Gość: Biolog
IP: *.mtnet.com.pl
25.07.03, 07:14
Po przejęciu władzy parlamentarna koalicja pokomunistycznych socjalistów i
liberałów podwyższyła płace całej budżetówki o 50 proc. Skutkiem
tego "kopniaka popytowego", jak to nazywają zwolennicy podobnej polityki w
Polsce, jest inflacja która uporczywie utrzymuje się powyżej 5 proc. i
dramatyczny wzrost deficytu obrotów bieżących. To właśnie groźba rosnącej
inflacji wymusiła podwyżkę stóp procentowych w obronie kursu forinta. Na
zdjęciu: węgierski parlament w Budapeszcie. (przepraszam za brak zdjęcia -
Biolog -
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030725/ekonomia/ekonomia_a_16.html
)
JACEK ROSTOWSKI
Spacerując po ulicy księcia Andrassy, na której mieszczą się wykwintne
restauracje, tarasy kawiarni, drogie sklepy i wspaniały budynek Opery, trudno
uwierzyć że Węgry przeżywają być może początki poważnego kryzysu
gospodarczego.
Sceneria bardziej przypomina Paryż lub inną bogatą stolicę Europy Południowej
niż kraj, który wyzwolił się z systemu komunistycznego wtedy, kiedy Polska. A
jednak...
Kilka tygodni temu Narodowy Bank Węgier był zmuszony do podwyższenia stopy
interwencyjnej o 3 pełne punkty procentowe w ciągu dziesięciu zaledwie dni.
Czwartego czerwca, po lekkim osłabieniu forinta NBW podwyższył "podłogę"
(czyli dolny pułap) pasma dozwolonych wahań względem euro o 2,3 punktów
procentowych - z 235 do 240 forintów za euro. Nikt nie rozumie, dlaczego tak
zrobiono. Do tego momentu kurs forinta był przez wiele miesięcy stabilny,
utrzymując się w pobliżu 246 za euro. Było to bardzo blisko dolnej
(aprecjacyjnej) granicy pasma wahań. Lekkie osłabienie (do 255 HUF za euro)
na początku czerwca oznaczało, że kurs waluty węgierskiej dalej znajdował się
znacznie powyżej centralnego parytetu (276 HUF za euro).
Podwyższenie dolnej granicy pasma jednak spowodowało ostry spadek wartości
forinta, do 270 za euro. 9 czerwca NBW zareagował podwyższeniem stóp
procentowych o cały punkt procentowy. Nie dało to żadnego skutku, więc 10 dni
później bank centralny podwyższył swoje stopy o dalsze dwa punkty procentowe.
Prezes NBW Jarai i Minister Finansów Csaba wspólnie oświadczyli, że
ich "preferowany" kurs forinta znajduje się "pomiędzy 250 a 260 HUF za euro".
Do połowy lipca,, mimo podwyżki stóp o trzy punkty, kurs euro wahał się wokół
265 HUF. Presja na forinta dalej trwa, a gospodarka węgierska znajduje się w
poważnych tarapatach. Interwencyjna stopa procentowa NBW wynosi obecnie 9,5
proc. (czyli ponad 4 punkty procentowe powyżej obowiązującej w Polsce),
inflacja w tym roku wyniesie ponad 5 proc., a deficyt na rachunku bieżącym
przewyższa 5 proc. PKB (to granica, po przekroczeniu której, według
analityków, kraj wchodzi w strefę "wzmożonego zagrożenia" kryzysem walutowym).
Skąd się wzięło takie ostre zawirowanie w losach gospodarczych Węgier?
Przyczyn tych problemów można szukać na trzech płaszczyznach. Pierwsza - to
błędy w bieżącej polityce gospodarczej; druga, to przyjęcie wadliwych
rozwiązań systemowych, szczególnie co do systemu kursowego i polityki
budżetowej; zaś trzecia płaszczyzna odnosi się do "najgłębszych uwarunkowań"
polityki gospodarczej, tzn. do struktury systemu politycznego na Węgrzech i
dominującej w tym kraju ideologii "gradualizmu gospodarczego".
Zgubne skutki interwencji walutowej
Ewidentnym błędem było podwyższenie "podłogi" pasma wahań forinta względem
euro w momencie, gdy forint jeszcze znajdował się mocno po aprecjacyjnej
stronie parytetu centralnego pasma. Decyzja ta była skutkiem presji lobby
przemysłowego wewnątrz rządu na ministerstwo finansów i bank centralny.
Chodziło o zwiększenie konkurencyjności przemysłu węgierskiego, którego
produkcja praktycznie nie rosła od półtora roku. Do dziś nie jest jasne
dlaczego NBW, którego niezależność jest prawnie zagwarantowana, zgodził się
na to posunięcie. Rynek uznał ten krok za dowód silnej pozycji lobby
przemysłowego w rządzie i uległości NBW wobec niego. W obawie przed dalszymi
podobnymi krokami i w świetle niezdolności władz węgierskich do uporania się
z inflacją i deficytem finansów publicznych, inwestorzy zaczęli uciekać od
forinta. Aby opanować tę ucieczkę, NBW musiał podwyższyć swoje stopy z 6,5 do
9,5 proc. Niestety, nie zapewniło to stabilności forinta na poziomie
preferowanym przez władze monetarne i rząd.
Jednak największa ironia sytuacji węgierskiej wiąże się z faktem, że w
styczniu tego roku (zaledwie pięć miesięcy temu) forint był poddany atakowi
spekulacyjnemu skierowanemu na jego aprecjację. Wówczas w ciągu kilku dni
napłynęło do Węgier około 5 miliardów euro (zwiększyło to rezerwy
międzynarodowe NBW o około 60 proc.). Wówczas NBW chciał przesunąć pasmo
wahań forinta w kierunku aprecjacyjnym, ale rząd się nie zgodził (a na taki
krok potrzeba jest jego zgody). Było to pierwsze zwycięstwo lobby
przemysłowego. Obawiając się, że banki międzynarodowe "rzucą" na rynek
następne 5 miliardów euro w ciągu nadchodzących kilku dni, NBW, by utrzymać
kurs wewnątrz pasma, był zmuszony do obniżenia oficjalnej stopy o jeden punkt
procentowy do 6,5 proc. Po kryjomu jednak NBW obniżył rzeczywistą stopę
interwencyjną o dalsze 3 punkty procentowe - do 3,5 proc. Były to kolejne
zwycięstwa lobby przemysłowego.
Nauczka dla innych
Z węgierskiego doświadczenia wysnuć można kilka wniosków:
Gdyby nie pozorne "zwycięstwa" lobby przemysłowego nad NBW (czyli gdyby w
styczniu pasmo wahań zostało zniesione lub przesunięte) Węgrzy mieliby dziś
forinta o mniej więcej tej samej wartości zewnętrznej, jaką ma obecnie, przy
stopach procentowych niższych o co najmniej 2 punkty procentowe. "Zwycięstwa"
lobby przemysłowego zakończyły się wynikiem, który, na skutek podwyżki stóp
procentowych, okazał się znacznie gorszy dla konkurencyjności przemysłu i
wzrostu gospodarczego na Węgrzech, niż byłyby skutki jego porażki.
Gdyby w Polsce w latach 2001 - 2002 powiódł się atak rządu na NBP i gdyby
wprowadzono zmiany w ustawie o banku centralnym pozwalające rządowi zmienić
system kursowy bez jego zgody, to niewykluczone, że mielibyśmy podobne skutki
u nas: taki sam jak obecnie kurs złotego, wyższe stopy procentowe i wyższą
inflację.
Interwencje na rynku walutowym są nieskuteczne, nawet kiedy nie ograniczają
się do sprzedaży czy zakupu walut, ale gdy przybierają silniejszą formę
polegającą na zmianach stóp procentowych. W węgierskim przypadku były to
bardzo znaczne zmiany sięgające 6 punktów procentowych w ciągu 5 miesięcy!
Życie udowodniło po raz kolejny, że system kursowy ERM2 (na nim wzoruje się
system węgierski) jest ze swojej istoty niestabilny. Jest to o tyle ważne, że
Komisja Europejska zachęca Polskę do przebywania wewnątrz ERM2 przez dłuższy
okres po wstąpieniu do UE.
Trójkąt Bermudzki: budżet, inflacja i deficyt obrotów bieżących
W okresie szybkiego wzrostu gospodarczego (lata 1998 - 2001) Węgrom nigdy nie
udało się obniżyć deficytu sektora publicznego poniżej 4 proc. PKB (w 2000 r.
w Polsce wyniósł on 2 proc. PKB). Na ogół deficyt utrzymywał się w pobliżu 5
proc. PKB, a w 2002 r. osiągnął rzeczywiste apogeum: ponad 9 proc. PKB!
Było to skutkiem ostrej walki politycznej prawicy i lewicy, posiadających
podobnych rozmiarów rozmiarów poparcie społeczne. Był to rok wyborów:
prawicowy rząd Wiktora Orbana podwyższył wówczas płacę minimalną o
(bagatela!) sto procent. Rozdał także gminom około dwa procent PKB w formie
gwarancji na inwestycje infrastrukturalne i podobne projekty. Po przejęciu
władzy, by się nie dać przelicytować, koalicja pokomunistycznych socjalistów
i liberałów podwyższyła płace całej budżetówki o 50 proc.
Skutkiem tego "kopniaka popytowego", jak to nazywają zwolennicy podobnej
polityki w Polsce, jest inflacja która uporczywie utrzymuje się powyżej 5
proc. i dramatyczny wzrost deficytu obrotów bieżących. To właśnie groźba
rosnącej inflacji wymusiła podwyżkę stóp proc