Dodaj do ulubionych

Wojna o plany zagospodarowania

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.05, 11:49
wiadomo dlaczego te urzedasy sie bronia jest to chyba JASNE mamona !!!!!!!! w
poznaniu urzedasy miejskie i politycy kupili dzialki od wojska za grosze i
pozniej opracowali plan i co!! przebite mieli
dziesieciokrotna !!!!!!!!!!!! jak mowia najlepiej sie lowi w metnej
wodzie , a jak bedzie wszystko wiadomo to na czym dorobia ?i te tlumaczenia
ze robia to dla nas ! ha ha ha w poznaniu w 15 lat wybudowali jeden most a
dziury w jezdniach jak studnie likwiduja co moga i wszystko dla nas zygac
sie chce od tej dobroci .
Obserwuj wątek
    • Gość: konserwa Wojna o plany zagospodarowania IP: *.idg.com.pl 21.03.05, 11:58
      Czy można stworzyć obiektywnie najlepszy plan zagospodarowania? Wiadomo, że
      nie, każdy moze zostać zakwestionowany. Więc po co jeść te żabę? Tylko po to,
      by ukrócić lapownictwo w samorzadach? Nie lepiej zamiast planu szczególowego
      opracować zbiór norm ogólnych do powszechnego przestrzegania?
    • Gość: very plany są konieczne IP: *.lot.pl 21.03.05, 12:00
      z powodu braku planow zagospodarowania w Polsce jest po prostu brzydko, chaos
      dominuje, działalność budowlana w znakomitej większości zbrzydza krajobraz;
      kolejnym problemem są ogródki działkowe w centrach miast powiększające
      wrażenie kompletnego bałaganu
      • Gość: A ja tam lubię dzi A ja tam lubię działki w mieście a nie tylko beton IP: *.k1.pl 21.03.05, 12:13
        A ja tam lubię działki w mieście, a nie tylko beton i asfalt. I wiem jeszcze
        jedno - teraz atrakcyjne tereny działkowe w miastach są w spektrum
        zainteresowania wielu spekulantów (którzy wcale nie zamieniliby ich na parki,
        ale na supermarkety i biurowce). I wiem jeszcz drugie - że jak nie miałbym
        działki w centrum miasta, to nie miałbym gdzie jeździć na taniego grila, i
        rzadziej bym miał kontakt z naturą, a dzieci nie widziałyby kwitnących kwiatow
        i drzew, i zawsze musiałyby płacić za drogi AquaPark na który nas nie stać.
        • Gość: zbulwersowany chaos i brzydota polskich miast IP: *.dip.t-dialin.net 21.03.05, 13:35
          I to jest właśnie patologiczna sytuacja w miastach polskich! Brak spójnych
          planów przyczynia się do chaotycznego zagospodarowywania terenów. To nie są
          dzielnice czy miasta, tylko burdel! Blokowiska, kiczowate domki stawiane z
          katalogów, chaotyczna zabudowa, działki i plastikowo-blaszane "centra" handlowe.
          To dlatego polskie miasta w porównaniu z europejskimi są po prostu obleśne i
          niezachęcające. A mentalność ludzi już tak wykrzywiona, że nawet im się ten
          burdel podoba. W eupopie kapitalizm jest również agresywny, a jednak powstają
          plany urbanistyczne z przyjaznymi, zielonymi osiedlami mieszkaniowymi czy ładnym
          centrum miasta zachęcającym do posiedzenia na rynku, niekoniecznie starym!
          Powstają ładne, nowoczesne, estetyczne, przyjazne i czyste miasta, bo te plany
          są konsekwentnie realizowane, dla dobra miast, ich estetyki i mieszkańców, a nie
          pojedyńczych inwestorów. Tylko w Polsce syf, bałagan, samowolka, brak kontroli,
          chamstwo, wandalizm, zawiść i tandetna estetyka zakompleksionych nowobogackich.
          Dziwię się urbanistom, że reprezentują stanowisko przeciwne uporządkowaniu
          miast, ale wiadomo- nie chcą sobie uciąć gałęzi z której doją kasę- inwestorów
          borykających się z urzędami i wątpliwej jakości twórczością starego pokolenia
          architektów, kształconych w latach socrealizmu i jego estetyki. Tfu. Amen.
          • Gość: LMB Z czym porównujesz? IP: *.icpnet.pl / 62.21.96.* 21.03.05, 17:14
            > I to jest właśnie patologiczna sytuacja w miastach polskich! Brak spójnych
            > planów przyczynia się do chaotycznego zagospodarowywania terenów. To nie są
            > dzielnice czy miasta, tylko burdel! Blokowiska, kiczowate domki stawiane z
            > katalogów, chaotyczna zabudowa, działki i plastikowo-blaszane "centra" handlowe


            Własnie podziwiałem moją ulicę ciesząc się, że nie jest tak przydka jak Haga. Z
            okna w Hadze miałem tylko bloki... bloki.... bloki... i kanał.
    • Gość: wan Wojna o plany zagospodarowania IP: *.udn.pl 21.03.05, 12:10
      "prawdziwy powód niechęci wielu lokalnych polityków i gminnych urzędników do
      projektu ustawy jest taki, że obawiają się oni utraty władzy (w przypadku
      braku planów los inwestycji jest w ich rękach) i pieniędzy.

      - Dobrze "umotywowany" urzędnik wyda właściwą decyzję o warunkach zabudowy.
      Rzetelni inwestorzy, którzy nie chcą ich motywować, przegrywają z tymi,
      którzy nie mają tego typu oporów - mówił Kowalski."

      DOKŁADNIE !!! O to tu chodzi!
      Wynik wojny w tej konkretnej sprawie pokaże, w jakim kierunku zmierzamy.
      Rzeczywistego ograniaczanie korupcji czy tylko werbalnego. Poszanowania
      własności prywatnej ze wszelkimi tego konsekwencjami czy pogardy dla niej
      przez urzędasów państwowych. Zwiększania wydajności i efektywności pracy
      administracji państwowej czy dalszego tolerowania nieróbstwa i lenistwa i
      usprawiedliwiania go jakością wykonywanej pracy (
    • Gość: Pedro Re: Wojna o plany zagospodarowania IP: 195.136.30.* 21.03.05, 15:24
      Panowie "inwestorzy" uprawiają ordynarny lobbing, ale nie mam im tego za złe.
      W końcu dbają o swoje prywatne interesy. Pytanie - tylko czyim kosztem.
      Opracowanie planu zagospodarowania przestrzennego na terenach (przeważnie
      kupionych tanio od rolnika, oddalonych od mediów technicznych) będących ich
      własnością oznacza dla gminy konieczność wyłożenia dużych kwot na uzbrojenie
      terenu oraz wykup pod drogi publiczne za kolosalne pieniądze. Nic dziwnego, że
      gminy bronią się przed tym jeśli w pobliżu są wolne uzbrojone tereny objęte
      innymi planami.
      • Gość: wami4 Re: Wojna o plany zagospodarowania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.05, 21:25
        --------------------------------------------------------------------------------

        Panowie "inwestorzy" uprawiają ordynarny lobbing, ale nie mam im tego za złe.
        W końcu dbają o swoje prywatne interesy. Pytanie - tylko czyim kosztem.
        Opracowanie planu zagospodarowania przestrzennego na terenach (przeważnie
        kupionych tanio od rolnika, oddalonych od mediów technicznych) będących ich
        własnością oznacza dla gminy konieczność wyłożenia dużych kwot na uzbrojenie
        terenu oraz wykup pod drogi publiczne za kolosalne pieniądze. Nic dziwnego, że
        gminy bronią się przed tym jeśli w pobliżu są wolne uzbrojone tereny objęte
        innymi planami.

        ------------------------------------------------------------------------
        Stary, co ty opowiadasz takie dyrdymaly. Kupuja tanio od rolnika ziemie (jeden
        facet) ktory jest w spolce z wojtem gminy. Wojt Gminy leci natychmiast z cala
        infrasturktura, facet dzieli ziemie na dzialki juz jako w pelni uzbrojone
        dzialki sprzedaje po znacznie wyzszej cenie i odwala wielka czesc
        wojtowi.Wiedzisz jacy zdolni sa Polacy, wiedza nawet jak Unijne pieniadze
        wyprac. Nikt nic nie gada bo nie wie. To jest wielki sekret Wojtow Gmin.
        • Gość: kösliner Re: Wojna o plany zagospodarowania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.05, 21:41
          Pracuję w "branży" (planowanie przestrzenne) więc znam z autopsji sytuację w
          tzw. terenie.
          Przekręty z udziałem samorządowców (przynajmniej na "moim" terenie) są o wiele,
          wiele żadsze niż z udziałem "inwestorów.
          Wykup za grosze terenów nad morzem nie nadających się pod jakąkolwiek zabudowę
          od Agencji Nieruchomości Rolnych, podział na działki "rolne",
          sprzedaż "naiwniakom" z południa Polski.
          Problem pozostaje - gminy bronią się z przekwalifikowaniem takich
          terenów "rolnych" na budowlane.
      • sawa.com Re: Wojna o plany zagospodarowania 21.03.05, 17:29
        Pedro co ty wypisujesz i wprowadzasz ludzi w błąd.

        Gminy gdyby wywiązywały się z powinności sporządzania planów poprawiły by swoje
        budżety.

        Bo: wcale nie muszą robić planów pod dyktando jak ty mniemasz, (bo ja myślę
        inaczej), spekulantów.
        Po drugie w wyniku uchwalenia planów mają prawo (gminy) pobierać tzw rentę
        planistyczną. Za budowę infrastruktury technicznej powinny pobierać opłaty
        adiacenckie.
        Podatki od nieruchomości budowlanych (a nowe działki budowlane powstają tylko
        poprzez uchwalenie planu) są wielokrotnie wyższe. A jeszcze wyższe od
        nieruchomości gdzie prowadzi sie działalność gospodarczą. Nie mówiąc już o
        wpływach z podatków CIT i PIT - częśc tych podatków wpływa do kasy gminy.
        Bez planów zagospodarowania przestrzennego nie da się prowadzić racjonalnej i
        korzystnej dla mieszkańców gminy gospodarki finansowej.

        Brak planów zagospodarowania uważam za hańbę administracji samorządowej.
        Odpowiedzialni za brak planów są burmistrzowie i radni.
        Właściwie NIK wobec tych urzędników powinien stawiać zarzut niegospodarności i
        przekazywać sprawy do prokuratury.

        Tak powinno być w państwie prawa. Ale my mamy Bangladesz!
        • Gość: kösliner Re: Wojna o plany zagospodarowania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.05, 21:59
          Koszt wykonania planu o powierzchni około 100 ha waha się w granicach 200-300
          tys. zł w zależności od stopnia skomplikowania. Średni czas opracowania takiego
          planu (jeśli jest zgodne z tzw. studium) wynosi 1 rok. Średniej wielkości
          miasto ma powierzchnię około 5000 - 10 000 ha.
          Nie wiem tylko co tak czepiacie się urzędników skoro oni są najmniej winni,
          założę się że mało kto z Was zna ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu
          przestrzennym.
          Po prostu nie znacie realiów tworzenia planu i całej procedury.
          Na "moich" terenach czas wykonania decyzji o wz. w przypadku braku planu wynosi
          1-3 m-ce w zależności od stopnia skomplikowania. W przypadku decyzji negatywnej
          przysługuje odwołanie się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego.
          Według mnie "łapówki" to mit i "czarny public relations" inwestorów.
          • sawa.com Re: Wojna o plany zagospodarowania 22.03.05, 06:01
            Gość portalu: kösliner napisał(a):

            > Koszt wykonania planu o powierzchni około 100 ha waha się w granicach 200-300
            > tys. zł w zależności od stopnia skomplikowania. Średni czas opracowania
            takiego
            >
            > planu (jeśli jest zgodne z tzw. studium) wynosi 1 rok. Średniej wielkości
            > miasto ma powierzchnię około 5000 - 10 000 ha.

            Podana cena przez köslinera jest nieco "z pod dużego palca". Ale przyjmijmy ja,
            jako, że dobrze wykonany plan rzeczywiście wymaga sporego zespołu i sporego
            nakładu pracy.

            Ale to się gminie opłaca!
            Samorządowcy którzy widzą w tym (sporządzaniu planu) pusty wydatek w ogóle nie
            powinni się brać za zarządzanie gminą a wyborcy powinni im podziękować.

            W poście wyżej napisałam jakimi opłatami gmina sobie rekompensuje koszt
            uchwalenia planu i budowę infrastruktury. To sa przepisy, trzeba je egzekwować.

            Straty jakie ponosi gmina i mieszkańcy wobec braku planów są duże i nie mówi
            się o tym.
            Każda decyzja o warunkach zabudowy przechodzi podobną procedurę jak plan
            (dlatego jest tak długi czas jej wydawania). Jest to straszna mitręga dla
            urzędników a przecież oni tego nie robią w czynie społecznym, trzeba im za to
            płacić. Zatrudnić dodatkowych urzędników bo inaczej wydawanie decyzji będzie
            trwało nie trzy miesiące ale trzy lata. Za to dodatkowe zatrudnienie trzeba
            płacic i nasz kochany burmistrz zamiast budować drogi i wodociągi wydaje nasze
            podatki na pensje urzędnicze.
            Czas to pieniądz. Traci inwestor czekając na finał tej urzędniczej golgoty.
            Traci gmina bo oddalają się w czasie podatki od przyszłych dochodów tegoż
            inwestora i jego pracowników. Bezrobotnym i sfrustowanym obywatelom trzeba
            płacić zasiłki z kasy gminy. No może trochę rośnie dochód z "korkowego" ale te
            pieniądze trzeba zdaje sie przeznaczać na walkę z alkoholizmem.

            I tak się kreci to nasze koło biedy i głupoty.

            Zgadzam się, że obowiązująca ustawa jest kiepska. Projektów i nowych rozwiązań
            nie znam więc się w tej materii nie wypowiadam.



            • Gość: Pedro Re: Wojna o plany zagospodarowania IP: 195.136.30.* 22.03.05, 08:21
              Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana niż się wydaje. Gdyby wystarczyło
              TYLKO stworzyć nowy plan aby uzyskać tereny budowlane to już dawno większość
              miast miałaby swoje plany. Ale jest jeszcze coś takiego jak uwarunkowania
              techniczne - stan infrastruktury technicznej m.in. przepustowość sieci
              kanalizacyjnej i oczyszczalni ścieków oraz zasoby wodne ujęcia wody, stan
              komunikacji, środowiska przyrodniczego i kulturowego itp.
              Brak zgody na tworzenie planu dla inwestora nie zawsze oznacza żądanie łapówki.
              Może po prostu miejscowa oczyszczalnia nie przyjmie jego ścieków
              technologicznych, brak jest rezerw mocy w sieci energetycznej, inwestor kupił
              nieuzbrojony teren rolny, natomiast miasto ma na sprzedaż grunty uzbrojone pod
              przemysł itp.
              Spotkałem się nawet z przypadkiem gdy mieszkańcy NIE chcieli nowego planu
              ponieważ pojawiałaby się nadmierna podaż działek budowlanych i "psułaby" im
              interes.
              Decyzję o warunkach zabudowy NIE SPORZĄDZAJĄ urzędnicy, lecz architekci-
              urbaniści z uprawnieniami. W większości gmin decyzje o wz. sporządzane są przez
              urbanistów wybranych w przetargach w których decydującą rolę miał czas i koszt
              sporządzenia.
              Sprawdziłem w jakim czasie wydaje się decyzję o warunkach zabudowy w moim
              mieście i okolicach - średnio od miesiąca do pół roku z czego zdecydowana
              większość w czasie do DWOCH miesięcy.
              Czyli nie jest tak źle, mamy sprawnych urbanistów.
              Aha, cena za sporządzenie planu podana przez koslinera nie jest wygórowana, ale
              np. w Warszawie lub innym dużym mieście za tą cenę nikt nie kiwnie palcem.
              • sawa.com Re: Wojna o plany zagospodarowania 22.03.05, 09:30
                Gość portalu: Pedro napisał(a):

                Decyzję o warunkach zabudowy NIE SPORZĄDZAJĄ urzędnicy, lecz architekci-
                > urbaniści z uprawnieniami. W większości gmin decyzje o wz. sporządzane są
                przez
                >
                > urbanistów wybranych w przetargach w których decydującą rolę miał czas i
                koszt
                > sporządzenia.

                Zgoda. Tak sporządzają architekcji - urbaniści. Jedne gminy wybierają ich w
                przetargach, inne zatrudniają na etatach. Niezależnie od sposobów opłacania
                tych ludzi płaci się za to gminne pieniądze. Ale nie tylko oni są przy tym
                zatrudnieni przecież uzgodnienia wykonują inni urzędnicy, zresztą podobnie jak
                przy planie. I jak dodamy te dodatkowe wydatki na każdą decyzję z osobna,
                wyjdzie nam, że mogliśmy zrobić dwa plany a nie jeden. Jak dalej podsumujemy
                utracone dochody jakie by wpłynęły z harmonijnego rozwoju gminy... to ech, chce
                się płakać.

                Ja nie twierdzę, że rzeczywistość jest lekka łatwa i przyjemna. Jedna z
                wielkich nieprzyjemności jest energetyka. Która to z pozycji monopolisty
                (zresztą bardzo dbająca o swoich pracowników, ta dziesięcioletnia nieusuwalność
                z pracy wszelkich obijboków i zwolenników peerelowskiej maksymy czy się stoi
                czy się leży dobra pensja się należy) pokazuje samorządom gest Kozakiewicza.
                To sa rzeczywiście bardzo trudne progi. Ale nie ma co jęczęć trzeba pokonywać
                trudności.
                Zamiast się boksować z inwestorami którzy mogą się przyczynić do rozwoju gminy
                i zmniejszenia bezrobocia, należało protestować przeciw wskazanej tu wyżej
                aberracji w energetyce.


                • Gość: Pedro Re: Wojna o plany zagospodarowania IP: 195.136.30.* 22.03.05, 11:02
                  Widzę, że całą procedurę sporządzenia planu lub decyzji o wz. znasz z teorii.
                  Decyzję o wz. jak i plan sporządzają urbaniści ŁĄCZNIE z procedurą uzgodnień.
                  Zapłata za to następuje PO dostarczeniu gotowego planu lub decyzji o wz.
                  Średni koszt decyzji o wz. (ceny z przetargów) to 300 - 700 zł.
                  Mniej więcej 30% "inwestorów" są to deweloperzy zainteresowani tylko obrotem
                  zakupionych przez siebie gruntów rolnych jako budowlane.
                  To są właśnie ci najbardziej "pokrzywdzeni" obowiązującą ustawą.
                  Nie twierdzę, że jest dobra, to i owo bym zmienił ale to już temat na inną
                  dyskusję.
                  • sawa.com Re: Wojna o plany zagospodarowania 22.03.05, 12:08
                    Gość portalu: Pedro napisał(a):
                    Decyzję o wz. jak i plan sporządzają urbaniści ŁĄCZNIE z procedurą uzgodnień.

                    Tak, ale drugą stroną tych (wz)uzgodnień są urzędnicy wg wymagań przepisów
                    szczególnych. I zamiast raz uzgodnić całość jakiegoś obszaru spójnego
                    urbanistycznie z zaplanowaną budową infrastruktury, wykonuje się coś po kawałku
                    i chaotycznie.

                    A tak porównując koszty. to przyjmując, że na tych 100 ha trzeba będzie wydać
                    minimum 1000 wz to otrzymujemy 300 tys zł. licząc po niskim pulapie co do
                    ilości wz i ceny za nie i nie wliczając w to pensji dodatkowych urzędników pana
                    wojewody, którzy te wzty uzgadniają. Bo to nie architekt urbanista uzgadnia sam
                    ze sobą, jest jeszcze do tego potrzebna niezła armia urzędników.

                    Oczywiście, wiem, że zmiana przeznaczenia możliwa jest tylko w planie. A wzty
                    można otrzymać tylko tam, gdzie takie zmiany były w starym planie.

                    Mniej więcej 30% "inwestorów" są to deweloperzy zainteresowani tylko obrotem
                    > zakupionych przez siebie gruntów rolnych jako budowlane.
                    > To są właśnie ci najbardziej "pokrzywdzeni" obowiązującą ustawą.

                    Ciekawa jestem dlaczego piszesz o deweloperach z przekąsem i
                    określenie "pokrzywdzeni" bierzesz w cudzysłów.
                    Przecież mieszkanie jest podobnie jak chleb i parę innych rzeczy podstawową
                    ludzką potrzebą. Bezdomność jest czymś strasznym.
                    A deweloperzy zaspakajają te potrzeby. Zaciągają kredyty na budowe stawiając na
                    szali czasem cały swój majątek, który czasem też tracą przez taką oto
                    indolencję o której rozmawiamy samorządowców i urzędników.

                    pozdrawiam.


                    • Gość: wan Re: Wojna o plany zagospodarowania IP: *.udn.pl 22.03.05, 13:12
                      > Ciekawa jestem dlaczego piszesz o deweloperach z przekąsem i
                      > określenie "pokrzywdzeni" bierzesz w cudzysłów.
                      > Przecież mieszkanie jest podobnie jak chleb i parę innych rzeczy podstawową
                      > ludzką potrzebą. Bezdomność jest czymś strasznym.
                      > A deweloperzy zaspakajają te potrzeby. Zaciągają kredyty na budowe stawiając
                      > na szali czasem cały swój majątek, który czasem też tracą przez taką oto
                      > indolencję o której rozmawiamy samorządowców i urzędników.

                      Gratuluje trafnej riposty :)
                    • Gość: Pedro Re: Wojna o plany zagospodarowania IP: 195.136.30.* 22.03.05, 14:04
                      Powiedz mi czy można deweloperem nazwać faceta który z całą świadomością kupuje
                      kilkanaście (miejscami nawet ponad sto) hektarów terenu zalewowego lub nie
                      nadającego się pod jakąkolwiek zabudowę (kilkumetowa warstwa gruntu torfowego
                      itp.) i wiedząc, że gmina nie zgodzi się na przekształcenie tego terenu na
                      budowlany (studium również nie dopuszcza), bo na "moim" terenie to jest norma.
                      Deweloperzy wcale nie są miejscowi, przeważają warszawiacy. Jeśli chcesz znać
                      szczegóły to podam Ci, że są to okolice Grzybowa, Dźwirzyna, Kołobrzegu,
                      Budzistowa, Sianożęt, Ustronia Morskiego, Mielenka, Chłopów, Łaz, Dąbek,
                      Bobolina, Wicia, Rusinowa i Postomina (wszystko nad morzem).
                      Z drugiej strony, samorządowcy w niektórych gminach wcale nie są lepsi (ale to
                      prawdziwa rzadkość). Wolę zakończyć współpracę, nawet płacąc kary umowną niż
                      firmować przekręt swoim nazwiskiem.
                      Póki co zapraszam nad piękne morze polskie :-)
                      • sawa.com Re: Wojna o plany zagospodarowania 22.03.05, 18:37
                        Gość portalu: Pedro napisał(a):

                        > Powiedz mi czy można deweloperem nazwać faceta który z całą świadomością
                        kupuje
                        >
                        > kilkanaście (miejscami nawet ponad sto) hektarów terenu zalewowego lub nie
                        > nadającego się pod jakąkolwiek zabudowę (kilkumetowa warstwa gruntu torfowego
                        > itp.) i wiedząc, że gmina nie zgodzi się na przekształcenie tego terenu na
                        > budowlany (studium również nie dopuszcza), bo na "moim" terenie to jest norma.
                        > Deweloperzy wcale nie są miejscowi, przeważają warszawiacy.

                        Nie rozumiem w czym problem? Przecież jesli studium tego nie dopuszcza więc jak
                        wyobrażasz sobie zrobienie planu. A jak nie ma planu, to nie ma zmiany
                        przeznaczenia i nie ma terenów budowlanych. A jak nie ma terenów budowlanych to
                        i nie ma tego który na nich buduje a więc dewelopera. Chyba, że zostaje
                        zmienione także studium a przepisy szczegółowe się temu nie sprzeciwiają.

                        A tak w ogóle to musisz mi przyznać rację, że układy urbanistyczne naszych
                        nowopowstających osiedli są liche. Ja cierpię jak patrzę na te wąskie uliczki
                        (teraz już norma szerokości została zwiększona chyba do 10 lub 12 m) które mają
                        6 metrów szerkości, a są takie, które mają 3 m. I układają się te wąskie
                        uliczki w pasiaki bo to każdy zagon który był dzielony na działki ma swoją
                        ulice.
                        Właściciele jakoś nie potrafią się ugodzić, żeby to scalić, podział zrobić wg
                        układu urbanistycznego, przecież mozna w części depresyjnej (podmokłej) terenu,
                        a takie się zdażają, zrobić jakiś wspólny skwer z oczkiem wodnym który mógłby
                        być wspólwłasnością wszystkich właścicieli działek budowlanych. Ludzie kochają
                        i szukająładnych zielonych miejsc do zamieszkania. I mozna to wszystko
                        zoorganizować, trzeba tylko chcieć.
    • Gość: maajus Re: Wojna o plany zagospodarowania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.05, 22:14
      Zajmuje sie tym troszke i mam pewne pojecie....czytalem te ustawe i jest ona pelna dziur i bubli....jednoczesnie spowodowalaby niesamowite koszty...niemozliwe do udzwigniecia przez gmine. Poza tym Studium Uwarunkowan i Kierunków zagospodarowanie przestrzennego jest tak ogolnikowe ze na jego podstwawie nie da sie utrzymac ladu przestrzennego.
      Aby to troche przyblizyc laikom.
      W kazdej gminie obowiazuje Studium i Plan miejscowego zagospodarowania. Studium uchwala sie dla calej gminy a plany dla wycinkow terenu. Studia mowia tylko jakie jest przeznaczenie terenu natomiast nie umiejscowiaja drog itp dlatego istnialaby ogromna dowolnosc gdyby Studium bylo prawem miejscowym co zapewne jest na reke "inwestorom"
      Jak kazdy medal i ten ma dwie strony
      • altu wyleciało do innego wątku 22.03.05, 10:03
        plany zagospodarowania przestrzennego
        Gość: koza 21.03.2005 18:30 + odpowiedz


        Architekci i gminy wszystko zrobią aby nie dopuścić do zmiany przepisów. Żyją
        jak w raju. Ci sami projektują, wydają decyzję o warunkach, często też
        pozwolenie na budowę. Uzależnieni są tylko od łapówki. Połowa decyzji na
        budowę nie odpowiada obowiązującym przepisom i logice.Np w Kielcach
        wybudowqano wille na zaprojektowanym gazociągu, w Warce pozwolono budować na
        terenie zalewowym i tak jest w całym kraju. Dola należy sie za pozwolenia a za
        inwestycje publiczne 5-10%wartości dla gminy do podziału i w/g stanowiska.

        • Gość: Pedro Re: wyleciało do innego wątku IP: 195.136.30.* 22.03.05, 10:42
          Nie twierdzę, że nie ma przekrętów w skali kraju, ale to mieszkańcy wybierają
          swój samorząd lokalny, to później wybrany przez nich wójt, burmistrz, prezydent
          jest pracodawcą dla urzędników i skoro toleruje ich "machlojki" to nie miejcie
          pretensji do ustawy, bo ona może na innym terenie całkowicie się sprawdzać.
          I wypraszam sobie sugestie, że jeśli w jednym miejscu obowiązuje "wziatka" 5-
          10% to tak jest w również całym kraju.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka