego bo poo co??? a pozneij sie dziwisz ze nie chcieli kogos kogo beda musieli przyuczac do zawodu ktory sie studiowalo??? no wybacz ale to Twoje niedopatrzenie i wina a nie pracodawcow...
                  • Gość: najmądrzejszy Re: Słowo robotnik jest w Polsce słowem dziwnym IP: *.dynamic.chello.pl 18.02.11, 14:28
                    Ale to nie dotyczyło bezpośrednio mnie. U mnie się to potoczyło tak, że na staż czy praktykę nikt nie chciał mnie przyjąć, ale pierwszą ofertę pracy zawodowej, o jaką się ubiegałem, udało mi się dostać. Przepracowałem tam ponad 3 lata, gdzie miałem od początku 'kosmiczne' pieniądze jak na polskie warunki, a teraz szukam czegoś innego i widzę jak to wygląda.
                    Mimo iż mam specjalistyczne doświadczenie, które wszyscy rekruterzy oceniają jako fajne i ciekawe, to za każdym razem słyszę, że albo 'w tej pracy to się pan zmarnuje, popytam prezesa, to może coś innego się panu znajdzie' albo 'moj klient chce kogoś jednak o innym profilu' lub 'obawiam się, że panu ta praca się znudzi i po 3 miesiącach pan zrezygnuje", itp.
                    Mogę po prostu sobie wyobrazić jakie ma perspektywy osoba bez żadnego doświadczenia.
          • metaxxa1 i to jest święta prawda 20.02.11, 11:43
            Gość portalu: najmądrzejszy napisał(a):

            > Stare hasło: brakuje inżynierów, a 'humanistów' za dużo.
            > A może po prostu brakuje miejsc pracy zarówno dla tych jak i dla tych?


            ..................................
            wraz z automatyzacją procesów podaż pracy maleje,ale u nas beton ekonomiczno-polityczny twierdzi,że trzeba lansować dziecioróbstwo, bo przecież nie będzie miał kto na nasze emerytury pracować,a nie widzą,że obecnie wskaźnik zatrudnienia wynosi 50%
      • Gość: ziom Student to bydło, które wraca!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.11, 11:04
        Dokładnie tak - to nie tylko wykładowcy są tą złą stroną.
        Mój szwagier jest świetnym i wziętym ekspertem z politechniki i jak widzi czy egzaminuje studentów to mu ręce opadają - oni nie znają podstaw!!! Co z tego, że wykładowca jest niezły jak studenci mają to w d...
        Powraca stare dobre powiedzenie: STUDENT TO BYDŁO, KTÓRE WRACA!!
        • detour Re: Student to bydło, które wraca!! 18.02.11, 13:55
          No i przez "specjalistów" właśnie takim podejście, ze student to bydło, poziom nauczania kuleje. Bo wykładowca, który ma swoich studentów w dupie i im okazuje na każdym kroku, że w jego oczach są nikim, nigdy porządnie nie uczy.
          • Gość: ziom Re: Student to bydło, które wraca!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.11, 14:13
            Nie wiem gdzie wyczytales w mojej wypowiedzi, ze wykladowcy maja studentow w dupie, bo ja czegos takiego nie napisalem... W dupie to maja studenci tych wykladowcow, ktorzy sie bardzo staraja, przykladaja do zajec.
            Moje osobiste zdanie jest takie, ze nie ma sie co spoufalac ze studentami, bo wiekszosc z nich i tak bedzie oszukiwac na egzaminach, wiec po co komu taka falszywa "przyjazn". Wykladowcy maja robic swoje - dobrze prowadzic zajecia, a od studentow maja wymagac zeby zaliczyli to co bylo na zajeciach. Jak im sie nie chce to zapraszam do kopania rowow!
            Swoja droga rzecza wiadoma jest, ze sa tez wykladowcy, ktorzy olewaja z gory wszystko i wszystkich. Bron Boze tego nie pochwalam. Ale zaznaczam - STUDENT leniwy i oszukujacy TO jest BYDLO KTORE WRACA...
    • Gość: br00net Dyplom o kant d.. takie "magistery" IP: *.pai.net.pl 18.02.11, 07:57
      to już nawet nie chodzi o to że na prywatnych uczelniach produkcja bubli magisterskich idzie pełną parą!! na uczelniach państwowych jest to samo im więcej taka wypuści tym więcej kasy, studia zaoczne tak jak prywatne PŁACĘ? ŻĄDAM!

      teraz zdziwienie? mgr nie gwarantuje pracy? a w czym taki mgr ma być bardziej przydatny niż pani sprzątaczka(skądinąd pełniąca bardzo ważną funkcję!!)??
      • Gość: Wiking Re: Dyplom o kant d.. takie "magistery" IP: *.cybercomhosting.com 18.02.11, 09:49
        zbyt ugodolniasz... sa uczelnie gdzie na zaocznych tez trzeba sie wykazac a nie zaplacilem i czekam dyplom (sam studiowalem dziennie ale mam znajomych ktorzy studiowali zaocznie).
        Po drugie studia techniczne w PL moze poza paroma uczelniami sa dosc smieszne bo optoelektronike wyklada sie li tylko teoretycznie co jest wazne ale nie daje pelnego obrazu, ze juz wspomne o laborkach na miernikach z lat 70tych.

        Studia maja nauczyc myslenia prawda jest taka ze i tak wiekszosci rzeczy uczysz sie w pracy, nabierasz doswiadczenia, a laczenie faktow pomaga wyciagac wlasciwe wnioski.

        Nie zmienia to faktu ze w PL mgr byl przez dlugi czas przepustka jak w 2004 szukalem pracy (a bezrobocie bylo na poziomie 20%) to trafilem na piekne ogloszenie:
        wyksztalcenie srednie (milo widziane wyzsze)
        biegla znajomosc obslugi komputera
        znajomosc jezyka angielskiego w stopniu co najmniej komunikatywnym
        Stanowisko: Mgazynier
        miejsce pracy: Torun

        To ze pracodawcy patrzyli przez pryzmat tytulu (oprocz umiejetnosci) powodowalo ze rynek dostosowal sie do tych potrzeb i masz prywatne uczelnie sam mam 2 znajomych genialnych samoukow jesli chodzi o IT i co kolesie mieli prace ale pracodawcy powiedzieli zrobcie kierunkowa edukacje gdzies mamy na jakiej uczelni ale z papierem mgr przynajmniej bedziemy mogli dac wam podwyzke bo robicie dobra robote ale polityka firmy mowi o wyksztalceniu, doswiadczeniu a na koncu ocenia kto jak pracuje.


        • xaliemorph Re: Dyplom o kant d.. takie "magistery" 18.02.11, 12:40
          Dokładnie. Wykreowała się postawa roszczeniowa pracodawców względem wykształcenia. Chcą wykształconych za darmo a w zasadzie nic nie dają w zamian. Co to ledwie 100zł podwyżki lub co najwyżej kilkaset zł wśród nisko opłacanych stanowisk względem 5 lat zmarnowanego życia? To jest NIC.

          Nasz światopogląd się zmienił i każdy myśli że wyższe to coś. A gó... prawda. To studnia bez dna wyrzucanych pieniędzy w błoto. Każdy wymaga mgr a potem my w podatkach (także dla uczelni prywatnych o zgrozo) dopłacamy do wykształconych bezrobotnych. Wiecie ile pieniędzy jest marntrawionych ?!?

          Największym grzechem polskiego systemu szkolnictwa była de facto LIKWIDACJA ZAWODÓWEK

          I idiotyczne założenie że ktoś się ma wstydzić tego że nie ma wyższego. Dlaczego tego ma się wstydzić a tego że jest debilem co tak naprawdę nic nie umie robić, wykonać, zarobić nie ?!? Polacy powinni być dumni że są dobrzy w danym fachu tyle że u nas każdego kto jest dobry w fachu próbuje się zniszczyć. Dlatego Polska się cofa w rozwoju.
          • schwarzwaldmaedel Re: Dyplom o kant d.. takie "magistery" 18.02.11, 15:18
            w sprawie szkol zawodowych masz zupelna racje. Niestety poziom liceow i uniwersytetow poza nielicznymi wyjatkami zsszedl na psy. A jesli ogolniaki poziom trzymaja to i tak uczy sie tam programu z przed 30 lat. Nie ma etyki w szkolach, co przy brutalizacji zycia spolecznego byloby niezlym rozwiazaniem. Ostatnio czytalam w GW ze w Poznaniu ksztalci sie az 6 piekarzy.........
      • Gość: athman29 Re: Dyplom o kant d.. takie "magistery" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.11, 11:15
        Gość portalu: br00net napisał(a):

        > to już nawet nie chodzi o to że na prywatnych uczelniach produkcja bubli magist
        > erskich idzie pełną parą!! na uczelniach państwowych jest to samo im więcej tak
        > a wypuści tym więcej kasy, studia zaoczne tak jak prywatne PŁACĘ? ŻĄDAM!
        >
        > teraz zdziwienie? mgr nie gwarantuje pracy? a w czym taki mgr ma być bardziej p
        > rzydatny niż pani sprzątaczka(skądinąd pełniąca bardzo ważną funkcję!!)??

        Powiadasz "płacisz-wymagasz?" hmmm... proponuje Ci podjąc studia na prywatnej uczelni np. na kierunku budownictwo... wtedy przekonasz sie czy rzeczywiście jest tak jak piszesz. Skończyłem wydział architektury na politechnice Wrocławskiej a teraz studiuje budownictwo na prywatnej uczelni - na I semestrze było nas ponad 110 osób po trzech semestrach 45. Miałem obawy o poziom nauczania przed podjeciem nauki ale teraz wiem ze to co ludzie mówia o prywatnych uczelniach mija sie z prawdą... jedyne co mnie razi w oczy to to ze wpuszczaja na nastepny semestr z wieloma warunkami za które odrazu biora grube pieniadze mimo to ze wiadomo ze klient odpadnie za jakis czas... no ale wkonczu prywatne wiec musi na czyms zarabiac... wiec zarabiaja na naiwnych którzy i tak "wypadaja w trakcie gry"
    • Gość: inż "DGP": Wzrasta liczba dyplomowanych bezrobotnych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.11, 08:40
      Nie dawno skończyłem studia inżynierskie z informatyki i jeszcze przed ich skończeniem dostałem dobrą ofertę pracy (2100zł/netto) w zaledwie 90-cio tysięcznym mieście.
      Moi znajomi z innych kierunków (np. ekonomia, europeistyka) albo nie mogą znaleźć pracy po skończeniu studiów albo idą na staż z urzędu za 760zł/neto. Zdecydowanie za dużo ludzi przyjmuje się na kierunki humanistyczne. Trzeba odgórnie ograniczyć liczbę takich studentów, to na studia będą przyjmowani tylko najlepsi i oni nie będą mieli problemu ze znalezieniem pracy. W końcu "nie wszyscy muszą mieć magistra".
      • Gość: hetero sapiens Problem w tym, że to kwestia "polityczna" IP: *.play-internet.pl 18.02.11, 09:43
        Dlaczego?
        1. Kwestia liczby studentów - nieistotne, jaka jest jakość ich kształcenia, ani ich wiedza tudzież to, czy znajdą pracę - to sprawa propagandowa: można otrąbić sukces pod hasłem "wysoki stopień skolaryzacji społeczeństwa".
        2. Po zlikwidowaniu szkolnictwa zawodowego trzeba było młodzieży coś zaproponować. Zaproponowano żenujące obniżenie wymagań na maturze i iluzję studiów jako "otwartych drzwi do kariery". W efekcie setki tysięcy młodych ludzi płaci za złudzenie, że z dyplomem magistra europeistyki kupionym w tej czy innej WYższej Szkole Humanistyki, Pielęgniarstwa, Kosmetologii i Cholera Wie Czego Jeszcze znajdą się natychmiast w oszklonym biurze na trzydziestym piętrze wieżowca "we Warszawie". Z zarobkami takimi, że czesne zwróci się po pół roku.
        3. I tu pada magiczne słowo "pieniądz". Prywatne "uczelnie" to synekury dla słabo opłacanych pracowników uczelni państwowych. Kilku moich kolegów w takich przybytkach pracuje i mówi bez ogródek, że chodzi tu o pieniądze, więc "studentów" nie krytykuje się. Ci zresztą sami są zdziwieni ewentualnymi wymaganiami, bo to przecież oni płacą i oni mają prawo wymagać - dyplomu bez wysiłku.
        4. Ten układ jest na rękę państwu: nie trzeba zwiększać wydatków na edukację, nie trzeba podwyższać na ten cel podatków - bo omamieni ludzie sami się opodatkowują - tyle że podatek nosi nazwę "czesne".
        5. I tylko dziwna sprawa - w małym zakładzie fryzjerskim na mojej ulicy, gdzie się strzygę właścicielka mówi, że ma coraz mnej praktykantek, bo ludzie wolą "studiować", niż nauczyć się porządnego rzemiosła. Po czym - z kupionymi w gruncie rzeczy, tyle że nie na bazarach, dyplomami - pracować na stanowiskach robotniczych w UK.
        • Gość: Wiking Re: Problem w tym, że to kwestia "polityczna" IP: *.cybercomhosting.com 18.02.11, 09:54
          niezle napisane!
          Fakt likwidacja zawodowek i technikow to glupota!
          Potrzeba ludzi znajacych rzemioslo i dobrze w nim pracujacych, potrzeba tez technikow z dyplomem ktorzy maja wiedze i mozna nimi obsadzac stanowiska a wchodza na rynek pracy o 5 wczesniej niz ci po studiach, potrzeba tez w koncu i mgr ale tutul ma tu drugorzedne znaczenie bo najwazniejsze jest to czy czlowiek potrafi myslec laczyc fakty i sprawdzac sie w swojej pracy.

          Pozdro
            • Gość: hetero sapiens Nie zgadzam się. IP: *.play-internet.pl 18.02.11, 10:48
              Opłaty za studia przecież już są - w "uczelniach" prywatnych. Od dawna są również na studiach zaocznych w uczelniach państwowych. Jakości kształcenia nie poprawiło to ani na jotę. Dlaczego?
              1. Mentalność "płacę więc wymagam"wśród "studentów" - w tym wypadku wymagam dyplomu. A jeśli okaże się, że nie spełniam wymagań "uczelni" X - idę na "uczelnię" Y, która przyjmie mnie (a raczej moje przelewy) z radością.
              2. ZAWSZE znajdzie się "uczelnia", której nie zależy na poziomie kształcenia, a na forsie - jak najbardziej.
              3. Płatne "uczelnie" konkurują o klientów tylko przez nieporozumienie nazywanych "studentami" - bo są przedsiębiorstwami, które muszą na siebie (a przede wszystkim na kadrę) zarobić. Jeśli tak - to podwyższanie poziomu można między bajki włożyć, bo chodzi o ilość osób opłacających dyplom w systemie ratalnym nazywanym studiami.
              4. Jeśli to nie potencjalni studenci nie konkurują o miejsce na dobrej uczelni, a uczelnie starają się o studentów - o wysokim poziomie kształcenia nie ma mowy.
              5. Z drugiej strony - znam sytuację osoby, która studiowała zaocznie w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Opowiadała, że "zaoczni" byli traktowani jako dojna krowa, która ma sfinansować wydział, a dostęp do zajęć i kadry mieli trudniejszy, niż studenci studiów dziennych. Wiadomo było, że "zaoczni" to "drugi sort", w większości osoby, które nie dostały się na studia dzienne - i za taki sort byli uważani. Mieli płacić.
              6. Co to znaczy "studia hobbystyczne"?
              • najlepszygeorge Re: Nie zgadzam się. 18.02.11, 11:52
                Tylko weź pod uwagę, że obecnie to uczelnie prywatne są na przegranej pozycji, jeżeli chodzi o ofertę i jakość, bo ze względu na konkurencję w postaci bezpłatnych studiów, ich pula kandydatów jest znacznie gorsza.
                POWSZECHNE opłaty zmusiłyby WSZYSTKIE uczelnie do realnej konkurencji o studenta.

                Jeżeli miałbyś przedsiębiorstwo i do swoich produktów dostawał duże dofinansowanie od państwa, dzięki czemu mógłbyś oferować produkt prawie za darmo, to wiadomym jest, że wszyscy klienci będa w pierwszej kolejności do ciebie będą się zwracać.

                Obecnie, najlepsze polskie uczelnie, które mają łatwiej, bo są finansowane z publicznych pieniędzy, to końcowa 500tka uczelni świata. Dlaczego? Dlatego, że szkolnictwo wyższe nie zostało gruntownie zreformowane. Kadra uczelniana to wciąż zamknięte towarzystwo 'wzajemnej adoracji', które nie zna słowa konkurencja, bo obecny system nie motywuje do bycia wydajnym i konkurencyjnym.

                Poza tym, zauważ, że najelpsze uczelnie na świecie są finansowane ze środków prywatnych właśnie dlatego, że to wymusza jakość.
                • Gość: hetero sapiens Re: Nie zgadzam się. IP: *.play-internet.pl 18.02.11, 12:12
                  Ależ mamy już konkurencję o studenta! Z opłakanymi skutkami, o których cały czas piszę.

                  Popełniasz zasadniczy błąd uznając wykształcenie za towar jak każdy inny. I dokładnie takie podejście jest źródłem obecnie panującej patologii, przede wszystkim dążenia "studentów" do zakupu "wykształcenia" przy kalkulacji kosztów finansowych mających zastąpić indywidualny wysiłek. I tu leży zasadniczy problem: wykształcenie ani nie jest towarem, ani też nie "należy się" nikomu. Należy się edukacja podstawowa, zawodowa i ogólnokształcąca. Zależnie od zdolności danej osoby. Wyksztacenie wyższe - jeśli ma zachować poziom - MUSI być reglamentowane - dla osób najzdolniejszych.
                  Obawiam się jednak, że to pobożne życzenia, a realizacji ich przeszkodzi nasza narodowa żytnio-buraczana mentalność.
                  Co do to warzystw wzajemnej adoracji - pełna zgoda. Jest jednak pewne gigantyczne ALE: dokładnie TE SAME towarzystwa pracują również na uczelniech prywatnych. Profesor uczelni państwowej, który dostaje etat na uczelni prywatnej "zabiera ze sobą" asystenta. Znam takie sytuacje.
                  Konkurencja? Świetnie, ale między pracownikami naukowymi. Nie między uczelniami o to, kto przyciągnie więcej studentów.
                  • Gość: najmądrzejszy Re: Nie zgadzam się. IP: *.dynamic.chello.pl 18.02.11, 14:15
                    Ty raczej nie dasz się przekonać.
                    Ja po prostu patrzę na zachodnie standardy i uważam, że należy równać do tych, którzy są najlepsi. Faktem jest, że obecnie najlepsze uczelnie są finansowane głównie ze środków prywatnych i co ciekawe w dużej części przez absolwentów tychże uczelni - w Polsce nie do pomyślenia, prawda?
                    Mimo iż czesne w najlepszych szkołach wydaje się zaporowe, to chętnych do studiowania wcale nie brakuje. Po prostu w krajach rozwiniętych edukację wyższą się ceni i ludzie są gotowi zapłacić za to odpowiednią cenę.
                    W Polsce natomiast uważa się wyższą edukację za coś co się każdemu należy od państwa i ludzi w większości mają tu skłonność do wydania grubych pieniędzy na dom czy samochód niż na edukację.
                    • Gość: hetero sapiens Re: Nie zgadzam się. IP: *.play-internet.pl 19.02.11, 15:31
                      No dobrze, a dlaczego miałbym "dawać się przekonywać", jeśli mam inne zdanie? Mam bardzo duże wątpliwości, czy zachodni system - oczywiście, efektywny, w przeciwieństwie do naszego - da się zastosować w kraju nad Wisłą. Trudność zasadniczą widzę w mentalności jego mieszkańców. W schematach myślenia utrwalonych bodajże od wieków - w "folwarcznej" mentalności. Niedawno temu doktor politologii z Uniwersytetu Wrocławskiego opublikował w GW list na temat patologii w środowiskach naukowych. Uznawanie przez profesorów uczelni za "swoją własność" (czyli - folwark) było wymienione jako jedna z nich.
                      Mało komu zależy na tym, by zastaną sytuację zmienić, bo jest wygodna. Młodzi pracownicy zaś są wdrażani w panujące stosunki lub usuwani.
                      Oddzielną kwestią jest finansowanie. Choć sytuacja się stopniowo, z latami poprawia, wciąż jesteśmy krajem znacznie uboższym od starej Unii, Stanów lub Japonii i mam spore wątpliwości, czy dałoby się sfinansować z czesnego studia techniczne lub medyczne. Co do systemu dofinansowywania - nie wiem, jak miałby być rozwiązany, ale "kreatywność" naszego narodu każe sądzić, że i tu roiłoby się od przekrętów.
                      Dlaczego w US ludzie są skłonni zapłacić wysokie czesne? Bo to inwestycja, która się zwróci z nawiązką. Biorąc pod uwagę folwarczne układy panujące w Polsce - zawody medyczne i prawnicze stanowić tu mogą świetny przykład - jak wyobrażasz sobie sytuację, w której student medycyny finansuje swoją naukę kredytem? W jakim czasie jest w staie go spłacić zakładając, że nie ma koneksji rodzinnych i znajduje pracę w ośrodku zdrowia na prowincji? Zdaje się, że w takich Stanach lekarze zarabiają relatywnie znacznie więcej, niż w Polsce.
                      Nie wierzę we wprowadzenie u nas zachodnich standardów w dającej się przewidzieć przyszłości. Oczywiście, ludzie podróżują, studiują za granicą, pozają dobre wzorce. Tyle, że bryndza u nas trwa w najlepsze. Uważam, że z powodów mentalnościowych właśnie, co jest przeszkodą niezwykle trudną do pokonania. To trochę tak, jak na Podhalu mówią, że "prawo budowlane się u nich nie przyjęło" (i samowola goni samowolę, wszyscy się znają i każdy coś na każdego ma, więc każdy siedzi cicho). I tak, jak z pędzeniem siwuchy na Podlasiu: "pradziadek za cara pędził, dziadek za Piłsudskiego i za Niemca, tato za Stalina i Gomułki, ja za Gierka i Jaruzelskiego pędził, a tera syn pędzi i pędzić dalej będzie"
                      • Gość: najmądrzejszy Re: Nie zgadzam się. IP: *.dynamic.chello.pl 19.02.11, 15:56
                        Ja się wypowiem tylko w kwestii finansowania. Popełniasz ten błąd, że zakładasz, że ludzi nie stać.

                        Jednak zauważ, że nasze społeczeństwo jest wbrew pozorom 'majętne'. Nie należy tylko patrzeć na średnią krajową zarobków lub pkb na mieszkańca, ale również na sprzedaż nieruchomości, nowych aut, itp., która z roku na rok jest coraz większa.
                        Tutaj chodzi o preferencje: od zawsze w Polsce studia uważano za coś co funduje państwo i co się należy i ludzie mają problem z wyobrażaniem sobie edukacji jako towar lub inwestycja. Zauważ, że w przypadku mieszkań czy samochodów, mimo ich rzekomo zaporowej ceny każdy akceptuje cenę rynkową i jest gotowy płacić tyle ile chce sprzedający.

                        Dlaczego z edukacją wyższą ma być inaczej?

                        Wcale nie musisz być lekarzem czy inżynierem budownictwa, żeby godnie żyć. Jest masa innych zawodów, które pozwalają na życie w przyzwoitym standardzie.

                        Problemem jest, że w imię politycznej poprawności ludzie przekonani są, że wszyscy mają jakieś talenty i studia pozwolą im te talenty rozwinąć. Prawda jednak jest taka, że ludzi zdolnych jest z defincji mało, a większośc ludzi nie ma podstaw, aby wykonywać 'ponadprzeciętne' prace.
                        Zrób ankietę i zapytaj absolwentów ilu z nich uważa, że ma zdolności kierownicze/przywódcze/podejmowania decyzji strategicznych?
                        Przypuszczam, że 8/10 uzna, że się do tego doskonale nadaje, do czegoś, gdzie w rzeczywistoći jeden człowiek na co najmniej 5000 ma rzeczywiste zdolności.
                        • Gość: hetero sapiens Re: Nie zgadzam się. IP: *.play-internet.pl 19.02.11, 17:13
                          Z uporem ignorujesz fakt, że znaczący procent ludzi już dzisiaj płaci za studia - i żądasz wprowadzenia opłat za naukę. Czy naprawdę nie zdajesz sobie sprawy, że owe opłaty już istnieją, jednak nie wszędzie? Istnieją w zakładach usługowych zwanych uczelniami prywatnymi, istnieją na studiach zaocznych w szkołach państwowych.

                          Masz więc to, czego się domagasz. Dziwi mnie ta trudność dostrzeżenia faktów. W "zakładach edukacyjnych" wykształcenie jest traktowane jak towar (czego uparcie żądasz), a "student" - jak klient. Na takich samych zasadach, jak w każdym innym przedsiębiorstwie produkcyjno-handlowo-usługowym. Efektem jest panująca patologia, czyli
                          > Problemem jest, że w imię politycznej poprawności ludzie przekonani są, że wszy
                          > scy mają jakieś talenty i studia pozwolą im te talenty rozwinąć. Prawda jednak
                          > jest taka, że ludzi zdolnych jest z defincji mało, a większośc ludzi nie ma po
                          > dstaw, aby wykonywać 'ponadprzeciętne' prace.
                          No właśnie - studia to towar, kogo stać - może sobie po rynkowej cenie kupić niezależnie od posiadanych przez siebie zdolności. I kupują dyplomy, o czym również pisałem.

                          Co z tego wynika? To, że Twoja recepta (opłaty) psu na budę się zda, bo źle funkcjonuje. Uparte domaganie się tego, co już w sporym stopniu zostało wprowadzone i źle działa, tudzież przedstawianie tego jako recepty na całe zło to dosyć brawurowy sposób myślenia. To tak, jakby lekarz podawał Ci aspirynę, która Ci szkodzi, a Ty ignorował to i domagał się od lekarza... podania wreszczie aspiryny. Dyskutowałbym, czy to takie... "najmądrzejsze" i postanawiam zamknąć ten wątek, bo niczego sensownego nasza rozmowa nie przyniesie.
                          • Gość: najmądrzejszy Re: Nie zgadzam się. IP: *.dynamic.chello.pl 19.02.11, 18:20
                            A ty, chyba jak każdy w dyskusji na temat finansowania szkonictwa, ignorujesz fakt, że opłaty wprawdzie są, ale nie dla wszystkich, tylko dla tych, którzy nie dostali się na studia dzienne. Rezultatem jest to, że uczelnie prywatne mają automatycznie gorszą pulę kandydatów i stąd ich niższy poziom. Jednak ty, nie uwzgledniając tych przyczyn, wyciągniasz od razu pochopny wniosek, że system nie sprawdza się.
                            Przypuszczam, że nie masz rzeczywistej wiedzy nt. obecnej dyskusji odnośnie reformy szkolnictwa wyższa i rzucasz argumenty typu 'wydaje mi się'. Na całym świecie dąży się do wprowadzania czesnego za studia, bo to wymusza przede wszystkim jakość i wydajność zarówno ze strony studiujących jak i wykładowców. Przykładem niech będą chociażby Niemcy, którzy parę lat temu wprowadzili opłaty za studia, bo inaczej to by zbankrutowali.

                            Ja piszę, żeby brać przykład z uczelni najlepszych, które są finansowane z prywatnych środków (!), weźmy przykładowo Ivy League czy Red Brick universities, gdzie czesne jest zaporowe i mimo to, te uczelnie chcą być jak najdalej od finansowania z publicznych pieniędzy.

                            Piszesz o patologii. Czy to jest patologia, że MBA na Oxfordzie kosztuje 52 tys. funtów za rok? Wg ciebie jak najbardziej, wg mnie, jak i innych ludzi z PhD, NIE!. Wielu ludzi marzy o tym, żeby mieć w ogóle okazję zapłacić takie duże pieniądze za studiowanie. I mimo iż mają takie środki to wielu z nich nigdy nie otrzyma takiej szansy! Nie do pomyślenia, co nie?
                            Pewnie teraz mi odpiszesz, ze podaję skrajny przykład, ale ja równam do lepszych i dzięki temu takie czesne nie jest dla mnie zaporowe.
                            Oczywiście, zawsze można studiować np. w Rzeszowie na DOBREJ, PAŃSTWOWEJ uczelni...
          • Gość: hetero sapiens Re: Problem w tym, że to kwestia "polityczna" IP: *.play-internet.pl 18.02.11, 10:52
            Dzięki.
            To, że studia nie powinny być "dla każdego", a dla niektórych to dla mnie "oczywista oczywistość". Taki tytuł, jaki uzyskuje się dzisiaj rzeczywiście nie ma żadnego znaczenia - bo jest z reguły wart tyle, ile papier, na którym wydrukowano dyplom. I powstaje błędne koło obniżania poziomu i degradacji wykształcenia.
            A "pracownicy nauki" udają, że niczego nie widzą, że nie wiedzą, iż najlepsze polskie uniwersytety są w czwartej setce uczelni światowych. No ale przecież "sześćsetletnia tradycja", berła, procesja bufonów (w zdecydowanej większości) po Plantach ma swój urok.
        • daje_co_mam Re: Problem w tym, że to kwestia "polityczna" 18.02.11, 14:19
          Gość portalu: hetero sapiens napisał(a):
          > 2. Po zlikwidowaniu szkolnictwa zawodowego trzeba było młodzieży coś zaproponow
          > ać. Zaproponowano żenujące obniżenie wymagań na maturze i iluzję studiów jako "
          > otwartych drzwi do kariery". W efekcie setki tysięcy młodych ludzi płaci za złu
          > dzenie, że z dyplomem magistra europeistyki kupionym w tej czy innej WYższej Sz
          > kole Humanistyki, Pielęgniarstwa, Kosmetologii i Cholera Wie Czego Jeszcze znaj
          > dą się natychmiast w oszklonym biurze na trzydziestym piętrze wieżowca "we Wars
          > zawie". Z zarobkami takimi, że czesne zwróci się po pół roku.

          No popatrz, a ranking Perspektywy.pl, twierdzi ze zawodowki i technika nadal istnieja. Wiec prosze powiedz jak to jest?
    • szatek100 Re: "DGP": Wzrasta liczba dyplomowanych bezrobotn 18.02.11, 08:43
      PODZIĘKUJCIE BALCEROWICZOWI. To dzięki niemu jego następcom w Polsce bezrobocie od 20 lat utrzymuje się na średnim poziomie 15%. Polaryzacja społeczeństwa jest naturalną konsekwencją neoliberalizmu, gdzie przemysł przenosi się do III świata, bogaczom funduje się coraz to nowe przywileje (obniżki podatków, możliwość przenoszenia się do rajów podatkowych, "ciężarówki" Porsche Cayenne bez VAT-u) a z drugiej strony szaremu człowiekowi odbiera się wszystko.

      Neoliberalne rozwiązania zostały pierwszy raz wdrożone w krajach Ameryki Pd. przez rządzące tam wojskowe dyktatury (Batista, Pinochet etc.) Efekty są wiadome - podział społeczeństwa na liczacą 0,1% kastę magnatów, 20% "klasę średnią" i 80% biedotę. USA od czasów Reagana zmierzają w tym samym kierunku - już dzisiaj nierówności społeczne są tam tak duże, jak np. w Rosji czy na Ukrainie.

      Propaganda będzie wmawiać Wam, że sami jestescie sobie winni, bo nie macie specjalistycznego wykształcenia. Tymczasem nawet w USA, gdzie PKB na mieszkańca jest 3,5 raza wyższy, niż w Polsce i gdzie notuje się sto razy (sic!) więcej patentów w przeliczeniu na milion mieszkańców ośrodki analityczne wskazują, że zaledwie 20% miejsc pracy wymaga wykształcenia na poziomie collegu bądź wyższego.

      NAJNOWSZĄ BZDURĄ SĄ TZW. "STUDIA INŻYNIERSKIE". PROPAGANDA UJADA, ŻE MŁODZI WYBIERAJĄ STUDIA "HUMANISTYCZNE" (POD TYM POJĘCIEM MIEŚCI SIĘ WSZYSTKO, CO NIE JEST WYKŁADANE NA POLITECHNICE) GDY TYMCZASEM "W CIĄGU NAJBLIŻSZYCH 3 LAT W POLSCE ZABRAKNIE AŻ 40 TYS. INŻYNIERÓW. CZŁOWIEK O WĄSKICH HORYZONTACH POKIWA GŁOWĄ I PRZYZNA IM RACJĘ. CZŁOWIEK O SZERSZYCH HORYZONTACH W MIG ZAUWAŻY BZDURNOŚĆ CAŁEGO WYWODU. JAKIE BOWIEM ZNACZENIE MA NIEDOBÓR 40 TYSIĘCY INŻYNIERÓW W KRAJU, GDZIE BEZROBOTNYCH JEST NIEMAL 2 MILIONY? JAKIE ZNACZENIE MA NIEDOBÓR 40 TYSIĘCY INŻYNIERÓW W CIĄGU TRZECH LAT, SKORO W TYM SAMYM CZASIE NA RYNEK PRACY WEJDZIE OK 1,5 MILIONA MŁODYCH LUDZI ? I CZY TAK NAPRAWDĘ TE 40 TYSIĘCY WAKATÓW PRZEZNACZONE BĘDZIE DLA ABSOLWENTÓW, CZY TEŻ DLA DOŚWIADCZONYCH SPECJALISTÓW, KTÓRZY MIELI DOŚĆ CIĘŻKIEJ, SPECJALISTYCZNEJ I ODPOWIEDZIALNEJ PRACY ZA 2 GÓRA 3 TYS. NA RĘKĘ I JUŻ DAWNO WYJECHALI ZA GRANICĘ A NASTĘPCÓW NIE MA, BO INWESTOWANIE W ROZWÓJ PRACOWNIKA TO DLA POLSKICH BIZNESMENÓW CZYSTA ABSTRAKCJA? TAK NAPRAWDĘ POZA IT, GDZIE NOTUJEMY KONIUNKTURĘ NIE SŁYSZAŁEM O ŻADNYCH INNYCH STUDIACH INŻYNIERSKICH, GDZIE ŁATWO O PRACĘ- NO MOŻE POZA KIERUNKAMI NISZOWYMI

      Zrozumcie wreszcie, że Polska jest patologicznym krajem, w którym kilkadziesiąt procent ludzi pełnić będzie rolę nowego lumpenproletariatu (tyle, że często wykształconego i pracujacego w sektorze usług). Mamy ogromne bezrobocie a do tego ponad 1/4 pracujacych (zdecydowanie największy odsetek w Europeie- dużo większy, niż na Słowacji czy w Czechach) pracuje na śmieciowych umowach cywilno- prawnych.

      Wmawiają Wam, że Wasze zarobki rosną , bo średnie wynagrodzenie rośnie szybciej, niż inflacja. Zapominają dodać, że wzrost średniego wynagrodzenia jest windowany przez kilka branż (między innymi wspomniane IT, którego pracownicy mogą b. łatwo nawiać za granicę- kod na całym świecie klepie się tak samo- wiec trzeba ich trzymać w kraju podwyżkami) natomiast oficjalnie liczona inflacja nijak ma się do rzeczywistego wzrostu kosztów zycia. Był taki dowcip, jak to za komuny GUS stwierdzał, że inflacja jest niska, bo co prawda chleb drożeje, ale tanieją za to lokomotywy. Dzisiaj również inflację oblicza się bez należytego uwzględniania CEN ŻYWNOŚCI, CEN ENERGII ORAZ CEN MIESZKAŃ, które w ostatnich latach drożały średnio w tempie dwucyfrowym i które nie posiadają właściwych wag w koszyku inflacyjnym.
      • luni8 Re: "DGP": Wzrasta liczba dyplomowanych bezrobotn 18.02.11, 08:54
        Zrozum żesz tłuku że problem plan balcerowicza zadziałał jak zadziałał bo tłuki z polityki w pewnym momencie stwierdzili że nic się nie stanie jak dodadzą trochę socjalu.
        Koniec końców wyszło tak że w połowie drogi z tego co próbował zrobić Balcerek niemal nic nie zostało.
      • luni8 Re: "DGP": Wzrasta liczba dyplomowanych bezrobotn 18.02.11, 08:56
        > Propaganda będzie wmawiać Wam, że sami jestescie sobie winni, bo nie macie spec
        > jalistycznego wykształcenia. Tymczasem nawet w USA, gdzie PKB na mieszkańca jes
        > t 3,5 raza wyższy, niż w Polsce i gdzie notuje się sto razy (sic!) więcej paten
        > tów w przeliczeniu na milion mieszkańców

