Dodaj do ulubionych

Kiedy Argentyna w Polsce?

IP: *.dyn.optonline.net 29.12.02, 22:43
komentator napisała:

...
> Etap 1: Upadek dolara do poziomu rownowazacego bilans platniczy. Czyli
> poczatek Argentyny. Wiadomo ze na poczatku tego etapu rynek przesterowuje
> i wymierza bardzo silny cios, mozna sie wiec spodziewac czegos w poblizu
> 1 euro = 2$. Zgodnie z naszymi przewidywaniami z poczatku roku ten proces
> juz sie zaczal nakrecac i bedzie dzialal dalej. . .

Przegladajac forum spotykam sie wielokrotnie z porownaniami Polski z
Argentyna i w kilku postach autorzy przewidywali ze Polska dogoni Argentyne w
ciagu roku. Wydaje mi sie ze jest to niemozliwe poniewaz widac wyrazne objawy
wzrostu ekonomicznego w Argentynie potwierdzajace ze dno zostalo juz
osiagniete i ekonomia Argentyny zaczyna rozwijac sie bardzo szybko. Jednym z
wskaznikow rozwoju gospodarczego jest gwaltowne zwiekszenie popytu biznesu na
pracownikow co spowodowalo spadek bezrobocia w ciagu ostatnich pieciu
miesiecy o 4 punkty procentowe.

Poza tym jednym senat argentynski zatwierdzil Alfonso Prat-Gay jako
presydenta centralnego banku. Alfonso Prat-Gay byl ekonomista w J. P. Morgan
co oczywiscie raczej potwierdza ze z ekonomia Argentyny nareszcie zaczyna
dziac sie lepiej i jest mozliwe ze wzrost gospodarki bedzie w nastepnym roku
znacznie wyzszy w Argentynie niz w Polsce.

Szczegolnie nie napawa optymizmem w Polsce nastawienie biznesu oraz
zwiekszajace sie bezrobocie (nastepne 40 tys. nowych bezrobotnych w ostatnim
miesiacu) co swiadczy ze narazie wyzszy rozwoj gospodarczy nie jest mozliwy w
Polsce.

Nawet Rzeczpospolita zaczyna potwierdzac teze w opiniach o gospodarce ze w
przyszlym roku moze byc gorze w artykule "Będą większe kłopoty".

Poza tym w Polsce juz w ciagu dwoch ostatnich lat wzrost PKB jest raczej
symboliczny i w tej chwili wynosi na glowe ponizej €9000 kiedy w Argentynie
jest to okolo €12000.

Biorac te terazniejsze fakty pod uwage i perspektywy gwaltowniejszego wzrostu
gospodarki Argentyny najprawdopodobniej nie tylko stopa zyciowa przecietnego
Polaka nie przyblizy sie do stopy zyciowej Argentynczyka lecz w ciagu
najblizszego czasu oddali sie.

MBS
Obserwuj wątek
    • 0sa Re: Kiedy Argentyna w Polsce? 30.12.02, 17:22
      Gość portalu: MBS napisał(a):

      > komentator napisała:
      >
      > ...
      > > Etap 1: Upadek dolara do poziomu rownowazacego bilans platniczy. Czyli
      > > poczatek Argentyny. Wiadomo ze na poczatku tego etapu rynek przesterowuje
      > > i wymierza bardzo silny cios, mozna sie wiec spodziewac czegos w poblizu
      > > 1 euro = 2$. Zgodnie z naszymi przewidywaniami z poczatku roku ten proces
      > > juz sie zaczal nakrecac i bedzie dzialal dalej. . .
      >
      > Przegladajac forum spotykam sie wielokrotnie z porownaniami Polski z
      > Argentyna i w kilku postach autorzy przewidywali ze Polska dogoni Argentyne w
      > ciagu roku. Wydaje mi sie ze jest to niemozliwe poniewaz widac wyrazne objawy
      > wzrostu ekonomicznego w Argentynie potwierdzajace ze dno zostalo juz
      > osiagniete i ekonomia Argentyny zaczyna rozwijac sie bardzo szybko. Jednym z
      > wskaznikow rozwoju gospodarczego jest gwaltowne zwiekszenie popytu biznesu na
      > pracownikow co spowodowalo spadek bezrobocia w ciagu ostatnich pieciu
      > miesiecy o 4 punkty procentowe.
      >
      > Poza tym jednym senat argentynski zatwierdzil Alfonso Prat-Gay jako
      > presydenta centralnego banku. Alfonso Prat-Gay byl ekonomista w J. P. Morgan
      > co oczywiscie raczej potwierdza ze z ekonomia Argentyny nareszcie zaczyna
      > dziac sie lepiej i jest mozliwe ze wzrost gospodarki bedzie w nastepnym roku
      > znacznie wyzszy w Argentynie niz w Polsce.
      >
      > Szczegolnie nie napawa optymizmem w Polsce nastawienie biznesu oraz
      > zwiekszajace sie bezrobocie (nastepne 40 tys. nowych bezrobotnych w ostatnim
      > miesiacu) co swiadczy ze narazie wyzszy rozwoj gospodarczy nie jest mozliwy w
      > Polsce.
      >
      > Nawet Rzeczpospolita zaczyna potwierdzac teze w opiniach o gospodarce ze w
      > przyszlym roku moze byc gorze w artykule "Będą większe kłopoty".
      >
      > Poza tym w Polsce juz w ciagu dwoch ostatnich lat wzrost PKB jest raczej
      > symboliczny i w tej chwili wynosi na glowe ponizej €9000 kiedy w Argentyn
      > ie
      > jest to okolo €12000.
      >
      > Biorac te terazniejsze fakty pod uwage i perspektywy gwaltowniejszego wzrostu
      > gospodarki Argentyny najprawdopodobniej nie tylko stopa zyciowa przecietnego
      > Polaka nie przyblizy sie do stopy zyciowej Argentynczyka lecz w ciagu
      > najblizszego czasu oddali sie.

      Poprzez kilka ostatnich lat gospodarka Argentyny skurczyla sie i przez to stopa
      zyciowa spadla. Tylko w ostatnim roku PKB na glowe spadlo tam z 12,9 tys. USD
      do 12 tys. USD ale gdzies od polowy 2002 sytuacja zaczela sie stabilizowac i
      wyglada na to ze nastepuje raczej szybki wzrost co najlepiej widac w praktyce w
      popycie na pracownikow i gwaltownie zmniejszajaca sie stope bezrobocia.

      Osa
      • Gość: MBS Re: Kiedy Argentyna w Polsce? IP: *.dyn.optonline.net 30.12.02, 17:33
        0sa napisała:

        > Gość portalu: MBS napisał(a):
        >
        > > komentator napisała:
        > >
        > > ...
        > > > Etap 1: Upadek dolara do poziomu rownowazacego bilans platniczy. Czyl
        > i
        > > > poczatek Argentyny. Wiadomo ze na poczatku tego etapu rynek przestero
        > wuje
        > > > i wymierza bardzo silny cios, mozna sie wiec spodziewac czegos w pobl
        > izu
        > > > 1 euro = 2$. Zgodnie z naszymi przewidywaniami z poczatku roku ten pr
        > oces
        > > > juz sie zaczal nakrecac i bedzie dzialal dalej. . .
        > >
        > > Przegladajac forum spotykam sie wielokrotnie z porownaniami Polski z
        > > Argentyna i w kilku postach autorzy przewidywali ze Polska dogoni Argentyn
        > e w
        > > ciagu roku. Wydaje mi sie ze jest to niemozliwe poniewaz widac wyrazne obj
        > awy
        > > wzrostu ekonomicznego w Argentynie potwierdzajace ze dno zostalo juz
        > > osiagniete i ekonomia Argentyny zaczyna rozwijac sie bardzo szybko. Jednym
        > z
        > > wskaznikow rozwoju gospodarczego jest gwaltowne zwiekszenie popytu biznesu
        > na
        > > pracownikow co spowodowalo spadek bezrobocia w ciagu ostatnich pieciu
        > > miesiecy o 4 punkty procentowe.
        > >
        > > Poza tym jednym senat argentynski zatwierdzil Alfonso Prat-Gay jako
        > > presydenta centralnego banku. Alfonso Prat-Gay byl ekonomista w J. P. Morg
        > an
        > > co oczywiscie raczej potwierdza ze z ekonomia Argentyny nareszcie zaczyna
        > > dziac sie lepiej i jest mozliwe ze wzrost gospodarki bedzie w nastepnym ro
        > ku
        > > znacznie wyzszy w Argentynie niz w Polsce.
        > >
        > > Szczegolnie nie napawa optymizmem w Polsce nastawienie biznesu oraz
        > > zwiekszajace sie bezrobocie (nastepne 40 tys. nowych bezrobotnych w ostatn
        > im
        > > miesiacu) co swiadczy ze narazie wyzszy rozwoj gospodarczy nie jest mozliw
        > y w
        > > Polsce.
        > >
        > > Nawet Rzeczpospolita zaczyna potwierdzac teze w opiniach o gospodarce ze w
        >
        > > przyszlym roku moze byc gorze w artykule "Będą większe kłopoty".
        > >
        > > Poza tym w Polsce juz w ciagu dwoch ostatnich lat wzrost PKB jest raczej
        > > symboliczny i w tej chwili wynosi na glowe ponizej €9000 kiedy w Arg
        > entyn
        > > ie
        > > jest to okolo €12000.
        > >
        > > Biorac te terazniejsze fakty pod uwage i perspektywy gwaltowniejszego wzro
        > stu
        > > gospodarki Argentyny najprawdopodobniej nie tylko stopa zyciowa przecietne
        > go
        > > Polaka nie przyblizy sie do stopy zyciowej Argentynczyka lecz w ciagu
        > > najblizszego czasu oddali sie.
        >
        > Poprzez kilka ostatnich lat gospodarka Argentyny skurczyla sie i przez to
        stopa
        >
        > zyciowa spadla. Tylko w ostatnim roku PKB na glowe spadlo tam z 12,9 tys. USD
        > do 12 tys. USD ale gdzies od polowy 2002 sytuacja zaczela sie stabilizowac i
        > wyglada na to ze nastepuje raczej szybki wzrost co najlepiej widac w praktyce
        w
        >
        > popycie na pracownikow i gwaltownie zmniejszajaca sie stope bezrobocia.
        >
        > Osa

        Ja osobiscie uwazam ze w 2003 roku nastapi raczej gwaltowny wzrost ekonomiczny
        w Argentynie poniewaz zawsze tak sie dzieje po powaznej recesji i stopa zyciowa
        Argentynczyka pod koniec roku bedzie proporcjonalnie wyzsza niz terazniejsze
        $12000 na glowe w Argentynie w stosunku do $8,800 na glowe w Polsce. W
        odroznieniu od pozytywnych zmian w ostatnich 6 miesiacach w Argentynie w Polsce
        ekonomia zaczela rozwijac sie jeszcze bardziej anemiczne i dodatkowo wydajnosc
        zaczyna spadac co nie wskazuje na zbyt znaczny wzrost w 2003.

        MBS
        • Gość: MBS Re: Kiedy Argentyna w Polsce? IP: *.dyn.optonline.net 03.01.03, 02:27
          Gość portalu: V.C. napisał(a):

          > 40 procent Argentyńczyków w wieku 18-24 lat bez wahania opuściłoby swój
          > kraj:
          > nie widzą dla siebie perspektyw.

          Polske juz opuscilo ponad 50% Polakow w tej grupie wiekowej i z pozostalych w
          wieku 18-29 lat 68,8 procent chcialoby opuscic kraj aby podjac prace na
          zachodzie.

          W rzeczywistosci w Polsce 40 procent z wszystkich pozostalych Polakow
          wszystkich grup wiekowych chce opuscic Polske!

          kariera.wprost.pl/?d=03&art=207
          MBS
          • komentator MBS robi wode z mozgu, ale po co? 04.01.03, 00:00
            Gość portalu: MBS napisał(a):

            >> Polske juz opuscilo ponad 50% Polakow w tej grupie wiekowej i z pozostalych
            >w wieku 18-29 lat 68,8 procent chcialoby opuscic kraj aby podjac prace na
            > zachodzie.

            Czy MBS jest zupelnie niepoCZYTALNY, tzn. nie umie czytac?

            kariera.wprost.pl/?d=03&art=207
            W cytowanym artykule oceniono cala emigracje po 1999 roku na 250 000 osob,
            jest to niewielka liczba zupelnie nie majaca odniesienia do 'polowy' grupy
            wiekowej.

            > W rzeczywistosci w Polsce 40 procent z wszystkich pozostalych Polakow
            > wszystkich grup wiekowych chce opuscic Polske!

            Oryginalny cytat z artykulu:

            'Według raportu PricewaterhouseCoopers, aż 40 proc. Polaków, czyli 6 mln osób,'

            A wiec 40% Polakow to 6 mln osob - fajnie to wyglada i nie wiadomo na ktora
            liczbe sie powolac.

            Deklarowana chec emigracji mozna bardzo latwo wymanipulowac na dowolny poziom
            zaleznie od pytan. Na pytanie Czy chcialbys wyemigrowac i zostac
            multimilionerem? pozytywnie odpowie 95% badanych. A na pytanie czy chcialbys
            wyemigrowac do roboty przy azbescie w kanalizacji odpowie ile?

            Sedno problemu jest jednak w innym miejscu. Artykul okresla to dokladnie:

            "Takie fale migracji występowały także w krajach Unii Europejskiej, gdy przez
            kilka lat spadało tam tempo wzrostu. Tak było w latach 70. w Wielkiej Brytanii
            za rządów laburzysty Neila Kinocka (Brytyjczycy wyjeżdżali głównie do Niemiec,
            Skandynawii, Holandii). Podobne zjawisko obserwowano w Hiszpanii czy Irlandii"

            Migracja jest wiec zjawiskiem zupelnie normalnym w ekonomii rynkowej w
            warunkach lokalnego nadmiaru sily roboczej. Wszystkie kraje europejskie przez
            ten etap przeszly w roznych okresach czasu z poztywnymi efektami. Wystarczy
            powolac sie na przyklad Irlandii z ktorej praktycznie od wiekow byla ogromna
            emigracja dopoki kraj nie osiagnal takiego poziomu rozwoju ze zaczal
            przyciagac sile robocza. Czy na przyklad Szwecji z ktorej wyjechalo niegdys
            30% ludnosci a pozniej przybylo pare milionow imigrantow.

            Mozna smialo twierdzic ze migracja sily roboczej z Polski jest jak dotad
            bardzo umiarkowana i o wiele za niska. Polska ma zacofana strukture
            ludnosciowa z ogromna czescia populacji zamieszkala na wsi i w rejonach
            komunistycznego uprzemyslowienia. Mozna oceniac ze 30% ludnosci zyje w
            warunkach naturalnych poza ekonomia rynkowa ale korzystajac z roznych
            swiadczen. Do tego dochodza ogromne rzesze mlodych ludzi z relaksowego
            pokolenia stanu wojennego.

            Oczywiste jest ze budujaca sie ekonomia nie bedzie w stanie wchlonac tej
            potencjalnej sily roboczej. Dlatego migracja bedzie jak najbardziej wskazanym
            i pozytywnym rozwiazaniem. Tym bardziej ze w ramach Unii Europejskiej znika
            pojecie emigracji gdyz jest wolny rynek dla przeplywu sily roboczej. Juz
            obecnie w Polsce mowienie ze ktos wyemigrowal np. ze Szczecina do Berlina
            jest sformulowaniem zartobliwym. Ludzie po prostu przenosza sie, mieszkaja
            lub dojezdzaja do Berlina. Bedzie to wiec tym bardziej oczywiste gdy zniknie
            granica, a potem beda te same pieniadze. Praca bedzie w ekonomii europejskiej
            i w ogole proces migracji sily roboczej w calej Europie bedzie sie nasilal.
            W stosunku do USA mobilnosc i migracja w UE jest przeciez na poziomie zerowym.

            Tego rodzaju procesu nie moga oczywiscie pojac 'prawdziwi' emigranci z PRL-u.
            W PRL-u komuna robila w ludziach przekonanie ze sa trybikami wielkiej
            komunistycznej maszynerii niezbednymi do jej dzialania. Dlatego nie wolno bylo
            wyjezdzac a 'praca' byla obowiazkowa, jak sie nie pracowalo to grozila
            przechowalnia. W ekonomii rynkowej sila robocza jest oczywiscie towarem jak
            kazdy inny i okresowo sa nadwyzki wiec jest bardzo wskazane ich uplynnienie do
            miejsc gdzie jest zbyt. Emigranci z PRL mysla ze w Polsce dalej jest jakas
            komunistyczna maszyneria z nieograniczonym zapotrzebowaniem na sile robocza.

            Realnie nalezy miec nadzieje ze ludzie w Polsce wykaza sie dynamika i nie
            popadna w apatie (co byloby prawdziwa tragedia) tylko sprostaja wymogom
            konkurencyjnym na europejskim rynku pracy czyli w Polsce i w calej Unii.
            Juz obecnie jest to rynek dosc konkurencyjny bo o prace ubiegaja sie ludzie
            z calego kontynentu.
            • Gość: mbs Re: MBS robi wode z mozgu, ale po co? IP: *.dyn.optonline.net 04.01.03, 03:54
              komentator napisała:
              ..
              > W cytowanym artykule oceniono cala emigracje po 1999 roku na 250 000 osob,
              > jest to niewielka liczba zupelnie nie majaca odniesienia do 'polowy' grupy
              > wiekowej.

              Artykul nie ocenial CALEJ emigracji lecz zaledwie studentow i swiezych
              absolwentow czyli osoby pomiedzy 20-28 lat. Artykul wyraznie stwierdza ze mow
              jest o wyjezdzie wylacznie tych najzdolniejszych i najlepiej wyszkolonych kiedy
              wiekszosc z pozostalych w Polsce mlodych ludzi tez chce wyjechac ale byc moze
              jest mniej zdolna lub mniej wyszkolona wiec narazie nie moga.

              > > W rzeczywistosci w Polsce 40 procent z wszystkich pozostalych Polakow
              > > wszystkich grup wiekowych chce opuscic Polske!
              >
              > Oryginalny cytat z artykulu:
              >
              > 'Według raportu PricewaterhouseCoopers, aż 40 proc. Polaków, czyli 6 mln
              osób,'
              >
              > A wiec 40% Polakow to 6 mln osob - fajnie to wyglada i nie wiadomo na ktora
              > liczbe sie powolac.

              W rzeczywistosci w raporcie PricewaterhouseCoopers badano wylacznie sile
              robocza czyli ludzie ktorzy maja mozliwosci wyjazdu do pracy. Nie przypuszczasz
              chyba ze 85-letni dziadek na emeryturze ma spore szanse znalezienia
              jakiejkolwiek pracy na zachodzie.

              > Deklarowana chec emigracji mozna bardzo latwo wymanipulowac na dowolny poziom
              > zaleznie od pytan. Na pytanie Czy chcialbys wyemigrowac i zostac
              > multimilionerem? pozytywnie odpowie 95% badanych. A na pytanie czy chcialbys
              > wyemigrowac do roboty przy azbescie w kanalizacji odpowie ile?

              Tutaj nic nie wymanipulujesz. Wynika "że aż 68,8 proc. badanych w wieku 15-29
              lat chciałoby podjąć pracę na Zachodzie" czyli prawie dwa razy wiecej niz w
              Argentynie gdzie nie jest wiele lepiej choc przecietne dochody sa okolo 30
              procent wyzsze. Jezeli spytasz ilu z z tych 68,8 proc. badanych jest
              hydraulikami to bedzie to znacznie mniejszy procent ale napewno znacznie wiecej
              ludzi chcialoby pracowac przy kanalizacjach na zachodzie niz jest hydraulikow.
              Podobnie znacznie wiecej ludzi chce pracowac przy azbescie niz ma uprawnienia
              do tego. Wybrales akurat dwa typowe zawody nie dla amerykanow czy nie dla
              niemcow etc. ale glownie dla imigrantow i sa one popularne poniewaz sa
              stosunkowo wysoko platne.

              MBS
    • Gość: Hydraulik W Polsce inny scenariusz... IP: *.cidernet.pl / *.cidernet.pl 05.01.03, 00:43
      Problem w tym MBS, że wszyscy zmierzamy do powtórki czegoś w rodzaju Wielkiego
      Kryzysu: USA, Unia Europejska, Azja , Australia, a także Polska, wszystkie te
      kraje powoli wchodzą w taki stan "odrętwienia", choć każdy z innej strony, ten
      stan rodzi się "w głowach", a jego efektem jest np. deflacja - w każdym kraju
      na świecie pojawił się obecnie konsument typu deflacyjnego, oczekujący
      specjalnych bonusów, wybredny i ze z rzadka otwieranym portfelem - nawet w
      Chinach, gdzie rozwój poprzez eksport w 2002 r.sięgnął 8,1%, na rynku
      wewnętrznym doszło do kilku fal deflacji od 1999 r.
      Nie pisz, proszę, że USA to nie dotyczy - prosty punkt - łączne zadłużenie USA
      (gospodarstwa domowe - households, firmy i państwa) wynosiło 264% ówczesnego
      GDP we wrześniu 1929 r. (szczyt hossy). W szczycie w 2000 r. było to 300% GDP,
      obecnie 320% GDP (32 biliony - trillions USD) z czego: 80% GDP to gospodarstwa
      domowe, 169 %GDP amerykańskie firmy i 60% GDP amerykańskie państwo. Dodatkowa
      różnica jest taka, że w 1929 r. USA były największym kredytodawcą świata, dziś
      są największym kredytobiorcą. To właśnie ów dług jest głównym kołem zamachowym
      deflacji, które zaczyna się kręcić w kierunku spadku cen...
      Dla mnie koronnym argumentem jest zachowanie indeksów giełdowych, KTÓRE ZAWSZE
      TRAFNIE PRZEWIDUJĄ DŁUGOFALOWĄ KONIUNKTURĘ - a tu mamy na S&P500 i Nasdaq
      wyraźną formację głowy i ramion (RGR), kończącą wzrosty, budowaną aż 5 lat 1997-
      2002.
      Napisz AAA, usuń poziome kreski z literek i wyciągnij środkowe A w góre -
      otrzymasz RGR - podstawa literek A nazywana jest linią szyi - jej przebicie w
      dół, co nastąpiło w lipcu 2002 na wykresach indeksów( w naszym przykładzie z
      AAA przez najbardziej prawą ukośną kreskę w 3 A licząc od lewej) jest
      ostatecznym potwierdzeniem końca wzrostów i zapowiada potężne spadki na ww.
      indeksach - jakoś nie wierzę w długotrwałe spadki na giełdach z równoczesnym
      długotrwałym wzrostem gospodarczym w USA - to byłoby historyczne novum...i dziw
      nad dziwy....
      Na praktycznie wszystkich ważniejszych indeksach na świecie widać formacje
      kończące długi wzrost i zapowiadające potężne spadki w długim terminie
      (odreagowania, nawet spore z pewnością będą występować, ale zasadniczy kierunek
      jest w dół....)
      Ciekaw jestem co zrobi Bush, jeśli obniżki podatków, jakie szykuje na 2003 r i
      następne konsumenci wykorzystają do zmniejszenia zadłużenia zamiast do
      konsumpcji? Takie zachowanie na całkiem sporą skalę pojawiło się już przy
      okazji poprzedniego zwrotu podatku - wg badań Univ of Michigan 38% konsumentów
      tak właśnie się zachowało - dziś ten odsetek może być większy.... nastroje
      konsumentów są gorsze, co jasno pokazuje właśnie wskaźnik nastrojów Univ of
      Michigan...

      Dość dygresji, wróćmy do Argentyny:
      Co takiego tam się stało? Ano doszło do uwolnienia peso z zależności od USD w
      warunkach kryzysu gospodarczego, co poprawiło terms of trade i przyczyniło się
      DO GWAŁTOWNEGO WZROSTU EKSPORTU!!!! Eksport jest obecnie siłą napędową
      Argentyny - popyt wewnętrzny jest nadal słaby. Czy rozwiązano problem
      zadłużenia? NIE!!!
      A więc Argentyna z opóźnieniem przerabia lekcję Brazylii z 1999 r. z uwolnienia
      Reala - podobnie było w Brazylii - niedowartościowany real przyczynił się do
      wzrostu eksportu i chwilowo poprawił na ok. 2 lata sytuację gospodarczą - tak
      samo będzie zapewne z Argentyną - ma ok. 2 lat rozwoju, wywołanego
      niedowartościowaniem peso, a potem pojawi się od nowa problem zadłużenia, jak w
      Brazylii, która aby spłacić swój dług, musiałaby mieć roczny przyrost GDP rzędu
      4% przez 15 lat, a równocześnie znacznie ograniczyć wydatki!!!!!
      Jest to oczywiście nierealne i podobnie jest z Argentyną - 146 mld USD długu to
      dla Argentyny za wiele - i Brazylia i Argentyna zbankrutują przy pierwszej
      zawierusze ogólnoświatowego systemu finansowego, pociągając za sobą problemy 3
      US moneycenters: JP MorganChase, Citigroup i Bank of America, głównych
      prywatnych wierzycieli tych państw, które co prawda dokonały częściowej
      sekurytyzacji długu, ale równocześnie wystawiły mnóstwo swapów na długi
      latynoamerykańskie, by korzystać z efektu lewara w przypadku chwilowej poprawy
      notowań długów latynoskich.
      Podobny scenariusz 2 letniego przyspieszenia przeżyła po kryzysie rupii w 1998
      r. Indonezja - tam również widać już problemy gospodarcze, wywołane masą
      zadłużeniową i brakiem rzeczywistych zmian w gospodarce - niestety Argentyna
      powtórzy te doświadczenie, jakkolwiek teraz ma chwilowo jaśniejsze
      perspektywy...
      Polska nie ma tego problemu - PLN jest płynny więc nie grozi nam kryzys
      walutowy pochodzący od sztywnego kursu względem dolara.
      Konstytucyjny mechanizm hamowania zadłużenia (są takie zapisy w konstytucji)
      zabezpiecza Polskę przed nadmiernym zadłużeniem, o ile będzie poważnie
      traktowany i nikt nie bedzie przy nim majstrował, co biorąc pod uwagę naszych
      polityków nie jest wclae takie pewne.....
      Możliwość jest inna - kryzys walutowy w Polsce może pojawić się przy negatywnym
      wyniku referendum akcesyjnego do UE - wielkie światowe fundusze inwestycyjne
      podjęły w 2000 r. convergence game na polskich obligacjach, licząc na
      długofalowy spadek stóp procentowych polskich papierów dłużnych względem stóp w
      UE i wzrost wartości Złotego. Negatywny wynik referendum w Polsce spowodowałby
      gwałtowne wycofanie się tego sporego kapitału, co przy płytkim polskim FOREXie
      jest równoznaczne z kryzysem walutowym...
      To jeden z możliwych scenariuszy, ale póki co teoretyczny...
      O innych napisze kiedy indziej....

      PZDR
      • Gość: MBS Re: W Polsce inny scenariusz... niekoniecznie IP: *.dyn.optonline.net 05.01.03, 04:21
        Gość portalu: Hydraulik napisał(a):

        ) Problem w tym MBS, że wszyscy zmierzamy do powtórki czegoś w rodzaju
        Wielkiego
        ) Kryzysu: USA, Unia Europejska, Azja , Australia, a także Polska, wszystkie te
        ) kraje powoli wchodzą w taki stan "odrętwienia", choć każdy z innej strony,
        ten
        ) stan rodzi się "w głowach", a jego efektem jest np. deflacja - w każdym kraju
        ) na świecie pojawił się obecnie konsument typu deflacyjnego, oczekujący
        ) specjalnych bonusów, wybredny i ze z rzadka otwieranym portfelem - nawet w
        ) Chinach, gdzie rozwój poprzez eksport w 2002 r.sięgnął 8,1%, na rynku
        ) wewnętrznym doszło do kilku fal deflacji od 1999 r.
        ) Nie pisz, proszę, że USA to nie dotyczy - prosty punkt - łączne zadłużenie
        USA
        ) (gospodarstwa domowe - households, firmy i państwa) wynosiło 264% ówczesnego
        ) GDP we wrześniu 1929 r. (szczyt hossy). W szczycie w 2000 r. było to 300%
        GDP,
        ) obecnie 320% GDP (32 biliony - trillions USD) z czego: 80% GDP to
        gospodarstwa
        ) domowe, 169 %GDP amerykańskie firmy i 60% GDP amerykańskie państwo. Dodatkowa
        ) różnica jest taka, że w 1929 r. USA były największym kredytodawcą świata,
        dziś
        ) są największym kredytobiorcą. To właśnie ów dług jest głównym kołem
        zamachowym
        ) deflacji, które zaczyna się kręcić w kierunku spadku cen...

        Ja z zasady wole spostrzegam problemy ale wole tez szukac pozytywow. Deflacja
        oczywiscie dotyczy USA ale konsument w USA jest dramatycznie inny niz ten
        ktorego ty opisujesz i wlasnie wydal on rekordowe sumy na samochody w grudniu
        korzystajac nie z czego innege ale wlasnie ze znizek cen (dzisiaj i przez kilka
        ostatnich dni podawane sa rekordy wyniki sprzedazy samochodow w grudniu w USA w
        firmach GM, Ford, Mercedes, Honda). Kilka dni temu podano wyniki sprzedazy
        nowych domow w listopadzie
        • 0sa Re: W Polsce inny scenariusz... niekoniecznie 06.01.03, 23:15
          Gość portalu: MBS napisał(a):

          ...
          > Nie bede argumentowac problemow ktore widze w tym co piszesz powyzej ale
          > zamiast tego proponuje abys spojrzal jeszcze raz na twoja formacje S&P 500.
          > Dzisiaj mamy 5 styczen 2003 wiec wyciagnij na ekran dokladnie ostatnie 5 lat.
          >
          > Zostaw ten wykres i na moment wyobraz sobie ze przeniosles sie dokladnie 28
          lat
          >
          > wstecz i mamy 5 Styczen 1975 roku. Na drugim ekranie teraz zrob ten sam
          wykres
          > czyli dokladnie 5 lat wstecz od 5 stycznia 1975 roku do 5 stycznia 1970 roku.
          > Widzisz rezultat?
          >
          > Ten dzisiejszy i 28 lat temu wykresy S&P 500 wygladaja identycznie. Wedlug
          mnie
          >
          > dzisiejsza sytuacja jest bardziej podobna do sytuacji 5 Stycznia 1975 roku i
          > tak jak wtedy, dzisiaj, po kilku latach spadajacych cen gieldowych, jedyna
          > droga na przyszlosc to wzrost gieldy taki sam jak wtedy. . .

          Rzeczywiscie sytuacja jest bardzo podobna teraz lecz perspektywy wzrostu
          wygladaja na znacznie lepsze niz w 1975 roku.

          Osa

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka