Gość: Bankier
IP: 203.12.115.*
29.03.03, 02:07
Skad sie biora pieniadze?
Na podstawie Fischer & Dornbusch "Economics", McGraw-Hill
(dostepne tez po polsku - wydane przez PWE)
Na wstepie musimy wrócic do genezy (poczatku) pierwszych
europejskich banków. Otóz pierwszymi bankierami byli jubilerzy (zlotnicy),
u których bogaci mieszczanie przechowywali zloto (tylko jubilerzy mieli
wtedy kasy pancerne, a miasta i drogi byly wówczas nawet mniej
bezpieczne niz w dzisiejszej Polsce czy USA). Szybko sie wówczas
zorientowano,
ze kupiec A nie musi bynajmniej placic kupcowi B bezposrednio zlotem,
wystarczy, iz napisze list do jubilera, aby przeniósl on w swym skarbcu
odpowiednia ilosc zlota z przegródki kupca A do przegródki kupca B. Taki
list, to byl oczywiscie czekiem i niejako protoplasta banknotu, czyli
papierowej asygnaty pieniadza (opartego wtedy w 100% na zlocie).
Nasz jubiler szybko zauwazyl, ze zloto lezy u niego w kasie, i
praktycznie zaden z klientów nie sprawdza osobiscie stanu
swego konta poprzez liczenie swego zlota w skarbcu. Zuwazyl tez, ze wielu
mieszczan pozycza od niego pieniadze. Dotad ów jubiler pozyczal swym
klientom tylko wlasne zloto, i na bardzo wysoki, lichwiarski procent
(deficyt zlota, generalnie ograniczona ilosc tego "szlachetnego"
metalu). Bral on tez dosc wysokie oplaty za trzymanie cudzego zlota w skarbcu
(ulice bylym wtedy, jak juz pisalem, bardzo niebezpieczne, domy tez
latwo padaly lupem rzezimieszków). Wpadl on wiec na pomysl, aby
pozyczac nie tylko wlasne, ale tez i cudze pieniadze, które dotad
bezczynnie lezaly w jego skarbcu. I tak powstaly pierwsze sredniowieczne
banki.
Zalózmy, ze jubiler ma w skarbcu 100 sztuk cudzego zlota
(depozyty klientów). Pozycza on kupcowi X
10 sztuk zlota, ale nie w zlocie, tylko dajac mu (ze wzgledu
na wysokie ryzyko napadu na osobe ze zlotem) na papierze zaswiadczenie,
ze posiadacz tego, wystawionego przez jubilera-bankiera listu,
moze pobrac w kazdej chwili z jego skarbca 10 sztuk zlota. W ten sposób
nasz jubiler, którego bedziemy od tej chwili nazywac bankierem,
wykreowal, czyli utworzyl wirtualne 10 sztuk zlota, czyli pieniadz
papierowy (w obrocie znajduje sie bowiem obecnie 110 sztuk zlota, a w
skarbcu jest fizycznie tylko 100 sztuk zlota -10 "paierowych" sztuk zlota
nie ma wiec dluzej oparcia w zlocie). Jak to jest mozliwe? Otóz, jak juz
pisalem, praktycznie nigdy kilenci owego proto-banku nie sprawdzali
wlasnorecznie stanu swego konta (zlota w skarbcu), i nigdy wszyscy jak
jeden maz nie zazadali na raz zwrotu swych depozytów. Tak wiec mozliwa
stala sie sytuacja, kiedy w skarbcu jest tylko 100 sztuk zlota, a w
obiegu 110 "wirtualnych", to jest "papierowych sztuk zlota",
wymienianych miedzy kupcami. Co wazniejsze, pozyczajac owe "nieistniejace"
sztuki
zlota w postaci papierowej gwarancji (protoplasta banknotu i czeku)
ów jubiler stal sie potencjalnym bankrutem, bowiem jesli wszyscy
wlasciciele depozytów i owych promes kredytowych zazadali by jednoczesnie
zlota, to nasz bankier móglby wyplacic tylko 100 sztuk, czyli ostatni
wlasciciele depozytów, którzy by sie zglosili po odbiór swego zlota,
zastali by tylko pusty skarbiec.
Oczywiscie, jesli nasz bankier pozyczal rozsadnie, to
dostawal dosc szybko zwrot owych pozyczek, i to z nawiazka (z procentem),
wiec sytuacja byla taka, ze mieszczanie byli wiecej winni
bankierowi, niz on mieszczanom, a wiec nie obawial sie on, ze zostanie
ogloszony
bankrutem, bo choc mial w skarbcu wciaz tylko 100 sztuk zlota, a w
obiegu, powiedzmy 120 "wirtualnych", papierowych sztuk zlota w
postaci swych listów gwarantujacych owe zloto w skarbcu, jako iz
mieszczanie byli mu dluzni (jako zaplata za udzielony kredyt) ponad 20 ztuk
zlota.
Stad nasz bankier stal sie bardziej odwazny, i zaczal wiecej
pozyczac, tak, ze wkrótce zaczelo byc w obiegu kilka razy wiecej
pieniadza papierowego niz zlota w skarbcu. Stad nie byla dluzej mozliwa
wymiana wszystkich owych listów bankiera (tzw. biletów bankowych,
czyli banknotów) na zloto w relacji 1 banknot=1 sztuka zlota. Tak
sie wlasnie stalo w roku 1972, jako rezultat ogólnoswiatowego kryzyzsu,
który tak mocno uderzyl w Polske, kiedy to zawieszono wymienialnosc
dolara USA na zloto po stalym kursie. Oczywiscie, wciaz mozna kupic za
dolary USA zloto, tyle, ze cena uncji zlota w dolarach USA jest obecnie
zmienna, a nie stala, jak przed rokiem 1972.
Obecnie banki generuja niemalze 10 razy wiecej kredytu niz
maja depozytów w rezerwie (tzw. reserve ratio, czyli "wspólczynnik
rezerwy" jest bowiem ok, 10%). Tak wiec na dolara trzymanego
w "skarbcu", czyli na koncie, banki udzielaja do 10 dolarów kredytu. Nalezy
tez
pamietac, iz obecnie owe depozyty NIE sa w zlocie,ale tez w pieniadzu
papierowym, czyli emitowanym przez inny bank, np. bank emisyjny na
podstawie papierowych gwarancji rzadowych (np. obligacji skarbu
panstwa, które tylko teoretycznie maja oparcie w realnym majatku -
najczesciej maja oparcie jeno w przewidywanych, papierowych dochodach
panstwa,
glownie z podatków, cel i innych oplat na rzecz skarbu panstwa).
Oczywiscie, w sytuacji, gdy papierowy pieniadz generuje kolejny papierowy
pieniadz, pieniadz taki nie ma dluzej wartosci (albo ma znikoma
wartosc, w przyblizeniu równa np. kosztom druku banknotu), a tylko sile
nabywcza. Stad np. banknot dolarowy ma wartosc, powiedzmy 1 centa, a
sile nabywcza 1 dolara, czyli 100 razy wiecej. I stad bierze sie tez
inflacja, gdy mamy wiecej pieniadza papierowego w obiegu niz ogólna wartosc
dóbr i uslug znajdujacych sie na rynku, oraz deflacje, gdy zachodzi
odwrotna sytuacja (przewaga dóbr i uslug nad pieniadzem, który wówczas
zyskuje na sile nabywczej). Niestety, deflacji towarzyszy na ogól spadek
popytu (miedzy innymi na skutek wiekszej sklonnosci do
oszczedzania "silnego" pieniadza, niz "slabego", co widac najlepiej w
Japonii), a
wiec i wysokie bezrobocie, zas niekontrolowana inflacja moze sie
latwo przerodzic w hiperinlacje (jak to bylo w Polsce w latach
1980tych, czy obecnie w Turcji). Niskie stopy procentowe w Japonii nie
zachecaja bynajmniej do brania kredytów na cele produkcyjne, bowiem
zaden rozsadny biznesmen nie bedzie produkowal wiecej w sytuacji, gdy nie ma
zbytu na to, co obecnie produkuje. Tak wiec deflacja wcale nie jest
lepszym rozwiazaniem niz inflacja - obie prowadza, predzej czy
pózniej do zastoju w gospodarce, czyli do kryzysu. Deflacja prowadzi
bowiem do "zamrozenia" gospodarki (spadku popytu i produkcji, a wiec
tez i zatrudnienia), inflacja zas moze doprowadzic do
hyperinflacji, a wiec niemalze calkowitej nieprzewidywalnosci warunków
funkcjonowania gospodarki i zalamania sie pieniadza, a wiec i calej
gospodarki, opartej obecnie na pieniadzu i kredycie.
CDN