javall 12.04.11, 10:25 Studiuja, po co ? Za malo bezrobotnych ? Co najmniej polowa z tych studiujacych powinna isc do pracy. Pytanie tylko gdzie. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: miszcz Połowa młodych w wieku 19-24 lata studiuje IP: *.adsl.inetia.pl 12.04.11, 10:33 To dobra wiadomość dla mnie , bo właśnie otwieram hurtownie i będę miał do wyboru setki magistrów do ładowania palet za minimalną krajową. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magiel-ster Bravo globalizacja, UE bez produkcji bo po co? IP: *.play-internet.pl 12.04.11, 10:40 Jesteśmy skazani na dobrobyt wiedzy i głód pracy, oj będzie się działo no ale skoro państwo nadal stać na utrzymywanie uniwerków to o co chodzi Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: twoja_stara Re: Bravo globalizacja, UE bez produkcji bo po co IP: *.nyc.res.rr.com 12.04.11, 11:16 Gość portalu: magiel-ster napisał(a): > Jesteśmy skazani na dobrobyt wiedzy i głód pracy, oj będzie się działo no ale skoro państwo nadal stać na utrzymywanie uniwerków to o co chodzi Bez tradycji akademii nie ma zachodniej cywilizacji. Ustawiczne kształcenie nie jest tylko kulturowym imperatywem ale przede wszystkim inwestycją która się zwraca. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Bravo globalizacja, UE bez produkcji bo po co? IP: *.dsl.telepac.pt 12.04.11, 11:49 Jaki ma sens ksztalcenie ludzi w sytuacji permanentnego bezrobocia, oficjalnie ok. 10%, a tak naprawde to conajmniej 20-25% sily roboczej? Gdzie beda pracowac ci absolwenci? Kto im stworzy miejsca pracy, szczegolnie dla humanistow? Podatnicy? lech.keller@gmail.com Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: twoja_stara Re: Bravo globalizacja, UE bez produkcji bo po co IP: *.nyc.res.rr.com 12.04.11, 13:11 Gość portalu: Kagan napisał(a): > Jaki ma sens kształcenie ludzi w sytuacji permanentnego bezrobocia, oficjalnie ok. 10%, a tak naprawdę to co najmniej 20-25% siły roboczej? Gdzie będą pracować ci absolwenci? Kto im stworzy miejsca pracy, szczególnie dla humanistów ? Podatnicy? Stanowczo odmawiam odpowiedzi na pytanie które sugeruje amerykanizację europy jako remedium na bezrobocie. Powszechna edukacja jest elementem kultury która ma organiczne pochodzenie i właściwości bez których rozwój społeczny nie jest możliwy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Bravo globalizacja, UE bez produkcji bo po co IP: *.dsl.telepac.pt 12.04.11, 13:17 Powszechna eduakcja nie znaczy, ze kazdy ma isc na studia, jak to jest np. w USA (setki marnych "koledży"). Tyle, ze USA maja Harvard, Yale i MIT, a my? Chyba sobie "jajca" robisz ze mnie... Odpowiedz Link Zgłoś
romad2447 Re: Bravo globalizacja, UE bez produkcji bo po co 12.04.11, 18:57 Gość portalu: Kagan napisał(a): > Jaki ma sens ksztalcenie ludzi w sytuacji permanentnego bezrobocia, oficjaln > ie ok. 10%, a tak naprawde to conajmniej 20-25% sily roboczej? Gdzie beda p > racowac ci absolwenci? Kto im stworzy miejsca pracy, szczegolnie dla humanistow > ? Podatnicy? > lech.keller@gmail.com Kagan,typowe myslenie PRLu,co juz nic nowego nikt nie wymysli,nie powstana nowe zawody, nowe miejsca pracy,swiat jest juz calkowicie rozwiniety ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Bravo globalizacja, UE bez produkcji bo po co IP: *.dsl.telepac.pt 12.04.11, 19:00 Nie, nowe miejsca pracy nie beda powstawac, gdyz nie mamy juz lat 1944-1989, a XXI wiek, w ktorym komputery i roboty zastepuja ludzi przy coraz bardziej zlozonych pracach... Odpowiedz Link Zgłoś
romad2447 Re: Bravo globalizacja, UE bez produkcji bo po co 12.04.11, 19:08 Gość portalu: Kagan napisał(a): > Nie, nowe miejsca pracy nie beda powstawac, gdyz nie mamy juz lat 194 > 4-1989, a XXI wiek, w ktorym komputery i roboty zastepuja ludzi przy coraz bard > ziej zlozonych pracach... Z Twoim mysleniem to tylko usiasc i plakac . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Bravo globalizacja, UE bez produkcji bo po co IP: *.dsl.telepac.pt 12.04.11, 19:53 A masz jakis inny argument oprocz ataku ad personam? Odpowiedz Link Zgłoś
romad2447 Re: Bravo globalizacja, UE bez produkcji bo po co 12.04.11, 22:29 Nie rozumiesz,ze ludzki umysl jest nie ograniczony i zawsze bedzie wymyslal nowe wynalazki . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Bravo globalizacja, UE bez produkcji bo po co IP: *.dsl.telepac.pt 12.04.11, 22:36 Wszystko ma swoj koniec. Nasz Wszechswiat tez. A postep techniczny jest z definicji pracooszczedny! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: masoid Połowa młodych w wieku 19-24 lata studiuje IP: *.play-internet.pl 12.04.11, 11:16 powinni pracować uczciwei a nie tracić czas na studiowanie na miernych uczelniach ____ kredytu.blogspot.com Odpowiedz Link Zgłoś
plendz Re: Połowa młodych w wieku 19-24 lata studiuje 12.04.11, 14:06 albo chociaż studiować uczciwie... Odpowiedz Link Zgłoś
jszania Re: Połowa młodych w wieku 19-24 lata studiuje 12.04.11, 11:38 javall napisał: > Studiuja, po co ? > Za malo bezrobotnych ? w czasie kiedy studiuja nie sa bezrobotni Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Połowa młodych w wieku 19-24 lata studiuje IP: *.dsl.telepac.pt 12.04.11, 12:48 Nasi studenci to sa de facto glownie bezrobotni. to jest tzw. ukryte bezrobocie czyli HIDDEN UNEMPLOYMENT! Dictionary of Cultural Literacy: Economics: hidden unemployment The unemployment or underemployment of workers that is not reflected in official unemployment statistics because of the way they are compiled. Only those who have no work but are actively looking for work are counted as unemployed. Those who have given up looking, those who are working less than they would like, and those who work at jobs in which their skills are underutilized are not officially counted among the unemployed, though in a sense they are. These groups constitute hidden unemployment. Because of hidden unemployment, official statistics underestimate unemployment. Read more: www.answers.com/topic/hidden-unemployment#ixzz1JIx5eHHs Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Iga Re: Połowa młodych w wieku 19-24 lata studiuje IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.04.11, 13:44 Dokładnie. Dodatkowo można iść na fajną praktykę do dobrej firmy. Grunt, żeby tylko znaleźć taką, która cos ci da, a nie tylko będziesz parzyć kawę.. ja mam to szczęście, że udało mi się będąc na 3. roku załapać fajną praktykę. Polecam absolvent.pl to portal, gdzie jest całe mnóstwo ofert pracy dla studentów i absolwentów. A nie tak jak na innych, 3 lata doświadczenia na podobnym stanowisku, na studiach będąc (sic!).. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Połowa młodych w wieku 19-24 lata studiuje IP: *.dsl.telepac.pt 12.04.11, 11:46 Gdyz uczelnie wyzsze w Polsce to sa dzis glownie fabryki i przechowalnie bezrobotnych! lech.keller@gmail.com Odpowiedz Link Zgłoś
plendz Doprowadziliśmy do akademickiej patologii 12.04.11, 12:10 Rząd PO-PSL to kolejny gabinet, który nie rozumie na czym polega "dostosowanie uczelni do rynku pracy". Ludzie o mentalności minister Kudryckiej i jej wielu wielopartyjnych poprzedników, myślą, że postawienie na fabrykowanie dyplomów i zwiększanie "współczynnika scholaryzacji" rozwiąże problemy młodych ludzi i zaspokoi potrzebę wykwalifikowanych kadr. Co gorsza takim ludziom wydaje się, że system akademicki jest od tego, aby w pierwszym rzędzie drukować dyplomy, natomiast ignorują oni potrzebę prowadzenia badań naukowych na najwyższym poziomie. Pracuję na uczelniach wyższych - w dyscyplinie humanistycznej, nauce społeczenej. Instytucje, w których jestem zatrudniony jako wykładowca są zmuszane "odłogować" projekty badawcze, natomiast "moce przerobowe" kierować "na dydaktykę". Pensum 210-240 godzin (w zależności od stopnia ogłupienia senatów uczelni realizujących wytyczne paskudnego prawodastwa) jest wykonywane przez pracowników naukowych w 150-300% w zależności od potrzeb wydziału, jednostki, ewentualnie chęci zarobienia pracownika. Najczęściej jednak takie pensum to katorga, na którą zsyła się młodszych pracowników dydaktyczno-naukowych, najczęściej nieprzygotowanych do prowadzenia zleconych przedmiotów. Nie muszę dodawać, że taki młody pracownik powinien w pierwszej kolejności robić doktorat/habilitację - prowadzić wartościowe badania, publikować wartościowe artykuły i książki, a dopiero gdy sam osiągnie odpowiedni poziom - brać się za nauczanie innych i to w takim zakresie, na którym się zna. Jednak nikt nie zwalnia pracowników z tego obowiązku - doktorat i habilitację powinni zrobić w określonym czasie, w innym przypadku można ich zwolnić. Dlatego wielu moich znajomych pisze bezwartościowe publikacje na podstawie byle jak odwalonych badań, lub zgoła bez nich. Potem wyniki/artykuły są publikowane w "zaprzyjaźnionych" pismach i oceniane przez "zaprzyjaźnionych", albo "rozumiejących sytuację" recenzentów. Bezwartościowe pisma "naukowe" wyrastają jak grzyby po deszczu, a ponadto za redakcję albo sekretarzowanie takowej są punkty. Zajęcie "odwalane" przez nieprzygotowanych wykładowców są prowadzone dla nieprzygotowanych studentów, którzy nie dość, że nie znają podstaw humanistyki, historii, geografii, języków obcych, to najczęściej nie potrafią posługiwać się językiem polskim na poziomie gimnazjum, a co tu marzyć o maturze, którą wszakże zdali. 2/3 do 3/4 studentów każdego rocznika powinno odpadać ze studiów po I roku, albo conajmniej powtarzać egzaminy. Jednak za egzaminowanie się nie płaci, więc wykładowcom nie opłaca się "ulewać" studentów i ich egzaminować poprawkowo i komisyjnie. Ponadto zapanowała praktyka dorabiania sobie przez uczelnie na "warunkach", które sprzedaje się studentom bez konsultacji z egzaminatorami. Inną praktyką jest opisywane już w mediach zaliczanie przedmiotów za plecami prowadzących. Wszystko dlatego, że w naszym "dostosowanym do rynku" (tylko, że nie pracy, a dyplomów) systemie pieniądz idzie za studentem, niezależnie od jakości studenta i programu/poziomu kierunku, który studiuje. Państwowa Komisja Akredytacyjna nie kontroluje poziomu nauczania, a tylko ogranicza się do papierów i fasadowych rozmów z kadrą i studentami. Aby to zmienić... po pierwsze tekę ministra nauki powinno powierzyć się naukowcowi, który osiągnął sukces w badaniach i rozumie złożoność działalności naukowej oraz misję szkolnictwa wyższego. Z całym umiarkowanym szacunkiem, p. Kudrycka nie jest raczej naukowcem, a osobą pracującą w dydaktyce/administrowaniu uczelnianym. Wie, jak dorobić na dydaktyce, ale nie sądzę (może się mylę) aby kiedykolwiek stanęła przed problemem prowadzenia długofalowych badań naukowych. po drugie, pieniądze powinny iść za kadrą - im lepsza kadra i badania, tym większe pieniądze. Dopiero prawdziwi fachowcy gwarantują lepszy poziom dydaktyki. Po trzecie - o czym się mówi, ale nie robi konkretnie - powinno się oddzielić szkolnictwo wyższe-zawodowe od szkolnictwa wyższego-naukowego, a przede wszystkim funcjonalnie rozdzielić kompetencje ministra nauki od minstra szkolnictwa wyższego. Oznaczałoby to utratę większości studentów przez kierunki humanistyczne, ale prawdę mówiąc nie widzę potrzeby produkowania 5000 socjologów i 4000 pedagogów rocznie. Może mają fajne studia (w co wątpię, bo raczej marnują na nich czas, gdyż nie mają szansy wziąć udziału w ciekawych zajęciach i badaniach), ale nie mają szans pozostać w zawodzie. Równie dobrze by skorzystali na 2-miesięcznym kursie dla sekretarek, a może i nauczyliby się tam sprawnie pisać po polsku... Po kolejne - skończyć z praktyką "przepychania" studentów na kolejne lata - to zabija resztki ambicji i motywacji aby doskonalić się - czy się stoi, czy się leży, dyplom mi się wciąż należy. Przecież wciąż w naprawdę wielu przypadkach pracę załatwia się głównie dzięki koligacjom, zaś dyplomy służą do sprecyzowania wymogów ustawianych konkursów (zrób kotku dyplom, to ci coś znajdziemy), a widzę po wielu moich studentach, że urawniłowka żyje - ambitni studenci bywają szykanowani przez resztę... System, w którym pracuję bardzo mi się nie podoba. Jako dziecko wbiłem sobie do głowy, że chcę być naukowcem, prowadzić badania, zostawić po sobie jakiś dorobek. Te marzenia są m.in. przez p. minister konsekwentnie zabijane - wraz z władzami nauki polskiej i kolejnymi rządami postanowiła ona, iż abym mógł przeżyć i utrzymać rodzinę, muszę pracować na kilka etatów, "wykonywać 300% normy", w nieustająco niejasnych uwarunkowaniach awansu, przy ciągłej deprecjacji prestiżu mojego zawodu, przy odczuwalnej niechęci tej części kolegów, która nie ma "ikry" do organizowania ciekawych zajęć dla studentów oraz badań naukowych (zwłaszcza środków na nie) i bez wystarczający środków na badania. Nie podoba mi się to, że studenci nie są traktowani jako potencjalni "adepci sztuki", lecz jak sztubacy, przy jednoczesnej tolerancji dla bylejakości i braku podstawowych kompetencji wielkiej ich grupy. Mógłbym ciągnąć ten temat w nieskończoność, ale muszę wracać do pisania artykułu - uwaga - opartego na wynikach pracy badawczej, który został mi zwrócony, ponieważ pewne zwroty nie przypadły do gustu redakcji. Merytorycznych uwag nie doczekałem się żadnych, więc jestem niezmiernie wdzięczny redakcji za odesłanie mi tekstu do poprawki - sam znalazłem kilka miejsc, gdzie zabrakło mi precyzji i mogłem je poprawić... Kolejne teksty napiszę już po angielsku i wyślę tam, gdzie będę miał szansę na merytoryczną dyskusję... za granicę. Sam nie chciałbym się tam znaleźć, bo pragnę by dzieci wychowywały się w Polsce, ale p. minister kontynuuje misję poprzedników i daje mi do zrozumienia, że podobnie jak jej obecni eksperci za komuny, powinienem poszukać sobie jakiejś pracy na Zachodzie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kuba Re: Doprowadziliśmy do akademickiej patologii IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.04.11, 12:25 Dzięki za ten tekst. Odpowiedz Link Zgłoś
plendz Re: Doprowadziliśmy do akademickiej patologii 12.04.11, 13:49 Proszę. Tylko nie wiem, co on da. W końcu fora gazetowe nie mają praktycznie żadnego przełożenia na "opinię publiczną". Większość ich czytelników i autorów wpisów ma z góry wyrobioną opinię. Dyskusje najczęsciej są żenujące i kończą się wymianą wyzwisk, a co najmniej próbami przyklejenia metki politycznej... Podejrzewam, że w dużej częsci masz takie zdanie jak ja, więc zapewne ucieszyłeś się, że jest osoba myśląca podobnie. Ja też się z tego cieszę, a wiem, że olbrzymia część środowiska akademickiego myśli podobnie. Tylko, że to jest ta część, która ma tyle pracy, że nie jest w stanie czasowo się wyrobić aby kopać się z ministerialno-parlamentarnym koniem. Podobno Solidarność planuje strajk pracowników naukowych. Jeśli się okaże, że to prawda, to po raz pierwszy od lat przyłączę się do akcji tego związku. Zostanę przez kolegę Niesiołowskiego odsądzony od czci i wiary, czy też przyłączy się on do akcji? Że jak był PiS i SLD to siedziałem cicho? Nie wiem, i mam to gdzieś. Nie mam zamiaru skandować, że "zdrajcy" i "Donek musi odejść", tylko "Pracy i chleba". Bo ten rząd, a w szczególności prof. Kudrycka, to tylko kolejna odsłona dramatu, który dla mojego pokolenia zamienia się w porządną tragedię. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Doprowadziliśmy do akademickiej patologii IP: *.dsl.telepac.pt 12.04.11, 19:04 Obawiam sie, ze olbrzymia wiekszosc polskiej profesury jest zadowolona z obecnego staus quo, z tego, ze nie musi konkurowac z lepszymi od siebie, np. ze mna... A strajk bylby dobry, bo by dal okazje do lock-outu, czyli do zdymisjonowania strajkujacych i do zamkniecia wiekszosci polskich "óczelni wyrzszyh", co by dalo olbrzymie oszczednosci w budzecie... lech.keller@gmail.com Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Połowa młodych w wieku 19-24 lata studiuje IP: *.dsl.telepac.pt 12.04.11, 12:36 Jak mozesz, to napisz do mnie 'plendz' na lech.keller@gmail.com. Prowadze bowiem badania nad upadkiem polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyzszego. W wielkim skrocie: Polska sie nie liczy dzis w nauce swiatowej czy nawet europejskiej. Projekty badawcze z Polski (i ogolnie ze wschodu Europy), rozwalaja sie glownie na metodzie, a wlasciwie jej braku - nawet UW i SGH chca pieniedzy na przeprowadzanie 'badan' typu przeczytania 'n' ksiazek i artykulow, zebrania danych z 'n' rocznikow statystycznych, ew. wyslania "n" ankiet i na tej podstawie wklepania danych do programu typu SPSS, uyskania zestawu, na ogol nic nie znaczacych, cyferek (zasada GIGO, czyli smieci na wejsciu=smieci na wyjsciu) i na tej podstawie napisania koncowego raportu. Ale to przeciez dzis nie wystarczy, jak sie chce uprawiac nauke na swiatwym, czy chocby tylko europejskim poziomie. Wydaje mi sie, ze nasi naukAwcy chca glownie wyludzic od podatnikow pieniadze na tzw. turystyke konferencyjna. Natomiast projekty z Zachodu, sa na ogol warte sfinansowania przez podatnikow, gdyz nie tylko, ze zajmuja sie one realnymi problemami, ale takze sa opracowywane przez ludzi, ktorzy doskonale znaja metodologie badan naukowych. Niestety, ale nauka w Polsce i ogolnie na wschodzie Europy strasznie upadla w ciagu ostatnich 20-30 lat, a na Zachodzie poszla ona do przodu (przez "Zachod" rozumiem tu oczywiscie tylko najbogatsze kraje Europy, czyli ze bez Grecji, Portugalii czy nawet poludnia Wloch). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Połowa młodych w wieku 19-24 lata studiuje? IP: *.dsl.telepac.pt 12.04.11, 12:42 PS: Obraz polskich młodych naukowców przedstawiony przez Europejską Radę do spraw Badań Naukowych (European Research Council - ERC), która promuje naukę i wspiera najzdolniejszych uczonych jest wręcz tragiczny: „Mizerny dorobek naukowy, brak oryginalnych pomysłów, śladowa liczba publikacji w prestiżowych pismach naukowych, a do tego słaba znajomość języków obcych.” (www.polskatimes.pl/2,39417.htm). Bardzo marnie też poradzili sobie młodzi polscy uczeni (tu definiowani jako będący od 2 do 9 lat po doktoracie) w rywalizacji o granty z ERC. Według oficjalnego raportu Ministerstwa Nauki, do podziału w unijnym konkursie była dość spora suma, a mianowicie około 335 milionów euro, o którą konkurowali naukowcy z 88 państw. Polacy złożyli nieco ponad 2% projektów (210 na 9196). Komisja konkursowa zaakceptowała zaledwie trzy polskie wnioski (niecałe półtora procenta), ale żaden z nich nie będzie realizowany na polskiej wyższej uczelni. Badania te zostaną przeprowadzone w Italii i RFN, albowiem na polskich uniwersytetach brakuje odpowiedniego wyposażenia. Przepadły m. in. wnioski z naszych czołowych uniwersytetów - Warszawskiego i Jagiellońskiego (oba zgłosiły po 21 projektów). Nasi naukowcy przegrali nie tylko z reprezentantami takich tradycyjnych naukowych potęg, jak Francja czy Wielka Brytania, ale też z naukowcami z krajów, z którymi do niedawna mogliśmy się równać, np. z Węgier i Czech. Tak więc z 335 mln unijnych euro, ani jeden cent nie trafi do polskich uczelni, jako iż ERC uznał nasze projekty za „mało ambitne, marginalne i niewnoszące nic nowego”. Cóż więc należy zrobić a by zmienić ten katastrofalny wręcz stan rzeczy? Nie ma chyba wątpliwości, iż potrzebujemy w Polsce (jak i w całej prawie UE) gruntownej reformy nauki i szkolnictwa wyższego, w tym likwidacji takich iście feudalnych instytucji, wciąż obecnych w wielu krajach Unii, jak państwowe akademie nauk, habilitacja i dożywotnia profesura z państwowej nominacji, a także potrzebujemy pełnego otwarcia instytucji naukowych w krajach-członkach UE dla zagranicznych naukowców oraz liberalizacji przepisów w celu zwiększenia wewnątrz-krajowej i wewnątrz-unijnej mobilności kadry naukowej zarówno pionowej (awanse) jak i poziomej (transfery). Moim zdaniem w nauce powinni zostać tylko jej entuzjaści, stad postulat wyższych plac dla naukowców uważam za chybiony. Polsce trzeba nie więcej pieniędzy na naukę, a raczej prywatyzacji 90% państwowych uczelni, to jest wszystkich poza czołowymi uniwersytetami w głównych ośrodkach akademickich kraju (Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Łódź, Lublin, Toruń, Gdańsk, Katowice i Szczecin). Najlepsze politechniki (Warszawa, AGH, Gliwice, Wrocław i kilka jeszcze innych) oraz SGH i SGGW powinny być co najwyżej półprywatne (państwo powinno finansować na nich tylko tzw. badania podstawowe), a reszta wyższych uczelni (poza artystycznymi i wojskowymi) w RP powinna być zamknięta bądź też sprywatyzowana, aby nie obciążać ponad miarę podatników. Z podatków powinno się zaś finansować naukowców i studentów, w zależności od ich wyników (pracy i nauki), a nie, jak dziś, uczelnie. I wilk (student i wykładowca) i owca (podatnik) będą wtedy zadowoleni... Tak więc podsumowując w punktach: 1. Polska nauka potrzebuje nie więcej pieniędzy a mniej. Przede wszystkim należy obniżyć pensje profesorom, rektorom i dziekanom tych uczelni państwowych, które osiągają wyniki poniżej średniej krajowej, ogólnie zmniejszyć ilość profesorów a na ich miejsce przyjąć więcej asystentów i adiunktów, czyli tych, którzy naprawdę prowadzą badania naukowe. 2. Drakońska kuracja w polskiej nauce polegać powinna głównie na zlikwidowaniu takich feudalno-bolszewicko-bizantyjskich instytucji jak: • PAN, • habilitacje i • dożywotnie, belwederskie profesury. 3. Studenci powinni w olbrzymiej większości studiować na prywatnych uczelniach. Każdy student zdający egzaminy w terminie powinien otrzymać pożyczkę od rządu na pokrycie czesnego i kosztów życia. Podobnie jak australijskie HECS, pożyczka ta była by spłacana przy pomocy systemu podatkowego od chwili, gdy absolwent przekroczy średnie krajowe wynagrodzenie. 4. Pełne otwarcie instytucji naukowych w krajach-członkach UE dla zagranicznych naukowców, co oznaczać musi radykalne uproszczenie procedury nostryfikacyjnej, która powinna być odebrana uczelniom, które utrudniając nostryfikację, blokują przypływ do Polski naukowców (w tym osób polskiego pochodzenia) z kwalifikacjami zdobytymi na najlepszych zachodnich uczelniach (szczególnie dotyczy to osób z kwalifikacjami uzyskanymi w USA, Australii, Kanadzie, Nowej Zelandii i RPA). 5. Liberalizacja przepisów w celu zwiększenia wewnątrz-krajowej i wewnątrz-unijnej mobilności kadry naukowej zarówno pionowej (awanse) jak i poziomej (zmiana uczelni). 6. Prywatyzacja około 90% liczby państwowych uczelni, to jest praktycznie wszystkich poza czołowymi uniwersytetami w głównych ośrodkach akademickich kraju, takich jak Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Łódź, Lublin, Toruń, Gdańsk, Katowice i Szczecin. Najlepsze politechniki (Warszawska, AGH, Gliwicka, Wrocławska i może jeszcze kilka jeszcze innych) oraz SGH i SGGW powinny być półprywatne, to znaczy, że panstwo powinno finansować na nich tylko tzw. badania podstawowe, a reszta państwowych wyższych uczelni (poza artystycznymi i wojskowymi) powinna być zamknięta bądź sprywatyzowana, aby nie obciążać ponad miarę podatników. W Polsce widzę miejsce na góra 3-4 DOBRE wydziały filozofii, 5-6 DOBRYCH politechnik i góra 10 DOBRYCH wyższych szkol pedagogicznych (wliczając w to wydziały pedagogiki na uniwersytetach). Reszta uczelni (poza wspomnianymi artystycznymi i wojskowymi) może i powinna być prywatna. Weryfikacja kadr i uczelni powinna się zaś odbywać głównie przez rynek, który jest jedynym obiektywnym i niekorumpowalnym arbitrem. Ci, którzy są przeciwni rynkowej weryfikacji są po prostu -6 zwolennikami układów i układzików funkcjonujących w obecnym systemie, a które doprowadziły do jego obecnej zapaści. Zaznaczam tu, iż mam na myśli prawdziwą prywatyzację a nie oddanie majątku za darmo pracownikom (najczęściej dotychczasowemu kierownictwu), którzy firmę (tu uczelnię) doprowadzili do skraju upadku. Proponuje więc zrobienie na początek z SGH uczelni światowej klasy poprzez wymianę 80-90% jej kadry (głównie profesorskiej), zatrudnienie większej ilości asystentów i doktorów niż profesorów, wprowadzenie studiów głównie w języku angielskim i za pełną odpłatnością (dla ubogich studentów proponuję stypendia, ale rządowe - stypendia uczelniane powinny być tylko dla studentów rokujących najlepsze perspektywy, czyli niekoniecznie tych z najlepszymi wynikami, ale dla tych najbardziej kreatywnych). A co do reszty: uważam, iż lepiej jest kształcić DOBRYCH hydraulików i glazurników niż marnych inżynierów, magistrów czy innych doktorów W skrócie: państwo powinno finansować konkretnych naukowców, konkretne programy badawcze i konkretnych studentów, a nie, jak dziś, uczelnie, jako iż naukę robią ludzie, a nie mury, biurka i kwestury. lech.keller@gmail.com Odpowiedz Link Zgłoś
plendz Z całym szacunkiem, ale rząd to właśnie robi... 12.04.11, 13:35 Oczywiście jestem złośliwy;-) Gość portalu: Kagan napisał(a): Tak więc podsumowując w punktach: 1. Polska nauka potrzebuje nie więcej pieniędzy a mniej. Przede wszystkim należy obniżyć pensje profesorom, rektorom i dziekanom tych uczelni państwowych, które osiągają wyniki poniżej średniej krajowej, ogólnie zmniejszyć ilość profesorów a na ich miejsce przyjąć więcej asystentów i adiunktów, czyli tych, którzy naprawdę prowadzą badania naukowe. P:Nie podwyższając pensji (zamrażarka) i nie zwiększając liczby etatów naukowych kolejne rządy realnie zmniejszają środki na naukę, pomimo zobowiązań lizbońskich. Jestem ciekaw, jak księguje się miliardowe wydatki na rozbudowę infrastruktury (ale nie oszukujmy się, nie naukowej) uczelni. Powstają nowe budynki, remontuje się toalety, nie ma na badania i upowszechnianie - w tym peer reviews przez "niezaprzyjaźnionych" ekspertów. Pieniądze kieruje się do tych, "którzy naprawdę prowadzą badania" i dydaktykę, czyli rozumieją w lot "myśl ministerstwa" i potrafią odpowiednio sfabrykować statystyki, bo przecież w Polsce najważniejsze są współczyniki i słupki, tudzież punkty. Mniej ważne jest, za co w istocie te punkty są przyznawane;-)) A poważniej - każdy system mozna obejść. Bez zmian mentalnych, choćbyś nie wiem jaki system zaprojektował, ktoś znajdzie metodę aby go zdeprawować... 2. Drakońska kuracja w polskiej nauce polegać powinna głównie na zlikwidowaniu takich feudalno-bolszewicko-bizantyjskich instytucji jak: • PAN, • habilitacje i • dożywotnie, belwederskie profesury. P: Tu już pojechałeś ideologicznie, podobnie zresztą jak wielu doradców p. minister. W praktyce PAN bije na głowę wszystkie uniwerki jeśli chodzi o jakość badań i publikacji. Oczywiście specyfika PAN się różni, nie ma dydaktyki I i II stopnia studiów (no i ma "złe" pochodzenie, ale obecnie tam pracujący naukowcy nie mają nic wspólnego z tym grzechem pierworodnym), za to mam wrażenie, że istnieje program likwidacji PAN poprzez zniechęcanie obecnych i potencjalnych kadr do pracy w nim. Pensja profesora Urbańczyka z IAE PAN, o czym pisał niedawno, wynosi 2,7 tys. zł... Pensja adiunkta 1820 zł, pensja docenta - 2100 zł... Wdrożono program stopniowego obcinania środków na działalność statutową. Pani minister nie zgodziła się na podwyżkę w PAN nawet do poziomu uniwerków, chociaż nowa ustawa o PAN przewiduje tam dydatkykę III stopnia i na studiach podyplomowych. Profesorowi Urbańczykowi odpowiedziała, że naukowcy nie potrzebują podwyżek, bo i tak sobie dorobią... Żenada... Jeśli chodzi o habilitacje - mnie jest wszystko jedno jak się będą nazywały stopnie awansu. Zależy mi za to, aby kryteria były czytelne, aby każdy, kto robi doktorat wiedział co będzie musiał robić dalej aby osiągać wyższą, coraz bardziej niezależną pozycję. Profesury belwederskie bym utrzymał, ale tylko na takiej zasadzie jak członkostwo w PAN, czy PAU, albo na zasadzie koronacji dorobku, czy nadania szlachectwa dla prawdziwych autorytetów - mozna zastąpić jedne drugimi;-) 3. Studenci powinni w olbrzymiej większości studiować na prywatnych uczelniach. Każdy student zdający egzaminy w terminie powinien otrzymać pożyczkę od rządu na pokrycie czesnego i kosztów życia. Podobnie jak australijskie HECS, pożyczka ta była by spłacana przy pomocy systemu podatkowego od chwili, gdy absolwent przekroczy średnie krajowe wynagrodzenie. P: To dla mnie kwestia techniczna - ważna, ale dotycząca "tych co muszą". Studenci powinni przede wszystkim zyskać rzetelną informację o uczelniach, które mają do wyboru - o ich poziomie, jakości kształcenia itd. i w oparciu o to świadomie decydować, szacować, czy sprostają merytorycznie i finansowo wymogom. Teraz to fikcja. 4. Pełne otwarcie instytucji naukowych w krajach-członkach UE dla zagranicznych naukowców, co oznaczać musi radykalne uproszczenie procedury nostryfikacyjnej, która powinna być odebrana uczelniom, które utrudniając nostryfikację, blokują przypływ do Polski naukowców (w tym osób polskiego pochodzenia) z kwalifikacjami zdobytymi na najlepszych zachodnich uczelniach (szczególnie dotyczy to osób z kwalifikacjami uzyskanymi w USA, Australii, Kanadzie, Nowej Zelandii i RPA). P: Pełna zgoda - to nie powinna być arbitralna decyzja rady, tylko ew. komisji, która porównuje papiery z czytelnymi wymogami (których w Polsce jeszcze nie ma). A do tego powinno się podpisać umowy z krajami, których nauka stoi na dobrym poziomie - boję się tylko, że nie zostało to jeszcze zrobione, bo tamte kraje nie mają zaufania do naszego poziomu. I tu się koło zamyka... 5. Liberalizacja przepisów w celu zwiększenia wewnątrz-krajowej i wewnątrz-unijnej mobilności kadry naukowej zarówno pionowej (awanse) jak i poziomej (zmiana uczelni). P: I tu wracamy do pieniędzy oraz "konkursów" i koligacji. W Polsce mobilność jest słaba, bo ludzie pozostają w nauce głównie dzięki pomocy finansowej swych rodzin. Żeby mieć gdzie mieszkać muszą brać wielodziesięcioletnie kredyty poręczane przez bliskich (a doktorant i tak nie dostanie, bo banki uważają, że to frajer). Współmałzonkowie też muszą pracować, często nie mają perspektyw na znalezienie porównywalnej pracy w nowym miejscu (gdzie np.nie mają koligacji;-)) W ten sposób bardzo wiele osób nie stać na zmiany miejsca zamieszkania, bo nawet etat profesorski nie gwarantuje możliwości związania konca z końcem. Więc jeśli chcemy mobilności - musimy znaleźć na nią duuuże środki. Postulat więc fajny, ale przy mentalu obecnej klasy politycznej - nierealizowalny... Jeśli chodzi o awans "pionowy" - pełna zgoda, tyle, że jak chcemy mieć naukowców z Zachodu, to musimy im dobrze zapłacić, z kolei sytuacja, gdy za taką samą pracę będziesz dostawał 4 razy mniej, niż Twój kolega, tylko dlatego, że miał on szczęście urodzić się na Zachodzie jest trudna do zaakceptowania. W Niemczech to przerabiają na własnej skórze... 6. Prywatyzacja około 90% liczby państwowych uczelni, to jest praktycznie wszystkich poza czołowymi uniwersytetami w głównych ośrodkach akademickich kraju, takich jak Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Łódź, Lublin, Toruń, Gdańsk, Katowice i Szczecin. Najlepsze politechniki (Warszawska, AGH, Gliwicka, Wrocławska i może jeszcze kilka jeszcze innych) oraz SGH i SGGW powinny być półprywatne, to znaczy, że panstwo powinno finansować na nich tylko tzw. badania podstawowe, a reszta państwowych wyższych uczelni (poza artystycznymi i wojskowymi) powinna być zamknięta bądź sprywatyzowana, aby nie obciążać ponad miarę podatników. W Polsce widzę miejsce na góra 3-4 DOBRE wydziały filozofii, 5-6 DOBRYCH politechnik i góra 10 DOBRYCH wyższych szkol pedagogicznych (wliczając w to wydziały pedagogiki na uniwersytetach). Reszta uczelni (poza wspomnianymi artystycznymi i wojskowymi) może i powinna być prywatna. P: To powinien być proces naturalny. Już teraz uniwerki mogłyby zostać oddane samorządom terytorialnym w współzarząd, a na pewno można by wpuścić kapitał prywatny szerszym strumieniem w zamian za udział jego przedstawicieli w decyzjach uczelni państwowych. Ale to jest przełamywanie kolejnych barier mentalnych. I nie jest to warunek niezbędny do rozpoczęcia procesu budowy prawdziwej nauki w Polsce. Moje wnioski są częściowo różne od Twoich, - powinniśmy odwórcić hierarchię - naukowiec musi być ważniejszy od studenta, a do tego mieć środki na dobre badania i obowiązek ich robienia. Ci którzy nie chcą badać, niech się przestasną wygłupiać i zostaną starszymi wykładowcami, których też potrzeba. uniwerki powinny się zajmować NAUKĄ, a szkoły wyższe dydaktyką zawodową. Trzeba mocno dorzucić pieniędzy na badania i wynagrodzenia, ale przy przejrzystym i konsekwentnym systemie kontroli. Gdybym przyzwoicie zarabiał na jednym etacie i miał wybór instytucji, do których można aplikować o granty badawcze, z pewnością pracowałbym lepiej, moje wyniki miałyby większą wartość i mógłbym spokojnie konkurować z kolegami z Zachodu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Z całym szacunkiem, ale rząd to właśnie robi. IP: 193.136.157.* 12.04.11, 15:07 1. Jesli to rzeczywiscie robi, to znaczy, ze dobrze robi! Tyle, ze robi to za pozno i za wolno. Zas jako iz dzialania praw rynku sie nie da obejsc, stad tez wyzsze studia, jako dobro luksusowe, moga byc z powodzeniem w 100% sprywatyzowane, w odrozneniu od sluzby zdrowia czy tez szkol podstawowych. 2. Jako ekspert unijny wiem, jak tragicznie niski jest poziom instytutow PAN w humanistyce i naukach spolecznych. Wiele dalo by sie zaoszczedzic zamykajac np. IBL, INE, INP etc. Instytut Podstawowych Problemow Techniki PAN to tez skansen z lat PRLu. 3. Bezplatne studia nie sa szanowane. Moj syn sie wzial porzadnie za studia inzynierskie w Australii dopiero po tym, kiedy sie dowiedzial ile placa tam za rok nauki studenci z Azji... 4. Australia uznaje (praktycznie automatycznie) dyplomy UW, UJ, AGH, SGGW i SGH (SGPiS), wiec w czym problem, aby w Polsce uznawac dyplmy przynajmniej 10 najlepszych australijskich uniwersytetow? 5. Na dobrej polskiej uczelni moge pracowac za obecnie obowiazujace stawki. Tyle, ze w Polsce jestem oficjalnie tylko mgr - dr staje sie zas "cudownie" zaraz po przekroczeniu granicy Niemiec czy Szwecji albo Danii... 6. Naukowiec powinien byc najwazniejszy w instytucie naukowym, ktory moze byc przy uczelni, ale na uczelni najwazniejszy powinien byc student. Pozdr. lech.keller@gmail.com Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: einfach no i prosze z lewaka wyszlo powietrze IP: *.dynamic.mnet-online.de 12.04.11, 13:48 teraz nastepne laboratorium w celu badania poziomu wyksztalcenia ogolu mlodych z duzych miast wyksztalconych w ostatnim dwudziestoleciu kagan bedzie tworzyl nowe,polskie tz elity za pomoca mocno reglamentowanej oswiaty a nielepiej poczytac komu zawdzieczamy w europie bezplatna edukacje zamiast wypisywac brednie problem polskiej nauki polega wlasnie na niedouczeniu tych ktorzy ucza innych jak byc niedouczonym i wygladac jak uczony niech kagan douczy sie troche historii ostatnich stu lat europy bo to pomoze mu zrozumiec pewne procesy zachodzace w polsce i europie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: no i prosze z lewaka wyszlo powietrze? IP: 193.136.157.* 12.04.11, 15:08 Ciekawy to "lewak", ktory chce prywatyzowac wyzsze uczelnie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: twoja_stara Re: no i prosze z lewaka wyszlo powietrze? IP: *.nyc.res.rr.com 13.04.11, 12:57 Gość portalu: Kagan napisał(a): > Ciekawy to "lewak", ktory chce prywatyzowac wyzsze uczelnie... Prywatyzacja nauki jest jak najbardziej lewackim pomysłem. Dlatego, że nauka po to by spełniała kryteria wytworu pracy intelektu musi być niezależna od doktryn i ideologii a naukowcy wolni od nacisków. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: no i prosze z lewaka wyszlo powietrze? IP: *.dsl.telepac.pt 13.04.11, 13:06 Myli ci sie wyraznie lewactwo z neoliberalnym oszolomstwem... A panstwowa nauka jest wlasnie najbardziej zalezna od ideologii wyznawanej przez wladze danego panstwa. Np. taki IPN... Odpowiedz Link Zgłoś
paulhandyman Połowa młodych w wieku 19-24 lata studiuje 12.04.11, 12:39 Nie oszukujmy się Studia nie są dla każdego ! Uczenlnie nie są po to by "odbębnić" 3 czy 5 lat, kombinując w międzyczasie jak "załatwić" zaliczenie, zapłacić za napisanie, by efektem końcowym był mało znaczący "świstek papieru". Studia są dla ludzi z pasją, pragnących zgłębiać wiedzę w danej dziedzinie. Studia są niezwykle ciężką pracą, którą należy rozpoczynać już na etapie gimnazjum. Jeśli ktoś idzie na studia w celu zdbycia "papierka" to robi sobie wielką krzywdę i traci kilka lat ze swojego życia. Tylko niewielka grupa ludzi, którzy pracowali przez kilka lub kilkanaście lat z pasją nad zdobywaniem wiedzy teoretycznej i praktycznej jest w stanie znaleźć ciekawą i dobrze płatną pracę.... Dodać należy, że dobra praca i dobre wynagrodzenie jest niejako skutkiem ubocznym ciężkiej pracy na studiach, a nie jej celem ! Dzisiejszy system edukacji w Polsce jest teatrem iluzji w którym sprzedaje się obietnice o znalezieniu dobrej pracy i szczęśliwym życiu po uzyskaniu dyplomu magistra czy inżyniera. 70% obecnych studentów nie powinna nigdy znaleźć się na uczelniach, a zająć się parktyczną nauką zawodu, który będzie w stanie dać im umiejętności zarabiania pieniędzy na przeciętne życie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Połowa młodych w wieku 19-24 lata studiuje? IP: *.dsl.telepac.pt 12.04.11, 12:45 No cóż, przecież prawdziwa rola tzw. uniwerstytetow w polskim spoleczenstwie to dzis niestety, ale nie dzialalnosc naukowa i naukowo-dydaktyczna, ale: 1. dla mlodych ludzi: - "dorosle" wakacje na koszt panstwa oraz - rynek matrymonialny. 2. Dla wladzy: - sposob na walke z bezrobociem, szczegolnie wsrod mlodziezy, - sposob na walke z bezrobociem wsrod fizykow i archeologow, - dyspozycyjny "autorytet" polityczny; na skinienie palcem, - przechowalnia dla politykow chwilowo na bocznym torze, - podkladka i przykrywka pod przekrety (...naukowo udowodniono...). 4. Dla gospodarki: - nakrecanie rynku wynajmujacym mieszkania i firmie Durex (ogolnie producentom srodkow antykoncepcyjnych) 3. Dla pracownikow owych “wyzszych” uczelni: - platnik ZUSu dla urodzonych w niedziele, - biuro podrozy (tzw. konferencje), - pretekst do towarzyskiej afirmacji (...jak wykladalem/bylem na Oxfordzie...). (forum.gazeta.pl/forum/w,245,102112498,102176585,W_wiezy_z_kosci_slonioniowej.html). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kamix Studia to czas na eksperymenty zawodowe IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.04.11, 13:51 Studia w pewnym sensie są przedłużeniem dzieciństwa, łagodnym wejściem w dorosłość. Wielu studentów pracuje i uczy się jednocześnie. Co więcej studia to też czas, kiedy możesz poznać swoje mocne strony, można brać udział w różnych konkursach, zadbać o rozwój zainteresowań etc. Jest na przykład fajny konkurs Stypendium z Wyboru, gdzie możesz wygrać kasę na jakieś szkolenie, kurs czy coś co pomoże Ci podnieść kwalifikacje.. Także można w fajny sposób poprawić swoje szanse na rynku pracy.. Nie każdy już w liceum wie, w czym jest dobry i w jakim zawodzie chce pracować.. Odpowiedz Link Zgłoś
plendz Re: Studia to czas na eksperymenty zawodowe 12.04.11, 14:05 Zgadzam się. Tylko, że pójście na studia powinno być traktowane jako zobowiązanie - mogę fajnie spędzic młodość, ale w zamian dołożę starań, aby tych lat nie zmarnować, postaram się wykorzystać każdą sposobność aby się rozwijać, wypełnię wymagania akademickie. A przede wszystkim do studiów trzeba być przygotowanym. Nawet jeśli nie wiesz, kim chcesz być, to nie pchaj się tam, gdzie jesteś za słaby. Nie znasz polskiego i choćby angielskiego, nie czytasz książek, nie masz szerokich zainteresowań - nie idź na humanistykę. Nie znasz matmy i np. angielskiego - nie idź na polibudę, czy ścisłe. Nie znasz żadnej z tych rzeczy, nie idź na żadne studia, bo marnujesz czas swój, kolegów i wykładowców. Chcesz się douczyć - idź do pracy, czy szkoły pomaturalnej, a jak będziesz gotów przyjdź na studia. Na studia z pieniędzy podatników trzeba zasłużyć - to powinien byc przywilej, a nie należność i powinien być traktowany z szacunkiem, a nie olewany i odbębniany... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kamix Re: Studia to czas na eksperymenty zawodowe IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.04.11, 14:19 Ja się nie spotkałem z aż tak wielkim olewactwem.. zazwyczaj takie osoby kończyły po pierwszym, góra drugim semestrze.. I w tym sensie mówię o eksperymentowaniu, zresztą mój dziekan tak właśnie mówił - 1. rok to jest czas na sprawdzenie swoich oczekiwań wobec uczelni i sprawdzenia się. Myślisz, że analfabeci idą na studia humanistyczne? Ja jestem po socjologii na UKSW i nie narzekałem na poziom moich znajomych.. Nie wiem, jak było u Ciebie.. Może ja miałem szczęście. Chociaż fakt, są i takie osoby, które wiecznie zaczynają.. I tutaj problem.. Odpowiedz Link Zgłoś
plendz Re: Studia to czas na eksperymenty zawodowe 12.04.11, 14:45 Studiowałem... ech, dość dawno temu, gdy egzaminy wstępne dość skutecznie filtrowały poziom kandydatów, których bywało 6 i więcej na jedno miejsce. Z mojego roku 1/3 została w nauce, więc również nie mam powodów do narzekania nt. moich kolegów. Problem polega na tym, że teraz jestem po drugiej stronie barykady i to w czasach, gdy zniesiono egzaminy wstępne, a uczelnie obniżają progi przyjęć/wymagania wobec kandydatów tylko po to, aby przyjąć ich jak najwięcej, bo student (nieważne jaki) =pieniądze z ministerstwa. Poszczególne kierunki mnożą durne specjalności, tylko po to, by utworzyć jak najwięcej grup. Potem nie mają kadr by to obskoczyć, więc wysyła się młodych, aby robili po 600 h zajęć. Natomiast jakość przyjmowanych studentów spada. przyszedł niż demograficzny, studenci nie walą drzwiami i oknami, więc żeby utrzymać wpływy budżetowe znów drastycznie obniża się wymagania. To nie wina studentów - oni biorą to co dają. Niemniej mam do czynienia z miernymi uczniami liceów, którzy poszli z ciekawości na studia i nie potrafią zrozumieć, że dla własnej frajdy mogliby sięgnąć po książkę - nawet nie naukową... jakąkolwiek. Nie potrafią napisać eseju, nie potrafią wypełnić testu. Zaczynam wierzyć, że nowy system matruralny to bubel... Magisterki na socjologii (ok. 200 rocznie) są gorsze niż licencjaty na etnologii (ok. 40 rocznie), koledzy z historii są zdruzgotani, pedagogowie płaczą. Na ogólnopolskich konferencjach dowiaduję się, że podobnie zaczyna być wszędzie, że polska "liga bluszczowa" Warszawa-Kraków-Poznań w humanistyce przestaje istnieć, bo wszyscy mają te same problemy... Różne ośrodki zamiast na rząd, zaczynają psioczyć na siebie wzajemnie, że podkradają sobie studentów. A o studentów nie konkuruje się jakością kształcenia, bo już nawet nie ma pieniędzy na laboratoria, czy badania studenckie (te dziekanaty przeznaczają na remonty budynków, czy np. zakup sprzętu), tylko właśnie obniżaniem progu przyjęć... O tempora, o mores;-)) Wszyscy myśleli, że tu będziemy robić Zachód, a "wyszło jak zwykle"... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Studia to czas na eksperymenty zawodowe IP: 193.136.157.* 12.04.11, 15:13 Nie da sie miec kapitalizmu bez kapitalu... plendz napisał: Wszyscy myśleli, że tu będziemy robić Zachód, a "wyszło jak zwykle"... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Markos32 Re: Studia to czas na eksperymenty zawodowe IP: *.adsl.inetia.pl 26.05.11, 15:43 Eksperymenty, eksperymentami. Jeśli już chcesz studiować to pomyśl o praktykach, stażach, jakiejś pracy dla studentów, bo później 3-5 lat minie a Ty obudzisz się z ręką w przysłowiowym nocniku i stwierdzisz, że za późno.. bo sobie eksperymentowałeś.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Studia to czas na eksperymenty zawodowe IP: 193.136.157.* 12.04.11, 15:09 Tylko czemu maja to fundowac podatnicy? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Studia to czas na eksperymenty zawodowe IP: 193.136.157.* 12.04.11, 15:11 Tylko czemu maja to fundowac podatnicy? LK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sort Połowa młodych w wieku 19-24 lata studiuje IP: *.aster.pl 12.04.11, 14:50 Przeczytałem z uwagą wszystkie posty. Oczywiście jest tu sporo racji, ale nie do końca zgodzę się z wszystkimi opiniami, które zostały przedstawione. Najpierw należy zadać sobie pytanie: dlaczego tyle osób decyduje się iść na studia? Jako student, który już troche widział i słyszał podzielę się moimi spostrzeżeniami. Na studia idzie praktycznie co druga osoba, która skończyła szkołę średnią. Rodzice mówią: musisz iść na studia, bo jak nie pójdziesz to skończysz na zmywaku lub przy łopacie i taki delikwent dl świętego spokoju idzie na studia. Wszędzie możemy usłyszeć, że nie ważne na jaki kierunek studiów się zdecydujesz, bo i tak niewielu pracuje w wyuczonym zawodzie a trzeba mieć ten "papier". Druga przyczyną jest obawa przed reakcją najbliższego otoczenia ( rodziców, kolegów i koleżanek z liceum). Po prostu boimy się, że ktoś nas wyśmieje,bo 90% kolegów gdzieś uczęszcza na studia a ja nie. Trzeci powód: osobom ze statusem studenta łatwiej jest znaleźć pracę, bo pracodawcy to jest na rękę ( pracownik za 1200 zł, 7 dni w tygodniu) i za którego nie trzeba płacić składki. To wszystko trzeba brać pod uwagę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Połowa młodych w wieku 19-24 lata studiuje IP: 193.136.157.* 12.04.11, 15:14 Dzis po studiach to i tak na ogol konczysz na bezrobociu, zmywaku badz lopacie. A po dobrym technikum mozesz niezle zarabiac jako np. mechanik samochodowy, i miec na dodatek ciekawa prace, nie tylko w Polsce... Odpowiedz Link Zgłoś
paulhandyman Nie marnujcie czasu na studia cieszcie się życiem 12.04.11, 15:36 Wyżej napisalem, że studia to dla niektórych mordęga i nie powinni się tam nigdy znaleźć ale jak ktoś wcześniej zauważył decyzja o studiowaniu podejmowana jest często pod presją rodziców czy znajomych. Na studia nadają się ludzie o wysokiej samodyscyplinie, lubiący zgłębiać problemy, dużo czytać, rozwiązywać problemy itd. Większość ludzi jednak nie ma "powołania" naukowca i dlatego powinni skupić się na tym co najbardziej lubią robić w życiu. Jeśli kogoś interesuje technika samochodowa to nie powinien iść od razu na politechnikę, a warto by ukończył jakiś kurs w tym kierunku, zaczął pracę w warsztacie samochodowym, zdobył nieco doświadczenia, ocenił z perspektywy czasu czy jest to faktycznie jego zainteresowaniem. To samo jeśli kogoś interesuje internet, tworzenie stron, grafika komputerowa - nie powinien od razu "pchać" się na informatykę. Istnieje bardzo wiele ciekawych kursów uczących konkretnych dziedzin IT - grafiki, programowania, web developingu itd. Od jakiś 10 lat istnieje wspaniała możliwość samodzielnego studiowania przy użyciu internetu. Tej możliwości nie mieli ludzie przed 15 czy 20 laty. Nauka języka, grafiki, marketingu, socjologii czy czegokolwiek innego jest jak najbardziej możliwa przy użyciu coraz tańszych komputerów i dość taniego internetu. Ja studia skończyłem ponad 10 lat temu w Niemczech, ale muszę powiedzieć, że umiejętności, które teraz posiadam w większości zdobyłem w internecie... Internet to potężna kopalnia wiedzy, umożliwiająca samokształcenie na poziomie często dużo wyższym w porównaniu do wielu tzw. uniwerytetów. Jeśli nie czujecie "powołania" naukowca to nie marnujcie 5 lat na uniwesytecie czy politechnice - kosztować to będzie was dużo pieniędzy i "kawał" zmarnowanego życia.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KAGAN Nie marnujcie czasu na studia cieszcie się życiem IP: *.dsl.telepac.pt 12.04.11, 17:18 Racja Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tadek Re: Nie marnujcie czasu na studia cieszcie się ż IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.04.11, 17:49 Ciekawe, jak znaleźć pracę zaraz po maturze.. Wtedy to zdecydowanie lopata, albo rozkladanie towaru na półkach w markecie.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: einfach znam wybitnie zdolnych ludzi IP: *.dynamic.mnet-online.de 12.04.11, 18:56 ktorzy w polsce zostali wysmiani gdy chcieli studiowac to co ich fascynowalo dopiero emigracja stworzyla im warunki do urzeczywistnienia swoich celow studia skonczyli z wyroznieniem ,a wtedy polactwo z polski zaczelo wypisywac do rektoratu rozne paszkwile w polsce nie ma miejsca dla normalnych,zdolnych ludzi(ani do pracy,ani do studiowania) to miejsce dla roznego rodzaju nieudaczniakow i poboznych,nadetych nierobow Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: znam wybitnie zdolnych ludzi IP: *.dsl.telepac.pt 12.04.11, 19:07 Ja jestem tylko nieco ponad przecietnie zdolny, ale z tego powodu nie bylo dla mnie i nie ma dalej miejsca w Polsce... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Nie marnujcie czasu na studia cieszcie się ż IP: *.dsl.telepac.pt 12.04.11, 19:05 Niekoniecznie, jak np. matura jest z dobrego technikum! Do liceow ogolnoksztalcacych powinna bowiem isc gora 20% gimnazjalistow... Odpowiedz Link Zgłoś
paulhandyman Re: Nie marnujcie czasu na studia cieszcie się ż 12.04.11, 19:37 Gość portalu: Tadek napisał(a): > Ciekawe, jak znaleźć pracę zaraz po maturze.. Wtedy to zdecydowanie lopata, alb > o rozkladanie towaru na półkach w markecie.. hmm ja bym nie był takim pesymistą... Jest rzeczą oczywistą, że po maturze nie znajdziemy wymarzonej pracy za dobre pieniądze ale jest wiele ciekawych możliwości, z których warto by skorzystać zanim podejmie się decyzje o rozpoczęciu studiów. Po pierwsze proponuję wziąć "urlop" od szkoły... Matura kończy pewien ważny etap w życiu człowieka i jest uwieńczeniem wieloletniego procesu nauki. Warto skorzystać np z programu work and travel USA lub work and travel Australia ,by nauczyć się języka, poznać nowe kraje, poznać nowych ludzi. Tego typu programy dają możliwość zwiedzenia świata za samodzielnie zarobione pieniądze. Taka odskocznia daje także możliwość zastanowienia się co młody człowiek chce właściwie zrobić w życiu. Tego typu "wakacje od szkoły" są bardzo popularne w krajach europy zachodniej. Wielu młodych Niemców póki rozpocznie studia odbywa np. Zivildiens, pracuje w wolnotariacie, korzysta z programów work & travel... Tego typu rozwiązanie bardzo często dużo więcej daje młodemu człowiekowi niż rozpoczęcie nauki na 1 roku studiów, które bardzo często okazują się później błędnym wyborem... Nie warto podejmować decyzji o rozpoczęciu studiów pod presją rodziców czy znajomych, bo taka decyzja będzie miała wpływ na całe późniejsze życie. Jeśli ktoś jest przekonany na 100%, że chciałby studiować jakiś kierunek, z którym wiąże swoją przyszłość to powinien to zrobić, w innym przypadku warto rozpocząć pracę lub wykorzystać ten czas na poznanie świata czy naukę języków... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kagan Re: Nie marnujcie czasu na studia cieszcie się ż IP: *.dsl.telepac.pt 12.04.11, 19:58 Dzis to mlodzi Polacy, zamiast byc pol-legalnymi pariasami na owych 'work and travel' Australia czy USA, moga sobie na 100% legalnie popracowac w praktycznie calej Europie, a jak im sie spodoba, to moga oni zostac na stale w wybranym przez siebie kraju! A tzw. wolontariat to tylko skrajny wyzysk frajerow, ktorzy godza sie pracowac za pol darmo... Odpowiedz Link Zgłoś
swarozyc Re: Połowa młodych w wieku 19-24 lata studiuje 26.05.11, 20:44 javall napisał: Co najmniej polowa z tych studiujacych powinna isc do pracy. Pytanie tylko gdzie?. --------------------------------------------------------------------------------------------------------- Dziewczyny - rurka chlopaki - dilerka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kagan Połowa młodych w wieku 19-24 lata studiuje IP: *.dsl.telepac.pt 27.05.11, 00:40 A do studiowania nadaje sie gora 10% młodych w wieku 19-24 lata... Odpowiedz Link Zgłoś