        I co z tego wynika?
        Ano to że w USA w naukę nie bawi się państwo tak jak u nas.
        Ośrodki naukowe są w większości prywatne, pieniądze na badania również, a rozwiązania które umożliwiły ten rozwój są bliższe temu co proponował Balcerek niz to co proponujesz ty.
        • szatek100 Re: "DGP": Wzrasta liczba dyplomowanych bezrobotn 18.02.11, 09:11
          Nie umiesz nawet przeczytać ze zrozumieniem krótkiego tekstu. Nie pisałem o samej kondycji nauki czy R&D. Wskazałem jedynie, że nawet w najlepiej rozwiniętym kraju świata praca dla tzw. "specjalistów" to margines. Na większości stanowisk spokojnie wystarczyłaby matura. W Polsce, gdzie odsetek miejsc dla specjalistów jest prawdopodobnie zdecydowanie mniejszy wciska się ludziom, że nie mają pracy bez specjalistycznego wykształcenia.
      • dystansownik Re: "DGP": Wzrasta liczba dyplomowanych bezrobotn 18.02.11, 12:18
        > NAJNOWSZĄ BZDURĄ SĄ TZW. "STUDIA INŻYNIERSKIE". PROPAGANDA UJADA, ŻE MŁODZI
        > WYBIERAJĄ STUDIA "HUMANISTYCZNE" (POD TYM POJĘCIEM MIEŚCI SIĘ WSZYSTKO, CO NIE
        > JEST WYKŁADANE NA POLITECHNICE) GDY TYMCZASEM "W CIĄGU NAJBLIŻSZYCH 3 LAT W POL
        > SCE ZABRAKNIE AŻ 40 TYS. INŻYNIERÓW. CZŁOWIEK O WĄSKICH HORYZONTACH POKIWA GŁOW
        > Ą I PRZYZNA IM RACJĘ. CZŁOWIEK O SZERSZYCH HORYZONTACH W MIG ZAUWAŻY BZDURNOŚĆ
        > CAŁEGO WYWODU. JAKIE BOWIEM ZNACZENIE MA NIEDOBÓR 40 TYSIĘCY INŻYNIERÓW W KRAJU
        > , GDZIE BEZROBOTNYCH JEST NIEMAL 2 MILIONY? JAKIE ZNACZENIE MA NIEDOBÓR 40 TYSI
        > ĘCY INŻYNIERÓW W CIĄGU TRZECH LAT, SKORO W TYM SAMYM CZASIE NA RYNEK PRACY WEJD
        > ZIE OK 1,5 MILIONA MŁODYCH LUDZI ? I CZY TAK NAPRAWDĘ TE 40 TYSIĘCY WAKATÓW PRZ
        > EZNACZONE BĘDZIE DLA ABSOLWENTÓW, CZY TEŻ DLA DOŚWIADCZONYCH SPECJALISTÓW, KTÓR
        > ZY MIELI DOŚĆ CIĘŻKIEJ, SPECJALISTYCZNEJ I ODPOWIEDZIALNEJ PRACY ZA 2 GÓRA 3 TY
        > S. NA RĘKĘ I JUŻ DAWNO WYJECHALI ZA GRANICĘ A NASTĘPCÓW NIE MA, BO INWESTOWANI
        > E W ROZWÓJ PRACOWNIKA TO DLA POLSKICH BIZNESMENÓW CZYSTA ABSTRAKCJA? TAK NAPRAW
        > DĘ POZA IT, GDZIE NOTUJEMY KONIUNKTURĘ NIE SŁYSZAŁEM O ŻADNYCH INNYCH STUDIACH
        > INŻYNIERSKICH, GDZIE ŁATWO O PRACĘ- NO MOŻE POZA KIERUNKAMI NISZOWYMI

        Niestety te 40k inżynierów, to wcale nie absolwenci. Tu chodzi właśnie o ludzi wykształconych, ale z doświadczeniem i świetnymi kwalifikacjami. W dużej mierze "zapotrzebowanie" wykazywane na takiego pracownika wcale też nie przekłada się na kwestie finansowe. Marzenie polskiego pracodawcy, to doświadczony pracownik pracujący za pensję absolwenta.

        Poza tym te 40k inżynierów, to tylko ułamek rocznej produkcji absolwentów. Już obecna zwiększyła się na tyle, że w najbliższych latach absolwenci polibudy mogą podzielić los który już spotkał absolwentów zarządzania, a potem kierunków ekonomicznych.
      • Gość: student_eit_agh Re: "DGP": Wzrasta liczba dyplomowanych bezrobotn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.11, 13:24
        @ szatek 100

        Świetny tekst! Całkowicie się zgadzam.

        Bajki o braku inżynierów w Polsce i zapotrzebowaniu na absolwentów "kierunków zamawianych" to stek kłamstw i czysta propaganda.
        W Polsce istnieje tylko zapotrzebowanie na programistów, inżynierów budownictwa, architektury i geodezji.
        Wystarczy tylko rozejrzeć się dookoła na ulicy. Budynki, drogi - jacyś ludzie to projektują i wykonują i są to Polacy. Natomiast samochody, telewizory, telefony komórkowe, pralki, dźwigi, drukarki itd. NIE SĄ i NIGDY NIE BĘDĄ projektowane przez polskie firmy. To jest zupełnie inny świat. Volkswagen ma swoje biura projektowe w Niemczech, swoją rekrutację opartą na najlepszych absolwentach niemieckich politechnik, praktyki dla nich, specjalne dodatkowe przedmioty. Oni nawet nie wiedzą co to jest PW, AGH, PWr!!! Studenci sobie myślą, że skonczą polibudę w Polsce i te "profesory", "adiunkty", leśne dziadki, coś ich nauczą. Skąd te leśne dziadki mogą wiedzieć, co się robi w takim Samsungu w Korei?? Z czytania ulotek z Saturna czy Media Marktu?? Przecież polskie nauczanie na uczelniach "technicznych" nie ma nic wspólnego ze współczesnym przemysłem elektronicznym, motoryzacyjnym, elektrotechnicznym itd.
        • dystansownik Re: "DGP": Wzrasta liczba dyplomowanych bezrobotn 18.02.11, 16:54
          > Bajki o braku inżynierów w Polsce i zapotrzebowaniu na absolwentów "kierunków z
          > amawianych" to stek kłamstw i czysta propaganda.
          > W Polsce istnieje tylko zapotrzebowanie na programistów, inżynierów budownictwa
          > , architektury i geodezji.
          > Wystarczy tylko rozejrzeć się dookoła na ulicy. Budynki, drogi - jacyś ludzie t
          > o projektują i wykonują i są to Polacy.

          O ile ogólnie Twojego posta popieram, to w przypadku tego powyższego cytatu chciałbym wskazać na pewną nieścisłość, którą należałoby podkreślić. Istnienie zapotrzebowania na inżyniera budownictwa, wcale nie jest równoważne zapotrzebowaniu na absolwenta.
          Z tym spotyka się bardzo wielu ludzi po tym kierunku. Owszem, jakieś zapotrzebowanie jest, bo ciągle się jeszcze buduje, ale jak firma ma budowę do obsadzenia, to zazwyczaj szuka człowieka z doświadczeniem co najmniej dwuletnim, a po absolwenta wyciągnie łapy w ostateczności. Przez taką sytuację absolwenci wcale nie mają łatwo o pracę po tym kierunku, przynajmniej w chwili obecnej.
          • Gość: student_eit_agh Re: "DGP": Wzrasta liczba dyplomowanych bezrobotn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.11, 17:51
            @ Dystansownik
            Ciekawie piszesz. Myślałem, że absolwenci budownictwa mają dużo łatwiej.
            Licealiści właśnie powinni opierać się i czytać opinie ludzi, którzy studiują dany kierunek lub są absolwentami i bezpośrednio znają problem.
            Wszelkie opinie z wielu artykułów, pisane przez ludzi z HR danych firm, "ludzi, którzy coś słyszeli u cioci na imieninach" są nic nie warte.
            Jak nam nie wierzycie, a chcecie studiować dany kierunek techniczny, to zapytajcie absolwentów lub studentów 5 roku najlepiej na temat danego kierunku na danej uczelni.
            KONIECZNIE ZAPYTAJCIE!!!
            Studenci 1,2,3,4 roku mogą nie być jeszcze zorientowani i żyć dalej złudzeniami np. programem nauczania, jaki egzamin u danego leśnego dziadka zdaje się w 3 terminie i ile osób go zdaje.
            Zamiast pomyśleć o własnej przyszlości i perspektywach znalezienia pracy.
            • dystansownik Re: "DGP": Wzrasta liczba dyplomowanych bezrobotn 18.02.11, 19:02
              > Wszelkie opinie z wielu artykułów, pisane przez ludzi z HR danych firm, "ludzi,
              > którzy coś słyszeli u cioci na imieninach" są nic nie warte.

              Po prostu są zbyt powierzchowne. Ktoś kto pisze artykuł zazwyczaj widzi, że firmy narzekają na brak kandydatów, ale już nie wnika, że chodzi o odpowiednich kandydatów. Z odpowiednimi kwalifikacjami i odpowiednimi oczekiwaniami finansowymi.
              Nie wiem tylko czemu cała propaganda się tym nakręca i czemu ktoś w ogóle sądzi, że większa ilość absolwentów przełoży się na większą ilość wykwalifikowanych inżynierów. Jeśli za zwiększoną produkcją nie pójdzie zwiększona chęć zatrudniania tych absolwentów, to nigdy z nich nie dostaniemy tych wykwalifikowanych inżynierów.
      • Gość: student_eit_agh Re: "DGP": Wzrasta liczba dyplomowanych bezrobotn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.11, 17:32
        Dużą rewolucję można osiągnąć małymi krokami.
        Wystarczy, że ludzie przestaną przychodzić na polskie politechniki na zarządzania i inżynierię produkcji, inżynierię metali (metalurgię, wirtotechnikę - bez względu na etykietę), elektronikę i telekomunikację, elektrotechnikę, mechatronikę, mechanikę i budowę maszyn itd. Wówczas leśne dziadki zaczną robić w portki, że robotę stracą i niech stracą, później przyjdą młodzi i zmienią programy nauczania.
        Zresztą już tak było za roczników 84,85,86,87, że rekrutacja na politechniki świeciła pustkami. Nie było żadnych progów, dostawał się każdy ze zdaną maturą na większość kierunków.
        Rezultatem tego było wymyślenie akcji propagandowej pt. "kierunki zamawiane" pod hasłami "brakuje inżynierów", "inżynierowie są najlepiej opłacani", co jest totalną bzdurą. W rzeczywistości chodziło tylko o zachowanie miejsc pracy dla "naukowców" z politechnik, którzy całe życie spędzają na uczelni i 98% tych ludzi bez żadnego patentu i żadnej publikacji w czasopismach z listy filadelfijskiej, ucząc podstawiania na tablicy liczb do wzorków z wykładu.
        Ich kontakt ze wpółczesną techniką ogranicza się do przełączania pilota, ustawiania marginesów drukowania tudzież lektury Auto Świata lub dyskusji o mocy głośników z oferty Saturna.
    • Gość: stary Tzw. "Wolna Polska" zniszczyła nawet wartość mgr IP: *.aster.pl 18.02.11, 08:52
      Za komuny około 5-10% ludzi mogło poszczycić (wtedy było czym) się wyższym wyksztalceniem. Przyjmowani na studia byli w większości najlepsi uczniowe szkół średnich, zdolni, którzy uczyli się i posiadali wiedzę. Matura miała poziom trudności teraz pewnie nieosiągalny dla większości magistrów. Na każdy kierunek studiów trzeba bylo zdawać egzaminy wstępne. Ja np., na studia inżynierskie, egzaminy wstępne miałem przez cały tydzień. Matma 2 części - 1 rano zadania problemowe 3 z 5, druga część, po południu 20 zadań prostszych, to samo z fizyki następnego dnia, dalej dzień przerwy i w czwartek język, w piatek ogłoszenie wyników. Każdy przedmiot trzeba było zaliczyć przynajmniej na 60% . Aby się dostać należało po przeliczeniu i zsumowaniu punktów ze 100pkt mieć przynajmniej 70.
      Te 5-10% ludzi, po studiach, stanowiło prawdziwą elitę intelektualną kraju. Była ona wystarczające do rozwoju.
      Teraz, co mamy ?
      Biorą każdego. Zdolniachów, co kiedyś nie mieli szans nawet dostać się do liceum czy technikum. Znam ludzi mgr'ów, którzy za komuny mieli problem ze skończeniem podstawówki. Po przewrocie zrobili wieczorowe liceum, potem płatna szkółkę wyższą.
      Jak można było doprowadzić do takiego upadku poziomu szkolnictwa ? niebywałe.
      W żadnym kraju postkomunistycznym do tego nie doszło.
      • Gość: Kasia Re: Tzw. "Wolna Polska" zniszczyła nawet wartość IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.11, 10:24
        Dokładnie tak było. Po szkole podstawowej kilka osób szło do liceum, kilka do technikum, reszta do zawodówki. Matura gwarantowała przynajmniej to, że absolwent potrafi pisać bez błędów. Teraz brak nam fachowców, rzemieślników, za to maturę mają osoby, które liceum powinny co najwyżej zwiedzać. Poziom matury jest bardzo niski, a i tak wystarczy zdać ją na 30 procent. Magister nie znaczy już nic.
    • pfg Re: "DGP": Wzrasta liczba dyplomowanych bezrobotn 18.02.11, 08:56
      Nie o to chodzi, że uczelniom kształcenie inżynierów się nie opłaca, ale że maturzyści wybierają studia uchodzące za łatwe. Wg danych GUS, w Polsce kierunki pedagogiczne studiuje 230 tysięcy osób, kierunki ekonomiczne i administracyjne 440 tysięcy. Jest całkiem jasne, że dla wszystkich tych ludzi nie będzie pracy "w zawodzie". Kandydaci *też* to wiedzą, ale i tak pchają się na studia drzwiami i oknami, gdyż samo studiowanie się - krótkoterminowo - opłaca.
      Zobacz Studiować pedagogikę.
    • dzia-dzio Brakuje osób z uprawnieniami budowlanymi 18.02.11, 08:59
      Państwo dopłaca do studiów technicznych a regulacje prawne są tak zbudowane, że bardzo wiele z tych osób nie ma szans na zdobycie uprawnień pozwalających samodzielnie pracować np. zaprojektować garaż.

      I to właśnie Polska zero logiki w działaniu!!!

      A zwykli ludzie niech się męczą z pozwoleniem na budowę przez kilka miesięcy lub nawet lat, niech ludzie wybulą za projekt z 10tyś, którego zrobienie polega na kopiuj wklej. itd
      Niech zapłacą kierownikowi budowy z 5tyś za wypełnienie dziennika.

      Niech mieszkanie w Warszawie kosztuje więcej niż w Berlinie bo w końcu tutaj się więcej zarabia koszty pracy są wyższe itd

      Śmiech na sali
      • Gość: najmądrzejszy Re: Brakuje osób z uprawnieniami budowlanymi IP: *.dynamic.chello.pl 18.02.11, 10:40
        Chyba coś w tym jest. Rzeczywiście samo ukończenie studiów nie daje żadnych uprawnień, jednak z tymi uprawnieniami musiałaby być powiązana praktyka, a często ludzie w trakcie studiów nie zdobywają żadnego doświadczenia.

        Dlaczego tak jest? Chyba dlatego, że mamy grupy zawodowe, które w imię ochrony jakości profesji, ograniczają dostęp do zawodu. Przykładem niech będą prawnicy czy też absolwenci budownictwa, którzy bez uprawnień nie mogą nawet zarpojektować budy dla psa.
        • dystansownik Re: Brakuje osób z uprawnieniami budowlanymi 18.02.11, 12:23
          > Chyba coś w tym jest. Rzeczywiście samo ukończenie studiów nie daje żadnych upr
          > awnień, jednak z tymi uprawnieniami musiałaby być powiązana praktyka, a często
          > ludzie w trakcie studiów nie zdobywają żadnego doświadczenia.

          To wynika często z faktu, że samym pracodawcom nie opłaca się zatrudniać absolwentów. Do uprawnień wykonawczych trzeba min 2 lata praktyki (od ukończenia 3 roku studiów można zbierać wpisy), do projektowych łącznie min 3 lata. W tym czasie pracodawca często jest zmuszony inwestować w tego pracownika, bo na dobrą sprawę przynajmniej rok, to on się dopiero uczy praktycznej pracy w zawodzie.
    • Gość: Kasia "DGP": Wzrasta liczba dyplomowanych bezrobotnych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.11, 10:27
      W zeszłym tygodniu moja córka (gimnazjalistka) powiedziała, że zmieniono wymagania na egzaminie gimnazjalnym. Będą mieli więcej czasu i więcej będzie pytań zamkniętych (test wyboru). Widocznie ktoś doszedł do wniosku, że były zbyt słabe wyniki i postanowił po cichu obniżyć wymagania. Hura, niech będzie jeszcze więcej maturzystów i jeszcze więcej bezrobotnych magistrów, ważne, że krzywa wykształcenia narodu rośnie! Niech żyje propaganda sukcesu!
    • Gość: zerg "Potrzeba nam inżynierów" IP: *.adsl.alicedsl.de 18.02.11, 10:29
      Nie moge juz wiecej tego klamsta czytac. Wam potrzeba inzynierow, ale zapomnieliscie dodac ze takich co maja kilkanascie lat doswiadczenia i beda wam pracowac za pol darmo. Niestety nie dotyczy to absolwentow. Widzicie, ja sie dalem nabrac..... Na szczescie w Niemczech potrzeba naprawde tych inzynierow. Bye Bye Polska
    • Gość: adam "DGP": Wzrasta liczba dyplomowanych bezrobotnych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.11, 10:56
      Zgadzam się, że jeśli ktoś wybrał kulturoznawstwo albo politologię, to nie powinien się spodziewać, że znajdzie po tym jakąkolwiek pracę. Z drugiej jednak strony trzeba pamiętać, że gdyby wszyscy ci ludzie skończyli dobre studia (teraz chyba tylko kierunki informatyczne dają szanse na zatrudnienie), to też nie byłoby dla nich roboty. Po prostu byłoby więcej bezrobotnych inżynierów, informatyków itp.
    • Gość: sonia Studiować prywatnie-tylko papier a nie wiedza IP: *.aster.pl 18.02.11, 11:13
      Prawda jest taka, że większość prywatnych uczelni w tym kraju kształci (czyli li tylko wręcza papier nie zastanawiając się o zawartość głowy delikwenta) DLA ZYSKU I SPOREGO CZESNEGO.
      skutek jest taki że na rynek wychodzi masa absolwentów (sama znam przypadek kogoś z raczej niewielkim IQ, kto ukończył europeistykę uprzednio kończąc zawodówkę). Spada czytelnictwo, ludzie nie umieją się wysłowić, nie znają podstawowych faktów z wielu dziedzin ogólnych, ale papier mają. Obecnie sam dyplom niewiele dla mnie już znaczy - liczy się jakość człowieka, który za nim stoi...
    • Gość: jet Zaczyna się w liceum IP: 212.160.172.* 18.02.11, 11:24
      gdzie zamiast nauk ścisłych religia..etc. Potem parodia matury, gdzie matma nie była obowiązkowa, za to można improwizować jak na scenie.
      Po takiej "maturze" przychodzi kolej na pseudo-studia, których się namnożyło w ostatnich 15 latach od cholery. Produkt końcowy takiej obróbki to kompletny matoł tytułujący się magistrem.
      I taki "młody wykształciuch" potem narzeka, że rynek pracy brutalnie weryfikuje jego wartość.
      Myśli, że jak zagłosuje na farbowanych lisów i ich cuda, to będzie "druga Irlandia", a pracę dostanie na tacy. Odgraża się, że wyjedzie, tyle że za granicą równie dobrze znają się na jego kwalifikacjach (i na polskich uczelniach) i najczęściej pracuje daleko poniżej swoich wyimaginowanych umiejętności. I tak kończy się przebojowa młodość, a zaczyna frustracja i plucie na forach.
      • Gość: Irysek Nie tylko pseudomagistrzy IP: *.toya.net.pl 18.02.11, 12:24
        maja problemy ze znalezieniem pracy. Skończyłem studia w 2005, nauki społeczne, biegły angielski potwierdzony certyfikatem, nie obijałem się, nie ściągałem na egzaminach. Praca mgr obroniona na 5. Najpierw był staż za 560zł z pup-u, potem kilkanaście rozmów kwalifikacyjnych, podczas których pseudopracodawcy (tak nazywam ludzi zatrudniających, którzy sami nie wiedzą czego chcą, mają wygórowane wymagania i poczucie wyższości), jakoś nie chcieli dać mi szansy zaprezentowania się. Bo cała ich wiedza o człowieku - kandydacie do pracy pochodzi z testów psychologicznych. W Polsce po prostu wszystko jest zawsze na opak.
          • Gość: Irysek Re: Nie tylko pseudomagistrzy IP: *.toya.net.pl 18.02.11, 14:46
            A gdzie Ty pobierałeś nauki, że tego nie wiesz? Definicja jest nawet na Wikipedii, ale są tez bardziej ambitne źródła, np. www.naukispoleczne.eu/.
            Konkretnie jestem socjologiem, znam się na programach statystycznych, mam wiedzę o negocjacjach i komunikacji społecznej, umiem projektować badania sondażowe, realizować je i wyciągać wnioski. To są umiejętności przydatne w wielu zawodach opartych np. na usługach.
            • Gość: MichalM Re: Nie tylko pseudomagistrzy IP: *.rwd.prospect.pl 18.02.11, 17:52
              Ale co ty umiesz, na czym się znasz?Programy statystyczne, z książką opanowanie ich osobie która miała statystykę na studiach max 3-4h, ale za jakiej branży się znasz żeby interpretować te dane - kolejnictwie, górnictwie, handlu detalicznym, handlu zagranicznym. Jak sobie wyobrażasz interpretowanie danych statystycznych jeżeli nie znasz się na niczym konkretnym.Jak możesz projektować badane sondażowe w dziedzinach o których nie masz pojęcia np: hurtowe rynki płodów rolnych w Polsce i UE. Znasz się na negocjacjach ale czego??? znasz się na mleczarstwie?? potrafił byś negocjować kontrakt jako kupiec z hipermarketu z mleczarnią, wiesz jakie sery żółte są na rynku w jakich cenach i jak się sprzedają. Ja moją pierwszą pracę dostałem dzięki jednemu punktowi w CV i nie było to ukończenie na 5 studiów dziennych na drugiej najlepszej uczelni ekonomicznej w Polsce specjalizacji z naborem 30os. rocznie , nie była to też znajomość dwóch języków. Napisałem że kierowałem pracownikami w gospodarstwie rodziców i to była tak naprawdę najbardziej konkretna moja umiejętność.
              • Gość: Irysek Re: Nie tylko pseudomagistrzy IP: *.toya.net.pl 18.02.11, 18:20
                Człowieku, patrzysz na świat przez pryzmat swojej osoby co jest dość powszechne u większości ludzi.
                Zważ jednak na fakt, że obecnie mamy do czynienia z dalece posuniętą specjalizacją. Ktoś kto uczy sie programów statystycznych czy negocjacji na studiach, nie nabywa tych umiejętności pod konkretny rynek. Dopiero kiedy zajmie się w pracy nawet tym rynkiem serów żółtych to wiedza sama przyjdzie, wystarczy tylko ją przyswoić. Zasady negocjacji akurat są uniwersalne, niezbędna jest tez znajomość rynku ale tego można sie nauczyć dopiero wykonując konkretny zawód.
                Twój post jest bezsensowny bo zakłada, że wszyscy mają znać się na wszystkim. W dzisiejszych czasach, przy tak dużym nagromadzeniu wiedzy i informacji to po prostu niemożliwe.
                Fajnie, że ktoś dał Ci szansę na podstawie deklaracji "kierowałem pracownikami w gospodarstwie rodziców". Jednak nie wszyscy mają takie szczęście.
                • ssdd1975b Re: Nie tylko pseudomagistrzy 18.02.11, 18:28
                  @irysek

                  " Bo cała ich wiedza o człowieku - kandydacie do pracy pochodzi z testów psychologicznych. W Polsce po prostu wszystko jest zawsze na opak. "

                  to rozumiem ze uwazasz ze pracodawcy nie dali Ci szansy bo nie zaliczylas tych testow? widocznie okazalas sie osoba ktora wykuwala wszystko (moze stad ta 5tka) - ale za nic nie masz polotu ani zdolnosci myslenia out of box???

                  wiesz certyfikatu z angielekiego nie mam i nigdy nawet nie staralem sie o niego - bo i po co??? prace dostalem po studiach od razu (to jeszcze bylo w 2000 roku w Irlandii - gdzie trzeba bylo miec pozwolenia na prace itd...) - nikt nie pytal mnie o certyfikat - albo umiesz albo nie - a znam takich co z certyfikatem i wciaz dukaja i ledwo zdania sklecaja... :)
                  • Gość: irysek Re: Nie tylko pseudomagistrzy IP: *.toya.net.pl 18.02.11, 18:38
                    W Anglii może cię nie pytali, ale w Polsce króluje papierkologia, jakbyś nie wiedział.
                    Mój wniosek na temat testów wynika stąd, że rozmowa z potencjalnym pracodawcą trwa 5 min. a test jest tak długi, że wypełniam go pół godziny.
                    Nie znasz mnie więc nie wypowiadaj sie na temat mojego polotu i zdolności myślenia. Możesz skrytykować mój punkt widzenia ale osobiste wycieczki sobie daruj. To świadczy o prostactwie i chamstwie.
                • Gość: MichalM Re: Nie tylko pseudomagistrzy IP: *.rwd.prospect.pl 18.02.11, 20:04
                  Tylko że ty zakładasz że praca na twoje możliwości to te analizy negocjacje etc. a dziedziny możesz się nauczyć tylko kto i kiedy ma cię uczyć? i za ile? a może to ty powinieneś płacić że ktoś cię nauczy o serach czy kolei. Smutna rzeczywistość która Cie dopadła jest taka że jest dzięki durnowatej polityce 10% bezrobocie i 2miliony studentów osób o takich "miękkich umiejętnościach konkurujących z tobą o prace jest więc z milion i jest garstka tych którzy oprócz "miękkich" umiejętności mają też konkretna wiedzę z nimi nigdy nie wygrasz w starciu o angaż. Naucz się czegoś konkretnego będzie Ci łatwiej. Tak na marginesie w pracy o której wspominałem prawa pracy, prawa handlowego, i generalnie handlu detalicznego uczył mnie mój szef gość z maturą z liceum bo na studiach ekonomicznych uczą "ogólnych zasad" a PIP PIH Sanepid nie interesuja "ogólne zasady" tylko konkretne przepisy
                    • ssdd1975b Re: Nie tylko pseudomagistrzy 21.02.11, 10:35
                      sorry Irysek ale wlasnie oni maja racje - bo jezeli mowisz ze po uniwerku nic nie umiesz (ups prawie nic uzytecznego) to po co mu gosciu z wybujalymi abicjami (ktore sa wzmacniane przez grono pedagogiczne z tegoz) - skoro on musi ZAINWESTOWAC w takiego absolwenta - powiedz mi rowniez dlaczego zostal zniesiony obowiaqzek zaliczneia praktyk w czasie studiow??? Np w Angli MUSISZ zrobic rok praktyk (zeby wogole zdobyc dyplom) - to ma sens - bo raz pomoze napisac prace takiemu kandydatowi - ktory nie tylko teoretyczna wiedze ma ale i praktyczna), dwa pracodawca wie ze taki ktos nie bedzie potrzebowal doszkalania w najprostszych kwestiach...
                  • tomekjot Polska ma najwięcej magistrów na świecie 19.02.11, 09:22


                    Według najnowszego raportu OECD o szkolnictwie wyższym przedstawiającym dane z roku 2008 Polacy zanotowali czwartą pozycję na świecie pod względem odsetka osób, które ukończyły studia. Ponadto w Polsce w tym roku procentowo najwięcej osób uzyskało tytuł magistra.

                    Ponad 63 proc. absolwentów uczelni wyższych Polska może pochwalić się tytułem magistra i jest to najwyższy poziom na świecie. Według raportu średnie zarobki absolwentów uczelni wyższych są dużo wyższe niż osób bez dyplomu, a tylko 25 proc. podejmuje nisko-płatne prace, mniej więcej tyle ile wynosi średnia w OECD.

                    Najnowszy raport Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) pokazuje bardzo pozytywny obraz polskiego szkolnictwa. Odsetek osób w wieku szkolnym w Polsce, które w 2008 r. zdobyło wykształcenie wyższe wyniósł 50 proc., a nasz kraj uplasował się tylko za Finlandią, Słowacją i Irlandią. Ponad 63 proc. absolwentów uczelni wyższych może pochwalić się tytułem magistra i jest to najwyższy poziom na świecie. Łączny odsetek osób z wyższym wykształceniem w Polsce wynosi 20 proc. i jest niższy od średniej OECD na poziomie 28 proc.

                    Co ciekawe, tylko 25 proc. absolwentów w Polsce to humaniści (humanities and arts) czyli dokładnie tyle, ile wynosi średnia w 30 krajach OECD, , które zostały zbadane, a jest dużo niższy niż np. w Niemczech i Irlandii, gdzie ok. 30 proc. absolwentów stanowią humaniści.

                    Piętą achillesową polskiej edukacji wyższej jest liczba inżynierów: tylko 8,6 proc. absolwentów ukończyło kierunki techniczne, dużo mniej od średniej OECD wynoszącej 12 proc. i zdecydowanie gorzej od Korei czy Japonii, które przodują w tym zestawieniu (odpowiednio 23,2 i 19,3 proc.). Matematycy i informatycy (mathematics and computer sciences) to 4,2 proc. osób z dyplomami, nieco poniżej 4,8-proc. średniej dla krajów OECD.

                    Co ciekawe dane OECD oraz wnioski autorów raportu są dużym kontrastem dla wyników ostatniego rankingu szanghajskiego, w którym najlepsze polskie uczelnie UW I UJ zostały sklasyfikowane w czwartej setce.


                    Ten raport wszystko mówi poza jednym.

                    Absolwentów marketingi i zarządzania zaliczył chyba do technicznych?!
            • ssdd1975b Re: Nie tylko pseudomagistrzy 18.02.11, 18:14
              ja niestety prostym informatykiem zostalem... :) i co do statystyki to umiem ja ladnie wprowadzic do systemu i "przetrawic" coibys mogla sobie ja czytac... :) i piekne piecharty robic.. :)

              Czyli generlanie nie umiesz nic zrobic - powiedz mi co to jest znanie sie na programach statystycznych? tzn ze umiesz wprowadzic dane do nich, czy tez umiesz je ustawic od podszewki do konca? Co do negocjacji - co umiesz wynegocjowac? co do projektowania badan sondazowych - to wybacz ale do tego sa specjalisci z danej dziedziny i/lub psychologowie :)

              no pewnie ze wyciaganie wnioskow jest przydatne w wielu zawodach - powiem wiecej w zyciu codziennym rowniez... - jestem ciekaw czy doszlas juz do jakichs konklretnych wnioskow co do tego ze zmarnowalas pare lat swojego zycia i kasy (pewnie rodzicow) na studia po ktorych nikt nie chce CIe zatrudnic??? :)

              rozumiem ze znasz sie rowniez na systemach CRM i calej reszcie potrzebnej do tego zeby miec pojecie o tredach i potrzebach klientow??? :)

              • Gość: Irysek Re: Nie tylko pseudomagistrzy IP: *.toya.net.pl 18.02.11, 18:25
                Jesteś kolejną jednostką mierzącą innych ludzi własną miarą.
                Nie uważam, żebym zmarnowała parę lat życia studiując. Poszerzyłam swoją wiedzę o świecie i zdobyłam wiele umiejętności.
                Studiowałam jeden kierunek dziennie.
                Pracuję w zawodzie od kilku lat.
                Napisałam wcześniej że studiowałam nauki społeczne, ale nie napisałam co konkretnie więc na jakiej zasadzie uważasz, że nie jestem specjalistą w swojej dziedzinie?
    • Gość: alejaja bo sie rzucili wszyscy na studia ! IP: 217.8.188.* 18.02.11, 11:28
      a kase prawdziwa zarabiaja FACHOWCY.

      spawacz z dobrymi uprawnieniami, dobry kucharz, murarz, elektryk.

      JEDYNE studia jakie warto robic, to takie, po ktorych jest sie FACHOWCEM:
      czyli lekarz, prawnik, architekt, budowlaniec, programista itp.

      A tak mamy stada, rzesze bezrobotnych "fachowcow" od niczego: jakies zarzadzanie, administracje itd.
      Magister z zarządzania. Smiechu warte.
      • Gość: gosc Re: bo sie rzucili wszyscy na studia ! IP: *.dynamic.chello.pl 20.02.11, 21:02
        jedyna madra wypowiedz- pewny dochod i tzw kariere zawodowa daja tylko zawody do ktorych wykonywania potrzebna sa 1) uprawnienia -lub specjalistyczne umiejetnosci wymagajace lat praktyki i dobrego rzemiosla , caka reszta jest tak naprawde na pozycji łatwo zastepowalnej masy ludzkiej o krotkim terminie przydatnosci, w dzisiejszym swiecie 90% stanowisk pracy nie wymaga tak naprawde zadnego wyksztalcenia a jedynie pewnych osobniczych predyspozycji
        tak sie sklada ze w Polsce po tzw transformacji jedyna przydatna umiejetnoscia jest wciskanie kitu czyli jak sprzedawac duzo i drogo; w zasadzie to mozna byloby edukacje zakonczyc na podstawwowce - w przedszkolu dzieci uczyloby sie aktywnego telemarketingu a w podstawowce sprzedazy bezposredniej - innych przedmiotow naprawde nie potrzeba
    • zwyklyglupol Około 90 procent "studentów" prywatnych to debile 18.02.11, 11:53
      Ktoś powie,że to mocna teza, ale jest to fakt, potwierdzony empirycznie. Zdarzyło mi się swego czasu studiować na prywatnej uczelni, na szczęście bardzo krótko, bo po tym co tam zobaczyłem zdałem egzaminy i przeniosłem się na uniwerek.

      Powiem krótko-horror intelektualny. W trzydziestoosobowej grupie łącznie ze mną były trzy osoby, które w ogóle chciały się czegokolwiek nauczyć. Reszta to tylko przekrój od lekko upośledzonych do pełnych debili. Grupa facetów, około ośmiu zajmowała na każdych zajęciach ostatnie rzędy i rozpijała wódkę pod stołami. Żeby nie było,że jestem jakimś sztywniakiem, naprawdę ostro szalałem podczas studiów, ale regularne (podkreślam) picie wódki na zajęciach to jakiś obłęd.

      Ludzie w grupie mieli problemy z odpowiedzią na pytania tak podstawowe, że niewiarygodnym się wydawało, że mogli skończyć liceum o zdaniu matury nie wspominając.
      Pomijając ich żadną wiedzę, i bardzo niskie IQ, najgorsze było to,że oni po prostu nie mieli najmniejszego zamiaru się dokształcić, mało tego, za śmieszne uważali takie próby. Rozumiem takie zachowanie w szkole podstawowej, gdzie sam nie lubiłem się uczyć i wiadomo,że dzieci tak mają, ale do cholery jasnej na studiach?

      Studiowaliśmy politologię, w grupie kilkanaście osób nie było w stanie wymienić wszystkich partii politycznych w naszym parlamencie, wiedza o tym, kto jest np. kanclerzem Niemiec wydawała się dla nich abstrakcją nie do ogarnięcia.
      Ale najlepsze były egzaminy. Wtedy pojawiał się na sali cały rok, 180 osób. Gdyby ktoś nakręcił to ukrytą kamerą to zrobiłby reportaż tv stulecia. Profesor zasiadał przy stole, otwierał gazetę i czytał przez dwie godziny, a 180 osób spisywało z podręczników, kser i od siebie nawzajem. W efekcie wszyscy zdawali. Wszyscy!Jak ktoś był analfabetą lub należał do grupy największych kretynów, którzy nawet nie potrafią przepisać, to ewentualnie dostał tróję.

      Z ciekawostek, raz na wykłady przyszło osiem osób, wiadomo nieobowiązkowe, więc trudno mieć pretensję, zdarza się też na uniwersytecie. Jednak fakt,że cały rok zrobił sobie naprzeciwko budynku szkoły grilla i popijawę z wódą, to chyba nie, w każdym razie na uniwerku takich scen nie widziałem. Dopiero interwencja pań z dziekanatu spowodował,że przenieśli się dwieście metrów dalej, do parku.

      Ci wykładowcy, którzy mieli autentyczną chęć nauczania byli załamani. Widziałem smutek i ból w ich oczach podczas ćwiczeń.
      I powiem na koniec-mam gdzieś, że ta banda nie ma pracy, sami i tylko oni sobie na to zasłużyli. Bo ja geniuszem nie jestem, ale fajną prace miałem już na piątym roku studiów, pracę w zawodzie co ważniejsze. I do dzisiaj nie narzekam. Pozdrawiam normalnych.
    • ssdd1975b Re: "DGP": Wzrasta liczba dyplomowanych bezrobotn 18.02.11, 11:55
      a ja sie zapytam tak z glupia troszke - a co oni sobie myesleli w trakcie studiow - ze praca sama do nich przyjdzie??? Dlaczego nie pracowali w trakcie studiow (da sie bo sam tak robilem od 2-ego roku studiow), zdobywalem doswiadczenie w zawodzie ktory studiowalem..

      a pozniej sie dziwia ze maja 24 lata lub i wiecej i nie dostaja pracy w zawodach...:) a pozniej rosnie nam armia urzedasow:)

      porazka...

      PS zawsze mozecie wyjechac z Polski - bo najlepsi to akurat nie maja problemu ze znalezieniem pracy w Polsce - a CI co nie moga to niestety ale pewnie za malo "miedzy uszami" maja...:)
    • Gość: Eddie A. Ludzie oraz niektórzy forumowicze nie rozumieją IP: *.toya.net.pl 18.02.11, 12:01
      że opłaty za studia nie są dobrym rozwiązaniem. Kształcenie będzie dostępne tylko dla tych którzy mają kasę i płacą i oczekują. Zgadzam się, że nie każdy musi, a nawet powinien mieć magistra. Powinno się zdecydowanie zaostrzyć kryteria na studiach wyższych - przy rekrutacji, egzaminowaniu. Teraz jest tak, że ktoś sie może obijać latami a dyplom i tak jakoś wymęczy. Bardzo spadł poziom studentów co ma swoje korzenie niestety na niższych poziomach edukacji, gdzie nie uczy sie myślenia tylko bezkrytycznego wkuwania na pamięć.
      W Polsce jest niestety tak, że państwo (celowo przez małe p) ma edukację i naukę (szczególnie na poziomie wyższym) głęboko w d...e. Systematycznie od lat obniża się wydatki na naukę, uczelnie ratują się przyjmując i przepychając coraz więcej marnych studentów bo za studentem idzie kasa. Dofinansować naukę, ograniczyć liczbę miernych studentów - to są rozwiązania na przyszłość.
    • Gość: pom A Janko Muzykant? IP: *.dynamic.chello.pl 18.02.11, 12:18
      Mówicie o płatnych studiach publicznych. Naprawdę chcecie pozbawić zdolną pracowitą młodzież szans na rozwijanie swoich umiejętności z braku pieniędzy na studia? A uczelnie zapchać burakami dla których rodziców kasa była najważniejszą wartością w życiu i nic innego tym dzieciom nie przekazali. Takiej chcecie wykształconej elity? Bo stypendia to farsa, nie oszukujmy się.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka