Gość: RYBA
IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl
30.06.02, 10:36
Fizyka zanim pojedziesz na wakacje przeczytaj artykul, ktory ci obiecalem.
Obniżenie wartości złotego wpłynęłoby niekorzystnie na bilans handlowy
Kurs nie załatwi wszystkiego
JERZY MICHAŁOWSKI
Toczy się właśnie dyskusja o tym, jaki reżim kursowy jest optymalny na obecnym
etapie transformacji. W jej kontekście warto zwrócić uwagę, jak kurs złotego
wpływa na poziom eksportu i importu. Z analizy wynika, że import jest w
ostatnich latach mało uzależniony od jego zmian, a eksport wprawdzie na nie
reaguje, ale z rocznym opóźnieniem. Z tego względu bezpośrednie korzyści ze
znacznej deprecjacji złotego byłyby niewielkie.
Ilościowy wpływ zmian kursu na wielkość eksportu i importu można oszacować za
pomocą modelu, który uwzględnia miesięczne dane o wartości wywozu i przywozu (w
wyrażeniu dolarowym i złotowym) w latach 1993-2002. Po zastosowaniu tego modelu
okazało się, że eksport wykazuje zadziwiające właściwości: "zależy" od kursu
dolara realnego w sposób ujemny co oznaczałoby, że aprecjacja złotego wpływa na
jego wzrost.
Żeby rozwiązać tę zagadkę, dane dotyczące zarówno eksportu, jak i importu,
podzielono na dwa okresy: 1993-1999 oraz 1999 r. - marzec 2002 r. (dalej
odpowiednio jako okres pierwszy i drugi). W pierwszym okresie zmiany
miesięcznej wielkości eksportu w największym stopniu tłumaczą trzy czynniki:
produkcja sprzedana przemysłu, eksport do Niemiec oraz import całkowity. W tym
właśnie czasie kurs realny (niezależnie od skali opóźnienia) oddziaływał na
eksport w opisany wyżej, nielogiczny sposób.
Istotne ostatnie lata
W drugim natomiast okresie (1999-2002) zmniejsza się wpływ produkcji sprzedanej
na wielkość eksportu, import zachowuje swój wpływ, ale największe znaczenie
uzyskuje kurs realny, który działa z opóźnieniem dwunastu miesięcy. Wskaźnik
elastyczności kursowej eksportu wynosi w tym czasie powyżej jedności i ma znak
dodatni. Oznacza to, że np. 10-procentowa deprecjacja kursu powodowałaby
ponaddziesięcioprocentowy wzrost eksportu.
To samo podejście zastosowane do importu wskazuje, że w pierwszym okresie (1993-
1999) dla jego wielkości istotne były następujące czynniki: kurs realny
nieopóźniony (współczynnik elastyczności minus 1), produkcja sprzedana
przemysłu (współczynnik 0,87), płace realne (0,58) i kredyty dla osób
fizycznych (0,33). Można by uznać, jest to wręcz przykład książkowy. W drugim
okresie (1999-2002) wszystkie te czynniki przestają objaśniać cokolwiek, tak
więc również dla importu rok 1999 okazuje się momentem granicznym. Siłę
oddziaływania zachowuje jedynie produkcja sprzedana przemysłu, natomiast
aprecjacja złotego przestaje powodować zwiększenie importu.
Do podobnych wniosków można dojść rozpatrując zmiany oddziaływania kursu
realnego na eksport i import w izolacji od pozostałych zmiennych, w dwuletnich
okresach krocząco (patrz rys. 1 i 2). Współczynniki elastyczności eksportu i
importu względem zmian kursu realnego nie pozostawiają wątpliwości -
potwierdzają trendy zauważone w dwóch omawianych okresach. W przypadku importu
współczynnik elastyczności kursowej był początkowo wysoce ujemny, a w końcu
całego okresu jego wartość była bliska zeru.
"Sztywny" import
Można uznać, że wartość przywozu staje się "sztywna" ze względu na oczywistą
importochłonność produkcji na rynek krajowy i na eksport. Importu nie można
łatwo obniżyć poniżej pewnego poziomu. Czynnikiem silniejszym od aprecjacji
kursu realnego - która powinna przecież powodować zwiększenie importu,
szczególnie konsumpcyjnego - okazuje się malejące od końca 1999 r. tempo
wzrostu produkcji, kredytów i płac. Gdyby uogólniać te wyniki, to można by
powiedzieć, że wzrost produkcji, kredytu dla osób fizycznych i płac, zwiększa
import bardziej niż zmniejsza go ich spadek.
Import istotnie zależy od krajowego popytu, rośnie zatem dynamicznie wraz ze
wzrostem produkcji, płac i kredytu. Jednocześnie wzrasta wtedy znaczenie
aprecjacji kursu realnego dolara dla importu. Wraz ze spadkiem aktywności
gospodarczej to znaczenie maleje. W okresie prosperity (1993-97) aprecjacja
kursu bardziej sprzyjała wzrostowi importu niż szkodziła mu chwilowa
deprecjacja (w 1997 r.). W okresie spadku dynamiki wzrostu gospodarczego (2000-
2001), aprecjacja nie powodowała natomiast zwiększenia importu. Obecnie jego
wartość obniża się bardzo powoli, w ślad za spadkiem produkcji od czwartego
kwartału zeszłego roku.
Eksport wrażliwszy podczas recesji
Na poziom eksportu kurs realny bardziej wpływa w okresie recesji niż boomu, ale
następuje to z dużym, rocznym opóźnieniem (patrz rysunek). Na dynamikę eksportu
w większym stopniu oddziałuje też (co oczywiste) koniunktura u naszych
partnerów gospodarczych, szczególnie w Niemczech. Recesja powoduje zatem
zwiększenie znaczenia kursu realnego dla eksportu (jego elastyczność kursowa
rośnie), ponieważ możliwości cięcia kosztów i zwiększania wydajności bez
inwestycji mają swoje granice.
Podziwu godny wzrost eksportu w 2000 r. i aż do trzeciego kwartału 2001 r. przy
aprecjacji kursu realnego okazuje się więc w znacznej mierze opóźnionym o rok
efektem deprecjacji kursu z okresu 1999-2001. Dlatego właśnie eksport zaczął
tracić dynamikę wzrostu w czwartym kwartale 2001 r., a w tym roku zaczął maleć.
Można zatem powiedzieć, że w okresie 1993-2002 elastyczność importu względem
kursu realnego była procykliczna natomiast eksportu - antycykliczna, a
przedział wahań współczynników elastyczności kursowej importu jest istotnie
mniejszy niż eksportu.
Problematyczny zarobek
Jeśli mówić o deprecjacji kursu złotego w kontekście zdynamizowania eksportu,
to okres spowolnienia gospodarczego jest momentem najwłaściwszym. Jednak ze
względu na "sztywność" importu, deprecjacja może pogorszyć bilans handlowy,
zgodnie ze znaną w teorii tzw. krzywą J. Szacunek współczynników elastyczności
kursowej eksportu (patrz rysunek 2), których maksymalna wartość wynosi 1-1,5,
wskazuje, że z ewentualną deprecjacją kursu nie należy wiązać nadmiernych
nadziei na radykalny wzrost eksportu.
10-procentowa deprecjacja złotego dałaby wzrost wartości eksportu o co najwyżej
10-15 proc. i to dopiero po około roku. Natychmiast ujawniłyby się natomiast
negatywne impulsy inflacyjne wskutek droższego importu, a także kłopoty ze
spłatą kredytów, zaciągniętych w walutach obcych przez podmioty gospodarcze i
osoby fizyczne. Pamiętać też należy o bezpośredniej zależności eksportu od
importu zaopatrzeniowego i inwestycyjnego.
Efekt netto deprecjacji nie musi być więc wcale dodatni dla bilansu handlowego,
a nawet dla eksportu. W dłuższej perspektywie znacznie ważniejsze dla
zdynamizowania eksportu okazuje się ożywienie koniunktury zarówno w kraju, jak
i za granicą. Jej niecierpliwie oczekiwany powrót w drugim półroczu 2002
zweryfikuje powyższe wnioski.
Autor pracuje w Instytucie Ekonomii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i
Lubelskiej Szkole Biznesu. Artykuł jest fragmentem książki, która wkrótce ukaże
się nakładem wydawnictwa Verba.