Dodaj do ulubionych

PO chce przekształcić spółdzielnie we wspólnoty...

IP: *.internetia.net.pl 07.06.11, 22:42
Dwa kolejne walne zgromadzenia nie udzieliły absolutorium zarzadowi jednej ze Spółdzielni Mieszkaniowych we Wrocławiu, dwukrotnie walne odwołało przewodniczącą Rady Nadzorczej,
dwukrotnie odwołano trzech członków tej Rady i N I C.
SM działa nadal po staremu.
I kto jest w stanie coś zmienić !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Chyba tylko III wojna Światowa.
Obserwuj wątek
    • Gość: Przedsiębiorcza PO chce przekształcić spółdzielnie we wspólnoty... IP: *.zgora.dialog.net.pl 08.06.11, 11:10
      dokładnie, komu się uda zlikwidować tę grupę niepotrzebnych dyrektorów i ksiegowych to będzie miał moją wdzięczność. A pracujący w spozielniach konserwatorzy i inni fizyczni mogą się nie bać o prace, bo dostaną ją tylko, ze w prywtnej firmie. trzeba będzie sie w końcu wziąć za prace a nie siedzieć na stołeczkach w kanciapie.
      Pozdrawiam
      -------------------------
      o finansach dla wszystkich 14.pl/o_pieniadzach
      • Gość: konchi Re: Nie udał sie POwcom skok na szpitale to choć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:56
        Jasne. PO wydeleguje do każdej wspólnoty jednego ze swoich członków, i zahipnotyzuje pozostałych mieszkańców żeby wybrali go na prezesa wspólnoty. Potem zmusi ich żeby przegłosowali uchwałę na mocy której w ogóle takiemu prezesowi przysługuje wynagrodzenie.

        Jeśli duch spółdzielczości w ogóle jeszcze gdzieś funkcjonuje, to właśnie we wspólnotach. To tam ludzie udzielają się społecznie (często poświęcają swój czas za darmo albo za symboliczne pieniądze), chcą mieć realny wpływ na funkcjonowanie swojej społeczności... i mają go. W "Spółdzielniach" na pewno ducha spółdzielczości nie ma!
        • Gość: A1 Re: Nie udał sie POwcom skok na szpitale to choć IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 14:21
          > Jasne. PO wydeleguje do każdej wspólnoty jednego ze swoich członków, i zahipnot
          > yzuje pozostałych mieszkańców żeby wybrali go na prezesa wspólnoty. Potem zmusi
          > ich żeby przegłosowali uchwałę na mocy której w ogóle takiemu prezesowi przysł
          > uguje wynagrodzenie.

          każdy post POchylonego zaskakuje mnie 100% bezmyślonością...
          to chyba nie przypadek, na tą partię głosują głąby

          nie głuptasku: nagle rynek dla zarządców nieruchomości zwiększy się o 1000%,
          bo przecież 11 kondygnacyjny 60 letni blok nie da się zarządzać jak 15 mieszkaniową
          10 letnią kamienicą (zwaną apartamentem)
          • Gość: konchi Re: Nie udał sie POwcom skok na szpitale to choć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 17:06
            I z czym masz problem A1-nalfabeto? Że wzrośnie rynek dla zarządców? A niech wzrasta! To są te miejsca pracy, które powstaną zamiast nieefektywnych "pracowników" różnych SM. Więc już się śmieję z ich żałosnych protestów w obronie ich miejsc "pracy":).
            A do twojej wiadomości: nawet jeśli wspólnota zatrudni zarządcę, to i tak ma swój zarząd - czego nie zrozumiałeś z mojego posta geniuszu?:)
            Nie mam problemu ze nieruchomością kieruje zarządca zewnętrzny, pod warunkiem że jest tańszy. A mój czynsz we wspólnocie ( z zewnętrzną firmą zarządzającą) jest o 50% tańszy niż za porównywalny metraż w spółdzielni (to samo miasto, Pruszkowska SM). Przy czym w zamian dostaje duużo więcej. Jest czysto (2x na tydzień sparzątane są klatki) W zimie non stop jeździł ciężki sprzęt do odśnieżania, dzieci miały zorganizowane zabawy na 1 czerwca. Więc nie śliń się tu o PO czy PIS, tylko zwyczajnie dodaj 2+2. Chyba ze po prostu pracujesz w w spółdzielni - w takim razie nie przemęczaj makówki takimi zadaniami:D
        • hollowcat chyba coś ci sie pomyliło 08.06.11, 11:20
          > > korytko bo wspolnota bedzie wymagala azeby zapier..8 godzin
          >
          > życzę powodzenia w zarządzaniu 11 piętrowym blokiem...

          A co za problem zarządzać nawet 30pietrowym?
          Masz zarządce, masz administratora i to oni się martwią. A 50% to chyba nie jest problem zdobyć - chodzić od drzwi do drzwi i ustalasz. Ludzie jak mają swoje mieszkania to przeważnie obchodzi ich - jak mieli spółdzielcze to wszystko im było jedno.
              • Gość: zartiepl Re: chyba coś ci sie pomyliło IP: *.play-internet.pl 09.06.11, 08:03
                Rozumiem ynteligencie, że prywatna firma zrobi to za darmo, albo nawet dopłaci? Olbrzymia większość tego, co płacisz w spółdzielni, to koszty ogrzewania i fundusz remontowy, eksploatacja to ok. 1 - 1,5 zł za m^2, kilka zł od osoby wywóz śmieci. To gdzie zaoszczędzisz 100 zł miesięcznie, jak tu niektórzy wypisują ????? Kilka złotych taniej może i będzie, ale która wspólnota wybuduje plac zabaw między blokami, chodniki do przystanków i drogę dla rowerów wokół osiedla, jak to robi u mnie spółdzielnia ???
                • Gość: Waldi Re: Ceną? IP: *.uwm.edu.pl 09.06.11, 09:31
                  Jak na razie to jest tak, że właściciele nowowybudowanych bloków zawiązują wspólnoty. Własciciele mieszkań w starych blokach skupieni są w spółdzielniach. Nowy blok - nie ma fundusz remontowego i o tyle jest taniej. Ja w mojej spółdzielni płace 12 gr od metra kw. na "Działalność kulturalno-oświatową spółdzielni" czyli raptem 5zł miesięcznie. Za to jest osiedlowy dom kultury, dzieciaki uczą się tańca, mają jakieś półkolonie w ferie i wakacje, emeryci też mają jakiś aerobik, itd. płaca jeszcze 20gr od metra na"utrzymanie mienia wspólnego spółdzielni", za to jest na osiedlu kulka placów zabaw, zabawki na nich są na bieżąco malowane, naprawiane, świeży piasek w piaskownicach. Są jakiś skwerki, zieleńca, ławeczki.
                  A która wspólnota mieszkaniowa utrzymuje ogólnodostępny park? Ja wolę płacić te kilkanascie złotych więcej i mieć przyjemne osiedle, a nie tylko płoty ogradzające klepiska wokół bloków.
            • Gość: gzesiolek Re: chyba coś ci sie pomyliło IP: *.polorto.com.pl 08.06.11, 11:45
              ot, Spoldzielnia Spoldzielni, tak jak Wspolnota Wspolnocie nierowna...
              1) z tym ze w Polsce najprostsza uchwale we wspolnocie mozna podejmowac 2lata to sie zgadzam, bo niestety polowa ludzi patrzy na czubek swojego nosa i "co ja z tego bede mial", a druga polowa ma w d... cala ta Wspolnote... niestety do dzis nie nauczylismy co to znaczy spoleczenstwo obywatelskie... i w jak sposob sobie radzic w malej demokracji...
              2) co do spoldzielni to istnieja oczywiscie w calym kraju spoldzielnie ktore moga sluzyc za wzor, ale niestety jest tez caly tabun tworow wieloletnich gdzie liczy sie rodzinka i kumoterstwo, gdzie podejscie do obowiazkow jest z poprzedniej epoki i niestety pozycja jest taka, ze nie ruszysz... a zarzad we Wspolnocie odwolac znacznie latwiej...
              czy z uslug zarzadcy/admina zrezygnowac, niz sprobowac cos zmienic w ramach swojej spoldzielni...

              i jak trzeba dac ludziom narzedzie do uwolnienia sie ze spoldzielni tych chorych, tak chyba nie podanym w artykule sposobem...

        • Gość: Dark Angel chyba tylko.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:38
          takie relikty komuny jak ty tak myślą.... powinno się was spakować w karton z napisem "rozbić szkło w przypadku problemów" !!!!! Tacy jak ty to anachronizm!!!!

          Co do samego artykułu: goowno mnie obchodzą tysiące miejsc pracy gruzipiórków i pierdzidupków ze spółdzielni. Za uczciwą pracę niech się wezmą anie żerują na (między innymi) moich pieniądzach nie robiąć NIC!
          Wprawdzie za automartycznym przekształcaniem nie jestem - każdy powinien mieć prawo wyboru czy chce spółdzielni czy wspólnoty. Oczywiście w przypadku bloku powinno wystarczyć 50,01% głosów za lub przeciw aby podjąć decyzję w tą czy w tą.
    • Gość: XXX Ja nie przekształcam swojego mieszkania z IP: *.ip.netia.com.pl 08.06.11, 11:12
      własności spółdzielczej nie dlatego, że mi się nie chce iść do notariusza, tylko dlatego, że nie odczuwam takiej potrzeby. Uważam, że moje osiedle jest znakomicie zarządzane (mamy nawet baterie słoneczne na dachu) i nie wierzę w żadne pseudo wspólnoty mieszkaniowe, gdzie oprócz normalnych ludzi znajdzie się cała banda pieniaczy blokujących każdą decyzję. Dlatego jako właściciel mieszkania spółdzielczego własnościowego inicjatywy PO uważam za pogwałcenie mojego prawa wolnego wyboru i przyłączam się do protestu.
      • Gość: A1 Re: Ja nie przekształcam swojego mieszkania z IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 11:16
        > własności spółdzielczej nie dlatego, że mi się nie chce iść do notariusza, tylk
        > o dlatego, że nie odczuwam takiej potrzeby.

        Ja też. Dlatego L. Staroń postrzegam jako naganiaczkę działająca
        na rzecz lobby zarządców nieruchomości...

        Co więcej jej projekt to czyste złodziejstwo jak za Stalina. Mienie spółdzielcze
        to nie jest mienie niczyje... Można to udowodnić jak trzeba to nawet w Sztrasburgu
      • Gość: lajkonik Gdzie logika, Nie dla spółdzielni, niektórych !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:31
        Wszystko cacy. Mam nadzieję, że twoja spółdzielnia nie ma ukrytych długów.
        Tylko, że dziś nie ma wolnego wyboru. Nawet jak chcesz wydać na notariusza ( jak ja) i wyjść ze spółdzielni to jako odrębny podmiot muszę płacić na nią opłaty nie mając na nic wpływu i nic w zamian.
        Mam nadzieję, graniczącą z pewnością, że nowa ustawa nie wprowadzi obowiązku występowania ze spółdzielni :), a tylko da równe prawa tym, którzy z niej występują. Bo są spółdzielnie dobre ( jak twoja) i spółdzielnie oszukujące swoich członków ( a przynajmniej ich część). Dlatego dobrowolność przynależności do społdzielni i równość podmiotów to podstawa.
        • Gość: A1 Re: Gdzie logika, Nie dla spółdzielni, niektórych IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 11:36
          > Mam nadzieję, graniczącą z pewnością, że nowa ustawa nie wprowadzi obowiązku wy
          > stępowania ze spółdzielni :), a tylko da równe prawa tym, którzy z niej występu
          > ją

          jak to sobie wyobrażasz? Budynek _musi_ mieć jednego zarządcę
          bo inaczej zwłaszcza w takim kraju jak Polska degrengolada jest nieunikniona.
          Np jeden zarządca będzie remontował a drugi olewał i co wtedy?
          Oczywiście ten drugi będzie tańszy (do czasu)
          • Gość: lajkonik Re: Gdzie logika, Nie dla spółdzielni, niektórych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:04
            Mamy problem. Inaczej wygląda zarządzanie spółdzielnią jedno, dwublokową, a inaczej wielkim molochem.
            Sytuacja spółdzielców jest inna, potrzeby inne, warunki życia zupełnie inne w molochach. W małych spółdzielniach na ogół wszyscy stoją wobec tego samego problemu i tych samych priorytetów.
            Występujący ze spółdzielni członek spowoduje, że z mocy prawa powstanie obowiązek powołania wspólnoty. Ponieważ Spółdzielnia będzie miała większość ( do czasu :) ) to na zebraniach wspólnoty będzie forsowała swoje, wcześniej uchwalone na walnych, koncepcje. Samowykluczony członek spółdzielni będzie się mógł z nimi nie zgodzić i w razie wątpliwości zgłosić sprawę do odpowiedniego sądu. Powstanie faktyczna kontrola na Spółdzielnią, a nie tylko pseudokontrola w postaci lustracji. I tylko o to chodzi.
            Nie będzie dwóch zarządców walczących ceną, a jak będą to tylko z korzyścią dla wszystkich.
            Acha, w małych wspólnotach zarząd często sprawują sami właściciele nieodplatnie ! Wspólnota spółdzielni plus kilku lokatorów, któzy z niej odeszli to właśnie taka mała wspólnota, choćby w Spółdzielni zostało i ponad 1000 lokali. Na początek.
        • Gość: konchi Re: Ja nie przekształcam swojego mieszkania z IP: *.pruszkow.mm.pl 08.06.11, 22:27
          I właśnie masz, dzięki takiej ustawie! Przykład: Kolega zakupił mieszkanie, które stawiała Sm jako deweloper - nie byli członkami SM. Ponieważ SM akurat była w porządku, po ukonstytuowaniu się wspólnoty zarząd powierzono tejże SM! I mają naprawdę niskie czynsze jak na warszawskie warunki i są szczęśliwi. Mieli wybór? Mieli. Przestanie się podobać? zmienią zarządcę!
    • pnti Spółdzielnie okradają własnych członków 08.06.11, 11:22
      Spółdzielnia buduje nowe budynki. Za gigantyczne środki. Budowę rozpoczęto za pieniądze z funduszu remontowego pożyczonego na poczet budowy. Rozliczeń nie zna nikt. Nawet władze tejże spółdzielni.

      Budowa trwa kilka lat, większość budynków dawno skończono, mieszkania sprzedano. Pożyczone pieniądze ponoć oddano. Ale spółdzielnia nic na budowie nie zarobiła. Grunt pod budynki oddała za darmo.

      Spółdzielnie okradają własnych członków, prawdopodobnie nie tylko tam, gdzie mieszkam.
      • alboalboalbo Re: Spółdzielnie okradają własnych członków 08.06.11, 13:53
        Współczuję, że jesteś okradany. Moja spółdzielnia działa znakomicie. Za nic nie chciałabym stracić takiego zarządcy. Jestem bardzo zadowolona z obecnej sytuacji. Ewentualne zmiany mogą być tylko na gorsze. Mój budynek jest na bieżąco remontowany. Okolica zadbana. Na bieżąco wymienia sie kostkę brukową, dosadza drzewka i krzewy, przycina trawę. Dozorca jest solidny. Mamy ogólnie bardzo dużo zieleni i znakomitą infrastrukturę ze wszelkimi usługami i dużą liczba sklepów spozywczych. Jednym slowem, na moim osiedlu mieszka się bardzo wygodnie i przyjemnie. Wszystki jest w zasiegu ręki. To zasługa jednego gospodarza i spójnej polityki.
      • Gość: karola Re: Spółdzielnie okradają własnych członków IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 22:36
        Szanowny/a pnti, a ilu członków spółdzielni interesuje się zarządzaniem w spółdzielni, ilu jest na zebraniach czy walnych zgromadzeniach - 5% czy mniej. Ludzie narzekają, ale na kontrolowanie władz spółdzielni nie mają czasu lub ochoty. Inwestycje mogą być zyskowne, ale trzeba je realizować w bezpieczny dla członków spółdzielni sposób. Ale jak ludzie nie interesują się sprawami spółdzielni na etapie decyzji to kto jest winien... czy przypadkiem nie oni sami? To członkowie spółdzielni tworzą spółdzielnię mieszkaniową i powinni decydować o jej władzach.
    • Gość: a Ustawianie przetargów w spółdzielniach-molochach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:24
      Ustawianie przetargów w spółdzielniach-molochach
      Zaopatrzenie spółdzielni-molocha jest jednym z najbardziej lukratywnych zleceń dostępnych na rynku. Roczny budżet molocha to często kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt milionów złotych. Kontrola tej swoistej żyły złota daje gwarancje prosperity niezależnie od sytuacji gospodarczej na wolnym rynku, gdyż spółdzielnie mieszkaniowe są praktycznie niezależne od cykli koniunktury i dynamiki rozwoju konkurencji w danej branży. Co najwyżej recesja może prowadzić do okresowego zwiększenia liczby eksmisji i większej rotacji lokali, ale zasadniczo nie odbija się to na kondycji finansowej spółdzielni-molocha.

      W celu \"wygrywania\" przetargów i uzyskiwania zleceń w spółdzielni, wdrożono kilka rozwiązań zapewniających kontrolę nad jej finansami i polityką inwestycyjną. Oto najważniejsze z nich:

      - obsadzenie ludźmi z organizacji stanowisk w zarządzie i radzie nadzorczej poprzez zastosowanie technik manipulowania i fałszowania wyborów);
      - wyłonienie grupy \"zaprzyjaźnionych firm\" do realizacji dostaw towarów i usług;
      - zwerbowanie zaufanych pracowników w dziale technicznym (obsługa inwestycji, nadzory, odbiory robót);
      - powszechne wykorzystanie uznaniowych kryteriów w podejmowaniu decyzji;
      - system wynagradzania za lojalność i uczestnictwo w przestępczym procederze;
      - zastraszanie firm oponentów.


      • Gość: a Dawanie zleceń osobom z tych środowisk cementuje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:25
        Zadania członków organizacji w radzie nadzorczej

        Pomyślne przeprowadzenie wyborów poprzez wprowadzenie do rady nadzorczej ludzi należących do organizacji jest kluczem do legalizowania przedsięwzięć gospodarczych, bo od przychylności i akceptacji rady zależy polityka remontowa, inwestycyjna i zagospodarowanie środków z czynszów w danym roku. Zaufane osoby zasiadające w RN uchwalają plan finansowy opracowany przez zarząd i decydują o wyborze wykonawców. Za odpowiednie decyzje mają np. udział w zysku z prowizji od \"zaprzyjaźnionych firm\" i bezpośrednią możliwość wykonywania dostaw i uczestnictwo w realizacji zleceń.


        Rekrutacja \"zaprzyjaźnionych firm\"

        Kryteria wyboru dostawców towarów i wykonawców robót w spółdzielni są dość złożone. Wyszukuje się i selekcjonuje ludzi zaufanych i żądnych łatwego zysku. W centrum zainteresowania są na członkowie organów spółdzielni (RN, rady osiedla), pracownicy SM, rodziny lokalnych decydentów. Dawanie zleceń osobom z tych środowisk cementuje system (np. bardzo pomaga przy wyborach w spółdzielni) i zapewnia ochronę prezesom. Preferowanym rozwiązaniem jest dobór raczej mikro firm
        (często jednoosobowych działalności) z względu na zachowanie poufności w zakresie polityki cenowej (oferowanych towarów i usług) oraz jakości robót. Duże firmy, mające wdrożone systemy jakościowe i podlegające audytom nie są dobrym i bezpiecznym partnerem m.in. z uwagi na brak swobody w rozliczaniu prowizji.


        Jak zachować pozory przetargowe

        Mimo, że towarzysze z lobby parlamentarnego zatroszczyli się o wyłączenie spółdzielni mieszkaniowych z obowiązku stosowania procedur przetargowych, a także pozbawili państwowe organa kontrolne możliwości badania działalności spółdzielni (np. spółdzielnie nie podlegają kontroli NIK), jak również zabezpieczyli osobiste bezpieczeństwo prezesów ustanawiając np. przepis, że pokrzywdzonymi (np. przy niegospodarności) mogą być jedynie członkowie zarządu i organów spółdzielni, a zwykli członkowie nie są ani stroną, ani pokrzywdzonymi, to wskazane jest zachowanie pozorów procedur przetargowych choćby ze względu na wścibskie, węszące sensacji media. Wymyślono więc genialny w
        swojej prostocie sposób. Wyselekcjonowane \"zaprzyjaźnione firmy\" ustawiają się w kolejce do \"wygrania\" ustawianego przetargu. Planując remonty czy ważną, dużą dostawę do spółdzielni, informuje się wybranych oferentów o planowanym zakupie lub zamówieniu. Na etapie informowania uzgadnia się odpowiednio zawyżoną cenę, która zostanie formalnie zaoferowana spółdzielni przez owe firmy. Skalkulowana przez prezesów cena (cena nabycia towaru, usługi) jest podwyższona o wartość prowizji
        (łapówki)jaką podzieli się \"zaprzyjaźniona firma\" z prezesami i osobami w spółdzielni odpowiedzialnymi za legalizację wydatków. Nie może więc to być zawyżenie np. o 10% , bo nie wystarczy pieniędzy na opłacenie grupy osób uczestniczących w procederze, a musi przecież zostać odpowiedni zarobek firmie, która potencjalnie naraża się na np.
        zainteresowanie organów ścigania. Ponadto \"zaprzyjaźniona firma\" nie otrzyma faktury kosztowej od prezesów tytułem rozliczenia wypłaconej łapówki, więc w kwocie zawyżenia musi zawierać się także wysoki podatek dochodowy odprowadzany do fiskusa. Po uzgodnieniu poziomu zawyżenia ceny, z wtajemniczonymi firmami ustala się szczegóły ich ofert i wysokości cen jakie zaoferują stosownie do przyjętego poziomu bazowego.Jednocześnie rozstrzyga się, która wg \"kolejki\" firma tym razem \"wygra\".
        Wytypowany \"zwycięzca\" wpisuje do oferty cenę nieco niższą od pozostałych. Reszta wtajemniczonych firm składa oferty z cenami oscylującymi wokół przyjętej bazowej zawyżonej ceny, jednak nie niższymi niż cena przedłożona przez \"zwycięzcę\". Ta procedura gwarantuje niewykrywalność oszustwa bez wnikliwego kontrolowania cen i porównywania z ofertami rynkowymi. Wymaga to zatem dużej wiedzy organów ścigania, większego nakładu pracy i kosztów. Nieobytemu asesorowi szczebla rejonowego nawet do głowy nie przyjdzie, że ma do czynienia z przestępczym procederem. Po za tym trudno jest kwestionować \"przetarg\" w obliczu \"dowodów ofertowych\" od pozostałych wtajemniczonych firm.

        • Gość: a Prezesi spółdzielni potrafią być wdzięczni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:26
          Co zrobić żeby oferty złożyły tylko wtajemniczone firmy?

          Newralgicznym elementem systemu jest informowanie o planowanym zamówieniu w mediach, gdyż do przetargu mogą stanąć firmy z zewnątrz, których oferty mogą zniweczyć misternie przygotowany plan. Ale jest na to sposób. Ogłoszenie o przetargu umieszcza się np. w płatnym serwisie internetowym, który nie jest powszechnie dostępny. Innym sposobem jest emisja ogłoszenia prasowego krótko przed terminem złożenia ofert. Częstym narzędziem eliminowania nie wtajemniczonych jest zastosowanie uznaniowych kryteriów (np. w zamówieniu na projekt budynku jako decydujące kryterium o wyborze oferenta przyjmuje się ocenę opracowania koncepcji, a nie projektu) oraz manipulowanie wymogami formalnymi typu przedłożenie rożnych specjalnych zaświadczeń. Gdyby jednak ktoś z zewnątrz się przebił z ofertą, to ludzie z organizacji zasiadający w radzie nadzorczej wyeliminują go, wybierając \"zaprzyjaźnioną firmę\", która np. niespodziewanie zaproponuje dodatkowe usługi w ramach przedstawionej oferty.


          Wynagradzanie za współpracę i lojalność

          Prezesi spółdzielni potrafią być wdzięczni \"zaprzyjaźnionym firmom\" za udział w procederze i dzielenie się zyskiem. Ich właściciele oprócz łatwego i stałego zarobku korzystają np. z profitów w postaci zakupu lokali po zaniżonych cenach, dzierżawy na atrakcyjnych zasadach, pomocy organizacji przy wydawaniu decyzji administracyjnych, załatwiania spraw w urzędach dzięki protekcji prezesów. \"Zaprzyjaźnione firmy\" nie
          ponoszą też ryzyka odpowiedzialności za wadliwe roboty. Zaufani pracownicy działu technicznego często odbierają prace bez wymaganej dokumentacji. Umowy sporządzane między spółdzielnią, a \"zaprzyjaźnionymi firmami\" są lakoniczne i nie zawierają poza kaucją gwarancyjną (np. 5% wartości zlecenia) żadnych poważnych sankcji za wadliwe wykonawstwo. Umowy spółdzielnia - \"zaprzyjaźniona firma\" są ewenementem niespotykanym w gospodarce wolnorynkowej.

          • Gość: a Szantażownie firm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:26
            Co zrobić gdy firma z wolnego rynku poskarży się organom ścigania?

            Czasem zdarza się, że firmy z zewnątrz w swojej naiwności wierzą, że przetarg w spółdzielni mogą wygrać dzięki atrakcyjnym cenom, posiadanej renomie, merytorycznej wiedzy i doświadczeniu - nic bardziej błędnego. Ewentualne doniesienie do lokalnej prokuratury wskutek wykrycia manipulowania przetargiem, kończy się dla danej firmy ostracyzmem na rynku spółdzielnianym, może też doprowadzić do zerwania kontaktów i innymi firmami powiązanymi ze spółdzielniami. W praktyce np. dla sprzedawcy wodomierzy oznacza to nawet widmo bankructwa. Szantażownie firm było szczególnie groźne i szkodliwe społecznie do czasu integracji z UE, gdyż lokalne rynki przeżywały recesję, a o zlecenia było trudno. Płacenie łapówek było elementarnym standardem (spuścizną państwa komunistycznego) przechodzącej transformację gospodarki. Ci przedsiębiorcy, którzy padli ofiarą ostracyzmu prezesów wiedzą, że z mafią spółdzielczą nie ma żartów, gdyż prezesi poszczególnych spółdzielni w większości ściśle ze sobą współpracują i decyzja o wyeliminowaniu danej firmy z rynku dostaw dla spółdzielni jest podejmowana wspólnie i konsekwentnie przestrzegana. Dodatkowo w branży rozpuszcza się wiadomość o karze jaka spotyka tych,którzy łamią zasady stanowione przez prezesów.


            • Gość: a Największymi przegranymi procederu są............. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:27
              Koszty społeczne zawyżania cen

              Największymi przegranymi procederu ustawianiu przetargów są dziesiątki tysięcy nieświadomych spółdzielców brutalnie wyzyskiwanych przez przestępcze organizacje. Mafie spółdzielcze są groźne dla funkcjonowania państwa w wymiarze społecznym i ekonomicznym. Spustoszenie, jakie powodują w budżecie spółdzielni ustawianiem przetargów w sposób bezpośredni uderza w najbiedniejszych stymulując rozwój różnego rodzaju patologii i prowadząc do degradacji społeczności. Dochodzi do paradoksów, że m2 utrzymania niskostandardowego lokalu w blokowisku kosztuje więcej niż m2 utrzymania domu jednorodzinnego. Dodatkowo na barki samorządów przerzuca się koszty dostarczania lokali socjalnych dla obsługi ponadnormatywnej ilości eksmisji, łożenie funduszy na pomoc społeczną, policję i finansowanie dodatków mieszkaniowych. Wyprowadzanie funduszy ze spółdzielni oznacza wyższy czynsz i podwyższenie kosztów utrzymania, a tym samym powiększenie grona spółdzielców uprawnionych do pobierania różnego rodzaju zasiłków.
              • Gość: a Groźby, szkalujące ogłoszenia, obraźliwe smsy i po IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:27
                Walczysz ze spółdzielnią mieszkaniową o uwłaszczenie lokalu, odśnieżony chodnik czy remont elewacji? Uważaj, bo może Cię spotkać coś naprawdę niedobrego!

                Przykład:

                Janusz Okurowski Grodzisk

                Groźby, szkalujące ogłoszenia, obraźliwe smsy i pobicie – to cena jaką za walkę ze swoją spółdzielnią mieszkaniową zapłacił pan Janusz Okurowski (56 l.) z Grodziska Mazowieckiego. Wszystkie nieszczęścia w jego życiu dziwnym trafem zbiegły się z czasem, gdy postanowił walczyć o prawa swoje i innych lokatorów. Posłanka Platformy Lidia Staroń (49 l.) nie kryje oburzenia – Jeśli to prawda, że przedstawiciele spółdzielni zaatakowali lokatora, to jest to zachowanie przypominające metody jakimi posługują się grupy mafijne – komentuje.

                Życie pana Janusza zamieniło się w istny koszmar w momencie, gdy zaczął interesować się sprawami Grodziskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, której był członkiem. – Przychodziłem na zebrania w spółdzielni i pytałem o finanse. Chciałem wiedzieć na co idą moje pieniądze, dlaczego zawyżane są koszty eksploatacji, jak to jest z wykupem naszych mieszkań. Przez to stałem się osobą niewygodną, osobą której trzeba było się pozbyć. – opowiada Okurowski.

                Na reakcję osób, którym nadepnął na odcisk nie musiał długo czekać. Nękanie zaczęło się od smsów. Wulgarne wiadomości jedna za drugą pojawiały się na ekranie jego telefonu. Potem było jeszcze gorzej. Anonimowe telefony z pogróżkami o każdej porze dnia i nocy oraz obraźliwe ulotki rozwieszane pod osłoną nocy przez nieznanych sprawców na terenie spółdzielni. – Wszystko zgłaszałem na policji, ale nie udało się wykryć sprawców. Domyślam się, że te pogróżki i paszkwile związane były z moją spółdzielczą działalnością, no bo z czym innym? – zastanawia się Okurowski.

                Nękany słowną agresją nie wiedział jednak, że najgorsze miało dopiero nadejść. Niedość, że został wykluczony z grona spółdzielców to pewnego razu, gdy w biały dzień wracał do domu – drogę zagrodziło mu dwóch osiłków. Jeden z nich miał w dłoni metalowy pręt. – Nie będziesz mieszał w spółdzielni – rzucili przez zaciśnięte zęby i rzucili się na pana Janusza. – Okładali mnie ze wszystkich stron, próbowałem walczyć, ale mieli przewagę. Wylądowałem na pogotowiu z rozwaloną głową, połamanymi żebrami. To miała być kara za moją walkę ze spółdzielnią. Oni działają jak mafia szczególnie w takim małym miasteczku jak nasze, mają wszędzie swoich ludzi. . – opowiada Okurowski.

                Niestety takie sceny niczym z amerykańskich filmów sensacyjnych zdarzają się coraz częściej. – To dzieje się nagminnie. Ludzie są niszczeni przez prezesów. To spotyka tych, którzy mają odwagę walczyć o swoje prawa – przyznaje w rozmowie z Faktem posłanka Lidia Staroń, której nie obca jest spółdzielcza rzeczywistość i jej problemy.

                O tą mrożącą krew w żyłach sprawę postanowiliśmy zapytać samego prezesa Grodziskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Krzysztof Kozera odpiera jednak wszystkie zarzuty. Przechodzi nawet do kontrataku i twierdzi, że to on jest kolejny raz pomawiany przez Okurowskiego.

                Na szczęście jest szansa, że gnębieni lokatorzy nie pozostaną bez pomocy. Ich losem zainteresowaliśmy posłów. – Trzeba to jak najszybciej wyjaśnić. Przecież w taki sposób działają przestępcze grupy zorganizowane. Nie mieści mi się to w głowie – dopowiada poseł Grzegorz Tobiszowski (44 l.) z PiS i obiecuje, że przyjrzy się sprawie .


                autor / źródło:

                www.efakt.pl/politycy/artykul.asp?artykul=40125
                • Gość: a Re: Groźby, szkalujące ogłoszenia, obraźliwe smsy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:28
                  "Rzeczpospolita", a za nią inne media przypuściły atak na posłankę PO, Lidię Staroń. Miała ona skorzystać na skonstruowanej przez siebie nowelizacji prawa spółdzielczego. Według naszych informacji zarzuty nie mają nic wspólnego z prawdą, a medialna nagonka ma posłużyć czołowym politykom Platformy do usunięcia niepokornej posłanki.

                  Lidia Staroń pracowała nad nowelizacją ustawy, która pozwoliła jej uwłaszczyć się na lokalu i gruncie wartym kilkaset tysięcy złotych - taka informacja pojawiła się najpierw w "Rzeczpospolitej", a potem w stacjach telewizyjnych i radiowych oraz na portalach internetowych. Zdaniem autora tekstu w "Rz", posłanka miała zapłacić za przejęcie spółdzielczej własności tylko 749 zł. Gdyby nie zapisy nowelizacji z 2007 r., które przygotowywała w Sejmie Staroń, na operację tę posłanka PO musiałaby wyłożyć znacznie większą sumę, przekonywał dziennik.

                  Charakterystyczne, że doniesienia gazety natychmiast podchwyciły inne media – dotąd bardzo powściągliwe, jeśli chodzi o krytykę członków PO. Żadnych wątpliwości na temat winy Lidii Staroń nie miały też władze Platformy, które zareagowały zdecydowanie ostrzej niż w przypadku prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego, któremu partyjny kolega zarzucił, potwierdzoną nagraniem, korupcję.

                  Niewiedza czy manipulacja?

                  Tymczasem, jak sprawdziła "Gazeta Polska", oskarżenia wysunięte przez media i polityków PO nie znajdują absolutnie żadnego potwierdzenia w faktach i dokumentach. Wystarczy powiedzieć, że najważniejszy zarzut dziennikarza "Rzeczpospolitej" Mariusza Kowalewskiego, uwłaszczenie się posłanki za 749 zł na podstawie nowelizacji z 2007 r., chybia celu aż potrójnie.

                  Po pierwsze: Lidia Staroń posiadała tzw. spółdzielcze prawo własnościowe do opisywanego przez "Rz" lokalu już od 6 września 2000 r. Prawo to – będące substytutem własności (posiadaną nieruchomość można wynajmować, sprzedawać, remontować itd.) – można było praktycznie nieodpłatnie przekształcać w pełną formalną własność już na podstawie przepisów z grudnia 2000 r. Oznacza to, że posłanka mogła wyodrębnić własność lokalu (a więc de facto uzyskać dokument potwierdzający jej właścicielskie prawa) na takich samych warunkach już siedem lat temu, choć trudno tu mówić o „uwłaszczeniu”, gdyż Staroń nie była żadnym dzierżawcą ani lokatorem, lecz posiadała właśnie spółdzielcze prawo własnościowe. Należy pamiętać, że Lidia Staroń trafiła do parlamentu dopiero jesienią 2005 r., zatem nie mogła współuczestniczyć w tworzeniu prawa z 2000 r.

                  Po drugie: "Rzeczpospolita" nie wspomniała ani słowem, że posłanka (zupełnie legalnie) już od sierpnia 2002 r. starała się przekształcić spółdzielcze prawo własnościowe w normalne prawo własności – tyle że nie pozwalały jej na to, niezgodnie z przepisami, władze olsztyńskiej spółdzielni „Pojezierze”. Ostatecznie, po kilkuletnich bojach, 19 lipca 2006 r. zarząd spółdzielni podjął uchwałę stwierdzającą odrębną własność lokalu. Dotarliśmy do tego dokumentu: wynika z niego jednoznacznie, że Lidia Staroń oraz trzy inne osoby zostają uznani przez „Pojezierze” za pełnoprawnych właścicieli wymienionej nieruchomości. Był to – podkreślmy – lipiec 2006 r., gdy prace nad nowelizacją ustawy spółdzielczej autorstwa Staroń nawet się jeszcze nie rozpoczęły. Już wtedy więc do finalnego przeniesienia prawa własności lokalu na Lidię Staroń wystarczał akt notarialny… Posłanka sporządziła go w sierpniu 2008 r., płacąc notariuszowi 749 zł – dziennikarz „Rzeczpospolitej”, z niewiedzy bądź rozmyślnie, uznał, że była to opłata za nieuczciwe uwłaszczenie się na gruncie. O tym, że Lidia Staroń za uzyskanie spółdzielczego prawa własnościowego wniosła we wcześniejszych latach stosownie duży wkład (odpowiadający cenie za nabycie własności) – nikt już jednak nie napisał.

                  Wreszcie rzecz ostatnia, chyba najważniejsza: nowelizacja prawa spółdzielczego, przy której pracowała posłanka PO w 2007 r., dotyczyła lokatorskich, a nie własnościowych praw spółdzielczych. Szermowanie argumentem, że jej zapisy wpłynęły na korzystne „uwłaszczenie się” Staroń, świadczy więc nie tylko o nieznajomości statusu prawnego jej lokalu (którego własność można było wyodrębnić już od 2001 r.), ale i o kompletnej niewiedzy na temat nowelizacji z 2007 r. Umożliwia ona bowiem przejęcie na własność – po opłaceniu symbolicznej kwoty – właśnie mieszkań lokatorskich, których posłanka nie posiadała.

                  W artykule w „Rz” znalazły się również przekłamania mniejszego kalibru – jak sugestia, że Lidia Staroń „uwłaszczyła” grunt wielkości 1320 mkw. (w rzeczywistości udział posłanki to 1/4 tej powierzchni), czy informacja o rzekomym cofnięciu przez PO rekomendacji dla Staroń podczas prac sejmowych w 2007 r. To jednak, w porównaniu z „prawdziwością” podstawowego zarzutu stawianego przez autora tekstu, niewiele znaczące szczegóły.

                  Wszyscy wrogowie posłanki

                  Czy wobec tak odległych od prawdy ustaleń można przypuszczać, że w tej sprawie jest drugie dno? Lidia Staroń – nie będąc jeszcze posłanką – naraziła się w Olsztynie wielu wpływowym osobom. W 2004 i 2005 r. niemal w pojedynkę rozbiła quasi-mafijny układ panujący w „Pojezierzu” – jednej z największych spółdzielni w Polsce (ponad 50 mln zł rocznego obrotu). Gdy jej prezes Zenon Procyk (zarejestrowany jako tajny współpracownik SB) trafił wreszcie do aresztu, w aucie Staroń parokrotnie przecinano przewody hamulcowe. Następca Procyka – Wiesław Barański – także nie czuje do posłanki sympatii, gdyż ta krytykowała publicznie zakup przez „Pojezierze” za pieniądze mieszkańców (w marcu 2008 r.) trzech toyot dla szefostwa rady nadzorczej.

                  Już jako parlamentarzystka Staroń narobiła sobie wrogów również wśród czołowych postaci PO. Sprzeciwiła się ostro m.in. Zbigniewowi Chlebowskiemu, który podczas prac nad nowelizacją przepisów dotyczących praw spółdzielców opowiedział się za pozostawieniem socjalistycznych rozwiązań w tym zakresie (zapewne stąd jego obecne ataki na posłankę). Staroń prowadziła też ostrą walkę o przestrzeganie w PO demokratycznych procedur. W „GP” opisywaliśmy, jak w 2006 r. posłanka – wraz z kilkoma innymi lokalnymi działaczami – przeciwstawiła się „pompowaniu” kół członkowskich olsztyńskiej Platformy przez posła Sławomira Rybickiego. Staroń, wbrew wytycznym z centrali, nie godziła się też na lokalną koalicję PO z komitetem byłego komunisty Czesława Małkowskiego (w ubiegły piątek Małkowski, podejrzany o molestowanie urzędniczek i gwałt na jednej z nich, opuścił białostocki areszt).

                  Mogło się to skończyć tylko źle. Sławomir Rybicki – jeden z najgłośniejszych krytyków posłanki po opublikowaniu przez „Rzeczpospolitą” artykułu o jej rzekomym uwłaszczeniu – parę razy dawał Staroń do zrozumienia, że nie będzie tolerował jej niesubordynacji. Jako lider warmińsko-mazurskiej PO doprowadził np. do wyeliminowania posłanki z partyjnej listy wyborczej w 2007 r., mimo że dwa lata wcześniej olsztynianie masowo na nią głosowali. To, że nie ma Staroń, to kuriozum. Skreślili osobę, która w 2005 roku, startując z drugiego miejsca, zdobyła 12 tys. głosów. Żaden inny poseł w kraju, który nie był na pierwszym miejscu na liście, nie powtórzył tego wyniku - wypowiadał się wówczas w „Gazecie Wyborczej” jeden z działaczy PO. Ostatecznie pozwolono Staroń startować z ostatniego miejsca (z którego i tak, ku zaskoczeniu Rybickiego, dostała się do Sejmu).

                  W lutym 2008 r. wybuchła jeszcze większa „afera” z udziałem krnąbrnej posłanki. Powiadomiła ona mianowicie NIK o podejrzanych interesach działacza PO Mirona Sycza i polityka PSL Adama Krzyśkowa. Ten drugi, jako prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, przyznał założonemu przez Sycza stowarzyszeniu 40 tys. zł na dofinansowanie budowy wiaty „edukacyjnej”.
                  • Gość: a Definicja mafii spółdzielczej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:29
                    Definicja mafii spółdzielczej
                    Mafia spółdzielcza - organizacja przestępcza rekrutująca się często ze środowisk postkomunistycznych (byłych członków aparatu państwa totalitarnego), o strukturze hierarchicznej, funkcjonująca najczęściej w spółdzielniach-molochach liczących kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. Działalność organizacji jest oparta na wyzysku lokatorów spółdzielni mieszkaniowych w wyniku pobierania zawyżonych opłat czynszowych. Istnienie organizacji charakteryzuje się nieusuwalnością i nietykalnością władz, nadmierną konsumpcją środków finansowych przez tzw. "zaprzyjaźnione firmy" oraz przerośnięty aparat administracyjny, kominowymi płacami członków zarządu, inwestowaniem spółdzielczych funduszy w przedsięwzięcia nie związane ze statutowymi celami spółdzielczości, degradacją społeczności spółdzielni-molocha (powszechny brak prawa własności, podwyższona przestępczość, skupiska biedy, duża liczba eksmisji, dewastacje mienia).

                    Głównym narzędziem finansowania organizacji i rozszerzania jej wpływów jest mechanizm wyprowadzania środków finansowych ze spółdzielni poprzez stosowanie systemu zakupu towarów i usług w zawyżonych cenach oraz księgowania fikcyjnych faktur usługowych. Legalizacja procederu jest możliwa dzięki kreatywnej księgowości i skutecznemu pozbawieniu członków spółdzielni możliwości realnego nadzoru nad wydatkami i polityką finansową dzięki manipulowaniu obsadą stanowisk w zarządzie i organach SM. Wielomilionowe budżety spółdzielni-molochów są źródłem łatwego pozyskiwania i transferowania pieniędzy do "zaprzyjaźnionych firm". Z powodu ogromnych kwot do rozdysponowania, niemożliwe jest księgowanie w spółdzielni wyłącznie fikcyjnych faktur (tylko usług, bez obrotu materiałowego), dlatego klasyczną metodę stanowią zakupy towarów po zawyżonych cenach (zawyżenia średnio od kilkunastu do kilkudziesięciu procent zależnie od czynników lokalnych). Niejednokrotnie też, w celu zagospodarowania rocznego budżetu realizuje się całkowicie pozbawione sensu ekonomicznego roboty (np. remonty elewacji budynku rok po roku).

                    Organizacja, manipulując kryteriami wyboru dostawców w praktyce eliminuje z zaopatrzenia spółdzielni oferentów z wolnego rynku. Dostęp do zleceń zachowuje jedynie wyselekcjonowana, uprzywilejowana grupa tzw. "zaprzyjaźnionych firm" - często firm członków rad nadzorczych, rad osiedli, pracowników spółdzielni, członków rodzin zarządu, osób powiązanych z wpływowymi środowiskami. Wskutek eliminacji konkurencji i pozyskiwania wykonawców jedynie w zamian za łapówki i podział wynagrodzenia za zlecenie, roboty są niskiej jakości, niejednokrotnie wykonywane niezgodnie z zasadami sztuki budowlanej i powodujące straty finansowe na szkodę spółdzielców.

                    Organizacja w celu zapewnienia sobie bezkarności i hegemonii w lokalnej społeczności przenika do struktur organów wymiaru sprawiedliwości, samorządu, jednostek administracji państwowej, środowisk naukowych i biznesu. W celu zabezpieczenia swoich interesów i uzyskania gwarancji nietykalności korumpuje sędziów, prokuratorów, funkcjonariuszy policji, lokalnych polityków, urzędników samorządowych i państwowych szczebla terenowego oraz aktywnie działa w środowisku biznesowym. Ważnym narzędziem wywierania wpływu i pozyskiwania zwolenników jest uznaniowe rozdawnictwo, bądź sprzedaż po zaniżonych cenach lokali i mieszkań z zasobów spółdzielni, a także organizowanie "przedsięwzięć biznesowych" opartych na zawyżaniu cen zakupu. Lokalni decydenci mają np. pierwszeństwo w przydziałach i zakupach w spółdzielni oraz w dzierżawie w atrakcyjnych, nierynkowych cenach lokali usługowych. Proceder ten odbywa się kosztem najuboższych członków spółdzielni pomijanych w kolejce oczekujących.

                    Organizacja zniechęca zwykłych członków do brania udziału w życiu spółdzielni. Fałszuje głosowania i manipuluje wyborami do organów SM zapewniając nieusuwalność prezesom oraz stałe członkostwo w radzie nadzorczej osobom odpowiedzialnym za chronienie systemu. W wyborach biorą udział pracownicy spółdzielni, ich rodziny, przedstawiciele "zaprzyjaźnionych firm", osoby podstawione nie będące członkami spółdzielni, a "wypełniające wakaty" po członkach nie uczęszczających na wybory z racji podeszłego wieku, wyjazdu za granicę, itp.

                    Spółdzielniane organizacje przestępcze z całego kraju komunikują się ze sobą uzgadniając generalne kierunki polityki organizacji, angażują się też w działalność polityczną, tworząc silne lobby parlamentarne oparte na strukturach partii postkomunistycznych. Naczelnym zadaniem lobby jest przeciwdziałanie reformom w spółdzielczości i torpedowanie wszelkich zmian, które mogłyby doprowadzić do demokratyzacji w funkcjonowaniu spółdzielczości i dać członkom - poprzez uwłaszczenie i podział spółdzielni-molochów - prawo samostanowienia i godnego życia.

                    • Gość: a Skandal w Zabrzańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:29
                      Skandal w Zabrzańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej
                      2011-03-30, Aktualizacja: 2011-04-03 11:23
                      Joanna Heler

                      Zabrzańska Spółdzielnia Mieszkaniowa nie pozwala uczestniczyć kandydatom do Rady Nadzorczej w kolejnych częściach walnego zgromadzenia. Wstępu bronią spółdzielcom ochroniarze oraz pracownicy ZSM.

                      Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij»
                      Dodaj zdjęcie do materiału. Autor
                      Opis
                      Dodawanie zdjęcia

                      Aby wysłać zdjęcie musisz zgodzić się z poniższym warunkiem. Dodając zdjęcie oświadczam, że mam prawo do dysponowania nim, zgadzam się na przetwarzanie danych w celu jego publikacji, oraz na nieodpłatne wykorzystanie zdjęć w serwisie naszemiasto.pl oraz innych serwisach i gazetach Grupy Polskapresse. Proszę o podpisanie autora zdjęcia w sposób podany w formularzu
                      To despotyczne rządy jak na Białorusi, tyle że w wydaniu zabrzańskim - kwitują lokatorzy Zabrzańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

                      Trwają właśnie kolejne części walnego zgromadzenia członków ZSM. Ochroniarze nie wpuszczają na nie kandydatów na członków Rady Nadzorczej. Dodajmy - niektórych. W spotkaniach uczestniczą "swoi ludzie" - również kandydujący do tego gremium, ale już w nim zasiadający.

                      - Nie wpuszczono mnie na spotkanie odbywające się na Helence - mówi Marek Kabaj.

                      - Jako mieszkaniec Centrum chciałem uczestniczyć w nim bez prawa głosu. Zależało mi, by przedstawić się ludziom, którzy mnie nie znają. Pracownica spółdzielni rozpoznała mnie i oświadczyła, że nie mam prawa wstępu. Za nią stali ochroniarze. Nie będę się bił z bramkarzami, odszedłem.

                      Marek Kabaj nie został też wpuszczony na wtorkowe zebranie na os. Kopernika. Chciał w nim uczestniczyć na tej samej zasadzie, bez czynnego prawa wyborczego. Usłyszał, że jeśli wejdzie, to będzie miał
                      ∨ Czytaj dalejReklamaOptymalizacja danychDzięki analizie danych z IBM ogranicz koszty i ryzyko.

                      www.ibm.com
                      Analityka biznesowa dla MŚPSprawdź jak IBM Cognos Express optymalizuje Twoją firmę!

                      ibm.com/innovation
                      Nissany dostawczeNiech samochód stanie się Twoim współpracownikiem. Sprawdź ofertę!

                      www.nissan.pl
                      Reklamy BusinessClick zakaz wstępu na pozostałe zebrania.

                      Drzwi pokazano też Jerzemu Glabiszowi. Dla niego to nie pierwszyzna.

                      - Tak to jest gdy się zadaje niewygodne pytania. A ja ze spółdzielnią wygrałem w Sądzie Najwyższym, gdy bezprawnie wykluczono mnie z grona spółdzielców - mówi.

                      Mieszkańcy są zbulwersowani remontem elewacji ich domu

                      Skąd ten opór władz ZSM? Jej lokatorzy od lat cenzurują działania władz i chcą patrzyć im na ręce. Kwestionują mało przejrzyste i niezrozumiałe zasady rozliczania kosztów ciepła, wody i eksploatacji budynków.

                      Borys Budka dodaje, że jego zdaniem kwestią legalności wyborów będzie musiał zająć się sąd i organa ścigania.

                      - Spółdzielnia łamie "Prawo spółdzielcze". Chodzi o niedopuszczenie do przedstawienia się kandydatów do rady nadzorczej na poszczególnych częściach walnego zgromadzenia, uniemożliwienie skorzystania z zagwarantowanej ustawą pomocy prawnej, niezamieszczenie w porządku obrad projektów uchwał zgłoszonych przez członków, weryfikację przez pracowników kandydatów do rady nadzorczej i niedopuszczenie do wyborów niektórych osób - wylicza Budka. - Można się zastanawiać, jak daleko mogą się posunąć obecne władze ZSM w naruszaniu prawa.

                      Nasz Czytelnik wygrał sprawę z Zabrzańską Spółdzielnią Mieszkaniową

                      Teresa Krzysztof, rzeczniczka ZSM pytana o to co się dzieje na zebraniach wysłała odpowiedź: "ZSM jest w trakcie Walnego Zgromadzenia. Redakcję zapraszamy do rozmowy po zakończeniu jego obrad tj. po 2 kwietnia. Natomiast naszych członków za Państwa pośrednictwem, zapraszamy do wzięcia udziału w obradach i merytorycznej dyskusji w najistotniejszych dla Spółdzielni sprawach."

                      • Gość: a Skandal w Tarnobrzegu! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:31
                        Skandal w Tarnobrzegu! Żywność zamiast trafić do ubogich znalazła się w… świątecznych paczkach pracowników spółdzielni mieszkaniowej
                        AAAdodano: 18 grudnia 2010, 1:15 Autor: KaT
                        tagi:paczki skandal tarnobrzeg żywność

                        To tylko część produktów, jakie otrzymaliśmy od pracowników Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, którzy poinformowali nas o rozdawnictwie unijnej żywności, między wszystkich pracowników (fot. KaT)
                        Przeczytaj więcejTo jest skandal! Na osiedlu Wielowieś resztki padłego konia leżą od majowej powodzi

                        Wyboista droga do przedszkola w centrum Tarnobrzega

                        Reklama Rusza konkurs na najnowocześniejszego usługodawcę
                        Mleko, ser żółty, płatki i konserwy otrzymali w pracownicy Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. W obdarowaniu żywnością, nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pochodziła ona z Tarnobrzeskiego Banku Żywności i miała trafić do potrzebujących, którzy wezmą udział w przygotowywanej przez pracowników spółdzielni wigilii. Kiedy do naszej redakcji w Tarnobrzegu przyszło kilku mężczyzn z reklamówką pełną żywności, nie kryliśmy zaskoczenia. Kiedy jednak wyciągnęli z torby artykuły spożywcze opieczętowane ulotkami, że jest to żywność wydawana w ramach pomocy unijnej, wątpliwości same się rozwiały. – Kasza jęczmienna, ser żółty, mleko, płatki – to tylko część produktów jakie dostaliśmy – mówili mężczyźni, pracujący w Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. – To jest żywność dla ludzi potrzebujących, a my jeszcze do takich nie należymy. Te produkty trafiły do pracowników fizycznych w Zakładzie Budowlano Remontowym i administracji. Czy w mieście nie ma już bardziej potrzebujących osób? Są hospicja, domy pomocy, a nawet schronisko dla bezdomnych.

                        WYDALIŚMY NA WIGILIĘ I PACZKI

                        W Tarnobrzegu dystrybucją żywności wydawanej w ramach programu pomocy żywnościowej, zajmuje się Bank Żywności. Czesław Łuszczki, prezes banku przypomina, że owszem w ostatnich dniach wydał Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowe dokładnie 2 tony i 464 kilogramów żywności. – O produkty wystąpili związkowcy ze spółdzielni, którzy organizują coroczną wigilię dla potrzebujących spółdzielców a także paczki – przypomniał Czesław Łuszczki.

                        Kiedy prezes zapoznał się z tematem, nie krył zaskoczenia i nerwów. – Jest to żywność, która miała dotrzeć wyłącznie na wigilię oraz do paczek, jakie będą robione dla uczestników wieczerzy – dodał. – To skandal, że ktoś rozdaje artykuły spożywcze, pomiędzy pracowników. To ma być pomoc dla potrzebujących, a pracownicy spółdzielni, raczej do tej grupy nie należą. Natychmiast wyjaśniam sprawę.

                        KTO ROZPROWADZIŁ?

                        Organizatorem corocznego spotkania wigilijnego dla samotnych i potrzebujących spółdzielców, które w tym roku odbędzie się 24 grudnia o godzinie 11 jest Środowiskowy Dom Kultury działający przy Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Krystyna Woźniak, kierownik Środowiskowego Domu Kultury stwierdziła, że ona za żywność nie odpowiada. Podała przy tym imię i nazwisko innej pracownicy. Lecz ani ta, ani żadna inna pracownica, wczoraj nie była już dla nas uchwytna. Dlatego poinformowaliśmy o sprawie Tomasza Lenarda, prezesa Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. – Jestem w drodze do Krakowa, ale już mój zastępca powiedział, że zaszła taka sytuacja – przyznał prezes Lenard. – Nie wiem, kto zarządza żywnością, bo nie mogę wiedzieć wszystkiego. Uważam, że przyczyną zamieszania są źle zinterpretowane zasady, jakie zostały ustalone.

                        Tomasz Lenard zapewnił, że mimo nieobecności w pracy, problem zostanie wyjaśniony.

                        Dodaj do
                        FacebookWykopŚledzikBlipTwitterDrukujWyślij znajomemuZgłoś błądForum
                        Pewnie jeszcze sporo tych darów z Banku żywności ma TSM więc wykorzystają na okoliczność BALU SYLWESTROWEGO jaki co roku organizują. SMACZNEGO. Bawcie się dobrze.
                        — gość, dodano: 27 grudnia, 13:25


                        Czytam i mysle. Szanowni Panstwo ja jestem na 100 procent pewna ze Pan Luszczki nic nie wiedzial na temat paczek dla spoldzielni mieszkaniowej.To jest
                        • Gość: a Skończmy z wyzyskiem 12 mln Polaków IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:32
                          Skończmy z wyzyskiem 12 mln Polaków przez spółdzielnie mieszkaniowe
                          Spółdzielnie mieszkaniowe zawyżają czynsze, wyrzucają niepokornych, innymi słowy - wyzyskują 12 milionów Polaków - napisaliśmy w artykule "Lokator pańszczyźniany" (nr 34). Po publikacji otrzymaliśmy setki listów, często zaczynających się od słów: "Wreszcie ktoś napisał prawdę o spółdzielniach mieszkaniowych". Czytelnicy pytali, jak walczyć z wszechwładzą spółdzielni, jak skończyć z bezkarnością ich prezesów. - Jest tylko jeden sposób: największe spółdzielnie, które liczą ponad 2 tys. członków, powinny zostać podzielone i powinna o tym zdecydować ustawa - uważa Łukasz Abagarowicz, poseł Platformy Obywatelskiej.

                          Czynsz, czyli haracz
                          Z ograniczeniem samowoli spółdzielni trzeba się spieszyć, gdyż szykują one kolejny skok na pieniądze lokatorów. Rząd zaproponował wprowadzenie podatku dochodowego dla spółdzielni mieszkaniowych. Związek Rewizyjny Spółdzielni Mieszkaniowych (ZRSM) natychmiast ogłosił, że będzie to oznaczać podwyżkę czynszu od 1 stycznia 2004 r. o około 2 proc., a zatem miesięcznie lokatorzy spółdzielni zapłacą prawie 30 mln zł więcej niż dotychczas. Problemem jest to, że spółdzielnie mieszkaniowe nie mają prawa osiągać zysków, bo wówczas działałyby tak samo jak firmy developerskie. Prawo spółdzielcze zakłada, że jeżeli pojawiają się nadwyżki finansowe, to natychmiast powinny być rozdysponowane między członków spółdzielni (na przykład poprzez zmniejszenie czynszu). Jeśli nie ma zysków, podatek powinien być zerowy. Dlaczego zatem spółdzielnie straszą podwyżkami?
                          Argumentem przemawiającym za szybką likwidacją spółdzielni jest częste łamanie przez nie prawa oraz nieuczciwa konkurencja z firmami developerskimi. Spośród 3,5 tys. spółdzielni mieszkaniowych 400 prowadzi inwestycje, czyli buduje mieszkania. Większość łamie prawo, budując mieszkania na sprzedaż. Spółdzielnie mogą budować domy tylko za pieniądze pochodzące z wkładu swoich członków. W praktyce wiele spółdzielni wykorzystuje własne zasoby mieszkaniowe jako źródło finansowania nowych inwestycji, naciągając starych członków. Wystarczy ściągnąć z nich haracz na tzw. fundusz remontowy, następnie zdefraudować te pieniądze i przeznaczyć na budowę nowych lokali (tak zrobiła warszawska spółdzielnia Wyżyny, która wybudowała garaże za pieniądze lokatorów i teraz próbuje je sprzedać). To przestępstwo w praktyce nie jest ścigane. Zwykle spółdzielnie przyjmują nowych członków po zakończeniu budowy, czyli po wniesieniu całego wkładu. - To faktyczna sprzedaż mieszkań, a każda spółdzielnia sprzedająca nowe mieszkania łamie prawo, bo działa jak developer - wyjaśnia Łukasz Abgarowicz. Tyle że w przeciwieństwie do developerów spółdzielnie nie płacą podatków.
                      • Gość: lajkonik Pani Staroń ma rację ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:54
                        Sprawę walki z mafią spółdzielczą popierali też zagorzali zwolennicy PISu - posłowie w programach Jaworowicz, jeśli oglądałeś i pamiętasz.
                        To nie jest sprawa PIS kontra PO. To sprawa obywatelska. Chodzi o to by każdy, kto uważa się za poszkodowanego przez spółdzielnię miał prawo z niej wystąpić, a ponieważ musi nadal współuczestniczyć w zarządzaniu nieruchomością ( trudno, żeby nie ;)) to musimy mieć wgląd w dokumentację, prawo głosu, prawo zaskarżenia pewnych decyzji. To oznacza, wreszcie, kontrolę organów państwowych - prokuratura, NIK i, przede wszystkim, sądów nad działaniami spółdzielni. Koniec z państwem w państwie.
                        MA to znaczenie w dużych spółdzielniach, gdzie kontrola jest iluzoryczna. Jestem pewien, że ze spółdzielni jedno, dwu blokowych ludzie nie będą występować. Z większych - natychmiast i masowo.
                        • Gość: gazeta_dla_idiotów Re: Pani Staroń ma rację ! IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 11:58
                          > MA to znaczenie w dużych spółdzielniach, gdzie kontrola jest iluzoryczna. Jeste
                          > m pewien, że ze spółdzielni jedno, dwu blokowych ludzie nie będą występować. Z
                          > większych - natychmiast i masowo.

                          jest pytanie czy wszyscy POchyleni mają gó-w-no w głowie zamiast mózgu?

                          Ustawa nie mówi o występowaniu ale likwidacji spółdzielni i przymusowym
                          powstaniu wspólnoty... wystarczy że jeden oszołom z bloku wystąpi z takim wnioskiem
                          • Gość: lajkonik Re: Pani Staroń ma rację ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:12
                            dotąd na forach wyzywano mnie od pisuarów :). A ja ani to, ani to.

                            Sam sobie zaprzeczyłeś przytaczając cytat. Wystąpienie choćby jednego członka spółdzielni powoduje przymus powstania wspólnoty. Owszem. Ale nie rozwiązuje Spółdzielni. Powstaje mała wspólnota, w której Spółdzielnia ma zdecydowaną większość i na zebrania wspólnoty przynosi gotowe stanowisko uchwalone na walnym. Przegłosowuje co chce na zebraniu i... tu jest różnica. Dotąd taki człowiek nie mógł nic zrobić. Musiał płacić np zawyżony czynsz czy eksploatację. Teraz taką uchwałę zaskarży do sądu. To zmusi władze spółdzielni do opamiętania. Szczególnie władze dużych spółdzielni, molochów.
                            • Gość: A1 Re: Pani Staroń ma rację ! IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 12:18
                              > Sam sobie zaprzeczyłeś przytaczając cytat.

                              wg ciebie tak jest...

                              > Wystąpienie choćby jednego członka s
                              > półdzielni powoduje przymus powstania wspólnoty.

                              po co?

                              > Teraz taką uch
                              > wałę zaskarży do sądu.

                              polskie sądy sądzą Jaruzelskiego 20lat...
                              człowieku mieszkasz w Polsce... powtórz sobie w P-o-l-s-c-e

                              Jeden oszołom zablokuje każdą decyzję i doprowadzi budynek
                              do poziomu slamsu... Pod kontrolą niezawisłego sądu oczywiście
                              • Gość: lajkonik Re: Pani Staroń ma rację ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 13:06
                                Po co ?
                                Przecież napisałem nie tylko w tym poście. Wbrew pozorom sądy w Polsce działają. Wolniej lub szybciej. Natomiast dużej spółdzielni NIE SKONTROLUJESZ. W polskich warunkach.

                                Mam doświadczenie: z małą spółdzielnią - 2 budynki, ponad 100 spółdzielców,
                                małą wspólnotą - 12 lokali
                                dużą spółdzielnią - dziesiątki tysięcy spółdzielców
                                prywatnym domem na prywatnej działce.

                                Tylko w przypadku dużej spółdzielni musiałem w pewnych sprawach komunikować się z nimi za pomocą adwokata, a oni odpowiadali pisami radcy płaconego też z moich pieniędzy :)
                                Kontroli i sprzeciwu wobec nich nie ma !
                                Sądy w Polsce działają opieszale, owszem. Ale działają !!! Spółdzielnie, szczególnie duże są POZA KONTROLĄ.

                                P.S. Sąsiedzi prywatnego domu też potrafią uprzykrzyć Ci życie, a w każdym razie powinieneś się liczyć z ich zdaniem. Żyjemy w społeczeństwie i podporządkowujemy się temu faktowi. W ramach prawa. W Spółdzielniach molochach to prawo NIE ISTNIEJE. Wiem z doświadczenia.
                                • Gość: A1 Re: Pani Staroń ma rację ! IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 13:38
                                  > Mam doświadczenie: z małą spółdzielnią - 2 budynki, ponad 100 spółdzielców,
                                  > małą wspólnotą - 12 lokali
                                  > dużą spółdzielnią - dziesiątki tysięcy spółdzielców
                                  > prywatnym domem na prywatnej działce.

                                  jednym słowem
                                  brak ci doświadczenia we wspólnocie > 50 członków
                                  a to jest właśnie przypadek, o którym jest mowa

                                  a co do kontroli to nie bardzo rozumiem, że są poza
                                  a we wspólnocie będzie cacy...
                                  W dużej wspólnocie dostaniesz rachunek za to-i-tamto od zarządzającego
                                  i możesze sobie podyskutować z zarządzającym dokładnie tak
                                  jak ze spółdzielnią. I to będzie taka różnica i też dostaniesz odp. od radcy prawnego
                                  • Gość: lajkonik Re: Pani Staroń ma rację ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 14:00
                                    A czym że jest spółdzielnia 100 lokali, jak nie wspólnotą plus 50 ? :)

                                    Na dziś wg prawa wspólnota 12 i plus 50 to te same obowiązki.

                                    Zapytam raczej o wielkość spółdzielni dużej, gdzie na walne są wybierani reprezentanci, i w której nawet jak podyskutujesz o rachunku to nie masz już drogi odwoławczej. W praktyce DUŻEJ spółdzielni.
                                    We wspólnocie po dyskusji o rachunku, który ci nie odpowiada, idziesz na zebranie wspólnoty, a po podjęciu przez resztę uchwały o udzieleniu absolutorium ( a może innym też nie odpowiada i takiej uchwały nie będzie :) ) zaskarżasz ją do sądu. Jeżeli twoje argumenty są zasadne masz szansę. W wypadku spółdzielni uchwałę walnego możesz zaskarżyć do lustratora spółdzielczego. Tak jest w przypadku także innych uchwał.
                                    Generalnie jestem za tym by wspólnoty ( czy spółdzielnie, jeżeli dobre) były ograniczone do 1-2 budynków, wspólnego terenu, w porywach mikro osiedla połączonego jakimiś funkcjami np wspólny sklep należący do nich ( nie do spółdzielców) czy plac zabaw między blokami. Jednak aby forma spółdzielcza była dobrowolna, a osoba występująca z niej miała nadal wpływ na funkcjonowanie spółdzielni w zakresie jej dotyczącym i nie traciła swoich praw. Tylko tyle i aż tyle.

                                    • Gość: A1 Re: Pani Staroń ma rację ! IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 14:08
                                      > Na dziś wg prawa wspólnota 12 i plus 50 to te same obowiązki.
                                      ...
                                      > Generalnie jestem za tym by wspólnoty

                                      ja jestem za tym żeby każdy dostał mercedesa i dwie nagie nałożnice...

                                      Mówimy o Polsce --kraju w którym premier walczy z `kibolami' czy trzeba
                                      większej demonstracji jak bardzo to państwo jest do niczego?
                                      Że bandyta będzie ścigany ale wyłącznie na stadionie; a złodziej jak będzie
                                      prezesem SM? Tak?
                                      • Gość: lajkonik Re: Pani Staroń ma rację ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 14:41
                                        Chyba się zapętliłeś.
                                        Jestem kibolem, to brzmi dumnie. Jestem za kibicowaniem i za ściganiem bandytów, nie tyle stadionowych, tylko ogólnie bandytów. Kibice Legii na stadionie zachowują się fajnie, ale jeszcze kilka lat temu najeżdżali, dosłownie, szkoły, w których odbywała się polonijna akcja kibic. Za to policja nie ścigała. Wywozili do lasu. Nie ścigała. Pałowała za to kibiców na stadionie, którzy mieli bilety. TVN był w niebowzięty i wszystko super.
                                        Dziś ściga za Tolę, zamiast ścigać Tolę i przede wszystkim pomagierów jak Miro, Rycho, Zbycho czy Zupa. Ale to inna sprawa.
                                        Mylisz dwie różne rzeczy . Ja odbieram projekt Staroń jako obywatelski i się pod nim podpisuję. Wiem, że podpisuje się pod nim wielu posłów PO, ale może, przede wszystkim, PiS. Jak będzie zadecydują niestety sondaże. Gdyby przeszedł jako ponad partyjny byłoby super. Jednak lobby prezesów nie śpi.
                                        Jesteś "lobbystą" ?
                                            • sspoldzielca Re: Pani Staroń NIE ma racji ! 28.06.11, 08:39
                                              Okrzyknięto ją w prasie rewolucyjną i rewelacyjną. Zyskała akceptację związków spóldzielców które do upadłego zapowiadają bić się o tę ustawę, więc postanowiłem sprawdzić czy jest o CO.


                                              Nowa ustawa nie gwarantuje choćby jednego uwłaszczenia spółdzielcy, co więcej wprowadzone tam nowe uregulowania prawne sprawią, że spółdzielcy zaczną tracić nawet obecny stan posiadania

                                              Do tej pory prawo chroniło członka spółdzielni posiadającego własnościowe prawo do lokalu. Mieszkanie stanowi najważniejsze dobro członka spółdzielni i jego rodziny - stanowi podstawę ich bytu.
                                              To członek spółdzielni w całości sfinansował wybudowanie własnego mieszkania. To, że nie jest w pełni jego właścicielem, to zasługa ustawodawców, którzy doprowadził do sytuacji, w której spółdzielnia choć nie poniosła żadnych nakładów z własnych środków, stała się właścicielem budynków mieszkalnych i towarzyszącej infrastruktury sfinansowanych przez członków spółdzielni.

                                              Do dnia dzisiejszego art. 1718 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych stanowi że w przypadku likwidacji czy upadłości spółdzielni spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu przekształca się w odrębną własność

                                              Art. 1718.

                                              1.Jeżeli w toku likwidacji, postępowania upadłościowego albo postępowania egzekucyjnego z nieruchomości spółdzielni, nabywcą budynku albo udziału w budynku nie będzie spółdzielnia mieszkaniowa, spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu przekształca się w prawo odrębnej własności lokalu lub we własność domu jednorodzinnego
                                              W projekcie nowej ustawy wprowadzono dodatkowy przepis art. 32 ust. 3 stanowiący, że w przypadku likwidacji albo upadłości spółdzielni przekształcenie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu w odrębną własność może mieć miejsce tylko po zaspokojeniu
                                              wszystkich roszczeń wierzycieli spółdzielni co sankcjonuje bezprawne przejęcie majątku członków spółdzielni przez spółdzielnię..

                                              Artykuł nowego prawa dopuszcza sprzedaż gruntu z budynkami oraz członkami posiadającymi spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu.
                                              Niewątpliwie w chwili tego zbycia ich spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu przestanie istnieć i staną się oni najemcami u nowego właściciela.

                                              Art. 32 projektu nowej ustawy

                                              3. Jeżeli w toku likwidacji albo postępowania upadłościowego nie nastąpiło zbycie prawa do gruntu wraz z budynkiem albo udziałem we współwłasności budynku, z dniem wykreślenia spółdzielni z rejestru po zakończeniu jej likwidacji albo postępowania upadłościowego spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu przekształca się w prawo odrębnej własności lokalu lub we własność domu jednorodzinnego.

                                              Co więcej tak ustanowione prawo otworzy nowe możliwości zadłużania spółdzielni bowiem zwiększy niesamowicie jej zdolność kredytową . Zaciągnięte kilkudziesięciomilionowe kredyty będą mieć pokrycie. Gwarancją i zabezpieczeniem ich spłaty będzie ustawowa możliwość zajęcia i sprzedaży mieszkań o statusie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu.
                                              .
                                              W ten sposób nastąpi obejście przepisu art. 19 paragraf 3 ustawy Prawo spółdzielcze


                                              Art. 19. .
                                              § 3. Członek spółdzielni nie odpowiada wobec wierzycieli spółdzielni za jej zobowiązania.

                                              Rewelacyjna i rewolucyjna jak twierdzą twórcy jej projektu ustawa uwłaszczająca? Wszystko wskazuje na to, że jednak wywłaszczająca!


                                              Oczywiscie są jeszcze inne takie kwiatki w zapisie nowej ustawy i jest ich cały bukiet
                                          • sspoldzielca Pani Staroń chce chyba nas eksterminować 06.07.11, 00:52

                                            EKSTERMINOWAĆ CHCE NAS TĄ USTAWĄ PARTIA OSZUSTÓW


                                            Nowa ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych podkomisji pani Staroń nie gwarantuje choćby jednego uwłaszczenia spółdzielcy, co więcej wprowadzone tam nowe uregulowania prawne sprawią, że spółdzielcy zaczną tracić nawet obecny stan posiadania

                                            Do tej pory prawo chroniło członka spółdzielni posiadającego własnościowe prawo do lokalu. Mieszkanie stanowi najważniejsze dobro członka spółdzielni i jego rodziny - stanowi podstawę ich bytu.
                                            To członek spółdzielni w całości sfinansował wybudowanie własnego mieszkania. To, że nie jest w pełni jego właścicielem, to zasługa ustawodawców, którzy doprowadził do sytuacji, w której spółdzielnia choć nie poniosła żadnych nakładów z własnych środków, stała się właścicielem budynków mieszkalnych i towarzyszącej infrastruktury sfinansowanych przez członków spółdzielni.

                                            Do dnia dzisiejszego art. 17 z indeksem 18 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych stanowi że w przypadku likwidacji czy upadłości spółdzielni spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu przekształca się w odrębną własność

                                            Art. 17 z indeksem 18.

                                            1. Jeżeli w toku likwidacji, postępowania upadłościowego albo postępowania egzekucyjnego z nieruchomości spółdzielni, nabywcą budynku albo udziału w budynku nie będzie spółdzielnia mieszkaniowa, spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu przekształca się w prawo odrębnej własności lokalu lub we własność domu jednorodzinnego


                                            W projekcie nowej ustawy wprowadzono DODATKOWY przepis art. 32 ust. 3 stanowiący, że w przypadku likwidacji albo upadłości spółdzielni przekształcenie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu w odrębną własność może mieć miejsce TYLKO po zaspokojeniu wszystkich roszczeń wierzycieli spółdzielni co sankcjonuje bezprawne przejęcie majątku członków spółdzielni przez spółdzielnię..

                                            Artykuł nowego prawa dopuszcza sprzedaż gruntu z budynkami oraz członkami posiadającymi spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu.
                                            Niewątpliwie w chwili tego zbycia ich spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu przestanie istnieć i staną się oni najemcami bez żadnych praw u u nowego właściciela.

                                            Art. 32 projektu nowej ustawy

                                            3. Jeżeli w toku likwidacji albo postępowania upadłościowego nie nastąpiło zbycie prawa do gruntu wraz z budynkiem albo udziałem we współwłasności budynku, z dniem wykreślenia spółdzielni z rejestru po zakończeniu jej likwidacji albo postępowania upadłościowego spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu przekształca się w prawo odrębnej własności lokalu lub we własność domu jednorodzinnego.

                                            Co więcej tak ustanowione prawo stworzy nowe możliwości zadłużania spółdzielni bowiem zwiększy niesamowicie jej zdolność kredytową . Zaciągnięte kilkudziesięciomilionowe kredyty będą mieć pokrycie. Gwarancją i zabezpieczeniem ich spłaty będzie ustawowa możliwość zajęcia i sprzedaży mieszkań o statusie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu.

                                            . W ten sposób nastąpi obejście przepisu art. 19 paragraf 3 ustawy Prawo spółdzielcze

                                            Art. 19. .
                                            § 3. Członek spółdzielni nie odpowiada wobec wierzycieli spółdzielni za jej zobowiązania.

                                            Nowa ustawa przewiduje taki epilog w przypadku likwidacji lub upadłości spółdzielni dla posiadających spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu

                                            Art. 21 ustęp 4 projektu nowej ustawy cytuję :

                                            „4. Zakończenie likwidacji spółdzielni albo postępowania upadłościowego NIE MOŻE NASTAPIĆ PRZED ZBYCIEM prawa do gruntu wraz z budynkiem albo udziałem we współwłasności budynku, w którym zostały ustanowione albo miały być ustanowione spółdzielcze lokatorskie prawa do lokali mieszkalnych.”

                                            No cóż trzeba przyznać że w stosunku do posiadających SPÓŁDZIELCZE LOKATORSKIE prawo do lokalu obecna ustawa stanowiła podobnie, choć z Dużym Wyjątkiem.

                                            Po sprzedaży mieszkań o statusie spółdzielczych lokatorskiego prawa do lokalu prawo te przekształcało się w najem na korzystnych warunkach a lokator PODLEGAŁ OCHRONIE ustawy o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego ( art. 16 ustęp 1 OBECNIE OBOWIAZUJĄCEJ USTAWY). Chroniło to najemcę przed windowaniem czynszu do astronomicznych wielkości przez nowego właściciela i eksmisją na Bruk Najemcy.

                                            Nowa ustawa LIKWIDUJE ten zapis pozostawia sprzedanych wraz z lokalem jak BYDŁO za długi spółdzielni bez żadnej ochrony czy praw. Będzie to przyczyną wielu tragedii rodzin polskich.

                                            Rewelacyjna i rewolucyjna jak twierdzą twórcy jej projektu ustawa uwłaszczająca? Wszystko wskazuje na to, że jednak wywłaszczająca!

                                            A Pani Staroń I PO TAK CHWALĄ tą ustawę CO więcej związki spółdzielcze też CO JEST GRANE ????

                                            więcej ułomności tej ustawy na stronie


                                            serwis21.blogspot.com/2011/06/ustawa-o-spodzielniach-mieszkaniowych.html
                                • Gość: bebe Re: Pani Staroń ma rację ! IP: *.toya.net.pl 08.06.11, 16:42
                                  Zgadzam się całkowicie z lajkonikiem. Mieszkam w domu (84 lokale) wybudowanym w 2003 roku przez spółdzielnię, oczywiście za pieniądze kupujących. Notarialne akty własności otrzymalismy dopiero w 2010 roku, bo wczesniej budynek był obciążony wysokim długiem spółdzielni. Ponieważ ludziom sie nie śpieszy do załatwiania formalności u notariusza, nadal nie mamy 50% wyodrębnonych lokali. Obecnie jest to ok. 48%. oczywiście ci co wyodrębnili lokale nie mają żadnych praw, bo nawet gdy przyjdą na zebranie spółdzielni to nie maja prawa głosu. Nie wiemy na co ida pieniądze np z funduszu remontowego, co planuje spółdzielnia itp. Jestem za tą ustawą.
                            • Gość: kierownik Re: Pani Staroń ma rację ! IP: 195.116.98.* 13.06.11, 13:24
                              Co za bełkot. A obecnie taka osoba nie może iść do sądu? Otóż może i wskazuje to konkretny przepis ustawy o Spółdzielniach mieszkaniowych.
                              I dwa słowa co do powstania wspólnoty, bo też głupoty wypisujesz. Wspólnota miała by powstać nie po wystąpieniu z członkostwa spółdzielni, ale po wyodrębnieniu własności lokalu. Jakbyś przeczytał projekt tej ustawy to byś wiedział, że po wejściu jej w życie wszyscy, absolutnie wszyscy z mocy prawa stają się członkami spółdzielni, nawet ci którzy przed jej wejściem wyodrębnili własność lokalu i zrezygnowali z członkostwa w spółdzielni.
                              Media sprzedają wam papkę o likwidacji spółdzielni, a tak na prawdę ta ustawa narobi więcej szkody niż wam się wydaje. Ale chłońcie dalej papkę poseł Staroń.
                    • Gość: Olsztyniak Re: Lidia Staroń naraziła się wpływowym osobom IP: *.uwm.edu.pl 09.06.11, 09:38
                      Akurat spółdzielnia "Pojezierze" w Olsztynie to najporządniejsza spółdzielnia w Olsztynie. Stare bloki z lat 70. Wszystkie już od 10 lat ocieplone, wiele z nich ma powymieniane windy na nowoczesne, itd. Do tego opłaty są niższe niż w innych spółdzielniach w mieście. Zaszczuty przez Staroniową przezes Procyk wybudował własną (tzn. spółdzielni) rurę ciepłowniczą - dzięki temu spółdzielnia nie musi kupować ciepła od lokalnego monopolisty - może kupować ciepło bezpośrednio od wytwórcy i ma do wyboru fabrykę Michelin lub MPEC.
                      Owszem, prezez Procyk nie był święty - może i był TW, wybudował blok ("plombę" w doskonałej lokalizacji) w którym mieszkania pokupowali wpływowi sędziowie, prokuratorzy, itd. ale jakie to ma znaczenie dla spółdzielców?
    • masher rozwalic te komunistyczne molochy! 08.06.11, 11:26
      najwyzsza pora aby ktos rozpieprzyl te komunistyczne molochy. ludzie maja dosc spoldzielni, zle zarzadzanych, rozkradajacych pieniadze, robiacych szwindle za szwindlami. dlatego tylko mozna przyklasnac temu projektowi. a ze spoldzielnie beda protestowaly... ICH PROBLEM! sie im w d.... poprzewracalo i zachowuja sie jak wlasciciele a sa tylko ZARZADCAMI, takimi samymi jakich mozna sobie wynajac albo stac sie samemu. jesli ten projekt nie przejdzie to dalej spoldzielcy beda krojeni w bialy dzien bez mozliwosci obrony
      • pnti Re: a co to zmieni? 08.06.11, 11:39
        Gość portalu: u napisał(a):

        > bedziecie utrzymywac ta sama infrastrukture, placic firmie zarzadcy, firmie spr
        > zatajacej, konserwatorom. kasa pojdzie po prostu do innych kieszeni.

        Na moim osiedlu przez ostatnie 10 lat nie posiano ani jednego trawnika, naprawiono dwa krótkie chodniki po miesiącach walki, nie powstał ani jeden nowy sklep, ani jedno nowe miejsce do rekreacji. Praktycznie jedyny lokal usługowy to ... kebab.

        Chodzi o to, żeby ludzie mieli wpływ na to co się dzieje w ich własnym otoczeniu.
        • Gość: ua Re: a co to zmieni? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:43
          na moim osiedlu stale docieplane sa budynki (koszty wychodza NIZSZE niz we wspolnotach mieszkaniowych), sa nowe chodniki z pobruku, nowe boiska, place zabaw, codziennie rano podlane sa trawniki, wymienione okna na klatce schodowej, sprawne domofony, czysto i fajnie.
          powstana wspolnoty to kazdy zacznie se wyrywac parking po kawalku, przeganiac dzieci z boiska bo przeciez to bloku X a nie Y, tych z dolu gowno bedzie obchodzil dach itd itp.
          jak jest za duzo ludzi do rzadzenia to jest warcholstwo i polski sejm.
    • Gość: a Skandal w olsztyńskiej spółdzielni mieszkaniowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:36
      Skandal w olsztyńskiej spółdzielni mieszkaniowej
      Wtorek, 15 marca 2005 (13:25) 15 zarzutów dla prezesa olsztyńskiej spółdzielni \"Pojezierze\"; 9 dla księgowej. Dotyczą one głównie podrabiania dokumentów. W sprawie są też wątki korupcyjne, np. ustawianie przetargów na wymianę liczników wody.

      Jednym z ciekawszych wątków całej afery jest sprzedaż mieszkań po zaniżonych cenach. Istnieje podejrzenie, że kupowali je wpływowi mieszkańcy Olsztyna, m.in. prokuratorzy i sędziowie.

      Prokurator zawiesił i prezesa, i księgową spółdzielni w wykonywaniu obowiązków służbowych, oboje zostali też pozbawieni paszportów i mają zakaz opuszczania kraju.

      Prezes spółdzielni słynący z ciętego i dosadnego języka i tym razem daleki jest od pokory – uważa, że z zarzutami, jakie stawia mu prokuratura, nie ma nic wspólnego.

      Dodajmy, że jeszcze w tym tygodniu do grona podejrzanych w aferze ma dołączyć kilkanaście osób. Jak dowiedział się reporter RMF, będą to prawdopodobnie pracownicy spółdzielni i uczestnicy przetargów.

      • Gość: a Wybory w spółdzielni - skandal, policja i awantura IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:37
        Do trzeciej rano tarnobrzeżanie wybierali nowych członków Rady Nadzorczej największej spółdzielni w mieście. - Dość tego złodziejstwa. Najwyższa pora skończyć z marnotrawstwem naszych pieniędzy - wołali oburzeni mieszkańcy tarnobrzeskich osiedli Przywiśle i Młodych. Takich tłumów na zebraniu członków Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej nie było już dawno.

        Poniedziałkowe zebranie sprawozdawczo-wyborcze członków TSM z dwóch tarnobrzeskich osiedli zapowiadało się bardzo burzliwie. Nasze publikacje dotyczące wydatków Rady Nadzorczej i władz spółdzielni zmotywowały spółdzielców do przyjścia. Około trzystu osób chciało usłyszeć wyjaśnienia, a potem wybrać pięciu swoich reprezentantów do nowej Rady Nadzorczej spółdzielni.

        BO OŚMIELILI SIĘ KRYTYKOWAĆ?

        Zaczęło się od skandalu. Na wyraźne polecenie prezesa spółdzielni Stanisława Widza wynajęci za pieniądze spółdzielców rośli ochroniarze, używając siły wyrzucili dziennikarzy z budynku. W obronie przedstawicieli mediów stanęła większość przybyłych na spotkanie ludzi. Przyjechał patrol policji, żeby wyjaśnić sprawę.

        - To nie jest prywatny folwark prezesa spółdzielni i nie on może decydować o tym, czy dziennikarze mogą uczestniczyć w spotkaniu - grzmiał Włodzimierz Mróz, jeden ze spółdzielców. - To niesłychane, żeby za nasze pieniądze nasyłać osiłków na dziennikarzy, dlatego, że ujawnili skandalicznie wysokie koszty funkcjonowania Rady Nadzorczej spółdzielni.

        W obronie dziennikarzy stanęli także inni spółdzielcy. Część z obecnych na sali osób zagroziła zbojkotowaniem zebrania, jeśli przedstawiciele mediów nie zostaną wpuszczeni. Dopiero pod takim naciskiem prezes Stanisław Widz zmienił zdanie. Jego tłumaczenia były wyjątkowo dziwne. - Nie umożliwiam wejścia dziennikarzom, ale trzeba było się zapowiedzieć, poinformować nas dzień, dwa dni wcześniej - mówił, niemal gotując się ze złości.

        BYŁY PREZES NIE MOŻE

        W sali Środowiskowego Domu Kultury było nie mniej gorąco. Już na początku zdziwienie spółdzielców wywołał fakt, że ochrona dostała polecenie nie wpuszczenia na zebranie zażartego przeciwnika obecnych władz Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, jej byłego prezesa (do lipca ubiegłego roku) Tomasza Lenarda. Nie jest co prawda spółdzielcą z Przywiśla ani z osiedla Młodych, lecz miał pełnomocnictwo wystawione przez Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze (Siedziba mieści się w budynku TSM), uprawniające do reprezentowania tego stowarzyszenia i głosowania za nie.

        Po konsultacji z szefem Rady Nadzorczej Januszem Kłosem prezes spółdzielni Stanisław Widz poinformował zebranych na Sali spółdzielców, że były prezes Lenard nie ma prawa uczestniczyć w zebraniu. - To jakieś własne interpretacje prawa. Przecież to zebranie między innymi oceniające ubiegłoroczną działalność Rady Nadzorczej i zarządu spółdzielni, a do połowy roku pan Lenard był prezesem - mówił Wiesław Lichota, spółdzielca - były szef Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Tarnobrzegu.

        Podobnych głosów było więcej, ale ostatecznie były prezes TSM nie wziął udziału ani w zebraniu, ani w głosowaniu.

        NAWET SIĘ NIE ŚNIŁO

        Spółdzielcy z dwóch tarnobrzeskich osiedli zarzucili przewodniczącego Rady Nadzorczej i prezesa spółdzielni pytaniami. Większość z nich nawiązywała do naszych publikacji. Przypomnijmy, że według naszych ustaleń przez ostatnie siedem lat Rada Nadzorcza Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej kosztowała spółdzielców 1,3 miliona złotych, z czego aż 405 tysięcy pochłonęły wydatki na pełniącego funkcję społeczną przewodniczącego tejże Rady.

        - Czytam w gazecie o czymś, o czym nawet nam się nie śniło. My płacimy czynsz, a z tych pieniędzy Rada sobie co roku przyznaje nagrody - grzmiał dopuszczony do głosu jeden z mieszkańców. - Jakby tego było mało, mój znajomy otrzymał list z kartką, na której były wypisane nazwiska kandydatów do nowej Rady. Czy wykorzystywanie danych osobowych spółdzielców z zasobów spółdzielni nie jest łamaniem ustawy o ochronie danych osobowych?

        Inni spółdzielcy dociekali, skąd takie wysokie koszty funkcjonowania Rady Nadzorczej. Bardzo ogólnikowych wyjaśnień ze strony przewodniczącego Rady Nadzorczej TSM Janusza Kłosa doczekała niewielka grupa ludzi uczestniczących w poniedziałkowym zabraniu. Odpowiedzi padły bowiem (zgodnie z przyjętym porządkiem obrad) w końcówce dziesięciogodzinnego spotkania, zakończonego po godzinie 3 w nocy! Janusz Kłos poinformował między innymi, iż zawiadomi prokuraturę, żeby zbadała, w jaki sposób dziennikarz "Echa Dnia” dotarł do dokumentów dotyczących spółdzielni i Rady Nadzorczej.

        NOWE TWARZE W RADZIE

        Wcześniej mieszkańcy osiedli Młodych i Przywiśla wybrali członków rad osiedlowych oraz swoich reprezentantów w Radzie Nadzorczej Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Spośród ponad 30 zgłoszonych kandydatur wybrano pięć osób. Nastąpiła zmiana warty, gdyż spośród członków ustępującej Rady Nadzorczej, do nowej nie wszedł żaden.

        Zdecydowana większość spółdzielców nie czekała jednak na podliczenie głosów. Po wskazaniu kandydatów do rad na wydrukowanych listach, zmęczeni kilkugodzinnym posiedzeniem ludzie poszli do domu.

        NAGRODY Z "KABLÓWKI”

        Dotarliśmy wczoraj do kolejnych dokumentów, które obnażają działalność ustępującej Rady Nadzorczej Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. 8 grudnia 2005 roku Rada podjęła uchwałę (nr XI/98/2005), odnośnie przyznania prawie wszystkim członkom tejże Rady oraz społecznemu członkowi zarządu spółdzielni nagród na łączną kwotę 21.500 złotych (z tego dla przewodniczącego RN Janusza Kłosa 8 tysięcy zł).

        Zdziwienie budzić może nawet nie tyle wysokość przyznanych sobie nagród, co źródło pozyskania pieniędzy. Nagrody te wliczono w ciężar kosztów… telewizji kablowej. Czyżby, jak twierdzi nasz informator - pieniądze z puli przewidzianej na funkcjonowanie Rady Nadzorczej, zostały wcześniej "przejedzone”?

        Na uchwale pod listą nazwisk nagrodzonych dopisano: "Z uwagi na zwiększoną realizację zadań z zakresu TV kablowej nagrody wliczyć w ciężar kosztów TV kablowej”. Dokument podpisał przewodniczący Rady Nadzorczej Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.
        • Gość: a szczecin: Kpiny z ludzi, czyli skandal na IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:39
          GŁOS SZCZECIŃSKI - Kpiny z ludzi, czyli skandal na Barlickiego

          Przez niesolidną miedzyzdrojską firmę dwieście osób marznie w swoich mieszkaniach. Prezes spółdzielni mieszkaniowej przyznaje, że firma go zawiodła, ale i tak bedzie z nią współpracowal jeszcze przez 15 lat!

          Bez ogrzewania, ciepłej wody, w wilgoci - w takich warunkach żyli mieszkancy bloków przy ulicy Barlickiego na Warszowie przez ponad dwa tygodnie. Gdy w koncu zaczęto grzać, woda rozsadziła rury!

          Wszystko dlatego, że nie zamontowano w terminie nowego pieca grzewczego. Właściciel - spółdzielna Przymorze - bezradnie rozkłada ręce.

          Mieszkancy mieli mieć ciepłą wodę i ogrzewanie 15 października. Do tego czasu w stojącej obok bloków kotłowni miał stanąć nowy piec grzewczy. Ale tak się nie stalo, bo firma opóźniła się z pracami. Zleceniodawca - i spółdzielnia mieszkaniowa Przymorze - nie potrafiła wykonawcy zdyscyplinować do przyśpieszenia robót.

          Jeszcze we wtorek kaloryfery były zimne, a z kranu leciała lodowata woda. - To skandal! Władze spółdzielni nie przejmują się nami. Niech sobie ludzie marzną, ich to obchodzi - mówią wściekli mieszkancy.

          - Współczuje mieszkańcom. Ale co mogłem wiecej zrobić? - bezradnie rozkłada ręce prezes spółdzielni Krzysztof Wagner.

          W środę, gdy sprawą zainteresowaly się media, próbowano na gwałt uruchomić ogrzewanie. Konsekwencja tego była jednak taka, że ciepła woda rozsadziła rury.
          - I dalej mamy zimno! - mówi Dariusz Najduszyński.

          Marzną dzieci

          W blokach przy ulicy Barlickiego mieszka blisko 200 rodzin. Wiele z nich ma małe dzieci. Dziecko Ewy Morańskiej jest chore już od prawie dwóch tygodni.

          - W domu jest wilgoć, zimno. Nie da się wysiedzieć. Wszyscy pociągamy nosami. Kto mi teraz zwróci kilkaset złotych za leki? No pytam, kto? Prezes spółdzielni? - mówi zdenerwowana.

          - Nie można się wykąpać, umyć naczyn czy zrobić prania - mówi Czesław Sitek i zaraz macha reką - Zresztą i tak nic by nie wyschło, bo jest taka wilgoć.

          Mówi, że w nocy jest tak zimno, że chodzi spać w dwóch parach dresów i przykrywa się jeszcze grubą pierzyną.
          Niektórzy ironicznie żartują, że aby wysiedzieć jakoś w mieszkaniu, trzeba byłoby wypić "setkę" na rozgrzewkę.

          - Tylko co? Dzieciom też mamy dać? - dodają załamani.

          Zarząd ma ciepło

          Nikt ze spółdzielni nie spotkał się z mieszkancami, żeby wyjaśnić jak długo potrwają prace. Wieszano za to kartki na klatkach schodowych.

          - Z informacją, że o tej i o tej godzinie, tego i tego dnia będziemy już mieli ciepło. Oczywiście przychodziła ustalona godzina i nadal nie było ciepłej wody. Pojawiała się za to nowa kartka - opowiada Józef Stolarek. - Oni chyba myślą, że tu sami idioci mieszkają.

          Mieszkancy skarżą się, że gdy sami próbowali dowiedzieć się czegoś w spółdzielni, to byli po kolei zbywani. Jakby nie było problemu. Uważają, że podłączenie ogrzewania powinno zostać zrobione najpóźniej w sierpniu, gdy na dworze było jeszcze ciepło. A nie w październiku, kiedy kaloryfery powinny być już dawno gorące.

          Prezes rozkłada ręce

          Wymianę pieca i budowę nowego przyłącza spółdzielnia zaplanowala już w maju. Ogłoszono przetarg, w którym wystartowały trzy firmy. Komisja wybrała spółkę z Międzyzdrojów.

          - Bo była najbliżej, bo zaproponowała najniższą cenę - argumentuje prezes spółdzielni Krzysztof Wagner.
          Chwali się, że mieszkancy będą płacili mniejsze niż dotąd rachunki za ogrzewanie.

          - Bedziemy ogrzewać tzw. biomasą - mówi. - To najtańszy obecnie sposób.

          Prace miały rozpocząć się 15 sierpnia. Koniec zaplanowano na 15 października. Tego dnia miał nastąpić odbiór techniczny pieca i całej instalacji, a w domach mieszkańców miała popłynąć gorąca woda - w kranach i w kaloryferach.

          Odbioru jednak nie było, bo firma nie dowiozła na czas pieca. Firma opóźnienie rozpoczęcia prac tłumaczyła też tym, że za późno otrzymała potrzebne zgody z wydziału architektury miasta.

          - Dzwoniłem i pytałem dlaczego tak się dzieje, to usłyszalem tylko, że jeszcze piec nie jest gotowy - tłumaczy się Krzysztof Wagner.
          Według niego, spółdzielnia i on sam zrobili wszystko co możliwe, żeby prace zostały zakończone na czas. Pytanie, dlaczego w domach jest zimno, radzi kierować do wykonawcy.

          - My ze swojej strony zrobiliśmy wszystko - mówi. - Okazało się, że trzeba było zrobić jeszcze płukanie instalacji, wymienić instalację zimnej wody. Zdążyliśmy z tym przed ustalonym 15 października.

          To brzmi jak kpina

          Mieszkancy są wściekli, gdy słyszą takie argumenty.
          - Kto rządzi tą spółdzielnią? Prezes, czy jakaś firma, która wygrała przetarg? - pytają oburzeni.

          Prezes przyznaje, że firma go zawiodła i nie wystawi jej już dobrej opinii. Jego słowa brzmią jednak raczej ironicznie. Spółdzielnia będzie bowiem współpracować z firmą przez następne 15 lat! Na taki okres podpisano umowę na dostawę ciepła do bloków przy ulicy Barlickiego.

          - Miejmy nadzieję, że gdy to całe zamieszanie się skończy, będzie już solidnym partnerem - dodaje prezes.
          Czy to wystarczy mieszkancom? Dlaczego spółdzielnia nie potrafiła zdyscyplinować wykonawcy?

          Wszystko wskazuje na to, że powodem jest niekorzystna dla spółdzielni umowa z międzyzdrojską firmą. Bardziej zabezpiecza ona bowiem interesy wykonawcy, niż spółdzielni, która płaci za zlecone prace.

          Prezes przyznał, że w przypadku zerwania umowy spółdzielnia musiałaby oddać wykonawcy 10 proc. wartości kontraktu. A kary umowne, która mogłaby nałożyć na firmę są niskie, więc nie stanowią żadnego środka dyscyplinującego. W tej sytuacji prezesowi pozostało tylko upominanie wykonawcy i przypominanie o terminie.

          - I to robiłem - tłumaczy się bezradnie. - Ale gdy pytałem, dlaczego prace się opóźniają, nie otrzymałem odpowiedzi.

          To, czy firma poniesie jakiekolwiek konsekwencje finansowe za opóźnienia okaże się pod koniec tego miesiąca. Zarząd spółdzielni ma zdecydować, czy może, a jeśli tak, to w jakiej wysokości, obciążyć finansowo wykonawcę za niedotrzymanie umowy.
          • Gość: a Skandal w spółdzielni Domator IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:39
            Skandal w spółdzielni DOMATOR
            Grupa członków spółdzielni mieszkaniowej "Domator" w Olsztynie chciała ogłosić upadłość spółdzielni. Z powodów formalnych prezes spółdzielni uznała jednak walne zgromadzenie za nieważne. Grupa mieszkańców "Domatora" uważa, że upadłość uchroni ich od spłaty miliona dolarów z odsetkami zobowiązań.

            Dług zaciągnął poprzedni zarząd spółdzielni w 2004 roku bez wiedzy spółdzielców, u prywatnej osoby. 2 lata później zarząd został odwołany, a przed sądem trwa proces byłego prezesa i jego zastępcy, oskarżonych o niegospodarność Ponieważ kolejny zarząd przestał spłacać raty pożyczki, do spółdzielni wkroczył komornik, który poprosił mieszkańców "Domatora" o wpłacanie czynszów na jego konto. Prezes Domatora unieważniła dzisiejsze walne zgromadzenie, bo członkowie spółdzielni zostali o nim powiadomieni poprzez ogłoszenia rozwieszone na klatkach schodowych. Natomiast zgodnie ze statutem "Domatora" - powinni być wezwani listami poleconymi. Grupa spółdzielców, która przed zebraniem złożyła formalny wniosek o ogłoszenie upadłości spółdzielni, nazwała sytuację "skandalem". Prezes spółdzielni Teresa Rokicka-Morabet poinformowania na spotkaniu, że przygotowała plan zawarcia ugody z pożyczkodawcą. Przyznała jednak, że druga strona jest skłonna zawrzeć c ugodę po spełnieniu dodatkowych, niekorzystnych dla spółdzielni warunków. Jednocześnie prezes zaapelowała o nieogłaszanie upadłości. Podczas zebrania interweniowała policja, bo dziennikarze nie zostali wpuszczeni na spotkanie. Mimo interwencji dziennikarze nie weszli na salę obrad. Kolejne walne zgromadzenie zwołano na czerwiec.
            • Gość: a Czy spółdzielczy baron ustawiał wybory w Pojezierz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:40
              Czy spółdzielczy baron ustawiał wybory w Pojezierzu?
              Joanna Wojciechowska2005-08-03, ostatnia aktualizacja 2005-08-03 00:00
              Nowy wątek w aferze Pojezierza. Według prokuratury za głośnym już sfałszowaniem wyborów grup członkowskich w 2002 roku stali prezes Zenon P. i główna księgowa Władysława W.


              Sfałszowanie wyborów grup członkowskich w 2002 roku to siedemnasty zarzut, jaki prokuratura przedstawiła Zenonowi P., aresztowanemu w maju prezesowi spółdzielni mieszkaniowej Pojezierze. - Dopuścił się tego wspólnie i w porozumieniu z Władysławą W., dlatego tej pani prokuratorzy z Elbląga postawili identyczny zarzut - informuje Dariusz Kuberski z gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej (nadzoruje prace śledczych z Elbląga).



              Księgowa Władysława W. była prawą ręką Zenona P., dla niej utworzył stanowisko pełnomocnika zarządu. Gdy w połowie marca wybuchła afera Pojezierza, była przesłuchiwana w tym samym dniu co prezes i w tym samym czasie postawiono jej zarzuty. Zenona P. prokurator zawiesił w obowiązkach, Władysławie W. zakazał reprezentowania zarządu.

              Dla Zenona P. kolejny zarzut może mieć szybkie konsekwencje. 16 sierpnia mija termin jego tymczasowego aresztowania, nie wiadomo jednak, czy wyjdzie na wolność. - Prowadzący sprawę prokurator już wystąpił do sądu z wnioskiem o przedłużenie Zenonowi P. aresztu o kolejne trzy miesiące - mówi prokurator Kuberski.

              Prokurator, powołując się na dobro śledztwa, odmówił podania szczegółów tego wątku. - Jest bardzo obszerny. Zgromadzone dotychczas materiały pozwoliły na postawienie zarzutów, ale nadal gromadzimy zeznania świadków i dokumenty - mówi Kuberski.

              O mechanizmie wyborów w Pojezierzu informowały już media, w tym "Gazeta". W skrócie miało to wyglądać tak: na zebraniach grup członkowskich mieli być tylko "swoi" bo one wyłaniają przedstawicieli (zebranie przedstawicieli to najwyższa władza w spółdzielni). Dlatego przed zebraniami grup sprzątaczki miały znosić do spółdzielni nazwiska mieszkańców, którzy na pewno nie przyjdą na wybory, bo np. wyjechali. Na zebrania szli m.in. uprawnieni do głosowania "swoi" oraz ci, którzy musieli podszyć się pod tzw. "martwe dusze". Spośród siebie wyłaniali przedstawicieli. Ich nazwiska mieli dostawać na specjalnych kartkach do głosowania.

              W 2002 roku odbywały się nie tylko wybory grup członkowskich, ale też rady nadzorczej.

              Mówi Henryk Rostocki ze Stowarzyszenia Obrony Spółdzielców, który do 2002 roku był w radzie nadzorczej Pojezierza i przewodniczył radzie osiedla Kormoran: - To, w jaki sposób w 2002 roku odbyły się wybory na wszystkich szczeblach, było szczytem chamstwa i buty. Moje nazwisko nie znalazło się na liście kandydatów do rady nadzorczej tylko dlatego, że przeciwstawiałem się prezesowi. Powiedział mi wprost: przez ciebie muszę pisać nowe kartki na głosowanie. Od tej pory wiedziałem, że wyrzuci mnie z rady. I tak się stało.

              Zawiadomienie do prokuratury o sfałszowaniu spółdzielczych wyborów z 2002 roku złożyło już dawno Stowarzyszenie Obrony Spółdzielców. - Prokuratorskie zarzuty potwierdzają słuszność tego, o czym mówiliśmy od tamtej pory - mówi Lidia Staroń, jego przewodnicząca. - Naszym zdaniem wybrane w tych wyborach władze spółdzielni, które rządzą nią do tej pory, są nielegalne.

              • Gość: a Prezes ?Pojezierza? w areszcie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:41
                Prezes ?Pojezierza? w areszcie
                Joanna Wojciechowska, Olsztyn2005-05-18, ostatnia aktualizacja 2005-05-18 00:00
                Spółdzielczy baron Zenon P. musi iść do aresztu, bo na wolności może mataczyć - zdecydował wczoraj sąd. Jego zastępcy, dwaj wiceprezesi ?Pojezierza? są wolni, bo wpłacili po 50 tys. zł kaucji. Ale nie wolno im kierować spółdzielnią.
                RAPORTY
                Afery spółdzielcze Co pogrążyło Zenona P., szarą eminencję Olsztyna? Przez lata wszechwładnie kierował spółdzielnią mieszkaniową, blisko współpracował z sędziami, media zarzucały mu łapówkarstwo, a w mieście nazywano go "Procent". Wydawało się, że jest nietykalny. Mimo że już w marcu prokuratura postawiła mu 15 zarzutów o fałszowanie dokumentów i krzywoprzysięstwo oraz zakazała kierowania spółdzielnią, w olsztyńskich urzędach kpiono z nich. Sam Zenon P.

                opublikował je w reklamie w lokalnej gazecie i grał śledczym na nosie: przychodził do pracy, wystąpił w olsztyńskiej telewizji gdzie powiedział o sobie, że jest "dobrym gospodarzem".



                We wtorek prokuratura postawiła mu 16 zarzut - narażenie spółdzielni na stratę ponad 950 tys zł przez niewłaściwy wybór oferty na zakup podzielników ciepła. Grozi za to do 10 lat więzienia. -

                - To, oprócz obawy mataczenia, był kolejny argument za aresztem - mówił wczoraj Zbigniew Więckiewicz, szef prokuratury Okręgowej w Elblągu, która prowadzi śledztwo w sprawie "Pojezierza".

                Jeśli postanowienie się uprawomocni baron spędzi w areszcie co najmniej trzy miesiące. Na razie siedzi w Elblągu.

                Przetarg na podzielniki przeprowadzono w 2002 roku, a wygrała go firma, z którą związany był Tadeusz M. ówczesny szef rady nadzorczej spółdzielni. Identyczne zarzuty prokuratura przedstawiła też wiceprezesom "Pojezierza" Tadeuszowi W. i Andrzejowi Ł. Nie mogą opuszczać kraju. Prokuratorzy odmawiają informacji o tym, czy podejrzani przyznali się do winy, ani nie chcą zdradzać szczegółów ich wyjaśnień.

                Mimo że w tej aferze zawieszono już dwóch sędziów, 18 osobom postawiono zarzuty, a prokurator zakazał kierowania spółdzielnią całemu zarządowi, to rada nadzorcza nie odwołała go. Powołała za to nowy, który nie pojawił się jeszcze w pracy.

                • Gość: a Zenek w koncu trafil tam, gdzie jego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:42
                  Jestem pierwszy i powiem tylko tyle, myślał, jak wielu w tym naszym państwie
                  prawa, że jest nienaruszalny. Przez niego wielu jeszcze ludzi w Olsztynie
                  będzie miało poważne kłopoty i tyle.
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsznet.ec.pl
                  Gość: cossack 19.05.05, 00:15 zarchiwizowany
                  To czytelny sygnał dla olsztyńskiego układu:-)
                  Dzisiaj spółdziela przysłala mi rozliczenia za zuzycie energii elektrycznej na
                  (ogólne dot. np klatki schodowej). Pierwszy raz! Mam 62 PLN nadpłaty. O
                  łaskawcy. Gorąco w gaciach, prawda? Teraz myślą, że uda im sie przekupić ludzi
                  jakąś gó..aną jałmużną...pozostaje mieć nadzieję, że nasi społdzielcy nie
                  sprzedadzą sie(poza Spółdzielcami przez duże S :-)wiadomo o kogo chodzi, którzy
                  dawno sie sprzedali)
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
                  Gość: olsztyniak 19.05.05, 07:43 zarchiwizowany
                  Zaczynam wierzyc w sprawiedliwosc. Zenek w koncu trafil tam, gdzie jego
                  miejsce. Wiele osob bedzie mialo przez niego problemy, bo to nie jest czlowiek
                  honoru, tylko zlosliwy typ, ktory tonac pograzy wszystkich kolesi.
                  W koncu chyba wiedzieli, z kim graja, wiec mogli sie tego spodziewac.
                  Moze wreszcie miasto zostanie oczyszczone?
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsztyn.mm.pl
                  Gość: Uchachany po pachi 19.05.05, 14:32 zarchiwizowany
                  > Dzisiaj spółdziela przysłala mi rozliczenia
                  > za zuzycie energii elektrycznej na (ogólne
                  > dot. np klatki schodowej). Pierwszy raz!
                  > Mam 62 PLN nadpłaty. O łaskawcy. Gorąco w
                  > gaciach, prawda? Teraz myślą, że uda im sie
                  > przekupić ludzi jakąś gó..aną jałmużną...

                  Nie przesadzasz troche?... Daruj ale ten fragment brzmi jak kiepskiej jakosci
                  scenariusz do filmow klasy B typu "Druzyna A" czy jak to sie nazywalo...
                  Doprawdy, zaprezentowany przez ciebie związek przyczynowy nadplaty ktora
                  dostales z proba przekupienia cie jest co najmniej zalosny...
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsznet.ec.pl
                  Gość: rita 19.05.05, 15:11 zarchiwizowany
                  Niestety twój adwersarz ma rację, nigdy jeszcze za szefowania Pana Prezesa
                  Zenona P. nie rozliczano prądu na klatce! Gdzie rozliczenie nadwyzki
                  energetycznej (takie pojęcie w księgowości nie istnieje he he he..., to są
                  normalne koszty części wspólnych) z poprzednich lat? Przeciez na grupach Prezes
                  zawsze krzyczał, ze zarządza tak dobrze, że co roku mamy nadwyżkę. Zrobiono to
                  po raz pierwszy a uwazny czytelnik spółdzileczego "szmatlawca" zauwazy, że na
                  niektórych "grupach członkowskich" powzięto uchwały o stworzeniu grupy poparcia
                  dla Panan Prezesa oraz zbierania podpisów za nim. Na razie zebrano "podobno"
                  78, więc trzeba ludzi czymś zachęcić. Podobno sam Prezes z aresztu nakazał
                  zbieranie podpisów pod kolejnym wnioksiem - tym razem o jego uwolnienie.
                  P.s. Spółdzilecy mam pomysł, skoro spóldzielnia rozliczyła nadwyzki za 2004r.
                  to może przysługuje nam roszczenie za ostatnie 3 lata?
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsztyn.mm.pl
                  Gość: TED 19.05.05, 23:02 zarchiwizowany
                  BRAWO RITA
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsztyn.mm.pl
                  Gość: Uchachany po pachi 20.05.05, 21:02 zarchiwizowany
                  Ok. Widzialem to rozliczenie. Jest na nim napisane ze postanowiono zgodnie z
                  uchwala zebrania przedstawicieli. Moze wczesniej nie byla takich uchwal. I stad
                  te zwroty? Zreszta to niewazne. Niektorym wystarczy ze teraz sprzataczka
                  machnie dwa razy wiecej miotla przed ich blokiem zeby blyskotliwie powiazali to
                  z ta sytuacja ktora teraz panuje...
                  I to jest zalosne...
                  Wiec apeluje o troche obiektywizmu a raczej rozsadku.
                  A jesli ktos ma inne zdanie to chyba sa inne wyjscia niz rzucanie inwektyw
                  (PRAWDA COSSACK?). No chyba ze nie ma argumentow...

                  I jeszcze jedno: rowniez ciesze sie z tego co sie dzieje, tylko robie to w
                  sposob przemyslany a wszelkie "doniesienia prasowe" traktuje z duza
                  nieufnoscia.
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsztyn.mm.pl
                  Gość: TED 19.05.05, 22:59 zarchiwizowany
                  MOŻE AŻ TAK WIELKIEGO ZWIĄZKU NIE MA ,ALE ŻAŁOSNY JESTEŚ RACZEJ TY.
                  ZAPYTAJ GDZIE BYŁY TE PIENIĄDZE W POPRZEDNICH OKRESACH.
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsztyn.mm.pl
                  Gość: Uchachany po pachi 20.05.05, 21:04 zarchiwizowany
                  to sa dwie rozne sprawy.
                  Pierwsza jest zalosna a druga jest do wyjasnienia.
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsznet.ec.pl
                  Gość: cossack 19.05.05, 23:51 zarchiwizowany
                  Kiepskiej jakości sa twoje żałosne próby przedstawienia działań Spółdzielni w
                  obiektywnym (i czasami pozytywnym) świetle. Odnosi to odwrotny skutek-
                  wiekszość ludzi najprawdopodobniej uzna cię za jakiegos przydupasa prezesa,
                  zwłaszcza, że bronisz go (i jego kliki) z uporem godnym lepszej sprawy. Związek
                  między nagłym zwrotem pieniedzy za elektrycznośc ogólnego zuzycia (nigdy, przez
                  dobre 10 lat to sie nie zdarzyło) a ostatnimi wydarzeniami jest uderzająco
                  wymowny, i tylko jakiś młot albo człowiek uwikłany w układ nie zrozumie/ nie
                  będzie chciał zrozumiec, o co naprawdę chodzi. Coż uchachany po pachi, twój
                  śmiech to smiech barani. Nie stać cie na nic innego, jak na jakies marne
                  kontrargumenty, będace w zasadzie jedynie negacją wypowiedzi poprzedników.
                  Wynika z tego w istocie, iz nie masz nic do powiedzenia:-). lepiej siądź
                  wygodnie w fotelu i zapuśc sobie drużynę A, chłopczyku:-)...
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsztyn.mm.pl
                  Gość: Uchachany po pachi 20.05.05, 20:53 zarchiwizowany
                  Poczytaj WSZYSTKIE moje posty w tej sprawie zanim zaszufladkujesz mnie razem z -
                  jak to okresliles "przydupasami prezesa".

                  Wiesz, na tym forum sa w zasadzie dwie strony:
                  1. to owe "przydupasy" i sa oni w mniejszosci,
                  2. to szeroko pojeci adwersarze wladz spoldzielni.

                  Co ciekawe zarowno jedni jak i drudzy maja klapki na oczach i gotowi sa
                  zmieszac z blotem kazdego kto mowi cokolwiek co nie jest po ich mysli. ty jak
                  sadze nalezysz do tej drugiej grupy.

                  Wystarczy kilku matolow a tlumy pojda za nimi.Obojetnie po ktorej stronie
                  barykady stoja...


                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcie
                  borys511 20.05.05, 21:05 zarchiwizowany
                  Człowieku, na tym forum nie wolno mieć opinii i prezentować poglądów
                  niezgodnych z JEDYNYMI SŁUSZNYMI - nie zauważyłeś tego?! Chyba wiemy czym to
                  trąca(?) A ten bałwanek śniegowy, któremu odpisujesz mnie również
                  odpowiednio "po swojemu" zaszufladkował, nie wiedzieć czemu z resztą.
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsznet.ec.pl
                  Gość: cossack 20.05.05, 22:40 zarchiwizowany
                  borysie511
                  nie wiem, gdzie ciebie zaszuladkowałem. nie pamietam. z reguły odpowiadałem na
                  posty uchachanego i Spółdzielcy z 400 km. widocznie cie nie zapamietałem. Nie
                  byłeś zbyt wyrazisty w swoich wypowiedziach...bałwanek śniegowy.... :-) dobre:-
                  ).
                  "Człowieku, na tym forum nie wolno mieć opinii i prezentować poglądów
                  > niezgodnych z JEDYNYMI SŁUSZNYMI - nie zauważyłeś tego?!"

                  Oj borysku511 można można. Na grupach członkowskich SM Pojezierze gdy ktoś
                  zadał niewygodne pytanie, prezes wyłączał mikrofon, a tłum klakierów zaczynał
                  buczec i tupać:-) Tutaj dzieki Bogu rozmawiają ludzie, którzy sa przeciwni
                  metodom Zenka, i dzieki temu możesz pisać co chcesz. Nawet jeśli, tak jak w
                  swoim poście, nie napiszesz nic mądrego. pzdr
                  PS -może zaszufladkowałem cie przez pomyłkę. Może ty źle odebrałeśnjakis moj
                  post. Może zachciało by mi sie wyjaśnic te ewentulaną pomyłke, ale mi sie nie
                  chce. Bo zaszufladkowanie mnie jako bałwanka śniegowego (hehe dlaczego nie
                  pogański balwan? brzmi cool !!!) uzmysłowiło mi, że stosujesz metody, które u
                  innych strasznie cię rażą. innymi słowy, nie nauczę sie od ciebie zasad
                  grzecznej dyskusji. żegnam:-)
                  Re: Brawo cossack, trzeba było to im powiedzieć IP: *.torun.mm.pl
                  Gość: Toruńczyk 20.05.05, 22:50 zarchiwizowany
                  ten link to tak dla przestrogi, że nawet najwięksi walczący zaczynają walczyć
                  pomiędzy sobą, jak nie potrafią trzymac jedności :

                  www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20050520/TO
                  • Gość: a Afera ?Pojezierza" dziesiątkuje sędziów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:44
                    Afera ?Pojezierza" dziesiątkuje sędziów
                    Joanna Wojciechowska2005-04-05, ostatnia aktualizacja 2005-04-05 00:00
                    Szok wśród olsztyńskich prawników. Następni sędziowie są zawieszeni w obowiązkach za zbyt bliską współpracę ze spółdzielczym baronem, prezesem ?Pojezierza?
                    - Służyły nie temu panu, co trzeba. Zamiast swoją bogatą wiedzę prawniczą wykorzystywać ucząc młodych sędziów, to doradzały Zenonowi P., prezesowi "Pojezierza" - tak Leon Popiel, prezes olsztyńskiego Sądu Okręgowego, uzasadnił wczoraj zawieszenie sędziów Krystyny Sz. i Marii M.

                    Krystyna Sz. jest przewodniczącą wydziału karnego w sądzie okręgowym, a prywatnie - żoną sędziego Jarosława Sz. - prezes
                    • Gość: a Zenon P. - próba powrotu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:44
                      Zenon P. - próba powrotu
                      Joanna Wojciechowska2006-04-21, ostatnia aktualizacja 2006-04-21 00:00
                      Były prezes Pojezierza Zenon P., oskarżony o działanie na niekorzyść spółdzielni i z prokuratorskim zakazem kierowania nią, pojawił się na zebraniu spółdzielców. Startował w wyborach - takich samych, jakie zdaniem prokuratury przed laty kazał fałszować

                      Fot. Przemyslaw Skrzydlo / AG
                      RAPORTY
                      Afery spółdzielcze

                      Czwartek, zebranie spółdzielczej grupy członkowskiej numer 1, w której uczestniczą mieszkańcy ulic Czeskiej, Białostockiej, Piłsudskiego i Wyszyńskiego. W drugim rzędzie, wśród zwykłych spółdzielców, siedzi obok swojej żony Zenon P., były prezes Pojezierza, oskarżony o narażenie spółdzielni na straty finansowe sięgające prawie 2 mln zł (zły wybór podzielników ciepła i nieprawidłowe rozlicznie budowy przy ul. Dworcowej 48a). Wśród obciążających go 20 prokuratorskich zarzutów są i takie, które dotyczą fałszowania wyborów.



                      Ma na sobie jasne spodnie i marynarkę w delikatną kratkę, wytwornie pachnie. Zmienił się na twarzy, zgolił wąsy. Może trochę utył. Słucha, w jak doskonałej kondycji jest Pojezierze, że za rok wszystkie domy będą docieplone i że jak zostanie spłacony kredyt na budowę jego chluby - spółdzielczego ciepłociągu, to mieszkańcy będą mniej płacili. Gdy wychodzi z sali, w drzwiach poklepują go po ramieniu spółdzielcy, dziękują za to, jak przez lata rządził osiedlem. On się uśmiecha albo... płacze.

                      Obecność i nieobecność

                      Takie zebrania, jak to w czwartek, są najważniejszymi spotkaniami spółdzielców i odbywają się raz w roku. Zarząd zdaje na nich raport z kondycji spółdzielni, a ludzie sygnalizują, co warto zmienić. Raz na cztery lata, w roku wyborczym, spółdzielcy wybierają spośród siebie delegatów, którzy potem reprezentują ich w najważniejszym zgromadzeniu - na zebraniu przedstawicieli. Teraz właśnie jest taki rok.

                      Zdziwiło mnie, że były prezes pojawił się na zebraniu, bo odkąd - pod koniec stycznia - wyszedł z aresztu, nie pojawia się w olsztyńskim sądzie, w którym toczą się trzy "jego" sprawy (nie mają związku z oskarżeniami w aferze Pojezierza, to spory Zenona P. ze spółdzielczą opozycją). Przynosi zwolnienia lekarskie. Więc jest chory czy zdrowy? Może uczestniczyć w procesach czy nie? Spytałam o to sędziego Arkadiusza Zmudzińskiego, zastępcę przewodniczącego VII wydziału karnego w Sądzie Rejonowym w Olsztynie. - Sprawdzimy tę informację. Jeśli potwierdzą ją protokoły z czwartkowego zebrania, może zajdzie potrzeba sprawdzenia zasadności zwolnień, które ten pan nam przedkłada - usłyszałam odpowiedź.

                      Przemówienia

                      Na czwartkowym zebraniu Zenon P. nie tylko przysłuchuje się obradom, ale aktywnie w nich uczestniczy. Gdy ludzie z ul. Czeskiej sugerują władzom Pojezierza założenie osiedlowego monitoringu i budowę parkingu, zabiera głos. - Proponuję, by światłowód na osiedlu wykorzystać do monitoringu, dzięki czemu każdy ze spółdzielców mógłby oglądać swoje auto we własnym telewizorze - mówi. Potem przypomina to, o czym mawiał jako prezes: że światłowód można by też wykorzystać do tanich rozmów telefonicznych między spółdzielcami. Na koniec nieco drżącym głosem: - Serdecznie wszystkim dziękuję za osiem wspólnych, owocnych lat. Co przykrego z mojej strony się zdarzyło, proszę o przebaczenie.

                      Sala milczy. Do mikrofonu podchodzi jego żona Krystyna. - Chcę podziękować radzie nadzorczej za wsparcie w trudnych dla mojej rodziny chwilach - zaczyna. Przez kilka minut mówi o tym, że jej mąż jest ofiarą nagonki medialnej, a prasa nie zauważa sukcesów Pojezierza. Zbiera oklaski.

                      Wybory

                      Czas na najważniejszą część zebrania - wybory delegatów na zebranie przedstawicieli. Najpierw spółdzielcy na kartkach wypisują nazwiska kandydatów (dzięki temu nie wiadomo, kto kogo zgłaszał), potem prowadzący zebranie pyta zaproponowane osoby, czy zgadzają się na udział w wyborach.

                      - Zgadza się pan? - zwraca się do Zenona P.

                      Zaległa cisza. Ten chwilę się zastanawia. W końcu macha ręką, kiwa głową na zgodę. Dwie godziny później komisja licząca głosy obwieszcza, że Zenon P. dostał ich za mało i nie będzie przedstawicielem spółdzielców.

                      Dzień później spytałam Zbigniewa Więckiewicza, prokuratora okręgowego w Elblągu (to jego podwładni rozpracowali aferę Pojezierza): - Czy Zenon P. mógł wziąć udział w wyborach, które waszym zdaniem przed laty fałszował?

                      Więckiewicz: - Proszę mnie o to nie pytać. My już nie jesteśmy gospodarzami śledztwa, nasza rola skończyła się, gdy wysłaliśmy do sądu akt oskarżenia. Sąd proszę o to pytać.

                      Tyle że na razie żaden sąd nie może się w tej sprawie wypowiadać. Olsztyński, do którego trafił akt oskarżenia, wyłączył się z prowadzenia sprawy. Sąd Najwyższy kazał sądzić sprawę sędziom z Ostródy, ale oni też jej nie chcą i odesłali akta do Sądu Najwyższego z prośbą o wyznaczenie innego sądu. Decyzja ma zapaść w maju.

                      Suplement

                      W kwietniowym "Echu Pojezierza" - gazetce wydawanej dla mieszkańców przez spółdzielnię - znalazła się publikacja "Umorzone wątki śledztwa w sprawie SM Pojezierze". Mieszkaniec spółdzielni przeczyta w nim na wstępie: "Przed niemal rokiem naszą spółdzielnią wstrząsnęła seria zarzutów postawionych członkom ówczesnego zarządu. Skończyły się tymczasowym aresztowaniem prezesa i głównej księgowej. W wyniku trwającego śledztwa Prokuratura Okręgowa w Elblągu, po zapoznaniu się z aktami sprawy, umorzyła większość wątków". Dalej jest wyliczanka 11 umorzonych wątków. I tyle.

                      - Dlaczego w tekście nie pojawiła się informacja o 20 zarzutach, które postawiła prokuratura? - spytałam Wiesława Barańskiego, obecnego prezesa (wybrany przez tą samą radę nadzorczą, która była za czasów rządów Zenona P.).

                      - Takie pismo dostałem ostatnio z prokuratury, poza tym o zarzutach w tej sprawie prasa pisała szeroko, a o umorzonych wątkach nie, dlatego uznałem, że ludzie powinni o tym wiedzieć - odpowiedział Barański.


                      "Gazeta Wyborcza Olsztyn" informowała o umorzonych wątkach 22 marca.





                      Dla "Gazety"

                      Profesor Marian Filar, karnista

                      Dopóki oskarżony prawomocnym wyrokiem nie zostanie pozbawiony praw publicznych, ma prawo z nich skorzystać i tak zrobił Zenon P. Ja już się przyzwyczaiłem, że w tym kraju ludzie, którym prokurator coś zarzuca, tak się zachowują. Te honorowe czasy, gdy oficer strzelał sobie w łeb, bo na balu zdeptał damie w tańcu trzewiki, bezpowrotnie minęły.



                      Lidia Staroń, szefowa spółdzielczej opozycji w Pojezierzu

                      Jestem pełna uznania dla spółdzielców. Zadecydowali, że osoba, której postawiono zarzuty karne, nie może być ich reprezentantem. Zachowania Zenona P. nie będę oceniała. Decyzja spółdzielców mówi sama za siebie.





                      Nieobecni nie mają racji

                      Joanna Wojciechowska: Pani mąż mówił mi, że przyjście na zebranie było Pani pomysłem. Po co go Pani tu wyciągnęła?

                      Krystyna P.: Chciałam zobaczyć, jak będzie wyglądać zebranie, o czym ludzie będą dyskutować, czy uczestnicy zebrania po tym całym zamieszaniu, jakie w ubiegłym roku go spotkało, będą mieć o coś pretensje do męża. Pomyślałam, że jeśli takie pretensje czy pytania pojawią się, to mąż mógłby na bieżąco, prosto w twarz wyjaśnić te wątpliwości. Nieobecni nie mają racji, dlatego tu przyszliśmy. Jestem bardzo zadowolona, że nie było z sali żadnego negatywnego głosu dotyczącego mojego męża. Cieszę się, że tu przyszliśmy także dlatego, że mogłam podziękować ludziom, którzy w ostatnim, trudnym dla mojej rodziny roku, wspierali mnie moralnie.

                      A dlaczego namówiła Pani męża na udział w spółdzielczych wyborach? Nie sądzi Pani, że taki gest może być odczytany jako chęć powrotu Pani męża do władzy w Pojezierzu?

                      - Mąż żył tą spółdzielnią i jej sprawami przez osiem lat! Nie może się od nich nagle oderwać, odciąć, udawać, że go to nie interesuje. Jako spółdzielca ma prawo wiedzieć, co się w Pojezierzu dzieje i ma prawo brać udział w wyborach. Ale to wcale nie oznacza, że chce wrócić do władz w spółdzielni! Absolutnie! Nie mamy takich ambicji, nie myślimy o tym. Mąż szuka sobi
                      • Gość: a Zarzuty dla księgowej Pojezierza IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:45
                        Zarzuty dla księgowej Pojezierza
                        aw2005-11-07, ostatnia aktualizacja 2005-11-07 00:00
                        Prokuratura w Elblągu postawiła czternasty już zarzut Władysławie W., byłej głównej księgowej Pojezierza. Tym razem zarzucono jej podstępne odebranie mieszkania i wkładu spółdzielczego mieszkance spółdzielni. Dziś sąd w Elblągu zadecyduje, czy najbliższe trzy miesiące Władysława W. spędzi w areszcie


                        To już czternasty zarzut elbląskiej prokuratury - prowadzącej śledztwo w aferze Pojezierza - dla Władysławy W. Tym razem chodzi o głośną, opisywaną w "Gazecie" sprawę odebrania mieszkania Barbarze Sz. Spółdzielnia eksmitowała ją w 1998 roku, gdy była w dziewiątym miesiącu ciąży z siódmym dzieckiem. - Wyrzucono ją, mimo że spłaciła całe zadłużenie, jakie miała - mówi Lidia Staroń, szefowa Stowarzyszenia Obrony Spółdzielców, które powiadomiło o tym prokuraturę. - Jej mieszkanie przejęła dla córki właśnie Władysława W.



                        Maria Bąk, rzecznik prasowy elbląskiej prokuratury: - Władysławie W. zarzuciliśmy, że mimo uregulowania zaległości czynszowych nie odstąpiła od eksmisji, a wykorzystując niewiedzę pokrzywdzonych wyłudziła od nich jeszcze pokwitowanie odbioru wkładu budowlanego, choć poszkodowani tych pieniędzy w rzeczywistości nie otrzymali.

                        Identyczny zarzut w ubiegłym tygodniu prokuratura postawiła aresztowanemu, byłemu prezesowi Pojezierza Zenonowi P. Jednak, by nie uprzedzać Władysławy W., rzecznik odmawiała wtedy podania szczegółów zarzutu. - W tej sprawie podejrzani działali razem, dlatego musieliśmy milczeć - mówi Maria Bąk.

                        Prowadząca sprawę prokurator wysłała wczoraj do elbląskiego sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie Władysławy W. Motywuje to nie tylko wysoką karą, jaka grozi W. za podstępne odebranie rodzinie Sz. mieszkania (powyżej ośmiu lat więzienia), ale też tym, że w czasie śledztwa Władysława W. kontaktowała się ze świadkami i próbowała wpływać na ich zeznania.

                        • Gość: a Problemy olsztyńskiego "Domatora" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:46
                          Olsztyn: członkowie spółdzielni mieszkaniowej chcą jej upadłości
                          Grupa członków spółdzielni mieszkaniowej "Domator" w Olsztynie chciała we wtorek na walnym zgromadzeniu ogłosić upadłość spółdzielni, by uniknąć spłacania jej ogromnego zadłużenia. Z powodów formalnych prezes spółdzielni uznała jednak zebranie za nieważne.
                          Grupa mieszkańców z olsztyńskiego "Domatora" domaga się ogłoszenia upadłości spółdzielni. Uważają, że uchroni to ich od spłaty miliona dolarów z odsetkami zobowiązań, jakie poprzedni zarząd zaciągnął w 2004 roku - bez wiedzy spółdzielców - u prywatnej osoby. Zarząd ten w 2006 roku został odwołany, a przed sądem trwa proces byłego prezesa i jego zastępcy, oskarżonych o niegospodarność.

                          Ponieważ kolejny zarząd przestał spłacać raty pożyczki, do spółdzielni wkroczył komornik, który poprosił mieszkańców "Domatora" o wpłacanie czynszów na jego konto.

                          Powodem unieważnienia wtorkowego spotkania był fakt, że członkowie spółdzielni zostali na nie wezwani poprzez ogłoszenia rozwieszone na klatkach schodowych, a zgodnie ze statutem "Domatora" - powinni być wezwani listami poleconymi. Grupa spółdzielców, która przed zebraniem złożyła formalny wniosek o ogłoszenie upadłości spółdzielni, nazwała sytuację "skandalem".

                          Prezes spółdzielni Teresa Rokicka-Morabet poinformowania na spotkaniu, że przygotowała plan zawarcia ugody z pożyczkodawcą. Przyznała jednak, że pożyczkodawca jest skłonny je zawrzeć po spełnieniu dodatkowych, niekorzystnych dla spółdzielni warunków. Jednocześnie prezes zaapelowała o nieogłaszanie upadłości.

                          Problemy olsztyńskiego "Domatora", który jest niewielką spółdzielnią, ale za to ma lokale w atrakcyjnych punktach miasta, od lat są opisywane przez lokalna prasę. Jej dziennikarze nie zostali wpuszczeni na wtorkowe zebranie, przez co - jak poinformowała PAP Izabela Niedźwiedzka z biura prasowego olsztyńskiej policji - na miejscu zebrania interweniowali policjanci. Mimo interwencji funkcjonariuszy dziennikarze ci nie dostali się na zebranie. Kolejne walne zgromadzenie zwołano na czerwiec.

                          • Gość: a towarzyski układ stworzony przez prezesa spółdziel IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:48
                            Patologia wśród sędziów, podsłuchy CBŚ21 paź 10, 11:02
                            PG / Uwaga TVN

                            Funkcjonariusze CBŚ, fot. TVN24Prokuratura zignorowała informacje CBŚ o patologii w wymiarze sprawiedliwości. Zamieszani w nieprawidłowości sędziowie i prokuratorzy nie ponieśli żadnych konsekwencji. Siedem lat temu w tajnej do niedawna analizie policjanci CBŚ z Olsztyna opisywali towarzyski układ stworzony przez prezesa spółdzielni mieszkaniowej Pojezierze w Olsztynie. Chodziło o proceder fałszowania wyborów do władz jednej z największych w Polsce spółdzielni mieszkaniowych i sprzedaż mieszkań po cenach niższych od rynkowej sędziom prokuratorom i urzędnikom. Do pisma CBŚ dotarli dziennikarze programu Uwaga! TVN. O wstrząsającej patologii w 2005 roku mówił Kazimierz Olejnik, ówczesny zastępca Prokuratora Generalnego.

                            Wstrząsające były też rozmowy przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości zaprzyjaźnionych z prezesem spółdzielni mieszkaniowej. CBŚ pisał o utrudnianiu śledztwa i działaniach prowadzących do niszczenia dowodów.

                            Tymczasem cała sprawa została wyciszona. Prokuratura Okręgowa w Elblągu, do której trafiły nagrania z podsłuchanych rozmów sędziów i prokuratorów nie rozpoczęła nawet śledztwa, aby sprawdzić sygnały CBŚ. Problemu nie widzieli również przełożeni prokuratorów z prokuratur apelacyjnej i krajowej.


                            Policjanci sugerowali, że o