Gość: pawel-l
IP: 1.0.12.*
01.08.03, 11:00
http://www2.gazeta.pl/gielda/1,28845,1601925.html
-----------------------------------------------------------------------------
Wygląda na to że pan profesor nie zna teorii Elliotta, ale jego
sugestie i wnioski są dość bliskie temu co R.Pretchter pisuje w
swoich książkach. Tylko że teoria Elliotta pochodzi z lat 30-
tych więc nasz fizyk jest trochę spóźniony.
Najciekawsze że nawet daty się zgadzają. Bessa na rynku akcji
skończy się w 2004r. (poniżej 500 pkt. później korekta do 2010r
i upadek systemu finansowego jaki znamy.
Ciekawym polecam "Teoria fal Elliotta" wydana przez WIG-press
parę lat temu i link:
www.elliottwave.com
-----------------------------------------------------------------------------
Fizycy twierdzą, że potrafią prognozować wartość indeksów giełdowych
Rozmawiał: Mariusz Zawadzki 31-07-2003 17:15
Wywiad z pionierem ekonofizyki w Polsce, profesorem Stanisławem Drożdżem.
Mariusz Zawadzki: Dlaczego fizycy nagle uwierzyli że mają szansę zrozumieć
rynki finansowe lepiej niż zawodowi ekonomiści?
Prof. Stanisław Drożdż*: - To nie jest kwestia wiary. Od dawna wiemy, że
świat finansów zachowuje się podobnie jak natura. Np. zmiany cen na rynkach
finansowych. Przypominają ruch cząsteczki umieszczonej w cieczy i poddawanej
ogromnej liczbie przypadkowych "kopnięć" otaczających ją cząstek.
Ale to trochę rozczarowujące: zatem giełda to zupełny chaos, podobnie jak
ruch cząsteczek?
- Natura lubi chaos...
Tylko że w chaosie trudno o prognozy...
- Ale ja nie twierdzę, że łatwo! Zacznijmy od przykładu. Pokażę panu dwa
wykresy pracy serca: pierwszy - regularny sinusoidalny i drugi - trochę
zakłócony, nieregularny, zygzakowaty. Zdrowe serce opisuje ten drugi.
Chaos jest receptą na zdrowie?
- Właśnie. Praca serca powinna mieć składową regularną, której się
spodziewamy, ale powinna mieć też składową chaotyczną. Serce musi być
elastyczne - np. kiedy zdenerwujemy się, musi przeskoczyć z jednego typu
aktywności do drugiego, dostarczyć więcej tlenu do mózgu. Udział składowej
chaotycznej okazuje się w tym przypadku zbawienny.
Ale w pracy serca regularność dominuje nad chaosem. Tymczasem wykresy
giełdowe często przypominają bazgroły trzylatka...
- Fakt. Choć w przypadku rynku finansowego trudniej jest wychwycić składową
regularną i na tej podstawie prognozować przyszłość, to jednak jest to
możliwe. Krachu roku 2000 spodziewałem się już rok wcześniej.
Ale dlaczego giełda miałaby podlegać prawom natury? Może po prostu podąża za
gospodarką i polityką?
- Myślę, że giełda to znacznie więcej, niż zwykliśmy sądzić. Kiedy mówię o
giełdzie, myślę o liczbach. A te liczby odzwierciedlają globalną społeczną
świadomość. Jeśli przyjmiemy, że coś takiego istnieje.
Czym miałaby być?
- Spróbujmy porównać ludzkość do mózgu. Świadomość jest atrybutem całego
mózgu, nie pojedynczych neuronów, których mamy kilkanaście miliardów. Neurony
są dość przypadkowo połączone, ale każde dwa kontaktują się przez najwyżej
kilku pośredników. Te połączenia są najbardziej istotne. One powodują, że
powstają globalne wzorce aktywności. Świadomość w mózgu jest dopiero globalna.
Teraz spojrzyjmy na nas. Jesteśmy takimi odpowiednikami neuronów. Podobnie
jak neuron - każdy z nas jest tylko nieświadomym uczestnikiem globalnych
zdarzeń. Podobnie jak neurony - i nas liczy się w miliardach. Ostatnie
badania pokazują, że człowiek od człowieka jest oddalony o pięć do sześciu
podań ręki. Były takie symulacje: losowo wybierano dwóch ludzi i sprawdzano,
ilu pośredników potrzebują, żeby się skontaktować.
- Badając mózg, nasłuchujemy fal mózgowych, którymi porozumiewają się
neurony. Dla mnie jedynym odpowiednikiem tych fal, jeśli chodzi o
społeczności ludzkie, przynajmniej jedynym dostępnym dla nas w postaci liczb,
są parametry finansowe. Być może, nasłuchując ich kiedyś, nauczymy się
docierać do faktów, które istnieją w globalnej świadomości. Świadomości
niedostępnej dla pojedynczych osobników.
Co z tego w praktyce wynika? Jak wy, ekonofizycy, przewidujecie trendy
giełdowe?
- Rynek finansowy, podobnie jak natura, balansuje na granicy między
porządkiem a chaosem. Cała sztuka to wychwycić ów porządek. Najlepsze
kwalifikacje mają ku temu fizycy. Są doświadczeni w badaniu złożonych układów
dynamicznych, np. górskich lawin czy ruchów skorupy ziemskiej prowadzących do
trzęsień ziemi. A mechanizm tych zjawisk jest dość podobny do krachów
giełdowych. Trzęsienie ziemi to nagłe uwolnienie naprężeń skorupy ziemskiej.
Naprężenia na giełdzie są wtedy, kiedy wszyscy inwestorzy czują, że hossa się
kończy, że wszystko zmierza w jednym kierunku. W kierunku punktu krytycznego.
Co to jest punkt krytyczny?
- To punkt, gdzie układ jest bardzo wrażliwy nawet na minimalną zmianę
parametrów. Taka wrażliwość jest możliwa na styku regularności i chaosu. Ideę
krytyczności dobrze oddaje pryzma piasku. Gdy usypujemy górę z ziarenek, nic
z początku się nie dzieje. Aż do czasu, gdy góra osiągnie maksymalne
nachylenie i bardziej stroma już nie będzie. To nachylenie krytyczne. Teraz
wystarczy ziarenko piasku, by spowodować lawinę. I choć częściej będziemy
mieli małe "lokalne" lawinki, to raz na jakiś czas jedno jedyne ziarenko
spowoduje wielką "globalną" lawinę. Pryzma staje się układem w stanie
krytycznym. Jedno ziarenko może odmienić wszystko.
Ale jak punkt krytyczny, czyli krach, przewidzieć?
- Jedną z dróg jest teoria log-periodyczności, którą się zajmuję. Pewne
fragmenty wykresu indeksu giełdowego powtarzają się cyklicznie - to one
stanowią czynnik deterministyczny. Wykresy notowań indeksów giełdowych wahają
się w górę i w dół. Ale im bliżej krachu, tym wahania są częstsze, a kolejne
lokalne minima są bliżej siebie. Choć wykres idzie generalnie w górę, gracze
wykazują coraz większą nerwowość. Z moich badań wynika, że skoro różnica
między aktualnym minimum a poprzednim wynosiła np. cztery lata, to kolejne
może nastąpić po okresie dwa razy krótszym, czyli po dwóch latach. Jeszcze
kolejne - po roku itd. W ten sposób pojedyncze wahnięcia (powtarzające się
fragmenty wykresu) są coraz krótsze, aż zbliżają się do zera. Wtedy jesteśmy
w punkcie krytycznym.
To podejrzanie proste...
- Ale to nie koniec niespodzianek. Wykresy indeksów giełdowych mają cechę
samopodobieństwa: ich fragmenty mogą być jakby miniaturką całości. Kiedyś
zrobiłem eksperyment z finansistą, który zajmuje się krótkoterminową
spekulacją w dużym banku europejskim. Pokazałem mu dwa wykresy zmian indeksu:
jeden w skali trzech godzin, drugi w skali roku. Nie odgadł, który jest
który. Jeśli do fragmentu wykresu wieloletniego przyłożymy lupę, widzimy to
samo i takie same prawa tam obowiązują. Krachy w skali mikro i makro można
prognozować, używając tych samych technik.
Czy Pan gra na giełdzie?
Proszę o następne pytanie.
Jakie ma Pan dla nas prognozy na najbliższe lata?
- Zrobiłem analizę od roku 1800. Za podstawę wziąłem amerykański indeks
Standard&Poor 500, który jest obliczany od lat 30. ubiegłego wieku. We
wcześniejszym okresie użyłem indeksu zrekonstruowanego przez historyków
ekonomii. Wszystkie krachy w latach 1800-2003 znajdziemy "przewidziane" na
krzywej log-periodycznej. Bieżąca recesja jest głęboka i może potrwać aż do
końca 2004. Najbliższe maksimum, znacznie wyższe niż to z roku 2000,
osiągniemy po roku 2010. Około roku 2025 możemy się spodziewać dramatycznego
punktu krytycznego i recesji nieporównywalnej z jakąkolwiek znaną z historii.
Co to może oznaczać?
- Być może koniec systemu finansowego w obecnej postaci. Kiedyś pieniądz był
oparty na parytecie złota, teraz w ogóle nie ma żadnego parytetu. Staje się
coraz bardziej nierzeczywisty, plastikowy, już go prawie nie oglądamy. W
Ameryce zadłużenie społeczeństwa (tzw. mortgage debt) przekroczyło pięć
bilionów dolarów, podwajając się w ciągu ostat