Bezrobocie: pole minowe

14.09.05, 20:38
Wycisne wode z tekstu Rafala Kalukina,syna mojego kolegi z
Sopotu.Jednocyfrowe bezrobocie jest mozliwe w rok.Wystarczy:
1.wycofac z rynku zatrudnionych emerytow i rencistow
2.zrezygnowac z ZUS dla trwale bezrobotnych na 2-5 lat
3.preferowac samozatrudnienie zwlaszcza w uslugach,handlu,zdrowiu
4.ustalajac minimalna place na 1000 zl netto,zamrozic ja na 5 lat i zjechac z
ZUS do stawki 200-300 zl dla pracodawcy
5.zlikwidowac biura pracy i stworzyc cos na ksztalt Job Center w UK
6.premiowac szukanie pracy aktywne/zasilkami/
7.policzyc wreszcie bezrobotnych,bo polowa i tak nie szuka i NIE chce pracy
    • timoszyk Re: Bezrobocie: pole minowe 14.09.05, 21:02
      block-buster napisał:

      1. Nie zgadzam sie. Nie zawsze emeryta da sie zastapic. Poza tym w
      spoleczesnstwie starzejacym sie tak jak polskie, powinno sie raczej przedluzac
      okres aktywnosci zawodowej kazdego z nas. Oczywiscie nie sztucznie. Niechaj
      decyduje o tym rynek, a nie zakazy formalne.

      2. Co by to znaczylo w praktyce? Co z opieka zdrowotna dla nich?

      3. Dlaczego "zwlaszcza" w czymkolwiek? Kazde samozatrudnienie jest dobre. I nie
      trzeba niczego promowac, wystarczy przestac rzucac klody pod nogi.

      4. A moze by tak w ogole zlikwidowac minimalna place? moz edorosli ludzie sa w
      stanie dogadac sie za ile chca pracowac? Czasem ktos moze zgodzic sie nawet na
      prace za darmo, by sie czegos nauczyc i stac wykwalifikowanym pracownikiem. Nie
      wiem jak teraz, ale do niedawno w UK nie bylo placy minimalnej i jakos kraj sie
      nie walil.

      5. Moze by te biura udowodnily, ze spelniaja jakas pozytecznha role? Czy sie od
      nich tego wymaga?

      6. Nie rozumiem co to znaczy. Jak komus praca jest potrzebna, to jej szuka
      aktywnie. Co moze znaczyc pasywne poszukiwanie pracy?

      7. Liczba bezrobotnych jest rozdmuchana ze wzgledu na ZUS i prace na czarno.
      Jednak dokladne policzenie rzeczywiscie bezrobotnych bedzie zawsze dosc trudne.
      Moze nie warto sie specjalnie wysilac?

      wac

      > Wycisne wode z tekstu Rafala Kalukina,syna mojego kolegi z
      > Sopotu.Jednocyfrowe bezrobocie jest mozliwe w rok.Wystarczy:
      > 1.wycofac z rynku zatrudnionych emerytow i rencistow
      > 2.zrezygnowac z ZUS dla trwale bezrobotnych na 2-5 lat
      > 3.preferowac samozatrudnienie zwlaszcza w uslugach,handlu,zdrowiu
      > 4.ustalajac minimalna place na 1000 zl netto,zamrozic ja na 5 lat i zjechac z
      > ZUS do stawki 200-300 zl dla pracodawcy
      > 5.zlikwidowac biura pracy i stworzyc cos na ksztalt Job Center w UK
      > 6.premiowac szukanie pracy aktywne/zasilkami/
      > 7.policzyc wreszcie bezrobotnych,bo polowa i tak nie szuka i NIE chce pracy
      • jszania Re: Bezrobocie: pole minowe 16.09.05, 17:44
        timoszyk napisał:

        > 2. Co by to znaczylo w praktyce? Co z opieka zdrowotna dla nich?

        w praktyce oznacza to wzrost przestepczosci.

        to moze spedzic ich do rowu i wrzucic pare granatow? tez nie, bo oni sa
        potrzebni gospodarce jako konsumenci

        no niestety, ten i podobne zestawy genialnych rad sie nie sprawdzi. prawdziwym
        problemem jest nadmierna produktywnosc polaczona z globalizacja.
    • maruda.r Re: Bezrobocie: pole minowe 14.09.05, 22:12
      block-buster napisał:

      > Wycisne wode z tekstu Rafala Kalukina,syna mojego kolegi z
      > Sopotu.Jednocyfrowe bezrobocie jest mozliwe w rok.Wystarczy:
      > 1.wycofac z rynku zatrudnionych emerytow i rencistow
      > 2.zrezygnowac z ZUS dla trwale bezrobotnych na 2-5 lat
      > 3.preferowac samozatrudnienie zwlaszcza w uslugach,handlu,zdrowiu
      > 4.ustalajac minimalna place na 1000 zl netto,zamrozic ja na 5 lat i zjechac z
      > ZUS do stawki 200-300 zl dla pracodawcy
      > 5.zlikwidowac biura pracy i stworzyc cos na ksztalt Job Center w UK
      > 6.premiowac szukanie pracy aktywne/zasilkami/
      > 7.policzyc wreszcie bezrobotnych,bo polowa i tak nie szuka i NIE chce pracy

      **********************************

      To z programu PSL czy Samoobrony?

    • Gość: Kot Behemot Praca jako dobro do podziału? Powrót do podstaw. IP: *.hsd1.ut.comcast.net 14.09.05, 22:16
      Taki pogląd zdaje się wyznawać pan Kalukin. Nie jest w tym odosobniony. Język
      polski też odzwierciedla taki pogląd na pracę. "Pracodawca", "pracobiorca", "dam
      pracę"... Tymczasem jest to pogląd fałszywy. "Praca", to przecież nie dany komuś
      stołek za biurkiem, plik papierów do przekładania i pensja. Owszem, dla bardzo
      przeciętnego zjadacza chleba to właśnie kryje się za słowami "dostać pracę". I
      może dla socjalistycznego ekonomisty, wykształconego w etosie "zapewniania
      ludziom pracy" (w domyśle - dawania im jej, jako pożądanego dobra, jak Cezar
      rozdawał ziarno, oliwę i igrzyska). Ale ktoś o większych ambicjach zrozumienia,
      co się dzieje w gospodarce, powinien spróbować poprawniej zdefiniować pracę.
      Pora na przypomnienie podstaw. To są żenująco proste podstawy, ale skoro w
      poważnym dzienniku ukazuje się tekst je ignorujący...

      Otóż "praca dla Kowalskiego" jest to zapotrzebowanie, przeniesione przez łańcuch
      zależności ekonomicznych od nabywcy, przez dystrybutora, wytwórcę, aż do
      pracownika. Konkretniejszy przykład: potrzebuję krzesła, na którym mógłbym
      siedzieć pisząc ten tekst. Sklep, mając nadzieję na zarobek, zamawia krzesła u
      producenta, żebym mógł jedno kupić, jak przyjdzie mi ochota (a sklep zarabia
      swoją marżę). Producent, żeby mieć krzesła na sprzedaż (i zysk z tej sprzedaży)
      inwestuje w maszyny, materiały i kupuje pracę Kowalskiego. Nie "daje pracę
      Kowalskiemu". Nie ma tu żadnej łaski. Kupuje ją, bo jest to czynnik produkcji
      niezbędny do wytworzenia krzeseł, na których właściciel fabryki zarabia.

      Wnioski: wszystko, co zakłóca działanie tego łańcucha zależności przyczynia się
      do pogorszenia jego działania (łańcuch jest oparty na dwustronnych kontraktach,
      ludzie je negocjują przecież tak, żeby były jak najbardziej opłacalne, dlatego
      łańcuch jest zoptymalizowany, tak, jak cała gospodarka oparta o takie łańcuchy,
      zwana gospodarką rynkową).

      Podatki, tak łatwo zbyte przez pana Kalukina, jako element programu PO, są bodaj
      najważniejszym czynnikiem zakłócającym. Jeśli koszt wytworzenia krzesła wynosi
      50 złotych, marże następne 50, a w sklepie muszę zapłacić 300 (dochodzą te
      wszystkie VATy, PITy, ukryte w cenie świadczenia na ZUS), to popyt na krzesła
      przecież spada (dłużej nie wymienię starego, jeśli to za drogo). Spada i popyt
      na pracę Kowalskiego. Inne czynniki niech sobie każdy wyprowadzi sam z tego
      elementarnego modelu, który przedstawiłem. Mnie "Gazeta" wierszówki nie płaci,
      odwalać za nią roboty nie będę. :)
      • abaddon_696 Re: Praca jako dobro do podziału? Powrót do podst 15.09.05, 01:44
        > Podatki, tak łatwo zbyte przez pana Kalukina, jako element programu PO, są
        boda
        > j
        > najważniejszym czynnikiem zakłócającym. Jeśli koszt wytworzenia krzesła wynosi
        > 50 złotych, marże następne 50, a w sklepie muszę zapłacić 300 (dochodzą te
        > wszystkie VATy, PITy, ukryte w cenie świadczenia na ZUS), to popyt na krzesła
        > przecież spada (dłużej nie wymienię starego, jeśli to za drogo). Spada i popyt
        > na pracę Kowalskiego.

        Podatki są w jakimś stopniu też ważne, nie ma wątpliwości. Tyle że nie znam
        partii, która postuluje obniżkę podatków (a 3x15 PO to de facto zachowanie
        statusu quo, tyle że obciążenia będą inaczej rozłożone)
        • Gość: Kot Behemot Re: Praca jako dobro do podziału? Powrót do podst IP: *.hsd1.ut.comcast.net 15.09.05, 02:00
          > Podatki są w jakimś stopniu też ważne, nie ma wątpliwości. Tyle że nie znam
          > partii, która postuluje obniżkę podatków

          UPR
          • abaddon_696 Re: Praca jako dobro do podziału? Powrót do podst 15.09.05, 03:03
            > UPR

            Racja.
            Miałem na myśli partie bardziej "mainstreamowe".
            Pozdr.
    • Gość: starycynik Re: Bezrobocie: pole minowe IP: *.lr.centurytel.net 15.09.05, 03:35
      Kiedys mowili 2.6% i 5.6%. To pierwsze to wskaznik wzrostu gospodarczego to
      drugie to stopa bezrobocia. Takie wskazniki mozna uzyskac, jak mowili, gdy na
      czele rzadu posadzi sie szympansa. Jezeli posadzi sie madrego czlowieka to
      mozna uzyskac lepsze. Jezeli czlowieka glupszego od szympansa to gorsze. Polski
      wskaznik bezrobocia to tez prosty wskaznik glupoty rzadzacych.

      Przyczyna bezrobocia ani nie sa ZUSy, ani mala aktywnosc bezrobotnych.
      Fundamentalna przyczyna bezrobocia jest biurokracjia czyli prawniczy
      totalitaryzm. Po prostu rzad zabrania zarabiac pieniadze, maskujac to
      roznymi "spolecznie slusznymi" pozorami. Tu nie pomoga inwestycje zagraniczne
      ani przesuwanie urzedniczych stolkow ani zmiany stop o cwierc procenta, tu
      potrzeba generalnej zmiany filozofii podejscia do gospodarki i panstwa. Ale
      niestety elity rzadzace interesuja sie wylacznie "kto kogo", zgodnie ze stara
      doktryna Urbana "rzad sie wyzywi". Glosujcie wiec na kolejny rzad co sie
      wyzywi. Smialo do wyborow. To juz bedzie czwarty jesli nie piaty rzad co
      ma "zwalczac" bezrobocie. Efety jak poprzednio - zaklad ?
    • Gość: Stary_gniewny Re: Bezrobocie: pole minowe IP: *.acn.waw.pl 15.09.05, 09:58
      Podpisuje sie pod wypowiedzia starego cynika.

      Glowna przeszkoda spadku bezrobocia wydaje sie:
      - brak zainteresowania kolejnych ekip rzadowych dobrobytem wlasnych obywateli
      /czytaj m. in naciski eurobiurokracji, lobby niemieckie, lobby kapitalu
      spekulacyjnego, koniecznosc wycisniecia z obywateli dowolnym sposobem skladki do
      UE, splat dlugu i haraczu na rozmuchana do granic biurokracje/
      - oblakanego i stale przyspieszajacego mnozenia regulacji przez Sejm /choc tu
      jestesmy w eurotrendzie/
      - bezlitosna zajadla walka calej biurokracji skarbowo-zusowo-administracyjnej w
      szczegolnosci z wlasna drobna wytworczoscia /przypomina to bitwe o handel la Minc/

      Konkretne przypadki:

      1. Naczelnik duzego warszawskiego US urzada dzien otwartych drzwi US
      zapewniajac, ze nie jest prawda ze US jest nieprzyjazny podatnikom itd itd
      Nie mijaja trzy dni i wybucha sprawa faktur, wystawionych z drobnym formalnym
      bledem przez urzad miasta tysiacom przedsiebiorcow. Efektem jest ze wszystkie
      deklaracje VATu sa bledne. US w jakims oblednym amoku postanawia WYKONCZYC
      TYSIACE FIRM za drobny formalny blad zawiniony przez inny organ panstwowy.

      A jak powinno byc?
      Po pierwsze jest jakims horrendum, ze nieuznanie dowolnego kwitka na 10gr sprzed
      pieciu lat podczas kontroli skutkuje karami za blednie wyliczona konkretna
      deklaracje i wszystkie nastepne. Ale mniejsza o to.
      Pierwsza zasada i naczelna jaka powinien kierowac sie US jest: PLACACY PODATNIK
      jako ten ktory utrzymuje panstwo znajduje sie POD SZCZEGOLNA OCHRONA.
      W powyszym konkretnym przykladzie: urzednik ktory to wykryl powinien zawiadomic
      wystawce faktury ze doszlo do bledu i podatnikow, ze jest taka sprawa i ze nie
      ma dla podatnikow konsekwencji. Jesli urzednik efektywnie zada likwidacji
      tysiecy firm, powinien wyleciec z pracy NATYCHMIAST bo jest groznym i szkodliwym
      IDIOTĄ.
      Jesli naczelnik nie koryguje bledu urzednika w ciagu jednego dnia, powinien
      wyleciec i naczelnik - z wilczym biletem do panstwowej pracy.
      Jesli sytuacja trwa tydzien w normalnym kraju powinno to wymiesc ministra
      finansow bo dziala przeciwko wlasnemu panstwu.

      2. Dowolnosc interpretacji - nierozwiazywalna przez 15 lat choroba US.
      Tysiace prostych pytan: np. czy czy do wydatkow na remont mozna zaliczyc fakture
      za wykladzine albo wazne dla firm: czy nalezy sie podatek od linuxa - potrafia
      byc calkowicie roznie interpretowane przez panie z sasiednich biurek.
      Standardowa procedura MF to przeczekac sprawe jak najdluzej, wreszczie
      oswiadczyc, ze kazda sytuacja jest inna i kazdy podatnik bedzie traktowany
      indywidualnie /czytaj: wg dowolnego uznania kontrolera firme mozna zniszczyc
      albo nie/.
      Jak powinno byc: jesli pojawia sie problem podatkowy do czasu wyjasnienia
      problemu powinna BEZWZGLEDNIE obowiazywac interpertacja korzystna dla podatnika.
      W momencie rozwiazania problemu na stronach MF powinna byc umieszczona WIAZACA
      INTERPRETACJA /z data od kiedy/ - np. w przykladzie z linuxem ze podatku od
      darowizny nie ma.
      /Tak nawiasem to polscy urzednicy jako bodaj jedyni na swiecie wpadli na idee
      opodatkowania darmowego oprogramowania co dosc dobrze oddaje skale ich glupoty i
      zacietosci w walce z wlasnym spoleczestwem/
      Okazuje sie to za trudne dla MF - efektem ze jedna z firm robiacych to samo musi
      sie zwinac a druga dziala w najlepsze.

      3. Fizyczne udreczenie podatnika. Porownajcie sobie np. Polske i Australie.
      W Polsce: giga tlok w urzedach, stanie w kolejkach tylko po to zeby dostac
      stempel na deklaracji /dla firm jednoosobowych to plus zus to strata trzech
      bezcennych dni roboczych/ itd itd
      W Australii - na 5 milionowa metropolie wystarcza WSZYSTKIEGO 3 /trzy/ okienka i
      NIE MA TLOKU. Bo wszelkie sprawy mozna zalatwic przez internet, telefon lub
      poczta. W Polsce tez niby deklaracje mozna wyslac poczta, ale jesli US stwierdzi
      ze jej nie ma /np. spadla pod biurka/ konsekwencje ponosi podatnik - chyba ze
      zademonstruje ten wywalczony w kolejce stempel.

      Moglbym te przyklady PATOLOGII tysiacami ale wlasciwie po co?


    • Gość: jangon Re: Bezrobocie: pole minowe IP: 83.168.121.* 15.09.05, 23:14
      gorszych idiotyzmów dawno nie czytałem.jak można starszych ludzi wepchnąć na
      rynek pracy skoro tej pracy niena,bo to pracodawcy wolą zatrudniać na czarno
      gdyż nikt ich nie jest w stanie skontrolować.trzeba ich zmusić do legalnego
      zatrudnienia poprzez zmasowane kontrole i surowe kary finansowe.nie może tak
      być ,że przedsiębiorca kupuje sobie co rok nowy samochód a robolo,wi płaci 600
      na reke bez umowy
    • przycinek.usa nie do qrwa wiary! 16.09.05, 04:59
      Kim jest ten autor? Boze Swiety! Rece opadaja!


      "W politycznych debatach brakuje prób wskazania, skąd się bierze bezrobocie. A
      bez tego nie powstanie żaden racjonalny program przeciwdziałania mu" (...)
      "Klarownej odpowiedzi na pytanie o przyczyny bezrobocia niestety nie ma."


      Nie trzeba byc profesorem Harwardu, zeby wiedziec, ze zjawisko bezrobocia
      charakterystyczne dla 20 wieku jest pochodna fiskalnego oddzialywania na funkcje
      pieniadza. Laczenie funkcji fiskalnych z funkcjami pieniadza = bezrobocie.


      Jestem zdumiony, ze powazna gazeta, za jaka sie ma Gazeta Wyborcza publikuje
      taki stek bzdur.

      Bezrobocie mozna w Polsce zlikwidowac w 2-3 lata do poziomu 4-6%!
      Ale nie zrobi tego ani UPR, ani SLD jezeli nie bedzie zrozumienia podstawowych
      zjawisk ekonomicznych wsrod ELITY EKONOMICZNEJ w RP. I dziennikarzy.
      Eksperci! Paranoja!





    • toja3003 bezrobocie bierze się z podatków i to powinien 16.09.05, 13:11
      wiedzieć każdy po pierwszym semestrze ekonomii;
      im mniejsze podatki tym mniejsze bezrobocie
      - nad czym tu dyskutować?
      • Gość: Dyletant Re: bezrobocie bierze się z podatków i to powinie IP: *.chello.pl 16.09.05, 13:21
        No jasne podatki zbędne, Państwo zbędne.
        Widzieliśmy jak bardzo zbędne są podatki i Państwo w Nowym Orleanie. Jak
        Państwa (jako instytucji) zabrakło na dwa dni to było bardzo wesoło.
        Ja wiem, że najbogatsi najchętniej odgrodziliby się od tych biednych murem,
        przestali płacić podatki, ale tak się nie da. Do ochrony bogatych sobie nie
        zatrudnią. :-)
        Podatki są niezbędne. Nie mogą być zbyt wysokie, tu się zgadzam.
        BTW Jakby ludzie z najwyższej grupy podatkowej raczyli zatrudnić swoją służbę
        na umowy o pracę (czyli przestali okradać policję, służbę zdrowia itp) to nie
        dość, że bezrobocie by spadło o jakieś 0,2 punktu procentowego to i wpływy ZUS
        by wzrosły (nie mówiąc o mniejszych wydatkach opieki społecznej).
        Ale nie ma prostych recept. (powiedziałem zarzucając prostą receptę ;p)
        • Gość: to tylko Re: bezrobocie bierze się z podatków i to powinie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.05, 14:58
          w naszym kraju jest tak wysokie bezrobocie . Pozostali poradzili sobie z tym
          problemem. Ale tam rządzą ludzie wykształceni. U nas rządzą ci co kiedyś celnie
          rzucali w suki policyjne kamieniami. Co taki Rokita , Tusk czy Kaczyński robili
          w życiu? Czego dokonali na polu gospodarczym? Ba niektórzy nawet nie posiadają
          własnego domu , bądź to z lenistwa bądź z braku umiejętności zarabiania
          pieniędzy. I tacy chcą urządzać Polskę?
          • Gość: wez na wstrzymanie Re: bezrobocie bierze się z podatków i to powinie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.05, 09:00
            > problemem. Ale tam rządzą ludzie wykształceni. U nas rządzą ci co kiedyś celnie
            >
            > rzucali w suki policyjne kamieniami.

            Czy to nowy zyciorys towarzyszy Kwasniewskiego, Millera, Jaskierni, Belki,
            Oleksego, Janika, Peczaka, Cimoszewicza i setek im podobnych, ktorzy rzadzili
            niepodzielnie Polska przez ostatnie 5 lat.

            Mogli wprowadzic podatki 99% albo mogli wprowadzic 15%, mogli zniesc ZUS albo
            zwiekszyc ZUS, KRUS, zreformowac urzedy, sluzbe zdrowia.

            Mogli wszystko.

            I w jakim bagnie jestesmy z powodu tego co zrobili albo i nie to dokladnie widac.

            Wiec nie pieprz o tym co bedzie.
            • Gość: a ty Re: bezrobocie bierze się z podatków i to powinie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.05, 18:02
              myślisz że jakimiś sloganami i obietnicami bez pokrycia zdobędziecie poparcie
              społeczne ? Pewnie tak na wybory to wystarczy, ale później przyjdzie czas na
              konkretne działanie . Wasze możliwości już znam - spadek produkcji , wzrost
              bezrobocia , wzbogacanie bogatych i oszczędności na biednych . Najbardziej
              smieszy mnie to jak Tusk twierdzi że należy zmniejszyć obciążenia podatkowe i
              parapodatki wtedy gospodarka ruszy , a jednocześnie zapowiada wprowadzenie
              podatku dochodowego i ZUSU dla rolników . Ale rozumiem że dla takich ptasich
              móżdżków jak ty jest on cholernie wiarygodny . Zresztą może ty należysz do tej
              kasty która właśnie skorzysta na tym najwięcej.
              A co się tyczy tego "bagna " to zdaje się , że coś ci ten móżdżek nie pracuje
              prawidłowo bo wszystkie wskaźniki gospodarcze są lepsze niż za najlepszych
              czasów rządów rokitów tusków kaczyńskich buzków i innych niedociumów .
      • abaddon_696 Pan UPR? :) 16.09.05, 15:31
        Naprawdę uważasz, że podatki są ważniejsze od kosztów pracy, płac,
        wykształcenia pracowników, przestrzegania prawa, biurokracji?
        Ciekawa teoria:)
        • Gość: kot Behemot Re: Pan UPR? :) IP: *.hsd1.ut.comcast.net 17.09.05, 08:21
          Podatki zmieniają (na naszą niekorzyść, oczywiście) relację między naszymi
          zarobkami a ceną dóbr, które chcielibysmy kupić. To dusi popyt na te dobra, a
          zatem i na pracę potrzebną do ich wytworzenia. Są i inne negatywne efekty, ale
          nie komplikujmy (zafałszowanie informacji przenoszonych przez ceny też dobrze
          gospodarce nie służy).
          • Gość: Dyletant Re: Pan UPR? :) IP: *.chello.pl 17.09.05, 16:45
            Ale nie zaprzeczysz, że podatki są niezbędne. Bez podatków Państwo (jako
            instytucja) nie może wypełniać swoich funkcji, choćby tych, które uznają nawet
            liberałowie (policja i wojsko).
            Poza tym jakbyśmy nie płacili podatków to jak by wspierano te biedne korporacje
            takie jak LG, FIAT czy inne, których nie stać na wybudowanie fabryk? ;-)
            A one też tworzą podaż pracy :-)
    • jszania Bezrobocie: pole minowe dla Rafala Kalukina 16.09.05, 17:36
      nie chcac sie nadmiernie znecac odpisze na jedno:
      "Edukacja, czyli kwalifikacji nigdy dość"

      otoz jest to nagminnie powtarzana bzdura. edukacja rozwiazywala by sprawe gdyby
      byly wolne miejsca pracy ktore czekaja na tych wyedukowanych. jezeli gornik
      skonczy kurs kroju i szycia to czy czeka na niego praca w szwalni? nie - co
      najwyzej ci lepiej wyedukowani odbiora prace tym gorzej. juz niedlugo na babcie
      klozetowa beda przyjnowac tylko ludzi z wyzszym wyksztalceniem. ktos dostaje
      posade bo ktos inny nie dostaje - globalnie to nie zmienia poziomu bezrobocia
      • 2berber Re: Bezrobocie: pole minowe dla Rafala Kalukina 18.09.05, 11:16
        jszania napisał:
        > "Edukacja, czyli kwalifikacji nigdy dość"
        > otoz jest to nagminnie powtarzana bzdura.
        Tu nie ma rozwiązań tak lub nie.
        Bezrobocie jest umowną kategorią będącą składową
        większego pojęcia jakim jest "czas społeczny"
        Wracajac do wpływu edukacji na bezrobocie.
        Edukacja zmniejsza bezrobocie bo przedłużając wszystkim
        czas koniecznej edukacji o 1 rok zmniejszamy obecnie
        bezrobocie o 450 tys. osób (i więcej).
        Lepsze to niż stosowane kiedyś ubieranie 450 tys.
        młodych ludzi w kamasze.
        Zresztą te wszystkie wywody śmieszą bo nie uwzględniają
        czynnika demograficznego a przyrost naturalny ma tutaj
        decydujące znaczenie.
        • jszania Re: Bezrobocie: pole minowe dla Rafala Kalukina 19.09.05, 10:49
          2berber napisał:

          > jszania napisał:
          > > "Edukacja, czyli kwalifikacji nigdy dość"
          > > otoz jest to nagminnie powtarzana bzdura.
          > Tu nie ma rozwiązań tak lub nie.

          zgadza sie. sa tylko mniej lub bardziej dobre. edukacja jako unikniecie
          bezrobocie jest rozwiazaniem mniej dobrym niz to sie powszechnie uwaza, wlasnie
          to mialem na mysli

          > Bezrobocie jest umowną kategorią będącą składową
          > większego pojęcia jakim jest "czas społeczny"
          > Wracajac do wpływu edukacji na bezrobocie.
          > Edukacja zmniejsza bezrobocie bo przedłużając wszystkim
          > czas koniecznej edukacji o 1 rok zmniejszamy obecnie
          > bezrobocie o 450 tys. osób (i więcej).
          > Lepsze to niż stosowane kiedyś ubieranie 450 tys.
          > młodych ludzi w kamasze.

          zgadza sie. ten czas sie jeszcze ciagle wydluza; kursy podyplomowe, bezplatne
          staze. a na koniec wykorzystuje sie wiedze nie wychodzaca na ogol ponad poziom
          szkoly podstawowej

          > Zresztą te wszystkie wywody śmieszą bo nie uwzględniają
          > czynnika demograficznego a przyrost naturalny ma tutaj
          > decydujące znaczenie.

          wysoka produktywnosc jest czynnikiem podstawowym. zeby byla wysoka produktywnosc
          musi byc podzial pracy i specjalizacja i tu dopiero ma znaczenie czynnik
          demograficzny. dodatkowym aspektem jest globalizacja - nigdy nie bedziesz tanszy
          od chinskiego wieznia czy tajlandzkiego dziecka.
          • 2berber Re: Bezrobocie: pole minowe dla Rafala Kalukina 19.09.05, 12:05
            jszania napisał:
            > nigdy nie bedziesz tanszy
            > od chinskiego wieznia czy tajlandzkiego dziecka.

            Zaczynam od końca, ale chyba nie doceniasz innych.
            Chiny rozwijają się bardzo szybko i tylko skala
            porównania jak 1 do 200 powoduje że stopa życiowa
            tam trochę później przekroczy naszą. O tajlandzkich
            dzieciach nie ma co mówić chyba już osiągają poziom
            życia naszych. Uważam że sensowne przedłużanie
            czasu edukacji nastawionej na przyszłe potrzeby
            może łagodzić problem bezrobocia dzisiaj a dawać
            profity w przyszłości.
            W przypadku Polski więcej waży zwiększanie konsumpcji
            niż wzrost wydajności i w tym jesteśmy podobni do Chin.
            • jszania Re: Bezrobocie: pole minowe dla Rafala Kalukina 19.09.05, 12:34
              niezupelnie

              jesli im sie stopa zyciowa podniesie to produkcja przeniesie sie gdzie indziej.
              na tym polega globalizacja, taki jest mechanizm wypadania z gry Japonii i
              dawnych azjatyckich tygrysow.

              Wbrew pozorom stwarzanym przez marketingowcow obecne tempo postepu technicznego
              jest wolne. jakby bylo szybkie, to obecne Chiny nie mogly by robic tak latwo
              produktow wysokiej technologii. a tak to wystarczy kupic gotowa linie
              produkcyjna + kilku fachowcow od jej obslugi. reszte zalatwi lokalna, tania sila
              robocza.

              a co do edukacji na przyszle potrzeby to jak wiedziec dzis jakie beda przyszle
              potrzeby? z pewnoscia trzeba znac minimum - pisanie, czytanie, rachunki,
              angielski. reszty sie douczasz w zaleznosci od potrzeb. Twoja szkola wyszkolila
              Cie na przyszle potrzeby, tak uwazasz? a gdyby nawet chciala to bylaby w stanie?
Pełna wersja