zorbathegreek
14.04.06, 16:49
Zgodnie z „najlepszymi” Orwellowskimi tradycjami, we współczesnej nowomowie
(newspeak) zwolenników neoliberalnych reform “elastyczność rynku
pracy” znaczy obecnie pójście do łóżka nie wiedząc, czy będzie
się miało nazajutrz pracę. “Stabilność cen” oznacza nagłe wzrosty stóp
procentowych w odniesieniu do pożyczek mieszkaniowych i kart kredytowych oraz
hamowanie wzrostu gospodarczego przez centralny bank emisyjny (np. NBP).
„Odpowiedzialność finansowa” znaczy bezustanne cięcia po zasiłkach, rentach i
emeryturach. „Sprywatyzowane usługi państwowe” oznaczają zaś konieczność
wyboru, którą podstawową usługę utrzymać, przy czym usługodawca nie musi się
przed nikim tłumaczyć ze swych decyzji. „Motywacja do pracy” znaczy
zmniejszanie świadczeń socjalnych, aby zmusić ludzi do wykonywania nisko
płatnych i często niebezpiecznych prac. „Rozszerzanie podstawy podatku” znaczy
przesuwanie obciążeń podatkowych od ludzi bogatych do biednych. „Uwalnianie
rynku” znaczy usuwanie wszystkich, w tym etycznych, przeszkód do robienia
wielkich zysków przez nieliczne elity finansowe. „Deinstytucjonalizacja”
znaczy zamykanie instytucji państwowych i zrzucanie ich odpowiedzialności na
społeczności lokalne. „Otwarta gospodarka” znaczy sprzedaż, często za pół
darmo, kapitałowi zagranicznemu, majątków i zasobów należących do wszystkich
obywateli. „Międzynarodowa rywalizacja” znaczy zaś współzawodniczenie z
krajami, których gospodarki są oparte na pracy więźniów i dzieci, powszechnym
ubóstwie i degradacji środowiska naturalnego, a „krótkoterminowy ból dla
długoterminowego zysku” (“short-term pain for long-term gain”) oznacza, ni
mniej ni więcej, ból dla biednych, aby bogaci mogli szybciej osiągnąć większe
zyski. A tak ceniona przez neoliberałów „wolność wyboru” oznacza w praktyce
„wybór” pomiędzy wydaniem resztki pieniędzy pozostałych po opłaceniu podatków
i rachunków na jedzenie czy na ubranie - oraz „wybór” bez których z tych
niezbędnych rzeczy można by się na razie obejść.