Dodaj do ulubionych

Fiskalizm a nadwyzka budzetowa USA

06.01.02, 00:01
Jak slusznie zauwazyl V.C. (Viktor Czysciciel?) artykul prof. Czekaja w
piatkowej GW jest interesujacy. Kilka ciekawych faktow:

1) Polska nalezy do panstw o najwyzszym spadku stosunku wydatkow i dochodow
budzetu panstwa do calosci PKB w okresie od 1993 do 2001 (ponad 10%).
Kiedys pisalem o szybkiej liberalizacji w Polsce, pamietasz Lechu?

2) Nadwyzka budzetowa w USA zostala po czesci wygenerowana przez rosnacy
(od 1993) stopien redystrybucji PKB

3) Wydatki budzetu na cele inne niz socjalne (wymiar sprawiedliwosci, wojsko,
policja, administracja, edukacja, nauka, sluzba zdrowia) naleza do najnizszych
(w stosunku do PKB) w krajach OECD - pamietasz Madry Jasiu moj postulat -
zwiekszyc podatki by poprawic edukacje? Zycie odpowiedzialo na Twoje pytanie
zadane w lecie - dlaczego? Otoz, dlatego, ze pomimo zwiekszenia podatkow w
Polsce w roku 2002 bedziemy mieli spadek plac realnych nauczycieli.


Czasem miec racje jest niewesole.
Pozdrawiam
Fizyk
Obserwuj wątek
    • Gość: spektor Re: Fiskalizm a nadwyzka budzetowa USA IP: *.aei.ca 06.01.02, 16:43
      Jesli USA maja nadwyzke budzetowa jak to sie dzieje, ze
      dlug ciagle rosnie? Congress systematycznie podnosi poprzeczke
      tzw debt ceiling. 11.XII.2001 administracja Bush'a poinformowala
      Congress, ze obecny obowiazujacy pulap dlugu $ 5 950 000 000 000
      (5.95 trill) zostanie osiagniety w lutym 2002 r i zlozyla wniosek
      o podniesienie jego pulapu do $ 6.7 trill tj o 12.6%.
      Jednoczesnie A.Greenspan pompuje desperacko do ekonomii USA
      $ ,( 14% w r 2001, tj ok $ 1 trill) bez zadnej korelacji ze wzrostem
      GDP.

        • Gość: Zbigniew Re: Fiskalizm a nadwyzka budzetowa USA IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.02, 21:17
          Cześć Macieju !
          Tutaj muszę powiedzieć , że się trochę mylisz.Spłata długu jest zawsze większa
          niż kwota odsetek bo ( chcąc nie chcąc ) trzeba zawsze płacić raty kapitałowe.
          Szkopuł w tym , że zaciąga się cały czas nowe kredyty na spłatę starych
          zobowiązań ( rolowanie ).I jeżeli zaciągnięty nowy dług jest wyższy niż rata
          kapitałowa spłaty starego to dług rośnie.Odsetki są tutaj sprawą drugorzędną,
          chociaż ich niska stopa poszerza znacznie pole manewru.A tak na marginesie to
          robiłem kiedyś pod excelem analizę kiedy Polska stanie się nową Argentyną. I
          wyszło mi , że albo bardzo szybko , albo bardzo późno , albo wcale.
          Rzecz jest w tym rolowaniu długu.
          Wyobraźmy sobie państwo , gdzie budżet zabiera 20% GDP , dług publiczny wynosi
          60% GDP , średni okres wykupu długu 4 lata ( przyjąłem ze względu na długość
          kadencji parlamentu i chyba nie odbiega wiele od rzeczywistości) a stopa
          oprocentowania długu 5%.( Typowe dla krajów rozwiniętych).
          Wychodzi na to , że rocznie trzeba płacić 3% GDP odsetek oraz 15% raty
          kapitałowej długu.Przy 20% stopniu redystrybucji przez budżet (centralny bez
          funduszy typu ZUS ) spłata długu oznaczałaby , że pozostanie do dyspozycji
          na inne cele budżetu tylko 2% GDP.( 20- ( 15+3)).Oznacza to redukcję wydatków o
          90% na co żaden rząd się nie zgodzi.Więc co robi ? Roluje dług , i na 15%
          przypadającej raty kapitałowej zaciąga nowy kredyt.Banki go chętnie udzielają ,
          gdyż biorą z pieniędzy otrzymanych ( jako spłata raty kapitałowej ) z budżetu .
          Wystarczyło raz doprowadzić do powstania długu publicznego ,a mechanizm łatwych
          pieniędzy dla banków się sam z siebie kręci,nie powodując żadnych korzyści dla
          budżetu , a tylko korzyści dla kredytujących budżet.Pozytywem w tym jest
          tylko , że budżet nie potrzebuje już żadnych nowych pieniędzy ( bo rolowanie
          może obywać się bez zasilania zewnętrznego ) więc wszelkie nadwyżki
          oszczędności mogą iść w "dojrzałych systemach" na finansowanie gospodarki.
          A cóż mógłby zrobić mądry rząd aby przerwać diabelskie koło ?
          Spłacić dług redukując wydatki przez 4 lata o 90% ? Wolne żarty ! Po roku juz
          tego rządu by nie było , a nawet gdyby przetrwał to smietankę spijałby rząd
          następny i mógłby sobie pozwolić na redukcję podatków i jednoczesny wzrost
          wydatków budżetowych.Marzenie każdej opozycji.
          Więc system rolowania długu ( lub jego minimalnego powiększania ) trwać będzie ,
          gdyż wszyscy mają interes aby nie naruszyć tej misternej konstrukcji.
          Argentyna sama zap...ła swoją systuację doprowadzając do tego , że nikt nie
          godzi się na "rolowanie" długu.Bo na redukcję wydatków o 90% i to rokrocznie
          przez kilka lat nie zgodzi się żaden rząd.
          I jeżeli Polsce uda się nie wkurzać kredytodawców za niską rentownością długu
          ( czego chcą niektórzy nieodpowiedzialni politycy ) ten chocholi taniec może
          trwać w nieskończoność.Podobnie jak w innych w miarę wiarygodnych krajach z USA
          na czele.
          Natomiast denerwowanie inwestorów ujemną stopą zwrotu zainwestowanego kapitału
          może doprowadzić nawet USA do bankructwa jeszcze większego niż w Argentynie.
          ( Choć oczywiście Amerykanie są na to za mądrzy ).
          • komentator Re: Fiskalizm a nadwyzka budzetowa USA 08.01.02, 08:10
            Gość portalu: Zbigniew napisał(a):

            > I jeżeli Polsce uda się nie wkurzać kredytodawców za niską rentownością długu
            > ( czego chcą niektórzy nieodpowiedzialni politycy ) ten chocholi taniec może
            > trwać w nieskończoność.Podobnie jak w innych w miarę wiarygodnych krajach z USA
            > na czele.
            > Natomiast denerwowanie inwestorów ujemną stopą zwrotu zainwestowanego kapitału
            > może doprowadzić nawet USA do bankructwa jeszcze większego niż w Argentynie.
            > ( Choć oczywiście Amerykanie są na to za mądrzy ).

            Tu kryja sie potezne znaki zapytania. USA jest zadluzone i deficytowe na
            wszystkich frontach. Tu oczywiscie wszyscy krzykna - mamy nadwyzke budzetowa.
            Äle wynika ona z tego ze jest potezny deficyt handlwy oraz ujemna stopa
            oszczedzania wiec ludzie placa wiecej podatkow... od zycia na kredyt!

            Pytanie czy USA uda sie jakos wyslizgnac z tego czy tez bedzie krach.
            • Gość: Zbigniew Re: Fiskalizm a nadwyzka budzetowa USA IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.02, 11:25
              Komentatorze !
              To czy kraj wpadnie w kryzys budżetowy , zależy na dłuższą metę od deficytu
              budżetowego i wysokości stóp procentowych.Deficyt budżetu liczony % PKB jest
              jednakże mało wiarygodnym miernikiem.Liczy się "jakość" tego deficytu.
              Jeżeli jakiś kraj ma wpływy budżetowe = 100 , a wydatki = 120 oznacza to
              że ma deficyt budżetowy = 20.Deficyt ten pokrywa się kredytem .Nie jest to samo
              w sobie groźne , pod warunkiem że dług nie przyrasta.( Tj. na spłatę raty
              kapitałowej od starych długów będzie przeznaczane 20 lub więcej ).
              W ten sposób nawet kraj o wysokim deficycie budżetowym może być bardzo
              wiarygodnym dłużnikiem.Jeżeli z kolei deficyt idzie na "konsumpcję" i dług
              przyrasta i kiedyś ( za kilka,kilkanaście lub kilkadziesiąt lat - dużo zależy
              od oprocentowania długu i stopnia oraz "jakości" deficytu ) następuje krach.
              Na krótszą metę kryzys budżetowy zależy od zdolności danego kraju do
              pozyskiwania nowych kredytów na "rolowanie " starego długu.
              Jeżeli Greenspan wprowadziłby w USA ujemne stopy procentowe , rząd USA nie
              pozyskałby środków pieniężnych na zakup swoich obligacji gdyż ludzie woleliby
              trzymać swe pieniądze choćby w sejfach bankowych niż inwestować w US bonds.
              Oznaczałoby to brak możliwości spłaty ( poprzez rolowanie długu ) starych
              obligacji.Oczywiście taki scenariusz w USA jest absolutnie nieprawdopodobny ,
              choć oczywiście możliwy z prawdopodobieńtwem bliskim zera , jak zresztą każde
              wydarzenie choćby upadek komety na ziemię.
              Może zdarzyć się , że Greenspan zwariuje a do tego władzę w USA obejmie jakiś
              oszołom i US gov będzie oferował nabywcom obligacji ujemne oprocentowanie.
              Prawdopodobieństwo tych wydarzeń jest jednak bliskie zera podobnie jak groźba
              kryzysu budżetowego w USA.
              Podaną przez ciebie "groźbą" nadmiernej konsumpcji na kredyt w USA zajmował się
              już Milton Friedman i nie widział w tym żadnego problemu.
              Od siebie mogę dodać , że jeżeli zmniejszy się deficyt w handlu USA będzie to
              spowodowane także lub przede wszystkim zwiększeniem produkcji krajowej i wpływy
              do budżetu będą na tym samym jeżeli nie więjszym poziomie.
              Dopóki ludzie na całym świecie będą kupować filmy z Hollywood i produkty
              Microsoftu Stanom nic specjalnego nie grozi.
          • Gość: MACIEJ Re: USA są w kryzysie ????????????? IP: *.ny5030.east.verizon.net 08.01.02, 21:17
            Zbigniew-Gdybym przypadkiem spotkal sie z Tishmanem,doradze mu bez wahania zeby
            zaczal budowe NM w Krakowie ,tylko ze wzgledu na twoj pobyt tam.
            Godnie reprezentujesz swoje miasto.
            Pamietam ze kiedys nawet pojechalem do teatru w Krakowie za swoich mlodych lat.
            Sztuka byla taka sobie,jakies chocholy pokrecily sie po scenie i teatr tez
            jakis malo zadbany-wrecz staroscia z niego bilo.
            U nas Wolodyjowskiemu taka nowke odwalili Na Woli ze glowa boli,az sie dziwie
            ze Andrzej ugrzazl w Malopolsce.
            A po teatrze poszlismy w jakies podziemia,cos zimnego sie napic.
            Luczkowatosc tego miejsca byla ogromna,z tym ze stoly bardzo ciermiezne.
            A juz najlepsza sztuke to widzialem na spotkaniach teatralnych w W-wie,tylko ze
            ciagnela sie w nieskonczonosc(chyba z przyczyn technicznych) i wszystko tak
            wygladalo jakby ktos opowiadal historie z biegiem lat-z biegiem miesiecy.
            Ludzi juz nogi bolaly od stania w przejsciach-to zaczeli serwowac kielbaski i
            bigos na goraco.
            Wracamy na sale,a tu znowu dulszczyzna ciagnie ze sceny-musi byc ktos z Krakowa
            to wszystko obmyslil,bo skonczylo sie nad ranem.
            Wychodzilismy z teatru jak chocholy o czasie ,kiedy to w W-wie poranne zorze ze
            snu budza cieciow,a domowa pomoc po buleczki mknie.
            Wzmocnilismy sie czyms zimnym z samego rana i ani sie czlowiek obejrzal a
            trzeba juz bylo do roboty sie spieszyc.
            A zima tego roku byla taka mocna,ze jamniki do ziemi przymarzaly.
            • Gość: Zbigniew Re: USA są w kryzysie ????????????? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.02, 11:46
              Dziękuje za miłe słowa dotyczące mojego miasta i mnie osobiście.
              Także lubię letnie noce na Rynku choć już rzadko je mogę tak spędzać
              ( co rodzina to rodzina ). Piotra S. także już nie ma w Piwnicy pod Baranami ,
              a rzeźbie przecież nie postawisz setki.Poza tym wiele się zmienia na lepsze
              choć podobno coraz mniej turystów .
              Wszystko niestety wskazuje na to , że Tishman mając dość biurokracji i
              polskiego piekiełka zrezygnuje z inwestycji w Polsce ( utopił już kilkanaście
              mln USD)a smród pójdzie na cały świat.Zresztą ostatnio wiele firm zagranicznych
              wycofuje się z projektów inwestycyjnych w Polsce.Jak mawiał Kisiel : to nie
              kryzys , to rezultat .Po entuzjazmie z początku lat 90. , liberalizacji
              gospodarki i rozwoju gospodarczym nie zostało już śladu. Zostało zwykłe
              socjalistyczne bagienko i wciąga nas ono coraz głębiej.
              A jak " spotkasz Tishmana" przeproś go w moim imieniu gdyż szkoda takiej
              inwestycji na którą tutaj wszyscy czekaliśmy.
              • Gość: MACIEJ Re: USA są w kryzysie ????????????? IP: *.ny5030.east.verizon.net 09.01.02, 19:12
                W tym samolocie o ktorym pisalem,to ja lecialem do W-wy a Marcin Daniec do
                Krakowa.
                I spotkalem go po raz pierwszy od 20 lat.
                Bo poprzednim razem balowalismy na Mazurach,gdzie ja zeglowalem miedzy Rucianem
                i Mikolajkami a on mial tam splyw kajakowy z AWF.
                Wtedy akurat jego zona byla juz w ciazy i corka ma teraz 20 lat.
                Mialem taki dosc prosty schemat,ze lato spedzalem na Mazurach a jesien w
                Bieszczadach a czasami w zimie wygnalo mnie do Karpacza czy Polanicy.
                Gdy przeszedlem z Ustrzyk Gornych do Cisnej ,trafilem tam na zabawe w remizie.
                Szalalo sie cala noc,szczegolnie ze ponetna blondyna zaczela mnie prosic
                czesciej do tanca niz ja ja.
                Po wakacjach pojechalem do niej i ona przedstawila mnie swojego mlodszego brata
                Marcina.Mial on wtedy chyba 17 lat.
                Gadka szmatka ,jak mu sypnalem kawalami to mu szczeka na klape opadla i nic
                innego tylko by sluchac chcial.
                Bylem dla niego takim ojcem chrzestnym.
                Po paru latach on sie zaczal wychylac ze swoja produkcja.
                Niektore byly dobre inne takie sobie-na wszelki wypadek nie smialem sie z
                zadnych ,zeby mu sie klepy nie poluzowaly.
                I popatrz przebil sie,choc muzycznie jego siostra jest lepsza.
                Jakies pare lat temu siedze sobie na kanapie obok zony i czytam polska gazete a
                tam artykol na cala strone o Marcinie.
                I ja na glos:wow ale sie wybil!
                Zona;Znasz go?
                ja:Tak
                Skad?
                Z jego siosta chodzilem.
                Do szkoly?
                Uhmmm
                Nie wiedzialam ze on jest z Warszawy.
                Ano widzisz.Tylko pozniej go jakies kumple wyciagneli do Krakowa do Piwnicy po..
                -To nie mogli oni jakiejs piwnicy w Warszawie wynajac i z tymi baranami sie tu
                pobawic?
                Przy okazji,jak go spotkasz to go pozdrow,a ja jak spotkam Tishmana nie zapomne
                wspomniec o tobie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka