Dodaj do ulubionych

Gwałtownie spadła sprzedaż kredytów hipotecznych

IP: 71.167.135.* 07.03.08, 12:51
Obserwuj wątek
      • poszi Re: Limit frajerów wyczerpany... 07.03.08, 16:50
        > mimo wszystko banki mają co świętować, bo mieszkaniowy owczy pęd nabił im kabzę

        Banki to jeszcze powinny wstrzymać się ze świętowaniem do czasu, jak te kredyty
        zostaną spłacone. A udzielono ich na taki liberalnych warunkach i z tak w sumie
        małą marżą, że niewiele trzeba, żeby bonanza zmieniła się w wielką wtopę, jak
        obecnie w USA.
      • Gość: irreality Re: Ciekawe jak się czują ci, korzy kupili w szcz IP: *.devs.futuro.pl 07.03.08, 16:50
        Jeśli ceny spadną to będą czuli się pewnie tak samo tak samo jak Ci,
        którzy kupują nowe auto w salonie a za rok ten sam model zastępowany
        jest przez nowy lepszy, ładniejszy i bezpieczniejszy a ich auto
        traci na wartości. Albo jak ci co kupili nowy TV albo komputer a za
        rok za tą samą cenę mogliby kupić dwa.

        Czyli nijak i zupełnie bez emocji.

        Bo z jednej strony zapłacili więcej niż by mogli a z drugiej mają i
        od jakiegoś czasu korzystają.

        Jak ktoś kupuje dla siebie do swojego użytku to jest mu raczej
        obojętne czy cena tego co kupił spadła czy wzrosła.

        Po raz drugi zainteresuje się ceną gdy będzie chciał tą rzecz
        sprzedać. I raczej jedynie nieruchomości są czymś gdzie można to
        sprzedać po kilku/dziesięciu latach od kupna za tyle samo lub drożej.

        Więc nie wiem zupełnie w czym problem.

        • Gość: michal Re: Ciekawe jak się czują ci, korzy kupili w szcz IP: *.klc.vectranet.pl 07.03.08, 17:05
          "Jeśli ceny spadną to będą czuli się pewnie tak samo tak samo jak
          Ci,
          którzy kupują nowe auto w salonie a za rok ten sam model zastępowany
          jest przez nowy lepszy, ładniejszy i bezpieczniejszy a ich auto
          traci na wartości. Albo jak ci co kupili nowy TV albo komputer a za
          rok za tą samą cenę mogliby kupić dwa.

          Czyli nijak i zupełnie bez emocji."

          Tacy debi*le zostali zgoleni przez cwaniaków .... I będą
          niewolnikami przez najbliższe 25 lat...
        • Gość: areq Re: Ciekawe jak się czują ci, korzy kupili w szcz IP: *.171.65.147.crowley.pl 07.03.08, 17:12
          Powiedziałeś jedną ważną rzecz.Jeśli ktoś kupił mieszkanie dla
          siebie i ma zamiar spędzić w nim najbliższe parenaście lat,to nie
          powinien w ogóle przejmować się spadkami cen.W końcu za 10lat nawet
          inflacyjnie dostanie za to mieszkanie więcej niż wyłożył.
          Ale porównując mieszkanie z nowym samochodem nijak nie masz
          racji.Auto wyjeżdżając z salonu już traci 5% po przejechaniu 10m:)
          Nie sądze,że ktoś by był na tyle debilny by brać auto wartości
          powiedzmy 60tys na 10lat byle miec nowe auto..
          Natomiast wziąść 600tys na 30lat na mieszkanie jest kretyństwem,ale
          zdecydowanie mniejszym niż kredytowanie samochodu...:)
          • Gość: irreality Re: Ciekawe jak się czują ci, korzy kupili w szcz IP: *.devs.futuro.pl 07.03.08, 17:21
            Ja nie porównuje mieszkania do samochodu tylko odczucia ;)

            Dla zdecydowanie większości dóbr kupowanych jest tak że jak tylko je
            kupimy to sprzedając możemy odzyskać tylko ułamek tego co
            zapłaciliśmy - więc raczej sensowne jest podejmować decyzje
            przemyślane i trochę skorzystać z czegoś co kupiliśmy.

            Dlatego dla kogoś kto kupuje mieszkanie, żeby w nim mieszkać i ma
            ratę wielkości wielkości opłaty za jego wynajem to możliwość
            sprzedania po cenie takiej samej albo wyższej jest raczej dodatkową
            radością a nie ręką w nocniku.

            Co do brania kredytu na 600 tys na 30 lat to wszystko zależy od
            poziomu dochodów i możliwości spłaty takiego kredytu. Zawsze łatwiej
            jest pożyczyć 600 tys i 30 lat spłacać niż 30 lat oszczędzać, żeby
            kupić :-)
          • Gość: lastboyscout Esensja polskiej glupoty... IP: 71.167.135.* 07.03.08, 17:38
            >W końcu za 10lat nawet inflacyjnie dostanie za to mieszkanie więcej
            >niż wyłożył.

            NIE.
            Nawet inflacyjnie nie dostanie wiecej niz wylozyl poniewaz pozyczyl
            na ZMIENNY PROCENT lub WALUCIE OBCEJ a wiec wraz ze wrostem inflacji
            bedzie placil CORAZ WIECEJ.



            >>Powiedziałeś jedną ważną rzecz.Jeśli ktoś kupił mieszkanie dla
            >>siebie i ma zamiar spędzić w nim najbliższe parenaście lat,to nie
            >>powinien w ogóle przejmować się spadkami cen.

            NIE.
            Mozna miec zamiar spedzic w mieszkaniu parenascie lat ale sie NIE
            spedzi, jezeli rosnace raty splaty przekrocza mozliwosci ich splaty.
            Po wyprowadzeniu sie z taniego wowczas mieszkania pozostaly do
            splacenia dlug bedzie rowny pozyczonej kwocie na DROGIE mieszkanie
            PLUS rosnace w miedzyczasie odsetki i kary a wiec w praktyce moze
            nawet wielokrotnie przekroczyc owczesna cene mieszkania.



            • ikmar Re: Esensja polskiej glupoty... 07.03.08, 19:07
              Problemy zaczną się dopiero gdy ceny mieszkań pójdą w dół i banki poproszą o
              dodatkowe zabezpieczenia lub spłatę całej lub częściowej kwoty kredytu ( tego
              wymagają przepisy ) .
              Mechanizm ten przećwiczyli już "lewarujący" na giełdzie gdy przy spadkach cen
              otrzymywali telefony z biur maklerskich z prośbą o uzupełnienie depozytu , a gdy
              nie byli w stanie tego uczynić musieli pożegnać się z akcjami i to nie tylko
              tymi kupionymi na kredyt.
              Oczywiście jak się skończy boom hipoteczny to będą zwolnienia w sektorze
              finansowym , a że wielu z takich właśnie "krawaciarzy" pokupywało mieszkania na
              kredyt , zderzenie z rzeczywistością może okazać się dla nich bardzo bolesne.
              • Gość: irreality Re: Esensja polskiej glupoty... IP: *.ssp.dialog.net.pl 07.03.08, 23:53
                > Problemy zaczną się dopiero gdy ceny mieszkań pójdą w dół i banki
                poproszą o
                > dodatkowe zabezpieczenia lub spłatę całej lub częściowej kwoty
                kredytu ( tego
                > wymagają przepisy ) .

                Nie wiem skąd się wzieło to urban legend, że jak cena mieszkania
                pójdzie w dół to bank może zarządać spłaty lub zabezpieczeń. Nie ma
                czegoś takiego jak "cena mieszkania" pojęcie to pojawia się w
                momencie próby jego sprzedaży i nie jest to bynajmniej cena za jaką
                zostało wystawione tylko sprzedane. Można mówić o "wycenie
                mieszkania" czyli przeprowadzonej przez specjalistę analizie
                kalkulującej "szacowaną cenę" nieruchomości przez porównanie z
                podobnymi transakcjami lub wartości odtworzeniowej.

                W żadnej umowie kredytu hipotecznego z trzech które w życiu
                podpisywałem nie było mowy o tego typu regulacji.

                Możesz podać konkretnie na jakie przepisy się powołujesz? Artykuł
                prawa bankowego? Paragraf umowy kredytowej? Którego banku?

                Przemyśl taką sytuację - budujesz dom za dajmy na to 500 tys zł na
                kredyt i nagle przez jakieś niewyjaśnione coś za płotem organizują
                gminne wysypisko śmieci a nad ogródkiem energetyka w czasie Twojego
                urlopu buduje Ci linię średniego napięcia. Wartość rynkowa Twojej
                nieruchomości spada nagle o kilkadziesiąt procent. Ale jakie to ma
                znaczenie jeżeli Tobie się to podoba (nie musisz płacić za wywóz
                śmieci bo wyrzucasz za płot, masz na dziko prąd a jedyny minus że
                nie możesz podlewać ogródka wężem ;-).

                Podoba Ci się, mieszkasz i spłacasz kredyt. Dlaczego bank ma
                wnioskować o cokolwiek? Hipoteka na nieruchomości to tylko jedno z
                kilku zabezpieczeń - jest jeszcze zwykle jakaś polisa na życie,
                weksel imblanko i bezwarunkowe poddanie się egzekucji.

                A co jeżeli wartość nieruchomości wzrośnie kilkukrotnie? Czy bank ma
                obowiązek zmniejszyć poziom zabezpieczeń? Albo anulować częśc
                oprocentowania?

                Umowa kredytowa to umowa - określa warunki wiążące obie strony. I
                żadnych bzdur tego typu...
              • Gość: Ikmar do kwadratu Re: > Natomiast wziąść 600tys na 30lat na mieszkan IP: *.eranet.pl 08.03.08, 00:07
                Tak, jasne, w ogóle zażądają spłaty całej kwoty natychmiast i zabiorą samochody,
                radia i telewizory i zlicytują na Allegro bez ceny minimalnej, a co miesiąc
                rzeczoznawca będzie robił wycenę na nasz koszt, żeby sprawdzić czy przypadkiem
                cena za bardzo nie spadła.
                Tak samo jak za kredyt na karcie kredytowej kupimy telewizor, a jego cena
                spadnie to bank też zażąda dodatkowego zabezpieczenia i w ogóle nie bank tylko
                syndyk bo wszystkie banki padną i zapomniałem dodać, że tego wymagają przepisy.
        • Gość: chris troszkę bez sensu... IP: *.chello.pl 07.03.08, 17:15
          jednak cena tv odbiega z lekka od ceny mieszkania. przykłady bez
          sensu delikatnie mówiąc.
          a teraz sensowy przykład. kredyt na nieruchomość dajmy na to
          wartości 500 tys. (nic specjalnego). co dzieje się gdy mają miejsce
          dwa zdarzenia, ceny nieruchomości spadają powiedzmy 30% (nie jest to
          znowu jakiś dramatyczny spadek, raczej korekta), a ja tracę robotę?
          w skrócie, zostaję z jakimiś 150 tys. do zapłacenia bankowi. extra.
          to jest prawdziwe ryzyko kredytu zbyt wysokiego, zaciągniętego na
          wieczność.
          • Gość: irreality Re: troszkę bez sensu... IP: *.devs.futuro.pl 07.03.08, 17:27
            Za 500 tys to nie jest takie całkowite "nic specjalnego" :-)
            Przynajmniej we Wrocławiu. Możesz kupić sobie całkiem niezłe lokum
            albo wybudować domek kawałek pod miastem.

            Jeżeli stracisz robotę? Nic się nie dzieje. Szukasz następnej. Grunt
            to nie zadłużać się do granic swoich możliwości finansowych, budować
            sobie oszczędności na czarną godzinę. Pracę "z dnia na dzień" można
            stracić tylko w dwóch sytuacjach: spektakularnego bankructwa firmy
            albo zwolnienia dyscyplinarnego.

            Mam wrażenie, że wiele osób postrzega kredyt hipoteczny jako jakieś
            zło prawdziwe i wcielone. A tak naprawdę trzeba popatrzeć na to
            inaczej - czy byłbym w stanie oszczędzać x-lat żeby kupić daną
            rzecz? Jeżeli tak - nie warto brać kredytu - a jeżeli nie i mam
            odpowiednie warunki finansowe żeby go spłacąć to czemu nie.

            Wiadomo, ze nie jest różowo, że jest ryzyko - utraty pracy, zdrowia,
            jakiegoś zawirowania w gospodarce itp. ale jakoś trzeba przecież żyć
            prawda? Na kredyty na lat 30 nie należy patrzeć że tyle lat będzie
            się je spłącać. Chyba, że faktycznie się stoi w miejscu ze swoim
            życiem, karierą itp.

            Za 10 lat sytuacja będzie wyglądała inaczej...
            • Gość: chris Re: troszkę bez sensu... IP: *.chello.pl 07.03.08, 17:42
              ok, miałem na mysli warszawę. nie chodzi mi o to, że kredyt
              hipoteczny jest zlem wcielonym i wymysłem lucyfera. wg mnie ważne sa
              proporcje, a te w obecnej chwili są chore. przykładowo: jakieś 4
              lata temu, za 400 tys. mogłem kupić 100 m2 w bardzo dobrej
              lokalizacji i to było ok. duże mieszkanie umiarkowany kredyt. co
              mamy teraz? 50 m2 za 600 tys. i więcej (w tej samej lokalizacji).
              jaka mamy perspektywę, mieszkanie w komórce, kredyt 600 tyś i spłata
              przez kolejne 30 lat. kwestia zmiany pracy nie ma znaczenia, bo
              jeżeli dopadnie cię wypadek losowy lezysz niezaleznie od tego gdzie
              pracujesz. moim zdaniem raty na poziomie 1000/1200 to dobry pomysł,
              powyzej 1500 to ryzyko, powyżej 2000 hazard. wszystko dobrze wygląda
              dopóki jest sie młodym, zdrowym i pieknym. niestety zycie plata
              figle.
              • Gość: irreality Re: troszkę bez sensu... IP: *.ssp.dialog.net.pl 07.03.08, 23:57
                Od wypadków losowych uchroni Cię tylko dużo szczęścia i jakaś dobra
                polisa żeby nie upaść konkretnie.

                Ceny w Warszawie są bardzo wysokie ale przyznasz, że wysokość raty
                zależy od dochodów a nie kwotowo. 1500 zł dla kogoś to może być
                majątek, dla człowieka lub rodziny która ma regularne i od dłuższego
                stałe dochody netto rzędu 10 tys/zł a do tego niewiekie oszczędności
                na czarne dni (np. na 3 miesiące życia) to nie jest duża pozycja w
                budżecie.
          • Gość: Arturro Re: troszkę bez sensu... IP: *.eranet.pl 07.03.08, 23:57
            > a teraz sensowy przykład. kredyt na nieruchomość dajmy na to
            > wartości 500 tys. (nic specjalnego). co dzieje się gdy mają miejsce
            > dwa zdarzenia, ceny nieruchomości spadają powiedzmy 30% (nie jest to
            > znowu jakiś dramatyczny spadek, raczej korekta), a ja tracę robotę?
            > w skrócie, zostaję z jakimiś 150 tys. do zapłacenia bankowi. extra.
            Pewnie zadbałeś o jakieś oszczędności, które pozwolą Ci przez pewien czas
            utrzymać się i spłacać kredyt. Jeśli nie to może utrzymacie się z wynagrodzenia
            żony. Jeśli nie, pożyczasz od mamy, siostry, babci przyjaciół, z karty
            kredytowej, sprzedajesz Volvo i jeździsz przez jakiś czas tanim autem. Pewnie
            znajdziesz nową robotę w tym czasie, jeśli jesteś zaradny znajdziesz ją w
            okresie wypowiedzenia.
            Zresztą widocznie tak to już jest, że na nieruchomość mogą sobie pozwolić osoby,
            które mają dużo wolnych środków lub są w stanie podjąć skalkulowane ryzyko.
            Jeśli ktoś czuje, że nie ma perspektyw, nie powinien się zadłużać i tyle.
            Alternatywnie możesz po prostu zbierać pieniądze, jednak w takim wypadku
            będziesz musiał długo czekać, aż będziesz mógł coś kupić.
            Zresztą na tej samej zasadzie nie powinieneś brać kablówki, internetu, komórki,
            wynajmować mieszkania, bo to też wiąże się ze stałymi obciążeniami, a możesz
            stracić pracę.
            • Gość: irreality Re: troszkę bez sensu... IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.08, 00:01
              Zgadzam się z przedmówcą. Przez 30 lat nikt nie jest w stanie
              zagwarantować spokoju i stabilności. Trzeba samemu o to zadbać. Przy
              3 miesięcznym okresie wypowiedzenia i oszczędnościach lub zarobkach
              żony/męża pozwalających "przebiedować" kilka kolejnych nie powinno
              być to problemu. A jeżeli już jest tragicznie to zawsze można
              rozmawiać z bankiem - w sytuacji podbramkowej korzystniej dla nich
              jest np. zawiesić spłaty kapitału, wydłużyć okres kredytowania niż
              pchać się w windykację, licytacje, eksmisje itp.
      • Gość: Arturro Re: Ciekawe jak się czują ci, korzy kupili w szcz IP: *.eranet.pl 07.03.08, 22:31
        Różnica między tymi co kupili, a tymi którzy nie kupili jest taka, że tych
        którzy kupili było stać.
        Jeśli obecne ceny byłyby dla Ciebie okay, to również byś kupił, chyba, że jesteś
        jedną z tych osób, które czekają całe życie aż wszystko stanieje.
        To tak jak z drogimi samochodami. Po roku tracą na wartości o połowę i co z
        tego. Możesz podejść do posiadacza nowego Mercedesa klasy S i przekonać go, żeby
        kupił kilkuletniego Forda Fiestę, który będzie bardzo wolno traciło na wartości.
        Możesz również iść do Media Markt i przekonywać kupujących telewizory LCD, żeby
        wstrzymali się z zakupem bo będzie taniej.
        22 latek może nie szukać dziewczyny i czekać, aż się trochę zestarzeją i obniżą
        wymagania. Jednak za 10 lat nie wszystkie będą w dalszym ciągu dostępne, choć
        owszem te pozostałe mogą mieć mniejsze wymagania.
        Jak już się poogląda trochę mieszkań, okazuje się, że różnią się między sobą i
        to bardzo. Jak ktoś kupi dobre to będzie zadowolony, nawet jeśli gorsze
        mieszkania będą tańsze. Natomiast jeśli kupi kiepskie to będzie niezadowolony
        niezależnie od tego czy kupi po 10 000 za metr czy po pęknięciu bańki za 9 500;-)
        To ostatnie to oczywiście żart. Kiepskie mieszkania mogą stanieć nawet o 40% od
        aktualnego poziomu (który i tak jest trochę niższy niż jakiś czas temu)
        naturalnie nie szybciej niż w ciągu 20 lat. W Warszawie ceny dobrych i kiepskich
        mieszkań różnią się w małym stopniu, a to nie jest normalne.
    • Gość: Kadi-lak Ciekawe jest nie samo zjawisko ale jego skala. IP: *.nyc.biz.rr.com 07.03.08, 17:38

      Widze tu glosy o spadku o 10%, w dobrych lokalizacjach. Czy na
      pewno? Zobaczymy.
      Interesowalem sie (juz sie nie interesuje) tym rynkiem w Nowym
      Jorku, gdzie ceny i tak sa bardzo oporne na spadki. Prowadzilem
      dosc dokladne zapisy by sobie porownac ceny u jednego developera i
      w tych samych rejonach . Manhattan poza moim zasiegiem, wiec
      szukalem Brooklyn /Queens.
      Nowe mieszkanko, wystawione kiedys za $599 000 stoi do dzis (to juz
      ponad 2,5 roku) i jest do wziecia za 349 000. 599K zadano
      jeszczze wtedy, gdy rynek dostawal swira a wokolo slyszalo sie w
      USA glosy ze to "nielegalnie imigranci przyjzedzaja do USA i kupuja
      nieruchomosci", bo w tamtym czasie juz nikt logicznie nie potrafil
      tlumaczyc zjawiska tego owczego pedu....
      Inne mieszkanie, mala nora w 6- letnim condo (wlasnosc) wystawina
      jeszcze 1,5 roku temu za 269 000 dzis jest do sprzedania za 139 000
      i nadal stoi do wzieca.
    • Gość: spec Bańka pękła, idzie mega krach w nieruchomościach IP: *.aster.pl 07.03.08, 20:31
      Z moich obserwacji wynika, że ceny transakcyjne na naszym rynku
      nieruchomości są już obecnie niższe o 15-20% w porównaniu z tym co
      było na początku 2007 roku.
      Wrażenie stabilizacji pochodzi tylko z tego, że cały czas w
      internecie i agencjach wiszą oferty sprzedaży po starych zawyżonych
      cenach, które niestety wchodzą do tych wszystkich bzdurnych
      średnich, o których trąbią media.
      Tymczasem rynek (tj poziomy transakcyjne) jest już niżej, a będzie
      jeszcze dużo, dużo taniej (30-50%).

      Dlaczego ?
      To proste - załapaliśmy się na końcówkę globalnej hossy na
      nieruchomościach (trwała do 2006 roku), do tego ludzie podkręceni
      przez media po prostu dostali amoku i kupowali co popadnie i po
      każdej cenie, biorąc przy tym kolosalne kredyty. Znam młode osoby,
      bez żadnych oszczędności, za to z marnymi zarobkami rzędu 6-8k na
      rodzinę 2+1 czy 2+2, którzy brali po 500k kredytu !!.
      Efekt – mieliśmy hossę w pigułce, w dwa lata ceny wzrosły u nas
      tyle, ile na innych rynkach przez ponad 10lat. Przegoniliśmy przy
      tym wiele atrakcyjniejszych miast (m.in. Praga, Budapeszt, Berlin,
      Wiedeń, Bruksela!!), a w relacji do dochodów ceny nieruchomości w
      Polsce są dramatycznie drogie.

      Główne czynniki, które spowodują załamanie cen:

      1. Podaż nieruchomości w Polsce rośnie w szybkim tempie

      2. Trwa cykl podwyżek stóp procentowych, pod koniec roku
      oprocentowanie kredytów w pln zbliży się do 8%, wysokość rat
      kredytowych galopuje, przykład: kredyt 400k, na 30lat

      rata przy stopie 4,5% wynosiła ok.2600zł
      rata przy stopie 7,5% wynosi ok.3600zł
      Wzrost wysokości raty o 1000zł czyli prawe 40% !!
      Tego żaden wzrost wynagrodzeń nie zrekompensuje, tym bardziej,
      że...patrz pkt 3.

      3. Efekt wzrostu wynagrodzeń został całkowicie zniesiony przez
      skokowy wzrost kosztów utrzymania (ceny żywności, prądu, gazu,
      komunikacji, paliwa etc).

      Oficjalna inflacja wprawdzie wynosi ‘tylko’ 4.3% (dane za styczeń)
      ale to ma się nijak to wzrostu kosztów utrzymania, które w ciągu
      ostatniego roku skoczyły o jakieś 20-30%.
      Co ludzi obchodzi ile staniały plazmy, hotele czy żarcie w
      knajpach. Tego nikt nie musi kupować, a zwłaszcza ludzie, którzy
      wzięli kredyty ‘na styk’. Natomiast za czynsz, jedzenie, rachunki
      licznikowe, komunikację każdy MUSI płacić i tu jest prawdziwy ból.
      Opowiadanie, że wzrost wynagrodzeń o te 10-15% poprawił sytuację
      budżetów domowych to bzdura, bo ten wzrost nie nadąża za podwyżkami
      podstawowych towarów i usług !!

      4. Polskie banki zaraz ograniczą dostępność kredytów, bo się
      zorientują, jak mocno koniunktura siada
      www.biec.org/?display=show_me_news&id=226
      www.biec.org/?display=show_me_news&id=227
      Gros kredytów hipotecznych została zaciągnięta w jednym cyklu
      koniunkturalnym (ostatnie 2-3 lata), więc ryzyko dla banków jest
      gigantyczne. W momencie pogorszenia sytuacji gospodarczej w Polsce,
      a to już powoli się dzieje a przybierze na sile za parę kwartałów,
      jakość portfela kredytowego banków błyskawicznie się pogorszy.
      Zacznie się zakładanie rezerw i ograniczanie dostępności kredytów.

      Przecież wystarczy, że banki wprowadzą wymóg wkładu własnego na
      poziomie 10-20% (co jest logiczne w sytuacji spadających cen
      nieruchomości) i popyt kompletnie się załamanie.

      5. Spada liczba ludności w Polsce (a więc i rodzin) i w niektórych
      dużych miastach np. Warszawa ma ujemny przyrost mieszkańców (saldo
      przyrostu naturalnego + saldo migracji jest ujemne!!)

      6. Na świecie idzie recesja, jest ryzyko depresji stulecia!!

      7. Nominalny wzrost cen mieszkań w połączeniu z aprecjacją złotego,
      doprowadził do wyzerowania zagranicznego popytu inwestycyjnego na
      polskie nieruchomości.

      1k euro to już tylko niecałe 3600zł, więc 6k za m2 mieszkania to ok
      1700eur!! Tyle albo mniej kosztują mieszkania w wielu europejskich
      stolicach (m.in. Praga, Budapeszt, Berlin, Wiedeń, Bruksela) w
      przyzwoitych lokalizacjach .
      6k pln to naprawdę góra pieniędzy za m2 mieszkania w bloku w
      brzydkiej Warszawie z kiepską komunikacją i relatywnie niskimi
      zarobkami.
      Musicie, ludzie, uwierzyć, że są miasta na w Europie, gdzie jest
      dużo taniej i ładniej i gdzie zarabia się znacznie więcej.
      Tak więc 6k pln za m2 mieszkania w Warszawie to wciąż drogo i
      będzie taniej. Rynek nie rychliwy, ale sprawiedliwy.


      Proces przeceny nieruchomości w Polsce dopiero się rozkręca i nie
      jest to korekta, tylko odwrócenie trendu... czekają nas wieloletnie
      i głębokie spadki cen (bessa w pigułce, tym razem gorzkiej).
      Niestety mechanizmy rynkowe są bezwzględne i ukarzą wszystkich
      nieroztropnych.

      Oczekuję stabilizacji cen nowych mieszkań w dobrej lokalizacji na
      poziomie ok 1,5k euro, co oznacza mniej więcej następujące docelowe
      poziomy cenowe w pln:
      mieszkania w wielkiej płycie – 4k za m2 (to i tak grubo ponad 1k
      EUR, więc baaardzo dużo za taki syf)
      mieszkania nowe standardowe – 4-5k za m2
      dom z działką 1000m2 w odległości do 20km od centrum – 500k
      działki do 20km od centrum ok 150zł za m2

      Dla tych co uważają, że to niemożliwe załączam link do cen domów w
      UK:

      www.hbosplc.com/economy/latestregionalsummary.asp?region=london

      I od razu wyjaśniam, że Greater London to miasto Londyn wraz z
      najbliższymi przedmieściami (łącznie ok.8m ludzi), czyli taka
      Warszawa plus okolice typu Piaseczno/Pruszków/Stare
      Babice/Izabelin/etc. Poniżej link:
      en.wikipedia.org/wiki/Greater_London
      A więc w jednym z najdroższych i najbardziej prestiżowych miast
      świata, w momencie szczytu hossy nieruchomościowej, średnia cena
      domu wynosi obecnie ok. 300k GBP, czyli ok 1.4m pln !!

      Tymczasem u nas, gdzie średnia płaca w stolicy jest 4-5 razy
      mniejsza niż w Londynie, ceny domów osiągnęły zbliżone NOMINALNIE
      poziomy jak w Londynie!!!

      „Gratuluję” kupującym domy i działaczki w Polsce po londyńskich
      cenach, daliście się kosmicznie wkręcić kupując kilkukrotnie
      przewartościowane aktywa. Za rok-dwa wasze domy/działki nie będą
      nawet warte połowy tego co zapłaciliście.
      • Gość: fugazzi77 Re: Bańka pękła, idzie mega krach w nieruchomości IP: *.chello.pl 08.03.08, 11:57
        generalnie zgadzam sie, z kilkoma komentarzami:
        ad 1) podaz tak szybko nie rosnie, jednak koszty pracy i brak ludzi na budowach robi swoje, plus wydluzajacy sie przecietny czas zycia
        ad 2) wiekszosc bierze raty stale, wiec roznica to jak 2000 PLN a 2800 PLN - jeszcze nie taki dramat, ale obciazenia przez caly okres kredytowania duze. raczej bym widzial inny efekt wzrostu stop procentowych w Polsce - wciaz tani kredyt w CHF bedzie coraz mniej dostepny, gdyz zdolnosc liczona jest jak dla kredytu w PLN plus 20% raty.
        ad 3) z moich obserwacji jednak wzrost plac jest znaczacy, a po drugie poki co udzial kosztow stalych, zywnosci, paliwa nie jest jeszcze taki duzy, ewentualnie zawsze mozna ograniczyc ekstra wyadtk na rozrywke, wakacje itp)
        ad 4) polskie banki tego jeszcze nie przecwiczyly, nie jestem pewien czy nadal nie beda walczyly o 'udzial w rynku' niskimi marzami (wiadomo, ekstra premie dla wszystkich od doradcow po prezesow - hazard moralny)
        ad 5) mieszkam w Warszawie i u mnie w pracy sa oprocz mnie 2 osoby z Warszawy, reszta znajmoych (ok 30 osob) to przyjezdni, ktorzy musza gdzies mieszkac
        ad 7) zawsze zastanawialem sie, jak bedzie wygladalo dostosowanie cen i zarobkow do UE. nie sadzilem, ze bedzie to takie szybkie i oparte w tak duzym stopniu o kurs walutowy (oczywiscie na kurs maja wplyw takze duze inwestycje, a nei tylko dyrownywanie poziomow cen). tak czy inaczej zagranicze fundusz inwestycyjne i indwyidualni inwestorzy wciaz widza zysk wyrazony w ich walucie - ceny nie rosna, ale zlotowka sie umacnia. pytanie jak dlugo... i kiedy inwestorzy zaczna sprzedawac swoje inwestycje. ad 6) wszytko zalezy od tego kiedy pienidze zaczna wycofywac ich klienci. ale moga to byc fundusze zamkniete na okreslona iosc lat.

        podsumowujac - nie widze miejsca na duze spadki (max 10-15%), natomiast bedzie w czym wybierac, bedzie mozna sie potargowac, nie trzeba bedzie chodzic ogladac mieszkania z zaliczka w gotowce. no i slabsze mieszkania/lokalizacje spadna wiecej.
        • c355 Re: Bańka pękła, idzie mega krach w nieruchomości 08.03.08, 13:10
          Gość portalu: fugazzi77 napisał(a):

          > generalnie zgadzam sie, z kilkoma komentarzami:
          > ad 1) podaz tak szybko nie rosnie, jednak koszty pracy i brak ludzi na budowach

          Jednak podaż znacznie przyśpieszyła przy populacji = const., a co istotne w
          ciągu najbliższych 1-2 lat wystąpi na rynku kumulacja inwestycji rozpoczętych w
          okresie prosperity - typowy efekt cyklu koniunkturalnego.

          Wg deweloperów, najwięcej czasu zabierają biurokratyczne przygotowania do budowy
          a nie sama budowa, więc tu tutaj tkwią duże rezerwy do wykorzystania (ale to już
          zależy od rządu). Jeżeli chodzi o pracowników to w dłuższym okresie rynek pracy
          zareaguje na zwiększony popyt a więc i zarobki w tej branży (powoli będzie
          wracać także emigracja) - podobnie jak na rynku materiałów budowlanych.

          > ad 3) z moich obserwacji jednak wzrost plac jest znaczacy, a po drugie poki co
          > udzial kosztow stalych, zywnosci, paliwa nie jest jeszcze taki duzy, ewentualni
          > e zawsze mozna ograniczyc ekstra wyadtk na rozrywke, wakacje itp)

          Decyduje nastawienie konsumentów - spadek optymizmu powoduje niechęć do ryzyka
          inwestycyjnego, czyli do kredytów długoterminowych na granicy płynności. Spadek
          oczekiwań co do wzrostu cen w najbliższym czasie eliminuje także popyt
          spekulacyjny, który w dużej części był odpowiedzialny za dotychczasowy wzrost
          cen (pewnie duża część kredytów hipotecznych wynikała ze spekulacji a nie z
          chęci zaspokojenia racjonalnych potrzeb mieszkaniowych). Podaż mogą zwiększyć
          inwestorzy zagraniczni którzy i tak są 50-100% do przodu + duże zyski kursowe, a
          siłę nabywczą tego zysku zwiększają jeszcze duże spadki cen nieruchomości na
          Zachodzie.

          Reasumując - mamy znaczący wzrost podaży (np. + 30-40% na rynku pierwotnym) przy
          spadku popytu. Jeżeli nałoży się na to ogólne pogorszenie koniunktury
          gospodarczej w Polsce i na świecie, wzrost bezrobocia i zatrzymanie nominalnego
          wzrostu płac - to zasięg spadków cen będzie większy niż 10-15%.


Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka