Węgry - gdyby Warszawa miała 10 mln mieszkańców

IP: *.mtnet.com.pl 25.07.03, 07:14
Po przejęciu władzy parlamentarna koalicja pokomunistycznych socjalistów i
liberałów podwyższyła płace całej budżetówki o 50 proc. Skutkiem
tego "kopniaka popytowego", jak to nazywają zwolennicy podobnej polityki w
Polsce, jest inflacja która uporczywie utrzymuje się powyżej 5 proc. i
dramatyczny wzrost deficytu obrotów bieżących. To właśnie groźba rosnącej
inflacji wymusiła podwyżkę stóp procentowych w obronie kursu forinta. Na
zdjęciu: węgierski parlament w Budapeszcie. (przepraszam za brak zdjęcia -
Biolog -
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030725/ekonomia/ekonomia_a_16.html
)



JACEK ROSTOWSKI

Spacerując po ulicy księcia Andrassy, na której mieszczą się wykwintne
restauracje, tarasy kawiarni, drogie sklepy i wspaniały budynek Opery, trudno
uwierzyć że Węgry przeżywają być może początki poważnego kryzysu
gospodarczego.

Sceneria bardziej przypomina Paryż lub inną bogatą stolicę Europy Południowej
niż kraj, który wyzwolił się z systemu komunistycznego wtedy, kiedy Polska. A
jednak...

Kilka tygodni temu Narodowy Bank Węgier był zmuszony do podwyższenia stopy
interwencyjnej o 3 pełne punkty procentowe w ciągu dziesięciu zaledwie dni.
Czwartego czerwca, po lekkim osłabieniu forinta NBW podwyższył "podłogę"
(czyli dolny pułap) pasma dozwolonych wahań względem euro o 2,3 punktów
procentowych - z 235 do 240 forintów za euro. Nikt nie rozumie, dlaczego tak
zrobiono. Do tego momentu kurs forinta był przez wiele miesięcy stabilny,
utrzymując się w pobliżu 246 za euro. Było to bardzo blisko dolnej
(aprecjacyjnej) granicy pasma wahań. Lekkie osłabienie (do 255 HUF za euro)
na początku czerwca oznaczało, że kurs waluty węgierskiej dalej znajdował się
znacznie powyżej centralnego parytetu (276 HUF za euro).

Podwyższenie dolnej granicy pasma jednak spowodowało ostry spadek wartości
forinta, do 270 za euro. 9 czerwca NBW zareagował podwyższeniem stóp
procentowych o cały punkt procentowy. Nie dało to żadnego skutku, więc 10 dni
później bank centralny podwyższył swoje stopy o dalsze dwa punkty procentowe.
Prezes NBW Jarai i Minister Finansów Csaba wspólnie oświadczyli, że
ich "preferowany" kurs forinta znajduje się "pomiędzy 250 a 260 HUF za euro".

Do połowy lipca,, mimo podwyżki stóp o trzy punkty, kurs euro wahał się wokół
265 HUF. Presja na forinta dalej trwa, a gospodarka węgierska znajduje się w
poważnych tarapatach. Interwencyjna stopa procentowa NBW wynosi obecnie 9,5
proc. (czyli ponad 4 punkty procentowe powyżej obowiązującej w Polsce),
inflacja w tym roku wyniesie ponad 5 proc., a deficyt na rachunku bieżącym
przewyższa 5 proc. PKB (to granica, po przekroczeniu której, według
analityków, kraj wchodzi w strefę "wzmożonego zagrożenia" kryzysem walutowym).

Skąd się wzięło takie ostre zawirowanie w losach gospodarczych Węgier?
Przyczyn tych problemów można szukać na trzech płaszczyznach. Pierwsza - to
błędy w bieżącej polityce gospodarczej; druga, to przyjęcie wadliwych
rozwiązań systemowych, szczególnie co do systemu kursowego i polityki
budżetowej; zaś trzecia płaszczyzna odnosi się do "najgłębszych uwarunkowań"
polityki gospodarczej, tzn. do struktury systemu politycznego na Węgrzech i
dominującej w tym kraju ideologii "gradualizmu gospodarczego".

Zgubne skutki interwencji walutowej

Ewidentnym błędem było podwyższenie "podłogi" pasma wahań forinta względem
euro w momencie, gdy forint jeszcze znajdował się mocno po aprecjacyjnej
stronie parytetu centralnego pasma. Decyzja ta była skutkiem presji lobby
przemysłowego wewnątrz rządu na ministerstwo finansów i bank centralny.
Chodziło o zwiększenie konkurencyjności przemysłu węgierskiego, którego
produkcja praktycznie nie rosła od półtora roku. Do dziś nie jest jasne
dlaczego NBW, którego niezależność jest prawnie zagwarantowana, zgodził się
na to posunięcie. Rynek uznał ten krok za dowód silnej pozycji lobby
przemysłowego w rządzie i uległości NBW wobec niego. W obawie przed dalszymi
podobnymi krokami i w świetle niezdolności władz węgierskich do uporania się
z inflacją i deficytem finansów publicznych, inwestorzy zaczęli uciekać od
forinta. Aby opanować tę ucieczkę, NBW musiał podwyższyć swoje stopy z 6,5 do
9,5 proc. Niestety, nie zapewniło to stabilności forinta na poziomie
preferowanym przez władze monetarne i rząd.

Jednak największa ironia sytuacji węgierskiej wiąże się z faktem, że w
styczniu tego roku (zaledwie pięć miesięcy temu) forint był poddany atakowi
spekulacyjnemu skierowanemu na jego aprecjację. Wówczas w ciągu kilku dni
napłynęło do Węgier około 5 miliardów euro (zwiększyło to rezerwy
międzynarodowe NBW o około 60 proc.). Wówczas NBW chciał przesunąć pasmo
wahań forinta w kierunku aprecjacyjnym, ale rząd się nie zgodził (a na taki
krok potrzeba jest jego zgody). Było to pierwsze zwycięstwo lobby
przemysłowego. Obawiając się, że banki międzynarodowe "rzucą" na rynek
następne 5 miliardów euro w ciągu nadchodzących kilku dni, NBW, by utrzymać
kurs wewnątrz pasma, był zmuszony do obniżenia oficjalnej stopy o jeden punkt
procentowy do 6,5 proc. Po kryjomu jednak NBW obniżył rzeczywistą stopę
interwencyjną o dalsze 3 punkty procentowe - do 3,5 proc. Były to kolejne
zwycięstwa lobby przemysłowego.

Nauczka dla innych

Z węgierskiego doświadczenia wysnuć można kilka wniosków:

Gdyby nie pozorne "zwycięstwa" lobby przemysłowego nad NBW (czyli gdyby w
styczniu pasmo wahań zostało zniesione lub przesunięte) Węgrzy mieliby dziś
forinta o mniej więcej tej samej wartości zewnętrznej, jaką ma obecnie, przy
stopach procentowych niższych o co najmniej 2 punkty procentowe. "Zwycięstwa"
lobby przemysłowego zakończyły się wynikiem, który, na skutek podwyżki stóp
procentowych, okazał się znacznie gorszy dla konkurencyjności przemysłu i
wzrostu gospodarczego na Węgrzech, niż byłyby skutki jego porażki.

Gdyby w Polsce w latach 2001 - 2002 powiódł się atak rządu na NBP i gdyby
wprowadzono zmiany w ustawie o banku centralnym pozwalające rządowi zmienić
system kursowy bez jego zgody, to niewykluczone, że mielibyśmy podobne skutki
u nas: taki sam jak obecnie kurs złotego, wyższe stopy procentowe i wyższą
inflację.

Interwencje na rynku walutowym są nieskuteczne, nawet kiedy nie ograniczają
się do sprzedaży czy zakupu walut, ale gdy przybierają silniejszą formę
polegającą na zmianach stóp procentowych. W węgierskim przypadku były to
bardzo znaczne zmiany sięgające 6 punktów procentowych w ciągu 5 miesięcy!

Życie udowodniło po raz kolejny, że system kursowy ERM2 (na nim wzoruje się
system węgierski) jest ze swojej istoty niestabilny. Jest to o tyle ważne, że
Komisja Europejska zachęca Polskę do przebywania wewnątrz ERM2 przez dłuższy
okres po wstąpieniu do UE.

Trójkąt Bermudzki: budżet, inflacja i deficyt obrotów bieżących

W okresie szybkiego wzrostu gospodarczego (lata 1998 - 2001) Węgrom nigdy nie
udało się obniżyć deficytu sektora publicznego poniżej 4 proc. PKB (w 2000 r.
w Polsce wyniósł on 2 proc. PKB). Na ogół deficyt utrzymywał się w pobliżu 5
proc. PKB, a w 2002 r. osiągnął rzeczywiste apogeum: ponad 9 proc. PKB!

Było to skutkiem ostrej walki politycznej prawicy i lewicy, posiadających
podobnych rozmiarów rozmiarów poparcie społeczne. Był to rok wyborów:
prawicowy rząd Wiktora Orbana podwyższył wówczas płacę minimalną o
(bagatela!) sto procent. Rozdał także gminom około dwa procent PKB w formie
gwarancji na inwestycje infrastrukturalne i podobne projekty. Po przejęciu
władzy, by się nie dać przelicytować, koalicja pokomunistycznych socjalistów
i liberałów podwyższyła płace całej budżetówki o 50 proc.

Skutkiem tego "kopniaka popytowego", jak to nazywają zwolennicy podobnej
polityki w Polsce, jest inflacja która uporczywie utrzymuje się powyżej 5
proc. i dramatyczny wzrost deficytu obrotów bieżących. To właśnie groźba
rosnącej inflacji wymusiła podwyżkę stóp proc
    • Gość: B Węgry - gdyby Warszawa ... część 2 IP: *.mtnet.com.pl 25.07.03, 07:19
      Skutkiem tego "kopniaka popytowego", jak to nazywają zwolennicy podobnej
      polityki w Polsce, jest inflacja która uporczywie utrzymuje się powyżej 5 proc.
      i dramatyczny wzrost deficytu obrotów bieżących. To właśnie groźba rosnącej
      inflacji wymusiła podwyżkę stóp procentowych w obronie kursu forinta, choć
      znajduje się on jeszcze po stronie aprecjacyjnej pasma. Deficyt obrotów
      bieżących wzrósł z 2 proc. PKB w 2001 r. do 6 proc. w następnym.

      W tym roku rząd węgierski planuje obniżyć deficyt finansów publicznych z 9 do
      4,5 proc. PKB, ale trudno uznać te plany za realistyczne. Chociaż 2 punkty
      procentowe deficytu to wydatki jednorazowe, to jednak Komisja Europejska,
      oceniając plany rządu, uznała, że obniżenie pozostałych wydatków o 0,5 proc.
      PKB rocznie za maksimum tego, czego można realistycznie się spodziewać.

      Dwa bratanki?

      Z wielu względów sytuacja Polski jest lepsza od węgierskiej. Mamy stabilnie
      niską inflację, racjonalny i przejrzysty system kursowy, stopy niższe o ponad 4
      punkty procentowe, niższy (ale nie wiemy jeszcze, o ile) deficyt finansów
      publicznych i nieco niższy deficyt obrotów bieżących.

      Co ciekawe, pomimo bardziej odpowiedzialnej polityki makroekonomicznej, mamy
      prawie dokładnie takie samo tempo wzrostu gospodarczego co Węgry, które
      zastosowały wszystkie chwyty, do jakich nawołują w Polsce orędownicy polityki
      popytowej. W obu krajach wzrost jest w granicach 2,5 - 3 proc. rocznie. Różnica
      polega na tym, że u nas to tempo rośnie, a na Węgrzech - jak trzeba
      przypuszczać - teraz będzie malało.

      Niestety, te same siły, które doprowadziły do rozchwiania gospodarki
      węgierskiej działają także u nas. Jak często słyszymy wołania o powiększenie
      deficytu finansów publicznych, kiedy dla bezpieczeństwa ekonomicznego państwa
      konieczne jest jego zmniejszenie? Jak często słyszymy argumenty na rzecz
      interwencji na rynku walutowym rzekomo po to, by zwiększyć konkurencyjność
      przemysłu polskiego? Na przykładzie węgierskim widać, jak to może się skończyć:
      takim samym kursem waluty krajowej i wyższymi stopami procentowymi dla
      przedsiębiorstw!

      Autor jest profesorem na Uniwersytecie Europy Środkowej (CEU) w Budapeszcie
      oraz członkiem Rady Naukowej Fundacji CASE - Centrum Analiz Społeczno-
      Ekonomicznych.

      Tylko w jednym Węgrzy są bezdyskusyjnie lepsi od nas - stopa bezrobocia wynosi
      tam około 6 proc. Wynika to, po pierwsze, z kodeksu pracy, który o wiele mniej
      niż u nas chroni pracowników, zachęcając tym samym pracodawców do zatrudniania,
      po drugie - z prawa najmu, które niemal w ogóle nie chroni lokatorów, co
      znacznie zwiększa geograficzną mobilność siły roboczej. Trzeci powód to
      szczególne znaczenie gospodarcze Budapesztu, miasta wielkości Warszawy w kraju
      o ludności równej jednej czwartej ludności Polski. Nie można szybko zwiększyć
      ludności Warszawy do 10 milionów (chociaż nie ma wątpliwości, że to jest jeden
      z możliwych sposobów zmniejszenia bezrobocia w Polsce), możemy jednak
      energicznie liberalizować rynek pracy i rynek mieszkań na wynajem

      ****


      Mam już swoje ulubione zdanie za lipiec 2003 r.: "Tylko w jednym Węgrzy są
      bezdyskusyjnie lepsi od nas - stopa bezrobocia wynosi tam około 6 proc".

      Uwielbiam takie zdania z tylko.

      Zagadka:
      Ania miała: dom, samochód trzy dyplomy, kochały ja psy, hodowała z sukcesem
      rybki. Kasia była TYLKO ładna - jeźzi rowerem, psy jej nienawidzą, mieszka ze
      woimi aktualnymi mężczyznami. Co Ania myśli patrząc na Kasię (uproścmy i Kasia
      jest ładna i cnotliwa!)
      • Gość: deLUC Re:Co to jest? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.03, 14:33
        Wyglada to na artykul sponsorowany z ogolnie znana teza - wybiorcze dane,
        przypuszczenia, subiektywizm - slowem dno.
        • Gość: pawel-l Re:Co to jest? IP: 1.0.12.* 25.07.03, 14:40
          Gość portalu: deLUC napisał(a):

          > Wyglada to na artykul sponsorowany z ogolnie znana teza - wybiorcze dane,
          > przypuszczenia, subiektywizm - slowem dno.

          A co, fakty nie zgadzają się z poglądami tym gorzej dla faktów ?

          Co wtym dziwnego, że jak wpuściliśmy więcej pieniędzy to zwiększyła się
          inflacja. Cóż to za niezwykłe zjawisko !
          • Gość: deLUC Re:Historia przeczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.03, 19:26
            Gość portalu: pawel-l napisał(a):

            > Gość portalu: deLUC napisał(a):
            >
            > > Wyglada to na artykul sponsorowany z ogolnie znana teza - wybiorcze dane,
            > > przypuszczenia, subiektywizm - slowem dno.
            >
            > A co, fakty nie zgadzają się z poglądami tym gorzej dla faktów ?
            >
            > Co wtym dziwnego, że jak wpuściliśmy więcej pieniędzy to zwiększyła się
            > inflacja. Cóż to za niezwykłe zjawisko !

            Spojrz na te dane(Wegry):

            1997򗶮򗶯򗶰򗶱򗶲
            Public debt (% GDP)
            63ᡴᡲ-60ᡯ-58ᡯ-58ᡪ-56
            Real interest rate (%)
            !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
            5-7ɰ-6ɰ-6ɰ-6ɰ-6ɰ-6
            !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
            Gross Domestic Product (growth rate, %)
            !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
            4.6ɱ.1ɰ-5ɰ-5ɰ.5-5.5ɱ.5-6
            !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
            General government primary surplus (% GDP)
            3.1ɭ.5ɮ.2ɮ-2.5ɮɭ.5-2
            Unemployment rate
            !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
            8.7ɳ.8ɳ.6ɳ.3ɲ.9ɲ.7
            !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

            Zobacz se jaki byl wzrost PKB i jakie (realne) stopy procentowe (jesli wiesz co
            to) i jaka stopa bezrobocia - i k... tu w prasie sie mowi, ze RPP robi dobrze a
            BC Wegier zle. Za kim przemawiaja fakty.
            • Gość: deLUC Re:Dane raz jeszcze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.03, 20:32


              1997 1998 1999 2000 2001 2002
              Public debt (% GDP)
              63 60 58-60 55-58 55-58 50-56
              Real interest rate (%)
              5-7 4-6 4-6 4-6 4-6 4-6
              Gross Domestic Product (growth rate, %)
              4.6 5.1 4-5 4-5 4.5-5.5 5.5-6
              General government primary surplus (% GDP)
              3.1 1.5 2.2 2-2.5 2 1.5-2
              Unemployment
              8.7 7.8 7.6 7.3 6.9 6.7


          • Gość: , Re: IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 28.07.03, 04:10
            "Co wtym dziwnego, że jak wpuściliśmy więcej pieniędzy to zwiększyła się
            inflacja. Cóż to za niezwykłe zjawisko!"

            No no no no no.

            NIEZUPELNIE.

            Inflacja to jest takie smieszne zjawisko, ze NIEKONIECZNIE wieksza podaz
            pieniadza prowadzi do wzrostu cen.

            W sytuacji niskich cen detalicznych i malej marzy handlowej producenta, mamy
            PEWNY impuls inflacyjny.
            Kiedy na skutek zwiekszenia podazy pieniadza ceny wzrosna, to potem zwiekszanie
            dalsze podazy pieniadza NIE WYWOLUJE wzrostu cen.

            OK?


            I o to chodzi.
            • Gość: pawel-l Re: inflacja IP: 1.0.12.* 28.07.03, 08:15
              Gość portalu: , napisał(a):
              > Inflacja to jest takie smieszne zjawisko, ze NIEKONIECZNIE wieksza podaz
              > pieniadza prowadzi do wzrostu cen.

              Pomijając sprawę trzymania pieniędzy w skarpetkach lub w innych krajach (np.
              dolary) jest jeszcze zwiększenie PKB oraz szybkość obiegu pieniądza.
              Uwzględniając te wszystkie elementy zwiększenie podaży pieniądza zawsze
              powoduje zwiększenie inflacji.
              Nie ma takiej siły żeby zwiększona ilość pieniędzy nie spowodowała wzrostu cen.
              Czasami mija parę lat zanim inflacja objawi się w cenach towarów na rynku.
              Czasami wybuch inflacji jest silny ale krótkoterminowy (np w Rosji, Argentynie,
              Brazylii)
              Np. wartość dolara spadła o 95% od czasu powstania FEDu w 1913r. Po jednym
              procenciku po dwa...
              Ja już się pytałem co będzie jak Japończycy rzucą na amerykański rynek swoje
              500 mld $ rezerw - będzie inflacja czy nie ?


              • darr.darek mała uwaga 28.07.03, 10:30
                Gość portalu: pawel-l napisał(a):
                > Ja już się pytałem co będzie jak Japończycy rzucą na amerykański rynek swoje
                > 500 mld $ rezerw - będzie inflacja czy nie ?

                Japończycy nie "rzucą" swoich dolarów, bo posiadają lokaty a nie worki z
                zielonymi.
                Po prostu, zażądają wykupu wierzytelnosci w przewidzianym terminie od tego, kto
                pobrał kredyt i wie, że musi go zwrócić w przewidzianym terminie. Pewne
                reperkusje dokonają się w sytuacji, gdy Japończycy odbiorą wierzytelności i nie
                zrobią nowych lokat w USD. Wówczas, wzrośnie mocno kurs jena wobec dolara,
                nieznacznie spadnie kurs dolara wobec innych walut światowych i bilans handlowy
                USA "poprawi się" o jednorazowe zmniejszenie deficytu/zrobienie nadwyżki na owe
                500mld USD.
                • Gość: MACIEJ Re: mała uwaga. TO MA RECE I NOGI IP: *.ny325.east.verizon.net 29.07.03, 19:29
                  darr.darek napisał:

                  > Gość portalu: pawel-l napisał(a):
                  > > Ja już się pytałem co będzie jak Japończycy rzucą na amerykański rynek swo
                  > je
                  > > 500 mld $ rezerw - będzie inflacja czy nie ?
                  >
                  > Japończycy nie "rzucą" swoich dolarów, bo posiadają lokaty a nie worki z
                  > zielonymi.
                  > Po prostu, zażądają wykupu wierzytelnosci w przewidzianym terminie od tego,
                  kto
                  >
                  > pobrał kredyt i wie, że musi go zwrócić w przewidzianym terminie. Pewne
                  > reperkusje dokonają się w sytuacji, gdy Japończycy odbiorą wierzytelności i
                  nie
                  >
                  > zrobią nowych lokat w USD. Wówczas, wzrośnie mocno kurs jena wobec dolara,
                  > nieznacznie spadnie kurs dolara wobec innych walut światowych i bilans
                  handlowy
                  >
                  > USA "poprawi się" o jednorazowe zmniejszenie deficytu/zrobienie nadwyżki na
                  owe
                  >
                  > 500mld USD.
            • darr.darek Re: 28.07.03, 10:19
              Gość portalu: , napisał(a):
              > Inflacja to jest takie smieszne zjawisko, ze NIEKONIECZNIE wieksza podaz
              > pieniadza prowadzi do wzrostu cen.

              Po pierwsze o jakim pieniądzu mowa ? Pieniądzem nazywamy pieniądz papierowy,
              składajacy się wyłącznie z papierków emitowanych przez bank cent., ale również
              pieniądzem nazywamy wskaźnik M3, składający się głównie z lokat
              długoterminowych (chcesz pisać o emisji ... lokat ?) .

              >Kiedy na skutek zwiekszenia podazy pieniadza ceny wzrosna, to potem zwiekszanie
              >dalsze podazy pieniadza NIE WYWOLUJE wzrostu cen.
              >OK? I o to chodzi.

              Czyli jeśli dodrukujesz pieniądza papierowego, tak aby ceny wzrosły, to możesz
              już drukować w nieskończoność i nie wywołasz dalszego wzrostu cen.
              Tak ???

      • Gość: MACIEJ Re: Węgry - gdyby Warszawa ... część 2 IP: *.ny325.east.verizon.net 29.07.03, 19:23
        Gość portalu: B napisał(a):

        > Skutkiem tego "kopniaka popytowego", jak to nazywają zwolennicy podobnej
        > polityki w Polsce, jest inflacja która uporczywie utrzymuje się powyżej 5
        proc.
        >
        > i dramatyczny wzrost deficytu obrotów bieżących. To właśnie groźba rosnącej
        > inflacji wymusiła podwyżkę stóp procentowych w obronie kursu forinta, choć
        > znajduje się on jeszcze po stronie aprecjacyjnej pasma. Deficyt obrotów
        > bieżących wzrósł z 2 proc. PKB w 2001 r. do 6 proc. w następnym.
        >
        > W tym roku rząd węgierski planuje obniżyć deficyt finansów publicznych z 9 do
        > 4,5 proc. PKB, ale trudno uznać te plany za realistyczne. Chociaż 2 punkty
        > procentowe deficytu to wydatki jednorazowe, to jednak Komisja Europejska,
        > oceniając plany rządu, uznała, że obniżenie pozostałych wydatków o 0,5 proc.
        > PKB rocznie za maksimum tego, czego można realistycznie się spodziewać.
        >
        > Dwa bratanki?
        >
        > Z wielu względów sytuacja Polski jest lepsza od węgierskiej. Mamy stabilnie
        > niską inflację, racjonalny i przejrzysty system kursowy, stopy niższe o ponad
        4
        >
        > punkty procentowe, niższy (ale nie wiemy jeszcze, o ile) deficyt finansów
        > publicznych i nieco niższy deficyt obrotów bieżących.
        >
        > Co ciekawe, pomimo bardziej odpowiedzialnej polityki makroekonomicznej, mamy
        > prawie dokładnie takie samo tempo wzrostu gospodarczego co Węgry, które
        > zastosowały wszystkie chwyty, do jakich nawołują w Polsce orędownicy polityki
        > popytowej. W obu krajach wzrost jest w granicach 2,5 - 3 proc. rocznie.
        Różnica
        >
        > polega na tym, że u nas to tempo rośnie, a na Węgrzech - jak trzeba
        > przypuszczać - teraz będzie malało.
        >
        > Niestety, te same siły, które doprowadziły do rozchwiania gospodarki
        > węgierskiej działają także u nas. Jak często słyszymy wołania o powiększenie
        > deficytu finansów publicznych, kiedy dla bezpieczeństwa ekonomicznego państwa
        > konieczne jest jego zmniejszenie? Jak często słyszymy argumenty na rzecz
        > interwencji na rynku walutowym rzekomo po to, by zwiększyć konkurencyjność
        > przemysłu polskiego? Na przykładzie węgierskim widać, jak to może się
        skończyć:
        >
        > takim samym kursem waluty krajowej i wyższymi stopami procentowymi dla
        > przedsiębiorstw!
        >
        > Autor jest profesorem na Uniwersytecie Europy Środkowej (CEU) w Budapeszcie
        > oraz członkiem Rady Naukowej Fundacji CASE - Centrum Analiz Społeczno-
        > Ekonomicznych.
        >
        > Tylko w jednym Węgrzy są bezdyskusyjnie lepsi od nas - stopa bezrobocia
        wynosi
        > tam około 6 proc. Wynika to, po pierwsze, z kodeksu pracy, który o wiele
        mniej
        > niż u nas chroni pracowników, zachęcając tym samym pracodawców do
        zatrudniania,
        >
        > po drugie - z prawa najmu, które niemal w ogóle nie chroni lokatorów, co
        > znacznie zwiększa geograficzną mobilność siły roboczej. Trzeci powód to
        > szczególne znaczenie gospodarcze Budapesztu, miasta wielkości Warszawy w
        kraju
        > o ludności równej jednej czwartej ludności Polski. Nie można szybko zwiększyć
        > ludności Warszawy do 10 milionów (chociaż nie ma wątpliwości, że to jest
        jeden
        > z możliwych sposobów zmniejszenia bezrobocia w Polsce), możemy jednak
        > energicznie liberalizować rynek pracy i rynek mieszkań na wynajem
        >
        > ****
        >
        >
        > Mam już swoje ulubione zdanie za lipiec 2003 r.: "Tylko w jednym Węgrzy są
        > bezdyskusyjnie lepsi od nas - stopa bezrobocia wynosi tam około 6 proc".
        >
        > Uwielbiam takie zdania z tylko.
        >
        > Zagadka:
        > Ania miała: dom, samochód trzy dyplomy, kochały ja psy, hodowała z sukcesem
        > rybki. Kasia była TYLKO ładna - jeźzi rowerem, psy jej nienawidzą, mieszka ze
        > woimi aktualnymi mężczyznami. Co Ania myśli patrząc na Kasię (uproścmy i
        Kasia
        > jest ładna i cnotliwa!)

        Nie wiem TYLKO dlaczego sie czepiasz KATARYNY ?
    • Gość: BRvUngern-Sternber Re: Węgry - gdyby Warszawa miała 10 mln mieszkańc IP: *.bg.am.lodz.pl 25.07.03, 12:03


      > Po przejęciu władzy parlamentarna koalicja pokomunistycznych socjalistów i
      > liberałów podwyższyła płace całej budżetówki o 50 proc. Skutkiem
      > tego "kopniaka popytowego", jak to nazywają zwolennicy podobnej polityki w
      > Polsce, jest inflacja która uporczywie utrzymuje się powyżej 5 proc. i
      > dramatyczny wzrost deficytu obrotów bieżących. To właśnie groźba rosnącej
      > inflacji wymusiła podwyżkę stóp procentowych w obronie kursu forinta. Na
      > zdjęciu: węgierski parlament w Budapeszcie. (przepraszam za brak zdjęcia -
      > Biolog -
      > www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030725/ekonomia/ekonomia_a_16.html
      > )
      > --->Sami widzicie socjalisci i liberalowie rujnuja zupelnie jak w Polsce...
      >
      >
      > JACEK ROSTOWSKI
      >
      > Spacerując po ulicy księcia Andrassy, na której mieszczą się wykwintne
      > restauracje, tarasy kawiarni, drogie sklepy i wspaniały budynek Opery, trudno
      > uwierzyć że Węgry przeżywają być może początki poważnego kryzysu
      > gospodarczego.
      >
      > Sceneria bardziej przypomina Paryż lub inną bogatą stolicę Europy Południowej
      > niż kraj, który wyzwolił się z systemu komunistycznego wtedy, kiedy Polska. A
      > jednak...--->Sami widziciocie w jak katastrofalnej sytuacji jest Polska to nie ma porownania.No ale Wegry nie mialy swojego Balcerowicza ani swojej RPP.
      • Gość: emes Liberal socjalista? IP: *.studiokwadrat.com.pl 25.07.03, 14:31
        Gość portalu: BRvUngern-Sternber napisał(a):

        > Sami widzicie socjalisci i liberalowie rujnuja zupelnie jak w Polsce...



        Czlowieku! Liberalowie maja sie do socjalistow jak piesc do oka!!! Wymysliles
        nowa klase polityczna - liberalny socjalista?

        ZASTANOW SIE CO PISZESZ!!!
        • Gość: BRvUngern-Sternber Przeczytaj to co jest w artykule. IP: *.bg.am.lodz.pl 29.07.03, 14:35
          I nie pisz glupstw.Taka jest rzeczywistosc.Najpierw zastanow sie pozniej napisz.
          • Gość: emes Przeczytaj to co napisalem :-) IP: *.studiokwadrat.com.pl 29.07.03, 16:00
            Nie o artakule pisalem. Po prostu nigdy nie widzialem liberalnego socjalisty...

            To chyba nowy gatunek :-)))
            • Gość: MACIEJ TEN ARTYKUL TO JEST HORSESHIT IP: *.ny325.east.verizon.net 29.07.03, 19:34
              Ale i euro jest takim samym glupim pomyslem!
              • Gość: pawel-l Re: TEN ARTYKUL TO JEST HORSESHIT IP: 1.0.12.* 30.07.03, 07:42
                A współczujący konserwatyzm to ma sens ?
              • komentator WHORESHIT- w czyjej glowie? 30.07.03, 08:11
                Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

                > Ale i euro jest takim samym glupim pomyslem!

                Zobaczymy jak to bedzie z madrym baksem. A my w
                Polsce chcemy tego glupiego euro w naszych kieszeniach hehe.
Pełna wersja