Gość: Ahk4iePaiv8u
IP: *.net.autocom.pl
12.07.12, 09:57
Gdyby to byli urzędnicy którzy nic w gruncie rzeczy nie robią - i gdyby w związku z tym że ich pensje przestaną obciążać budżet podatki mogłyby zostać obniżone ( albo przynajmniej nie musiały być podwyższane ), a gąszcz niepotrzebnych i bezsensownych przepisów znacząco przerzedzony - ucieszyłbym się.
Niestety liczba 4,5mln urzędników prawdopodobnie nie obejmuje. Stan zatrudnienia w biurokracji wzrośnie, tak jak wciąż rośnie od wielu lat, przepisów do legitymizacji ich zatrudnienia przybędzie, a ich pensje ( w przeciwieństwie do dochodów osób zarabiających same na siebie ) zostaną oczywiście automatycznie "zwaloryzowane" - w tej sytuacji podatki "w związku z kryzysem" trzeba będzie podnieść. A ich podniesienie zostanie nazwane "oszczędnościami". Koniec końców, część tych 4,5mln po utracie pracy zostanie postawiona przed wyborem na jaki zasługują wyłącznie ludzie którzy im go zapewnili - wyborem czy się poddać i umrzeć z głodu, czy przerzucić ciężar swojego utrzymania na kogoś innego poprzez bezsensowną i bezużyteczną pracę w budżetówce, kradzież, grabież, albo coś jeszcze gorszego. Niektórzy, w obliczu np. dzieci na utrzymaniu nie mają nawet takiego wyboru - postawienie ich przed nim oznacza praktycznie z automatu kreowanie urzędników lub przestępców.
Aby ludzie znów zaczęli pracować, należy zaprzestać stawiania im biurokratycznych barier przed samodzielnym utrzymaniem. Konsumpcja pochodzi z dobrobytu, a nie dobrobyt z konsumpcji, a zadłużenie się jest powiększeniem zobowiązań - nie zyskiem, ani udziałem w "zysku społecznym".