Gość: Andrzej
IP: *.chello.pl
09.01.02, 10:41
Prof. Marek Dąbrowski mógłby w ogóle nie wychodzić z domu i nic nie czytać, w
ogóle nic nie robić, bo zawsze się zachowuje tak samo na posiedzeniach RPP -
głosuje przeciwko obniżeniu stóp. Wydaje się też, że nie lubi za bardzo się
wysilać, również intelektualnie. Świadectwem tego jest opublikowana w
dzisiejszej GW jego ocena sytuacji:
wyborcza.gazeta.pl/info/artykul.jsp?xx=632945&dzial=010395
Nie znalazłem tam żadnego argumentu merytorycznego. Na przykład spodziewałem
się odpowiedzi na zarzuty prof. Gomułki, że RPP źle oceniła przyczyny wzrostu
deficytu płatniczego w drugiej połowie lat 90-tych (pisałem o tym wcześniej).
Albo wytłumaczenia dlaczego RPP nigdy nie udało się zrealizować celu
inflacyjnego, a w roku 2001 pomyliła się aż o 50%.
Nic z tych rzeczy. Stek banałów i oskarżeń propagandowych na poziomie
komentatorów GW:
"Obniżka stóp procentowych w żadnym przypadku nie jest substytutem
odpowiedzialnej polityki fiskalnej, uelastycznienia rynku pracy, prywatyzacji i
głębszych reform strukturalnych.",
"o chęci odwrócenia uwagi opinii publicznej od mizerii programowej nowego rządu
i jego niechęci do podjęcia niezbędnych dla gospodarki, acz trudnych
politycznie reform rynku pracy, finansów publicznych i deregulacji".
Albo nawet na poziomie Niesiołowskiego, Jurka, Macierewicza i ojca Rydzyka:
"To dość dobrze znany z najnowszej historii Polski scenariusz "wroga
publicznego". Kiedyś byli nim "syjoniści" i "wrogowie socjalizmu", później -
"czerwona nomenklatura", obecnie rola ta przypadła "monetarystom" z RPP."
Są tam jeszcze groźby i nieco zawoalowany szantaż:
"Większość bowiem wypowiedzi i posunięć politycznych obliczonych na
konfrontację z NBP wywołuje za granicą głęboką konsternację i pytania o
rzeczywistą dojrzałość polskich elit politycznych do członkostwa w Unii
Europejskiej,"
"inwestorzy mogą to [tzn. zmiany wokół RPP] uznać za sygnał do panicznej
ucieczki z polskiego rynku finansowego. Będzie to równoznaczne kryzysowi
walutowemu i finansowemu, a jego skutkami będzie znacznie wyższa inflacja oraz
nominalne i realne stopy procentowe, recesja, fala bankructw, jeszcze wyższe
bezrobocie, kłopoty z finansowaniem długu publicznego, dramatyczny spadek
zaufania do Polski wśród inwestorów i (prawdopodobnie) wypadnięcie naszego
kraju z pierwszej rundy rozszerzenia UE."
Przecież nam mówiono że zaangażowanie kapitału spekulacyjnego w Polsce nie jest
duże i nie bedzie z racji jego wycofania większych zawirowań!
To jaka jest prawda?
Jak profesor, osoba pełniąca ważną funkcję w tym państwie może schodzić na tak
niski poziom?