Dodaj do ulubionych

Tajemniczy szpieg u premiera

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.11.06, 09:24
Ubawił mnie tekst, że na stronie KPRM wisi(ało) nazwisko gościa, co już nie pracuje... U PiS takie niedopatrzenie? Bu-a-ha-ha-ha!!!
Kto w to uwierzy?
Obserwuj wątek
    • rejtann Wachowski, Tymiński i agentura 10.11.06, 09:50
      "W służbach specjalnych rozpowszechniony jest pogląd, że Tymiński był
      odpowiedzią na sojusze, które Wałęsa zawierał z częścią wojskowych starając się
      o pozyskanie wpływów w armii. Część tej tajemnicy może wyjaśnić uważne
      przyjrzenie się pracownikom sztabu wyborczego Stanisława Tymińskiego. Był on w
      większości zdominowany przez pracowników i współpracowników SB oraz wywiadu.
      Rzeczywistym szefem sztabu wyborczego Tymińskiego był Andrzej Palimąka, były
      sekretarz gen. Wojciecha Jaruzelskiego. W czasie kampanii wyborczej Palimąka
      bardzo często spotykał się z Jaruzelskim. Ich rozmowy trwały nierzadko kilka
      godzin. Kluczową rolę w kampanii Tymińskiego miały odgrywać znajdujące się w
      czarnej teczce dokumenty pochodzące z zasobów archiwalnych MSW. Po klęsce
      Tadeusza Mazowieckiego w pierwszej turze informacje o charakterze tych
      materiałów sztab Wałęsy otrzymywał dzięki umiejscowionym w sztabie Tymińskiego
      agentom WSW. Informację o zawartości "czarnej teczki" przekazał Krzysztofowi
      Wyszkowskiemu ze sztabu Lecha Wałęsy wysoki urzędnik MON. Agentowi ustawionemu
      bardzo blisko Tymińskiego, a pracującemu dla strony solidarnościowej, udało się
      odkryć, czym dysponuje drugi kandydat na prezydenta. Tymiński posiadał m.in.
      napisany odręcznym pismem i podpisany przez Wałęsę dokument. Była to typowa
      lojalka, którą Lech Wałęsa podpisał 14 grudnia 1981 r., w drugim dniu stanu
      wojennego. Lojalka była napisana odręcznie na blankiecie Prokuratury
      Generalnej, a Wałęsa zobowiązał się w niej do niepodejmowania żadnej
      działalności. Nie była to rzecz śmiertelnie kompromitująca, ale ciężka moralnie
      i mogąca stanowić argument w wyborczej grze. Według relacji Krzysztofa
      Wyszkowskiego Wałęsa "był ucieszony, że to tylko tyle". Przyznał, że podpisał,
      ale machnął na ten fakt ręką. Tymczasem Tymiński nie mógł znaleźć grafologa,
      który podjąłby się rozstrzygnięcia, czy podpis Lecha Wałęsy na lojalce był
      autentyczny. Służby specjalne sterowały Tymińskim bardzo precyzyjnie. Być może
      dokumentu nie ujawniono dlatego, że sytuacja szantażowania kontrkandydata
      obciążającymi go dokumentami, dawania mu do zrozumienia, że mogłyby zostać
      użyte, powodowała, że Wałęsa byłby zmuszony do rokowań z dysponującymi nimi
      siłami, gdyby takie jednoznaczne propozycje były. Możliwe, że to właśnie
      wówczas rozstrzygnęły się losy wyborczego programu Wałęsy i jego wolty
      od "przyspieszenia" do stanięcia na lewej nodze.

      [...] Do uzyskania władzy wiceprezydenta opanowanie wojskowych służb
      informacyjnych i bankowej skamieliny wystarczyło w zupełności. Ambicje
      Wachowskiego sięgały jednak znacznie dalej, przedmiotem jego apetytu było także
      Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i UOP. Opanował je podobnie jak WSI,
      metodami "kumpelskimi". Opór ministra spraw wewnętrznych czy jego zastępców
      przed kontaktowaniem się z Wachowskim i przekazywaniem mu tajnych dokumentów
      niewiele się przydał. Wachowski nawiązywał stosunki z podwładnymi ministra,
      spotykał się z nimi bez wiedzy przełożonych i poprzez nich otrzymywał
      interesujące go materiały czy informacje. Wiele ułatwiło mu wcześniejsze
      opanowanie Biura Ochrony Rządu. Stawką był awans, którego załatwienie przez
      Wachowskiego nie było trudne. Wystarczy podpis prezydenta, prezydent zaś
      podpisuje to, co Wachowski mu podsunie. Awanse otrzymywali i nadal otrzymują
      ci, którzy wykazali się niezbędnymi przymiotami - uległością, dyspozycyjnością
      i wypełnianiem poleceń dyrektora gabinetu.

      W ten sposób Wachowski uzyskał dostęp do raportów cywilnego wywiadu i
      kontrwywiadu, a także informacji wydziału dochodzeniowo-śledczego policji. Dziś
      wiadomo już, że odbywało się to przez pewnego funkcjonariusza UOP, który bez
      wiedzy przełożonych spotykał się z Wachowskim. On też umieścił Wachowskiego w
      rozdzielniku tajnych dokumentów wychodzących z UOP. W zamian został awansowany.
      Za ludzi Wachowskiego w UOP i Policji uchodzą: Wiktor Fonfara - szef Zarządu
      Śledczego UOP - kurs oficerski ASW, Świder 1975 r., Wiktor Mikusiński - szef
      Komendy Stołecznej Policji, kurs oficerski ASW, Świder 1975 r., Jerzy
      Konieczny, szef UOP - ale jest to tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwe
      powiązania dotyczą ludzi, którzy działają tajnie, są zakonspirowani i o których
      opinia publiczna nie dowie się nigdy, a ich nazwiska nic jej nie powiedzą.
      Prezydent wspiera ten układ, a układ się odwzajemnia tym samym. Są to kontakty
      nieformalne, niekorzystne z punktu widzenia państwa, czy racji stanu, mające na
      celu podtrzymywanie władzy belwederskiej ekipy. UOP jest traktowany
      instrumentalnie, wracają do jego struktur dawni pracownicy, dokonuje się
      restytucja systemu, który do 1989 r. zajmował się tropieniem i rozpracowywaniem
      opozycji demokratycznej. Na polecenie Wachowskiego "jego ludzie" w UOP nie
      cofną się przed niczym - prowokacją, podsłuchem czy infiltracją obecnej
      opozycji. W takich sprawach nie wydaje się pisemnych rozkazów, działania
      odbywają się na prośbę Wachowskiego, ale "bez jego wiedzy i zgody". W razie
      wpadki traktuje się je jako samowolne działanie funkcjonariusza.

      Prócz polityki personalnej promującej zasłużonych, niezweryfikowanych
      pozytywnie esbeków, istnienie nieformalnych układów dało się zauważyć w
      prezydenckiej odmowie podpisania ustawy redukującej emerytalne przywileje wciąż
      przysługujące pracownikom Służby Bezpieczeństwa.

      Wpływy Wachowskiego w MSW niezbyt widoczne wcześniej, stały się niemal
      jawne przy okazji ujawnienia w książce "Lewy Czerwcowy" faktu współpracy
      Wachowskiego ze służbami specjalnymi PRL. Wtedy głos w obronie Wachowskiego
      zabrało "pokolenie Świdra", absolwenci ASW i uczestnicy kursów, Mikusiński,
      Fonfara, Superczyński, ludzie BOR. Ci, którzy mogli się zdekonspirować. Akcja
      ratowania twarzy Wachowskiego osiągnęła poważne rozmiary, zaangażowano w nią
      nawet telewizję i prasę. Stołeczny Komendant Policji Wiktor Mikusiński (Świder
      75) ujawnił w odpowiednim momencie, że Wachowski razem z Jackiem Merklem,
      Lechem Kaczyńskim i Arkadiuszem Rybickim był 6 maja 1983 r. zatrzymany w
      Warszawie i spędził pewien czas na Rakowieckiej. Informacja została "newsem"
      telewizyjnej "Panoramy", chociaż ta właśnie "Panorama" nie zajmowała się
      wcześniej problemem "pomawiania ministra Wachowskiego o współpracę z SB". Ten
      sam Wiktor Mikusiński przekazał 29 stycznia br. telewizyjnym "Wiadomościom"
      informację, że w "marszu na Belweder" wzięło udział "od kilkuset do dwóch
      tysięcy osób". Według poufnych szacunków UOP w manifestacji wzięło udział ok.
      20 tysięcy osób, ostrożne szacunki mówiły o co najmniej 10 tysiącach. Kilkaset
      osób natomiast, umundurowanych funkcjonariuszy policji - a więc podkomendnych
      Mikusińskiego - zabezpieczało trasę marszu i obstawiało Belweder. Przekłamań
      dokonano niemal we wszystkich relacjach telewizyjnych z marszu na Belweder.
      Szczególnie przypominającą lata cenzury i prowokacji prasowych była
      relacja "Expresu Reporterów" pokazująca tumult i przepychanki pod Belwederem w
      czasie, gdy manifestanci śpiewali hymn państwowy. Dokonano prostej dla osób
      obeznanych z techniką telewizyjną manipulacji. Pod obrazki z marszu,
      dochodzenia pod bramę Belwederu i normalne zachowania manifestujących w tłumie
      osób podłożono pochodzący z późniejszych momentów dźwięk (śpiewanie hymnu)...."

      Źródło:

      Inga Rosińska, Paweł Rabiej, Droga cienia, wydawnictwo "AXEL", Łódź 1993,
      s. 29, 31-33, 36, 39, 55, 59-62, 75-77, 80, 103-104.

      Inga Rosińska, Paweł Rabiej

    • paskudaprawdziwa Tajemniczy szpieg u premiera 10.11.06, 19:15
      Jakies to nieodpowiedzialne, warcholskie. Latwo mozna zrobuc krzywde
      czlowiekowi, gorzej ja naprawic.

      Swoja drog chyba nikt nie watpi, ze Polska jest penetrowana przez obce wywiady.
      Polska ma zbyt dobre geopolityczne polozenie, aby zrezygnowac z trzymania reki
      na pulsie. Ciekawe w jakim stopniu "obce czynniki" maja one wplyw na
      podejmowane decyzje, w tym gospodarcze.

      Irracjonalnosc wielu politykow jest ewidentym sladem albo nie-do-ogarniecia
      glupoty, albo bycia na zoldzie obcych mocartw.
    • xyxyx1 Rod Giertych-Prawdziwi Polacy-przeczytaj-warto.... 11.11.06, 16:28
      Prawdziwi Polacy - Narodowosciowscy to od pokolen rodzina Giertych. Dziadek
      Romana Giertycha , Jedrzej Giertych wspolpracowal z Dmowskim - dla nich "Dobro
      Polski i Polskiego Narodu" to bylo najwazniejsze. "Pseudo-Polacy" ich za to nie
      nawidza i za wszelka cene pragna odsunac od polityki. Przeczytaj a zrozumiesz !!!

      en.wikipedia.org/wiki/Roman_Giertych
      en.wikipedia.org/wiki/Maciej_Giertych
      www.giertych.pl/
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,62906,1062309.html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka