sh3tfx
26.02.03, 07:38
Opowiem Wam bajkę…. Pewnego razu moi drodzy, było sobie małe miasteczko. I
nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie brutalny fakt, iż znajdowało się
bardzo blisko dużo większego miasta. W tym małym miasteczku był stary PGR i
kilka fajnych budynków po hodowli świń. Pewnego dnia postanowiliśmy otworzyć
mała firmę produkujące pewne materiały do remontu domów. Sytuacja wręcz
wymarzona, fajne miejsce, dużo chętnych do pracy, blisko duże miasto i rynek
zbytu, blisko do domu. Na początku było dużo pracy i wydatków, ale to nic,
była to już trzecia nasza firma wiec kłopot żaden, pierwsze kilka miesięcy
było kiepskich ale po 9 miesiącach zanotowaliśmy pierwsze zyski. Śmialiśmy
się, ze z tej ciąży będzie piękny biznes. Kłopoty jednak dopiero się zaczęły.
Małe ciche miasteczko zaczęło pokazywać kły.
Pojawił się Pan X i zaczęły się niewinne rozmowy.
Jak leci i jak tam zdrowie. Pan X był uparty. Chodził za mną jak cień. Nie
żeby cos od razu chciał, ale ciągle gdzieś go widziałem, miał tez rożnych
takich kolegów co lubią cicho mówić i maja sportowe auta. Nie wchodziłem mu w
drogę. Potem któregoś dnia, po rozliczeniu roku pojawił się Pan Y. Ten był
bardzo miły. Z Urzędu Skarbowego. Ze niby trzeba sprawdzić parę dokumentów
i tak dalej. Nie było sprawy, papiery robiła zaprzyjaźniona firma księgową i
wszystko było OK.
Przynajmniej ja żyłem w takim przeświadczeniu. Po wizycie Pana Y powinienem
był się zaniepokoić ale nie przejmowałem się tym. Firma przynosiła dochód,
zatrudniłem drugiego kierowcę, kupiłem dodatkowa maszynę, byłem coraz
bardziej zadowolony. Po kolejnych kilku miesiącach do firmy wpadło nagle
kilku zakrawatowanych gości na kontrole z Urzędu Skarbowego.
I zaczęły się jaja. Wpieprzyli się do wszystkiego zażądali dokumentów za
zeszły rok, za ten kwartał i poprzedni, jak mnie nie było w biurze to
przekopali komputer i siedzieli tak parę dni. Pili moja kawę, żarli na mój
koszt i udawali, ze cos robią. Wkurwili nawet moja księgowa, która
powiedziała, ze nie będzie ode mnie więcej brać pieniędzy, tylko żeby oni już
się od niej odczepili.
Miałem zyski a wiec miałem problem.
Na koniec jeden z tych cwaniaków przyszedł do mnie na rozmowę…
„No to myśmy już właściwie skończyli; wie pan, w zasadzie nie było jakiś
większych błędów, kilka razy pan pomylił się przy VAT, trochę pan uszczuplił
przychody, te faktury tez ma pan niektóre nie wiadomo skąd, źle amortyzuje
pan samochód dostawczy, ale to nic. Są gorsi. My nie będziemy już pana
męczyć, ale wie pan, różnie jest, jak nie my - to kto inny, rozumie pan,
możemy raport zrobić tak albo siak, jak pan woli.”
Ja mu na to: „Nie bardzo rozumiem do czego pan zmierza?”
„No ma pan fajna firmę, szkoda byłoby mieć kłopoty, zapłaci pan 20 tysięcy
gotówką i może sobie pan tutaj robić, co pan kurna chce. Pana pity pójdą ad
akta od razu, i pies z kulawa noga tutaj nie przyjdzie. Niech się Pan
zastanowi, my jedziemy za pól godzinki, ma pan czas.”
„Niech pan poczeka, zastanowię się dobrze?”
Dzwonie do żony: „Płacić?”, „A płać skurwielom!”
Minął miesiąc, wydawałoby się ze wszystko dobrze zaczyna się układać aż tu
nagle zaczął wtrącać się pan X. „No wie pan jest taka sprawa, tutaj mamy
takie układy, ze jak pan chce robić biznes to trzeba mieć ubezpieczenie - bez
ubezpieczenia to rożne rzeczy się dzieją, my panu zawsze po sąsiedzku możemy
pomoc, ale wie pan, nic za darmo”
-„Ja mam ubezpieczenie” – ja mu na to…
-„Ach tak? Ciekawe, bo my tu mamy monopol”
-„Ja jestem z (nazwa dzielnicy)”
-„A co mnie kurwa twoja dzielnica interesuje?”
-„Słuchaj ja ci się w interesy nie wpierdalam”
-„Ty mnie słuchaj, jesteś na moim terenie i ja ci dałem czas, ty tu jesteś i
dobrze ci idzie, zastanów się bo to jest nasza ostatnia rozmowa, będziesz
płacić jak wszyscy albo won, jak nie będziesz współpracował to będziemy
inaczej rozmawiać”
-„Czego chcesz?”
-„Mój szwagier nie ma pracy, zatrudnisz go za 5 koła a po pól roku dasz mu
podwyżkę na 8 koła, on ci nie będzie przeszkadzał, przyjdzie po kasę raz na
miesiąc, dogadacie się, zapłacisz mu ZUS, podatek, on tym nie będzie sobie
głowy zawracał, rozumiesz?”
-„Zastanowię się”
-„To byle szybko, ja nie mam czasu, a żebym nie zaczął odsetek liczyć.”
Więcej się nie odzywa. Tylko od tego czasu miałem 4 kontrole drogowe i raz
jadę a za mną radiowóz. Ja w lewo to i on w lewo. W prawo to i on w prawo.
Włączył koguta.
Zatrzymałem się. Otwieram okno…
-„Słucham, o co chodzi?”
-„Czemu się pan panie (zna moje nazwisko) nie zatrzymuje do kontroli na
wezwanie?”
-„Jakiej kontroli?”
-„No przecież pana kontroluje no nie?”
-„A co zrobiłem nie tak?”
-„Nie zatrzymał się pan na wezwanie, uciekał pan w nieznanym kierunku,
musiałem pana gonić a jest ślisko, czy pan jest trzeźwy?”
-„Jestem trzeźwy a co?”
-„To ja tym razem panu wierze na słowo, a następnym razem będę mniej
wyrozumiały”
Poszedł. Wsiadł do auta i wyminął mnie szerokim lukiem. Patrzę a tam na
prawym siedzeniu siedzi ten skurwiel X. I cieszy michę. To też pojechałem.
Co tak miałem sam stać?