RPP - dlaczego cięli właśnie tak?

IP: *.chello.pl 15.12.01, 00:10
Zadałem sobie trochę trudu i na podstawie danych z serwisu finansowego
www.money.pl sporządziłem wykres zmian inflacji i podstawowych stóp
procentowych w Polsce od stycznia roku 1998.
Inflacja rosła od lipca 1999 (6,2%) do lipca 2000 (11,6%). Potem od sierpnia
2000 w zasadzie ciągle spadała, by osiągnąć poziom 6% w marcu 2001. Stopy
procentowe w tym okresie (tzn. 08.2000-03.2001) stały w miejscu. Realne
oprocentowanie kredytów lombardowych, które było wcześniej na poziomie 10-11%
(najmniej 8,5% w październiku 1999, przed pierwszą podwyżką stóp o 3,5%)
podskoczyło wtedy do 16,5%, czyli o połowę. Gdy w marcu tego roku zaczęto
obniżać wreszcie stopy procentowe (wówczas inflacja roczna spadła prawie o
połowę od lipca 2000) robiono to w taki sposób, że wykresy stóp procentowych i
inflacji są prawie równoległe. Czyli dokładnie o tyle punktów zmniejszano
stopy, o ile zmniejszyła się inflacja. Zresztą Balcerowicz zawsze tak
uzasadniał redukcje stóp - że to żadna zmiana - po prostu dostosowanie się do
mniejszej inflacji. Z tego powodu realne oprocentowanie kredytu lombardowego
zmniejszyło się zaledwie do 13% w październiku 2001, a prawie przez cały ten
okres wahało się koło 14-15%.
Czy ktoś mi mógłby wytłumaczyć, dlaczego cięto w taki sposób? Powinno się chyba
zmniejszać stopy proporcjonalnie do względnych zmian inflacji, a nie po prostu
o tyle punktów procentowych o ile zmniejszyła się inflacja. Gdyby kontynuować
to podejście, przy zerowej inflacji będziemy mieli oprocentowanie kredytów na
poziomie 13%! Te wszystkie krzywe powinny chyba zbliżać się do siebie,
zmierzając w dół, a one są równoległe.
    • Gość: MACIEJ` Re: RPP - dlaczego cięli właśnie tak? IP: *.ny5030.east.verizon.net 15.12.01, 06:28
      Bali sie coby ludzie kredytow za duzo nie pobrali.
      A juz najgorsi sa ci co biora kredyty konsumpcyjne i kupuja beemwuzki-czyli
      pieniadz idzie na rozwoj Niemiec a nie Polski.
      Bali sie tez ze spora czesc lokalnych przedsiebiorcow rozlozy sie i nie splaci
      kredytow.
      Bo najwazniejsze dla Polaka to dorwac sie do szmalu,a jak przyjdzie splacac
      bankowi-to juz niech sie bank martwi jak od Polaka te pieniadze wyciagnac.
      A trzecia kwestia-to na ile % byly wtedy depozyty w bankach-bo przeciez trzeba
      sciagnac szmalec zza granicy na rozne tam potrzeby panstwowe.
      A po czwarte-to po co wysilac sie z niskim kredytem i rozwojem gospodarczym-jak
      przyjdzie EU i to za nas wszystko zrobi.
      • Gość: Andrzej Stałe przykręcanie śruby (mimo cięć) IP: *.chello.pl 15.12.01, 18:24
        Dziękuję za odpowiedź na moje pytanie.

        Gość portalu: MACIEJ` napisał(a):

        > Bali sie coby ludzie kredytow za duzo nie pobrali.
        > A juz najgorsi sa ci co biora kredyty konsumpcyjne i kupuja beemwuzki-czyli
        > pieniadz idzie na rozwoj Niemiec a nie Polski.
        > Bali sie tez ze spora czesc lokalnych przedsiebiorcow rozlozy sie i nie splaci
        > kredytow.

        Czyli chodziło o znięchęcanie do kredytów w ogóle. Bo właściwie stale utrudniano
        ich spłacanie. Natomiast co do zakupu BMW to silny złoty raczej zachęca do tego.

        W międzyczasie zrobiłem jeszcze jeden wykres - wskaźnika równego ilorazowi
        oprocentowania kredytów i inflacji. Moim zdaniem jest on lepszym miernikiem
        trudności spłaty kredytów niż realne oprocentowanie kredytów (bezwzględne), bo
        czym innym jest realne oprocentowanie kredytu równe 15% przy inflacji 30%, a czym
        innym przy inflacji 4%! Okazuje się, że ten wskaźnik prawie cały czas rósł od
        połowy 2000 roku, a teraz jest najwyższy. Czyli faktycznie, mimo obniżek stóp,
        kredyty jest coraz trudniej spłacić. Powinienem jeszcze uwzględnić wielkość
        wzrostu, ale nie znalazłem tabel miesięcznych. Wówczas będzie jeszcze bardziej
        widoczne że stale pogarszały się warunki dla przedsiębiorców.
        Oni (RPP) formalnie poluzowywali, ale w rzeczywistości, przez to że to robili za
        słabo a inflacja szybko spadała, śruba była stale przykręcana. Można powiedzieć
        tylko, że gdyby tego nie robili (tak jak chciał jeden z członków RPP pan
        Dąbrowski który nigdy nie głosował za obniżką) to uścisk byłby jeszcze większy.

        > Bo najwazniejsze dla Polaka to dorwac sie do szmalu,a jak przyjdzie splacac
        > bankowi-to juz niech sie bank martwi jak od Polaka te pieniadze wyciagnac.

        Myślę że nie każdy Polak myśli jak Lepper i inni członkowie Samoobrony. Chyba nie
        jesteśmy jeszcze tak prymitywni. Banki święte też nie są. Prasa o tym pisała, że
        wiele kredytów było udzielonych lekkomyślnie, wiele świadomie ludziom
        niewiarygodnym (wiadomo dlaczego).

        > A trzecia kwestia-to na ile % byly wtedy depozyty w bankach-bo przeciez trzeba
        > sciagnac szmalec zza granicy na rozne tam potrzeby panstwowe.

        Widzę tylko jeden pożytek z tej polityki. Dzięki silnemu złotemu łatwiej jest
        spłacać długi. No może jeszcze warto dodać, że taniej jest za granicą.

        > A po czwarte-to po co wysilac sie z niskim kredytem i rozwojem gospodarczym-jak
        >
        > przyjdzie EU i to za nas wszystko zrobi.

        Ja się boję, że jak się zorientuje co się tutaj dzieje (jeśli wszystko się
        wcześniej nie zawali), to będzie utrudniać i opóźniać przyjęcie nas do siebie.
        Na razie delikatnie krytykuje polityke RPP i umieszcza nas na końcu listy
        kandydatów.
        • Gość: Biz Re: Stałe przykręcanie śruby (mimo cięć) IP: 217.97.163.* 16.12.01, 14:05
          Dodatkowe światło na słabość polityki gospodarczej Rządu i RPP rzuca sposób
          liczenia infalacji a dokładniej określenie koszyka produktów dla których
          inflację się liczy w Polsce.
          Okazuje się, że w tym koszyku podstawowe znaczenie ma żywność. A jak
          powszechnie wiadomo kształtowanie cen żywności w Polsce nie odbywa się przez
          działanie mechanizmów rynkowych a głównie poprzez decyzje polityczne:
          interwencję państwową(bezposrednie dopłaty do produkcji, dopłaty do
          oprocentowania kredytów dla polskich rolników, politykę rolną UE(dotacje do cen
          stosowane w UE do produkcji i do eksportu na polski rynek) oraz politykę
          importową polskiego rządu(kontygenty wolnocłowe na importowaną żywność).
          Podam przykład funkcjonowania takiego mechanizmu: przed dwoma laty nasz rząd
          nie doszacował produkcji roslinnej i ocenił zbiory na 10% pszenicy
          konsumpcyjnej mniej niż okazało się to w rzeczywistości. W następstwie tego
          podjeto decyzję o uruchomieniu bezcłowych kontygentów importowych na kilkaset
          tysięcy ton pszenicy co spowodowało zaimportowanie nadpodazowej pszenicy. Cena
          tej pszenicy dotowanej przez eksportujace kraje (w połączeniu z kursem
          złotówki) dała efekt przystopowania cen zywność żywności w Polsce na cały rok
          (dla wielu produktów spozywczych ceny te fizycznie nawet spadły) co
          doprowadziło do obnizenia liczonej przez analityków w taki sposób inflacji.
          Inny przykład: jeszcze rok wcześniej w Polsce mieliśmy do czynienia ze skrajnie
          niekorzystnymi(klęskowymi)warunkami pogodowymi. Produkcja roslinna spadła
          drastycznie o kilkanasnie procent. Nasi spece znowu się nie połapali i nie
          poluzowali na czas ceł na import zbóż na chleb. Na przednówku w maju i czerwcu
          nastąpił chwilowy nadpopyt i spekulacyjny wzrost cen zbóż chlebowych.
          Krótkotrwały ale bardzo znaczny wzrost cen został odebrany przez "specjalistów"
          z RPP jako wystarczajacy sygnał rynku(!) do zmiany polityki i przykrecenia
          śruby procentowej(skokowo wzrosło oprocentowanie, Balcerowicz wezwał do
          schładzania gospodarki)
          Wniosek jest nastepujacy: koszyk produktów przyjetych do liczenia inflacji nie
          pokazuje nawet w przyblizeniu sytuacji panujacej w gospodarce. Nawet losowe
          zdarzenia i błędy w bieżącej polityce gospodarczej mogą zafałszować znacznie
          liczoną w ten sposób inflację. Jeżeli uwzglednimy faktu że taki wskaźnik
          inflacji jest głównym odnosnikiem dla RPP do podejmowania decyzji to chyba
          wiecej nie należy niczego tłumaczyć.
          Fakt że to nie rynek a rząd "ręcznie" okresla wiekszość cen(np. cena urzedowa
          na skup zbóż)towarów w koszyku tworzy błedne decyzyjne koło. Argentyńskie tango
          Rządy RP i RPP. Jaki będzie finał? Oby nie taki jak w stolicy tanga!
          Dziekuję Andrzeju za ciekawą analizę i pozdrawiam wszystkich uczestników forum.
          • Gość: MACIEJ Re: Stałe przykręcanie śruby (mimo cięć) IP: *.ny5030.east.verizon.net 17.12.01, 02:26
            Niezwykle ciekawe wypowiedzi.
            Widze Andrzej ze poprawiles mnie tam gdzie trzeba-no wiec zgadzam sie z toba w
            100%.
            Ale jeszcze ciekawiej do tematu podszedl biz.
            Niestety mamy za duzo rzadu w rynku,co wskazuje na przerost administracyjny.
            Widze ze nasz rzad nie bardzo stac na dobre rzadzenie i dlatego jak na
            zbawienie czekaja na wejscie do EU.
            • Gość: Czarek Re: Stałe przykręcanie śruby (mimo cięć) IP: 217.96.114.* 19.12.01, 10:38
              Cieszy mnie ta dyskusja, zwłaszcza jej niezły poziom merytoryczny.
              Pozwolę sobie poruszyć kilka wątków.
              1. Unia Europejska nie wybawi nas z żadnych kłopotów, to my damy jej duży rynek
              zbytu (juz daliśmy jej z początkiem lat 90, walnie przyczyniając się do wzrostu
              koniunktury lat 90)Przeciez jasno na każdym kroku widac jak się odbywa handel z
              Unią (pod byle pretekstem zamykają granice gdy nasz eksport choćby w
              najmniejszym stopniu zagraża ich firmom {budownictwo , art. rolne})
              2. Unia działała wyśmienicie gdy były w niej bogate państwa. Obecnie
              przyjmowane są coraz biedniejsze(nie bedę kończył myśli)
              Skostniałe struktury, układy ,układziki, przerost administracji, walka o stołki
              (też chyba jasne)
              3.Z innej beczki. Co do roli RPP i p. Balcerowicza w doprowadzeniu gospodarki i
              budżetu do takiego stanu to oceniam ją na 50% (drugie 50% to rozdawnictwo
              przedwyborcze i brak decyzji w temacie cięć wydatków - rządu p.Buzka).Myślę że
              decydujące było półroczne opóźnienie w obniżaniu stóp mimo wyraźnych symptomów
              stagnacji gospodarczej.Alan Grinspan zaczął te działania dokładnie pół roku
              wcześniej.
              4.Wyraźnie widać że wszystkie działania p. Balcerowicza w tej 10-cio letniej
              historii sprzyjają zachodnim gospodarkom, a jeśli skapnie przy tym cos polakom
              to powinni byc wdzięczni. Ostro ujęte?, być może ale ...."Boże chroń mnie od
              przyjaciół, bo z wrogami sam sobie poradzę", że przytocze znanego kardynała z
              Francji.
              • Gość: Jasio Do dyskutantow IP: 194.128.169.* 19.12.01, 17:34
                Panowie,

                Podobnie jak p. Czarkowi jest mi przyjemnie uczestniczyc w merytorycznej
                dyskusji (brak wyzwisk i innych chwytow erystycznych).

                Moja ponizsza wypowiedz (albo jak niektorzy mowia MY POINT IS) jest tylko
                trywialnym stwierdzeniem, ktore ma "pozatykac" sciezki dyskusji na tematy
                pozorne - np takie gdzie sugeruje sie istnienie obok siebie i niezaleznosc
                POLITYKI FISKALNEJ od POLITYKI MONETARNEJ.

                Panie Andrzeju,
                Tak jak przedstawil to Maciej (z ktorym dyskutowalem na podobne tematy) RPP
                obawiala sie silnej ekspansji kredytowej w bankach komercyjnych. Chcialem
                przypomniec ze przynajmniej raz taka ekspansja miala miejsce w pozniejszej
                czesci kadencji Hanny Gronkiewicz. Blady strach na wladze monetarne w naszym
                regionie padl po doswiadczeniach wegierskich z 1998r i podobnych
                doswiadczeniach Chorwacji i Slowenji.

                A teraz do rzeczy:

                Stymulowanie gospodarki (w ktora monetarysci nie wierza a neo-keynsisci
                uwielbiaja)moze odbywac sie w dwoch sferach: fiskalnej albo monetarnej i sa one
                identyczne co do skutkow o okresie kilku lat (nie koniecznie 1 roku).

                Dla wyjasnienia:
                1. (POLITYKA FISKALNA) mozna podwyzszyc podatki/zwiekszyc deficyt budzetowy
                ALBO
                2. zwiekszyc inflacje i odebrac dochody poprzez zmniejszenie wartosci portfela
                P. Kowalskiego/udostepnic tansze pieniadze (m in do budzetu) poprzez redukcje
                stopy procentowej lub czesciowo poprzez redukcje rezerw obowiazkowch na
                depozytach klientow.

                Oczywiscie istnieje spektrum mozliwosci jesli chodzi od rozwiazania posrednie:
                to jest troche inflacji/obnizki stop procentowych i troche deficytu/zwiekszenia
                podatkow. Przejscie krytycznego punktu np wtedy gdy:

                A. DEFICYT JEST ZA DUZY - pieniadze wpompowywane w gospodarke nie daja nic poza
                zwiekszeniem importu konsumpcyjnych towarow

                B. NASTEPUJE za silna EKSPANSJA MONETARNA (np poprzez emisje pieniadza lub
                poluzowanie stopy procentowej lub rezerw obowiazkowych na depozytwach) ktora
                powoduje zwiekszajaca sie inflacje bez rownoczesnego trwalego (5 lat?) wzrostu
                gospodarczego.

                - jest uwazane przez wszystkich za zabojcze

                W obecnym czasie dyskusja toczy sie o to czy:
                a. deficyt jest za duzy.
                b. polityka monetarna jest za 'slaba'

                ad a. Jesli polska gospodarka znajduje sie ponizej optimum przy ktorym
                gospodarka mogla by efektywniej pracowac, wtedy dalsze rozdecie budzetu powinno
                by zadzialac (Ach jakzesz ten Bush sie broni przed takim rozwiazaniem).

                Nie przesadze chyba jesli powiem, ze skutki i wielkosc deficytu budzetowego za
                mierzalne niemal natychmiast i mozna z pewnym trudem ale zawsze wskazac kto
                otrzymal pieniadze z budzetu a wiec ktora czesc spoleczenstwa (i politycy)
                naciskali na istnienie takiego deficytu. Oczywiscie nakladanie podatkow nie
                musze dodawac nie jest politycznie bardzo wygodne - spoleczenstwo w Polsce
                rowniez reaguje alergia na podatki a o zwiekszaniu podatkow - lepiej nie mowic
                glosno.

                ad. b. No wiec jak innaczej pobudzic gospodarke? Mozna poprzez ekspansje
                monetarna ale RPP nie chce tego zrobic - co wiecej zaostrza polityke monetarna
                efektywnie - zgadzam sie absolutnie do do tego z p. Andrzejem.

                Dodam ze stosowanie liberalnej polityki monetarnej nie jest niebezpieczne
                politycznie dotad dokad spoleczenstwo akceptuje wzrost inflacji. Z chwila gdy
                spoleczenstwa odrzucaja inflacje (np kupuja dolary) polityka monetarna staje
                sie nie skuteczna a prowadzenie interesow bardzo utrudnione. To jednak zawsze
                trwa - czasem nawet dluzej niz 2-3 lata....

                Kto ma racje zwolennicy konserwatywnej czy liberalnej polityki finansowej?

                Otoz albo:

                1. ci maja racje ktorzy twierdza ze obecny deficyt budzetowy NIE jest za duzy.
                W takim wypadku jest prawda ze RPP stosuje za ostra polityke budzetowa - moga
                powiedziec ze narzedzia monetarne beda bardziej efektywne w obecnej sytuacji i
                spelnia (narzedzia monetarne) lepiej role stymulatora gospodarki od dodatkowo
                zwiekszego deficytu.

                2. ci ktorzy twierdza ze obecny deficyt jest O WIELE za duzy - ale wtedy
                stosowanie bardziej liberalnej polityki monetarnej nie ma sensu - bo ilosc
                pieniadza w obiegu zostalaby jeszcze dodatkowo zwiekszona (ilosc pieniadza w
                tym wypadku to = wydatki budzetowe + zwiekszona podaz kredytow) a przeciez mowi
                sie ze deficyt jest za duzy tylko wtedy gdy gospodarka nie ma wiekszych
                korzysci z istnienia takiego deficytu.

                Oczywiscie zgadzam sie z p. Biz, ze sposob naliczania inflacji jest bardzo
                istotny i sposob ustalenia inflacji bazowej w odroznieniu od
                inflacji 'zbiorczej' (?) jest niezwykle istotny. Niestety nie potrafie
                dyskutowac o tym temacie gdyz nie mam bazy informacyjnej takiej jaka ma np GUS
                albo NBP aby doprowadzic do rozroznienia bazowej od 'zbiorczej' inflacji i moge
                tylko sprobowac szacowac jak p. Biz. Dodatkowo to zadanie jest utrudnione przez
                brak danych co do zachowania cen w trakcie pelnego cyklu gospodarczego - takie
                doswiadczenie jest wlasnie zbierane.....

                Niezaleznie od tego ktory z dyskutantow jest za opinia taka czy inna na temat
                budzetu - jestem pewien ze zgodzimy sie ze: TERTIUM NON DATUR EST

                Mam swoja opinie na temat tego czy polska gospodarka reaguje na bodzce fiskalne
                (a wiec i monetarne) lub tez nie. Ale jestem pewien ze kazdy z panow posiada
                taka opinie i nie widze potrzeby wyrazania swojej w tym momencie.


                Z wyrazami szacunku,

                Glupi Jasio - ten z piosenki Jacka Kaczmarskiego

                • Gość: Szu Re: Do Glupiego Jasia IP: *.dialinx.net 20.12.01, 00:26
                  Gość portalu: Jasio napisał(a):

                  > Panowie,

                  > A teraz do rzeczy:
                  >
                  > Stymulowanie gospodarki (w ktora monetarysci nie wierza a neo-keynsisci
                  > uwielbiaja)moze odbywac sie w dwoch sferach: fiskalnej albo monetarnej i sa one
                  >
                  > identyczne co do skutkow o okresie kilku lat (nie koniecznie 1 roku).
                  >
                  > Dla wyjasnienia:
                  > 1. (POLITYKA FISKALNA) mozna podwyzszyc podatki/zwiekszyc deficyt budzetowy
                  > ALBO
                  > 2. zwiekszyc inflacje i odebrac dochody poprzez zmniejszenie wartosci portfela
                  > P. Kowalskiego/udostepnic tansze pieniadze (m in do budzetu) poprzez redukcje
                  > stopy procentowej lub czesciowo poprzez redukcje rezerw obowiazkowch na
                  > depozytach klientow.
                  >
                  Re.1 Od kiedy to zwiekszanie podatkow pobudza gospodarke?
                  Re.2 Inflacja obniza dochody jedynie spekulantom (to dobrze), jak rowniez glupim
                  Jasiom (to zle), ktorzy trzymaja pieniadze w bankach. Dochody "zdrowego" biznesu
                  wzrastaja.
                  • Gość: Jasio Do p. Szu IP: 194.128.169.* 20.12.01, 10:42
                    Panie Szu,

                    Dziekuje za polemike i odpowiadam.

                    Cytuje "Re.1 Od kiedy to zwiekszanie podatkow pobudza gospodarke?"
                    Odpowiedz: Niestety wielu politykow gospodarczych, ktorzy wierza w stymulowanie
                    gospodarki wydatkami rzadowymi i przecietny Kowalski daliby dwie odpowiedzi:

                    Odpowiedz pierwsza: zwiekszenie podatkow umozliwia utrzymanie wydatkow np
                    infrastrukturalnych (np nowa autostrada do granicy z EU (Niemcami) lub
                    wybudowanie drogi w biednej podlubelskiej wsi bez podrazania kosztow pieniadza
                    na rynku a wiec i kredyt jest dostepny po bardziej przystepnej cenie a
                    jednoczesnie dostepna infrastruktura dodatkowo napedza 'business'.

                    Odpowiedz druga: Podatki zabijaja tylko przedsiebiorcow i powoduja likwidacje
                    popytu dlatego lepiej jest otworzyc deficyt budzetowy, ktory pobudzi popyt a
                    jednoczesnie pozwoli na wydatki rzadowe na infrastrukture. W mniemaniu tej
                    szkoly dzialania i myslenia koszt podrozenia pieniadza bedzie o wiele mniejszy
                    od kosztu nie otworzenia deficytu budzetowego.

                    Panie Szu: ja nie wierze w zadne z powyzszych dwu odpowiedzi i podzielam Pana
                    niechec do duzych podatkow.


                    Co do Pana drugiego komentarza "Re.2 Inflacja obniza dochody jedynie
                    spekulantom (to dobrze), jak rowniez glupim Jasiom (to zle), ktorzy trzymaja
                    pieniadze w bankach. Dochody "zdrowego" biznesu wzrastaja."

                    Na samym poczatku zakladam ze mowi pan o inflacji nie przekraczajacej powiedzmy
                    15% p.a. albo jesli pan woli poziomu przy ktorym Kowalski nie zamienia calej
                    wyplaty na dolary poniewaz niewierze zeby powolywal sie pan na przyklad Rumuni
                    (tam inflacja siega 31% [a deficyt budzetowy 8.4% GDP])- niech mi pan wierzy
                    business ten 'zdrowy' ma sie tam bardzo zle.

                    Gdyby zalozyc ze mowimy o stosunkowo umiarkowanej inflacji to wtedy moim
                    zdaniem tzw zdrowy business jest nadal pozbawiony optimum dzialania. Dlaczego?
                    Poniewaz inflacja jest podatkiem i to w dodatku podatkiem ktora 'bije' w
                    szeroka baze potencjalnych klientow a ci jak pan wie decyduja o wielkosci
                    popytu na rynku.
                    Tu wyjasnienie: najbogatsi ktorych jest tylko kilka procent i ich wydatki sa
                    nieznaczace jesli chodzi o popyt na poziomie kraju (bo ile mozna zjesc chleba)
                    potrafia sie obronic przed inflacja. Ale Kowalski ma z tym duze klopoty - albo
                    wymieni pieniadze na dolary ale to sie nie oplaca w przedziale dajmy na to 6%-
                    12% albo bedzie musial bardzo oszczedzac zeby nadrobic straty w
                    wyniku 'podatku' inflacji.

                    Oczywiscie sytuacja staje sie bardziej ciekawa przy poziomie inflacji 2-4% i tu
                    bym sie zgodzil - taka inflacja moze (ale nie musi) pomoc
                    przecietnemu 'zdrowemu' interesowi.

                    Pozdrowienia,

                    Glupi Jasio - ten z piosenki Jacka Kaczmarskiego
                  • Gość: Rycho Re: Do Szu IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 20.12.01, 12:20
                    Spekulantom inflacja napędza dużo kasy,biednym natomiast odbiera.Dokładnie
                    odwrotnie niż Ty to napisałeś.Jeżeli masz trochę wolnej gotówki pospekuluj
                    zabaczysz,że im większy burdel tym lepiej na tym wyjdziesz.
                    • Gość: Szu Re: Do Szu IP: *.dialinx.net 20.12.01, 17:01
                      Gość portalu: Rycho napisał(a):

                      > Spekulantom inflacja napędza dużo kasy,biednym natomiast odbiera.Dokładnie
                      > odwrotnie niż Ty to napisałeś.Jeżeli masz trochę wolnej gotówki pospekuluj
                      > zabaczysz,że im większy burdel tym lepiej na tym wyjdziesz.

                      Panie Rychu,

                      Piszac "spekulanci" mialem na mysli banki i ich spekulacje papierami
                      (obligacjami). Zgadzam sie, na "stock market" przy wiekszej inflacji mozna wiecej
                      zarobic, a to dlatego, ze corporate profit wzrasta(o czym pisalem)i napedza ceny
                      akcji.

                • Gość: Biz Re: Do dyskutantow IP: 217.97.163.* 20.12.01, 00:43
                  Czy celem polityki RPP jest maksymalne zbijanie inflacji, czy może wykonanie
                  inflacji na zadanym poziomie, a może głównym celem jest dbanie o jakość
                  pieniądza?
                  Muszę przyznać, że słyszałem z ust polityków rózne definicje zadań RPP.
                  Tylko pozornie te cele są tozsame. Bo jezeli uznamy, że RPP winna realizować
                  cele określone w budżecie państwa(planowany wskaźnik inflacji) to zbyt szybkie
                  zbicie inflacji jest równie złe jak zbyt wolne jej obniżanie. Jeżeli uznamy, że
                  głównym jej zadaniem jest dbanie o jakość naszej waluty to moim zdaniem nie
                  jest to zadanie jednoznaczne z utrzymaniem kursu naszej waluty na sztucznie
                  zawyzonym poziomie w stosunku do innych walut. Truizmem jest stwierdzenie, że
                  waluta tyle jest warta ile gospodarka kraju i predzej czy później złotówka
                  skokowo do poziomu gospodarki polskiej zostanie sprowadzona przez rynek.
                  Cel inflacyjny musi współgrać z celami gospodarczymi bo w przeciwnym razie może
                  się okazać, że koszt polityki sztucznego wzmacniania pieniądza może
                  niekorzystnie się odbić na gospodarce i w dłuższej perspektywie Rada swoimi
                  decyzjami zamiast wzmocnić osłabi nasz pieniądz.
                  Wracam do pytania tytulowego naszej dyskusji: dlaczego RPP właśnie tak tnie?
                  Pomijając moją watpliwość, czy cel inflacyjny jest profesjonalnie zdefiniowany
                  (dla mnie jest on bardziej wskaźnikiem socjalnym niż makrogospodarczym)
                  to w zaleznosci od zdefiniowaniai zadań RPP ocena działań Rady może być
                  diametralnie rózna- pozytywna tylko w przypadku zdefiniowania celu jako
                  maksymalnie szybszego zbijania inflacji bez względu na warunki zewnetrzne i
                  koszty.
                  Pozdrawiam.
                  Biz
                  praktykiem i wiem że warunkiem skutecznego działania jest okreslenie celów,
                  wyznaczenie osób za ich
                • Gość: Wojtek Re: Do dyskutantow IP: 194.181.74.* 20.12.01, 07:31
                  Powiem krótko - szanujmy nasz pieniądz, bo przez poszanowanie pieniądza
                  szanujemy się nawzajem. Stopień inflacji z moich szacunków jest trochę
                  zaniżony, należałoby zweryfikować. Mechanizmy jakie trzeba uruchomić - fachowcy
                  niech myślą - ogólnie poszanowanie wszystkich czynników w gospodarce ze strony
                  rządu, producentów, handlowców, konsumentów itd. Jeżeli będziemy patrzeć jak tu
                  kogo "oskubać" stosując naukowe wywody to ja już dalej nic nie mówię.
        • Gość: ols liczy sie tylko interes banko IP: 195.205.254.* 20.12.01, 08:05
          polityka RPP i opinie takich "ekspertow" jak np Pan
          Jankowiak zawsze zmierzaja w jednym kierunku, liczy sie
          tylko interes bankow, udziela sie kredytow znajomym za
          lapowki i po "uwazaniu" a koszty wrzuca sie na
          splacajacych kredyty kredytobiorcow. Malo kto nie
          splaca kredytu a gdyby porownac jak roslo
          oprocentowanie kredytow po podnoszeniu stop
          procentowych a jak spada przy obnizce - to dopiero
          wyglada ciekawie RPP trzeba rozgonic - stopy powinien
          ustalac prezes NBP i byc powolywany i odwplywany przez
          prezydenta w dowolnej chwili jak za sluszna uzna
          prezydent - i moze bylyby wtedy pieniadze na zasilki
          dla bezrobotynych ile kosztuje nas utrzymanie RPP
          miesiecznie i co z tego mamy ?
          • Gość: MACIEJ Dlaczego cieli wlasnie tak. IP: *.ny5030.east.verizon.net 20.12.01, 10:03
            Hi Szu.
            Nie da sie ukryc ze masz racje z tymi dwoma zarzutami w stosunku do wypowiedzi
            Jasia.
            Stymulowanie gospodarki:
            "1-Mozna podwyzszyc podatki/zwiekszyc deficyt budzetowy."
            Ja zrozumialem ze druga czesc zdania-"zwiekszyc deficyt budzetowy" jest istota
            punktu pierwszego,a mozna to osiagnac poprzez zmiane podatkow.
            Oczywiscie masz racje ze przez zmniejszenie.
            "pkt 2-Inflacja odbiera dochody Jasiom ,ktorzy trzymaja pieniadze w bankach ale
            nie dotyczy zdrowego biznesu."
            Tu juz bym bardzo dyskutowal.
            W wiekszosci krajow,zdecydowana wiekszosc ludzi(poza USA) trzyma wiekszosc
            swojego dorobku zyciowego w bankach.
            I tu inflacja bije Jasia po pietach tak samo w Polsce jak i w UK.
            Co sie dzieje gdy inflacja idzie w gore?
            Stopy procentowe ida w gore.
            Co sie dzieje kiedy stopy procentowe ida w gore?
            Kredyt drozeje.
            Tu dla przypomnienia.Kazdy biznes musi miec konto w banku i tu dostaje w piety
            tak jak Jasio.
            Kazdy biznes korzysta z kredytow.
            No wiec co sie dzieje kiedy kredyt drozeje?
            Ludzie nie chca zaciagac kredytow i wartosc "zdrowego biznesu"spada.
            Ludzie nie chca rowniez zaciagac kredytow konsumpcyjnych i kupowac
            produktow "zdrowego biznesu".
            Upraszczajac:zakupy towarow i biznesow spadaja przy wysokiej inflacji i wysokim
            oprocentowaniu kredytow.
            A teraz ja czepne sie Jasia.
            ad a)"Jesli polska gospodarka znajduje sie ponizej optimum,przy ktorym
            gospodarka mogla-by efektywniej pracowac,wtedy dalsze rozdecie budzetu powinno
            by zadzialac(Ach jakze ten Bush sie broni przed takim rozwiazaniem)."
            Jasiu-ja wiem i ty wiesz ze Bush obnizyl podatki dla ludnosci,a teraz przepycha
            przez Senat obnizke podatkow dla biznesow.
            Nie dam ci sie tak latwo skolowac jak ostatnim razem.
            Musisz innym miodem ten lep posmarowac.
            Poza tym Jasio-mnie nauczycielka powiedziala w szkole:Jesli chcesz dobrze
            nauczyc swoje dzieci,to nie mozesz zapomniec o robieniu bledow,ktore te dzieci
            powinny byc w stanie skorygowac.
            I jesli z trzech bledow skoryguja tylko dwa-to juz wiesz na co masz zwrocic
            uwage w dalszej nauce.
            Pozdr.

            • Gość: Jasio Do Macieja IP: 194.128.169.* 20.12.01, 11:56
              Macieju,

              napisalem w replice do Szu ze nie podzielam pogladu tych ktorzy czy to poprzez
              zwiekszenie budzetu rzadowego (federalnego rowniez ;)) czy to zwiekszenie
              deficytu budzetowego szukali panaceum na cokolwiek w gospodarce i podpisuje sie
              pod tymi ktorzy staraja sie ograniczac podatki i deficyt budzetowy (ktory
              podraza pieniadz (bo przeciez Macieju, rzad musi jakos finansowac ten deficyt a
              to podnosi I/R na T-securities).

              Moj komentarz jak sam widziales nie dotyczyl moich pogladow (i napisalem 'this
              is my point') tylko operowal powszechnie znanymi kwestiami i jestem pewien ze
              kazdy 'street-smart' na Queens'sie (NY) by sie podpisal pod tymi trywialnymi i
              stereotypowymi zdaniami. Nikt dzisiaj nie kloci sie o te proste prawdy i nie ma
              co do nich zadnych oporow ani w swiecie businessu ani w swicie ekonomistow.

              Po prostu tak juz jest ze polityke fiskalna prowadzi Tresury Dept. (czytaj
              prezydent) a polityke monetarna prowadzi FED a obie sa ze soba powiazane przez
              Money Markets. Prawdziwa dyskusja (ta w White House, i w obu izbach Kongresu i
              nawet na Chicago University w duzym stopniu) zaczyna sie i konczy sie na ocenie
              stanu gospodarki Macieju. Czy gospodarka jest 'at optimum' czy ponizej. W
              zaleznosci od tego politycy ekonomiczni np. Greenspan stosuja narzedzia
              pobudzajace gospodarke, schladzajace je czy tez programowo wstrzymuja sie od
              ich stosowania.

              Jesli czytales wczorajsze FT to widziales zapewno artykul gdzie atakuja
              Greenspan'a za to ze zbyt pozno rozpoczal ekspansje monetarna i dlatego nie ma
              efektow jego dzialania (zwiekszony chwilowy popyt w okresie swiatecznym jest
              wliczony w te utyskiwania na ogolny brak ruchu w gosp USA). Problem w tym ze z
              calym szacunkiem dla tych ktorzy pisali ten artykul,ze jest jeszcze gorzej - po
              prostu gospodarka USA w jej obecnym stanie nie reaguje na bodzce monetarne. Ale
              wiara w to ze gospodarka jest 'below capacity' ciagle istnieje i widzac
              rozpaczliwe wysilki za pomoca 'supply side instruments' czyli Bush'a
              probujacego pobudzic gospodarke przez obnizenie gospodarki (i nie zwiekszenie
              deficytu - o naiwnosci [patrz na stats dla Reganomics dotyczace supply side)
              jest ostatnim instrumentem i krzykiem w obozie tych ktorych sie zwie 'neo-
              keynesistami' w ekonomii.

              'Street-smarts' z trading floors w bankach inwestycyjnych mowia ze gielda jest
              ciagle przewartosciowana i wszyscy sa dalej cholernie nerwowi ( a przeciez
              argument o antraksie i afganistanie juz nie moze wiecej byc stosowany
              wyloacznie do wyjasnienia przyczyn slabosci akcji przedsiebiorstw). Macieju -
              prawdziwa skala kryzysu bedzie znana dopiero za kilka miesiecy kiedy ustali sie
              jaki jest prawdziwy stopien zadluzenia przedsiebiorstw (vide Enron case) i ich
              mozliwosci splacania kredytow (czyli cash flows i/lub EBITDA) - i bedzie to
              bardziej istotne niz obnizenie stopy procentowej. nie zapominaj ze oprocz
              interest trzeba splacac od czasu do czasu principal. Bedzie to prawdziwy test.

              Mowiac szczerze martwi mnie fakt ze potanienie ropy nie pomaga - to bardzo zly
              znak. A co ty o tym myslisz?

              I jeszcze troche tytulem pol-zartu: rzeczywiscie w szkolach polskich niektorzy
              starsi nauczyciele stosuja zasade 2/3 (nawet jak sie dwa razy pomylisz to za
              trzecim razem proboj a bedzie dobrze). W tym wypdaku wole jednak amerykanska
              metode 3/10. Mowi ona lepiej podjac 10 decyzji niz 3 dlatego ze w pierwzym
              wypadku trzeba miec wyjatkowego pecha aby popelnic 5 zlych z dziesieciu a
              wyjatkowego szczecia w drugim przypadku zeby dokonac 2 dobrych z trzech).
              Greenspan podjal juz 7 niewlasciwych decyzji (amerykanin madr po 7-miu
              szkodach? chyba nie bo mowi o nastepnej obnizce i/r).

              I jeszcze jedno: powiekszenie znacznie potencjalu capacity gosp USA lezy w
              szkolnictwie (ostatni raport OECD tylko to potwierdza). Oczywiscie podobnie jak
              ty wierze ze uproszczenie podatkow i ich obnizenie na tyle ile to mozliwe jest
              dobre dla gospodarki ale nie w okresie roku tylko w okresie cyklu ekonomicznego.

              Pozdrowienia,

              Glupi Jasio- ten z piosenki o Jacku Kaczmarskim

      • Gość: szczepik Re: RPP - dlaczego cięli właśnie tak? IP: 195.116.62.* 03.01.02, 15:37
        Z tego co pamiętam, a jakoś nigdzie się o tym nie wspomina, RPP ma uprawnienia,
        by narzucić bankom coś w rodzaju limitu przyznawanych kredytów. Więc
        tłumaczenie się przez RPP niechęcią do obniżania stóp, spowodowaną potencjalnym
        wzrostem zakupów na kredyt (szczególnie dóbr importowanych, co miałoby
        przyczynić się do pogorszenia bilansu handlowego) jest śmieszne. Podejrzewam,
        iż gdyby RPP potrafiła korzystać z nadanych jej praw i mielibyśmy niską
        inflację i tanie kredyty inwestycyjne, co pozwoliłoby odbic się od dna naszej
        gospodarce.
    • Gość: zigzag ...ale o co chodzi? IP: 172.30.19.* 20.12.01, 08:53
      Co z tych naukowych wywodów wynika?
      Nikogo nie posądzam o brak wiedzy, zwłaszcza forumowiczów ale i RPP p.B i innym
      majsterkowiczom brakuje albo wyobraźni albo tego czegoś dzięki dobry menadżer
      robi z przeciętnej firmy prawdziwego giganta.
      Nie wystarczy posiąść wiedzę trzeba umieć ją wykorzystać z intuicją pozwalającą
      ominąć manowce.
      A teraz spójrzmy na efekty:
      RPP nigdy nie udało się zrealizować celu inflacyjnego przestrzelony albo od
      góry albo od dołu , powiecie turbulentne otoczenie makro, nie bardziej niż
      trudne realja rynkowe w skali mikro i zapytam się ile szans dalibyście
      kierownikowi we własnej firmie na zrealizowanie planu?
      Pan B. jest dalej dumny z siebie choć tak się przeraził tempem wzrostu że
      postanowił go chłodzić zamiast dać drugi oddech krajowym inwestorom ciąć
      podatki i stopy wtedy gdy idzie najlepiej a nie najgorzej, bo wtedy ludzie
      patrzą w przyszłość z optymizmem maja pomysły i chcą je realizować( teraz to
      szkoda mówić), koniunktórka rozgrzana inwestycjami zagranicznymi , które tak
      szybko jak weszły tak szybko mogą wyjść co jest b.prawdopodobne
      gdy „nieprzewidywalne” wydarzenia w otoczeniu zamieniły lekki chłodek w
      hibernację.
    • Gość: Andrzej Oby nie druga Argentyna zamiast Unii Europejskiej IP: *.chello.pl 20.12.01, 10:59
      Witam wszystkich. Miło mi że te moje wyliczanki wywołały tak ciekawą dyskusję.

      Bardzo mnie niepokoi rozwój sytuacji w Argentynie i podobieństwa do Polski. W
      ubiegłym tygodniu był artykuł w "Newsweeku" z którego wynika, że sytuacja w
      Argentynie, w której za gospodarkę (do wczoraj) odpowiadał argentyński
      Balcerowicz - Domingo Cavallo i w Polsce jest bardzo podobna. Takie parametry
      jak: dług publiczny, deficyt na rachunku bieżącym i bezrobocie są prawie
      jednakowe. Argentyna ma silną walutę (nie wiem czy nadal), bo związała peso na
      sztywno z dolarem. Jeśli czytacie wiadomości, po wczorajszych zamieszkach w
      Buenos Aires i innych miastach, grabieży sklepów, ogłoszono tam właśnie stan
      wyjątkowy. Ale tam jest bezrobocie na poziomie 19%, a nas czeka według
      niektórych prognoz 25% w przyszłym roku!
      Wnioski z tego są takie, że waluta nie moze być zbyt silna (nawiasem mówiąc,
      kryzys argentyński już nam trochę pomógł - złoty nieznacznie osłabł dziś rano),
      nie warto śpieszyć się do euro i potrzebna jest dobra "policy mix", czyli
      koordynacja polityki fiskalnej i monetarnej. Ale to naprawdę musi być "mix" a
      nie dyktat RPP. Profesorowie są przeważnie nadmiernie ambitni, apodyktyczni,
      nie potrafią przyznać się do błędów (osłabiona odwaga cywilna) i mają
      skłonności do bujania w obłokach, niewiele wiedzą o życiu prostego ludu.
      Jestem za rozszerzeniem RPP, dodaniem do niej przedstawicieli przedsiębiorców,
      ale nie tych malowanych w rodzaju pani Bochniarz. Potrzebny jest ktoś o
      szerszych horyzontach (ktoś taki jak p. Biz).
      To chyba nie jest normalne, że profesorowie z RPP doprowadzili do inflacji o
      połowę niższej od planowanej (tzw. celu inflacyjnego). Wszelka krytyka spływa
      po nich (poza Rosatim, ale dopiero ostatnio) jak woda po gęsi.

      Pozdrawiam wszystkich dyskutantów.

      Ponieważ niewykluczone że nic mądrego w najbliższych dniach nie wymyślę, życzę
      już dzisiaj wszystkim Wesołych Świąt.

      Andrzej

      P.S. Jeszcze drobiazg. W jednej z poprzednich "Polityk" przeczytałam, że w tym
      roku (czyli roku wysokiego oprocentowania kredytów i silnego złotego) popyt
      na najbardziej luksusowe auta wzrósł o połowę (dane firmy Samar). Czyli
      kredyty były wcześniej zaciągane przez przeciętnie zarabiających Polaków i
      wydawane na auta krajowej produkcji, a nie "beemwózki". To w tym
      roku "pieniadz szedł na rozwoj Niemiec a nie Polski".

      • Gość: Andrzej Suplement IP: *.chello.pl 20.12.01, 11:27
        Chciałbym podziękować wszystkim którzy do tej pory starali się odpowiedzieć na
        moje pytanie z tytułu wątku.

        Przy okazji jeszcze coś, co się wiąże z zagadnieniem czyich interesów broni RPP
        (mniej więcej ustaliliśmy to już). Przed wczorajszym posiedzeniem i po nim
        stale podawane są wypowiedzi przedstawicieli "rynku". Co ciekawe - są nimi
        wyłącznie różni doradcy bankowi. Oni urabiają opinię - ich zdaniem można
        ewentualnie obnizyć stopy o 1.5% w styczniu, lutym 2002. Są to ludzie genialni,
        już teraz wszystko wiedzą na kilka miesięcy naprzód. Profesorom z RPP chyba
        się wydaje że postępują zgodnie z potrzebami rynku. Ale rynek to nie tylko
        finanse! Na rynku graczem jest również państwo. Ale jak coś powiedział Miller
        czy Belka, to podniosła się wrzawa - co oni sobie wyobrażają, jak mogą się
        wtrącać!
        Dlaczego nikt nie pyta o zdanie przedsiębiorców, eksporterów?
        Naprawdę wszystkimi działaniami RPP sterują banki, tak by dla nich było jak
        najlepiej. A wypowiadający się w imieniu rynku różni "analitycy" to agitatorzy.
        Andrzej
        • Gość: Rycho. Re: Do Andrzeja IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 20.12.01, 12:24
          Coś wydaje mi się,że słuchasz argumentów jednej strony.Oskarżanie RPP o złe
          intencje do żadnych sensownych wniosków nie prowadzi.
          • Gość: Andrzej Re: Do Rycha IP: *.chello.pl 20.12.01, 12:59
            Gość portalu: Rycho. napisał(a):

            > Coś wydaje mi się,że słuchasz argumentów jednej strony.Oskarżanie RPP o złe
            > intencje do żadnych sensownych wniosków nie prowadzi.

            Nie oskarżałem o złe intencje. Natomiast krytykowałem za: wąskie spojrzenie ze
            szczególnym uwzględnieniem interesów sektora finansowego, brak wyobraźni,
            nadmierną (chorobliwą) ambicję, nieumiejetność przyznania się do błędów,
            rozumienie "policy mix" jako dyktatu, a nie współpracy.
            Od krytykowania rządu są inni, ale on w tym przypadku odpowiada za coś za co nie
            on ponosi winę.
            Jeśli mi się coś nie spodoba w działaniach Belki, to nie omieszkam skrytykować.
            Na razie daję mu szansę, bo to co zastał na początku jest nie do pozazdroszczenia.

            A przepraszam, już raz skrytykowałem Belkę. Że tak się śpieszył z wprowadzeniem
            opodatkowania lokat (w jakimś innym wątku, już nie pamiętam w którym - przecież
            my wałkujemy ten sam temat od miesięcy). Pisałem że mógł się wstrzymać z
            uznawaniem terminu zwolnienia do początku nowego roku, a tak ryzykuje utrącenie
            całej ustawy w Trybunale Konstytucyjnym.

            Andrzej
            • Gość: Jasio Do p. Andrzeja IP: 194.128.169.* 20.12.01, 14:42
              Drogi p. Andrzeju,

              Sledzi pan bacznie dane makro (i mikro)-ekonomiczne i juz to dla mnie jest
              dowodem na to zeby traktowac pana komentarze bardzo serio - to zobowiazuje.

              Zdaje sobie sprawe jaka niechec musi budzic wstrzemiezliwosc lub jak kto
              chce 'indolencja' RPP.

              Proponuje popatrzec na dzialanie (lub jego brak) RPP przez pryzmat
              oddzialywania proponowanego przez pana, tanszego pieniadza, na decyzje
              finansowe podmiotow na rynku.

              Jesli dojdzie do potanienia pieniadza podejrzewam ze wiekszosc pieniedzy
              zostanie wydana na dobra konsumpcyjne np samochody pralki, sprzet audiowizualny
              i inne rzeczy potrzebne czlowiekowi do normalnego zycia jak na przyklad benzyne
              do kupionego samochodu czy tez gaz do ogrzewania domu. Nie ma oczywiscie
              niczego zlego w samym posiadaniu takich rzeczy i osobiscie bym sobie zyczyl aby
              moi rodacy mogli kupic sobie jak najwiecej rzeczy ktore umilaja lub sa wrecz
              konieczne do zycia na tym na tym 'padole placzu' zwanym rzeczywistoscia.

              Aby lepiej wyjasnic moj punkt widzenia podraze powyzszy temat konsumpcji. Moja
              intuicja mowi mi ze duza czesc tych produktow bedzie wydawana na dobra
              konsumpcyjne produkowane poza Polska a gaz bedzie spalany w piecach i zakladach
              energetycznych wyprodukowanych nierzadko 20-30 lat temu. W rezultacie wartosc
              naszego importu jest bardzo duza. Czy inne spoleczenstwa cenia nasze produkty
              tak samo jak my cenimy produkty innych? Raczej nie - a widac to po rezultatach
              naszego bilansu handlowego czy tez bilansie obrotow biezacych - poza wczesnymi
              latami 90-tymi zawsze bylismy na minusie.

              Ale, ale - dlaczego mowie o tym bilansie obrotow lub handlu? Poniewaz,
              mowilismy o tanszym pieniadzu ktory mialby doprowadzic do wzrostu
              gospodarczego... w Polsce. Tymczasem z potanieniem pieniadza RPP finansowalaby
              i tak juz bogate zaklady VW Boscha, Brandt'a, Simensa, Sony oraz Lukol'u,
              Sibneft'u i Yukos'u oraz oczywiscie Gazpromu.

              Niech pan prosze nie mysli ze jestem szowinista i nie chce aby inni sie
              wzbogacili jesli i my sie mozemy wzbogacic. No ale w obecnym czasie wartosc
              dodana naszych produktow eksportowych niestety nie jest wystarczajaco wysoka
              aby zrownowazyc import.

              Oczywiscie sa propozycje aby wobec tego wprowadzic restrykcje importowe i nie
              dac Kowalskiemu kupic wiezy Sony lub ocieplic sobie dom (w czasie dosyc surowej
              zimy - jesli porownac ja do standardow Europy zachodniej), a popchnac
              Kowalskiego do kupowania swojskiego masla i chleba (sa bardzo dobre!! tylko
              moze troszke drogie - no ale to chyba juz jest wybor Kowalskiego prawda?).

              Ja wlasciwie nie mam nic przeciwko temu tyle tylko ze dokladnie ten sam dylemat
              ma Argentyna, Brazylia, Czechy, Wegry, Slowenia, Chorwacja, Slowacja. To co te
              kraje rozni to sposob podejscia do podniesienia wartosci dodanej produktow tak
              aby spoleczenstwo CHCIALO a nie MUSIALO kupowac wlasne produkty i aby stalo sie
              wydajniejsze.

              Wielu z politykow gospodarczych Polski m.in p. Borowski jest zdania ze wzrost
              popytu poprostu spowoduje ze Polacy zechca kupowac Polskie produkty w takiej
              kompozycji (np cegly do budowy domow) ze nastapi wzrost gospodarczy taki ktory
              spowoduje podniesienie wartosci dodanej dobr i uslug produkowanych wewnatrz
              kraju. Dodatkowo p. Sawicki (PSL) sugeruje wprowadzenie podatku importowego aby
              wzmocnic ten proces. Ale chyba sam pan przyzna ze te dzialania oparte o
              zalozenia opisane w tym paragrafie sa dosyc skomplikowane aby nie powiedziec
              zahaczajace o 'wishful thinking'.

              Kraje takie jak Wegry czy tez Estonia proboja innego podejscia niz Argentyna.
              Proboja sciagnac kapital (FDI- Foreign Direct Investment -dane sa dostepne w
              materialach ktore moze pan otrzymac z

              www.imf.org/external/country/index.htm

              i sciagnac wiedze z technologia ktora posiadaja wielkie i male firmy
              ponadnarodowe i zagraniczne. W ten sposob produkuje sie dobra o wysokiej
              jakosci pozadane przez wegierskich i estonskich klientow. Bilans handlowy tych
              krajow jest znacznie lepszy niz nasz a budzety tych krajow sa w znacznie
              lepszej formie - co wiecej kraje te notuja bardzo interesujace wyniki jesli
              chodzi o wzrost gospodarczy mimo stagnacji gospodarki swiatowej.

              Dokladnie odwrotny przyklad stanowi Argentyna - rozdete budzety lokalne, proba
              zmuszenia spoleczenstwa do konsumpcji drogich lokalnych produktow i selektywne
              restryktywne instrumenty polityki pienieznej (currency board) - moj kolega
              nazwal Argentyne (pol roku temu 'car accident in a slow motion' - czyli
              wypadkiem samochodowym w zwolnionym tempie.

              Pozdrowienia,

              Glupi Jasio - ten z piosenki Jacka Kaczmarskiego

              • Gość: Andrzej Re: Do p. Jasia IP: *.chello.pl 21.12.01, 10:13
                Drogi p. Jasiu!
                >
                > Sledzi pan bacznie dane makro (i mikro)-ekonomiczne i juz to dla mnie jest
                > dowodem na to zeby traktowac pana komentarze bardzo serio - to zobowiazuje.
                >
                Dziękuję, i vice-versa.

                >
                > Jesli dojdzie do potanienia pieniadza podejrzewam ze wiekszosc pieniedzy
                > zostanie wydana na dobra konsumpcyjne np samochody pralki, sprzet audiowizualny
                >
                > i inne rzeczy potrzebne czlowiekowi do normalnego zycia jak na przyklad benzyne
                >
                > do kupionego samochodu czy tez gaz do ogrzewania domu.

                To byłoby bardzo dobre gdyby zaczęli więcej wydawać na dobra konsumpcyjne
                produkowane w kraju. Na gaz (GAZPROM) nie sądzę, bo nikt nie ociepla mieszkania
                bardziej niż trzeba i nikt nie je dwa razy więcej dlatego że ma więcej pieniędzy.
                Może będzie więcej wydawał, ale ze względu na to że np. pójdzie do restauracji. A
                to byłoby bardzo dobre.


                > Aby lepiej wyjasnic moj punkt widzenia podraze powyzszy temat konsumpcji. Moja
                > intuicja mowi mi ze duza czesc tych produktow bedzie wydawana na dobra
                > konsumpcyjne produkowane poza Polska a gaz bedzie spalany w piecach i zakladach
                >
                > energetycznych wyprodukowanych nierzadko 20-30 lat temu. W rezultacie wartosc
                > naszego importu jest bardzo duza.

                Dzięki kilku latom stabilizacji i wzrostu wiele firm zachodnich wytwarzających
                np. sprzęt RTV, AGD zainwestowało w naszym kraju i sporo urządzeń mimo nalepek
                zachodnich wytwarzanych jest w kraju. Jest też kilku producentów rodzimych,
                którzy przetrwali (Zelmer, Amica, Polar, Curtis), a także nowych (Trilux, Royal).

                > Czy inne spoleczenstwa cenia nasze produkty
                > tak samo jak my cenimy produkty innych? Raczej nie - a widac to po rezultatach
                > naszego bilansu handlowego czy tez bilansie obrotow biezacych - poza wczesnymi
                > latami 90-tymi zawsze bylismy na minusie.
                >
                Jest też problem słabości naszych służb skarbowych i łatwości oszukiwania naszego
                państwa poprzez system wewnętrznych rozliczeń w firmach międzynarodowych. Jak
                wiadomo - oficjalnie większość z nich przynosi w Polsce straty! Ale ten system
                był tworzony również przez Leszka Balcerowicza.

                > Ale, ale - dlaczego mowie o tym bilansie obrotow lub handlu? Poniewaz,
                > mowilismy o tanszym pieniadzu ktory mialby doprowadzic do wzrostu
                > gospodarczego... w Polsce. Tymczasem z potanieniem pieniadza RPP finansowalaby
                > i tak juz bogate zaklady VW Boscha, Brandt'a, Simensa, Sony oraz Lukol'u,
                > Sibneft'u i Yukos'u oraz oczywiscie Gazpromu.
                >
                W jednym z poprzednich listów podałem przykład na coś dokładnie odwrotnego. W
                okresie silnego złotego i drogiego kredytu sprzedaż aut luksusowych wzrosła o 50%!

                >
                > Oczywiscie sa propozycje aby wobec tego wprowadzic restrykcje importowe i nie
                > dac Kowalskiemu kupic wiezy Sony lub ocieplic sobie dom (w czasie dosyc surowej
                >
                > zimy - jesli porownac ja do standardow Europy zachodniej), a popchnac
                > Kowalskiego do kupowania swojskiego masla i chleba (sa bardzo dobre!! tylko
                > moze troszke drogie - no ale to chyba juz jest wybor Kowalskiego prawda?).
                >

                Trzeba przyciągać czołowe firmy. A dla nich jest ważna wielkość rynku,
                stabilność, wielkość PKB/głowę i jego WZROST.
                Ponadto trzeba wspierać producentów rodzimych, ułatwiając im rozwój - czyli
                zachęcając do inwestowania poprzez np. tanie kredyty.
                Nie wspominam o innych oczywistych aspektach jak proinnowacyjna polityka państwa,
                itd.


                > Ja wlasciwie nie mam nic przeciwko temu tyle tylko ze dokladnie ten sam dylemat
                >
                > ma Argentyna, Brazylia, Czechy, Wegry, Slowenia, Chorwacja, Slowacja. To co te
                > kraje rozni to sposob podejscia do podniesienia wartosci dodanej produktow tak
                > aby spoleczenstwo CHCIALO a nie MUSIALO kupowac wlasne produkty i aby stalo sie
                >
                > wydajniejsze.
                >
                ...
                >Dodatkowo p. Sawicki (PSL) sugeruje wprowadzenie podatku importowego aby
                >
                > wzmocnic ten proces.
                > Kraje takie jak Wegry czy tez Estonia proboja innego podejscia niz Argentyna.
                > Proboja sciagnac kapital (FDI- Foreign Direct Investment -dane sa dostepne w
                > materialach ktore moze pan otrzymac z
                >
                > <a href="http://www.imf.org/external/country/index.htm">www.imf.org/external/co
                > untry/index.htm</a>
                >
                > i sciagnac wiedze z technologia ktora posiadaja wielkie i male firmy
                > ponadnarodowe i zagraniczne. W ten sposob produkuje sie dobra o wysokiej
                > jakosci pozadane przez wegierskich i estonskich klientow.

                To nie jest takie proste. Pan krytykuje Sawickiego a chwali Węgry, a akurat Węgry
                wprowadziły w pewnym momencie podatek importowy.
                Przyznam się że nie znam żadnych marek produktów z dziedziny nowych techologii
                pochodzących z Węgier, czy Estonii. A znam jeden produkt krytykowanej przez pana
                Brazylii - samoloty Embraer kupione przez LOT.

                Zajrzałem na wskazaną stronę WWW, ale tam jest strasznie dużo materiałów,
                podanych dość chaotycznie. Czy mógłby mi pan dać dokładniejszy adres?

                >Bilans handlowy tych
                > krajow jest znacznie lepszy niz nasz a budzety tych krajow sa w znacznie
                > lepszej formie - co wiecej kraje te notuja bardzo interesujace wyniki jesli
                > chodzi o wzrost gospodarczy mimo stagnacji gospodarki swiatowej.
                >
                Może po prostu na Wegrzech i w Estonii jest lepsza kontrola skarbowa i lepsza
                koordynacja polityki pieniężnej i fiskalnej. Może nie ma tam u władzy tylu ludzi
                zapatrzonych w siebie?


                > Dokladnie odwrotny przyklad stanowi Argentyna - rozdete budzety lokalne, proba
                > zmuszenia spoleczenstwa do konsumpcji drogich lokalnych produktow i selektywne
                > restryktywne instrumenty polityki pienieznej (currency board) - moj kolega
                > nazwal Argentyne (pol roku temu 'car accident in a slow motion' - czyli
                > wypadkiem samochodowym w zwolnionym tempie.
                >
                Nie dodał pan najważniejszego - nienaturalnie niskiej inflacji i nienaturalnie
                silnego peso związanego z dolarem

                > Pozdrowienia,
                >
                Również pozdrawiam

                Andrzej

                • Gość: Jasio Do Andrzeja IP: 194.128.169.* 03.01.02, 15:30
                  Panie Andrzeju,


                  ) To byłoby bardzo dobre gdyby zaczęli (dom. klienci - przyp Jasio) więcej
                  wydawać na dobra konsumpcyjne
                  ) produkowane w kraju. Na gaz (GAZPROM) nie sądzę, bo nikt nie ociepla mieszkania
                  ) bardziej niż trzeba i nikt nie je dwa razy więcej dlatego że ma więcej pieniędz
                  ) y.

                  Bardzo wielu ludzi decyduje sie na przestawienie z wegla na gaz mimo ze ten
                  pierwszy jest tanszy ale za to ten drugi znacznie wygodniejszy - jest to zwiazane
                  z emancypacja postaw konsumpcyjnych spoleczenstwa - dane dynamiki spozycia gazu
                  podtrzymywalyby moje stanowisko. Rowniez piece gazowe sa bardzo czesto
                  produkowane poza Polska (jaka szkoda) np wloskie czeskie itp.

                  ) Może będzie więcej wydawał, ale ze względu na to że np. pójdzie do restauracji.
                  ) A
                  ) to byłoby bardzo dobre.

                  Zgoda


                  )
                  ) Dzięki kilku latom stabilizacji i wzrostu wiele firm zachodnich wytwarzających
                  ) np. sprzęt RTV, AGD zainwestowało w naszym kraju i sporo urządzeń mimo nalepek
                  ) zachodnich wytwarzanych jest w kraju. Jest też kilku producentów rodzimych,
                  ) którzy przetrwali (Zelmer, Amica, Polar, Curtis), a także nowych (Trilux, Royal
                  ) ).

                  Zgoda panie Andrzeju co do trendu ale nie co do wartosci importu w porownaniu z
                  eksportem - jestem pewien ze zwiekszone inwestycje w Polska gospodarke moglyby
                  zmienic te niekorzystne proporcje ale dla kapitalu trzeba stworzyc warunki....
                  Prosze rowniez pamietac ze firmy te nie przeszly pelnego cyklu gospodarczego a
                  dolek dopiero przed nami....



                  Czy inne spoleczenstwa cenia nasze produkty tak samo jak my cenimy produkty
                  innych? Raczej nie - a widac to po rezultatach naszego bilansu handlowego czy tez
                  bilansie obrotow biezacych - poza wczesnymi latami 90-tymi zawsze bylismy na
                  minusie.

                  ) Jest też problem słabości naszych służb skarbowych i łatwości oszukiwania nasze
                  ) go państwa poprzez system wewnętrznych rozliczeń w firmach międzynarodowych.
                  ) Jak wiadomo - oficjalnie większość z nich przynosi w Polsce straty! Ale
                  ) ten system był tworzony również przez Leszka Balcerowicza.

                  Panie Andrzeju opisany przez pana (slusznie) nieuczciwy problem tzw transfer
                  pricing jest problemem budzetowym - uszczelnienie tego systemu (co oczywiscie
                  powinno sie stac) to inny problem. Problem budzetowy jest troche inny od problemu
                  bilansu handlowego (powiedzialem: TROCHE INNY). W przypadku ktory pan podnosi
                  mowimy o zyskach firm i stopniu naplywu dochodow do budzetu z tytulu podatkow. W
                  przypadku bilansu handlowego mowimy o SPRZEDAZY/OBROTACH (nie zas o zysku).

                  Chcialem panu przypomniec ze polityka monetarna jest polaczona z polityka
                  fiskalna - im mniejsza sfera budzetowa tym tanszy jest pieniadz dla sfery
                  prywatnej. Po prostu czeba jakos finansowac duzy budzet a ten wypiera pieniadz
                  dostepny dla przedsiebiorcow. W rezultacie ci ktorzy spowodowali ze wydatki
                  budzetowe sa duze w stosunku do dochodu narodowego spowodowali podrozenie
                  pieniadza. P. Balcerowicza moze pan co najwyzej posadzac o dyscypline prowadzaca
                  do ujawnienia tego procesu.
                  Wina za drogi pieniadz (a wiec apprecjujaca zlotowke ) prowadzacy do oslabienia
                  warunkow handlowych na zewnatrz Polski ponosza zwolennicy duzego budzetu (i jego
                  deficytu) tj wszyscy populisci sklonni skladac konsumpcyjne przyzeczenia tak
                  drogie dla naszego spoleczenstwa.


                  ) ) Ale, ale - dlaczego mowie o tym bilansie obrotow lub handlu? Poniewaz,
                  ) ) mowilismy o tanszym pieniadzu ktory mialby doprowadzic do wzrostu
                  ) ) gospodarczego... w Polsce. Tymczasem z potanieniem pieniadza RPP finansowa
                  ) laby
                  ) ) i tak juz bogate zaklady VW Boscha, Brandt'a, Simensa, Sony oraz Lukol'u,
                  ) ) Sibneft'u i Yukos'u oraz oczywiscie Gazpromu.
                  ) )
                  ) W jednym z poprzednich listów podałem przykład na coś dokładnie odwrotnego. W
                  ) okresie silnego złotego i drogiego kredytu sprzedaż aut luksusowych wzrosła o 5
                  ) 0%!

                  Przyzna pan ze nie jest dobrze gdy ci ktorzy duzo maja nie inwestuja a zamiast
                  tego 'uzywaja' zycia. Tak sie dzieje w przypadku drogiego pieniadza (WYWOLANEGO
                  OLBRZYMIM DEFICYTEM BUDZETOWYM I ZBYT DUZYM BUDZETEM - stopy procentowe sa
                  ustalane u nas przedewszystkim przez emisje RZADOWYCH papierow wartosciowych -
                  'wypierajacych' w ten sposob pieniadz od prywatnej sfery (bo banki wola zarobic
                  duzo bez ryzyka na np. rzadowych bonach skarbowych). Stopa procentowa jest tylko
                  jednym (mniej istotnym) sposobem na zwiekszenie ilosci pieniadza w obiegu
                  dostepnym dla sfery prywatnej gospodarki.

                  Zwiekszenie ilosci pieniadza w obiegu (bez zwiekszenia inflacji) lezy w gestii
                  rzadu a nie RPP!!!

                  ) ) Oczywiscie sa propozycje aby wobec tego wprowadzic restrykcje importowe i
                  ) nie
                  ) ) dac Kowalskiemu kupic wiezy Sony lub ocieplic sobie dom (w czasie dosyc su
                  ) rowej
                  ) )
                  ) ) zimy - jesli porownac ja do standardow Europy zachodniej), a popchnac
                  ) ) Kowalskiego do kupowania swojskiego masla i chleba (sa bardzo dobre!! tylk
                  ) o
                  ) ) moze troszke drogie - no ale to chyba juz jest wybor Kowalskiego prawda?).
                  ) )
                  )
                  ) Trzeba przyciągać czołowe firmy. A dla nich jest ważna wielkość rynku,
                  ) stabilność, wielkość PKB/głowę i jego WZROST.
                  ) Ponadto trzeba wspierać producentów rodzimych, ułatwiając im rozwój - czyli
                  ) zachęcając do inwestowania poprzez np. tanie kredyty.
                  ) Nie wspominam o innych oczywistych aspektach jak proinnowacyjna polityka państw
                  ) a, itd.

                  Zgoda poza jedna kwestia wymagajaca nieco dokladniejszego rozstrzygniecia: kiedy
                  mowi pan o tanim kredycie to moje pytanie brzmi:

                  )mowa o tanszym dla wszystkich - wtedy pelna zgoda
                  )mowa o tanszym dla niektorych - wtedy niezgoda bo w oparciu o jakie kryteria ma
                  taki kredyt byc przyznawany - jesli chodzi o kredyt to mechanizmy polityczne sa
                  o wiele slabsze niz mechanizmy ekonomiczne i w dodatku o wiele bardziej podatne
                  na korupcje.

                  ) To nie jest takie proste. Pan krytykuje Sawickiego a chwali Węgry, a akurat Węg
                  ) ry wprowadziły w pewnym momencie podatek importowy.

                  Na Wegrzech panuje zgoda ze to byl blad...

                  ) Przyznam się że nie znam żadnych marek produktów z dziedziny nowych techologii
                  ) pochodzących z Węgier, czy Estonii. A znam jeden produkt krytykowanej przez pan
                  ) a Brazylii - samoloty Embraer kupione przez LOT.

                  Brazylia byla na tym samym etapie co Argentyna - ale dokonala dewaluacji
                  (odebrala pieniadze ludziom i firmom) a teraz 'grzebie sie' w problemach rzedem
                  wielkosci tak duzych jak w Argentynie tyle tylko ze mniej naglosnionych.

                  )Argument Embraer

                  Panie Anrzeju - powiem krotko - jaskolki wiosny nie czynia tylko spojna polityka
                  gospodarcza - fiskalna, monetarna i prawa gospodarczego.

                  ) Zajrzałem na wskazaną stronę WWW, ale tam jest strasznie dużo materiałów,
                  ) podanych dość chaotycznie. Czy mógłby mi pan dać dokładniejszy adres?

                  W kazdym opracowaniu (raporcie okresowym) dotyczacym danego kraju znajdzie pan
                  (90% szans) w aneksie dane dotyczace FDI dla danego kraju.

                  ) ) Bilans handlowy tych krajow jest znacznie lepszy niz nasz a budzety tych
                  ) ) krajow sa w znacznie lepszej formie - co wiecej kraje te notuja bardzo
                  ) ) interesujace wyniki jesl i chodzi o wzrost gospodarczy mimo stagnacji
                  ) ) gospodarki swiatowej.

                  ) Może po prostu na Wegrzech i w Estonii jest lepsza kontrola skarbowa i lepsza
                  ) koordynacja polityki pieniężnej i fiskalnej. Może nie ma tam u władzy tylu ludz
                  ) i zapatrzonych w siebie?

                  Rzady tych panst daza do zminimalizowania budzetu i deficytu budzetowego lub
                  wrecz do osiagniecia nadwyzki budzetowej, maja silne lub nawet silniejsze wladze
                  monetarne (odpowiedniki RPP)a przede wszystkiem staraja sie ograniczac wplyw grup
                  spolecznych na budzet panstwa ktory przeciez nalezy do calego spoleczenstwa.
                  Im mniejszy budzet tym mniej okazji do korupcji i mniej 'zepsutych' ludzi (to
                  jest uproszczenie - ale mialem na mysli sfere ekonomiczna a nie ogolna moralnosc
                  ludzi).

                  ) Nie dodał pan najważniejszego - nienaturalnie niskiej inflacji i nienaturalnie
                  ) silnego
                  • Gość: Jasio Do Andrzeja - kontynuacja IP: 194.128.169.* 03.01.02, 15:32

                    > Nie dodał pan najważniejszego - nienaturalnie niskiej inflacji i
                    nienaturalnie
                    > silnego peso związanego z dolarem

                    Panie Andrzeju - Swiety Boze nie pomoze jesli panstwo zyje na kredyt zagranicy
                    i sfery prywatnej.

                    Najlepsze zyczenia w Nowym Roku ,

                    Glupi Jasio - ten z piosenki Jacka Kaczmarskiego
                  • Gość: Andrzej Re: Do Jasia IP: *.chello.pl 04.01.02, 00:47
                    Panie Jasiu!

                    Po pierwsze życzę również Panu i innym czytelnikom Forum GW - Gospodarka
                    zdrowia, pomyślności i spokoju w 2002 roku!

                    A teraz moja odpowiedź:

                    > ) Na gaz (GAZPROM) nie sądzę, bo nikt nie ociepla mieszkan
                    > ia
                    > ) bardziej niż trzeba i nikt nie je dwa razy więcej dlatego że ma więcej pienię
                    > dz
                    > ) y.
                    >
                    > Bardzo wielu ludzi decyduje sie na przestawienie z wegla na gaz mimo ze ten
                    > pierwszy jest tanszy ale za to ten drugi znacznie wygodniejszy - jest to zwiaza
                    > ne
                    > z emancypacja postaw konsumpcyjnych spoleczenstwa - dane dynamiki spozycia gazu
                    >
                    > podtrzymywalyby moje stanowisko. Rowniez piece gazowe sa bardzo czesto
                    > produkowane poza Polska (jaka szkoda) np wloskie czeskie itp.
                    >

                    Uważam to mimo wszystko za korzystne, nawet bardzo. Niestety tak się składa, że
                    Rosji płacimy za gaz wysyłany, niezależnie od tego czy go zużywamy czy nie (taka
                    jest umowa podpisana przez rząd Suchockiej). Nie wykorzystujemy oczywiście dużej
                    części tego za co płacimy i nie możemy tego odsprzedać. Rosjanie są głusi na
                    nasze sugestie by tę umowę renegocjować. Po prostu, dzięki większemu zużyciu gazu
                    mniej pieniędzy wyrzucamy w błoto.
                    Poza tym, do węgla i kopalń póki co dopłacamy, a jego spalanie poza mniejszą
                    wygodą jest też bardziej uciążliwe dla środowiska.

                    >
                    > )
                    > ) Dzięki kilku latom stabilizacji i wzrostu wiele firm zachodnich wytwarzającyc
                    > h
                    > ) np. sprzęt RTV, AGD zainwestowało w naszym kraju i sporo urządzeń mimo nalepe
                    > k
                    > ) zachodnich wytwarzanych jest w kraju. Jest też kilku producentów rodzimych,
                    > ) którzy przetrwali (Zelmer, Amica, Polar, Curtis), a także nowych (Trilux, Roy
                    > al
                    > ) ).
                    >
                    > Zgoda panie Andrzeju co do trendu ale nie co do wartosci importu w porownaniu z
                    >
                    > eksportem - jestem pewien ze zwiekszone inwestycje w Polska gospodarke moglyby
                    > zmienic te niekorzystne proporcje ale dla kapitalu trzeba stworzyc warunki....

                    Moim zdaniem te warunki to również większa stabilność makroekonomiczna, większe
                    dochody ludności, niższe bezrobocie i niższe oprocentowanie kredytów, by średnio
                    zarabiający Polak mógł kupić te produkty. A niestety w tej chwili wiele fabryk,
                    np. samochodów: Fiata, Daewoo, Opla pracuje na pół gwizdka.


                    > Czy inne spoleczenstwa cenia nasze produkty tak samo jak my cenimy produkty
                    > innych? Raczej nie - a widac to po rezultatach naszego bilansu handlowego czy t
                    > ez
                    > bilansie obrotow biezacych - poza wczesnymi latami 90-tymi zawsze bylismy na
                    > minusie.
                    >

                    Tutaj jest wiele stereotypów upowszechnianych przez otoczenie
                    Balcerowicza, "ekspertów" bankowych (tzw. rynki finansowe, jak to określił Belka)
                    i usłużną "Gazetę Wyborczą".
                    Poważną wypowiedzią na ten temat jest artykuł prof. Gomułki z "Rzeczypospolitej"
                    z 14 grudnia 2001:
                    www.rp.pl/gazeta/wydanie_011214/publicystyka/publicystyka_a_2.html

                    Został on zignorowany przez ww. środowiska, a niektóre stwierdzenia dają dużo do
                    myślenia. Otóż Gomułka twierdzi, że zmiana nadwyżki w deficyt wiąże się z nagłym
                    wzrostem zachodnich inwestycji i ich absorbcją przez nasz system finansowy.
                    Byliśmy na plusie bardzo długo bo aż do 1995 roku włącznie (+4% PKB!).

                    Zresztą najlepiej zacytuję stosowny fragment:
                    "Połączenie nadwyżki na rachunku bieżącym ze wzrostem zagranicznych inwestycji
                    bezpośrednich oznaczało bowiem bardzo duży przyrost podaży pieniądza przy stałym
                    kursie albo też silną i natychmiastową aprecjację złotego przy zmiennym kursie.
                    Początkowo NBP podtrzymywał kurs poprzez duże zakupy walut (w roku 1995 rezerwy
                    oficjalne wzrosły o blisko 10 mld USD), ale na dalszą metę ta polityka byłaby
                    zbyt kosztowna. Zdecydowano się więc na stopniową aprecjację złotego. Ona
                    przyśpieszyła spadek inflacji, ale też oczywiście spowodowała powstanie deficytu
                    obrotów bieżących. Pojawienie się tego (bardzo zresztą umiarkowanego) deficytu
                    nie miało więc nic wspólnego z jakimś pobudzaniem popytu wewnętrznego ponad
                    bezpieczny poziom. Dojście do deficytu 3 - 4 procent PKB obrotów bieżących
                    oznaczało wtedy osiągnięcie, a nie pogorszenie równowagi makroekonomicznej."


                    > Wina za drogi pieniadz (a wiec apprecjujaca zlotowke ) prowadzacy do oslabienia
                    >
                    > warunkow handlowych na zewnatrz Polski ponosza zwolennicy duzego budzetu (i jeg
                    > o
                    > deficytu) tj wszyscy populisci sklonni skladac konsumpcyjne przyzeczenia tak
                    > drogie dla naszego spoleczenstwa.
                    >
                    >

                    Nie tylko. Jak wynika z tego co napisał Gomułka, było to do pewnego stopnia
                    nieuchronne i naturalne. Ale nie warto było ponad to złotego wzmacniać poprzez
                    błędną interpretację zjawisk i oparte na niej błędne decyzje. Proszę zauważyć,
                    że cel inflacyjny w roku 2001 był w przedziale 6-8%, a najlepiej 7%, a
                    zrealizowano 3,8% czyli o połowę mniej. A przecież budżet był kalkulowany przy
                    założeniu inflacji planowanej. To że się rozjechał wynika również z tego faktu i
                    jego dalszych konsekwencji. Tak znaczne, nieplanowane obniżenie inflacji
                    kosztowało, ma także swój udział we wzroście bezrobocia i zmniejszeniu prawie do
                    zera wzrostu PKB. Wzmocniono po prostu złe tendencje. I to w okresie gdy ważą się
                    losy naszego członkostwa w UE! A prof. Balcerowicz i jego koledzy i koleżanka z
                    RPP udają, że nic się nie stało, wszystko jest OK. Ja nie lubię porównań, ale to
                    jest tak jak w sytuacji gdyby jakieś urządzenie od którego zależą inne
                    urządzenia, albo ludzie (np. aparat do naświetlania w medycynie) pracowało przez
                    dłuższy czas z dwa razy większą szybkością lub intensywnością, a personel je
                    obsługujący podtrzymywał ten stan rzeczy. Mogłoby to doprowadzić do nieszczęścia,
                    bo wczesniej zapowiadano że będą zupełnie inne parametry pracy!
                    To fatalna rzecz świadcząca o braku odpowiedzialności i odwagi cywilnej RPP, by
                    się przyznać do błędów.
                    >
                    > ) To nie jest takie proste. Pan krytykuje Sawickiego a chwali Węgry, a akurat W
                    > ęg
                    > ) ry wprowadziły w pewnym momencie podatek importowy.
                    >
                    > Na Wegrzech panuje zgoda ze to byl blad...
                    >

                    W ostatniej fazie okresu przedakcesyjnego do UE nikt się nie odważy pochwalić
                    nawet post factum rozwiązania które się nie podobało Brukseli. A już na pewno nie
                    Węgrzy (w całej Europie znany jest dowcip o włosach farbowanych na zielono).

                    > ) Przyznam się że nie znam żadnych marek produktów z dziedziny nowych techologi
                    > i
                    > ) pochodzących z Węgier, czy Estonii. A znam jeden produkt krytykowanej przez p
                    > an
                    > ) a Brazylii - samoloty Embraer kupione przez LOT.
                    >
                    > Brazylia byla na tym samym etapie co Argentyna - ale dokonala dewaluacji
                    > (odebrala pieniadze ludziom i firmom) a teraz 'grzebie sie' w problemach rzedem
                    >
                    > wielkosci tak duzych jak w Argentynie tyle tylko ze mniej naglosnionych.
                    >
                    > )Argument Embraer
                    >
                    > Panie Anrzeju - powiem krotko - jaskolki wiosny nie czynia tylko spojna polityk
                    > a
                    > gospodarcza - fiskalna, monetarna i prawa gospodarczego.
                    >

                    Myślę że nowoczesny samolot jest produktem dużo bardziej skomplikowanym niż np.
                    telefon komórkowy. A telefony NOKII to sztandarowy (i właściwie jedyny)
                    przykład sukcesu Finlandii w dziedzinie nowych technologii, o którym my teraz
                    marzymy (jak kiedyś o "finlandyzacji"). Nie znam się na jaskółkach, ale nie
                    wierzę w proste recepty.

                    Pozdrawiam pana Jasia i wszystkich tych którzy dotrwali do końca tego listu

                    Andrzej
                    • Gość: Jasio Do Andrzeja IP: 194.128.169.* 04.01.02, 12:19
                      Panie Andrzeju,

                      przeczytalem uwaznie Pana list i chcialem sie podzielic nastepujaca uwaga.

                      Istnieje fundamentalna roznica w Pana i moim postrzeganiu Polskiej gospodarki -
                      ale to jest w porzadku. Pozwoli Pan ze wyjasnie istote tej roznicy -
                      wyjasnienie nie bedzie mialo charakteru wartosciujacego tzn. nie bedzie
                      decydowalo kto ma racje a skupi sie na ustaleniu roznic i jasnym ich
                      postrzeganiu. Dopiero potem przejde do wyjasnienia racji mojego pogladu.
                      Jednoczesnie chcialem Panu wspomniec ze nie oznacza to jakobym mial napewno
                      racje - byc moze Pana poglad jest bardziej trafny.

                      Wskazal Pan cytat i opinie P. Gomolki i dodatkowo podkreslil Pan wage
                      pobudzania popytu jako tego ktory inicjuje stabilizacje ekonomiczna,
                      zainteresowanie inwestorow a w koncu generuje wzrost gospodarczy. Pobudzenie
                      popytu powinno Pana zdaniem odbywac sie w obecnej sytuacji gospodarczej Polski
                      poprzez obnizenie stopy procentowej przez RPP. Takie dzialanie pozwoliloby na
                      obnizenie kosztow kredytu, ktore zwiekszylo by podaz przedsiebiorstw ktore moga
                      osiagnac takie kredyty i apetyt Kowalskiego na kredyt konsumpcyjny, hipoteczny
                      czy tez nawet inwestycyjny.

                      Natomiast, w Pana opini obecny negatywny bilans handlowy jest tylko pochodna
                      procesow inwestycyjnych gdzie importowane urzadzenia, technologia i eksperci sa
                      glowna przyczyna nadwyzki importu nad eksportem.

                      Mozna by przedstawic Pan poglad rowniez w ten sposob (podejzewam ze sie Pan
                      zgodzi z ta proba opisania syntetycznego Pana opini): Polska gospodarka dziala
                      ponizej swojego optimum, a to co przeszkadza w osiagnieciu optimum produkcji i
                      konsumpcji to przedewszystkim wysoka stopa procentowa ktora uniemozliwia uzycia
                      kredytu prowadzacego do podniesiena gospodarki na wyzszy pulap rownowagi
                      (poprzez wzrost gospodarczy). Koszt obnizenia stop procentowych bylby w tej
                      sytuacji, Pana zdaniem, nizszy od spodziewanych efektow pozytywnych w postaci
                      wzrostu gospodarczego.

                      Teraz opisze Panu roznice FUNDAMENTALNA, ktora nas dzieli jesli chodzi o polska
                      gospodarke.

                      Ja wierze ze obnizenie stopy procentowej bez znacznego obnizenia deficytu
                      budzetowego i wielkosci budzetu przynioslo by wieksze koszty niz korzysci
                      gospodarce. Dodatkowo poziom inwestycji zagranicznych w gospodarke polska
                      uwazam za daleko niewystarczajacy (podobnie jak Pan) a strukture importu
                      odzwierciedlajaca zbyt konsumpcyjny charakter tego importu (tu sie roznimy) -
                      jakakolwiek struktura tego importu teraz jest. Rowniez za niewlasciwe uwazam
                      stosowanie podatku importowego w przeciwienstwie do Pana.

                      ARGUMENTY ZA MOIM POGLADEM

                      )dot obnizenia stopy procentowej

                      W obecnej sytuacji gospodarczej Polski obnizenie stopy procentowej nie
                      wygenerowaloby niczego innego poza kilkumiesiecznym wzrostem produkcji, okolo
                      jednorocznym spadkiem bezrobocia przy jednoczesnym podniesieniu poziomu zlych
                      kredytow, podniesienia ilosci pieniadza bez pokrycia w postaci
                      wysokojakosciowych dobr produkowanych w polskiej gospodarce i pozadanych przez
                      konsumentow wewnatrz Polski. W rezultacie mielibysmy inflacje (czyli innaczej
                      nieufnosc do waluty ktora podpisuje sie pod wyrobami niewystarczajacej dla
                      rynku jakosci).

                      Jak Pan widzi kluczem do oceny kosztu/korzysci obnizenia stopy procentowej jest
                      struktura polskiej gospodarki tzn w jakim stopniu jest ona w stanie wytworzyc
                      nowoczesne produkty pozadane przez rynek. W jednym z poprzednich listow wyrazil
                      Pan opinie ze gama takich produktow jest duza, rosnaca i WYSTARCZAJACA jesli
                      chodzi o popyt w obrebie Polski. TUTAJ ROZNIMY SIE ZASADNICZO. Dlaczego?

                      Otoz przyczyna tej roznicy jest nastepujace (w mojej opini). Panstwo musi
                      dotowac olbrzymia czesc gospodarki z budzetu (huty, kopalnie) lub chronic
                      nieefektywne przedsiebiorstwa (TPSA, LOT) lub calych grup spolecznych (drobne
                      gospodarstwa rolne). Ochrona ta jest zwiazana z brakiem popytu na dobra
                      oferowane przez te instytucje gospodarcze/spoleczne. Krotko mowiac wielkosc
                      budzetu w stosunku do dochodu narodowego odzwierciedla nieefektywnosc
                      gospodarki lub innymi slowy stopien produkowania dobr/uslug o niewystarczajacej
                      jakosci. Co wiecej dochody do budzetu (z podatkow) wymiataja pieniadz z
                      efektywnej czesci gospodarki i skierowuja ja do nieefektywnej czesci. To zas
                      powoduje podrozenie pieniadza W GLOWNYM STOPNIU.

                      Jesli teraz obnizymy stope procentowa to gdzie pojda te nowo wygenerowane
                      pieniadze? Ja wierza ze nie na kredyty tylko na pokrycie bardzo lukratywnych
                      biorac pod uwage niskie ryzyko oprocentowan na papierach rzadowych
                      finansujacych potworny deficyt budzetowy. Te zas pieniadze pojda na subsydia
                      produkcji nieefektywnej albo produktow nie pozadanych przez polskiego klienta
                      tak bardzo jak niektorych produktow z 'Zachodu'. Wprowadzenie podatku
                      importowego oznaczalo by dalsze chronienie produkcji nieporzadanej przez
                      polskiego klienta i w rezulatcie dalsze odejscie od pozadanej struktury
                      gospodarczej (no i wiekszy budzet w przyszlosci). To jest to co ekonomisci
                      nazywaja gospodarka pracujaca 'at capacity'. Proba zwiekszenia ilosci pieniadza
                      w obiegu w takiej gospodarce konczy sie niczym innym jak inflacja i wiekszym
                      deficytem budzetowym oraz zapascia gospodarcza z galopujacym bezrobociem
                      najdalej w okresie 18-24 miesiecy czyli Argentynskimi klopotami.

                      Panie Andzeju - rozumiem ze moge sie bardzo mylic i moze sie okazac ze nasza
                      gospodarka posiada moce produkcyjne do efektywnego wytwarzania tanich i
                      wysokojakosciowych produktow pozadanych przez polskiego klienta - jest to
                      mozliwe ale ja osobiscie w to jeszcze nie wierze.


                      Z wyrazami szacunku

                      Glupi Jasio - ten z piosenki Jacka Kaczmarskiego
          • Gość: Wojtek Re: Do dyskutantów IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 20.12.01, 21:16
            Chcę tylko powiedzieć, że podoba mi się tak kulturalna dyskusja w tym temacie.
            Życzę wszystim dyskutantom radosnych i spokojnych Świąt, a z Nowym Rokiem
            uzyskania bardziej klarownego obrazu naszej zawiłej rzeczywistości w
            dyskutowanych tematach.Pozdrawiam.
          • Gość: Biz Dlaczego...? IP: 217.97.163.* 20.12.01, 22:05
            Drogi Jasio!
            Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Sądząc po wypowiedziach na tym
            forum jesteś teoretykiem, który nigdy nie spróbował i nie spróbuje -jak sądzę-
            pracy na własne ryzyko.
            Każdy kto chce podjąć wyzwanie prowadzenia własnego biznesu staje przed
            problemem skąd wziąć "kasę". Jeżeli byś nawet teoretycznie przymierzał się by
            zarobić poprzez stworzenie własnej firmy to nawet bardzo pobiezna analiza
            pokazała by ci, że właśnie cena i dostepność pieniądza jest warunkiem
            niezbędnym do jej uruchomienia. Pieniądz dla przedsiębiorcy to jak... teorie
            profesorów ekonomistów dla ciebie(mam nadzieję, że się nie obraziłeś?)
            Dlaczego na poczatku lat 90-tych my polscy przedsiębiorcy pomimo znacznie
            wyższego bankowego oprocentowania dobrze sobie radziliśmy a teraz zmuszeni
            jesteśmy do zamykania firm?
            Odpowiedź jest trywialna: relacja stopy kredytu(koszt kapitału to przecież
            główny czynnik produkcji)do stopy inflacji była znacznie korzystniejsza wtedy
            niż jest w chwili obecnej. Przy 50% kredycie na poczatku ubiegłej dekady i tak
            opłacało się brać kredyt i inwestować bo inflacja była jeszcze wyższa.
            A dla czego rynek do tej pory nie skonsumował 7,5% obnizki stóp(zastanawia się
            Balcerowicz)? Bo nie ma czego konsumować. Obnizki stóp nie nadążają za
            spadającą inflkacją. Warynki finansow w ostatnim czasie drastycznie się
            pogarszają(relacja kosztu kredytu do stopy inflacji).
            Nie zapominajmy jeszcze o jednym aspekcie (drodzy zwolennicy rynku)- o rynku!
            Nie jesteśmy gospodarczą wyspą, polscy przedsiebiorscy przegrywają bo ich
            koszty finansowe w ostatnich miesiacach na łeb na szyję relatywnie rosną w
            stosunku do kosztów finansowych zagranicznych konkurentów(im banki zmniejszyły
            oprocentowania i tak juz niskie o 50% a nam obnizona w tym samym czasie bardzo
            wysokie oprocentowanie o 5%!!! . W mojej firmie koszty finansowe są wyższe niż
            koszt pracowników!
            Podam jeszcze dwa przykłady zwalczania polskich firm przez NBP:
            ostatnio pomimo faktu, że firma moja jest rentowna od 11 lat i stabilnie sie
            rozwija wystarczyło parę miesięcy strat(bardzo niewielki ujemny wynik) by wpadł
            nadzór bankowy i zażądał od kredytujacego mnie banku przekwalifikowania mojej
            firmy do niższej kategorii kredytowej co oznacza konieczność odprowadzenia
            wyższych rezerw bankowych do NBP, większe koszty dla banku i od razu gorsze
            warunki kredytowania dla mnie.
            Zaręczam, że nie było merytorycznych podstaw do takiej decyzji o czym próbował
            przekonać pracownikó NBP finansujacy mnie od 10 lat bank.
            Problem polega na tym, że moja firma jest naprawdę dobra i na 10 firm w Polsce
            9 jest w sytuacji finansowej znacznie gorszej. Jak one mają przetrwać obecną
            sytuację przy takim "partnerstwie" bankowców ćwiczonych przez nadzorców p.
            Balcerowicza.
            Prezes NBP ma jeszcze jedno narzędzie szykanowania polskich firm.
            Tym narzedziem jest podbijanie kosztów kredytu dla firm poprzez utrzymywanie
            bardzo wysokich obowiazkowych rezerw w banku centralnym. Jest to swoisty
            podatek pobierany od przedsiębiorców przez NBP.
            Obłudne dla mnie są słowa Balcerowicza wzywajace Rząd do poprawienia warunków
            prowadzenia działalności poprzez zmiany w kodeksie pracy, obnizenie podatków
            itp. w kontekście praktyki stosowanej w tym zakresie przez NBP.
            Pozdrawiam ekonomicznych praktyków i teoretyków
            Biz
            • Gość: Jasio Do Biz'a IP: *.5800-11.access.uk.worldonline.com 21.12.01, 00:48
              Drogi Bizie,

              Nie odmawiam ci prawa do skarzenia sie na wysoka stope procentowa - absolutnie
              nie - jest to najwieksza krzywda jaka mozna wyrzadzic interesowi - mysle ze nie
              ma w tym punkcie niezgody.

              Z punktu widzenia firmy prowadzonej przez Ciebie czy tej w ktorej ja jestem
              (niewielkim) wspoludzialowcem wazne jest tylko to jak drogi jest pieniadz. Ale
              jak slusznie zauwazyles punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Jest mi
              bardzo trudno (chyba podobnie jak Tobie) pogodzic sie z tym ze pieniadz jest
              taki drogi - co wiecej mnie jest sie trudno pogodzic z tym ze z jednej strony
              podatki a z drugiej wysoki deficyt budzetowy podraza pieniadz bo nie ma go dla
              nas przedsiebiorcow - ludzi ktorzy ryzykuja i trwaja przy ryzyku. Co wiecej az
              skreca mnie gdy widze na co ida te pieniadze. Zeby to jeszcze na czolgi i
              samoloty - te dobre albo chociaz na oswiate - ale nie: one ida MIEDZY INNYMI na
              doplaty dla ludzi ktorzy czesto sa zdrowi i stoja pod przyslowiowa 'budka z
              piwem'. A co powiedziec o doplatach do nierentownych hut ktore jeszcze do
              niedawna w swojej wiekszosci produkowaly stal zdolna do poskladania
              czolgu '102' lub kopalni gdzie jeszcze ciagle sa 'przodki' z pokladem wegla
              tylko ok 60 cm (a kombajn ma 'wiertlo' na okolo dwa metry) a reszta to kamien.
              Warto by jeszcze wspomniec o takich rzeczach jak monopole typu LOT typu TPSA
              itd itp do ktorych sie co prawda nie doplaca ale ktore stanowia bariery dla
              rozwoju firmy (drogie bilety i rachunki telefoniczne ze o internecie nie
              wspomne).

              Problem polega na tym Biz ze oskarzasz nie tego czlowieka co trzeba za to co
              jest przyczyna klopotow firm w naszym kraju. Odpowiedzialnosc za drogi pieniadz
              ponosza wszyscy ci ktorzy spowodowali:

              1. obecna strukture budzetu tzn wysoki udzial procentowy wydatkow ktorych sie
              nie da zredukowac z dnia na dzien jak na przyklad emerytury.
              2. brak dzialan aby budzet 'zamknac' i przygotowac nadwyzke budzetowa na
              ciezkie czasy dekoniunktury aby wtedy 'wyrzucic' pieniadz na rynek i zwiekszyc
              popyt

              Jedynym politykiem ktory do tego otwarcie nawolywal a wiec:
              1. do zmiany struktury budzetu
              2. do przygotowania nadwyzki budzetowej

              byl od okolo roku 1992 p. LESZEK BALCEROWICZ i jeszcze kilku innych
              ekonomistow oraz praktykow gospodarczych, ktorzy nie sa tak znani jak p.
              Balcerowicz.

              Ale wracajac do drugiej waznej sprawy: dostep do pieniadza dla firmy. Jak wiesz
              sa trzy zrodla pieniaddza w uproszczeniu. Jedno ktore wymieniles to dlug np z
              banku. Dwa nastepne (teoretycy nazywaja) zaliczane do kapitalu to pieniadze z
              wlasnej kieszeni i kieszeni innych inwestorow (przepraszam ze brzmi to tak
              mentorsko ale to nie jest celem tego paragrafu tylko proba jasnego wyluszczenia
              mysli - dobrze rozumiem ze jestes swiadoom istnienia tych 'typow' pieniedzy).

              Kazdy rodzaj pieniadza nazwijmy to jest do czego innego. W bardzo duzym
              uproszczeniu:

              1. kredyt jest dobry tylko na dobre czasy (sam to potwierdzasz w swojej
              wypowiedzi). Nawet gdyby kredyt byl tani to zawsze jest ryzyko ze firma sie
              omsknie w trudnych czasach i nie splaci procentu..., a jak wiesz bank nie
              wybacza (a raczej nie wybaczaja ci co daja depozyty do bankow). Tak przy okazji
              to firmy relatywnie male zawsze maja trudne czasy.

              2. kapital z wlasnej kieszeni jest bardzo drogi i najczesciej nie
              wystarczajacy - no bo po pierwsze kto chce ryzykowac w pelni swoim 'groszem' a
              po drugie tego grosza nigdy nie jest dosc zwlaszcza jak trzeba duzo
              zainwestowac lub finansowac podwykonawcow lub nie daj Boze klientow.

              3. kapital inwestorow - jest go duzo ale pod warunkiem ze sie umie przekonac
              do swojego interesu i znalesc tego wlasciwego inwestora. Ale jest tez
              niebezpieczny bo mozna utracic kontrole nad wlasnym interesem!

              Widac ze jestes na biezaco jesli chodzi o rynek dlugu (tego bankowego tylko!).
              Jestem tez pewien ze jestes na bierzaco jesli chodzi o mozliwosci wlasnej
              kieszeni ;) (to tylko zart - nie obrazaj sie). Ale co jesli chodzi o trzecia
              mozliwosc?

              My Polacy mamy harda dusze i ciezko sie przyznac, ze inni moga cos dodac do
              interesu i to nawet tak duzo ze czeba oddac na dluzszy czas pelna kontrole nad
              swoim 'dzieckiem'.... aby wrocic po czasie i ponownie objac kontrole tym razem
              bedac juz silnya duzya i wyposarzona firma, ktora moze zaciagac dlugi...

              Na wypadek gdybys mowil o trzecim rozwiazaniu jako teori to chcialbym ci
              powiedziec ze bardziej nie mogl bys sie mylic.......


              Glupi Jasio - ten z piosenki Jacka Kaczmarskiego (znasz ja?)



              • Gość: Rycho Re: Do Głupiego Jasia IP: 10.133.128.* 21.12.01, 09:40
                Mnie osobiście Twoje rozumowanie przekonuje.Problem w tym że dla zdecydowanej
                większości ludzi którze oceniają politykę RPP bardziej trafiają argumenty
                populistów niż głębsze analizy.Łatwiej pokazać diabła przebranego za
                Balcerowicza niż próbować zrozumieć rzeczywistość która nigdy nie jest
                prosta.Pozdr.
                • Gość: Biz Re: Do Głupiego Jasia IP: 217.97.163.* 21.12.01, 11:50
                  Dziekuję Jasio za rzeczową polemikę.
                  Ale może, krótko uścislę o co mi chodziło bo chyba nie do końca jasno się
                  wyraziłem. Celowo pomijam w swojej wypowiedzi aspekt makroekonomiczny (częsty w
                  innych dyskusjach obok)ograniczając się do ekonomii na poziomie
                  przedsiębiorstwa by zawęzić pole dyskusji zwiazanej z polityką RPP.
                  Na świecie nastroje przedsiębiorców są mierzone i stanowia przesłankę do
                  podejmowania działań makroekonomicznych w gospodarce. Ty Jasio popełniasz błąd
                  taki jak i Balcerowicz- analizując politykę kredytową robisz to głównie w
                  aspekcie konsumpcji, Balcerowicz z kolei płacze nad ludem (oszczędzajacymi
                  pieniadze w bankach) a nie uroni łezki nad kapitalistami. Dziwny kapitalizm!
                  W Polsce nikt nie pyta przedsiebiorców nawet o zdanie w podstawowych dla ich
                  działalnosci kwestjach nie mówiąc już o analizie ich nastrojów i badaniu ich
                  nastawienia do inwestowania.
                  Moja firma (działalność gospodarcza osoby fizycznej)wyrosła właśnie na bazie
                  pozyczonych pieniedzy z banku i dzięki nim w tej chwili zatrudnia kilkuset
                  pracowników, firma przynosi mi każdego roku- już od paru lat- wielomilionowy
                  zysk(równiez ten rok jest pod tym względem dobry) a Rzeczpospolitej daję prawie
                  tak samo wysoki podatek dochodowy ile sobie biorę do kieszeni(a właściwie w
                  całości inwestuję w swoja firmę).
                  I taką firmę urzednicy z dozoru bankowego chcą zakwalifikować jako firmę o
                  podwyższonym ryzyku. To pytam ciebie jak w takim razie zostaną zakwalifikowane
                  pozostałe polskie firmy, gdyż 99% z nich jest w gorszej kondycji od mojej. A
                  jak zostaną potraktowani ludzi z dobrymi pomysłami, którzy przyjdą do banku po
                  raz pierwszy po kredyt inwestycyjny jak to ja zrobiłem przed dziesięciu laty?
                  Piewca wolnego rynku pan Balcerowicz upomina się o lepsze warunki dla firm, o
                  więcej rynku w naszym państwie. Ale czy urzenicy NBP pozbawiajacy komercyjne
                  banki samodzielności decyzyjnej i elastyczności swoimi urzędniczymi nakazami,
                  papierowym podejściem do podmiotów gospodarczych i procedurami to nie taka sama
                  biurokratyczna bariera jak biurokracja panstwowych urzedników. W kazdym razie
                  te bariery bardziej doskwierają wielu firmom niz wadliwe prawo pracy
                  Podkreslając rolę banku w kreowaniu rozwoju gospodarczego chciałem zwrócić
                  uwagę, że politykę wspierania przedsiębiorców Balcerowicz powinien pokazowo
                  zrealizować na własnym podwórku. Ale niestety widzę tutaj analogię do
                  nawoływania rządu do podjęcia działań mających zmniejszyć koszty pracy w Polsce
                  przy jednoczesnym podwyższaniu takich kosztów u siebie (popis RPP w sprawie
                  swoich wynagrodzeń). To samo z podatkami- obowiazkowe rezerwy, których poziom
                  okresla Prezes NBP, są podatkiem nakładanym na komercyjne banki, które w
                  ostatecznym rachunku pokrywa przedsiębiorca bioracy kredyt. Dlaczego tak późno
                  Balcerowicz zabrał sie za obnizkę tego podatku i dlaczego tak mało obnizył?
                  Czy aby nie mamy tu do czynienia z mentalnością Kalego.
                  Jasio, ja się nie żalę na własną sytuację ani nie oczekuję porad jak sfinasować
                  działania swojej firmy. Jestem po prostu przerażony sytyacją w kraju jako
                  obywatel znający pewne mechanizmy zwiazane z funkcjonowaniem firm.
                  Jako właściciel firmy, ktorej udało się przetrawać krytyczny moment zaczynam
                  odczuwać pewien komfort monopolisty- większość konkurentów splajtowała, młodzi
                  z nowymi pomysłamy na biznes nie mają szansy na start.
                  Tylko czy na tym ma polegać wolny rynek w Polsce wysniony przez Balcerowicza?
                  Biz
                  • Gość: thrundui Re: Do Głupiego Jasia IP: 157.25.125.* 21.12.01, 13:41
                    > Ty Jasio popełniasz błąd taki jak i Balcerowicz- analizując politykę kredytową
                    > robisz to głównie w aspekcie konsumpcji,

                    oczywiscie ze w aspekcie konsumpcji, mamy przeciez inflacje!
                    popyt jest wiekszy niz podaz.
                    Aby obnizyc inflacje trzeba obnizyc konsumpcje.

                    > Balcerowicz z kolei płacze nad ludem (oszczędzajacymi
                    > pieniadze w bankach) a nie uroni łezki nad kapitalistami. Dziwny kapitalizm!

                    Zachowujesz sie troche jak lobbista. Moj interes = interes kraju.
                    Zalozmy ze mam wielkie oszczednosci.
                    Ja chce nieskonczonej stopy procentowej!
                    Dlaczego twoje dobro ma byc wazniejsze niz moje.
                    Co z tego, ze robisz miejsca pracy. Robisz to za moje pieniadze!

                    Zreszta sam sobie jestes winiem.
                    Gdybys mial nizsze oczekiwania inflacyjne nie podnosilbys plac pracownikow.
                    Moze nawet obnizyl. Nie byloby wtedy inflacji i nie trzeba by jej zmiejszac
                    wysokimi stopami.

                    > Podkreslając rolę banku w kreowaniu rozwoju gospodarczego chciałem zwrócić
                    > uwagę, że politykę wspierania przedsiębiorców Balcerowicz powinien pokazowo
                    > zrealizować na własnym podwórku.

                    balcerowicz ma dbac o inflacje. A moze o nia dbad tylko robiac na zlosc
                    przedsiebiorcom. Przedsiebiorcy lubia wysoki popyt ale wysoki popyt wiaze sie z
                    wysoka inflacja.

                    Popyt mozna obnizyc na dwa sposoby - albo sklaniajac ludzi do oszczednosci, albo
                    obnizajac im place. To pierwsze jest bardzo nieskuteczne i wymaga wysokich stop.
                    To drugie wymaga znecania sie nad przedsiebiorcami, do takiego pogorszenia ich
                    sytuacji, aby nawet do glowy im nie przyszlo aby podwyzszac pensje. Czyli tez
                    podwyzki stop.

                    Jakos przedsiebiorcy nie chca obnizac plac sami z siebie - place do tej pory
                    rosly szybciej niz inflacja, wiec trzeba ich do tego zmusic. Gdyby zrobili to
                    dobrowolnie to nie byloby recesji. Podobnie sami sa sobie winni konsumenci bo
                    wywieraja duzy nacisk na place. Im tez trzeba pokazac, ze jest bardzo zle, i firm
                    nie stac na podwyzki.

                    Gdyby RPP byla bardzo wiarygodna, gdyby wszyscy wiedzieli, ze jak powiedza, ze
                    bedzie 2% inflacji to bedzie, chodzby swiat sie mial zawalic i wszystkie
                    przedsiebiorstwa upasc, to ludzie skorygowaliby oczekiwania inflacyjne, zazadali
                    odpowiednich podwyzek. Mielibysmy wtedy 2% inflacji bez zadnych podwyzek stop i
                    recesji!

                    Wszyscy tak sie przejeli wysokoscia realnych stop procentowych, ale od zawsze
                    byly wysokie, duzo wyzsze niz w krajach unii. One obnizaly wzrost gospodarczy,
                    ale on byl na tyle duzy, ze nikt tego nie zauwazal. Teraz jak spowolnil, to koszt
                    wysokich stop nagle wyszedl na jaw. Wyszedl, ale sie nie pojawil.

                    > Ale niestety widzę tutaj analogię do
                    > nawoływania rządu do podjęcia działań mających zmniejszyć koszty pracy w Polsce

                    Tu nie ma zadnej analogii.
                    Obnizyc inflacje mozna takze zwiekszajac podaz nie zmieniajac popytu. Tutaj
                    wszystkie narzedzia so po stronie rzadu, bo to jest mozliwe tylko poprzez
                    regulacje mikroekonomiczne. Cala polityka makroekonomiczna jest na poziomie
                    sterowania popytem.

                    > przy jednoczesnym podwyższaniu takich kosztów u siebie (popis RPP w sprawie
                    > swoich wynagrodzeń). To samo z podatkami- obowiazkowe rezerwy, których poziom
                    > okresla Prezes NBP, są podatkiem nakładanym na komercyjne banki, które w
                    > ostatecznym rachunku pokrywa przedsiębiorca bioracy kredyt.

                    Rezerwy to nie jest zaden podatek. System bankowy to jest w gruncie rzeczy
                    wielkie oszustwo. Banki moglyby sprawnie funkcjonowac nawet jezeli oprocentowanie
                    kredytow byloby mniejsze niz depozytow.
                    Nikt nie wymaga, aby banki udzielajace kredyt mialy pokrycie tego kredytu w
                    depozytach. One moga pozyczyc nawet dziesiec razy wiecej niz maja pieniedzy, o
                    ile tylko nie wyplaca ich natychmiast.
                    Musza to jednak robic ostroznie, bo w razie paniki ludzie zaczna wycofywac swoje
                    pieniadze wlacznie z kredytobiorcami i wtedy wyjdzie na jaw, ze bank nie ma
                    pieniedzy. Zabawa polega na tym, ze zaden bank na swiecie nie ma tego pokrycia.

                    Rezerwy nie sa po to aby zwiekszac koszty czy sciagac podatki. NBP nie potrzebuje
                    zysku, bo sam moze sobie go wydrukowac. Ich jedynym celem jest niepopuszczenie do
                    zbyt wielkiego oszustwa, do pozyczania zbyt wielu pieniedzy w porownaniu z
                    depozytami.

                    > Balcerowicz zabrał sie za obnizkę tego podatku i dlaczego tak mało obnizył?
                    > Czy aby nie mamy tu do czynienia z mentalnością Kalego.

                    Jeszcze dwa, trzy lata temu poziom rezerw obowiazkowych byl dwa razy wiekszy.
                    Dobrze by bylo gdyby rzad zastosowal podobna "nieznaczna" obnizka podatkow
                    • Gość: MACIEJ RPP-Dlaczego cieli wlasnie tak-? IP: *.ny5030.east.verizon.net 26.12.01, 07:09
                      Spogladanie z tarasu na zamarzniete jezioro oraz podkladania szczap drewna do
                      kominka tez moze znudzic.
                      Sarenki przeliczylem-wygladaja na zdrowe-stawily sie w komplecie.
                      Jasio.
                      1-"Gielda jest przewartosciowana i wszyscy cholernie nerwowi"
                      No wiec nie wszyscy-musze cie upewnic.
                      Gielda byla zawsze przewartosciowana i pytanie jest :nie o ile ,lecz przy jakim
                      przewartosciowaniu nastepuje korekta?
                      2-"Obnizenie stop % prowadzi do wzrostu zakupow konsumpcyjnych z exportu,a to
                      do deficytu handlowego.Wartosc dodana naszych produktow exportowych nie jest
                      wystarczajaco wysoka aby zrownowazyc import."
                      I tu posluze sie danymi motka
                      Deficyt handlowy USA:
                      Chiny...16,3-100,1=-83,8
                      Japonia.65,3-146,6=-81,3 mld doll.
                      Moze na tym przykladzie wytlumaczysz nam Jasio co wspolnego ma deficyt handlowy
                      z wartoscia dodana produktow exportowych.
                      Jest to bardzo popularny argument wysuwany przez wielu teoretykow,ale co on ma
                      wspolnego z powyzszymi efektami handlowymi.
                      Sam sobie troche odpowiedziales na przykladzie Argentyny:"Proba zmuszewnia
                      spoleczenstwa do konsumpcji drogich lokalnych produktow."
                      No wiec pies jest pogrzebany w "drogiej produkcji lokalnej".
                      Czyli Biz mial racje twierdzac,ze koszty produkcji w Polsce sa wyzsze niz w
                      krajach osciennych(Czechy,Slowacja,Wegry) i dlatego nasza produkcja nigdzie nie
                      idzie.
                      Poparlbym to co napisal Andrzej:Klapki na oczach RPP i brak koordynacji
                      polityki pienieznej z fiskalna oraz wspierania producentow rodzimych przez tani
                      kredyt.
                      thrundui
                      "Biz zachowuje sie jak lobbista,Moj interes=Interes kraju."
                      Tak powinno byc i to jedyne prawidlowe podejscie powinno byc popierane przez
                      rzad.
                      Jasio ciulajacy na koncie nie tworzy miejsc pracy a przeciez to jest w kazdej
                      zdrowej gospodarce najwazniejsze.
                      Jesli przy 18% bezrobociu i stagnacji gospodarczej masz lepsze rozwiazania,to
                      chetnie wszyscy je przeczytaja.
                      Pozdr.


                      • Gość: Biz Re: RPP-Dlaczego cieli wlasnie tak-? IP: 217.97.163.* 28.12.01, 00:31
                        Thrundui, jesteś typowym homo sovieticus!
                        Większość ludzi na forum deklaruje się jako zwolennicy systemu
                        kapitalistycznego, wolnego rynku, liberalizmu gospodarczego, ale jak przyjdzie
                        co do czego to wychodzi z nich dusza sovieticusa...
                        W Polsce nie ma jeszcze nawet namiastki systemu kapitalistycznego a ty już
                        mnie ganisz za chęć wpływania na decyzje gospodarcze podejmowane przez
                        polityków. A przecież w prawdziwej gospodarce kapitalistycznej prawdziwa władza
                        należy do kapitalistów a nie ludu roboczego (a tym bardziej nie do partii
                        politycznych jak to dzieje się właśnie u nas z Balcerowiczem w roli głównej).
                        Dla ciebie jako homo sovieticusa musi być ta prawda frustrująca.
                        Ale jeżeli zważysz, że w dojrzałych gospodarkach kapitalistycznych dzięki
                        skutecznemu lobbowaniu kapitaliści mają się dobrze i co ważniejsze dzięki
                        korzystnym warunkom duża część społeczeństw rozwiniętych panstw Zachodu
                        przeistoczyła się z pracowników najemnych i rolników w kapitalistów (większość
                        miejsc pracy w rozwijanych gospodarkach kapitalistycznych powstaje przecież w
                        małych i średnich firmach) to musimy przyznać, że w tej dyktaturze pieniadza
                        jest jednak metoda.
                        W Polsce nie ma kapitału, nie ma prawdziwych kapitalistów i nie ma prawdziwego
                        kapitalizmu.
                        Jakie są więc motywy ludzi u władzy. Jeżeli nie kapitaliści to kto rządzi w
                        Polsce? W czyim interesie są podejmowane decyzje gospodarcze? Dlaczego RPP
                        podejmuje właśnie takie decyzje jakie podejmuje? Kto to jest Balcerowicz?
                        Odpowiedź na te pytania jest dla mnie dużo bardziej przydatna do zrozumienia
                        sytuacji w dzisiejszej Polsce niż teoretyczne dyskusje Jasia i Macieja o
                        teoretycznych modelach funkcjonowaniu gospodarki kapitalistycznej, które niby
                        mają być argumentem w dyskusji o polskiej gospodarce- nas jeszcze długo ta
                        dyskusja nie będzie dotyczyła.
                        Czeka nas jeszcze długa droga do kapitalizmu w tym przede wszystkim do uporania
                        się w naszym społeczenstwie z mentalnością sovieticusa.
                        Jeszcze długo kapitalista tworzący miejsca pracy będzie w Polsce tym wrogiem
                        klasowym wymyslonym przez Mrksa.

                        • Gość: MACIEJ Re: RPP-Dlaczego cieli wlasnie tak-? IP: *.ny5030.east.verizon.net 28.12.01, 08:28
                          Biz-ja cie bardzo przepraszam,ale ja nie jestem teoretykiem.
                          Ja jestem 100% praktykiem ,tak jak ty.
                          Mam biznes od 1984 roku i daje sobie niezle rade.
                          Fakt ze dobrze radze sobie z teoria wynika z tego ze to lubie.
                          Teoretykami i to dobrymi sa thrundui i Jasio.
                          W poprzednim moim wystapieniu przeciwstawilem sie teoriom thrundui i Jasia i
                          zaden z nich nie raczyl odpowiedziec.
                          Problem duzej roznicy miedzy inflacja i stopami % thrundui wyjasnil dosc dobrze,
                          mimo drazniacego sposobu wypowiedzi wszystko napisal jak jest w ksiazce(brak
                          tylko nr strony).
                          Nie chce sie wdawac w wyjasnianie tego,bo juz raz wyjasnilem Fizykowi
                          teorie ,ktora uslyszal od b.madrego czlowieka i skonczylo sie na tym ,ze to
                          byla moja teoria i sie Fizyk na mnie obrazil.
                          Twoje pytanie :"Kto rzadzi w Polsce?" jest jak najbardziej na miejscu.

                          NO WIEC RZADZA TEORETYCY,KTORYM SIE WYDAJE, ZE SA MADRZEJSI OD PRAKTYKOW.

                          Nigdy teoretyk nie bedzie madrzejszy od praktyka,bo:
                          -to nie jego pieniadze wchodza w gre.
                          -nie on traci ,za podjecie glupiej decyzji.

                          Jedyny sluszny rzad jest ten,ktory propaguje:
                          -najnizsze podatki,a tym samym najnizsze socjale.Bo przy niskich podatkach i
                          niskich kosztach biznes moze skutecznie konkurowac z zagranica.
                          -najmniej rzadu w gospodarce,(sam na to narzekales)
                          -preferowanie biznesu kosztem zwiazkow zawodowych(w Stanach do zw.zaw.nalezy ok
                          17% roboli).
                          Pozdr.

                        • kofizyk Re: RPP-Dlaczego cieli wlasnie tak-? 28.12.01, 15:41
                          Szanowny Panie Biz,

                          Cenie wysoko Pana zdanie ale nie moge sie z nim w pelni zgodzic.
                          Zaczne jednak od zbieznosci - uwazam, ze RPP popelnila bledy. Powoli
                          zaczyna sie zreszta do tego przyznawac, mowiac ze "nie dopracowali sie jeszcze
                          dobrego modelu polskiej gospodarki". Znaczy to tyle, ze nie rozumieja
                          polskiej gospodarki. Prawdopodobnie jest to efekt tego, ze ci panowie
                          nie sa nawykli do samodzielnego myslenia i rozpuszczeni boomem na jakich-takich
                          ekonomistow w II RP. Z kolei eksperci MFW i B. Swiatowego sa szkoleni
                          na zupelnie innych gospodarkach niz polska, wiec i oni w stworzeniu dobrego
                          modelu nie pomoga. W moim rozumieniu, po prostu RPP to bardzo przecietni
                          ekonomisci w bardzo zlozonej sytuacji.

                          Uwazam, ze wplywy biurokracji i centralizm w Polsce sa zbyt duze,
                          takze w NBP.

                          A teraz roznice:

                          1) Latwosc rozpoczynania biznesu 10 lat temu to oczywiscie pochodna
                          zupelnie innych warunkow. Wtedy wystarczylo miec szczeke zeby dobrze zyc.
                          Teraz proste sprawy zostaly juz zalatwione i zaczely sie schody.

                          2) Przed 10 laty zadluzenie polskich FIRM wynosilo 0 USD. Dzis wynosi
                          okolo 90 mld USD. Nic dziwnego, ze dalsza ekpansja kredytowa jest niemozliwa.
                          Teraz przyszedl czas placenia. Stad, rzeczywiscie, spadla dostepnosc
                          kapitalu.

                          3) Skonczyly sie niemal wplywy z prywatyzacji i bardzo spadla dynamika
                          inwestycji zagranicznych (swiatowe spowolnienie). Znowu - spadek koniunktury i
                          pogorszenie warunkow dzialania firm. Jakby tego bylo male, koszta 4 reform
                          przekroczyly mozliwosci budzetu.

                          4) Podrozala bardzo praca ludzka w Polsce.


                          Jako raczej amator niz praktyk czy teoretyk, mam wrazenie, ze ta recesja
                          jest prosta konsekwencja nieodpowiedzialnej konsumpcji na kredyt moich
                          rodakow oraz fatalnej struktury finansow publicznych, niezreformowanego
                          kodeksu pracy, potwornie nieszczelnego systemu pomocy spolecznej.
                          Bledy RPP sa znacznie mniej istotne od bledow polityki rzadow.
                          Pewne swiatelko w tunelu widze w tym, ze pana firma przetrwa.
                          Przetrwa, bo jest zarzadzana lepiej od innych i bardziej konkurencyjna.
                          Za rok-dwa, jak dobrze pojdzie, pieniadz potanieje i wtedy bedzie mial
                          Pan czyste pole do ekspansji, takze na rynki europejskie.
                          Jesli powroci koniunktura, to nowi adepci biznesu rozpoczna dzialalnosc
                          na niedrogi kredyt, w byc moze, nowoczesniejszych dyscyplinach
                          niz ro ma miejsce teraz. Jest szansa, ze ten szok uzdrowi troche
                          polska gospodarke i sposob rzadzenia.

                          czego Panu i sobie zycze

                          Fizyk

                          PS. Mysle, ze biznesmeni i makroekonomisci to grupy majace odmienne pola
                          dzialania i nie mozna mowic, ze Pan moglby zastapic Blacerowicza jako szef
                          NBP ani ze on moglby zastapic Pana w firmie. Obydwaj jednak zapewne
                          popelniacie bledy.
                          • Gość: MACIEJ Re: RPP-Dlaczego cieli wlasnie tak-? IP: *.ny5030.east.verizon.net 29.12.01, 05:50
                            WOW!!!!!!!!!!!!!
                            Mam tylko jedno ALE.
                            "Jesli powroci koniunktura".
                            Biz wlasnie o tym pisze,zeby naklonic koniunkture do powrotu trzeba wyjac rece
                            z kieszeni i obnizyc koszty kredytu.
                            Pozdr.
                            • Gość: Jasio Do Macieja IP: 194.128.169.* 03.01.02, 13:38
                              Macieju,

                              przepraszam, ze nie odpowiedzialem na twoje zapytania i argumenty wczesniej.
                              Spotykalem sie z rodzina i przyjaciolmi - po prostu Swieta i caly ten okres
                              pozwala sie oderwac na chwile od codziennych trosk zwiazanych z praca w
                              (czesciowo mojej) firmie. Dodatkowo nie mialem w tym czasie dostepu do
                              interneta. Przepraszam za milczenie i juz odpowiadam.

                              )Przewartosciowanie gieldy
                              Oczywiscie zgadzam sie z Toba Macieju - nie wszyscy sa nerwowi jesli chodzi o
                              gielde - ale mowilem o podniesionej wrazliwosci gieldy (price volatility) w
                              stosunku do okresow w ciagu powiedzmy ostatnich kilku lat. Przyznasz ze
                              infomacje nadchodzace na gielde maja znacznie wiekszy wplyw niz normalnie na
                              wahania cen.

                              )Argument a stalym przewartosciowaniu gieldy
                              Napisales Macieju ze gielda jest zawsze przewartosciowana i tylko poziom
                              indeksow przy ktorym nastepuje przewartosciowanie jest istotny. To jest ciekawe
                              zalozenie (bardzo teoretyczne [sic!]).

                              Przyznam, ze ja mysle o tym troche bardziej relatywnie: gielda ma sie tak
                              dobrze jak suma (wypadkowa) checi inwestowania przez ludzi w gielde.
                              Tzw 'przewartosciowanie' gieldy jest juz terminem teoretycznym, ale jak sam
                              przyznajesz jest istotny poniewaz stanowi punk odniesienie (benchmark) dla
                              inwestorow bo umozliwia odniesienie sie do stanu swojego portfela akcji i
                              dlatego ma jednak znaczenie praktyczne (mowimy o 'zywych' i duzych pieniadzach
                              zarzadzanych przez ludzi ktorzy sa biznesmenami i to jak najbardziej).

                              Ten przyklad stanowi rowniez (niedoskonala) odpowiedz dlaczego Macieju
                              potrzebni sa tzw 'teoretycy' dla 'praktykow' i vice-versa.

                              Ale mam dla Ciebie jeszcze ciekawszy przyklad ktory wyjasnia dlaczego praktycy
                              sami nie moga rozwiazac wszystkich dylematow swoich interesow. Jednoczesnie
                              pozwole sobie odpowiedziec na Twoje pytanie dotyczace przelozenia polityki
                              stopy procentowej na bilans handlowy panstwa. (Bede sie staral: Kill two birds
                              with one stone - jak mowia New Yorkers)

                              Bodajze w XVIII-tym wieku zauwazono ze handel miedzy Hiszpania a Anglia mial
                              bardzo nieoczekiwane rezultaty. Wydawaloby sie wszystkim ze najbardziej
                              uprzemyslowiona Anglia bedzie sprzedawala tylko artykoly przemyslowe a rolnicza
                              Hiszpania tylko artykoly np. spozywcze. Ku zdumieniu wszystkich (teoretykow ale
                              zwlaszcza praktykow) wiele firm Hiszpanskich eksportowalo artykoly przemyslowe
                              a angielskim fimom oplacalo sie sprzedawac niektore produkty rolne.

                              Zdumienie bylo tym wieksze, ze nie istnialy w zasadzie zadne ograniczenia w
                              handlu nie mowiac juz o bardziej wyrafinowanych sposobach 'naginania' partnera
                              do kupowania produktow np. operowania 'sila nabywcza' waluty. W rezultacie
                              Anglia miala deficyt handlowy a nie spodziewana nadwyzke (przez krotki czas).

                              Jeden praktyk (mial wlasna firme) dal BARDZO TEORETYCZNE rozwiazanie (nawiasem
                              mowiac tlumaczace dlaczego wolny handel jest lepszy niz handel 'wspomagany'
                              polityka panstwa). Daloby sie to tak przedstawic: koszty produkcji sa relatywne
                              w danym miejscu. Ten sam tenisowek, hard disc, software moze kosztowac innaczej
                              jesli chodzi o produkcje. I na przyklad Indie sa wielkim producentem software
                              nie rzadko eksportowanego do USA podczas gdy USA eksportuja relatywnie proste
                              koparki np do Chin i Indii. (Gdybys czol niedosyt co do informacji o takzwanym
                              relativity of terms of trade daj znac - zapewniam cie ze mimo teoretycznej
                              formy jest to bardzo praktyczna koncepcja).

                              Macieju bardzo trudno jest uproscic na uzytek tej dyskusji wspolczesne procesy
                              ekonomiczne prosze wiec nie lap mnie za slowa ale jesli mozesz staraj sie
                              ocenic idee (nie moja).

                              No ale dalej: niektore panstwa takie jak Japonia prowadzily polityke niskiej
                              stopy procentowej aby wplywac na wielkosc eksportu (i dochodu) spoleczenstwa.
                              Dzialo sie to nie tyle przy pomocy deficytu budzetowego (tak jak w wielu
                              innych - zwykle krajach europejskich) ale przy pomocy stopy procentowej. Dzieki
                              temu japonskie przedsiebiorstwa mogly siegac po wielkosci kredytow w bankach
                              niedostepne na przyklad dla firm amerykanskich. Wielkosc kapitalu wlasnego w
                              wielkich koncernach samochodowych stanowila czasem tylko do kilku procent
                              bilansu ksiegowego firm!!

                              Za kazdym razem zarobki z odniesionego handlu powodowaly aprecjacje yen'a i
                              niebezpieczenstwo ze ceny Toyot na rynku amerykanskim beda rosly co prowadzilo
                              do kolejnych fal obnizek stop procentowych i kolejnego wzrostu kredytow (no i
                              potanienia Yen'a - bo cross currency interest rates nie byly atrakcyjne). Ta
                              polityka zwana polityka przemyslowa doprowadzila do roznych efektow pozytywnych
                              jak i negatywnych a konca tych efektow jeszcze nie widac. Jednym z tych efektow
                              jest nadwyzka w handlu z USA.

                              Gdy chodzi o nadwyzke z Chinami to przyczyny nadwyzki handlowej maja inne
                              przyczyny chociaz ogolna zasada 'comparative terms of trade' dalej obowiazuje.
                              Podobnie jak w przypadku Japoni warunki wytwarzania sa 'zaklocone' przez
                              nieprawdziwe koszty wytwarzania produktow. Zapytasz mnie: dlaczego
                              nieprawdziwe? Poniewaz do bardzo niedawna i jeszcze przez jakis czas Chiny w
                              administracyjny lub za pomoca taryf celnych ograniczaja dostep do rynku. W jego
                              wyniku koszty pracy (nawet w roznych czesciach Chin - powody administracyjno
                              polityczne) w stosunku do innych czesci swiata sa zanizone. Przyjecie Chin do
                              WTO bedzie oznaczalo ze ceny sily roboczej sie bardziej uprawdopodobnia. Trudno
                              wyrokowac jak bedzie ksztaltowala sie nadwyzka ale gospodarki z relatywnie
                              tanio dobrze wyksztalcona sila robocza beda korzystac (i o dziwie!) moze sie
                              okazac ze Ameryka bedzie miala za jakis czas nadwyzke handlu nad Chinami.

                              Macieju - jesli dobrze sie wczytasz to zauwazysz byc moze ze kraje stosujace
                              obnizanie stopy procentowej jako sposobu wygrania konkurencji moga go wygrac
                              gdy jednoczesnie stosuja nacisk militarny lub jesli robia to kosztem wlasnego
                              spoleczenstwa.

                              Jesli chodzi o Polske to sprawa wyglada zupelnie innaczej niz w przypadku
                              zarowno Japoni jak i Chin... ale to juz przedstawialem wczesniej chociaz jesli
                              bedzie cie to interesowalo to chetnie napisze jeszcze raz....

                              Glupi Jasio - ten z piosenki Jacka Kaczmarskiego
                              • Gość: MACIEJ RPP-Dlaczego cieli wlasnie tak-? IP: *.ny5030.east.verizon.net 07.01.02, 05:34
                                Jasio-ja nie napisalem ze to byla twoja teoria,lecz ze jest ona b. popularna i
                                niech Jasio nam ja wytlumaczy.
                                Nie to ,zebym ja nie mial swojej teori dla odmiany ale wedke zarzucilem dobrze.
                                Wiem tez ,ze rynek chinski jest administracyjnie zamkniety dla obcych i trzeba
                                sie z nimi niezle wyklocac,tak jak np.ostatnio Japonczycy.
                                Ja w dalszym ciagu uwazam ze Chiny produkuja tak zroznicowany asortyment towarow
                                po tak niskiej cenie ,ze zaden z wysoko rozwinietych krajow nie bedzie mogl
                                wyrobic sobie nadwyzki handlowej z nimi.
                                Tylko i wylacznie ze wzgledu na taniosc produkcji.
                                Zobacz Jasio na ostatnich 10 lat.
                                Najszybciej rozwijaly sie Chiny,Indie,USA i niektore kraje EU.
                                I gdy na calym swiecie jest kryzys Chiny i Indie rwa do przodu-tylko i
                                wylacznie ze wzgledu na taniosc produkcji.
                                "Obnizanie st% w celu wygrania konkurencji jest robione kosztem wlasnego
                                spoleczenstwa".
                                Na przykladzie Japoni wytlumaczyles to dosc klarownie,ale popatrz na obecna
                                sytuacje w EU i USA.
                                Ja tez bylem sceptykiem ,gdy Greenspan schodzil ponizej 2 % ze stopami i
                                widzialem z jakim stoickim spokojem reagowal na to W.Duisenberg,ktory
                                przyspawal sie do stolka na najblizszych kilka lat.
                                Niemcy juz w 3 kw. byli w kryzysie,reszta juz teraz w nim jest i nie widze
                                zmarszczek na czole Duisenberga.
                                Uwaza on tak jak ty,ze nie ma co schodzic nizej ze stopami,bo by sie osmieszyl.
                                Ze niby w EU ryba sie psuje nie od glowy i przyczyny kryzysu sa inne.
                                Ja dla odmiany mysle ,ze nadwaga ogranicza mu mobilnosc a tym samym pole
                                widzenia.
                                Za kilka miesiecy bedziemy mieli rozwiazanie tej problemu i za drogo by mnie to
                                kosztowalo gdybym sie mylil.
                                Pozdr.
                                • Gość: Jasio Do Macieja IP: 194.128.169.* 07.01.02, 15:31
                                  Macieju,

                                  Twoja wiara w to, ze Chiny produkuja tanio i wobec tego bedzie to powodowalo
                                  nadwyzke handlowa m. in. z USA bierze pod uwage napewno jeden element: podaz.
                                  Ale, Macieju, sam przyznasz co z popytem?

                                  Wszystkie kraje wloaczajac w to kraje Centralnej Europy i Azji Poludniowo-
                                  Wschodniej przezyly nagly wzrost popytu ze wzgledu na gwaltownie rosnace
                                  aspiracje ludnosci np. do kupowania telefonow komorkowych i innych rzeczy ktore
                                  sa produkowane w Chinach powiedzmy... ale projektowane i wymyslane (made not in
                                  China) gdzie indziej... np. USA.... Japoni... etc. Oczywiscie nie oznacza to ze
                                  nie bedzie tzw paradoksow wynikajacych z opisanej sytuacji spowodowanej
                                  Comparative Terms of Trade (opisanej powyzej).

                                  Otwarcie rynku u wszystkich krajow rozwijajacyc powodowalo gwaltowny popyt na
                                  wysokiej jakosci dobra (i uslugi) ktore szybko przyczynialy sie do ogromnego
                                  wzrostu importu. WTO poprzez otwarte rynki wymusza zniesienie cel zaporowych,
                                  podatkow importowych i innych para-celnych instrumentow na dluzsza mete.

                                  Parcie Chinczykow do zycia normalnym zyciem jest tak duze ze popyt na dobre
                                  artykuly bedzie przewyzszal wszystko co dotychczas widoczne bylo w okresie
                                  poprszedzajacym kryzys ekonomiczny w pd-wsch Azji w 1997 r ( nie sugeruje tutaj
                                  ze Chiny wpadna w kryzys tylko podaje odnisienie do wzrostu konsumpcji).

                                  Oczywiscie taki naplyw importowanych towarow "zamorduje" nieefektywne
                                  przedsiebiorstwa panstwowe lub w najlepszym wypadku spowoduje naplyw kapitalu
                                  (ale Moj Boze do kraju gdzie nie obowiazuja zadne zasady - tzw kraj wysokiego
                                  ryzyka) ograniczonego o polowe (mowie o FDI) i ciagle malejacego od 1998
                                  roku.... po to tylko aby spowodowac masowe bezrobocie.... czyli dostosowanie
                                  efektywnosci i ceny rynku pracy do poziomu bardziej... swiatowego....

                                  Oj, chyba w Chinach bedzie jeszcze goraco zanim bedzie normalnie i to jeszcze
                                  potrwa....

                                  WZROST GOSPODARCZY
                                  Wzrost gospodarczy 2% z 3 trylionow USD nie jest rowny wzrostowi z powiedzmy
                                  100 milionow o 8%!! Macieju, przewiduje ze Ukraina bedzie miala doskonale wynki
                                  bo bedzie rosla z tak niskiego poziomu dochodu na glowe ze wystarczy ruszyc
                                  przyslowiowym palcem w bucie aby bylo 4-5%!!!


                                  (Ech ta) STOPA PROCENTOWA A WZROST GOSPODARCZY
                                  Wim Duisenberg- nie jest moim bohaterem ani pozytywnym ani negatywnym - jest
                                  sprawnym technokrata. Ale nie przyrownoj pozycji Wim'a do Allan'a.

                                  Alan musi:

                                  1. Pobudzic gospodarke
                                  2. Dbac o inflacje
                                  3. Odzwierciedlac presje Osiolkow i Slonikow (2 partie tylko) (sam Greenspan
                                  [ale to w tajemnicy - ale o tym sza Macieju] jest zacietym wrogiem obnizania IR)

                                  Wim musi:

                                  1. Pobudzic gospodarke (che! che! co ciekawe to jest neo-keynsista a musi
                                  bronic stalosci stopy procentowej)
                                  2. SHARMONIZOWAC STOPE PROCENTOWA W CALEJ UNI EUROPEJSKIEJ (a jest ona ciagle
                                  rozna - dla jednych za wysoka dla innych za niska)
                                  3. dbac o inflacje
                                  4. Odzwierciedlac presje kilku -nastu? -dzisieciu? krajow o roznej dynamice
                                  gospodarczej

                                  Mimo to Macieju rzycze ci abys mial racje i aby Greenspan nie odwrocil trendu
                                  IR, no i oczywiscie zebys wygral na akcjach w ktore zapewne zainwestowales
                                  (szczerze!!).

                                  Powodzenia

                                  Glupi Jas - ten z piosenki Jacka Kaczmarskiego
                                  • Gość: MACIEJ Re: Do Macieja IP: *.ny5030.east.verizon.net 08.01.02, 07:15
                                    Jasio-nie ma dwoch zdan ,ze otwarcie Chin przez WTO "zamorduje nieefektywne
                                    przeds panstwowe i wzmozy popyt na dobra konsumpcyjne z importu.
                                    Jak juz chyba wszyscy wiedza Chinczycy maja juz teraz najwiecej tel komorkowych
                                    na swiecie.
                                    Wracajac do USA-ja sobie nie wyobrazam zeby Greenspan poszedl jeszcze nizej z IR
                                    Jak na razie cala wine za niepowodzenia w gosp amerykanskiej wszyscy zrzucaja
                                    na taliba Daschle,ktory nie chce przepchnac obnizki podatkow.
                                    Ale takiemu to i anthrax nie zaszkodzi.
                                    Bardzo ciezko bedzie przegrac na gieldzie-bo przy takim pompowaniu szmalu w
                                    gospodarke inflacja musi pojsc w gore.
                                    Pozdr.
                                    • Gość: Jasio Re: Do Macieja IP: 194.128.169.* 08.01.02, 08:36
                                      Macieju,

                                      he,he - dobre powiedzonko z tym talibem Daschle. Ogolnie zgoda - ale ja wejde w
                                      akcje najwczesniej dopiero za jakies dwa miesiace... wtedy zobacze (tak mi sie
                                      wydaje co sie dzieje z gospodarka) powodzenia!

                                      Glupi Jasio - ten z piosenki Jacka Kaczmarskiego
            • Gość: "dzinjus biz IP: 62.154.238.* 10.01.02, 16:15
              ..."koszty finansowe w ostatnich miesiacach na łeb na szyję relatywnie rosną w
              stosunku do kosztów finansowych zagranicznych konkurentów(im banki zmniejszyły
              oprocentowania i tak juz niskie o 50% a nam obnizona w tym samym czasie bardzo
              wysokie oprocentowanie o 5%!!! . W mojej firmie koszty finansowe są wyższe niż
              koszt pracowników!"...

              drogi bizie, drodzy biznesmeni,

              wobec powyszszego az sie prosi, zeby wziac kredyt w dolarach,euro albo yenach.
              korzysci sa "ewidentne":


              a.) zmniejszacie koszty finansowe
              b.) oslabiacie kurs zlotego (ale musi byc was odpowiednio duzo)i zaczynacie
              eksportowac ile wlezie :-)
              c.) popyt na kredyty zlotowkowe maleje, wobec czego ich cena sie obniza (z
              pomoca RPP)...wasi klienci w kraju biora "tanie" kredyty i zaczynaja masowo
              kupowac wasze produkty. wy tworzycie nowe miejsca pracy...i jest pieknie. i
              wszyscy sie ciesza.

              jest oczywiscie "maly" problem: ryzyko kursowe. moze jas ma pomysl jak ta rafe
              oplynac?´






    • Gość: Grzegorz Re: RPP - dlaczego cięli właśnie tak? IP: 10.0.98.* 08.01.02, 11:01
      Tak, to bardzo przekonujące. Jednak polityka monetarna, zwłaszcza w
      kraju "raczkującym" jakim jest Polska, to nie matematyka. Wiekszość figur
      makroekonomicznych podlega dużo większym wahaniom okresowym niż w przypadku
      gospodarek rozwiniętych. Proszę spojrzeć na poziomy inflacji, wzrostu itp.. Tu
      nie ma jeszcze wykształconych cyki koniunkturalnych, jakichkolwiek
      długoterminowych trendów. RPP musi ryzykować, "wybiegać przed szereg", bawić
      się w przewidywania liczb, których rozkład zwotów jest daleki od normalnego.
      Musza być w pewnym sensie "traderami" a miarą ich wyniku będzie uniknięcie
      kryzysu walutowego do dnia wstąpienia do Unii. I właśnie dlatego ich decyzje
      moga się większości społeczeństwa wydawać niedorzeczne

      Dziekuję, pozdrawiam
    • Gość: oko Re: RPP - dlaczego cięli właśnie tak? IP: *.mat.agh.edu.pl 08.01.02, 19:24
      Musi Panu wystarczyć odpowiedz: to są fachowcy i P. Zółkowska też
      • Gość: MACIEJ Re: RPP - dlaczego cięli właśnie tak? IP: *.ny5030.east.verizon.net 08.01.02, 20:43
        Jakosc gospodarki odpowiada jakosci fachowcow ,jacy nia zarzadzaja.
    • Gość: rf Re: RPP - dlaczego cięli właśnie tak? IP: *.debniki.sdi.tpnet.pl 09.01.02, 20:09
      Gość portalu: Andrzej napisał(a):

      > Zadałem sobie trochę trudu i na podstawie danych z serwisu finansowego
      > www.money.pl sporządziłem wykres zmian inflacji i podstawowych stóp
      > procentowych w Polsce od stycznia roku 1998......
      >
      Cyztałem te posty chyba z godzinę i muszę powiedzieć, że przede wszystkim życie
      jest znacznie mniej skomplikowane niż wszystkim się wydaje. otóż o czym pewnie
      nie wszyscy wiedzą niski poziom inflacji (na poziomie nie wyższym niż pewien
      procent - nie pamiętam powyżej najniższej inflacji w UE) jest wymogiem formalnym
      niezbędnym abyśmy mogli zostać wciągnięci w pocet członków UE. A tam ... kilkaset
      lukratywnych posadek w administarcji. I nie kredyty, nie gospodarka tylko jak
      zwykle gdy nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze.
      • Gość: MACIEJ Re: RPP - dlaczego cięli właśnie tak?Do Jasia IP: *.ny5030.east.verizon.net 10.01.02, 07:55
        Jasio -czytales chyba o 9 mln rocznym zapotrzebowaniu na PC w Chinach i ze
        powoli wysuwaja sie pod tym wzgledem na drugie miejsce na swiecie.
        I domyslam sie ze zdecydowana wiekszosc tego sprzetu jest co najmniej montowana
        na miejscu,jesli nie calkowicie produkowana.
        Poza tym w tych zacofanych Chinach maja 136 mln tel komorkowych -czyli
        najwiecej na swiecie i tez sie domyslam ze robia je na miejscu.
        To jest tak jakby co 10 Chinczyk mial komore,czyli w Polsce musialoby byc 4 mln
        zeby relacja zostala zachowana.
        Cos mnie sie zdaja Jasio ze ty ich w dalszym ciagu widzisz jezdzacych w
        mundurkach na rowerach do pracy,w ktorej wykonuja plastikowe diabelki.
        A zmeczeni po pracy jada do swoich szalasow,by przed zachodem slonca zjesc
        ostatnia miske ryzu tego dnia.
        Pozdr.
        • Gość: Jasio Re: RPP - dlaczego cięli właśnie tak?Do Jasia IP: 194.128.169.* 10.01.02, 11:09
          Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

          > Jasio -czytales chyba o 9 mln rocznym zapotrzebowaniu na PC w Chinach i ze
          > powoli wysuwaja sie pod tym wzgledem na drugie miejsce na swiecie.
          > I domyslam sie ze zdecydowana wiekszosc tego sprzetu jest co najmniej montowana
          >
          > na miejscu,jesli nie calkowicie produkowana.
          > Poza tym w tych zacofanych Chinach maja 136 mln tel komorkowych -czyli
          > najwiecej na swiecie i tez sie domyslam ze robia je na miejscu.
          > To jest tak jakby co 10 Chinczyk mial komore,czyli w Polsce musialoby byc 4 mln
          >
          > zeby relacja zostala zachowana.
          > Cos mnie sie zdaja Jasio ze ty ich w dalszym ciagu widzisz jezdzacych w
          > mundurkach na rowerach do pracy,w ktorej wykonuja plastikowe diabelki.
          > A zmeczeni po pracy jada do swoich szalasow,by przed zachodem slonca zjesc
          > ostatnia miske ryzu tego dnia.
          > Pozdr.

          Drogi Macieju,

          Oczywiscie zdaje sobie sprawe, ze prowokacja w Twoim stylu nie oznacza braku
          szacunku tylko ciekawosc i chec polemiki (bardzo dobra cecha poznawcza w mojej
          opini).

          Chiny maja co najmniej dwa oblicza:

          Pierwsze (powiedzmy w prowincjach Gansu, Sichuan, Xinjiang):

          a. Malutki Chincyk w mundurecku Mao na rowerecku w ryzowym kapelusiku jadacy do
          swojego salasiku aby zjesc kubecek ryzyzku paleckami
          b. 50% zlych kredytow bankow Chinskich
          c. potworna korupcja
          d. relatywizm prawa

          Drugie:

          powiedzmy w prowincjach: Beijing (Pekin), Hebei, Shanghai, Macau, Tianjing

          a. duzy gruby businesman ze zlotym zebem i nalana twarza oraz cwanymi oczkami w
          marnej kopi garnituru rozmawia przez telefon komorkowy z synem lokalnego szefa
          partii i oglada najnowszy film ze szwarcenegerem
          b. produkcja najnowszych i najtanszych komputerow domowych
          c. zaawansowany program kosmiczny
          d. poczatki nanotechnologi i biotechnologii

          Dodaj do tego Macieju - zastepy glodnych biurokratow, masowe migracje ludnosci z
          glebi ladu na wybrzeze, naplyw kapitalu z Zachodu, napiete stosunki etniczne w
          poludniowo wschodnich, zachodnich i polnocno zachodnich chinach, potworne
          przeludnienie miast, bardzo nieliczna grupe ludzi z edukacja (jako %
          spoleczenstwa) i stosunkowo niewielka grupe ludzi z zaawansowana wiedza
          menagerska jako % firm i calej ludnosci, erozja gleby na wielkich obszarach w
          wyniku zlych metod upraw i wreszcie podejscie wladz ktore zachowuja sie jak
          dziewice: chcieliby ale boja sie. Nie wspomne juz o bezrobociu, glodzie i
          powszechnej biedzie - tak to prawda ci ludzie nie maja nic do stracenia i ZYCZE
          im jak najlepiej.

          THE POINT OF THE AFORMENTIONED IS: jeszcze troche za wczesnie na oglaszanie
          sukcesu...


          pozdrowienia.

          Glupi Jasio - ten z piosenki Jacka Kaczmarskiego
          • Gość: MACIEJ Re: RPP - dlaczego cięli właśnie tak?Do Jasia IP: *.ny5030.east.verizon.net 10.01.02, 19:29
            Jasio-Ja tylko porownuje Chiny z naszymi bracmi-slowianami ze wschodu,bo na
            porownanie z Polska trzeba jeszcze pare lat poczekac.
            W Chinach jest"nieliczna grupa ludzi z edukacja i zaawansowana wiedza
            menadzerska" i mimo tego lub tez dzieki temu rozwijaja sie najszybciej na
            swiecie.
            Moze wyjasnie.
            System musi byc PROSTY,latwy dla pojecia i zrozumienia dla przecietnego
            czlowieka zeby dobrze dzialal.
            I dalej juz wchodzi podzial pracy.
            Bo gdyby wpompowano mnostwo szmalu w nieefektywna edukacje to byloby za duzo
            ludzi z zaawansowana wiedza w stosunku do ilosci powstajacych przedsiebiorstw
            i wtedy oni zamiast do pracy mogliby pojsc na Tiannamen Sq. poprotestowac ze
            panstwo nie "zabezpieczylo"im odpowiedniej ilosci dobrze platnej pracy.
            Taka sytuacja jest miedzy innymi w Polsce,gdzie nie tylko ludzie po studiach sa
            bezrobotni,ale takie potegi umyslowe jak ja i TY musza szukac pracy za granica.
            Tym facetem ze zlotym zebem i nalana twarza powaliles mnie na plecy.
          • Gość: Biz Do dzinjusa IP: 217.97.163.* 10.01.02, 19:58
            Dzinjus, widzę, że masz "cudowny" pomysł na robienie biznesu w Polsce- kredyty
            złotówkowe zamienić na dolarowe. Jestem ciekaw czy odważyłeś się swoje pomysły
            zrealizować w praktyce?
            Przysługa za przysługę. Ja podzielę się z tobą swoim najnowszym pomysłem na
            dodatkowe zarobienie pieniędzy i co ważniejsze zapewniam, że realizuję go w
            praktyce w skali milionowej od ub. roku- wszelkie wolne PLN zamieniam teraz na
            EURO (w czerwcu płaciłem 3,33 za 1 euro i teraz rownież kupuję).
            A dodam, że intuicja w interesach nie zawiodła mnie przez kilkanaście lat
            prowadzenia własnej firmy.
            Według mojego nosa w ciągu paru miesięcy zrobię najlepszy interes swojego
            życia.
            Poza oceną makroekonomiczną sytuacji w Polsce, ktora skłania mnie do takich
            inwestycji przyznam, że z zaciąganiem dewizowych kredytów mam bardzo przykre
            doświadczenie z przed chyba 3-4 lat(nie pamietam teraz dokładnie roku ale
            zapamietałem miesiąc- był to feralny październik) gdy musiałem spłacić kredyt
            w DM i zapłaciłem dwa razy większe koszty niz zapłaciłbym za kredyt w zł.
            Powód- niespodziewany wzrost kursu DM.
            Na usprawiedliwienie swojego nosa powiem, że miałem wtedy chyba katar.
            • Gość: Jasio Do Biz'a IP: 62.64.215.* 11.01.02, 08:01
              Drogi Bizie,

              Teraz dopiero spostrzeglem moje przeoczenie - chodzi o kwestie uniezaleznienia
              od ryzyka kursowego.

              Sa na to dwie metody:

              1. Pojsc do dobrego banku: ING, Citi moze (CSFB - Credit Swiss First Boston ale
              oni moga wymagac duzej wielkosci transakcji) i powiedzec im CHCE SIE ZAHEDZOWAC

              hedge - czyli prawo(i obowiazek) do kupienia pieniedzy (waluty) po naprzyklad
              okreslonym kursie badz prawo do opcji na zakup po okreslonym kursie nie bedzie
              TANIE ale bedzie ZNANE przed transakcja w twoim businessie a wiec mozesz sie do
              niego przygotowac

              2. zaczac prowadzic interes w ten sposob aby umieszczac zarobione pieniadze
              w okreslonych walutach w okreslonych proporcjach np PLN 50% i obce waluty 50%
              (obce waluty dajmy na to: 60% Euro 40% USD). Gdy jedne zwyzkuja to inne ida w
              dol. Per saldo wahania twojego portwela sa nieznaczne.

              3. Jest jeszcze trzecia metoda ale rozumiem ze dochody masz glownie z Polski

              Pozdrowienia


              Glupi Jasio - ten z piosenki Jacka Kaczmarskiego
            • Gość: MACIEJ Daschle's dimness. IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.01.02, 08:08
              • Gość: MACIEJ Re: Daschle's dimness. IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.01.02, 08:36
                On twierdzi ,ze wyzsze podatki wyciagna kraj z kryzysu,bo obnizenie podatkow
                spowodowalo ten kryzys.
                Ten dimwit stawia swoja reputacje przeciwko Bushowi,ktory jest
                najpopularniejszym prezydentem w histori USA.
                Bo sporo ludzi jak ty Jasio myslalo ze jedynym wrogiem USA sa taliby w
                Afganistanie,ale my tu mamy swoich ,rodzimych lewakow do zwalczania.
                Spadek dochodow budzetowych z podatkow w okresie kryzysu zjadl co najmniej 50%
                nadwyzki budzetowej.
                Nastepne 20% zjedzone jest przez wyzsze wydatki.
                Gdyby nie kryzysik,to Bushowy tax cut zjadl by tylko 11% nadwyzki budzetowej.
                Dimwit Daschle twierdzi ze recesja to wina Busha.
                Jesli wziac pod uwage wysokosc stock market,wielkosc produkcji i zyski biznesow
                to recesja zaczela sie w polowie 2000 roku.
                Jesli w 2002 deficyt bedzie 50 billion doll -to i tak to bedzie tylko 0,5%
                GDP,czyli bardzo slabiutka recesyjka.
                Pozadna recesja daje deficyt budzetowy 3-5% GDP.
                D.D. chce zwiekszyc benefity dla 6% bezrobotnych a nie wypowiada sie wogole o
                94% tych ktorzy maja prace i inwestuja w prywatny sektor.
                Niektorzy demokraci juz sie wyrzekaja D.D. a Bush powiedzial ze:Congress will
                raise taxes"over my dead body".
                Czyli dla nas tutaj ,to nie jest do smiechu tak jak dla ciebie.
                Dla nas jest to wazniejsze niz wojna w Afganistanie.

                Pozdr.
Pełna wersja