Czy to już panika?

IP: 194.149.231.* 05.09.03, 20:17
Trwa wyprzedaż polskiej waluty i obligacji

Złoty w piątek po południu tracił mocno na wartości w wyniku wypowiedzi
wicepremiera Jerzego Hausnera odebranych przez rynek jako sugestia możliwych
wspólnych interwencji NBP i rządu w razie znacznego osłabienia złotego.

Złoty osiągnął poziom parytetu, a za dolara płacono 4,048 złotego, a za euro
4,4575 zł. W czwartek po południu rynek kończył na poziomie 1,8 proc.
powyżej parytetu.

Hausner powiedział dziennikarzom w piątek w Krynicy, że ewentualna silna
przecena złotego powinna spowodować nawet natychmiastowe reakcje NBP i
rządu. Hausner obawia się, że złoty może silnie się osłabić po ewentualnej
obniżce ratingów Polski.

"Wypowiedź Hausnera to był gwóźdź do trumny dla złotego, teraz jeszcze nasza
waluta może tracić. Kolejnymi poziomami technicznymi są 4,5 zł za euro i
4,10 za dolara" - powiedział dealer BPH PBK Mateusz Bieniek.

W piątek inwestorzy pozbywali się też polskich papierów dłużnych. W
porównaniu z wartościami z otwarcia znacznie wzrosła rentowność dwuletnich
obligacji (z 4,92 proc. do 5 proc.). Rentowność obligacji pięcioletnich
wynosiła 5,62 proc., zaś dziesięcioletnich 5,9 proc.

"Przez cały czas mamy wyprzedaż papierów. Sygnałem do sprzedaży były przede
wszystkim plotki o możliwości obniżenia ratingu dla Polski. Do tego dochodzi
niepewność co do polityki fiskalnej w przyszłym roku. Co gorsza stan tej
niepewności będzie utrzymywał się dłużej, niż się wcześniej spodziewano" -
powiedział PAP Tomasz Zdyb, analityk Pekao SA.

Wicepremier Hausner poinformował w piątek w Krynicy, że rząd przyjmie budżet
na posiedzeniu 26 września. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami
ministrowie mieli zająć się budżetem 9 września.

    • feezyk Mysle, ze ostrzezenie.... 05.09.03, 20:40
      Rynki chca:

      1) Zachowania twardej linii RPP
      2) Zmniejszenie deficytu

      Jak nie, to zlotowa w dol, Konstytucja sie
      wlacza, dramatyczne skutki dla panstwa -
      bo ciecia budzetowe na 45 mld zl -to jest
      dramat.

      Miller i tak jest juz pod sciana, wiec pojdzie
      na wszystkie warunki.

      Pozdrawiam
      F,
      • Gość: robi Re: Mysle, ze ostrzezenie.... IP: 62.233.197.* 05.09.03, 22:11
        No cóz - debata budżetowa blisko. Nie zapominaj, że mamy rząd mniejszościowy,
        który, kiedy go nie popiera Sam O'Brona, nie ma szans na wygranie głosowania.
        Trudno uwierzyć, że Lepper zagłosuje za cięciami budżetowymi. Ponadto
        problemem jest samo SLD, a właściwie jego elektorat. W kraju już jest wiele
        protestów pracowniczych (dzisiejsza Rzepa pisała o 100 tys. ludzi zagrożonych
        utratą pracy przez prawdopodobną upadłość kilkudziesięciu duzych
        przedsiębiorstw).Całkiem parwodpodobny scenariusz to nieuchwalenie budzetu w
        tym roku i nowe wybory na wiosnę. Zdaje sie,że inwestozry równiez biorą tą
        ewentualnośc pod uwagę.
        • Gość: marcee Re: Mysle, ze ostrzezenie.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.03, 22:57
          Gość portalu: robi napisał(a):

          > No cóz - debata budżetowa blisko. Nie zapominaj, że mamy rząd
          mniejszościowy,
          > który, kiedy go nie popiera Sam O'Brona, nie ma szans na wygranie głosowania.
          > Trudno uwierzyć, że Lepper zagłosuje za cięciami budżetowymi.

          a dlaczego? przeciez to bardzo na topie jest
          zreszta jak zyje 30 lat w tym kraju to wylacznie slyszy sie "ciecia buzetowe"
          jesli juz ktos cos mowi o finansach , choc ja zupelnie nie rozumiem i nie
          nadazam ktora ekipa co tnie w budzecie
          dlazcegoz lepper mialby mowic co innego niz reszta?

          Ponadto
          > problemem jest samo SLD, a właściwie jego elektorat. W kraju już jest wiele
          > protestów pracowniczych

          to akurat nie ma nic wspolnego z SLD
          to protestuja nasze zaladki a one nie rozrozniaja partii politycznych, one
          tylko rozrozniaja czy sa pelne czy nie
          jak nie to nie ma znaczenia czy SLD czy inna hucwa jest na stolku

          (dzisiejsza Rzepa pisała o 100 tys. ludzi zagrożonych
          > utratą pracy przez prawdopodobną upadłość kilkudziesięciu duzych
          > przedsiębiorstw).


          a ciekawe co pisze Rzepa w kwestii dopfinansowania Funduszu Pracy i dalszego
          niezatrudniana bezrobotnych chociaz FP gwarantuje pokrycie pelnego kosztu
          zatrudnienia ?
          problem lezy gdzies indziej niz w upadlosci ilus tam firm

          Całkiem parwodpodobny scenariusz to nieuchwalenie budzetu w
          > tym roku

          na pewno tak sie nie stanie

          i nowe wybory na wiosnę. Zdaje sie,że inwestozry równiez biorą tą
          > ewentualnośc pod uwagę.

          nie chce mi sie w to wierzyc
          • Gość: deLUC Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.03, 23:34
            Wczesniejsze wybory sa malo prawopodobne z przyczyn czysto "ekonomicznych" -
            rosnie ryzyko + koszty zwiazane ze zdobyciem mandatow - malo kto sie na cos
            takiego zdecyduje - a w kraju atmosfera jest napieta jak diabli - te 100 tys
            potencjalnych nowych bezrobotnych to lekka reka liczac - wiec i deficyt moze
            przejsc.

            PS. "Najniebezpieczniejszy dla złego rządu jest zazwyczaj ten moment, kiedy
            zaczyna się on reformować." - Alexis de Tocqueville

            pozdr.
            dL
            • Gość: robi ZUS traci płynność IP: 194.149.231.* 06.09.03, 15:25
              Nawet jeżeli faktycznie w Sejmie dogadają sie i uchwalą jakiś budżet, to
              przedłuży to najwyżej momenet przesilenia. Przeczytajcie co dzieje się z
              ZUS-em.


              www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030906/publicystyka/publicystyka_a_1.html


              Jezeli banki nie sfinansują jego gigantycznego deficytu ZUS straci płynność.
              Decyzje o olbrzymich kredtyach dla ZUS-u nie zapadają w Polsce (poza PKO BP i
              BGŻ-em). Już poprzednio w niektórych bankach kredyt dla ZUS wcale nie był
              formalnością. Połączcie to z rosnącym bezrobociem a uświadomice sobie jak
              olbrzymie są potrzeby kredytowe państwa. Problemen nie jest wielkośc deficytu
              sama w sobie, ale czy ktoś go zechce sfinanosowac i za jaką cenę.

              • Gość: marcel_prostak Re: ZUS traci płynność IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.09.03, 20:15
                problem tutaj polega nie na upadlosci ZUSu ktora wieszczy sie juz od jakichs 3
                lat tylko w tym iz istnieje spoleczna zgoda i akceptacja sytacji prawnej
                polegajacej na uchylaniu sie od placenia skladek
                problem tkwi w samym ZUSie nie gdzie indziej i zasadnizcych ustawach o
                ubezpieczeniach spolecznych jak chociazby kwiatek pt zbieg ubezpieczen i inne
                zreszta podstawa do wysokosci ktorej placi sie skladki i tak jest scisle
                dookreslona do wysokosci ok 60.000 pln za dany rok od jednego ubezpieczonego

                sama ustawa restrukturyzacyjna nie jest az takim problemem w efekcie koncowym
                ma prowadzic do zapewnienia wlasnie wplywow do ZUSu popzrez zachowanie czesci
                miejsc pracy

                nie rozumiem tez w jaki sposob mialoby dojsc do wypchniecia z systemu bankowego
                kredytobiorcow? co to ma wspolnego z ZUSem? Pzreciez NIC

                I na koniec dlaczegoz dziwi autora fakt iz ZUS ma problem z uzyskaniem kredytu
                w banku? Ustawa o finansach publicznych nakazuje udzielanie kredytow
                instytucjom publicznym na zasadach rynkowych a wiec z zabezpieczeniem dlugu i
                odsetek







                • Gość: , co?! IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 07.09.03, 00:18
                  "problem tutaj polega nie na upadlosci ZUSu ktora wieszczy sie juz od jakichs 3
                  lat tylko w tym iz istnieje spoleczna zgoda i akceptacja sytacji prawnej
                  polegajacej na uchylaniu sie od placenia skladek"

                  "nie rozumiem tez w jaki sposob mialoby dojsc do wypchniecia z systemu
                  bankowego kredytobiorcow? co to ma wspolnego z ZUSem? Pzreciez NIC"


                  Nie glosowac na SLD. To powinno wystarczyc za komentarz.
                  I przemyslec sprawe az do skutku.

                  Na milosc boska, przeciez tu chyba wszyscy maja wyzsze studia, nie?
                  Myslec, myslec, myslec! I nie wkurzac ludzi.




                  • Gość: marcee Re: co?! a to ze nie ma sie co wkurzac IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 07.09.03, 05:00
                    tylko co najwyzej mnie uswiadomic w ktorym momencie sie myle lub bladze jak
                    dziecko w mgle (czyz nie?)

                    ja tam spie spokojnie bo ZUS nie upadnie, nie ma takiej mozliwosci aby dopuscic
                    do tego a Polska wbrew oczekiwaniom coponiektorych nie jest Argentyna

                    ps
                    ja na studiach balowalam caly zcas wiec mozesz zejsc chyba ze swych wyzyn i
                    napisac o tym wypychaniu przez ZUS pzredsiebiorcow, w koncu po to jest forum
                    aby porozmawiac wspolnie czyli sie pobawic
                    • Gość: marcee darr.darek IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 07.09.03, 05:06
                      jak to zobaczy to na pewno mi ladnie wytlumaczy jak to jest z tym wypychaniem
                      bo Macieja to ja juz sie boje poprosic bo dygotam ze strachu

                      wprawdzie moge zawsze liczyc na Fizyczka ale on to zawsze zagmatwa zamiast
                      odgmatwac
                      • Gość: robi wypychanie IP: 62.233.197.* 07.09.03, 09:55
                        Problem podobny jak z papierami skarbowymi. Każdy bank prowadzi tzw. polityke
                        kredytową polegającą na mniejszym lub większym limitowaniu kredytów dla
                        sektora przedsiebiorstw, w zalezności od widzimisię jego zarządu (duże
                        uproszczenie - tak to wygląda z mojego punktu widzenia czyli kogoś, kto musi
                        tę polityke realizować). Przykładowo może całkowiecie wycofać się z
                        kredytowania okreslonej branzy, którą uważa za zbyt ryzykowną.
                        Czyli po jednej stronie mamy ryzyko, które ogranicza akcję kredytową.
                        Natomiast po drugiej stronie są dochody banku. Co prawda rośnie w przychodach
                        banków udział prowizji i opłat, ale wciąż dominującą pozycją są odsetki od
                        kredytów.Wypadałoby wiec jednak kredytów udzielać. Jezeli nie przedsiębiorcom
                        (a przynajmniej tym, których nie lubimy) to może państwu. W końcu ryzyko
                        bankructwa państwa jest duzo mniej prwadopodobne niż bankructwo firmy, a
                        potrzeby państwa rosną. Ruszyła więc lawina inwestycji w obligacje, bony
                        skarbowe, kredyty dla jednostek samorządowych a także dla ZUS. Przyrosty akcji
                        kredytowej dla samorządów i ZUS-u sa tak duże, że jak zauważa Rybiński,
                        ciągnie to w dół średnią marżę odsetkową. To znowu nie podoba się zagranicznym
                        właściclelm banków. To jeden z powodów osłabnięcia chęci dalszego
                        finansowania ZUS-u.

                        Wbrew temu co napisała Marcee, pamięć o Argentynie w największych grupach
                        bankowych, które są obecne także w Polsce, jest nadal świerza. Przekłada sie
                        to wprost na decyzje kredytowe. Przypuśćmy,ze dany bank umoczył milardy
                        dolarów w Argentynie kilka lat temu. Aby uniknąć ponownych wpadek bank ten
                        wprowadza ograniczenia w kredytowaniu. Jeżeli po raz kolejny zostaną obniżone
                        ratingi Polski, limity kredytowe na nasze państwo ulegną zmniejszeniu. I może
                        się okazać,że zagraniczna centrala przyśle negatywną decyzję kredytową. Mamy
                        więc drugi powód do obaw ,że ZUS może nie dostać wystarczającego finansowania.
                        Rybiński jako ekonomista konkretnego banku nie mógł za bardzo wchodzić w
                        szczegóły, bo zdradziłby za dużo sekretów swojego pracodawcy. Napisał jednak
                        wystarczająco dużo, żeby uwierzyć,że sytuacja finansowa ZUS-u jest podbramkowa.

                        • Gość: marcee wypychanie ale ZUSu IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.03, 19:48
                          dzikuje robi za bardzo interesujacy post ale mnie sie juz wydaje z tego co
                          napisales ze banki ochoczo pozyczaly ZUSowi ze wzgledu na zerowa wage ryzyka a
                          teraz robia larum bardzo glosne ze im nie pozycza wiecej i stad te publikacje
                          bo sie boja wlasnie im oficjalnie odmowic z jakis wzgledow
                          cos to wszystko jest dziwaczne
                          zreszta pan Raczek przewiduje przyjrzenie sie ZUSowi i KRUSowi wiec ja sie
                          jakos nie boje, zreszta w grudniu zobaczymy co sie bedzie dzialo
                          • Gość: robi Re: wypychanie ale ZUSu IP: 62.233.197.* 11.09.03, 20:08
                            To nie tak z tym ochoczym pozyczaniem. Juz rok temu były problemy z
                            przepchnieciem w centrali (zagranicznej oczywiście) limitu na ZUS. Wówczas
                            jeszcze przeważyły względy komercyjne. Teraz jednak mamy inną sytuację - dług
                            publiczny rośnie w zawrotnym tempie i grozi nam druga obnizka ratingu w ciagu
                            roku. Zauważ,że kredyty komercyjne zaciągane pzrez ZUS nie wchodzą do deficytu
                            budżetowego, tymczasem mówimy o zadłużeniu rzedu 10 mld PLN. To jest właśnie
                            przykład kreatywnej ksiegowości obecnego rządu. A bedą kolejne przykłady. Rząd
                            planuje uczynić z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad spółkę prawa
                            handlowego, która będzie mogła się zadłużać. A przecież na podobnej zasadzie
                            zadłużają sa publiczne zakłady opieki zdrowotnej.

                            To całe zadluzenie rozdyma się do takich rozmiarów i w takim tempie, że rząd
                            przestaaje nad tym panować. W dodatku zdaje się na łaskę i niełaske banków
                            komercyjnych, do tego w zdecydowanej większości zagranicznych, które w każdym
                            momencie mogą powiedzieć "nie". Znając od środka system bankowy widze,ze
                            optymizm rządu jest nieuzasadniony. Każdy bank (oprócz państwowego) kieruje
                            się wyłącznie swoim własnym interesem przy podejmowaniu decyzji kredytowych i
                            mało go obchodzi polityka. Gdybym miał terz zainwestowane duże pieniądze w
                            polskie papiery dłuzne i był inwestorem zagranicznym, to właśnie podjąłbyum
                            decyzje o wycofaniu się z Polski. Zyski jaz nie te co jeszcze niedawno, a
                            ryzyko coraz wyższe.

                    • ka-8 Re: co?! a to ze nie ma sie co wkurzac 08.09.03, 15:11
                      Gość portalu: marcee napisał(a):

                      > ja tam spie spokojnie bo ZUS nie upadnie, nie ma takiej mozliwosci aby
                      dopuscic do tego a Polska wbrew oczekiwaniom coponiektorych nie jest Argentyna
                      >
                      BUHAHAHAHA!!! Dobre, dobreee... W Polsce obowiązują inne prawa ekonomii? Mnie
                      nauczano że wszędzie są takie same. No chyba że ekonomiści szkoleni wg starego
                      programu nauczania dodrukują pieniędzy, ale to już niejedno państwo przerabiało
                      i nie wyszło na tym najlepiej.
                      • Gość: marcee Re: co?! a to ze nie ma sie co wkurzac IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.03, 19:29
                        a gdzie Rybinski mowi o dodrukowaniu pieniadza? nigdzie
                        zreszta nie wolno tego robic u nas juz
    • Gość: Hydraulik Re: Czy to już panika? Jeszcze nie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.09.03, 23:28
      Jeszcze nie.. to tylko zmiany w alokacjach ze wzgledu na obniżenie ratingu.
      Wychodzą ostrożni gracze (zagraniczne fundusze emerytalne- CallPers[?]
      TexTeachers[?], lokujące w polskie obligacje? - potwierdzeniem tej hipotezy
      będzie wzrost rentowności tychże...), które w poziomie alokacji swych środków
      kierują się ratingami wielkich agencji. To może być początek, choć prywatnie
      uważam, że to jeszcze nie to....
      Tyle, że u ludzi w City nazwa Poland świeci się teraz na ekranach na
      pomarańczowo, ostrzegawczo... za chwilę paru analityków wypuści "pogłębione
      analizy sytuacji" w PL i tak naprawdę to one ustawią temat na najbliższe pół
      roku. Ale zmienność rynku napewno wzrośnie w najbliższym czasie- na PLNie
      będzie ciekawiej dla spekulantów...

      PZDR
      Hydraulik
      • Gość: kou dokladnie tak! IP: *.dutzend.stw.uni 06.09.03, 17:42
    • Gość: Tomasz Czyżby koniec Trzeciej Rzplitej? IP: *.ibch.poznan.pl 06.09.03, 16:28
      Rząd Millera po prostu nie radzi sobie z tymi samymi problemami co rząd Buzka.
      Obawiam się że nikt by sobie w obecnych warunkach nie poradził. Przyczyny
      leżą w sposobie przeprowadzenia transformacji, czego dowodem jest fabryka
      "Wagon". Przy czym nie jest to jakis wyjątek, a raczej typowy przykład. Transformacja w Polsce polegała na
      grabieży majątku narodowego pod hasłem prywatyzacji, czyli uwłaszczenia się nielicznych
      kosztem społeczeństwa. Tyle ze zmanieny własnosciowe nie polepszyly zasad
      godpodarowania, ani nie spowodowały napływu technologii jak zakładali twórcy
      transformacji - często byli uniwersyteccy marksisci, ktorzy się nawrócili na kapitalizm.
      Daltego kryzys na miarę Argentyny jest w Polsce możliwy i będzie też oznaczał
      upadek RP nr.3.
      • Gość: pawel-l Re: Czyżby koniec Trzeciej Rzplitej? IP: 1.0.12.* 08.09.03, 09:18
        Gość portalu: Tomasz napisał(a):
        > Obawiam się że nikt by sobie w obecnych warunkach nie poradził. Przyczyny
        > leżą w sposobie przeprowadzenia transformacji, czego dowodem jest fabryka
        > "Wagon". Przy czym nie jest to jakis wyjątek, a raczej typowy przykład.

        Przyczyną problemów jest utrzymywanie nierentownych dziedzin gospodarki (g. h.
        r. PKP) i marnotrastwo w służbie zdrowia, renty, zasiłki itp. a nie malwersacje
        w konkretnych zakładach. Wysokie podatki płacone na te dziedziny powodują
        odpływ kapitału inwestycyjnego i zniechęcenie do pracy zwykłych ludzi.

        Teraz kończy się okres łatwego kredytu. Stopy% będą rosły a wraz nimi trudności
        w utrzymaniu stabilności systemu.
        • Gość: Tomasz Re: Czyżby koniec Trzeciej Rzplitej? IP: *.ibch.poznan.pl 08.09.03, 11:59
          Co jest rentowne, a co nie to zależy od punktu widzenia. W Polsce po 89 r
          przyjęto że gospodarka jest mało efektywna i należy ją szybko sprywatyzować.
          Efekty prywatyzacji są gorsze niż się to zwykle mówi. Nastąpiło przejęcie rynku
          a nie napływ technologii i kapitału (jak zakładano). Przykład Wagonu jest typowy.
          Przy okazji sporo ludzi na tym skorzystało np. p. Kulczyk. Ale co oni wniesli do
          gospodarki? Może kapitał?
          Lata 90-te będą ocenianie przez historyków jak druga "epoka saska" tyle że w
          gospodarce. Teraz są tego skutki, czyli realna groźba bankructwa na miarę
          Argentyny.
          • Gość: pawel-l Re: Czyżby koniec Trzeciej Rzplitej? IP: 1.0.12.* 08.09.03, 12:46
            Gość portalu: Tomasz napisał(a):

            > Co jest rentowne, a co nie to zależy od punktu widzenia. W Polsce po 89 r
            > przyjęto że gospodarka jest mało efektywna i należy ją szybko sprywatyzować.

            Chcesz powiedzieć że poprzednio była efektywna ?
            Jak się nie płaci podatków i ZUSu i dostaje co roku mld. zł to jest się
            rentownym czy nie ?

            > Efekty prywatyzacji są gorsze niż się to zwykle mówi. Nastąpiło przejęcie
            rynku
            > a nie napływ technologii i kapitału (jak zakładano). Przykład Wagonu jest
            typowy.

            Gadasz jak w "Trybunie ludu". Do Polski napłynęło kilkanście mld. $ inwestycji.
            Większość zakładów przeszła ogromne przeobrażenia. Czy ty jeszcze pamiętasz
            komunizm ?

            > Przy okazji sporo ludzi na tym skorzystało np. p. Kulczyk. Ale co oni wniesli
            do gospodarki? Może kapitał?

            Tu zgoda, ale czyja to wina ?

            > Lata 90-te będą ocenianie przez historyków jak druga "epoka saska" tyle że w
            > gospodarce. Teraz są tego skutki, czyli realna groźba bankructwa na miarę
            > Argentyny.

            Ja bym to raczej porównał do epoki późnego Gierka. Konsumpcja na kredyt,
            niechęć do reform, protesty społeczne a kasa pusta.
        • Gość: indis Re: Czyżby koniec Trzeciej Rzplitej? IP: *.lubin.dialog.net.pl 08.09.03, 14:05
          Gość portalu: pawel-l napisał(a):

          > Gość portalu: Tomasz napisał(a):
          > > Obawiam się że nikt by sobie w obecnych warunkach nie poradził. Przyczyny
          > > leżą w sposobie przeprowadzenia transformacji, czego dowodem jest fabryka
          > > "Wagon". Przy czym nie jest to jakis wyjątek, a raczej typowy przykład.
          >
          > Przyczyną problemów jest utrzymywanie nierentownych dziedzin gospodarki (g.
          h.
          > r. PKP) i marnotrastwo w służbie zdrowia, renty, zasiłki itp. a nie
          malwersacje
          >

          Wagon był rentowny.

          Do Tomasza: Wagon został sprzedany za rządów poprzedniej opcji. I nie przez
          rząd lecz przez NFI.
          > w konkretnych zakładach. Wysokie podatki płacone na te dziedziny powodują
          > odpływ kapitału inwestycyjnego i zniechęcenie do pracy zwykłych ludzi.
          >
          > Teraz kończy się okres łatwego kredytu. Stopy% będą rosły a wraz nimi
          trudności
          >
          > w utrzymaniu stabilności systemu.
          • Gość: Tomasz Re: Czyżby koniec Trzeciej Rzplitej? IP: *.ibch.poznan.pl 08.09.03, 16:49
            To że NFI się nie sprawdziły wiadomo od dawna. To taka polska wersja
            czeskiej czy ruskiej "kuponovki" w imie której mozna było sowbodnie
            grabić państwo.
            Może też warto przypomnieć ile naszych zakładów w międzyczasie upadło,
            często na skutek swiadomych działań. Spror tych zakładów miało swoją
            markę znaną na polskim rynku i nie tylko. Czy w międzyczasie powstało
            wiele nowych?
    • komentator Gdzie ta panika i koniec III RP? 12.09.03, 08:47

      Tu juz wyzej drapacz chmur wypisano a III RP nadal istnieje
      i paniki nie widac a mialo byc po wszystkim w kilka dni.
      Co jest grane??? Moze w przyszlym tygodniu wreszcie cos bedzie?



      • Gość: robi Re: Gdzie ta panika i koniec III RP? IP: 62.233.197.* 12.09.03, 17:55
        komentator napisała:

        > Tu juz wyzej drapacz chmur wypisano a III RP nadal istnieje
        > i paniki nie widac a mialo byc po wszystkim w kilka dni.
        > Co jest grane??? Moze w przyszlym tygodniu wreszcie cos bedzie?

        Tytuł wątku miał byc prowokacyjny. Nikt przy zdrowych zmysłach nie sądzi
        chyba,ze kryzys finanowy nastąpi jutro. Jednak po kształcie budzetu można
        przypuszczać, że dojdzie do niego szybciej niz sie można było spodziewac.
        • komentator Kiedy panika i koniec III RP? 13.09.03, 15:31
          Gość portalu: robi napisał(a):

          > komentator napisała:
          >
          > > Tu juz wyzej drapacz chmur wypisano a III RP nadal istnieje
          > > i paniki nie widac a mialo byc po wszystkim w kilka dni.
          > > Co jest grane??? Moze w przyszlym tygodniu wreszcie cos bedzie?
          > Tytuł wątku miał byc prowokacyjny. Nikt przy zdrowych zmysłach nie sądzi
          > chyba,ze kryzys finanowy nastąpi jutro.

          W tym stylu pisano, spadek zlotowki w poniedzialek mial byc poczatkiem
          Argentyny w kilka dni. Koniec III RP to chyba stan wojenny i znowu Jaruzel?

          > Jednak po kształcie budzetu można przypuszczać, że dojdzie do niego
          > szybciej niz sie można było spodziewac.

          Masz jakies namiary kiedy mogloby to byc? Do konca miesiaca? Do konca roku? Na
          wiosne?
      • super_maruda Re: Gdzie ta panika i koniec III RP? 14.09.03, 02:55
        komentator napisa?a:

        >
        > Tu juz wyzej drapacz chmur wypisano a III RP nadal istnieje
        > i paniki nie widac a mialo byc po wszystkim w kilka dni.
        > Co jest grane??? Moze w przyszlym tygodniu wreszcie cos bedzie?
        >
        Zalezy na co czekasz Komuchu?
    • Gość: robi To było do przewidzenia IP: 62.233.197.* 16.09.03, 22:58
      Co dalej? Kolejna obniżka ratingu?

      "Rząd debatował a złoty tracił

      Wtorkowa sesja przyniosła silny spadek wartości krajowej waluty. Wraz z
      deprecjacją kursu EUR/USD cena dolara do złotego wzrosła z 3,9440 do 4,0100. Z
      4,4465 do 4,4970 wzrosła również cena euro. Kurs EUR/PLN znalazł się tym samym
      na najwyższym poziomie od 17 lipca. Raportowano o znacznych zleceniach
      sprzedaży złotego ze strony jednego z zagranicznych banków inwestycyjnych.
      Zwiększona nerwowość na rynku związana była przede wszystkim z oczekiwaniem
      inwestorów na przedstawienie i przyjęcie przez rząd planu zarządzania
      finansami publicznymi w latach poprzedzających przystąpienie Polski do strefy
      euro. Jak się później okazało minister finansów Andrzej Raczko na posiedzeniu
      Rady Ministrów, co prawda plan przedstawił, ale ministrowie przesunęli jego
      przyjęcie na przyszły tydzień.

      Wiceminister finansów Ryszard Michalski w wywiadzie dla agencji Reuters
      powiedział, że jego resort w średnioterminowej strategii finansów publicznych
      zakłada zmniejszenie deficytu budżetowego z 5,3 proc. w przyszłym roku do 2,6
      proc. w 2007 r. Umożliwiłoby to „przy politycznej decyzji UE i EBC” wejście
      Polski do strefy euro w 2008 r. O godz. 13:00 agencja ratingowa Fitch
      poinformowała, że rating dla długoterminowego zadłużenia naszego kraju w
      walucie zagranicznej na poziomie BBB+ jest bardzo solidny, a jego prognoza
      pozostaje stabilna. Agencja podkreśliła jednak, że rating dla zadłużenia
      denominowanego w złotych na poziomie A+ jest pod presją stanu finansów
      publicznych.

      W trakcie rozpoczętej w tym samym czasie konferencji prasowej po posiedzeniu
      rządu minister gospodarki, pracy i polityki społecznej powiedział, że w całym
      2003 r. tempo wzrostu gospodarczego Polski może być wyższe niż 3,5 proc. Jerzy
      Hausner podkreślił również, że przy założeniu 5 proc. wzrostu PKB deficyt
      budżetowy w 2005 r. wyniesie 38,8 mld zł. W kolejnych latach zakłada się takie
      zmniejszenie deficytu, aby w 2007 r. spełnić kryteria z Maastricht. Z kolei
      minister finansów zapowiedział, ze rząd zamierza racjonalizować, a nie ciąć i
      redukować wydatki publiczne.
      Po koniec sesji nasza waluta nieco się wzmocniła. O godz. 15.45 jeden dolar
      wyceniany był na 3,9890 złotego, a jedno euro na 4,4800 złotego (odchyl. –1,22
      proc.).

      Krótkoterminowa prognoza
      Inwestorzy pomimo optymistycznych zapewnień ministrów Hausnera i Raczki o
      zmniejszeniu w następnych latach deficytu wyprzedają złotego. Na rynku panuje
      bardzo nerwowa atmosfera, a w takim klimacie zawsze łatwiej o osłabienie
      złotego niż o wzrost jego notowań."
    • Gość: robi Złotówka na dnie, na obligacje nie ma chetnych IP: 62.233.197.* 17.09.03, 20:28


      2003.09.17 16:40
      Kurs euro do złotego najwyższy od 1999 r.

      KOMENTARZ KRAJOWY

      i EUR/PLN
      W pierwszych godzinach środowego handlu emocje na krajowym rynku walutowym
      sięgnęły zenitu. Zarówno zagraniczni jak i krajowi inwestorzy dali upust swoim
      obawom o kształt prowadzonej przez rząd polityki fiskalnej i masowo
      sprzedawali złotego. Odchylenie naszej waluty od dawnego parytetu w szybkim
      tempie znalazło się po słabej jego stronie, docierając do poziomu 0,9 proc.
      Kurs USD/PLN zwyżkował z 4,0005 do 4,0640. Z kolei kurs EUR/PLN zwyżkując z
      4,4575 dotarł aż do 4,5383, co oznacza, że znalazł się tylko ok. 100 pkt
      poniżej najwyższego poziomu w jego historii. 5 listopada 1999 r. cena euro
      wynosiła 4,5490.

      Po południu ostra przecena złotego początkowo wyhamowała, a potem nasza waluta
      nieco się wzmocniła. Rynek prawie nie zareagował na informacje Ministerstwa
      Finansów o tym, że na środowym przetargu zdecydowano się odrzucić wszystkie
      oferty złożone na zakup 5-letnich obligacji o wartości 2,7 mld zł. Popyt
      inwestorów na zaoferowane instrumenty wyniósł 1,933 mld zł i był niższy od
      dolnej granicy oczekiwań rynkowych. Przypomnijmy, że w zeszły poniedziałek
      resort ten z powodu panujących warunków rynkowych odwołał także zaplanowany na
      10 września przetarg obligacji 20-letnich.

      O godz. 16:00 Główny Urząd Statystyczny podał, że produkcja przemysłowa w
      sierpniu wzrosła o 5,8 proc. (r./r.) i spadła o 5,1 proc. (m/m). Analitycy
      spodziewali się, że dynamika produkcji przemysłowej wzrośnie o 7,1 proc.
      (r./r.). GUS podał także, że ceny produkcji sprzedanej przemysłu wzrosły w
      sierpniu o 1,9 proc. (r./r.) oraz o 0,4 proc. (m/m). W przypadku tych danych
      na rynku oczekiwany był wzrost wskaźnika PPI o 1,7 proc. (r./złotego.). Rynek
      złotego nie zareagował na te informacje.
      O godz. 16.15 jeden dolar wyceniany był na 4,0315 złotego, a jedno euro na
      4,5260 złotego (odchyl. +0,40 proc.).

      Krótkoterminowa prognoza
      Trudno wnioskować jak dane GUS wpłyną na decyzję RPP w sprawie stóp. Z jednej
      strony mamy niższy niż oczekiwano wzrost produkcji w skali roku, a z drugiej
      większy niż oczekiwano wzrost jej cen. Co do złotego to po trwałym złamaniu
      parytetu większość uczestników rynku spodziewa się, że nasza waluta nadal
      narażona jest na strat
      • greenbank Re: Złotówka na dnie, na obligacje nie ma chetnyc 17.09.03, 21:50
        Robi sie goronco - pakuj meble i walizki, konie jest juz bliski.
      • Gość: deLUC Re: Sygnaly IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.03, 15:58
        > Zarówno zagraniczni jak i krajowi inwestorzy dali upust swoim
        > obawom o kształt prowadzonej przez rząd polityki fiskalnej i masowo
        > sprzedawali złotego.

        Ksztalt prowadzonej przez rzad polityki fiskalnej byl znany od wielu miesiecy
        - to stala a nie zmienna:) - dlaczego wiec taka reakcja i teraz? "Cos sie
        zmienilo w otoczeniu starym..."? Wiesz moze Robi kto wyprzedawal? To by byla
        informacja - to co tutaj to papa.

        pozdr.
        dL
        • Gość: robi Re: Sygnaly IP: 62.233.197.* 18.09.03, 20:03
          Gość portalu: deLUC napisał(a):

          > > Zarówno zagraniczni jak i krajowi inwestorzy dali upust swoim
          > > obawom o kształt prowadzonej przez rząd polityki fiskalnej i masowo
          > > sprzedawali złotego.
          >
          > Ksztalt prowadzonej przez rzad polityki fiskalnej byl znany od wielu
          miesiecy > - to stala a nie zmienna:) - dlaczego wiec taka reakcja i
          teraz? "Cos sie > zmienilo w otoczeniu starym..."? Wiesz moze Robi kto
          wyprzedawal? To by byla informacja - to co tutaj to papa.

          He, he... masz całkowitą rację. Sam, się niezmiernię dziwie tym wszyskim
          nerwowym ruchom, bo w głowie mi się nie mieści, że zarządzający dużymi
          funduszami mogliby w ten sposób reagowac na byle bzdet z ust Hasnera. Wyglada
          to wszsystko na niezłą spekulację. Chyba, ze parę funduszy jednocześnie
          podjęło decyzje o wycofaniu się lub ograniczeniu zaangażowania w Polsce.
    • Gość: robi Nie widać dna? IP: 62.233.197.* 27.09.03, 19:54
      To co wydawało się do niedawna jedynie krakaniem pesymistów zaczyna przybierać
      kształt realnego zagrożenia krachem finansowym.

      Jak zwykle kilka ostanich niusów.

      2003.09.26 17:51
      Wyprzedaż złotego i obligacji

      Złoty gwałtownie osłabł w piątek na fali utrzymywania się niepewności co do
      polityki gospodarczej rządu. W ciągu dnia za 1 euro inwestorzy płacili nawet
      ponad 4,55 zł, czyli najwięcej od momentu wprowadzenia euro.

      W trakcie notowań złoty stracił 1 proc. Pod koniec notowań sytuacja się
      uspokoiła. Euro było wyceniane na poziomie 4,5225 zł, zaś dolar 3,9425 zł.

      "Kolejne wypowiedzi polityków powodują takie a nie inne zmiany cen. Te zmiany
      idą w zasadzie w jednym kierunku: nie widać chętnych do zakupu obligacji i w
      związku z tym do kupowania złotego. Dlatego mamy osłabianie złotego" -
      powiedział PAP Robert Kęsicki, dealer Kredyt Banku.

      "Przy tak płytkim rynku nawet nieduże zlecenia powodują gwałtowne zmiany cen" -
      dodał Kęsicki.

      Zdaniem rozmówcy PAP inwestorów niepokoją prognozy dotyczące wielkości długu
      publicznego w przyszłym roku.

      Według Bogusława Grabowskiego z Rady Polityki Pieniężnej, dług publiczny może
      przekroczyć konstytucyjny próg 60 proc. PKB już w 2004 roku, o ile złoty nadal
      będzie tak znacznie tracił na wartości.

      Zgodnie ze "Średniookresową strategią finansów publicznych" dług w 2004 roku
      wyniesie 54,8 proc. PKB.

      "Nie widać światełka w tunelu mimo uspokajających wypowiedzi polityków. Trzeba
      dać wyraźny sygnał, że zmiany będą szły w kierunku poprawy stanu finansów
      publicznych, a nie odkładać zmian do lat 2005-2006. Przyszły rok będzie
      wyjątkowo trudny, bo rząd będzie układać budżet na rok wyborczy. Nie sądzę,
      żeby wtedy można było przeprowadzić cięcia w wydatkach, skoro nie można zrobić
      tego teraz" - powiedział Kęsicki.

      Załamaniu złotego towarzyszyła w piątek wyprzedaż papierów, zwłaszcza tych o
      dłuższych terminach zapadalności.

      Ok. 16.30 rentowność obligacji dwuletnich OK0805 wynosiła 5,16 proc.
      Dochodowość papierów pięcioletnich PS0608 wynosiła 5,70 proc., a
      dziesięcioletnich DS1013 6,08 proc.

      "Mieliśmy do czynienia z wyprzedażą papierów na długim końcu krzywej. Dane o
      cenach żywności w pierwszej połowie sierpnia nie pomogły w przełamaniu tego
      trendu. Rentowności mamy nadal bardzo wysokie, spadła jedynie dochodowość
      dwuletnich obligacji. W porównaniu do czwartkowego zamknięcia była ona niższa
      o 3 punkty bazowe" - powiedziała PAP Agnieszka Decewicz, analityk Pekao SA.

      www.money.pl/pieniadze/komentarze/20030926/47215/

      Drogie euro przybliża do kryzysu
      Inwestorzy nadal pozbywają się złotego. Wczoraj sprowadziło to przejściowo
      kurs polskiej waluty w stosunku do euro do najniższego poziomu w historii.
      Kurs złotego obniżył się o ponad 1 proc. z powodu obaw o sytuację budżetową.
      Drogie euro zwiększa wartość naszego zadłużenia, co z kolei znacznie zwiększa
      ryzyko, że dług przekroczy poziom 55 proc. PKB. To już grozi kryzysem finansów
      publicznych.
      Analitycy zgodnie twierdzą, że rynek walutowy obawia się o sytuację budżetu w
      przyszłym roku, dlatego inwestorzy wyzbywają się złotego. Wczoraj za euro
      płacono ponad 4,55 zł, o blisko 5 groszy więcej niż w czwartek. O 3 grosze do
      3,94 złotego zdrożał także dolar. Złoty zdołał odrobić część strat, ale na
      rynku utrzymał się niepokój.

      Średnioterminowa strategia finansów publicznych przyjęta przez rząd zakłada,
      że wartość długu publicznego sięgnie 54,8 proc. PKB, bardzo blisko pułapu 55
      proc., po przekroczeniu którego w roku następnym nie można zwiększać deficytu.
      Ostatnio jeden z przedstawicieli ministerstwa finansów powiedział agencji
      Reuters, że zgodnie z przepisami minimalne przekroczenie tego poziomu
      spowoduje, że dwa lata później finanse publiczne ulegną paraliżowi. W takim
      przypadku w 2006 roku konieczne byłoby uzyskanie nadwyżki w budżecie w
      wysokości około 2 proc. PKB, co zdaniem Krzysztofa Rybińskiego, głównego
      ekonomisty BPH PBK, będzie wymagać cieć wydatków o kwotę około 60 mld zł.

      Słaby złoty szkodliwy dla budżetu

      Zdaniem Rybińskiego wystarczy, żeby kurs złotego utrzymał się na średnim
      poziomie z ostatnich dni i rosnąca wartość długu wpłynie na przekroczenie
      pierwszego poziomu "budżetowego bezpieczeństwa". Kluczowy jest kurs złotego
      względem euro, gdyż obecnie około 55 proc. zadłużenia zagranicznego Polski
      nominowane jest w euro, w przyszłym roku - zdaniem analityków - udział ten
      może wzrosnąć do 60 proc. Zdaniem ekonomistów BPH PBK, przekroczenie wartości
      długu do PKB na poziomie 55 proc. może spowodować konieczność głębokich cieć
      wydatków i zmiany w ustawie o finansach publicznych i konstytucji. - W drugim
      scenariuszu do strefy euro wchodzić będą dopiero nasze wnuki - napisano w
      raporcie banku.

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030927/ekonomia/ekonomia_a_2.html
      • Gość: robi Re: Nie widać dna? IP: 62.233.197.* 27.09.03, 23:37
        Polecam w uzupełnieniu jeszcze tę wiadomość z Reutersa.


        POWTÓRZONA-55-procentowy poziom długu może sparaliżować finanse
        Wojciech Moskwa

        WARSZAWA (Reuters) - Ministerstwo Finansów przyznało w czwartek, że Polska
        będzie bliska przekroczenia w 2004 roku progu ostrożnościowego, który
        wymuszałby dramatyczne cięcia budżetowe i pozostawiał znacznie węższy margines
        błędu, niż zakładał rynek.

        W zaprezentowanej w tym tygodniu średniookresowej strategii finansów
        publicznych minister finansów, Andrzej Raczko założył, że dług publiczny nie
        przekroczy poziomu 60 procent PKB, powyżej którego konstytucja nakazuje
        automatycznie zrównoważyć budżet.

        Jednak bliższe spojrzenie na ustawę o finansach publicznych pokazuje, że
        istnieje mniej znany próg ostrożnościowy na poziomie 55 procent i jego
        przekroczenie w przyszłym roku może pociągnąć za sobą nie mniej groźne
        konsekwencje.

        Raczko planuje, że w przyszłym roku dług publiczny osiągnie poziom 54,8
        procent PKB, czyli znajdzie się niebezpiecznie blisko tej granicy.

        "Jeżeli w 2004 roku minimalnie przekroczymy poziom 55 procent, to w dwa lata
        później finanse publiczne praktycznie ulegną paraliżowi" - powiedział
        Reuterowi wysoki przedstawiciel Ministerstwa Finansów.

        Według analityków, dług publiczny prawdopodobnie przekroczy w 2004 roku 55
        procent, chyba że rząd zdecyduje się na ograniczenie wydatków, przyspieszenie
        prywatyzacji lub też złoty umocni się do euro, zmniejszając wartość polskiego
        długu zagranicznego.

        Plan Raczki zakłada przekroczenie poziomu 55 procent w 2005 roku, tak by
        wydatki można było zamrozić na odpowiednio wysokim poziomie. Jeśli jednak
        stanie się to rok wcześniej, to plany wydatków trzeba będzie radykalnie
        ograniczyć.

        Ratunek dla rządu mogą stanowić planowane zmiany w ustawie o finansach
        publicznych. Zakładają one, że transferów do funduszy emerytalnych nie
        wliczałoby się do zadłużenia, co dałoby obecnemu gabinetowi większe pole
        manewru. Dług publiczny w 2003 roku ma wynieść 52 procent PKB.

        Według analityków nie wiadomo jednak, czy te zmiany przyjmie Unia Europejska.
        Polska stanie się członkiem UE w maju 2004 roku i nie może przyjmować
        rozwiązań sprzecznych z prawodawstwem unijnym.

        "Polska już stoi na krawędzi i wieje duży wiatr. Możemy albo zatrzymać się na
        niej, albo spaść w przepaść" - powiedział Krzysztof Rybiński, główny
        ekonomista banku BPH-PBK.

        WĘŻSZY MARGINES BŁĘDU

        Ustawa o finansach publicznych mówi, że kiedy dług sektora publicznego
        przekroczy 55 procent, deficyt w następnym budżecie przyjętym przez rząd musi
        gwarantować, że dług skarbu państwa nie wzrośnie.

        Jeżeli próg 55 procent zostanie w przyszłym roku przekroczony, to z powodu
        opóźnienia w obliczaniu PKB, ograniczenia budżetowe dotyczyłyby dopiero roku
        2006. Poziom długu skarbu państwa, czyli nie licząc zadłużenia samorządów,
        agencji i funduszy rządowych, w 2006 musiałby być więc mniejszy niż w 2004.

        Zgodnie ze średniookresową strategią finansów publicznych, dług publiczny w
        2004 roku ma wzrosnąć do 54,8 procent PKB, 59,3 procent w 2005, a następnie
        utrzymywać się tuż poniżej poziomu 60 procent. Przekroczenie poziomu 60
        procent oznaczałoby konieczność automatycznego zbilansowania budżetu.

        "Różnica jednego punktu procentowego w kursie złotego do euro może przesądzić,
        czy poziom 55 procent zostanie przekroczony w 2004 roku, co miałoby fatalne
        konsekwencje" - powiedział wysoki przedstawiciel Ministerstwa Finansów,
        dodając, że przy obliczaniu zadłużenia na 2004 roku przyjęto kurs 4,24 złotego
        za euro.

        Obecnie kurs euro oscyluje wokół 4,50 złotego. Ponad połowa polskiego
        zadłużenia zagranicznego, które na koniec lipca wynosiło 118 miliardów
        złotych, jest denominowana w euro.

        Według analityków, ponieważ do obliczania wartości polskiego długu w przyszłym
        roku zostanie użyty kurs złotego z 31 grudnia 2004, politycy mogą celowo
        opóźniać prywatyzację prywatyzację, by pod koniec przyszłego roku zapewnić
        napływ kapitału, który we właściwym momencie wzmocniłby polską walutę.

        "Raczko zrobi wszystko co w jego mocy, by nie dopuścić do przekroczenia
        poziomu 55 procent, ponieważ oznaczałoby to polityczną katastrofę dla lewicy w
        wyborach 2005 roku oraz niechybne opóźnienie w przyjęciu euro" - powiedział
        analityk jednego z polskich banków.

        "Politycy mają wybór - albo podwoją wpływy z prywatyzacji (co oznaczałoby
        zmniejszenie zadłużenia poprzez wzrost przychodów), albo zaczną majstrować
        przy ustawie o finansach publicznych, co jednak grozi radykalną reakcją
        rynku" - powiedział Rybiński.



        www.bankier.pl/wiadomosci/article.html?article_id=878908
Pełna wersja