Dodaj do ulubionych

Orłowski: Cel inflacyjny 2,5 proc. zbyt ambitny

IP: *.mennica.com.pl 26.08.04, 15:28
I mamy powtórkę z 1997r. gdy NBP zaczął chłodzić gospodarkę. Niska inflacja
jest ok., ale tak mocno podwyższając stopy NBP prowadzi wprost do:
- umocnienia złotego, czyli spadku konkurencyjności eksportu, a eksport to
główne koło zamachowe naszego wzrostu
- utrudnia inwestycje i to w momencie w którym firmy właśnie zaczęły
inwestować
- ogranicza konsumpcję przy nienajsilniejszym popycie wewnętrznym.

Należy się w pełni zgodzić z prof. Orłowskim i należy się bać, iż znów drogi
NBP i całej gospodarki mocno się rozejdą. Bo co nam po 1,5% inflacji, gdy nie
ma wzrostu gospodarczego i jest wysokie bezrobocie?
Obserwuj wątek
    • Gość: Gacek Re: Orłowski: Cel inflacyjny 2,5 proc. zbyt ambit IP: 217.153.212.* 26.08.04, 16:10
      NBP nie chlodzi gospodarki tylko oczekiwania inflacyjne. Czytaj: rozpasana
      presje na wzrost wynagrodzen, ktorej probki juz niedawno mielismy. W Stanach
      wystarczy, ze Greenspan cos powie. Wyglada na to, ze RPP watpi w sile sprawcza
      slow w Polsce i wali mlotkiem. Ja bym sie zgodzil, ze w Polsce jedynie walenie
      mlotkiem odnosi jakis skutek. Inaczej rozmaici populisci nas zjedza.
      2.5% i tak nie bedzie osiagniety.
    • Gość: BRvUngern-Sternber To za slabo powiedziane...To sabotaz gospodarczy.. IP: *.bg.am.lodz.pl 26.08.04, 17:51
      Wreszcie do niektorych ekonomistow zaczyna docierac prawda o sytuacji
      gospodarczej w kraju i zwiazek pomiedzy chlodzeniem gospodarki a niszczeniem
      jej potencjalu wzrostyowego.Na uwage zwraca trafnie podana zaleznosc (co bardzo
      rzadkie u nas gdzie fachowcy ,,myla sie'' regularnie czyli mowiac po prostu sa
      niekompetentni).A wiec jaka to zaleznosc?Oczywiscie miedzy poziomem inflacji a
      wzrostem PKB.Prof.Orlowski podal do 2,5% inflacji(czyli 2-2,5%) pozwala na
      wzrost maksimum 3,5-4%.Jest to zgodne z doswiadczeniami wielu krajow.Mozna wiec
      ustalic zaleznosc:
      a) do 2,5% inflacji wzrost do 4%
      b) do 3,5% inflacji wzrost do 6%
      c) do 5 % inflacji wzrost do 8%
      A przeciez my chcemy wiecej niz 8% czyli jak latwo policzyc nalezy dopuscic
      wzrost cen conajmniej do 6%.Oczywiscie sa to bardzo wazne zagadnienia.Niestety
      umysl Balcerowicza i jego kolegow jest zbyt toporny na takie subteln
      ekonomiczne zaleznosci.Podobnie jak to sie zdarzalo osobom pracujacym w Afryce
      gdy dawali polecenie tubylcowi -POJDZIESZ TAM JEZELI BEDZIE TAM TEN TO ZROBISZ
      TO JESLI NIE BEDZIE TO ZROBISZ CO INNEGO.Wtedy mozna bylo byc pewnym ze nic nie
      bedzie zrobione.Polecenia musialy byc proste.Pojdziesz tam zrobisz to.Tak samo
      z Balcerowiczem i spolka oni wiedza jedno trzeba walczyc z inflacja.A jesli
      ktos zapyta co trzeba robic gdy...Odpowiedz jest prosta walczyc z
      inflacja.Dlatego teraz nie czas na ekonomiczne rozwazania.Teraz nalezy
      rozwiazac prosty problem.Jak usunac Balcerowicza i kolegow.Aby w ogole mozna
      bylo mowic o jakiejkolwiek racjonalnej dyskusji o ekonomii...Na razie poprzez
      skandaliczne podwyzki stop zabili wzrost gospodarczy w przyszlosci.Skutki juz
      niedlugo...
        • Gość: BRvUngern-Sternber A to ciekawe... IP: *.bg.am.lodz.pl 26.08.04, 18:31
          mozesz podac mi ten podrecznik,ktory podobno wszyscy znaja(jak widac
          Balcerowicz i koledzy nie)?Deficyt w Polsce jest zalezny od wplywow podatkowych
          a tym samym i dlug rosnie gdy rosnie deficyt.Wplywy podatkowe zaleza od wzrostu
          gospodarczego.A ten od stop%.A wiec wracamy do Balcerowicza i RPP glownych
          sprawcow deficytu i dlugu...
      • przycinek.usa nie 26.08.04, 18:17
        Bruno, mylisz sie.

        Nie ma takiej zaleznosci. To nieprawda.

        Inflacja w NORMALNEJ gospodarce podlega fluktuacjom w zaleznosci od poziomu
        ilosci transakcji na rynku. Im wiecej transakcji tym wyzsze ceny. Jednak to nie
        jest zjawisko liniowe, wobec tego osiagniecie pewnego poziomu cen wywoluje tak
        znaczny poziom inwestycji i wzrostu produkcji, ze.... inflacja spada.

        Mamy 4 fazy poziomow cenowych wystepujacych w czasie rozwoju rynku:

        1) Poziom inflacji kosztowej.(zamrozony rynek i calkowity brak reakcji inflacji
        na stope procentowa)
        2) Poziom inflacji mieszanej kosztowej + popytowej z przewaga kosztowej
        (wystepuje NIEWIELKA reakcja na stope a rynek rozwija sie opornie)
        3) Poziom inflacji mieszanej, popytowo-kosztowej z przewaga popytu (rynek
        rozwija sie umiarkowanie szybko, ceny sa BARDZO podatne na szybkie zmiany,
        rynek reaguje na stope z duzym opoznieniem, ale efekty widac bardzo wyraznie)
        4) Rynek inflacji popytowej, reagujacy na stope BARDZO gwaltownie i
        dynamicznie, (charakteryzuje sie jednak NISKIM wspolczynnikiem inflacji i
        WIELKA podatnoscia gospodarki do tworzenia konkurencji i powstawania firm)

        Prawdopodobienstwo gwaltownego wzrostu inflacji JEST najwieksze w wariancie 3.
        Jest to jednak efekt LACZONY wynikajacy z naturalnego oporu rynku do
        powiekszania potencjalu produkcyjnego i inwestycji.

        Jednak cecha charakterystyczna tego wariantu, jest WYGASANIE impulsow
        inflacyjnych i rynek wchodzi w faze 4 czyli rozwoj BEZINFLACYJNY.
        Bo chodzi o to, aby utrzymac na rynku faze inflacji popytowej z jak najmniejsza
        zmiana wartosci cen w czasie. Jezeli uda nam sie taka sytuacje kontrolowac
        przez dlugi okres czasu, to mamy sytuacje powaznego wzrostu PKB i niewielkiech,
        POMIJALNYCH zmian cen. Dlatego taki okres rozwoju MOZNA nazwac BEZINFLACYJNYM.

        Niebezpieczenstwo jednak kryje sie w tym, ze wystepuje wtedy duzy potencjal
        deflacyjny na rynku. Faza 4 kryje w sobie pulapki, polegajace na tym, ze rynek
        jest bardzo wrazliwy i jakiekolwiek kombinacje z podatkami, stopa procentowa
        spowoduja zawalenie sie rownowagi cenowej, spadek cen i zalamanie wzrostu PKB.

        Biorac pod uwage rodzaj osob, ktore Polska rzadza, to ja nie widze, aby
        KTOKOLWIEK mial uczciwy interes w tym, aby taka polityke prowadzic.


        Zwroc uwage, ze polityka RPP jest nastawiona na to, aby rynek w Polsce
        oscylowal pomiedzy wariantem 1 i 2-gim.

        Wyznaczanie celu inflacyjnego na poziomie 2.5% w sytuacji przebywania w
        warunkach wariantu 3 oznacza WYCOFANIE sie przez 2 poziomy nizej i ZAMROZENIE
        PONOWNE RYNKU.

        Teoretycznie doprowadzenie do inflacji na poziomie 2.5% jest mozliwe JEDYNIE
        POPRZEZ WZROST CEN i doprowadzenie do wariantu 4 przez BARDZO NISKA STOPE
        PROCENTOWA.

        Mam nadzieje, ze przedstawilem to w miare klarownie.

        Bruno, RPP to jest banda przestepcow.
        I nikt tego w Polsce nie rozumie.
        • Gość: BRvUngern-Sternber Alez to nieporozumienie... IP: *.bg.am.lodz.pl 27.08.04, 12:45
          Nie dyskutujemy tutaj o tym jakie sa rodzaje inflacji i jak przebiegaja procesy
          inflacyjne raz zwalniajac raz przyspieszajac.Zagadnienie jest
          proste.Balcerowicz i spolka wymyslili wziety z sufitu i zupelnie
          absurdalny ,,cel inflacyjny'' 2,5%.I teraz nie majac pojecia o ekonomii zrobia
          wszystko aby im sie cyferki zgodzily z zalozeniami zostawiajac za soba ruiny.
          Co do tych procentow to nie chodzi o zaleznosc a o prosta prawde-NIE DA SIE
          DOWOLNIE DOBRAC WSKAZNIKOW GOSPODARCZYCH ze np wzrost bedziemy mieli 10% a
          inflacje 0%.Jesli szamani wymyslili 2,5% inflacji oznacza to wzrost gospodarczy
          nie wyzszy niz 4% co wynika z praktyki gospodarczej.I tyle...
          • Gość: pawel-l Re: Alez to nieporozumienie... IP: 213.17.165.* 27.08.04, 14:33
            Przypominam że przez 100 lat w USA ( cały XIXw) stopa inflacji była 0 (null,
            zero)
            Nikt nie dzielił inflacji na popytową, kosztową i inne takie. Dolar był
            przywiązany do złota, stopy% ustalał każdy bank z osobna.

            Inflacja jest wynikiem wzrostu dodruku pieniądza i tylko zatrzymanie drukarek
            zatrzymuje inflację.

            Skoro rząd zamierza w tym roku pożyczyć 100 mld zł na rynku, a rolnicy dostaną
            dodatkowe kilkanaście mld dopłat to ktoś musi za to zapłacić wyższymi kosztami.
            • przycinek.usa Re: Alez to nieporozumienie... 30.08.04, 23:41
              "Inflacja jest wynikiem wzrostu dodruku pieniądza i tylko zatrzymanie drukarek
              zatrzymuje inflację."

              Mylisz sie. Inflacja jest fluktuacja cen. Jest zjawiskiem cyklicznym.
              Jezeli ilosc pieniadza w obiegu jest stala, to SREDNIA ZMIANA CEN = 0.
              Ale inflacja i deflacja sa <> 0. To tak teoretycznie.

              Od momentu wprowadzenia polityki monetarnej i stymulacji gospodarczej iloscia
              pieniadza, pojawily sie tez wzmozone w swojej gwaltownosci cykle na rynku.

              Polityka monetarna wydluza cykle rozwoju rynku. Czyli wzrost cen nie zostaje
              naprawde powstrzymany, lecz jedynie odlozony w czasie.

              Teraz mozesz sobie Pawel poszukac przykladow.
              I nie walcz z prawda.



          • przycinek.usa piepszysz. 30.08.04, 23:51
            "Nie dyskutujemy tutaj o tym jakie sa rodzaje inflacji i jak przebiegaja
            procesy inflacyjne raz zwalniajac raz przyspieszajac.Zagadnienie jest
            proste.Balcerowicz i spolka wymyslili wziety z sufitu i zupelnie
            absurdalny ,,cel inflacyjny'' 2,5%.I teraz nie majac pojecia o ekonomii zrobia
            wszystko aby im sie cyferki zgodzily z zalozeniami zostawiajac za soba ruiny."


            To jest bardzo wazne. Bo zagadnienie nie jest proste. Jak juz jest polityka
            monetarna, to powinny byc jasne i przejrzyste zalozenia jej prowadzenia.

            FED prowadzi bardzo przejrzysta polityke monetarna, a RPP prowadzi bandycka
            polityke monetarna.

            Natomiast co do wielkosci stopy procentowej, to zagadnienie jest bardzo
            zlozone, BO NIGDY NIE WIADOMO jak sie zachowa rynek. Te niepewnosc powoduje
            czas. To jest bardzo istotne zagadnienie JAK ksztaltowac stope w czasie i jak
            doprowadzic do rownowagi rynkowej w warunkach AGRESYWNEGO POPYTU.

            Rozumiesz? Powinienes lepiej rozumiec jak inni ludzie. Istota maksymalizacji
            wzrostu produkcji i PKB jest AGRESYWNA KONSUMPCJA w warunkach rownowagi rynku i
            cen.

            Dopoki tej prostej zasady nie zrozumieja DZIENNIKARZE i ekonomisci w Polsce -
            dopoty bedziecie wierzyc propagandzie idiotow i dreptac w miejscu pozwalajac na
            przejmowanie kolejnych miejsc pracy, przez konkurencje zagraniczna.

            Najpierw musi to dotrzec do zakutych pal takich Michnikow. Potem jak taki
            Michnik i Urban zrozumieja, ze przez cale zycie sie mylili opierajac swoje
            poglady na jakis przestarzalych teoriach rodem z WUMLa i dopiero WTEDY bedzie
            zielone swiatlo dla innych dziennikarzy, ktorzy (moze) napisza to i owo na
            lamach prasy i w koncu do ludzi dotrze, dlaczego RPP trzeba wywalic w calosci
            na pysk a najlepiej, od razu, co poniektorych - do wiezienia.

            • maksimum ZALEZY SKAD JEST ZAPOTRZEBOWANIE NA PIENIADZ 31.08.04, 05:21
              Moze byc szybki wzrost gospodarczy przy niskiej inflacji,ale dotyczy to USA
              czyli gospodarki otwatej na import oraz o niskich podatkach i wydatkach
              budzetowych.
              Budzet USA to jest ponizej 20% GDP i zapotrzebowanie na pieniadz wyplywa ze
              zrodel prywatnych a nie panstwowych.
              Place administracyjne w Stanach sa niskie w porownaniu z placami w EU i o to
              wlasnie bryka.
              W EU duzo wiekszy % GDP przechodzi przez budzet i administracja jest duzo
              bardziej rozbudowana i gdy rzad zacznie sprzedawac swoje obligacje,to podnosi
              st% i sciaga kupe pieniedzy z rynku.
              Wtedy kalkulacja jest jedna,czy oplaca mnie sie inwestowac w biznes czy w
              obligacje,co mozna uproscic tak,ze duza administracja i budzet zabijaja biznes
              i inicjatywe prywatna.
              Wielkosc budzetu w stosunku do GDP decyduje o szybkosci rozwoju gospodarczego,a
              inflacje mozna ograniczyc poprzez bezclowy handel.
              Nawet przy dosc duzej inflacji towary typu :samochody,TV,pralki,lodowki wcale
              nie beda drozaly,bo zawsze znajdzie sie tani producent w Chinach.
              Przy nadprodukcji pieniadza beda drozaly nieruchomosci,ziemia,czyli cos czego
              ilosci nie mozna zwiekszyc.
              Nawet przy podwojeniu produkcji pieniadza w Polsce,samochody i pralki nie
              zdrozeja(liczac w euro)bo sprowadzi sie je z zagranicy.
              To sie wlasnie w ciagu ostatnich kilku lat dzieje w Stanach.
              10 lat temu telewizor czy klimatyzator(air conditioner) kosztowaly po 400 doll.
              teraz sa po 250 doll. za to ceny ziemii i nieruchomosci wzrosly.

              • przycinek.usa Re: ZALEZY SKAD JEST ZAPOTRZEBOWANIE NA PIENIADZ 31.08.04, 07:53
                zgadza sie. Dokladnie tak jest.

                Oprocz tego jeszcze dochodzi problem skladowej kosztowej.
                W EU mamy ewidentna skladowa kosztowa w inflacji.
                Mamy stosunkowo niskie stopy i zero wzrostu, ale JEST inflacja.
                Czyli mamy progresje kosztowa w calosci strefy Euro.

                Oznacza to male zyski przedsiebiorcow w skali calej strefy Euro.
                Oznacza to, ze w strefie Euro NIE MA warunkow stabilnego wzrostu ekonomicznego.
                Rownowaga rynkowa jest z jakis powodow powaznie naruszona.
                Sugeruje to rowniez mala sklonnosc do inwestycji odtworzeniowych w skali makro.

                USA od Europy dzieli nie tylko ocean...
                Mnie nawet nie interesuja powody.
                WIDAC NA GOLE GALY, ze w EU jest cienko.



                • Gość: pawel-l Re: ZALEZY SKAD JEST ZAPOTRZEBOWANIE NA PIENIADZ IP: 213.17.165.* 31.08.04, 11:11
                  przycinek.usa napisał:

                  > "Inflacja jest wynikiem wzrostu dodruku pieniądza i tylko zatrzymanie
                  drukarek
                  > zatrzymuje inflację."
                  >
                  > Mylisz sie. Inflacja jest fluktuacja cen. Jest zjawiskiem cyklicznym.
                  > Jezeli ilosc pieniadza w obiegu jest stala, to SREDNIA ZMIANA CEN = 0.
                  > Ale inflacja i deflacja sa <> 0. To tak teoretycznie.

                  Krótkoterminowo inflacja zależy od szybkości obiegu pieniądza w gospodarce, ale
                  w długim terminie wyłącznie od ilości wydrukowanego pieniądza.

                  W XIX w US ilość pieniądza była stała, a wydajność rosła. W efekcie ceny spadły
                  znacząco. Od 1870 do 1900r była spora deflacja cen. I nikomu to nie
                  przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Można było gromadzić kapitał na inwestycje.

                  Pytanie jest jeszcze o definicję inflacji. Kiedyś sprawa była prosta była to
                  wielkość zwiększonej masy pieniądza. A potem zaczęto kombinować z koszykiem
                  dóbr. Czy wzrastające ceny akcji świadczą o inflacji ? Czy wzrastające ceny
                  nieruchomości świadczą o inflacji ? Czy wzrastające ceny surowców świadczą o
                  inflacji ?
                  W różnych cyklach rosną ceny różnych elementów. Chiński eksport wstzymuje
                  wzrost cen towarów konsumpcyjnych. A ceny surowców i nieruchomości rosną. A
                  wynagrodzenia już nie nadążają.

                  > Od momentu wprowadzenia polityki monetarnej i stymulacji gospodarczej iloscia
                  > pieniadza, pojawily sie tez wzmozone w swojej gwaltownosci cykle na rynku.

                  Cykl wzrostowy mamy już za sobą. Teraz pora na cykl spadkowy. Coraz krótsze
                  ożywienia, coraz dłuższe recesje.

                  > Polityka monetarna wydluza cykle rozwoju rynku. Czyli wzrost cen nie zostaje
                  > naprawde powstrzymany, lecz jedynie odlozony w czasie.

                  Tak jest

                  > Teraz mozesz sobie Pawel poszukac przykladow.
                  > I nie walcz z prawda.

                  Nie walczę z prawdą. Walczę z przesądami.

                  Jeśli ja umiem liczyć to stosunek wydatków rządowych w US do PKB jest zbliżony
                  do UE. Tyle tylko że w UE finansowany jest podatkami a w US pożyczkami.
                  A co do szybkości rowoju to cytowałem już porównanie z "Economist":

                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30&w=8799484&a=13782028
                  Of course, everybody knows that America grew a lot faster than Europe over the
                  last 10 years. But the figures, in terms of GDP/person are very close - 2.1%
                  per year for America against 1.8% for Europe. Take out Germany - which has
                  struggled with absorbing its formerly communist cousins from the East - and the
                  two regions are exactly the same.

                  And productivity? "A study by Kevin Daly, an economist at Goldman Sachs, finds
                  that, after adjusting for differences in their economic cycles, trend
                  productivity growth in the euro area has been slightly faster than that in
                  America over the past 10 years," says the Economist.

                  What about jobs? America is the greatest jobs machine on the planet, right?
                  Again, excluding Germany, "jobs in the rest of the euro area grew at exactly
                  the same pace as in America," concludes the Economist. "And since 1997 more
                  jobs have been created in the euro area as a whole; total employment has risen
                  by 8%, compared with 6% in America."

                  And get this..."GDP per hour in Germany and France now exceeds that in
                  America."

                  It's true that Americans earn more and spend more than Europeans...but they
                  work a lot more hours.
                  ....

                • maksimum Re: ZALEZY SKAD JEST ZAPOTRZEBOWANIE NA PIENIADZ 01.09.04, 21:05
                  przycinek.usa napisał:

                  > zgadza sie. Dokladnie tak jest.
                  >
                  > Oprocz tego jeszcze dochodzi problem skladowej kosztowej.
                  > W EU mamy ewidentna skladowa kosztowa w inflacji.
                  > Mamy stosunkowo niskie stopy i zero wzrostu, ale JEST inflacja.
                  > Czyli mamy progresje kosztowa w calosci strefy Euro.
                  >
                  > Oznacza to male zyski przedsiebiorcow w skali calej strefy Euro.
                  > Oznacza to, ze w strefie Euro NIE MA warunkow stabilnego wzrostu
                  ekonomicznego.
                  > Rownowaga rynkowa jest z jakis powodow powaznie naruszona.
                  > Sugeruje to rowniez mala sklonnosc do inwestycji odtworzeniowych w skali
                  >makro.

                  A to z powodu cel zewnetrznych i roznych zakazow na sprzedaz towarow
                  amerykanskich(np modyfikowana zywnosc).
                  Wina australijskie,chilijskie i kalifornijskie sa lepsze od europejskich i
                  tansze,ale przy bezclowym handlu rolnictwo europejskie by padlo i polowa
                  przemyslu.
                  Inflacja w EU jest efektem zapor celnych,bo tansze towary na swiecie sa,TYLKO
                  nie maja dojscia do EU.

                  > USA od Europy dzieli nie tylko ocean...
                  > Mnie nawet nie interesuja powody.
                  > WIDAC NA GOLE GALY, ze w EU jest cienko.

                  A co najgorsze,to w EU nikt nie chce zmian,bo oni mysla ,ze caly swiat tez
                  stanal w miejscu.
                  • komentator Maksimum cienizny z przycinkami 02.09.04, 08:35
                    maksimum napisał:

                    > > USA od Europy dzieli nie tylko ocean...
                    > > Mnie nawet nie interesuja powody.
                    > > WIDAC NA GOLE GALY, ze w EU jest cienko.
                    > A co najgorsze,to w EU nikt nie chce zmian,bo oni mysla ,ze caly swiat tez
                    > stanal w miejscu.

                    Cytowana kilka pieter wyzej analiza z The Economist pokazuje ze mit o
                    niebywalym rozwoju to skrajna cienizna.

                    Dodajmy do tego ze USA jedzie na KOLOSALNYCH deficytach. Majac 500 mld baksow
                    deficytu handlowego rocznie zyje sie milutko. Drukuje sie dolce ktore znikaja
                    w bankach azjatyckich i towar przychodzi za darmo.

                    WIDAC NA GOLE GALY jesli ktos wiec co to sa liczby ze w USA jest cienizna.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka