Gość: Andrzej
IP: *.chello.pl
15.12.01, 00:10
Zadałem sobie trochę trudu i na podstawie danych z serwisu finansowego
www.money.pl sporządziłem wykres zmian inflacji i podstawowych stóp
procentowych w Polsce od stycznia roku 1998.
Inflacja rosła od lipca 1999 (6,2%) do lipca 2000 (11,6%). Potem od sierpnia
2000 w zasadzie ciągle spadała, by osiągnąć poziom 6% w marcu 2001. Stopy
procentowe w tym okresie (tzn. 08.2000-03.2001) stały w miejscu. Realne
oprocentowanie kredytów lombardowych, które było wcześniej na poziomie 10-11%
(najmniej 8,5% w październiku 1999, przed pierwszą podwyżką stóp o 3,5%)
podskoczyło wtedy do 16,5%, czyli o połowę. Gdy w marcu tego roku zaczęto
obniżać wreszcie stopy procentowe (wówczas inflacja roczna spadła prawie o
połowę od lipca 2000) robiono to w taki sposób, że wykresy stóp procentowych i
inflacji są prawie równoległe. Czyli dokładnie o tyle punktów zmniejszano
stopy, o ile zmniejszyła się inflacja. Zresztą Balcerowicz zawsze tak
uzasadniał redukcje stóp - że to żadna zmiana - po prostu dostosowanie się do
mniejszej inflacji. Z tego powodu realne oprocentowanie kredytu lombardowego
zmniejszyło się zaledwie do 13% w październiku 2001, a prawie przez cały ten
okres wahało się koło 14-15%.
Czy ktoś mi mógłby wytłumaczyć, dlaczego cięto w taki sposób? Powinno się chyba
zmniejszać stopy proporcjonalnie do względnych zmian inflacji, a nie po prostu
o tyle punktów procentowych o ile zmniejszyła się inflacja. Gdyby kontynuować
to podejście, przy zerowej inflacji będziemy mieli oprocentowanie kredytów na
poziomie 13%! Te wszystkie krzywe powinny chyba zbliżać się do siebie,
zmierzając w dół, a one są równoległe.