Patenty - szansa dla lepszych

    • Gość: doktorant Rzemieślnik-lobbysta Gadomski znowu dał popis... IP: *.dsbratniak.pw.edu.pl 07.04.05, 00:40
      Bardzo podoba mi się porównanie twórczej pracy programisty z pracą przemysłu, jest trafne! Oczywiście z punktu widzenia korporacji i lobbystów, takich jak Pan.

      Wielkie koncerny w tym momencie biją Panu brawo - w końcu dla nich programowanie i zarabianie na programowaniu to przemysł, bez odrobiny twórczości, bez inicjatywy, bez pomysłów. Jedynym pomysłem wielkich korporacji jest zasłonienie się parawanem prawników, którzy na pewno znajdą paragraf na cygana.

      Otóż proszę sobie wyobrazić (gdyż chyba nigdy Pan tego nie spróbował osobiście), że pisanie programu to praca TWÓRCZA! Kiedy zatem zacznie Pan lobbować za opatentowaniem akapitów, przecinka i średniówki?

      Panie Gadomski, nie wiem gdzie się Pan kształcił, na pewno nie na mojej uczelni technicznej. Bo na uczelni technicznej dowiedziałby się Pan, że polskich naukowców nie stać na patentowanie wynalazków przemysłowych, nie mówiąć już o programistycznych. To co ostatnio jest patentowane w dziedzinie informatyki w jakże ukochanym przez Pana USA, moi studenci odrabiali już dawno w charakterze pracy domowej. Brakowało im tylko marnych 20.000$, żeby swoje prace domowe opatentować.

      Świat w którym tylko silni przetrwają Panu odpowiada? W przypadku patentów silny to ten kto ma pieniądze na patent, nie ten kto go wymyśli. Krótko mówiąc - swoimi poglądami promuje Pan głupszych, chociaż silniejszych.

      Współczuję Panu. Pana artykuły to w moim odczuciu żałosne, chociaż pełne pychy, zaściankowe pieniactwo z jednej strony, a z drugiej - agresywny i uparty lobbing. Jestem ciekaw ile na tym można zarobić - może wystarczyłoby abym opatentował mój pomysł? Przypomnę: potrzebuję 20.000$, których w polskim systemie edukacji nie znajdę, zanim ktoś inny pomysłu nie opatentuje, a pewnie nigdy.

      A co do Pana pozycji jako autora artykułów dotyczących dziedzin Panu zupełnie nieznanych: będzie Pan walczył "do ostatniego żołnierza, nie cofając się ani o krok", czy wycofa się "na z góry upatrzone pozycje"? Wydaje mi się, że jeszcze ma Pan szansę wyjść z tej sytuacji z twarzą i honorem.
      • Gość: kapitalizm Re: Rzemieślnik-lobbysta Gadomski znowu dał popis IP: *.oc.oc.cox.net 15.04.05, 06:20
        widac, ze nie masz zielonego pojecia o patentowaniu,

        jesli masz naprawde unikalny pomysl i jestes przekonany, ze nikt go jeszcze nie
        opatentowal to zamiast wydawac $300 na zgloszenie patentowe (i blokade swego
        pierszenstwa) mozesz za darmo ten swoj 'patent' opublikowac w bylejakim
        wydawnictwie IT, chocby na internecie,
    • Gość: minder Niech Autor zajmie się czymś, na czym się zna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.05, 00:54
      Proponuję szanownemu Autorowi by zajął się pisaniem felietonów, na tematy, o
      których ma jakiekolwiek pojęcie. Jak na razie zdradza on jedynie wszystkie cechy
      rasowego trolla: fanatyczne trzymanie się końca własnego nosa, klapki na oczach,
      ogólne zacietrzewienie i podręcznikową wręcz odporność na argumenty strony
      przeciwniej. Przez właśnie takich Gadomskich Gazeta nazywana jest Wybiórczą.
    • Gość: MoMaT ABC prawdziwego felietonisty IP: *.icpnet.pl 07.04.05, 00:54
      Ustalmy jedno, dyskusja nad dyrektywą patentową, to nie jest wybór koloru budy
      dla psa. Nie dyskutujemy o tym, co się komu bardziej podoba, czy wydaje
      właściwe, ale o faktach. Wybieramy rozwiązanie lepsze dla europejskiej
      gospodarki i branży nowych technologii.

      Jeśli zamiast faktów publikuje się felieton usiany kłamstwami, nie należy się
      dziwić, że ludzie znający fakty reagują. Sama siła reakcji powinna już wzbudzić
      zastanowienie, ale pewnie wygodniej jest uznać, że to histeria.

      Pisanie w felietonie numer trzy, że w felietonie numer dwa lub jeden wyraziło
      się wyważoną opinię o kontrowersyjności dyrektywy, jest o tyle niebezpieczne, że
      obie wcześniejsze publikacje są łatwo dostępne i wykazanie kolejnego kłamstwa
      przyjdzie "adwersarzom" z łatwością. Szczególnie niebezpieczne jest natomiast
      opiniowanie dyrektywy prostym "sądze, że to i tamto", w sytuacji, w której
      udowodniło się poprzednimi felietonami nieznajmość tematyki (chociażby myląc
      prawo autorskie z patentowym). Dlaczego ktoś miałby teraz uwierzyć, że osąd ten
      jest w najmniejszym stopniu prawdziwy, skoro nie poparto go żadnymi faktami? Czy
      aby przekonać czytelnika, wystarczy napisać autorytatywnie "niekoniecznie"?

      Bardzo złym pomysłem, gdy udowodniło się już nieznajmość informatyki i praw
      dotyczących własności intelektualnej, jest udowodnianie nieznajmości prawa w
      ogóle. Każde nowe prawo, powinno być tak konstruowane by jak najlepiej służyć
      społeczeństwu. Jeśli pojawiają się wątpliwości co do jego skutków, czy w
      ogólności warstwy merytorycznej, prawo należy odrzucić. Kto w świecie słyszał o
      pomyśle ustanawiania prawa dla samego procesu ustanawiania prawa, nie bacząc na
      jego jakość?

      Świetnym chwytem na prezentacje swojej dziennikarskiej niekompetencji, czy wręcz
      braków warsztatowych, jest stwierdzenie o "nieprzejmowaniu się przykładami
      podawanymi przez informatyków". Ostatecznie przecież to są fakty, a w tym
      felietonie na coś tak dziwnego i obcego każdemu prawdziwemu felietoniście,
      miejsca najwyraźniej nie ma.

      Jeśli natomiast chce się wykazać dziecinną naiwnością, wystarczy napisać, że
      nikt nigdy niekorzystnego prawa wprowadzić nie próbował i coś takiego jak
      zjawisko lobbyingu po prostu nie istnieje. A już na pewno nia parają się takim
      procederem ponadnarodowe korporacje, które znane są przecież z kryształowej
      moralności i wrażliwości na dobro społeczne. No i też z tego, że czym jak czym,
      ale zyskiem to one się nie kierują.

      Chce się kompletnie pogrążyć i wyjść na totalnie niezorientowanego, gdzie
      dzwonią, wystarczy rzucić przykładem USA i stwierdzić, że tam prawo stanowią
      małe i średnie firmy, a korporacje to mogą im buty czyścić. Nienależy również
      zapomnieć, o dodaniu, że rynek IT ma się w USA świetnie mimo patentów i sprytnie
      przemilczeć, że miał się co najmniej tak samo dobrze przed ich wprowadzeniem.

      Na koniec warto podbudować wrażenie błądzenia w temacie po omacku, przez
      wyrażenie zdumienia, iż w Polsce działa prawo autorskie. Następnie warto
      uzupełnić to wrażenie przedstawiając koncepcję wzrostu jakości oprogramowania i
      zadowolenia konsumentów, na skutek prawnego sankcjonowania monopolu. Można iść i
      dalej i stwierdzić, że taki monopol doprowadzi do wzrostu konkurencyjności i
      ukazać się czytelnikom w nowym świetle, tym razem jako ignorant ekonomiczny.

      Na zakończenie przydało by się odrobinę podratować nadszarpnięty wcześniejszymi
      akapitami wizerunek i dobre imię felietonisty i spróbować wmówić czytelnikom, że
      sprawa dyrektywy dotyczącej patentów na oprogramowanie jest już przesądzona i
      całe to wcześniejsze granie do jednej bramki, to po prostu objaw dostosowania i
      radzenia sobie w nowej sytuacji. Czyz nie takimi zdolnościami powinien cechować
      się prawdziwy felietonista?

      ---

      Na szczęscie sprawa dyrektywy patentowej nie jest przesądzona. Walczmy o naszą
      wolność. Nie pozwólmy amerykańskim korporacjom na zagrabienie kolejnej częsci
      przestrzeni publicznej. Dołączmy się do inicjatywy pisania listów do
      europarlamantarzystów [ euparl.patentpolitics.info/ ], bo w nich i ich
      poziomie wiedzy cała nasza nadzieja. Jeśli uda nam się podsunąć im fakty, dać
      możliwość konfrontacji poglądów środowiska informatycznego ze stronniczymi
      poglądami urzędników patentowych EPO, zmusić do refleksji, to nic nie pomoże
      zjadliwy upór tego czy innego redaktora, choćby nie wiem jak opiniotwórczej gazety.

    • alkud MindFuck przyznal nagrode 07.04.05, 06:26
      taka bardzo specjalna,
      wiecej na hyperreal.info/mindfuck/
    • Gość: AnMar szkodliwość! IP: *.fizyka.amu.edu.pl 07.04.05, 07:55
      Nie miałem siły przeczytać wszystkich komentarzy (dotarłem do połowy) więc nie
      wiem, czy się nie powtarzam. Pan Gadomski pisze, że w USA nikomu patenty nie
      zaszkodziły... Cóż, ale czy to sprawdził. Głośna była swego czasu sprawa Amazon,
      która opatentowała zakup przez jeden klik. Później inne sklepy internetowe
      musiały tworzyć jakieś sztuczne udziwnienia, żeby nie łamać tego patentu. To tak
      jakbym opatentował chodzenie chodnikiem a potem każdy musiałby chodzić po
      krawężniku!!! Wiele dystrybucji Linuxa jest okrojona do stopnia ograniczonej
      używalności, bo stworzono je w USA (Fedora, Debian - w którym jest specjalny
      dodatek "non-US"). Można znaleźć mnóstwo argumentów za swoimi ideami, jeśli się
      ich szuka tylko w głowie...
      Zdaje się, że pan Gadomski po prostu nie chce się wycofać, choć broniony przez
      niego teren kurczy się niemiłosiernie!
    • Gość: MaCz Okiem liberała IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.04.05, 08:06
      Szanowny Panie!
      Chciałbym wytknąć Panu dwa błędy:
      1) Informatycy czasem rzeczywiście "rzucają mięsem" ale porównywanie ich do
      rzeźni jest co najmniej nie na miejscu - dyrektywy unijne wprowadziły ostre
      normy dotyczące czystości itp, ale nie pozwalają patentować - mówiąc
      kolokwialnie - "zarzynania świń długim nożem"
      2) Pozwoli Pan, że zazytuję Pański cytat: "...małych i średnich przedsiębiorstw
      i niezależnych informatyków w ramach wielkich spółek". Czyli co? czyli jeśli
      chcesz pisać programy, chcesz istnieć na rynku - musisz podporządkować się
      intresom koncernu wystarczająco dużego, żeby stać go było na nowe samochody dla
      unijnych twardogłowych ?
      Świetnie !!! Doskonały sposób - już Microsoft poczyna sobie beztrosko na rynku -
      jak ktoś Billowi zagraża, to go kupuje, a jak ten ktoś nie daje się kupć, to
      wystarczy przecież opatentować podstawową funkcję jego programu i gość zniknie z
      rynku. Tak jest na razie w USA, teraz chcemy czegoś takiego w Europie?
      Niestety - muszę się zająć pracą i nie mam więcej czasu na polemikę z Panem.
      Chciałbym tylko jeszcze zauważyć, że co światlejsze umsły w USA już zastanawiają
      sięnad nowelizacją absurdalnego, ameykańskiego prawa patentowego, które owszem
      przynosi kolosalne zyski, ale przede wszystkim prawnikom - nawet nie
      właścicielom patentów.

      Pozdrawiam
      Marcin Czapp
    • Gość: marcin uffff IP: *.centrala.kbsa / *.kredytbank.pl 07.04.05, 08:08
      Tradycyjny sposob dyskusji w gazecie. Ci co sie ze mna nie zgadzaja nie maja *zadnych* argumentow, i atakuja mnie histerycznie przy okazji obrzucajac blotem. Powtorze to co kiedys juz napisalem: Panie Gadomski nieuk Pan jestes. Pare lat temu na zlecenie rzadu Australii, jeden z tamtejszych uniwersytetow przeprowadzil badania na temat wplywu prawa patentowego na gospodarke. Wyniki bylby dla Pana Gadomskiego nieco zaskakujace: 1. patenty sa szkodliwe, jedyny powod ich utrzymywania to lobbing/nacisk wielkich miedzynarodowych korporacji - to tak w skrocie. Mysle, ze Pan Gadomski poszpera troche w internecie/innych archiwach, jako rzetelny i uczciwy dziennikarz.
      Inny przyklad. Pewien profesor bodajze z Australii, opatentowal kolo. Tak Panie Gadomski, znane od 4 tys. lat kolo...
      Pozdrawiam z nadzieja, ze nastepny tekst Pana bedzie mniej emocjonalny i poprzedzony *rzetelnym* przygotowaniem.
      A i na marginesie. Znany jest fakt, ze eksperci dawno stwierdzili, ze dla rozwijajacych sie gospodarek patenty sa bardzo szkodliwe.
      m.
    • Gość: kartofel Gadomski, przejrzyj na oczy! IP: 195.116.30.* 07.04.05, 08:37
      ...i nie ośmieszaj się takimi stwierdzeniami jak poniżej:
      "Jak widać, urzędnikom czasami nie brakuje rozsądku."
      "Stanom Zjednoczonym patenty w informatyce nie szkodzą, ale przeciwnie."
    • Gość: cnr Indie IP: *.crowley.pl 07.04.05, 08:49
      w Indiach i Chinach (w przeciwieństwie do USA) nie obowiązują patenty na idee
      software'owe i aktualnie to one zaczynają przejmować pałeczkę od USA w tej
      dziedzinie. czyli jak jest z tymi patentami w końcu?
      • Gość: programista Re: Indie IP: 83.136.224.* 07.04.05, 10:10
        dodam jeszcze nawoływania niektórych w USA do zmiany prawa patentowego (co
        najmniej jedna wypowiedź pana Billa Gatesa
    • Gość: gosc czy nie daje to panu do myslenia... IP: *.nask.waw.pl / *.nask.waw.pl 07.04.05, 09:29
      ...ze nikt sporod komentujacych nie stanal w pana obronie?

      staralem sie przeczytac wszystkie opinie pod pana... (zastanawialem sie ale
      jednak uzyje tego slowa) wypocinami. moze mi jakis obronca panskich teorii
      umknal w masie oponentow ale nie sadze, zeby mialo to wplyw na fakt, ze ludzie
      generalnie nie zgadzaja sie z panem. dlaczego? ze zlosliwosci? wszyscy? badzmy
      realistami! ludzie sie z panem nie zgadzaja bo uwazaja, ze nie ma pan racji.
      mial pan okazje przyznac, ze nie zna sie pan na informatyce. a tymczasem spora
      czesc panskich oponentow deklaruje sie jako ludzie z branzy - bardzo sie pomyle,
      jesli stwierdze, ze oni wiedza o czym pisza?

      poprzedniego 'felietonu' nie komentowalem bo mi rece opadly a poza tym wydawalo
      mi sie, ze ludzie jasno dali panu do zrozumienia jak bardzo pan bladzi. panskim
      kolejnym 'felietonem' udowodnil mi pan, ze 'errare humanum est'. ja przyznaje
      sie do bledu: myslalem, ze pan zmadrzeje - mylilem sie. a pan przyzna sie
      wreszcie do bledu czy dalej bedzie pan szedl w zaparte?

      dla jasnosci: jestem informatykiem, podpisywalem protest przeciwko
      bezkrytycznemu przyjeciu wiadomej dyrektywy. nie odnosze sie do tresci
      panskiego... felietonu - inni to zrobili. 'zjechali' pana na funty szterlingi. i
      slusznie.


      --f

      ps. gdybym pod szyldem swojej firmy (zajmujacej sie informatyka i internetem
      nawiasem mowiac a nie poezja, medycyna czy psychologia) publicznie szerzyl
      brednie, pewnie niezbyt dlugo mialbym prawo uzywania tego szyldu. panski
      pracodawca chyba jest mistrzem swiata i okolic w wyrozumialosci...
    • Gość: msankowski Amerykańskie prawo patentowe IP: *.pit.gda.pl 07.04.05, 10:05
      Sądzę, że myli się Pan twierdząc, że amerykańskie prawo patentowe wychodzi
      Amerykanom na zdrowie. Wydaje się, że utrwala jedynie silną pozycję dużych firm.
      Prawo patentowe dotyczące oprogramowania ma stosunkowo krótką historię i jego
      konsekwencje będą widoczne dopiero w przyszłości. Ciekawe, czy powstanie nowych
      firm w sposób podobny do tego, w jaki powstały Microsoft albo Apple będzie
      możliwe przy obecnym prawie patentowym. A jeśli chciałby Pan lepiej poznać
      poglądy Amerykanów na amerykańskie prawo patentowe, polecam ciekawy artykuł:
      Patent prescription, IEEE Spectrum, December 2004, pp. 26-31. Dostępny również w
      sieci: www.spectrum.ieee.org/WEBONLY/publicfeature/dec04/1204pfix.html
      Uprzejmie pozdrawiam.
    • Gość: Tomasz Z cyklu "Okiem kretyna" W.Gadomski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.05, 11:46
      Gadomski po raz n-ty publicznie udowodnil, ze jest aroganckim, niekompetentnym kretynem. Wyborcza powinna go przestac drukowac, bo tylko zaniza poziom.
    • luster Ekonomicznie patrzac 07.04.05, 11:58
      Panie Witoldzie! Jest pan specjalista od ekonomii, wiec bede uzywal pojec
      ekonomicznych.
      Patenty na oprogramowanie to wzrost kosztow transakcyjnych przy prowadzeniu
      dzialalnosci informatycznej. Dla wielkich firm informatycznych nie stanowi to
      problemu - dysponuja one sztabem prawnikow i wykupionym "en masse" licencjami.
      Dla malych przedsiebiorstw (oraz mikroprzedsiebiorstw, co szczegolnie wazne w
      warunkach polskich) zatrudnienie kancelarii prawniczej do obslugi patentow to
      gigantyczne zwiekszenie kosztow wejscia na rynek.
      Prosze spojrzec na przywolana juz tutaj sprawe patnetu na .jpg. Mimo iz wklad
      firmy w go posiadajacej w rozwoj tej technologii byl raczej nikly i obalenie go
      byloby mozliwe to Sony wolalo zaplacic 18mln $ za licencje. Dlaczego? Poniewaz
      procesowanie wymagaloby wiele czasu i nakladow finansowych ze strony Sony, a w
      przypadku wygranej korzysc odniesliby wszyscy - takze konkurenci Sony. Logicznie
      jest wiec zaplacic (gdyz ma sie z czego) i spokojnie patrzec jak niszczeni przez
      pozwy sa ci ktorzy z czego zaplacic nie maja.
      To nie ma nic wspolnego z promowaniem lepszych i zwalczaniem gorszych. Chyba ze
      ma pan na mysli lepszych i gorszych prawnikow. Wyzszosc programistow nie polega
      bynajmniej na umiejetnosci przekopywania sie przez stosy patentow w poszukiwaniu
      mozliwych ich naruszen przez napisane przez siebie programy. Jesli patrzymy na
      historie informatyki to najwiekszy wklad w innowacje maja pracownicy uczelni i
      niewielkich firm garazowych, ktor POTEM przeradzaja sie w giganty. Firmy te nie
      moglyby powstac przy restrykcyjnym systemie patentowym. Powoluje sie pan na
      przyklad USA. Prosze wiec spojrzec ze te slynne lokomotywy rozwoju informatyki
      powstawaly w momencie, gdy ich branza nie byla jeszcze skrepowana przepisami
      patentowymi. Microsoft, czy Apple powstaly w czasach gdy patentow nie bylo
      wcale. Google, Amazon powstaly w czasach gdy internet nie byl (jeszcze) objety
      masa patentow bo byl zjawiskiem nowym. Teraz nie ma przykladow tak wielkich
      sukcesow. Czyzby informatycy stali sie mnie kreatywni?
      Patenty na oprogramowanie sa korzystne dla wielkich korporacji, dla ktorych male
      firmy sa konkurencja. Dla Siemensa, Nokii, Ericksona... te firmy stac na
      profesjonalny lobbing w Komisji Europejskiej. I na profesjonalny lobbing wsrod
      dziennikarzy.
      Niezaleznym informatykom pozostaja tylko naciski spoleczne. Walka z patentami
      nie ma nic wspolnego z lewactwem, a to ze Slawek Sierakowski popiera jakis ruch
      naprawde nie musi znaczyc, ze jest to ruch antykapitalistyczny i "ekonomicznie
      slepy". Tak samo to co robi Komisja Europejska nie zawsze musi byc dobre i
      sprzyjac wolnemu rynkowi.
      Walka nie zostala przegrana, a nawet w przypadku gdyby dyrektywa weszla w zycie
      w obecnej beda jeszcze szanse "rozmiekczania" jej w praktyce (i w
      implementacjach krajowych). Walka trwa, a odtrabienie przegranej to sianie
      defetyzmu. Szczegolnie dziwne, ze tak naprawde to walka ta do opinii publicznej
      przedziera sie dopiero teraz. A czytajac niektore publikacje ma sie wrazenie, ze
      probuje sie wyrobic w ludziach wrazenie, ze to tylko grupka lewackich szalencow
      i kiepskich informatykow probuje robic ludziom wode z mozgu. Niestety prawda
      jest taka, ze ta wode z mozgu probuje robic ktos zupelnie inny, wykorzystujac do
      tego niewiedze informatyczna dziennikarzy.
    • Gość: gamma Parę linków o patentach (negatywnie) IP: *.77.classcom.pl 07.04.05, 11:59
      Artykuł z BBCNews "Be careful how you code" (17 grudnia 2004):
      news.bbc.co.uk/1/hi/technology/4104841.stm
      List Linusa Torvalda i Alan Coksa do Parlamentu Europejskiego (21 września 2003):
      www.effi.org/patentit/patents_torvalds_cox.txt
      Artykuł z eweek "Patented Stupidity" nt. "dziwnych patentów" (15 listopada 2004):
      www.eweek.com/article2/0,1759,1723598,00.asp
    • Gość: Aqq Lepszych ? czy bogatrzych IP: *.toya.net.pl 07.04.05, 12:43
      Chyba chce Pan tylko zyskac rozglos, bo na pewno nie ma Pan pojecia o czym Pan
      pisze. A moze ma Pan ciekawe rozumienie pojecia LEPSZY ? Czy wedlug Pana LEPSZY
      to taki ktory mapieniadze ?

      Zal mi Pana i ubolewam ze nie zauwaza pan problemu jakim jest "PATENT NA WIEDZE"
    • Gość: Tom Dobre, bo amerykańskie ! IP: 80.51.167.* 07.04.05, 13:41
    • Gość: A.C 20000 EUR za patent na teren Europy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.04.05, 14:03
      "(...) samo zgłoszenie wynalazku do patentu w Europie kosztuje 20-30 tys. euro.
      Drugie tyle trzeba płacić każdego roku za utrzymanie ochrony" - to cytat z
      artykułu w Gazecie Wyborczej (
      serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2632310.html ) pod znamiennym tytułem
      "Polskich naukowców nie stać na patenty" - a kogo na to stać wśród małych i
      średnich polskich firm informatycznych czy polskich programistów? Jaka to jest
      więc szansa dla polskiego rynku informatycznego? Chyba tylko dla polskich
      oddziałów wielkich korporacji albo dla sprytnych firm prawniczych "made in USA".
      A.C.
    • Gość: democrux brak słów... IP: *.zaczek.ds.pw.edu.pl 07.04.05, 14:10
      Najpierw fala paniki jaka sieja amerykanskie wladze po 11.9 doprowadzila do
      ograniczenia swobod obywatelskich, reperkusje te mozna odczuc na calym swiecie z
      Europa wlacznie.

      Teraz fala glupoty i demagogii jaka sieja lobbysci na rzecz amerykanskich
      koncernow moze doprowadzic do zdlawienia europejskiego przemyslu komputerowego.
      I sporo ludzi w Europie nawet latwo uwierzylo w to ze proponowane rozwiazania
      beda dla Europy dobre.

      Osobiscie uwazam ze nalezy wszelkimi sposobami bronic sie przed wplywem USA na
      polityke suwerennej Europy. Wstyd mi tylko ze Polska na arenie miedzynarodowej
      jawnie trzyma sztame z ta chora klika rzadzaca w USA, zablokowanie ustawy
      patentowej bylo tutaj milym akcentem, az sie wierzyc nie chcialo, pierwszy raz
      od dawna bylem dumny ze swego kraju.

      A na temat tego jak w USA sie czuja z patentami:
      www.eweek.com/article2/0,1759,1666755,00.asp
      Zgodnie z komentarzem autora, wyglada to na dobry zart, szkoda tylko ze wszystko
      jest smiertelnie powazne.
    • Gość: morcin proszę sięzapoanać z Polskim prawem patentowym... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.05, 15:17
      ...a wtedy będzie Pan wiedział co się stanie z polskim rynkiem informatycznym.
      Panie Gadomski dalej pan z uporem maniaka obstaje przy swoim widzimisie ale
      stosownych źródeł nie raczył pan przeczytać...o czym i w jaki sposób z panem
      rozmawiać? o wytworach pana wyobrażni chyba nie ma sensu...a fakty są takie że
      po przyjęciu stosownej dyrektywy firmy dysponujące odpowiednim kapitałem bedą w
      stanie opatentować wszystko to czego w polsce od kilku lat nie można było robić:
      patentować IDEII i tego nie robiono. Co z firmami i autorami którzy napisali x
      programów (i w majestacie prawa byli chronieni przez prawo autorskie) a teraz
      ktoś może opatentować ich rozwiązania programowe, odbierająć im prawo do owoców
      własnej pracy? Umkneło to panu, czy celowo reprezentuje pan interesy innego
      lobby niż krajowe?
    • Gość: Bartosz Sawicki Patenty: dla kogo szansa? IP: *.iem.pw.edu.pl 07.04.05, 16:02
      Nie kwestionuję poczytalności pana Gadomskiego. Dla mnie jedynym wytłumaczeniem
      jego tekstów jest brak wiedzy, doświadczenia i wyczucia rynku informatycznego.
      Zawodowo zajmuję się ocenianiem projektów informatycznych i moje doświadczenie
      skłania mnie do postawienia wręcz odwrotnej tezy niż p. Gadomski. Możliwość
      patentowania nie jest szansą dla lepszych informatyków (rozumianych jako
      tworzacych lepsze programy), jest natomiast szansą dla menadzerów, prawników,
      biurokratów.

      Wprowadzenie patentów informatycznych powoduje, że w naturalnej walce programów
      o rynek (lepszy wygrywa, gorszy odpada) rola merytorycznej jakości zmiejsza się
      na korzyść sprytu organizacyjnego, zaangażowania prawników i dużych nakładów
      inwestycyjnych. Nie wygra więc na rynku program lepszy, tylko ten, którego
      twórcy lepiej umieją skorzystać z broni patentowej.

      Patenty bedą promowały lepszych prawników i innowacje prawnicze, ale czy o to
      nam na prawdę chodzi?

      Twórca informatyczny jest chroniony prawem autorskim. Więcej ochrony mu nie
      potrzeba.


    • Gość: ASSmodeus ehhh... widze, ze klapki na oczach pozostaly... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.05, 17:42
      Szkoda slow...
      Mimo wielu wyjasnien, Pan Gadomski nadal nie rozroznia patentowania IDEI od praw
      autorskich do oprogramowania.
      Skoro mimo tylu komentarzy, ta istotna roznica nadal dla Pana Gadomskiego jest
      niejasna, to szkoda w ogole sie scierac i wyjasniac mu to dalej.
      Pod znakiem zapytania stoi rowniez solidnosc i rzetelnosc gazety, ktora takiego
      felietoniste opornego zatrudnia.

      P.S. Ciekawe ile Pan Gadomski zna programow tworzonych przez amerykanskie male i
      srednie firmy... Skoro im jest tak dobrze z patentami, to chyba tych programow
      troche powstaje.
      Pan Gadomski nie raczyl zauwazyc przykladow z zycia wzietych w naszych
      komentarzach, ale dziwnym trafem sam takowych rowniez nie przedstawil.
      Szkoda slow...
      Mam nadzieje ze to nowe MS Volvo pod Pana domem dobrze sie sprawuje.
    • Gość: baron13 Rozpoczął Pan sezon polowania na siebie. Fajnie! IP: *.com / *.kom-net.pl 07.04.05, 19:06
      Panie Gadomski. Dość długo uważałem, że dowalanie GW i jej autorom jest
      niemoralną modą. Pod wpływem Pana felietonu o dyrektywie patentowej
      zainteresowałem się i innymi tekstami.

      Obawiam się, że wniosek moze być taki, ze Pana znajomość ekomomii to opanowanie
      szeregu komunałów. Nie bardzo Pan wie, co ze stalą, co ropą, czy wreszcie, co
      ekometrycy chcą od PKB.

      Natomiast w swoich ostanich tekstach powiedział Pan nam małym czytelnikom coś
      jeszcze: nie umiem czytać ze zrozumieniem, owszem umiem werbalnie argumentować,
      nie umiem prowadzić poważnej polemiki. Panie Gadomski: cały czas pisze się Panu
      nie na temat. Sprawą zasadniczą jest to, że pomylił Pan prawo autorskie i
      patentowe. Był taki argument za moch przedszkolnych czasów, żelazny nie do
      zbicia: "srututu majtki z drutu". A dlaczego mi się to przypomniało? Może
      dlatego, że usiłuje pan na przykład przekonywać nas, że w USA nie ma problemu
      szkodliwości prawa patentowego, podczas gdy toczy się kilka pysznych procesów,
      gdy jednoosobowa firma chciała od Microsoftu drobne 500 mln $. Najwyraźniej
      objawami zadowolenia są lamenty samego Microsoftu w sprawie prawa patentowego.
      No i dowiedzieliśmy się, sumując własną wiedzę rzeczową, i Pana przekonania, że
      jak kto krzyczy, to na pewno mu dobrze. Na pewno pod wpływem takiego
      rozumowania, wbiję sobie gwoździa wkrzesło i usiądę na mim. Dla poprawy humoru.
      Nade wszystko usiłuje Pan nas przekonać, co mianowicie powiedzieliśmy, co nas
      czytelników zaskakuje, bo jak Boga kocham, co wydaje się nam, że innego
      mówiliśmy. No i jeszcze, u mnie zawsze się straszyło starszym bratem: równie
      dobre jak owe matki. Tak mi się tylko przypomniało, na marginesie różnych
      praktyk prowadzenia dyskusji.

      Jak dla mnie, zareagował Pan pysznie: tupiąc i złoszcząc się na czytelników.
      Powiedział Pan, popatrzcie, oto jestem idealnym celem dla pismaków do
      odstrzelenia. Taki autorytet za którym nie ma wiedzy. Łatwo będzie zapędzić w
      kozi róg, łatwo wykazać brak wiedzy, na dodatek taki, co się efektownie obrazi
      na czytelnika i ostatecznie przekona go, jakiego formatu człowieka ma przed
      sobą. Coż przyjemniejszego dla czytelnika niż dowiedzieć się, że komuś komu
      zadzdrościł pozycji i wiedzy, zazdrościć już nie ma czego, kolejny autorytet
      zarobił pecyną błocka. Tym bardziej, że się o to prosił. Właśnie ogłosił Pan
      "jestem łatwym celem, walcie, oddać nie potrafię". I będziemy walić, Panie
      Gadomski, bo choć wierszówka kiepska, to żaden pieniądz nie śmierdzi. Nie?
    • Gość: MrMagoo Trochę o teorii spiskowej... IP: *.devs.futuro.pl 07.04.05, 22:54
      Obserwuję historię dyrektywy patentowej już od ponad roku i przecieram oczy ze
      zdumienia. Po długich przepychankach i szeregu błędów proceduralnych, zepchnięto
      zatwierdzenie projektu Dyrektywy na agendę Rady ds. Rybołowstwa (i to
      dwukrotnie, bowiem za pierwszym razem zostało zdjęte z Agendy na żądanie strony
      polskiej). Było to typowe podrzucanie śmierdzącego jaja z nadzieją, że na głupka
      wyjdzie kto inny (ministrowie rolnictwa w tym wypadku). Obserwowałem zmiany
      stanowiska rządów Danii, Hiszpanii, Niemiec, nieustający nacisk (medialny) ze
      stronu ruchu OpenSource, ISOC, FFII i innych przeciwko przyjęciu Dyrektywy w
      proponowanym brzmieniu, oraz na koniec niezgodne z procedurą odrzucenie przez
      Jose Barroso prośby narodowych parlamentów oraz PE w sprawie rozpoczęcia na nowo
      prac nad Dyrektywą. Wszystko to pomimo protestów środowisk informatycznych i
      organizacji pozarządowych, mimo dobrze udokumentowanych opinii świadczących o
      negatywnym wpływie ewentualnego przyjecia Dyrektywy na gospodarkę, Small
      Business i firmy z branży IT. Cała sprawa ciągnie się już dwa lata, jest dobrze
      znana w środowisku i oto nagle objawia się nasz własny pajac, nie jakiś urzędas
      z dalekiej i mglistej Brukseli czy innego Luxemburga, ale znany i do niedawna
      szanowany publicysta z ogólmopolskiego dziennika, mającego (również do niedawna)
      reputację medium opiniotwórczego. I cóż ten nasz pajac wyczynia? Moi przedmówcy
      dużo na ten temat powiedzieli: zasłużenie pretenduje do nagrody "debila
      miesiąca" przyznanej mu perzez MundFuck za pisanie nieprawdy i wyjątkową
      odpornośc na argumenty; ryzykuje utratą prestiżu zawodowego prezentując skrajną
      nieznajomość tematu, na który się wypowiada; obraża inteligencję swych
      Czytelników, z braku argumentów posługując się w opisanymi przez Nietzschego
      metodami pozamerytorycznymi dla pokonania przeciwnika (marginalizacja i
      obrażanie, przedstawianie mitów jako prawd oczywistych, przemilczanie
      niewygodnych faktów itd.). I kogóż z takim zacietrzewieniem atakuje? Gromadę
      pryszczersów w okularach, jakiś ruch Open Source i innych "cyklistów", ludek
      gromki, mający silne argumenty, ale lichy: na łapówkę dla Prezydencji
      Luksemburskiej uzbierali marne €78958.43 (mjr.iki.fi/texts/patentfund). A
      kogóż nasz wojownik popiera? Prawnicze hieny zza oceanu, żyjące z szantażu
      patentowego (7thguard.net/news.php?id=4458), giganty IT jak Nokia,
      Siemens, Ericcsson czy Microsoft (dla tego kolosa 5% przychodów ze sprzedaży w
      Europie to 5 mln USD, www.canadiancontent.net/commtr/article_756.html) -
      firmy które jawnie i aktywnie lobbują za wprowadzeniem w UE prawa patentowego na
      wzór amerykańskiego. Panowie, nie czarujmy się, możemy mieć siłę argumentów, ale
      nie mamy argumentu siły. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale podobno
      w każdej znikch tkwi wiadro prawdy. A więc, co może sprawić, że wysoki urzędnik
      unijny łamie procedury, eurodeputowani głosują wbrew zdrowemu rozsądkowi, a
      publicysta GW robi z siebie durnia? Ku rozwadze.
    • Gość: Grzegorz Parę uwag IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.04.05, 02:18
      Jeszcze nikt chyba tego nie zrobił, a więc - poprzednie komentarze p.
      Gadomskiego można znaleźć pod linkami:
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,2609310.html
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2624393.html
      Bardzo "ciekawie" "ewoluują" pana poglądy w czasie tej polemiki.

      Wszystkich rozhisteryzowanych i niezwykle agresywnych informatyków chciałbym
      pocieszyć - p. Gadomski gwarantuje nam, że nasze obawy są bezpodstawne. Chociaż
      dyrektywa pozwala na patentowanie trywialnych rozwiązań, algorytmów
      matematycznych, rozwiązań będących w użyciu od dziesięcioleci, to nasze lęki są
      nieuzasadnione, ponieważ zawsze możemy liczyć na rozsądek polityków i
      urzędników, interpretacje uczciwych prawników, korzystne dla nas orzecznictwo,
      dobrą wolę wielkich korporacji, a lobbing w wykonaniu tych samych korporacji
      można między bajki włożyć. Poza tym jest wiele pozytywnych aspektów patentowania
      oprogramowania - chętnie bym je poznał, ale niestety p. Gadomski ich nie wymienia.

      Ja tylko nieśmiało zapytam - dlaczego zamiast po prostu ustanowić od razu
      dobrege prawo, próbuje się przepchnąć jakieś kukułcze jajo, czy może śmierdzącą
      rybę, na posiedzeniach Rady ds. Rolnictwa i Rybołówstwa, a potem przyjmuje się
      projekt tego prawa w atmosferze skandalu?

      Pan Gadomski surowo przypomina nam także, że Stanom Zjednoczonym patenty wcale
      nie szkodzą - pewnie dlatego obecnie informatyka najdynamiczniej rozwija się
      obecnie w Indiach, Chinach , czy Brazylii. Informuje nas także, że "Małe i
      średnie firmy w Ameryce to potężna grupa, mająca wielkie wpływy polityczne i
      gospodarcze, dająca zatrudnienie kilkudziesięciu milionom ludzi. Trudno sobie
      wyobrazić, by mogło być wprowadzone prawo, które uniemożliwia im działanie." -
      tylko dlaczego prawo to wprowadzane jest - uwaga - _*w Europie*_?


      Pana pytanie "W żadnym komentarzu albo liście od moich oponentów nie spotkałem
      się z opisem sytuacji, gdy ktoś został pokrzywdzony przez kradzież programu lub
      algorytmu. Czyżby problem ten - wbrew opiniom ekspertów amerykańskich i
      europejskich - w Polsce nie istniał?", budzi we mnie przerażające podejrzenie,
      że myli pan piractwo komputerowe, czyli nielegalne kopiowanie _*gotowych*_
      programów komputerowych, z kopiowaniem kodu źródłowego tychże programów.
      Wyciągam taki wniosek, bo niestety wątpię, pan słyszał coś o
      reverse-engineeringu, a proste kopiowanie kodu źródłowego, możliwe jest tylko w
      przypadku programów z otwartym kodem źródłowym. Tak trochę zbaczając z tematu,
      dla pana informacji - są i takie badania, które pokazują że niezbyt duże
      piractwo, może być stymulujące dla rynku.

      Na szczęście ma pan też czasem rację. Na przykład pisząc: "Badania pokazują, że
      możliwość patentowania programów komputerowych, odnoszących się do wynalazków,
      jest pomocna w rozwoju gałęzi gospodarki wspomaganych przez programy
      komputerowe, zwłaszcza małych i średnich przedsiębiorstw i niezależnych
      informatyków w ramach wielkich spółek". Niestety potwierdza pan tym obawy
      oponentów dyrektywy, że zyskają informatycy dużych firm (czyli wielkie
      korporacje), oraz małe i średnie przedsiębiorstwa - tutaj nie ma już nic o
      informatykach, bo pewnie chodzi o prawników, albo cwaniaczków żerujących na
      patentowaniu cudzych rozwiązań.

      Ma pan także racje, pisząc że wzrosną wymagania wobec firm informatycznych.
      Chociaż właściwie powino się napisać precyzyjniej, bowiem wzrosną _*obciążenia*_
      firm informatycznych. Nie wzrosną za to jak pan sugeruje, wymagania wobec samych
      informatyków - patentowanie nie ma wpływu, na umiejętność pisania programów samą
      w sobie. Firmy informatyczne będą musiały zatrudnić dodatkowych ludzi
      (specjalistów od prawa patentowego) do sprawdzenia oprogramowania, pod kątem
      jego "legalności". W całkiem małych firmach, obowiązki te niestety
      prawdopodobnie przejmą sami informatycy. Sama jakość oprogramowania także się
      nie poprawi - pisząc program, trzeba będzie dodatkowo obchodzić rożne, śmieszne
      "patenty". Analogia ze szkołą jest całkiem chybiona, no chyba że chodzi tu o
      szkołę w polskich realiach, z kiepskimi nauczycielami, gdzie przetrwają ci
      najcwańsi, a niekoniecznie najlepsi.

      Chciałem też, być może brutalnie, pana uświadomić - nikt tutaj pana osobiście
      nie atakuje. Ludzie atakują za to teorie, w których powiedzmy mija się pan z
      prawdą. Myślę że fakt umieszczenia tego na łamach dużej gazety i wpływ jaki
      wywrze to na laików, nie pozostał także bez znaczenia.

      Na koniec chciałbym panu za coś podziękować. Niestety nie mam za bardzo za co,
      więc niech będzie - dziękuję za kolejne wyrwane mi dwie godziny snu.
    • drakoniusz Błądzić, jest rzeczą ludzką... 08.04.05, 21:29
      Właściwością człowieka jest błądzić,
      głupiego - w błędzie trwać.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja