Próg kostytucyjny

IP: 62.233.197.* 31.07.03, 22:04
Coraz cześciej mówi się i pisze o rychłej możliwośći osiągnięcia
konstucyjnego progu realacji długu publicznego do PKB ustalonego na poziomie
60%. Słyszałem wypowiedzi profesorów Sadowskiego i Orłowskiego, że oznacza
to finansową katastrofe państwa, bo aby spełnic wynogi konstytucyjne,
kolejny budżet musiałbyby byc zrównoważony, co oznacza redukcję ponad 50 mld
deficytu budżetowego (bo taki jest zapowiadany na przyszły rok,
uwzględniając 12 mld transferów do OFE, bez OFE o owe 12 mld mniejszy). Jest
to niewykonalne. Prawdopodobnie więc dojdzie do zmiany Konstytucji w trybie
awaryjnym.

Zastanawiam się jednak dlaczego są kraje gdzie dług publiczny przekracza
pona 100% PKB (Japonia, Belgia i pewnie pare innych) a jednak nikt nie
ogłasza ich bankructwa. Skąd więc w naszej Konstytucji próg 60% i co
faktycznie oznacza jego przekroczenie?

    • Gość: robi Kryzys finansowy IP: 62.233.197.* 08.08.03, 19:43
      Diagnoza Richarda Mbewe.

      Ciekawe, że przed referendum nie był tak krytyczny.

      www.bankier.pl/wiadomosci/article.html?article_id=815983
    • Gość: Hydraulik Re: Próg kostytucyjny. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.08.03, 20:51
      Gość portalu: robi napisał(a):

      > Coraz cześciej mówi się i pisze o rychłej możliwośći osiągnięcia
      > konstucyjnego progu realacji długu publicznego do PKB ustalonego na poziomie
      > 60%. Słyszałem wypowiedzi profesorów Sadowskiego i Orłowskiego, że oznacza
      > to finansową katastrofe państwa, bo aby spełnic wynogi konstytucyjne,
      > kolejny budżet musiałbyby byc zrównoważony, co oznacza redukcję ponad 50 mld
      > deficytu budżetowego (bo taki jest zapowiadany na przyszły rok,
      > uwzględniając 12 mld transferów do OFE, bez OFE o owe 12 mld mniejszy). Jest
      > to niewykonalne. Prawdopodobnie więc dojdzie do zmiany Konstytucji w trybie
      > awaryjnym.

      Rzecz w tym, że na ile znam środowisko inwestorów w papiery dłużne i waluty, to
      taka awaryjna zmiana Konstytucji mogłaby właśnie być impulsem do kryzysu
      walutowego na PLNie - podejrzewam, że prędzej już rząd uciekłby się do jakichś
      sztuczek ksiegowych w rodzaju prób "zagospodarowania rezerwy rewaluacyjnej" (na
      co w sytuacji "przedzawałowej" mógłby nawet uzyskać jakąś formę zgody NBPu) lub
      obejścia prawa i nie zapłacenia OFE....

      > Zastanawiam się jednak dlaczego są kraje gdzie dług publiczny przekracza
      > pona 100% PKB (Japonia, Belgia i pewnie pare innych) a jednak nikt nie
      > ogłasza ich bankructwa. Skąd więc w naszej Konstytucji próg 60% i co
      > faktycznie oznacza jego przekroczenie?

      Z tym progiem jest bardzo różnie - np. brazylijski kryzys reala 1999 zaczął się
      przy poziomie zadłużenia 59% PKB, a impulsem była odmowa przekazania podatków
      do centrali przez stan Minas Gerais, co groziło całkowitym rozwaleniem finansów
      państwa. Dziś dług publiczny Brazylii to 61% PKB i ruchomy real na razie broni
      kraj przed kryzysem walutowym.

      Japonię chroni jedno - GIGANTYCZNE rezerwy walutowe - żaden spekulant nie
      zaryzykuje walki z BoJ z 2 powodów: właśnie wielkości wspomnianych rezerw
      (samych USD mają 0,5 biliona) i powodu nr 2 - hedge walutowe (także hedge na
      rynku złota) lewarują się pożyczonymi pieniędzmi i to głównie z japońskich
      banków (przy rocznej stopie przyrostu oszczędności w Japonii rzędu 18% -
      światowy rekord - banki japońskie cierpią na nadpłynność i pożyczają nawet na
      ryzykowne przedsięwzięcia) - taki strumień pożyczanych pieniędzy BoJ mógłby
      bardzo łatwo zablokować decyzją administracyjną.
      Przyczyn trzymania się Belgii nie znam - ale chyba chodzi o to, ze to musiałby
      być atak na Euro - póki co kompletnie nierealny

      PZDR
      >
      • Gość: robi Re: Próg kostytucyjny. IP: 62.233.197.* 08.08.03, 22:53
        Dzięki za garść informacji. W dzisiejszej Rzepie przeczytałem, że żaden
        poważny ekonomista nie bierze pod uwage powtórzenia się Argentyny w Polsce.
        Zobaczymy więć jak rząd wybrnie z trudnej sytuacji, ale znając jego
        dotychczasowe dokonania, podzielam zdanie Krzysztofa Rybińskiego - dalsze
        podwyżki podatków są nieuniknione. To społeczeństwo będzie musiało ponieść
        zwiększone koszty obsługi długi czy koszty akcesji.

        Co do sztuczek księgowych, to już mamy nimi do czynienia po zaliczeniu OFE do
        środków publicznych. Nie mówiąc już o wirtualnej rezerwie rewaluacyjnej.

        Wracając jednak do tematu wrażliwości inwestorówn na wielkość długu
        publicznego, to odnalazłem w archiwum komentarz jednego z forumowiczów w
        odpowiedzi na jedną z moich pesymitycznych prognoz. Czy rzeczywiście nie ma
        się czego obawiać?

        "Chwileczke gentelmen: Czy to nie czarnowidztwo?
        Autor: dyplomata@NOSPAM.gazeta.pl
        Data: 23-03-2003 16:04 + odpowiedz na list

        Sytuacja ekonomiczna polski oczywiscie nie jest dobra. Ale czy w waszych
        prognozach nie ma za duzo czarnowidztwa?

        Ja to widze tak ze wiekszosc krajow ma potezne problemy z deficytami i
        budzetem. Przyklady z krajow uchodzacych za najlepsze:

        Niemcy, Francja - budzety w fatalnym stanie, opeer z Unii, deficyty 60%
        Italia, Belgia - zadluzenie na poziomie 100% PKB
        Japonia - zadluzenie na poziomie 150% PKB

        USA ma ogromny deficyt platniczy a teraz dojdzie potezny deficyt budzetu.

        W krajach tych systemy emerytalne to tez bomba zegarowa.


        Inne kraje tez maja kolosalne problemy.

        Porownanie Polski do Argentyny jest chwytliwe ale nie jest realne. Waluta
        polska jest plynna, a lawinowy wzrost importu i kredytow w poprzednim okresie
        zostal zahamowany. Nie wydaje sie by grozil niekontrolowany wybuch
        makroekonomiczny a na pozyczki dla budzetu kapitalu na swiecie znajdzie sie
        dosc.

        A wiec sytuacja Polski jest niedobra czy zla ale nie jest tragiczna czy
        beznadziejna. W skali swiatowej czy europejskiej jest chyba przecietna."

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=4950077&a=5042746



        • dyplomata Reformy sa oczywiscie konieczne 09.08.03, 10:57
          Gość portalu: robi napisał(a):

          > Dzięki za garść informacji. W dzisiejszej Rzepie przeczytałem, że żaden
          > poważny ekonomista nie bierze pod uwage powtórzenia się Argentyny w Polsce.
          > Zobaczymy więć jak rząd wybrnie z trudnej sytuacji, ale znając jego
          > dotychczasowe dokonania, podzielam zdanie Krzysztofa Rybińskiego - dalsze
          > podwyżki podatków są nieuniknione. To społeczeństwo będzie musiało ponieść
          > zwiększone koszty obsługi długi czy koszty akcesji.

          Po pierwsze: dlaczego w konstytucji jest bezpiecznik nastawiony na 60% PKB?

          Bo jest to umownie przyjeta granica bezpiecznego zadluzenia. Powyzje tej
          granicy zaczynaja sie problemy ze splatami bo same odsetki obciazaja powaznie
          budzet.

          Wiele krajow osiagnelo to granice lub nawet powaznie ja przekroczylo.

          W polskiej konstytucji bardzo madrze nastawiono ten bezpiecznik uniemozliwiajac
          politykom manipulacje by trzymac sie u wladzy na deficycie.



          > Co do sztuczek księgowych, to już mamy nimi do czynienia po zaliczeniu OFE
          >do środków publicznych. Nie mówiąc już o wirtualnej rezerwie rewaluacyjnej.
          > Wracając jednak do tematu wrażliwości inwestorówn na wielkość długu
          > publicznego, to odnalazłem w archiwum komentarz jednego z forumowiczów w
          > odpowiedzi na jedną z moich pesymitycznych prognoz. Czy rzeczywiście nie ma
          > się czego obawiać?

          Dzieki za przytoczenie tego komentarza jeszcze raz. Mozna powtorzyc: sytuacja
          budzetowa w Polsce jest niedobra ale nie tragiczna. Zagrozenia kryzysem nie
          ma a nawet z punktu widzenia analitykow ktorzy oceniaja w porownaniu do
          innych krajow jest calkiem niezle bo: inflacja jest niska, deficyt platniczy
          sie ciagle zmniejsza a waluta ma plynny kurs.

          Ale reformy sa oczywiscie konieczne.

          > "Chwileczke gentelmen: Czy to nie czarnowidztwo?
          > Autor: dyplomata@NOSPAM.gazeta.pl
          > Data: 23-03-2003 16:04 + odpowiedz na list
          >
          > Sytuacja ekonomiczna polski oczywiscie nie jest dobra. Ale czy w waszych
          > prognozach nie ma za duzo czarnowidztwa?
          >
          > Ja to widze tak ze wiekszosc krajow ma potezne problemy z deficytami i
          > budzetem. Przyklady z krajow uchodzacych za najlepsze:
          >
          > Niemcy, Francja - budzety w fatalnym stanie, opeer z Unii, deficyty 60%
          > Italia, Belgia - zadluzenie na poziomie 100% PKB
          > Japonia - zadluzenie na poziomie 150% PKB
          >
          > USA ma ogromny deficyt platniczy a teraz dojdzie potezny deficyt budzetu.
          >
          > W krajach tych systemy emerytalne to tez bomba zegarowa.
          >
          >
          > Inne kraje tez maja kolosalne problemy.
          >
          > Porownanie Polski do Argentyny jest chwytliwe ale nie jest realne. Waluta
          > polska jest plynna, a lawinowy wzrost importu i kredytow w poprzednim
          okresie
          > zostal zahamowany. Nie wydaje sie by grozil niekontrolowany wybuch
          > makroekonomiczny a na pozyczki dla budzetu kapitalu na swiecie znajdzie sie
          > dosc.
          > A wiec sytuacja Polski jest niedobra czy zla ale nie jest tragiczna czy
          > beznadziejna. W skali swiatowej czy europejskiej jest chyba przecietna."
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=4950077&a=5042746

          • Gość: robi Re: Reformy sa oczywiscie konieczne IP: 62.233.197.* 09.08.03, 17:24
            Jeżeli nie jest tak źle, to skąd te coraz bardziej złowrogie komentarze
            czołowych ekonomistów? Jak na razie brakuje do domknięcia przyszłorocznego
            budżetu kilkanaście mld PLN. Na głęboką reformę sld-owski rząd nie zdecyduje
            się - to raczej przesądzone. A więc dodatkowa emisja długu. Przy deficycie
            budżetowym na poziomie 60 mld PLN, dług poubliczny zblizy się niebezpiecznie
            do progu konstytucyjnego. A wówczas co? Albo, jak mówił Sadowski katastrofa
            finansowa z powodu konieczności zrównoważnia kolejnego budżetu, albo
            nowelizacja Konstytucji. A jeżeli politycy, stojąc pod murem, zdecydują się na
            nowelizację, to jak zachowają się inwestorzy? Hydraulik pisze,ze byłby to dla
            nich sygnał do odwrotu od polskich obligacji.

            Oczywiście rząd może ratować się kolejnymi podwyżkami podatków, tyle że to
            zdusi ledwie co odżywjącą gospodarkę. I tak źle i tak niedobrze.

            A może, wykorzystując wzrost wiarygodności finansowej Polski, po wstąpieniu do
            UE warto byłoby z wyprzedzeniem zmienić Konstytucję i podniść próg
            dopusczalnego długu publicznego w PKB? Bo zgadzamy się chyba,że jest to
            granica umowana, a Polska z pewnością znalazła się w momencie przełomowym.
            Jeżeli już do UE wchodzimy, to trzeba zrobić wszystko, aby chociażby nie stac
            się płatnikiem netto.Uzasadnieniem więc mogą być dodatkowe koszty wynikające z
            akcesji i konieczność rolowania zadłużenia zagranicznego. Czy inwestorzy to
            przełkną? A jeżeli tak to za jaką cenę, to jest jak wyskoko pójdą w górę stopy
            procentowe (Balcrowicz ostatnio mówił,ze stopy rynkowe już zaczęły rosnąć)?

            I na koniec fragment maila który dostałem od mojego znajomego z Belgii, po
            przeczytaniu powyższej dyskusji:

            "Robi, czytalem cos w Twoim tekscie, ze nie wiesz dlaczego w Belgii wszytko
            trzyma sie kupy pomimo ponad 100% dlugu publicznego, a w Polsce 60% juz grozi
            katastrofa. Nikt na dobra sprawe nie dal na to odpowiedzi. Nie jestem
            ekonomista, ale chyba decyduje tutaj ogolna zamoznosc kraju. Jakie ogromne
            kwoty znajduja sie na kontach oszczednosciowych Belgow, wszystko razem
            pokryloby chyba z nadwyzka caly dlug. A jest to tylko fragment stanu
            majatkowego Belgii. Mysle, ze Belgia ma po prostu wysoka wiarygodnosc
            wyplacalnosci w skali miedzynarodowej. Dlatego tez kazda emisja pozyczki
            panstwowej rozchodzi sie w mgnieniu oka.
            Vico"


            • Gość: YY! Re: Reformy sa oczywiscie konieczne IP: *.ustron.sdi.tpnet.pl 09.08.03, 18:44
              Gość portalu: robi napisał(a):

              > "Robi, czytalem cos w Twoim tekscie, ze nie wiesz dlaczego w Belgii wszytko
              > trzyma sie kupy pomimo ponad 100% dlugu publicznego, a w Polsce 60% juz grozi
              > katastrofa. Jakie ogromne
              > kwoty znajduja sie na kontach oszczednosciowych Belgow, wszystko razem
              > pokryloby chyba z nadwyzka caly dlug. A jest to tylko fragment stanu
              > majatkowego Belgii. Mysle, ze Belgia ma po prostu wysoka wiarygodnosc
              > wyplacalnosci w skali miedzynarodowej. Dlatego tez kazda emisja pozyczki
              > panstwowej rozchodzi sie w mgnieniu oka.

              W Belgii i Kanadzie (z dłuuugich nocnych rozmów) to trochę inaczej wygląda.
              Zazdroszczą nam że mamy domy, samochody za gotówkę, ich na to nie stać.
              Kupują za kredyty które potem latami spłacają. Stąd jeżeli sami są zadłużeni
              to nie przeraża ich zadłużenie kraju zamieszkania. W końcu cała gospodarka
              jest dla człowieka nie człowiek dla gospodarki. Tylko u nas teorie i to nie
              sprawdzone są ważniejsze od praktyki :-(.
              • dyplomata Re: Reformy sa oczywiscie konieczne 10.08.03, 20:19
                Gość portalu: YY! napisał(a):

                > W Belgii i Kanadzie (z dłuuugich nocnych rozmów) to trochę inaczej wygląda.
                > Zazdroszczą nam że mamy domy, samochody za gotówkę, ich na to nie stać.
                > Kupują za kredyty które potem latami spłacają. Stąd jeżeli sami są zadłużeni
                > to nie przeraża ich zadłużenie kraju zamieszkania. W końcu cała gospodarka
                > jest dla człowieka nie człowiek dla gospodarki. Tylko u nas teorie i to nie
                > sprawdzone są ważniejsze od praktyki :-(.

                Jednak zjawisko ze kraje rozwiniete osiagnely prog bezpiecznego zadluzenia jest
                dosc nowe. Dlugi panstwa splaca sie z budzetu. Jezeli w budzecie na splate
                dlugow idzie duzy procent wydatkow to gdzies to sie musi odbic na dluzsza mete.

                W warunkach polskich buduje sie podstawy normalnej ekonomii. Jest juz normalna
                waluta i niska inflacja. Deficyt platniczy zostal ustabilizowany i byc moze
                bedzie zanikal. Ostatnim parametrem sa finanse publiczne. Po ich uporzadkowaniu
                ekonomia bedzie w stanie umozliwiajacym wejscie do euro. A w strefie euro
                wszyscy sie wzajemnie naciskaja zeby finanse nie chorowalay. Chociaz Niemcy i
                Francja maja z tym due problemy.
            • dyplomata Re: Reformy sa oczywiscie konieczne 10.08.03, 20:12
              Gość portalu: robi napisał(a):

              > Jeżeli nie jest tak źle, to skąd te coraz bardziej złowrogie komentarze
              > czołowych ekonomistów? Jak na razie brakuje do domknięcia przyszłorocznego
              > budżetu kilkanaście mld PLN. Na głęboką reformę sld-owski rząd nie zdecyduje
              > się - to raczej przesądzone. A więc dodatkowa emisja długu. Przy deficycie
              > budżetowym na poziomie 60 mld PLN, dług poubliczny zblizy się niebezpiecznie
              > do progu konstytucyjnego. A wówczas co? Albo, jak mówił Sadowski katastrofa
              > finansowa z powodu konieczności zrównoważnia kolejnego budżetu, albo
              > nowelizacja Konstytucji. A jeżeli politycy, stojąc pod murem, zdecydują się
              >na nowelizację, to jak zachowają się inwestorzy? Hydraulik pisze,ze byłby to
              >dla nich sygnał do odwrotu od polskich obligacji.

              Jedno jest pewne: konieczny jest program reformy. Jezeli taki bedzie
              przedstawiony to nawet nowelizacja moglaby przejsc bez paniki u inwestorow.
              Inwestorzy oceniaja przez pryzmat swiatowej ekonomií, na jej tle Polska nie
              wypada tragicznie.

              Ale tak jak to jest w innych krajach, reforma czyli obcinanie deficytu jest
              bardzo niepopularne u wyborcow. Kto to zrobi, na pewno przegra wybory.
              Nic dziwnego ze SLD nie ma na to ochoty.


              > Oczywiście rząd może ratować się kolejnymi podwyżkami podatków, tyle że to
              > zdusi ledwie co odżywjącą gospodarkę. I tak źle i tak niedobrze.
              > A może, wykorzystując wzrost wiarygodności finansowej Polski, po wstąpieniu
              >do UE warto byłoby z wyprzedzeniem zmienić Konstytucję i podniść próg
              > dopusczalnego długu publicznego w PKB? Bo zgadzamy się chyba,że jest to
              > granica umowana, a Polska z pewnością znalazła się w momencie przełomowym.

              TU dziala demokracja: jezeli byloby tyle sil politycznych zeby zmienic
              konstytucje to mozna sprobowac, przedstawiajac program reform. Ale jezeli sil
              nie bedzie to wtedy reforme trzeba bedzie zaczac.


              > Jeżeli już do UE wchodzimy, to trzeba zrobić wszystko, aby chociażby nie
              >stac się płatnikiem netto.Uzasadnieniem więc mogą być dodatkowe koszty
              >wynikające z akcesji i konieczność rolowania zadłużenia zagranicznego. Czy
              >inwestorzy to przełkną? A jeżeli tak to za jaką cenę, to jest jak wyskoko
              >pójdą w górę stopy procentowe (Balcrowicz ostatnio mówił,ze stopy rynkowe już
              >zaczęły rosnąć)?
              > I na koniec fragment maila który dostałem od mojego znajomego z Belgii, po
              > przeczytaniu powyższej dyskusji:
              > "Robi, czytalem cos w Twoim tekscie, ze nie wiesz dlaczego w Belgii wszytko
              > trzyma sie kupy pomimo ponad 100% dlugu publicznego, a w Polsce 60% juz
              >grozi katastrofa. Nikt na dobra sprawe nie dal na to odpowiedzi. Nie jestem
              > ekonomista, ale chyba decyduje tutaj ogolna zamoznosc kraju. Jakie ogromne
              > kwoty znajduja sie na kontach oszczednosciowych Belgow, wszystko razem
              > pokryloby chyba z nadwyzka caly dlug. A jest to tylko fragment stanu
              > majatkowego Belgii. Mysle, ze Belgia ma po prostu wysoka wiarygodnosc
              > wyplacalnosci w skali miedzynarodowej. Dlatego tez kazda emisja pozyczki
              > panstwowej rozchodzi sie w mgnieniu oka.

              Tak, ale ogromny dlug powoduje ze splaty bardzo obciazaja budzet. Panstwo
              nie ma pieniedzy.

              W Polsce nie grozi katastrofa ale reformy sa niedzowne. Zreszta pieniadze do
              oszczedzania sa: gornictwo, hutnictwo, kolej, rolnictwo.
              • Gość: robi A jeżeli inwestorzy przestaną kupować obligacje? IP: 62.233.197.* 10.08.03, 20:42
                Ostatnio bardzo niepokojącym sygnałem jest wzrost rentowności
                obligacji. Dlatego Balcerowicz mówił, że stopy rynkowe zaczynają
                rosnąć. Wzrost rentowności obligacji ma swoje przyczyn zarówno
                wewnętrzne (gwałtowny przyrost długu i spadek stóp procentowych) jak
                i zewnętrzne (trendy światowe). Wzrost rentowności papierów dłużnych
                oznacza wyższe koszty obsługi zadłużenia dla budżetu.Rząd będzie z
                pewnością się bronił, ale czy wówczas znajdzie nabywców na swoje
                papiery?

                Ponadto na rynku papiery skarbowe konkuruja o zasoby inwestorów z
                papierami dłuznymi przedsiębiorstw czy obligacjami komunalnymi o
                wyższych rentownościach.

                Moim zdaniem niedoceniane jest zagrożenie, że przy znaczym wzroście
                emisji papierów skarbowych zabraknie na nie nabywców. Wówczas trzeba
                będzie podnieść stopy procentowe. Wiadomo, co to oznacza dla
                gospodarki. A bankom znowu nie będzie się opłacało udzielać kredytów
                przedsiębiorstwom.

                Tak czy inaczej można mieć poważne obawy, co do trwałości
                obserwowanego obecnie ozywienia gospodarczego.
                • Gość: YY! Re: A jeżeli inwestorzy przestaną kupować obligac IP: *.ustron.sdi.tpnet.pl 11.08.03, 00:10
                  Gość portalu: robi napisał(a):
                  > Dlatego Balcerowicz mówił, że stopy rynkowe zaczynają
                  > rosnąć.
                  > Moim zdaniem niedoceniane jest zagrożenie, że przy znaczym wzroście
                  > emisji papierów skarbowych zabraknie na nie nabywców. Wówczas trzeba
                  > będzie podnieść stopy procentowe.
                  > A bankom znowu nie będzie się opłacało udzielać kredytów
                  > przedsiębiorstwom.
                  > Tak czy inaczej można mieć poważne obawy, co do trwałości
                  > obserwowanego obecnie ozywienia gospodarczego.

                  To bardzo dziwna mania prognozować budowe dobrobytu dla wnuków.
                  Odpowiedzialni za gospodarkę na całym świecie (oprócz naszego kraju)
                  starają się zapewnić dobrobyt swojemu i co najwyżej następnemu
                  pokoleniu. Naszej gospodarce nie grozi załamanie gdyż z oporami
                  wchodzi w skład gospodarki UE. Balcerowicz ze swoimi teoriami
                  bliskim monetaryzmowi Salazara spowodował zahamowanie naszego
                  rozwoju. Tworzenie złych scenariuszy z nadzieją na ich samospełnianie
                  jest śmieszne. Bardziej twórczy jest (nadmierny) optymizm Kołodki.
                  Balcerowicz zwiększał akcyze na alkohol, Kołodko ją zmiejszał
                  i nie rospił społeczeństwa. Czyje posunięcie było korzystne
                  dla naszej gospodarki?.
                  • Gość: robi Optymizm? IP: 62.233.197.* 11.08.03, 20:16
                    Optymizm jest pożądany, kiedy są ku niemu powody. Myślisz,że są?
                    Przez ostatnie lata sporo na sumieniu mają zarówno rządy, które
                    zaniechały niezbednych reform jak i Bank Centralny ze swoją
                    restrykcyjna polityka monetarną (dziwne, ale RPP przez lata nie
                    potrafiła utrafić we własny cel inflacyjny). Tak czy owak wypadkowa
                    tych działań kumuluje się w obecnych problemach finansów
                    publicznych. I chociaż sektor prywatny ciągnie gospodarkę do przodu,
                    to politcy swym nieudacznictwem robia wszystko,by wzrost okazał się
                    krótkotrwały.

                    Podajesz przykład akcyzy na alkohol, zapominając ze takiej fali
                    fiskalizmu, jak za Kołodki jeszcze nie przezyliśmy. Mógłbym
                    wylistować, jakie nowe podatki Kołodko wprowadził i które podniósł,
                    ale robiłem to już kilkakrotnie, więc kolejny raz mi się nie chce.

                    Jak dotąd jedyna odpowiedzią rządu sld na wzrastająco lawinowo
                    potrzeby państwa był wzrost obciążeń fiskalnych. W ten sposób sld
                    kupuje spokój społeczny. I tak będzie do czasu, aż rynek nie
                    wchłonie nowych emisji długu. Problem w tym gdzie jest ta granica i
                    jak daleko można się posunąć, bez spowodowania krachu finansów
                    państwa?




    • dyplomata Ekonomia i polityka 12.08.03, 11:14

      To co obserwuje sie w Polsce w dziedzinie finansow publicznych
      nie jest niczym szczegolnym. Prawie wszystkie kraje maja z tym
      powazne problemy. Wynika to oczywiscie z tego ze politycy chcac
      utrzymac sie przy wladzy robia coraz wieksze wydatki i deficytowe
      budzety jako kielbase wyborcza.

      W koncu przychodzi moment gdy ta gra sie konczy ale zaden polityk
      nie chce tego zrobic bo przegra wybory. W wielu krajach to sie ciagnie
      az nastepuje wybuch w postaci dewaluacji waluty, zalamania systemu
      bankowego. W strefie euro kraj nie moze dewaluowac i dlatego wymyslono
      progi deficytow ktore kraje musza dotrzymywac. Ale i tak sa z tym
      ogromne problemy.

      W Polsce bardzo madrze zrobiono robiac bariere w konstytucji. Przynajmniej
      nie mozna chowac glowy w piasek tylko trzeba wziac sie za problem.

      Jednym z rozwiazan jest tez udzielenie przez NBP pozyczki z zasobow walutowych
      na splate zadluzenia. Odsunie to bariere i da czas na reforme. Wydaje sie
      ze NBP sie moze na to zgodzic jesli program reform bedzie powazny. Ale SLD
      moze tez grac na to zeby uzyskac pozyczke od nowej RPP w przyszlym roku i
      dalej odsunac reformy.
      • Gość: robi Re: Ekonomia i polityka IP: 62.233.197.* 12.08.03, 21:07
        dyplomata napisał:

        > To co obserwuje sie w Polsce w dziedzinie finansow publicznych
        > nie jest niczym szczegolnym.

        Absolutnie się nie zgadzam. Takiej fali galopującego fiskalizmu w
        tak krótkim czasie nie spotkamy nigdzie indziej w Europie.
        Jednocześnie jak widać wzrost podatków nie pzzrekłada się wcale na
        oczekiwane wpływy podatkowe.

        Podobne kłopoty z finansami publicznymi mają Węgrzy, a nawet ich
        deficyt budżetowy jest większy od naszego. Jak wiadomo to m.in.
        szybki wzrost deficytu pociągnął za sobą dewaluację forinta i wzrost
        stóp procentowych. obawiam się,że ten scenariusz moze powtórzyc się
        w Polsce.

        Rząd może oczywiście zrobić skok na kasę NBP, ale bedzie to skok
        jednorazowy. Byc może odwlecze krach o kilka, kilkanaście miesięcy.
        A później kasy zabraknie. Pożyczamy dalej?
Pełna wersja