mortadela
27.05.03, 15:03
A teraz wracam do święta. W tym roku po raz kolejny nasze dług publiczny
pobije własne historyczne maksimum i to we wszystkich możliwych kategoriach.
Według danych z MF na koniec roku 2002 dług sięgał 365 mld zł. W ciągu
pierwszych czterech miesięcy 2003 roku sam deficyt budżetowy wyniósł ok. 18
mld zł. i prawie w całości był sfinansowany z przyrostu tego długu. Łącznie
więc z pewnością na dzień dzisiejszy dług publiczny przekracza więc 380 mld
zł.
Tak się akurat składa, że osłabił się USD względem złotówki, aktualny kurs
nie przekracza 3,80 zł. za 1 USD. Co to oznacza? Że właśnie przekroczyliśmy
100 mld USD zadłużenia publicznego, zostaliśmy członkiem pewnego niezbyt
elitarnego klubu krajów rozwijających się z solidnym bagażem długu na plecach.
Korzystając z przesilenia rządowego wielu komentatorów życia publicznego
opiniuje obecnie ostanie 14 lat wolnej Polski, patrząc na ten okres z różnych
punktów widzenia. Proponuję spojrzeć również i pod tym kątem. W okresie
ostatnich 14 lat systematycznie powiększamy własne długi. Pomimo umorzeń
części starego post-komunistycznego długu ze strony Zachodu, prywatyzacji
przynoszącej ekstra miliardy do budżetu, czy w końcu szeregu reform
gospodarczych, dług ciągle narasta. Ba, on rośnie coraz szybciej. Na koniec
małe zobrazowanie naszego długu, gdyby tak spłacać dziennie 10 mln zł. (ok.
30 gr na osobę), nie uwzględniając dalszych odsetek, to spłata tylko samego
długu trwałaby ponad ... 100 lat.
Podsumowując na koniec, wchodzimy do UE z balastem ogromnego zadłużenia, w
momencie kiedy stoi ona chyba u progu największego swojego kryzysu
gospodarczego od kilkudziesięciu lat. Czy jesteśmy na to przygotowani?