Polak - konsument czy patriota?

29.12.08, 08:02
Ja preferuję model UK. Cały świat na nas robi. Jak niewolnicy nie
mogą pracować w koloniach, to niech przyjeżdżają robić na Wyspy. Np.
Polacy - przyjeżdżają i zostawiają coś wartościowego - swoją pracę.
A wywożą pieniądze. Tylko jak przekonać do tego rządzących?
    • Gość: ogi kupujpolskieprodukty.info sponsorowany??? IP: 217.153.175.* 29.12.08, 08:06
      Widze tam sporo firm, które są polskie z nazwy, tymczasem kapitał,
      surowiec, bądź gotowy produkt są spoza nie tylko Polski ale nawet
      UE. A i nie ma wielu firm, które powinny się były znaleźć... Smutne.
      • kretynofil Kon by sie usmial :) 29.12.08, 09:01
        Przyklad tego, zlituj sie nad nim Panie, informatyka, ktory twierdzi ze jedzenie
        w Polsce jest lepsze na zachodzie, rozwalil mnie do reszty.

        Oczywiscie, nikomu nie zabraniam jest ziemniakow z kapusta, burakow i marchewki
        z jablkiem, smacznego, ale tego typu stwierdzenia zawsze mnie smiesza - bo to po
        prostu mit z okresu poznego PRLu, kiedy sie jezdzilo na saksy do niemiec i
        kupowalo zarcie w dyskontach spozywczych.

        Problem jest taki, ze wtedy takimi "hitami" spozywczymi w PL byly wedliny,
        mieso, jaja, mleko, chleb - czyli proste produkty wytwarzane w malych
        gospodarstwach rolnych. Ja tez pamietam jak smakowaly jajka od kury lazacej
        luzem (a nie takiej siedzacej na farmie), cielecina od "baby z cielecina" - i
        byly one wyborne. Rzecz w tym, ze dzisiaj takich produktow nie kupi sie juz w
        miastach, ani na zachodzie, ani w PL.

        Wszystkie zas "hity" sie skompromitowaly:
        - wedliny nafaszerowane fosforanami i napompowane woda,
        - mieso, moze i dobre, ale niewlasciwie przechowywane,
        - jaja wylacznie z kurzej fermy, paskudztwo,
        - mleko, czyli zabielana woda,
        - chleb pompowany spulchniaczami.

        Polacy, goniac za cenami (czego nie sposob krytykowac, biorac pod uwage ubostwo
        naszego spoleczenstwa) zaglosowali za likwidacja dobrych jakosciowo produktow,
        wiec wiekszosc zarcia w marketach i osiedlowych sklepikach to masowo produkowany
        syf, ktory jest nieporownywalnie gorszy od tego co mozna kupic na zachodzie -
        jesli tylko nie chodzi sie do dyskontow spozywczych.

        I tak bedzie jeszcze przez jakis czas, dopoki spoleczenstwo sie nie wzbogaci i
        nie zacznie domagac sie lepszej jakosci. Mnie po wyjezdzie na zachod najbardziej
        zaskoczylo to, ze nie ma zadnego problemu, zeby kupic dobre produkty, nawet w
        supermarketach.

        Prosze wiec nie pierdzielic glupot, panie "yyyynformatyk" od stawiania windowsa
        w urzedach, tylko wybrac sie na zakupy do jakiegos kraju, gdzie istnieje kultura
        jedzenia - Francja, Belgia, Niemcy, Wlochy, tak na poczatek wystarczy :)

        Najsmieszniejsze dla mnie byl jednak tekst: "Kupujac polskie produkty, dajesz
        miejsca pracy" :) Tak, tylko ze to zdanie jest niepelne, a brakujaca czesc to
        "rodzinie prezesa".

        Bo jak zyje, nie pamietam, zeby w Polsce poprawilo sie pracownikowi, jak jego
        firma dobrze prosperowala :)))))
        • Gość: Włodek z Poznania Kilka zasadniczych błędów w jednym tekście IP: *.icpnet.pl 29.12.08, 09:48
          W wielu wypowiedziach na forach się z Tobą zgadzam, ale tu nie. Do tego 8 lat
          życia spędziłem w Niemczech, Holandii, Włoszech i Anglii, więc mam troszkę
          porównania. A jestem smakoszem, więc do dyskontów zaglądałem rzadko podążając
          raczej za klasą średnią danego kraju (we Włoszech gdzie jedzenie jest generalnie
          drogie takie coś jest jednak niepotrzebne ze względu na ogólnie wysoką kulturę).

          > prostu mit z okresu poznego PRLu, kiedy sie jezdzilo na saksy do
          > niemiec i kupowalo zarcie w dyskontach spozywczych.

          W takich sklepach kupuje 70% społeczeństwa francuskiego, 60% brytyjskiego, 40%
          niemieckiego, 50% holenderskiego i tylko 30% polskiego.

          > byly one wyborne. Rzecz w tym, ze dzisiaj takich produktow nie
          > kupi sie juz w miastach, ani na zachodzie, ani w PL.

          Hmmm, o ile pamiętam jesteś z Wrocławia. To zajrzyj do poznańskich sklepów
          Piotr&Paweł, które we Wrocku są chyba dwa (www.piotripawel.pl). Ale są też
          pewnie krakowska Alma, czy trójmiejskie Bomi o podobnym profilu.

          P&P to supermarket z przeciętnie o 10% wyższymi cenami, ale za to z dużym
          wyborem głównie dobrych produktów. Szczególnie polecam wędliny z wędliniarni
          Tradycyjne Jadło, która gwarantuje używanie jednego komponentu chemicznego jakim
          jest tradycyjna sól peklowa. Reszta to naturalne przyprawy, naturalne wędzenie,
          żadnych barwników, czy "łapaczy wody". Boczek kosztuje niemal 30 PLN, ale jest
          cudowny i lepszy taki niż za 12 PLN/kg napompowany w 50% objętości wodą. Ale to
          niejedyny taki produkt i producent. Do tego P&P na etykietach informuje o
          składzie wędlin i serów, więc łatwo wyczytać czego unikać, jeśli się nie lubi
          wspierać przemysłu chemicznego. Tak samo pieczywo - oczywiście jest tanie
          mieszankowe, ale jest też duży wybór porządnego, gdzie kilogram nie ma prawa
          kosztować poniżej 7 PLN. Co do nabiału to mogę się tylko dziwić. Jadłem wiele
          specjałów za granicą. Ale produkty z Kościana, Gostynia, czy Środy
          Wielkopolskiej od nich nie odbiegają (oczywiście w Polsce nie robi się
          mozzarelli, czy jogurtu makowego ;-) a producent serów pleśniowych Lazur
          naprawdę osiągnął wyżyny.
          Wystarczy po prostu zmienić profil i poszukać. Dobrą metodą jest też kupowanie
          produktów w małych miejscowościach, gdzie nie docierają nowinki, gdzie
          właściciele są konserwatywni. Ale te nie przetrwają za długo ze względu na brak
          perspektyw rozwojowych dla "przeludnionych" miast powiatowych w Polsce - rynki
          lokalne się skurczą, koszty stałe zjedzą marżę, lokalni wędliniarze, piekarze
          zaczną upadać w ciągu dwóch dekad. Do tego czasu jednak segment produkcji pod
          rynek supermarketów z średniej-wyższej półki zacznie się rozwijać i jak na
          zachodzie w dużych miastach stanie się znaczący.

          > - jaja wylacznie z kurzej fermy, paskudztwo,

          Z tym jest faktycznie problem. Jednak w takim P&P masz wybór 7 producentów, w
          tym możesz przebierać od chowu ściółkowego zmniejszającego konieczność
          stosowania antybiotyków, przez chów wolny bez klatek, po naturalne, roślinne
          pokarmy. Cena jaja waha się od 0,25 po 1,40 za szt. Zupełnie jak na w Niemczech.
          Tam możesz kupić chleb po 1 EUR/kg i naturalny w piekarni po 4 EUR za kg.
          Różnica gigantyczna. I to jest normalne.

          > Polacy, goniac za cenami (czego nie sposob krytykowac, biorac pod > uwage
          ubostwo naszego spoleczenstwa) zaglosowali za likwidacja
          > dobrych jakosciowo produktow

          Zgadza się. Jednak chyba lepiej zjeść trzy plastry szynki po 50 PLN za kg, w
          której mięsa jest 100%, niż osiem po 18 PLN, w której jest tego miesa 30%. Chleb
          wodą mogę sobie sam polewać, a do tego nie płacę za jej transport ;-) Model
          włoskiego żywienia znacznie bardziej mi odpowiada. A zamożnością możemy się już
          porównywać z włoskim południem. Nizina i jej 25 mln mieszkańców to z kolei 1/3
          najbogatszych Europejczyków, więc jeszcze ze dwa stulecia nam potrzeba do tego
          poziomu.

          > nie zacznie domagac sie lepszej jakosci. Mnie po wyjezdzie na
          > zachod najbardziej zaskoczylo to, ze nie ma zadnego problemu, zeby > kupic
          dobre produkty, nawet w supermarketach.

          W Polsce też. Gwarantuję Ci to.

          > Najsmieszniejsze dla mnie byl jednak tekst: "Kupujac polskie
          > produkty, dajesz miejsca pracy" :) Tak, tylko ze to zdanie jest
          > niepelne, a brakujaca czesc to "rodzinie prezesa".
          >
          > Bo jak zyje, nie pamietam, zeby w Polsce poprawilo sie
          > pracownikowi, jak jego firma dobrze prosperowala :)))))

          To zastanów się skąd w ostatnich trzech latach średnia pensja wzrosła o 30%? Na
          pewno nie z wynagrodzeń prezesów, gdyż ich uposażenia z tytułu mianowania nie
          wlicza się do średniej.

          To hasło to dla mnie oczywistość. Choćby dlatego, że lepiej dawać pracę z słabą
          płacę, niż płacić na zasiłki i ubezpiecznie zdrowotne i emerytalne z kasy tych
          co jeszcze pracują.
          • zazu2 Re: Kilka zasadniczych błędów w jednym tekście 29.12.08, 10:02
            Gość portalu: Włodek z Poznania napisał(a):


            > Hmmm, o ile pamiętam jesteś z Wrocławia. To zajrzyj do poznańskich sklepów
            > Piotr&Paweł, które we Wrocku są chyba dwa (www.piotripawel.pl). Ale są też
            > pewnie krakowska Alma, czy trójmiejskie Bomi o podobnym profilu.
            >
            Zdziwilbys sie co tam mozna znalezc w miesie. Zasmuce cie bardzo ale dzisiaj
            nawet rolnicy ktorzy robia wlasne wyroby czesto dodaja saletry itd. wieksza
            szansa na powodzenie. Kury na wsiach tez sa dokarmiane paszami. Jezeli jestes
            smakoszem to powinienes wiedziec ze dobre miesa to te suszone lub wedzone zaraz
            po skruszeniu a nie gotowane w soli i saletrze. Problem ze takich mies w Polsce
            praktycznie nie dostaniesz. Jezeli szukasz naprawde smacznego jedzenia to trzeba
            zaczac od poczatku- swina karmiona wlasna pasza przez 9 miesieacy a nie 3 na
            mieszance. Krowa ktora pasie sie na trawie bez nawozowi nie wie co to
            koncentraty. Kura pasaca sie na tym co znajdzie (ewentualnie ziemniaki i zborze)
            a nie mieszankami. Niektorzy rolnicy starej daty trzymaja zwierzeta na uboj dla
            siebie osobno bo jest roznica w zywnosci. W sklepach NIE KUPISZ naprawde dobrego
            pozywienia.
            • glutoplazma Re: Kilka zasadniczych błędów w jednym tekście 29.12.08, 10:52
              zazu2 napisała:

              ale dzisiaj
              > nawet rolnicy ktorzy robia wlasne wyroby czesto dodaja saletry
              itd.

              Nie tylko dzisiaj. Tak się robi tradycyjne, polskie wędliny od co
              najmniej 200 lat: peklowanie, dojrzewanie w solance (od
              kilkudziesięciu lat tą solanką się nastrzykuje, co przyspiesza
              proces, ale też obniża jakość), która zawiera także saletrę (dziś i
              tak dodaje się jej dużo mniej, niż 100 lat temu) - wędzenie
              wysokotemperaturowe (krótsze) i niskotemperaturowe (dłuższe -
              produkty trwalsze). Że dziś produkcja w ogromnej większiości idzie
              na ilość, a nie na jakość - to już zupełnie inna sprawa...

              > szansa na powodzenie. Kury na wsiach tez sa dokarmiane paszami.

              I co z tego? Wyjąwszy tak zwane fermy wielkotowarowe (na przykład
              100 000 tucznuików), jakie między innymi "zafundowano" nam w ramach
              offsetu za F-16 i gdzie rzeczywiście, często żywi się różnymi
              dziwnymi rzeczami, pasze przemysłowe składają się ze zboża,
              poekstrakcyjnej śruty sojowej i/lub rzepakowej, słonecznikowej,
              zakwaszaczy, mieszanek mineralno - witaminowych, drożdzy itd..

              Jezeli jestes
              > smakoszem to powinienes wiedziec ze dobre miesa to te suszone lub
              wedzone zaraz
              > po skruszeniu a nie gotowane w soli i saletrze.

              Jakim skruszeniu??? To się robi wyłącznie w przypadku dziczyzny!
              Mięso ras hodowlanych jest zupełnie inne i tego nie wymaga, a
              suszenie i wędzenie surowizny jest tradycją raczej śródziemnomorską -
              Polaków do tego trzebaby dłuuuuugo przekonywać...

              Problem ze takich mies w Polsce
              > praktycznie nie dostaniesz. Jezeli szukasz naprawde smacznego
              jedzenia to trzeb
              > a
              > zaczac od poczatku- swina karmiona wlasna pasza przez 9 miesieacy
              a nie 3 na
              > mieszance. Krowa ktora pasie sie na trawie bez nawozowi nie wie co
              to
              > koncentraty. Kura pasaca sie na tym co znajdzie (ewentualnie
              ziemniaki i zborze

              Zapominasz o jednym: to już nie są te rasy zwierząt, co 100 lat
              temu. "Bekonowych" świń, wysokomlecznych krów (takich, jak na
              przykład holsztynofryzy), brojlerów lub przemysłowych niosek nie da
              się żywić tylko tradycyjnymi metodami. One wymagają żywienia
              znacznie intensywniejszego, paszami wysokiej jakości, dostosowanego
              do potrzeb...

              > Niektorzy rolnicy starej daty trzymaja zwierzeta na uboj dla
              > siebie osobno bo jest roznica w zywnosci.

              Nie te czasy, tak było kiedyś. Dziś żywią tak, bo tak jest taniej,
              nie zależy im na czasie i nie liczą kosztów leczenia chorób,
              powodowanych nieodpowiednim żywieniem (głównie chorób układu
              pokarmowego i przemiany materii), a z tą jakością mięsa z takich
              źródeł bywa baaardzo różnie. Coś o tym wiem...
              • Gość: Kiury paskudnekoszulki IP: *.adsl.inetia.pl 29.12.08, 12:49
                Dużo jest polskich produktów. To wystarczy wybierać dobrze. A nie patrzeć na
                przeszłość tylko na teraźniejszość www.zlotemysli.cupsell.pl - to są
                polskie produkty.
              • mara571 Re: Kilka zasadniczych błędów w jednym tekście 30.12.08, 11:43
                krotka uwaga do:
                Nie tylko dzisiaj. Tak się robi tradycyjne, polskie wędliny od co
                > najmniej 200 lat: peklowanie, dojrzewanie w solance (od
                > kilkudziesięciu lat tą solanką się nastrzykuje, co przyspiesza
                > proces, ale też obniża jakość)
                wstrzykiwanie zastapilo peklowanie w roztworze bylo jeszcze przed 20 laty
                niedozwolone w mysl polskich przepisow. Niestety "dostosowanie do przepisow w
                europejskich" to obnizenie jakosci przede wszystkim szynki.
          • kretynofil No to sprostowanie :) 29.12.08, 10:10
            > W takich sklepach kupuje 70% społeczeństwa francuskiego, 60% brytyjskiego, 40%
            niemieckiego, 50% holenderskiego i tylko 30% polskiego.

            Po pierwsze, ciekaw jestem skad masz te dane. Nie podwazam ich, tylko po prostu
            jestem ciekaw.

            Po drugie, pozostaje pytanie: co to jest "dyskont spozywczy" - ja uzylem go jako
            okreslenia na "sklep z najgorszym mozliwym zarciem". Jesli jednak przy tworzeniu
            tej statystyki (dla Polski) oparto sie na zalozeniu ze Biedronka to dyskont, ale
            Carrefour juz nie, to rozumiem dysproporcje. Tyle ze to bzdura :)

            > Hmmm, o ile pamiętam jesteś z Wrocławia. To zajrzyj do poznańskich sklepów
            Piotr&Paweł, które we Wrocku są chyba dwa (www.piotripawel.pl). Ale są też
            pewnie krakowska Alma, czy trójmiejskie Bomi o podobnym profilu.

            Obecnie to ja jestem z Warszawy :) Niemniej jednak znam i Bomi (mieszkalem kolo
            jednego z nich przez dwa lata) i Piotra i Pawla - i zgadzam sie, tam sa dobre
            produkty. Z mojej obserwacji porownywalne jakosciowo z belgijskim Carrefourem -
            i pisze to zupelnie powaznie.

            Ogolnie, w Twojej interpretacji jest blad logiczny. Piszesz:

            > W Polsce też. Gwarantuję Ci to.

            I o to mi chodzi. Ja sie tylko usmialem z tego, ze facet mowi, ze na zachodzie
            zarcie jest gorsze. Nie jest. Jest takie samo, albo lepsze. To zas, ze mozna w
            Polsce kupic dobre produkty, nie oznacza jednak ze wypowiedz tego "informatyka"
            z artykulu jest prawdziwa - a ja ja zupelnie slusznie podwazylem.

            Rozumiesz juz teraz?

            > To zastanów się skąd w ostatnich trzech latach średnia pensja wzrosła o 30%?
            Na pewno nie z wynagrodzeń prezesów, gdyż ich uposażenia z tytułu mianowania nie
            wlicza się do średniej.

            To zjawisko jest bardzo proste do wytlumaczenia - najbardziej wzrosly zarobki
            sredniej kadry zarzadzajacej i specjalistow, oraz wynagrodzenia w budowlance.
            Tak naprawde, i jestem gotowy sie o to zalozyc, 80% zatrudnionych nie odczulo
            skutkow hossy, jesli nie zmienili pracy, a nawet jesli, to poprawa byla mniejsza
            niz te srednie 30%.

            Przyklad: zarobki poczatkujacego informatyka, kiedy konczylem studia to bylo
            okolo 4000 brutto. W 2006, kiedy konczyla sie moja przygoda z Polska,
            proponowana pensja dla absolwenta w tej samej firmie wynosila juz okolo 7500
            brutto. Teraz policz sobie ile sprzataczek i kasjerek nie moglo dostac podwyzek,
            zeby utrzymac srednia na poziomie 30% :)

            Oczywiscie, powiesz ze ludzi zarabiajacych taka kase jest malo i jako tacy nie
            moga miec wplywu na srednia - a jednak tak jest.

            Zreszta, wiekszosc podwyzek nie bylo wywolanych dobra kondycja finansowa firm,
            tylko migracja personelu. Za lojalnosc w PL podwyzek sie nie dostaje :)

            > Choćby dlatego, że lepiej dawać pracę z słabą płacę, niż płacić na zasiłki i
            ubezpiecznie zdrowotne i emerytalne z kasy tych co jeszcze pracują.

            No tak, ale z chodnikow korzystaja wszyscy, z lepszych drog tez (nawet jesli nie
            maja samochodu). Inwestycje infrastrukturalne tez wszystkim przynosza korzysci -
            to dlaczego tylko niektorzy za to maja placic?
          • lelontm2 Re: Kilka zasadniczych błędów w jednym tekście 29.12.08, 11:00
            Nie masz racji, zachodnie produkty maja lepsza jakosc. Testy proszkow do prania
            wykazaly, ze te produkowane w Niemczech sa lepszej jakosci i dotyczy to wielu
            rzeczy. Poza tym zgadzam sie z kretynofilem: kupujac polskie produkty dajesz
            prace rodzinie prezesa. Nie rozumiem dlaczego jest tak, ze polski produkt jest
            drozszy mimo, ze koszty produkcji sa nizsze. Moze jak go nie kupie to prezesi
            obniza cene. Robotnik w fabryce zarabia duzo mniej a produkt jest drozszy.
            Dlaczego mam byc frajerem i placic wiecej. Co do BOMI to ceny produktow w sa
            wyzsze niz na zachodzie. Potrafisz mi powiedziec dlaczego produkty sprowadzane z
            azji za grosze sa drozsze niz na zachodzie? Czy panie w BOMI zarabiaja 1200 euro
            miesiecznie? Bo jesli nie to dlaczego mam nabijac kabze polskim pazernym
            "kapitalistom".
            • Gość: pawel Re: Kilka zasadniczych błędów w jednym tekście IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.08, 12:31
              lelontm2 napisał:
              > Poza tym zgadzam sie z kretynofilem: kupujac polskie produkty dajesz
              > prace rodzinie prezesa.

              ale chyba lepiej jest nawet nabijać kasę rodzimym prezesom niż jakimś np.
              hiszpańskim... przynajmniej część swoich dochodów zostawią u kraju dając pracę
              Twoim sąsiadom a pośrednio i Tobie...
        • somsiad82 Re: Kon by sie usmial :) 29.12.08, 10:05
          kretynofil napisał:

          > Przyklad tego, zlituj sie nad nim Panie, informatyka, ktory
          twierdzi ze jedzeni
          > e
          > w Polsce jest lepsze na zachodzie, rozwalil mnie do reszty.
          >
          > Oczywiscie, nikomu nie zabraniam jest ziemniakow z kapusta,
          burakow i marchewki
          > z jablkiem, smacznego, ale tego typu stwierdzenia zawsze mnie
          smiesza - bo to p
          > o
          > prostu mit z okresu poznego PRLu, kiedy sie jezdzilo na saksy do
          niemiec i
          > kupowalo zarcie w dyskontach spozywczych.
          >
          > Problem jest taki, ze wtedy takimi "hitami" spozywczymi w PL byly
          wedliny,
          > mieso, jaja, mleko, chleb - czyli proste produkty wytwarzane w
          malych
          > gospodarstwach rolnych. Ja tez pamietam jak smakowaly jajka od
          kury lazacej
          > luzem (a nie takiej siedzacej na farmie), cielecina od "baby z
          cielecina" - i
          > byly one wyborne. Rzecz w tym, ze dzisiaj takich produktow nie
          kupi sie juz w
          > miastach, ani na zachodzie, ani w PL.
          >
          > Wszystkie zas "hity" sie skompromitowaly:
          > - wedliny nafaszerowane fosforanami i napompowane woda,
          > - mieso, moze i dobre, ale niewlasciwie przechowywane,
          > - jaja wylacznie z kurzej fermy, paskudztwo,
          > - mleko, czyli zabielana woda,
          > - chleb pompowany spulchniaczami.
          >
          > Polacy, goniac za cenami (czego nie sposob krytykowac, biorac pod
          uwage ubostwo
          > naszego spoleczenstwa) zaglosowali za likwidacja dobrych
          jakosciowo produktow,
          > wiec wiekszosc zarcia w marketach i osiedlowych sklepikach to
          masowo produkowan
          > y
          > syf, ktory jest nieporownywalnie gorszy od tego co mozna kupic na
          zachodzie -
          > jesli tylko nie chodzi sie do dyskontow spozywczych.
          >
          > I tak bedzie jeszcze przez jakis czas, dopoki spoleczenstwo sie
          nie wzbogaci i
          > nie zacznie domagac sie lepszej jakosci. Mnie po wyjezdzie na
          zachod najbardzie
          > j
          > zaskoczylo to, ze nie ma zadnego problemu, zeby kupic dobre
          produkty, nawet w
          > supermarketach.
          >
          > Prosze wiec nie pierdzielic glupot, panie "yyyynformatyk" od
          stawiania windowsa
          > w urzedach, tylko wybrac sie na zakupy do jakiegos kraju, gdzie
          istnieje kultur
          > a
          > jedzenia - Francja, Belgia, Niemcy, Wlochy, tak na poczatek
          wystarczy :)

          A ja się zgadzam, że jedzenie w Polsce jest dużo lepsze niż na
          zachodzie, tylko trzeba wiedzieć gdzie je kupować. Z tą kulturą
          jedzienia w krajach zachodnich to przesadziłeś, bo tam jest
          dokładnie taki sam syf jak w naszych sklepach. A co do polskiego
          jedzenia to wystarczy pojechać do jakiegoś mniejszego miasta, albo
          na jakiś targ w większym mieście, w których handlują osoby z
          okolicznych wiosek i można kupić naprawdę bardzo dobre jedzenie.
          Przykładowo mój brat, który mieszka w Niemczech od jakiś 20 lat,
          przyjeżdżając do Polski zawsze kupuje tutaj mnóstwo jedzenia,
          dlatego że jest lepsze, dużo lepsze.
          • kretynofil No dobrze, pogadajmy... 29.12.08, 10:20
            > A ja się zgadzam, że jedzenie w Polsce jest dużo lepsze niż na zachodzie,
            tylko trzeba wiedzieć gdzie je kupować.

            Ile czasu spedziles za granica?

            > Z tą kulturą jedzienia w krajach zachodnich to przesadziłeś, bo tam jest
            dokładnie taki sam syf jak w naszych sklepach.

            Kultura jedzenia to nie kultura chodzenia do hipermarketu. Ponownie zapytam: ile
            czasu spedziles za granica, co robiles, gdzie jadales, ile zarabiales itd.?

            > A co do polskiego jedzenia to wystarczy pojechać do jakiegoś mniejszego
            miasta, albo na jakiś targ w większym mieście, w których handlują osoby z
            okolicznych wiosek i można kupić naprawdę bardzo dobre jedzenie.

            No patrz, to zupelnie jak w Brukseli - kolo Gare du Midi co niedziele jest
            wielki targ z zywnoscia przywozona bezposrednio przez rolnikow. I gdzie masz to
            "gorsze" zachodnie jedzenie?

            > Przykładowo mój brat, który mieszka w Niemczech od jakiś 20 lat, przyjeżdżając
            do Polski zawsze kupuje tutaj mnóstwo jedzenia, dlatego że jest lepsze, dużo lepsze.

            Przykladowo, to jeden moj sasiad to ma jedna noge, a drugi dwie, wiec polowa
            populacji ma tylko jedna noge :)

            Posluchaj, nie wiem co robi Twoj brat, gdzie sie zywi i przy czyim samochodzie
            robi sobie zdjecia, ktore Wam wysyla. Jesli znasz niemiecki i przejdziesz sie po
            sklepach to naprawde nie ma problemu zeby kupic dobre jakosciowo jedzenie.
            Jedyne czego nie ma, to pasztetowa z biedronki, ktora za kilogram kosztuje tyle
            ile najtansza wedlina w niemczech za 100g - i to prawdopodobnie jest
            wytlumaczenie "fenomenu Twojego brata".
            • Gość: trawik Re: No dobrze, pogadajmy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.08, 10:34
              Kretynofil, tu w Polsce naprawdę nie wszyscy chodzą do biedronki po kiełbasę...
              jasna sprawa, że polskie społeczeństwo jest biedniejsze niż niemieckie stąd
              więcej ludzi kupuje "tanie i dobre", ale nie wszyscy. I nawet w takim kerfurze
              można kupić jaja ekologiczne - coprawda kosztują 10zł za 10szt. ale są i część
              ludzi je kupuje. Podobnie w tesko, gdzie stworzono dział z żywnością organiczną.

              Więc nie jest tak źle :)
              • kretynofil Ale mi przeciez o to wlasnie chodzi! 29.12.08, 10:38
                > Więc nie jest tak źle :)

                Ja nie mowie ze w Polsce jest zle - ja tylko mowie, ze nieprawdziwym jest
                stwierdzenie, ze jedzenie za zachodzie jest gorsze. Do takich wnioskow mozna
                dojsc tylko na dwa sposoby:
                - porownujac cene pasztetowej z biedronki z najtansza wedlina z lidla w
                niemczech (i wtedy wychodzi, ze polskie jedzenie jest tansze wiec lepsze),
                - porownujac jedzenie trudno dostepne, ale dobre w Polsce z chlebem z
                hipermarketu w UK :)

                I tu i tu mozna kupic produkty dobre i produkty zle. Jedyna zauwazalna roznica
                to duze sieci handlowe, ktore na zachodzie oferuja ROWNIEZ produkty lepszej jakosci.

                A, no i nie ma zepsutego miesa, smierdzacych ryb czy splesnialych mandarynek - a
                w Polsce to standard w hipermarketach.

                Czy to naprawde tak trudno zrozumiec?
                • Gość: trawik Re: Ale mi przeciez o to wlasnie chodzi! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.08, 10:46
                  Nie byłem za granicą na tyle długo aby mieć punkt odniesienia, aczkolwiek w
                  polskich hipermarketach zepsute owoce, nieświeże ryby lub przeterminowany nabiał
                  to dość powszechne zjawisko - wiem, bo tam kupuję i ZAWSZE sprawdzam datę ważności.
                  • Gość: yago I naprawdę uważasz, że data IP: *.lanet.net.pl 29.12.08, 12:47
                    przydatności do spożycia nie kłamie? Po tylu aferach z "odświeżaniem" (Constar
                    et consortes)? Ja już takich złudzeń nie mam. Po prostu jeśli dystrybutor będzie
                    miał tak miażdżącą przewagę nad producentem, klientem i kontrolerem(!), jak
                    wielkie sieci handlowe, to może robić wszystko łącznie z "odświeżaniem" i
                    przedatowaniem żywności, lub zmusić do tego dostawców. Lubisz masło? Prawdziwe,
                    nie roślinne? Mała zagadka: ile czasu trzeba się przekopywać przez półki
                    hipermarketu, żeby na nie trafić w stosach mixów, extra-mixów, osełek extra-mix
                    i innych masłomaryn? Ile czasu stać z kalkulatorem i przeliczać, bo każda
                    "osełka" ma inną wagę? Dlatego ja mówię "pas". Wolę mały sklep, w którym
                    sprzedawca ostrzeże mnie, że w moim ulubionym soku pojawiły się słodziki, a
                    producent mojego ulubionego sera wypuszcza również "produkt seropodobny" w
                    opakowaniu bliźniaczo podobnym. Tyle, że rzadko ma okazję, bo takie oszustwa, w
                    gruncie rzeczy psujące renomę producenta, wymuszają głównie odbiorcy masowi, by
                    mieć okazję do kolejnej super-hiper-extra-promocji czy innego zabiegu
                    marketingowego dla naiwnych...
                    • glutoplazma Re: I naprawdę uważasz, że data 29.12.08, 13:05
                      Sprzedawca nie jest od ostrzegania, tylko od sprzedawania. Jak nie
                      sprzeda - to nie zarobi, a jak nie zarobi to będzie musiał zamknąć
                      interes - ja bym aż tak nie ufał. Co do producentów natomiast - też
                      różnie bywa... Sporo mam doczynienia z paszami i nieraz stykłem się
                      z sytuacjami takimi, jak na przykład mieszanie przeterminowanych i
                      wycofywanych z rynku partii z partiami świeżymi - nie zwracając
                      uwagi na ich zgodność. A potem, na przykład w paszy dla niosek (a w
                      następstwie w jajkach) wykrywano antybiotyki, kokcydiostatyki itp.,
                      bo debil do paszy dla niosek dosypał trochę paszy dla brojlerów w
                      pierwszym okresie tuczu, zapominając że metody analityczne są coraz
                      czulsze... Te dioksyny, które wykryto w mięsie w Irlandii także
                      prawdopodobnie pochodziły z paszy - niektórzy zboża dosuszają
                      nawiewem gorącego powietrza, napędzanym przez silniki spalinowe;
                      może też dodał zużyty olej (do pasz sypkich dodaje się 2-3% oleju
                      lub melasy, aby nie pyliły) od jakiegoś MacDonalda... Tam, gdzie są
                      pieniądze - moralność zanika.:(
                      • Gość: yago Re: I naprawdę uważasz, że data IP: *.lanet.net.pl 29.12.08, 13:15
                        Sprzedawca, który nie dba o klienta, szybko go traci. Oczywiście w
                        hipermarketach na miejsce każdego rozczarowanego przychodzi trzech naiwnych,
                        ściągniętych agresywną reklamą (do czasu, mam nadzieję). Zaś mały sklep bazuje
                        tylko na klientach z najbliższej okolicy, i utrata renomy może mieć
                        katastrofalne skutki...
                • glutoplazma Re: Ale mi przeciez o to wlasnie chodzi! 29.12.08, 10:58
                  Zziwisz się, ale na przykład mięso, które po rozpakowaniu
                  śmierdziało padliną oraz owoce, które już po kilku godzinach gniły
                  zdarzało mi się kupować także we Francji (sieci "Carrefour" i "Super
                  U").:)
                  • kretynofil Nie znasz sie :) 29.12.08, 11:09
                    To musial byc specjalny gatunek mies dojrzewajacych :)

                    Oczywiscie, wszedzie takie rzeczy sie moga zdarzyc - ja tylko mowie o
                    czestotliwosci zjawiska. Jest to o tyle ciekawe, ze mam generalnie bardzo
                    wrazliwy zoladek i moge "eksperymentalnie" badac jakosc pozywienia w roznych
                    krajach :))))

                    Owijajac w bawelne, na zachodzie zuzywam mniej papieru toaletowego ;)

                    A tak na powaznie, czytajcie uwaznie posty - nie kazdy kto pisze, ze to
                    nieprawda ze jedzenie za zachodzie jest gorsze niz w PL jest zydokomuchomasonem,
                    zaprzancem i zdrajca, srajacym do wlasnego gniazda. To ze sie z ta wypowiedzia
                    nie zgadzam, nie oznacza od razu, ze uwazam ze polskie zarcie to szajs - bo sam
                    w brukseli poluje na dobre ogorki kwaszone (i nie napisze gdzie je znalazlem, bo
                    mi cholera, rodacy wszystko wykupia :P), bo to polska specjalnosc, ktorej nikt
                    od nas lepiej nie zrobi. Tak samo kefir, maslanka, kapusta kwaszona (niemiecka
                    sauerkraut jest obrzydliwa) i taki prawdziwy, okragly chleb wiejski, ktorego w
                    miescie sie nie kupi. Tak, mamy duzo dobrej zywnosci, ale na zachodzie tez mozna
                    kupic pyszne pieczywo, a zamiast maslanki sa doskonale oliwki (kto byl, ten wie
                    o czym mowie - sa dwa razy wieksze od tych dostepnych w polskich sklepach),
                    mozarella, moule czy chorizo.

                    Z umiarem trzeba do tego podchodzic, a z kazdego kraju brac to, co jest tam
                    najlepsze - a nie zamknac oczy i walic na oslep kazdego, kto twierdzi, ze nie
                    tylko w Polsce jedzenie jest dobre...
                    • Gość: Dexter Re: Nie znasz sie :) IP: *.chello.pl 29.12.08, 13:13
                      > Owijajac w bawelne, na zachodzie zuzywam mniej papieru toaletowego ;)

                      To jakaś nowa metoda? Zamiast papieru użyć bawełny?
                      ;-)
                  • Gość: hej Re: Ale mi przeciez o to wlasnie chodzi! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.12.08, 13:00
                    w UK jest jeszcze gorzej - tam w barach do uzmażenia jajecznicy
                    używają jakiejś papki ze słoika zamiast zwykłych jajek. Dobrze, że u
                    nas, nawet w świńskich fast-foodach - jajka są prawdziwe.
                  • Gość: J 07 Re: Ale mi przeciez o to wlasnie chodzi! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.09, 09:14
                    Co sie paczkuje?;wszystko to co ukonczylo czas przydatnosci do
                    spozycia.Przed paczkowaniem,przypsuty produkt poddaje sie procesowi
                    przydatnosci,polegajacy na usunieciu przykrego zapachu.I zawsze jest
                    to interwencja srodkami chemicznymi,ktore;odsmradzaja,upiekszaja i
                    zmieniaja won,podkreslam:zmieniaja,na przyswajalny dla nosa.
                    -Kupowac paczkowane,czy nie?,podejmujmy decyzje indywidualnie,a nie
                    za zacheta reklamy.
              • glutoplazma Re: No dobrze, pogadajmy... 29.12.08, 11:04
                Gość portalu: trawik napisał(a):

                > I nawet w takim kerfurze
                > można kupić jaja ekologiczne - coprawda kosztują 10zł za 10szt.
                ale są i część
                > ludzi je kupuje.

                Różnica polega na tym, że żywność "fermier", "bio", "organic", czy
                jak tam to jeszcze nazywają sprzedaje się w osobnych działach,
                pochodzi ona z gospodarstw spełniających rygorystyczne wymagania (na
                przykład jaja tylko z chowu ściółkowego, z wybiegiem, z ferm nie
                większych jak 2000 sztuk, żywionych paszami z "eko"...), regularnie
                kontrolowanych i posiadających specjalne certyfikaty ("label"). W
                Polsce natomiast, takie na przykład "ekojaja" często są zwykłymi
                jajami ze zwykłej fermy w chowie bateryjnym - tyle że inaczej
                opakowane i sprzedawane po wyższej cenie...
            • somsiad82 Re: No dobrze, pogadajmy... 29.12.08, 10:42
              > Ile czasu spedziles za granica?

              Dużo

              > Kultura jedzenia to nie kultura chodzenia do hipermarketu.
              Ponownie zapytam: il
              > e
              > czasu spedziles za granica, co robiles, gdzie jadales, ile
              zarabiales itd.?

              Czasu spędziłem dużo, pracowałem, jadałem w domu i zarabiałem sporo.

              > No patrz, to zupelnie jak w Brukseli - kolo Gare du Midi co
              niedziele jest
              > wielki targ z zywnoscia przywozona bezposrednio przez rolnikow. I
              gdzie masz to
              > "gorsze" zachodnie jedzenie?

              W Brukseli akurat nie byłem więc sie nie wypowiadam.

              > Przykladowo, to jeden moj sasiad to ma jedna noge, a drugi dwie,
              wiec polowa
              > populacji ma tylko jedna noge :)
              >
              > Posluchaj, nie wiem co robi Twoj brat, gdzie sie zywi i przy czyim
              samochodzie
              > robi sobie zdjecia, ktore Wam wysyla. Jesli znasz niemiecki i
              przejdziesz sie p
              > o
              > sklepach to naprawde nie ma problemu zeby kupic dobre jakosciowo
              jedzenie.
              > Jedyne czego nie ma, to pasztetowa z biedronki, ktora za kilogram
              kosztuje tyle
              > ile najtansza wedlina w niemczech za 100g - i to prawdopodobnie
              jest
              > wytlumaczenie "fenomenu Twojego brata".

              Mój brat nie robi i nie wysyła zdjęć, bo nie podnieca go to w
              przeciwieństwie do Ciebie jak widze. A mnie nie podnieca dyskusja na
              twoim poziomie więc życzę smacznego Polaczku na emigracji.
              • Gość: trawik Hm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.08, 10:48
                Czemu większość tematów na forum kończy się w ten właśnie sposób????
                • kretynofil Z bardzo prostego powodu... 29.12.08, 10:56
                  To wynika z przemadrzalstwa i megalomanii Polakow - w dupie byl, gowno widzial,
                  ale wie ze Polska potega jest na kazdym polu i chocby nie mial zadnego punktu
                  odniesienia, to bedzie sie klocil do upadlego. Oprze sie na przykladzie "brata",
                  ktory przy dluzszej obserwacji okaze sie "bratem stryjecznym kuzyna sasiada
                  dziadka od strony matki kolegi z gimnazjum" - czyli jak to sie mawialo "wiesc
                  gminna niesie" :)

                  I tak to potem wyglada - nie ma dziecko argumentow, wiec sie wscieka, tupie
                  nozka i zabiera zabawki do innej piaskownicy...
                  • Gość: a tak sobie stukam A propos przemadrzalstwa IP: 83.71.189.* 29.12.08, 11:37
                    A propos przemadrzalstwa i megalomanii, braku argumentow, ignorancjii i nieuctwa

                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30&w=88648095&v=2&s=0
                    wytykasz innym cos co sam uprawiasz
                    • kretynofil Oooo, mam kolejnego fana :) 29.12.08, 11:46
                      Dziekuje za uwazne studiowanie moich wpisow :)

                      A tak na powaznie, to dyskusja sie skonczyla bo nie chcialo mi sie tlumaczyc
                      kretynowi, ze skoro lod sie topi, to znaczy ze zmienily sie warunki - bo gdyby
                      byly stale, to lodu by tam nigdy nie bylo.

                      No, ale ja rozumiem ze to trudno zrozumiec, zwlaszcza komus, kto uwaza ze efekt
                      cieplarniany zaczal sie 20 lat temu :)))))
                      • Gość: a tak sobie stukam Re: Oooo, mam kolejnego fana :) IP: 83.71.189.* 29.12.08, 11:55
                        skonczyla sie bo nie znasz agielskiego na tyle zeby zrozumiec artykol z linku ktory sam wyslales :-))) ignorancie, ciekawe w jakim jezyku sie w tej Brukseli porozumiewasz bo na pewno nie w angielskim
                        • kretynofil No dobrze, niech Ci Twoja pewnosc sluzy :) 29.12.08, 12:03
                          A w Belgii uzywam... belgijskiego :)

                          Ktos mnie kiedys zapytal na forum czy znam ten jezyk :)))))

                          Pozdrawiam fana! Twoje poparcie duzo dla mnie znaczy!
                          • Gość: tak sobie stukam Z tym fanem to sobie nie pochlebiaj IP: 83.71.189.* 29.12.08, 12:12
                            dobry jestes, podziwiam twoja zdolnosc pojscia w zaparte i argumentodpornosc, tobie nikt nie wmowi ze "czarne jest czarne a biale jest biale", ja wiem i juz, a kto sie ze mna nie zgadza to dziecko i na niego nakrzycze ze sie nie zna bo ja znalazlem linka w wikipedii albo na msn
                            • kretynofil Dziekuje za wyrazy poparcia :) 29.12.08, 12:17
                              Nie wiem, synek, z czego Ci wyszlo, ze nie znam angielskiego, ale to calkiem
                              zabawne. No, ale skoro masz argumenty na poparcie tej tezy, to nie bede sie
                              spieral :)))))
                              • Gość: a tak sobie stukam Re: Dziekuje za wyrazy poparcia :) IP: 83.71.189.* 29.12.08, 12:20
                                Z tego wyszlo ze przyslales link na poparcie swojej tezy ktory byl zupelnie o czym innym dziadku :)))))
                              • Gość: a tak sobie stukam Re: Dziekuje za wyrazy poparcia :) IP: 83.71.189.* 29.12.08, 12:39
                                no co jest?? nie pokrzyczysz i nie nazwiesz mnie dzieckiem anglisto - sila twojego argumentu za toba przeciez stoi
                          • somsiad82 Re: No dobrze, niech Ci Twoja pewnosc sluzy :) 29.12.08, 12:18
                            W Belgii to raczej flamandzki tudzież niderlandzki...
                            • atra1 Re: No dobrze, niech Ci Twoja pewnosc sluzy :) 29.12.08, 12:45
                              no przecież chyba chłop wie, sarkazm z jego postu aż bije
                              • atra1 Re: No dobrze, niech Ci Twoja pewnosc sluzy :) 29.12.08, 12:46
                                i francuski, oczywiście
                                • glutoplazma Re: No dobrze, niech Ci Twoja pewnosc sluzy :) 29.12.08, 12:48
                                  Nie francuski, tylko waloński. Stamtąd właśnie pochodzą walenie i
                                  walonki.
                                  • Gość: a tak sobie stukam Re: No dobrze, niech Ci Twoja pewnosc sluzy :) IP: 83.71.189.* 29.12.08, 12:50
                                    i belgijce z siemiatycz :))))
                            • mara571 Re: No dobrze, niech Ci Twoja pewnosc sluzy :) 30.12.08, 12:02
                              i francuski. W Brukseli latwiej ci bedzie jednak z francuskim...
                        • glutoplazma Re: Oooo, mam kolejnego fana :) 29.12.08, 12:05
                          W Belgii są 2 języki urzędowe (czyli, także te powszechnie używane):
                          francuski i flamandzki. Natomiast, w instytucjach unijnych tych
                          języków jest więcej, a najważniejsze to: angielski, francuski,
                          niemiecki...:)
                          • kretynofil To oni nie mowia po belgijsku? 29.12.08, 12:16
                            Every day is a school day :)
                            • glutoplazma Re: To oni nie mowia po belgijsku? 29.12.08, 12:38
                              kretynofil napisał:

                              > Every day is a school day :)

                              Fakt! Tamto napisałem, zanim przeczytałem to:
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30&w=89044490&a=89052339
                              Więc jestem usprawiedliwiony.:)
              • kretynofil Oooo, szacun :) 29.12.08, 10:51
                > Dużo

                No to jestem pod wrazeniem :)

                > Czasu spędziłem dużo, pracowałem, jadałem w domu i zarabiałem sporo.

                Nie, sorry, pod takimi konkretnymi argumentami pozostaje mi sie ugiac, posypac
                glowe popiolem, przeprosic i wyjsc :)

                Ten o gasce Balbince?

                > W Brukseli akurat nie byłem więc sie nie wypowiadam.

                Akurat, to z Twojej wypowiedzi mozna wywnioskowac tylko tyle, ze akurat, to nie
                byles nigdy poza granicami swojej gminy.

                I tylko tyle - moze podasz mi jakiekolwiek konkrety? Gdzie mieszkales, co
                jadales, z czym to porownujesz w PL itd.?

                > Mój brat nie robi i nie wysyła zdjęć, bo nie podnieca go to w przeciwieństwie
                do Ciebie jak widze. A mnie nie podnieca dyskusja na twoim poziomie więc życzę
                smacznego Polaczku na emigracji.

                Ja nie napisalem ze mnie podnieca robienie zdjec, chociaz rzeczywiscie to lubie :)

                O poziomie dyskusji to porozmawiamy, chlopcze, jak zaczniesz podawac jakies
                konkrety, a nie "duzo, lepsze, sporo, dlugo, spie*dalaj".

                No i ten "polaczek na emigracji" - zapewniam Cie ze nikt, kto z Polski wyjechal
                gdziekolwiek (poza, oczywiscie, polskimi gettami), nie uzylby takiego
                sformulowania :)

                No, ale niech Ci bedzie, chlopcze: Szacun. Jestes gosc i mnie przegadales :)))))
                • somsiad82 Re: Oooo, szacun :) 29.12.08, 11:55
                  kretynofil napisał:

                  > > Dużo
                  >
                  > No to jestem pod wrazeniem :)
                  >
                  > > Czasu spędziłem dużo, pracowałem, jadałem w domu i zarabiałem
                  sporo.
                  >
                  > Nie, sorry, pod takimi konkretnymi argumentami pozostaje mi sie
                  ugiac, posypac
                  > glowe popiolem, przeprosic i wyjsc :)
                  >
                  > Ten o gasce Balbince?

                  Jakbyś nie zauważył, co akurat miało miejsce, to napisałem to
                  ironicznie, bo to gdzie byłem ile zarabiałem to jest moja sprawa i
                  nie mam zamiaru się tym chwalić.

                  > Akurat, to z Twojej wypowiedzi mozna wywnioskowac tylko tyle, ze
                  akurat, to nie
                  > byles nigdy poza granicami swojej gminy.

                  Jeżeli z mojej wypowiedzi można wywnioskować gdzie byłem i na jej
                  podstawie sądzisz że tylko w mojej gminie to faktycznie również
                  można wywnioskować, że jeżeli twój sąsiad ma jedną nogę to połowa
                  populacji też ma jedną nogę.

                  > I tylko tyle - moze podasz mi jakiekolwiek konkrety? Gdzie
                  mieszkales, co
                  > jadales, z czym to porownujesz w PL itd.?

                  Przez parę lat mieszkałem w Londynie, przez parę lat w US, często
                  bywałem na zachodzie Europy i w Ameryce Południowej. Mi najlepiej
                  smakuje polskie jedzenie, na przykład kurczak, którego sobie kupię
                  od baby na targu, albo jajka albo nabiał. Jedynie co, to muszę
                  przyznać, że najlepsze steki robią w Argentynie, w Polsce takich nie
                  jadłem.

                  > No i ten "polaczek na emigracji" - zapewniam Cie ze nikt, kto z
                  Polski wyjechal
                  > gdziekolwiek (poza, oczywiscie, polskimi gettami), nie uzylby
                  takiego
                  > sformulowania :)

                  A "polaczka na emigracji" to akurat wywnioskowałem z twoich
                  wypowiedzi, chamskich niestety. Ja rozumiem, że można się z kimś nie
                  zgadzać, ale nie znaczy to że trzeba od razu obrażać rozmówcę i jego
                  rodzinę.
                  • kretynofil Naucz sie cytowac posty... 29.12.08, 12:15
                    > Jakbyś nie zauważył, co akurat miało miejsce, to napisałem to ironicznie, (...)

                    To po cholere sie wlaczasz do dyskusji, jesli nie masz ochoty podpierac sie
                    argumentami? A termin "ironia" to sprawdz sobie w slowniku :)

                    > Jeżeli z mojej wypowiedzi można wywnioskować gdzie byłem i na jej podstawie
                    sądzisz że tylko w mojej gminie to (...)

                    Tak, dokladnie taki wniosek mozna wyciagnac, jesli nie podajesz konkretow, tylko
                    podpierasz sie "wiescia gminna" lub madroscia ludowa.

                    > Przez parę lat mieszkałem w Londynie, przez parę lat w US

                    No i gdzie jadales w Londynie? Gdzie robiles zakupy?

                    W US tez mozna dobre jedzenie kupic, tylko trzeba kupowac we wlasciwym miejscu.
                    Jak sie zywisz w McD, to tego nie zobaczysz, ale naprawde tak jest. Trzeba tylko
                    unikac WalMarta, ale to taki sam truizm jak to, ze w Polsce trzeba szerokil
                    lukiem omijac Biedronke i, zwlaszcza, MarcPol (ktory, co zabawne w tej dyskusji,
                    reklamuje sie jako polska siec spozywcza i sprzedaje najgorsze produkty jakie w
                    zyciu widzialem :P).

                    > Jedynie co, to muszę przyznać, że najlepsze steki robią w Argentynie, w Polsce
                    takich nie jadłem.

                    Rozumiem ze krewetki czy malze juz sa w Polsce najlepsze, tak? Kuchnia
                    meksykanska tez jest najlepsza nad Wisla? Sushi rowniez? Nie wspominajac o
                    kuchni indyjskiej, tureckich slodkosciach itd.? Wiadomo, ze najlepsze na swiecie
                    sa polskie wina, polskie piwa nie maja sobie rownych, a najlepsza czekolade
                    produkuje wedel?

                    Sorry, szefie, ale nie rozumiesz prostej rzeczy - tak jak Polska ma swoje
                    unikalne produkty, tak ma je kazdy inny kraj. I zaden nie jest lepszy...

                    > Mi najlepiej smakuje polskie jedzenie, na przykład kurczak, którego sobie
                    kupię od baby na targu, albo jajka albo nabiał.

                    Ale jak pojedziesz na targ gdziekolwiek w europie to tez dostaniesz takiego
                    samego kurczaka i takie same jajka. Polacy nie maja patentu na kure, nie maja
                    tez wylacznosci na dobre przepisy na jej przyrzadzenie...

                    A co do nabialu, to chyba nigdy nie probowales francuskich serow. Nie badz
                    smieszny :)

                    > A "polaczka na emigracji" to akurat wywnioskowałem z twoich wypowiedzi,
                    chamskich niestety.

                    No to gratuluje dedukcji :)

                    > Ja rozumiem, że można się z kimś nie zgadzać, ale nie znaczy to że trzeba od
                    razu obrażać rozmówcę i jego rodzinę.

                    A ja nie rozumiem, jak mozna sie wtracac do dyskusji z argumentami typu
                    "proboszcz powiedzial" lub "a u mnie we wsi gadaja". Chcesz dyskutowac to
                    poprosze konkrety, a nie jakies takie "bo moj braciak" - osmieszasz sie tym tylko...
            • Gość: Wahacz Re: No dobrze, pogadajmy... IP: 212.191.130.* 29.12.08, 13:09
              Pewnie wszyscy macie rację i równocześnie wszyscy się mylicie.
              Paradoks polega na tym, że porównujecie gotowe, wysoko przetworzone
              wyroby kupowane gdzieś tam (w hipermarkecie dowolnego typu, knajpie
              na rogu, małej sieci handlowej itp) z wyrobami tradycyjnymi
              wykonywanymi w domu czy przez drobnego producenta. Tymczasem rzecz
              polega na tym, że w Polsce jest jeszcze wiele osób, które kupują
              surowce i półprodukty, z których same robią sobie dobre pożywienie.
              Nawet jeżeli to mięso czy jaja, które pochodzą z przemysłowej
              hodowli jest gorsze to zyskuje na domowym, tradycyjnym
              przetworzeniu. Na Zachodzie już chyba nikt nie wysila się na domową
              kuchnię i korzysta z wyrobów wysoko przetworzonych. Nie można
              porównywać domowych gołąbków z gołąbkami ze słoika, ani pasztetu
              domowego i z produktem z puszki. Jest to generalnie coś zupełnie
              innego i porównywanie tych produktów to jak stawianie na jednym
              ringu bokserów wagi muszej i ciężkiej i dyskutowanie o tym, który
              jest lepszy.
              Poza tym ceny produktów tradycyjnych są u nas zbyt wysokie aby stały
              się codziennym wyżywieniem dla ogółu Polaków. Mają też tę wadę, że
              gorzej się przechowują i są trudniej dostępne ze względu na małą
              ilość producentów. Większość społeczeństwa musi się najeść, a tylko
              niektórym wystarczy aby się delektować.
              • kretynofil Masz racje :) 29.12.08, 13:52
                Tak, generalnie u nas sporo pozywienia robi sie samemu - zwlaszcza tam gdzie
                ludzie maja wiecej czasu (poza duzymi miastami).

                Tutaj (w sensie: zagramanica) jest jednak cos jeszcze: duzo wiecej jada sie w
                restauracjach, barach, knajpkach i dzieki temu jest to sporo tansze (tak, nawet
                niz w PL) - kwestia skali.

                W ten sposob mozna zjesc naprawde doskonale zrobione posilki, urozmaicone,
                dobrze przyprawione i ladnie podane - w zasadzie codziennie. To sprawia, ze
                robienie skomplikowanych rzeczy jak pasztet w ogole mija sie z celem. Zwlaszcza
                ze jedzenie, zwlaszcza w malutkich rodzinnych knajpkach jest tak dobre jak "domowe".
        • Gość: T Re: Kon by sie usmial :) IP: 87.105.164.* 29.12.08, 13:45
          Dokładnie tak. Tylko niewiem czemu sietak czepiasz tej informatyki,
          tak jakby to zawód decydował o preferencjach na zakupach. Sam jestem
          informatykiem.
          • kretynofil Nie czepiam sie informatyki... 29.12.08, 13:54
            ...i sam tez jestem informatykiem. Po prostu rozbawil mnie ten facet, a
            stanowisko "informatyka" mialo dodac jego wypowiedzi powagi.

            No to pozwolilem sobie jedno i drugie wykpic :)
        • Gość: Smok1 Re: Kon by sie usmial :) IP: 62.111.245.* 29.12.08, 14:07
          Ech, przyklad z ostatnich dni: w Szwecji na swieta wszyscy kupuja Julshinken
          (szynka bożonarodzewniowa). Naprawdę dobra wędlina, dobrze smakująca, z
          tłuszczykiem... no jak powinna wyglądać szynka. W porównaniu z pl-szynkami
          nadziewanymi wodą istne marzenie. Kosztuje toto koło 130 SEK/kg (ok 40 PLN), co
          samo w sobie stanowi górny poziom stanów średnich w sklepach wielkich miast
          (vide szynki w Krakowskim Kredensie delikatesów Alma). Ponoć dla Szwedów to
          najlepsza szynka i zarazem najdroższa.

          Co ciekawe, ponieważ szynka ma określoną trwałość, a pojawiają jej się przed
          świętami w sklepach tony, to po świętach pozostałe jej zapasy trafiają na
          przecenę... W ten oto sposób obżeram się do teraz wysokogatunkową szynką po ...
          20 SEK/kg (7 PLN)... Obawiam się że dla wielu polskich "handlowców" pokusa
          wymycia szynki w płynie do naczyń i wypisania nowej daty przydatności do
          spożycia, byłaby zbyt wielka...
          • glutoplazma Policzmy... 29.12.08, 14:33
            Ceny skupu żywca w różnych okresach wahają się od 2,70 PLN/kg
            (rolnicy płaczą że to za mało i rzeczywiście, to jest bardzo mało)
            do - najlepszym wypadku 3,50. Świnię bije się w wadze około 100 -
            120 kg (trafiają się większe - na przykład wyeksploatowane lochy).
            Wydajność poubojowa w najlepszym razie wynosi około 55%, czyli ze
            świni ważącej 100kg tylko (dla okrągłego rachunku) około 50kg nadaje
            się do zjedzenia - reszta, to zawartość przewodu pokarmowego,
            ścięgna, skóra, racice, niejadalne wnętrzności... Zakładam, że chłop
            przed sprzedażą na przykład nie przepoił świniaka osoloną wodą, by
            więcej ważył i że badający mięso weterynarz niczego nie
            zakwestionował z przyczyn sanitarnych. Czyli - 1 kg rąbanki powinien
            kosztować około 6-7 PLN (i mniej więcej tyle kosztuje, sam niedawno
            kupiłem pół świniaka - podzielonego i bez łba, wyszło 7,20/kg).
            Ponieważ tusza składa się z różnych części, o większej lub mniejszej
            wartości (najwartościowsza szynka i polędwica, stosunkowo najmniej
            wartościowa golonka, płuca, nerki...), naturalnym jest, że jedne
            części będą tańsze, inne droższe - o tym decyduje rynek. Jeśli z
            takiej świni zrobimy wędliny - będą dalsze straty (np. wody w
            procesie wędzenia, w zależności od rodzaju wędliny: myśliwska sucha,
            czy też wilgotna "szynka babuni" - dlatego różne cwaniaki starają
            się dostępnymi środkami zwiększyć chłonność mięsa, by zawartością
            wody nadgonić te straty), a produkty również będą sprzedawane po
            różnych cenach. Uwzględniając nakład pracy, energii, środków,
            obowiązkowy nadzór weterynaryjny itd. - jest pewna cena, poniżej
            której zejść się po prostu nie da, chyba że ktoś dopłaci różnicę -
            tylko kto? Unia? Rząd? Czeczeńska mafia?... A jak wyglądają ceny
            skupu i dopłaty w Szwecji?
            • glutoplazma Re: Policzmy... 29.12.08, 14:36
              ...I jeszcze jedno: ilu pośredników mieści się przeciętnie "między
              polem a stołem" w Szwecji?;)
            • Gość: Smok1 Re: Policzmy... IP: 62.111.245.* 29.12.08, 14:55
              Blad. Pojecie "Cena ponizej ktorej zejsc sie nie da" nie ma sensu w przypadku
              uczciwości i gospodarki wolnorynkowej (chyba w Szwecji z tym pierwszym jest
              lepiej, bo drugie to często średnio). Po prostu towar jest wart tyle, ile gotów
              jest zapłacić za niego klient. A klient gotów jest zapłacić dokładnie 0 SEK za
              szynkę, której termin trwałości minął... Nie wiem jak wyglądają u nich ceny
              skupu, wiem tylko że różnica o której piszesz nazywa się po prostu "stratą" a
              cała akcja obliczona jest nie na robienie zysku, a na minimalizowanie strat.
              Niektóre z tych szynek miały termin 28 grudnia, inne 5 stycznia a część 20
              stycznia (stan na 27 grudnia). Zastanów się czy robiąc 27 promocję "SZYNKA WAŻNA
              DO JUTRA 20 SEK" byłby jakiekolwiek szanse cokolwiek sprzedać? Myślę że nie,
              stąd akcja "Każda szynka świąteczna 20 SEK", zawsze ktoś wejdzie i kupi. Dlatego
              ważna jest kwestia uczciwości - bez przeceny mamy (130 SEK - oczekiwana marża)
              straty. Sprzedając kg za 20 SEK mamy (130 SEK - oczekiwana marza - 20SEK)
              straty. Odświeżając mamy 130 SEK przychodu, czyli nie dość że zero straty, to
              jeszcze oczekiwana marża na zysku...

              Ewentualnie: szynka mogłaby iść za 100 SEK, więc przed świętami idzie za 130
              SEK, a po świętach za 20 SEK, i powiedzmy że w sumie daje to lepszy zysk niż
              stała cena 100 SEK.
              • glutoplazma Re: Policzmy... 30.12.08, 07:56
                Ta "uczciwość i gospodarka wolnorynkowa" polega na tym, że markety
                mają własne masarnie (ubój, także "usługowy" odbywa się tylko w
                osobnych rzeźniach) lub podpisują duże kontrakty na dostawy towaru.
                Następnie, towar sprzedają po cenach mniej więcj rynkowych, z
                wyjątkiem promocji i wyprzedaży - wtedy wybrane partie towaru
                sprzedają bez zysku, czyli po cenie zakupu (mogłyby i ze stratą, bo
                i tak ogólny bilans wyrabiają sobie masą sprzedaży tysięcy innych
                towarów, ale w normalnych krajach dumping jest zabroniony i surowo
                karany)... Żywność, której termin ważności upłynął
                jest "utylizowana" w spalarniach - sprzedawać jej nie wolno nawet za
                0,00, bo sanepid lub jego lokalne wersje walą potężne kary; w Polsce
                szynka, nawet nie w promocji i tak jest tańsza (najdroższe poniżej
                30 PLN/kg w detalu), w Szwecji natomiast panuje coś w
                rodzaju "kapitalizmu o ludzkiej twarzy" - czyli kapitalizm socjalny.
                • Gość: Smok1 Re: Policzmy... IP: 62.111.245.* 30.12.08, 09:40
                  Oczywiście. Co ciekawe - z reguły szynka kosztująca 130 SEK przed świętami spadała cenowo do ok 60 SEK (23 PLN co nie jest jakąś rewelacją - dobra szynka ma prawo tyle kosztować). Strach przed kryzysem i niska sprzedaż przed świętami spowodowała że obniżka w tym roku była dużo większa (przypuszczam, że Szwedzi, mocno związani z przemysłem motoryzacyjnym czują kryzys mocniej niż my).
                  Apropos utylizacji: utylizacja także wiąże się z kosztem. W końcu trzeba zapłacić za zdjęcie towaru z półek, zapakowanie, zawiezienie do spalarni, etc. Stąd utylizacja staje się szczególnie dotkliwą stratą finansową dla sklepu i lepiej jej unikać... nawet za cenę sprzedawania szynki za grosze.
                  Z jednym się z Tobą nie mogę zgodzić - cena szynki w Polsce wcale nie mieści się poniżej owych 30 PLN. Ok, może w supermarketach lub mniejszych miastach tak jest, ale patrząc z perspektywy Krakowa w wielu sklepach cena dobrej szynki to ok. 30 PLN, a w sklepach klasy "wyższej" (cudzysłów celowy, w większości to jedynie aspiracje) trafiają się szynki po 49 PLN/kg (vide szynki z Krakowskiego Kredensu delikatesów Alma).
                  • glutoplazma Re: Policzmy... 30.12.08, 11:16
                    Gość portalu: Smok1 napisał(a):

                    > Apropos utylizacji: utylizacja także wiąże się z kosztem. W końcu
                    trzeba zapłac
                    > ić za zdjęcie towaru z półek, zapakowanie, zawiezienie do
                    spalarni, etc.

                    Za samą utylizację też się płaci (chyba, że dopłaca na przykład
                    gmina)...

                    > Z jednym się z Tobą nie mogę zgodzić - cena szynki w Polsce wcale
                    nie mieści si
                    > ę poniżej owych 30 PLN. Ok, może w supermarketach lub mniejszych
                    miastach tak j
                    > est, ale patrząc z perspektywy Krakowa

                    Bez przesady, skrajności odrzućmy. Inaczej, mówiąc na przykład o
                    zegarkach, nie poinnibyśmy schodzić poniżej marki Omega
                    Constellation w kopercie z 18-karatowego złota i wysadzanej
                    diamentami - za jedyne 25 000 PLN (coś koł0 8 000 Euro)... ;)
                    • Gość: Smok1 Re: Policzmy... IP: 62.111.245.* 30.12.08, 11:46
                      No wiec doszliśmy do tego ze możliwe jest ostre przecenianie szynki :) Pytanie
                      dlaczego zdarza sie to tak rzadko w Polsce...
                      A co do skrajności... zły przykład ;-) Taka omega to ma przynajmniej kopertę ze
                      złota. A czy szynka z Almy za 50 PLN różni się znacząco od tej za 30... jadłem
                      obie, i może ta droższa jest smaczniejsza, ale bynajmniej nie aż tak bardzo
                      smaczniejsza żeby kosztowała prawie 2x tyle co zwykła...
                      • glutoplazma Re: Policzmy... 30.12.08, 12:25
                        Może Polska jeszcze do tego nie dorosła... Tak to już bywa w
                        kapitalizmie, że ten sam towar w różnych opakowaniach, dystrybuowany
                        różnymi kanałami dla różnych "targetów" w różnych okolicznościach ma
                        różne ceny, choć chłopy płaczą jak zwykle - że jak to jest, że im za
                        mleko mleczarnia płaci 60-80 groszy, a woda w sklepie jest po 2
                        złote... Najlepsza "przebitka" jednak i tak jest na karmach dla psów
                        i kotów - produkowanych przeważnie z kupowanych za grosze skrawków i
                        odpadów poubojowych kategorii 3, półproduktów przemysłu
                        spożywczego...;)
        • nikodem_73 Re: Kon by sie usmial :) 29.12.08, 16:42
          To nie do końca mit.

          Chyba nigdzie na zachód od Odry nie da się zjeść dobrego chleba. I nie mówię tu
          o dyskontowych trocinach. Bułki tak - zdarzają się ok (choć trzeba poszukać),
          ale chleb - zapomnij. PRZYPUSZCZAM (bo na pieczeniu chleba się nie znam), że ma
          to jakiś związek ze sposobem przyrządzania. Rosjanie potrafią robić smaczny
          chleb, Litwini, Łotysze, Ukraińcy, Polacy, ale reszta? Kiepskawo.

          Kolejny towar - kiełbachy. Znowu - różnice w składnikach. Podobnie jak "salami"
          produkowana w Polsce ma się nijak do włoskiej salami, tak próżno tam szukać
          jałowcowej, czy myśliwskiej. Pewnie - są tam smaczne kiełbasy - nie mówię nie.
          Tyle, że to nie to samo.

          Desery. Pewnie - np. Turcy mają przepyszną baklavę, ale spróbuj tam zjeść
          sernik. Nawet jak znajdziesz gdzieś w menu "cheesecake" (co nie jest takie
          oczywiste) to zaserwowany deser będzie BARDZO mocno odbiegał od tego co my
          uznajemy za sernik.

          Dużo zależy od UPODOBAŃ oceniającego.

          No i na koniec wyobraź sobie, że w Polsce TAKŻE nie trzeba żywić się w
          dyskontach (jak ktoś nie lubi). We Wrocławiu jest taki sklepik o nazwie "EPI",
          gdzie możesz nadal znaleźć żywność, która wg Ciebie została skompromitowana.
          Naturalnie jest efekt uboczny - wszystkie produkty są droższe niż w jakimkolwiek
          dyskoncie.

          Pamiętaj, że nawet Czesi poza Pilsnerem i Gambrinusem mają także browary,
          których produkty nie nadają się nawet do polerowania glazury.
          • kretynofil To jest mit... 29.12.08, 17:02
            Tak samo mozna powiedziec, ze zarcie na wschod od Odry jest do bani, bo na
            wschod od Odry nie kupisz dobrego ciemnego piwa pszenicznego, albo nie zjesz
            porzadnej pieczonej golonki (no bo niby mozna ja kupic w Polsce, ale nie jest
            taka jak w Monachium).

            Mozna tez powiedziec, ze dobre jedzenie to jest tylko w Japonii, bo tylko tam
            mozna zjesc zjesc steka z wolowiny Kobe.

            Mozna tez powiedziec, ze piwo na calym swiecie jest do bani, bo tylko w Belgii
            produkowane jest najlepsze piwo na swiecie :)

            Nie rozumiesz prostej rzeczy: sa ludzie, dla ktorych jedzenie to nie tylko chleb
            z kielbasa i sernikiem. Takich jest pewnie nawet wiekszosc. Dlatego nie mozna
            powiedziec: jedzenie w Polsce jest lepsze - bo nie jest ani lepsze ani gorsze.

            Ok, komus moze bardziej smakowac jalowcowa od szynki parmenskiej, ale nie
            uwierze ze komukolwiek jalowcowa (lub inny wytworzony w Polsce produkt) bedzie
            smakowala bardziej OD WSZYSTKIEGO - bo taki warunek musialby byc spelniony, zeby
            ktos taki mogl powiedziec: JEDZENIE W POLSCE JEST LEPSZE.

            I tak, ja sie zgadzam, sa wspaniale przysmaki z Polski (kolega mi wlasnie
            podsunal kolejny przyklad: chrzan!), ktore trudno kupic gdzie indziej i ktore sa
            unikatowe. Rzecz w tym, ze one nie czynia Polskiej kuchni LEPSZA tylko WYJATKOWA.

            A to sa, panie kolego, dwa rozne pojecia.
            • nikodem_73 Re: To jest mit... 29.12.08, 17:28
              Powtórzę się: "Dużo zależy od UPODOBAŃ oceniającego."

              To NIE JEST mit właśnie dlatego, że mówi to Polak o polskim jedzeniu. To jest
              OPINIA. Dla NIEGO, w JEGO ocenie, polskie jedzenie jest LEPSZE.

              Spróbuj takiego np. Francuza, Anglika, czy Hindusa przekonać do bigosu, flaków,
              grzybów, kaszanki, ogórków małosolnych, czy kiszonej kapusty. O czerninie, czy
              tatarze nie wspominam, bo to nawet i Polacy różnie reagują. Równie dobrze
              mógłbyś próbować nakarmić Polaka pieczoną świnką morską.

              Zaś twierdzenie, że "Polskie jedzenie jest lepsze to mit" uzasadniając to tym,
              że Polacy kupowali w dyskontach (a co za tym idzie nie jadali frykasów) jest co
              najmniej niepoważne.

              Sam także uważam, że polskie jedzenie JEST lepsze. I to TEŻ jest OPINIA.

              PS. Kobe steaks są wg mnie przereklamowane. Owszem - bardzo smaczne, ale wg mnie
              nie są warte swojej ceny. No, ale ja to nawet trufli nie potrafię docenić ;)
              • glutoplazma Re: To jest mit... 30.12.08, 08:11
                A ja znam Francuzów, którzy zajadali się polskimi specjałami - na
                przykład zupami, pierogami... Jeden nawet kiedyś powiedział, że w w
                Polsce jada się zdrowiej niż u nich, bo tam rano nie je się prawie
                nic, w południe niewiele... Dopiero wieczorem siedzi się godzinami i
                obżera - dokładnie odwrotnie, niż powinno być. W Polsce nigdy nie
                miał sensacji żołądkowych; polska kuchnia jest całkiem niezła, tylko
                brak jej odpowiedniej promocji i kultury, ale to przyjdzie z czasem.
                Co do pieczywa, kiełbas itd., sprawa moim zdaniem jest prosta:
                wszystko wynika z lokalnych tradycji, smaków, upodobań... Nie na
                darmo na przykład tę samą Nescafe robi się w kilkunastu różnych
                odmianach smakowych, w zależności od kraju, w którym ma być
                sprzedawana... Dla mnie na przykład pieczywo szwedzkie można
                określić jednym słowem: syf. Najlepsze robią słowianie i francuzi -
                oczywiście, to bardziej tradycyjne - nie dmuchane polepszaczmi,
                enzymami, spulchniaczami, zamrażane i dopiekane itd...
                • Gość: Smok1 Re: To jest mit... IP: 62.111.245.* 30.12.08, 10:09
                  Ze szwedzkim chlebem to racja. Za każdym razem mamy w rodzinie problem pakując
                  się, aby nie przekroczyć dozwolnej wagi bagażu. Zawdzięczamy to zazwyczaj ruskim
                  pierogom, białemu serowi oraz zwykłemu polskiemu chlebowi, którymi moja
                  sztokholmska część rodziny (Szwedzi, nie emigranci) się wprost zażerają. Ja
                  jadąc do nich eksportuję, oni wracając do siebie importują... (ok, w drugą
                  stronę to też działa z czekoladkami Aladdin czy Marabou miętową).
          • mara571 co do chleba 30.12.08, 12:30
            to sie jednak mylisz.
            Jest w Niemczech troche malych piekarni, ktore pieka dobry chleb. Ale trzeba
            coraz dalej jechac, aby go kupic.
            Niemieckie kielbasy to zgroza, szczegolnie "Krakauer", nie majacy nic wspolnego
            wbrew nazwie z kielbasa krakowska.
        • deleteds Kon by sie usmial z niepotrafiących czytać :) 29.12.08, 20:49
          Wszystkie twoje długie wywody są bez sensu, ponieważ nie przeczytałeś uważnie artykułu na temat którego się wypowiadasz. Ten człowiek mieszka w Warszawie i tutaj robi zakupy. Nie w Londynie, Paryżu ani Lizbonie. Wypowiada się na temat zakupów Polaka mieszkającego w Warszawie. Z całą pewnością produkty małych, nieoszczędzających na składnikach polskich wytwórni są lepsze niż dostępne w Warszawie produkty żywnościowe zachodnie. Jakie angielskie czy francuskie konserwy albo zafoliowane wędliny możesz porównać ze świeżo uwędzoną szynką puńską albo jeszcze gorącym schabem pieczonym prosto z pieca? Czy zamiast jajek kury zielononóżki ze znanej ci fermy, wolałbyś importowane z Litwy lub Czech jaja przemysłowe?

          > Rzecz w tym, ze dzisiaj takich produktow nie kupi sie juz w
          > miastach, ani na zachodzie, ani w PL.
          Absolutnie nieprawda. Albo nie jesteś smakoszem, albo nie potrafisz szukać. Obecnie są dostępne dużo lepsze produkty niż w czasach PRL. Trzeba tylko umieć ich szukać, chcieć i dysponowac odpowiednią sumą pieniędzy. Jeżeli słowo slowfood nic ci nie mówi polecam np: wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/40054.html

          > Prosze wiec nie pierdzielic glupot, panie "yyyynformatyk" od stawiania windowsa
          > w urzedach,
          Informatyka kojarzy ci się tylko z windowsem? A polskie jedzenie tylko z kiełbasą z Biedronki? Rozejrzyj się dookoła. W Polsce można dostać znakomite jedzenie. Trzeba tylko umieć je wybrać i mieć odpowiednie potrzeby, co nie każdemu jest dane ;-)
      • Gość: straszny-jan Podaj konkretnie które to firmy/produkty... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.08, 10:26
        Jak już coś piszesz to pisz konkretnie, a nie ogólnie, zwłaszcza w takim przypadku.
      • Gość: Grzegorz K. Re: kupujpolskieprodukty.info sponsorowany??? IP: *.is.net.pl 01.01.09, 17:43
        Serwis kupujpolskieprodukty.info nie jest sponsorowany i nigdy nie będzie
        pozdrawiam
    • Gość: Loos Polak - konsument czy patriota? IP: *.chello.pl 29.12.08, 08:25
      Jasne, można zwracać szczególną uwagę na polskie produkty na półkach, ale z
      pewnością nie dlatego, że przyniesie nam to jakąś odroczoną korzyść
      ekonomiczną, typu że ilość miejsc pracy zmaleje. Takie myślenie to czysty
      socjalizm i nie ma pokrycia w wolnorynkowych mechanizmach. Powinniśmy kupować
      to, co najbardziej lubimy i co jest w najlepszej cenie, bo wspieranie
      producenta, który najlepiej łączy jakość z ceną, daje w efekcie konsumentowi
      największą korzyść. Kupowanie gorszych czy droższych, lecz krajowych
      produktów, by wspierać polską gospodarkę to czysta głupota. To tak, jakby
      wprowadzić cło na telewizory, bo w Polsce też się robi telewizory. W
      najlepszym interesie kraju jest dbanie o zdrowe mechanizmy konkurencji, czyli
      takie, w których klient ma najtaniej i najlepiej. Jak ktoś nie potrafi zrobić
      telewizora lepiej i taniej niż Chińczyk, to niech zmieni segment rynku. A że
      jest Polakiem, to życzę mu z tego powodu jak najlepiej, ale do biznesu
      dokładać się nie zamierzam.
      • Gość: Yrr Re: Polak - konsument czy patriota? IP: *.leon.com.pl 29.12.08, 08:55
        Strona jest do bani. Połowa linków nie działa, niektóre podane firmy już od
        dawna nie są polskie... Skoro akcja jest słuszna to autor mógł się choć trochę
        wysilić i poszukać innych podobnych storn.

        Nie wiem kto jest większym ignorantem autor artykułu czy strony.
      • Gość: Kefir Re: Polak - konsument czy patriota? IP: *.adsl.inetia.pl 29.12.08, 10:15
        > Jak ktoś nie potrafi zrobić
        > telewizora lepiej i taniej niż Chińczyk, to niech zmieni segment
        > rynku.

        Nie sądzę, żeby ktoś w Polsce, Europie czy w USA był w stanie zrobić cokolwiek
        taniej niż Chińczycy. Polecam film dokumentalny "Chiny w kolorze blue (China
        Blue)" Micha X. Peleda. Po obejrzeniu nie będziesz gadał takich głupot.
        • Gość: Loos Re: Polak - konsument czy patriota? IP: *.chello.pl 29.12.08, 11:25
          I co w związku z tym? Jakaś konkluzja? Dzięki Bogu, że istnieją Chińczycy, bo
          wszyscy mamy tanio.
    • zazu2 Polak - konsument czy patriota? 29.12.08, 08:49
      kupowanie czegokolwiek ze znaczkime Made in Poland to gwarancja szybkich
      probelmow i kiepskiej jakosci. Nawet produkty robioe za granica i wysylane do
      PL sa gorszej jakosci niz te same wysylane na rynki Europy Zachodnie czy USA.
      • Gość: adam pierdzielisz.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.12.08, 13:15
        czyli co - odkurzacz Zelmer gorszy od odkurzacza Made in China ???
        • glutoplazma Nie ma różnicy. 29.12.08, 13:17
          Oba są składane w Chinach, tylko sprzedawane pod różnymi markami.:)
      • swoboda_t Re: Polak - konsument czy patriota? 29.12.08, 13:21
        Produkty "Made in Poland" i "Made for Poland" to dwie różne
        kategorie. W krajach zachodnich bez oporów używają AGD, mebli, aut
        czy trolejbusów Made in Poland, a skażony Polak tradycyjnie
        wpatrzoną w zagraniczne sierotą po komunie.
    • Gość: tKacz Polak - konsument czy patriota? IP: *.domainunused.net 29.12.08, 09:52
      Generalnie dla Polaka imię Stanisław czy Zdzisław nadaje się
      dzieciom w ciemnogrodzie. Generalnie dla Polaka to co polskie to
      gó..., generalnie dla Polaka pisanie "polska" przez wielkie "P" to
      katolski, nacjonalistyczny szowinizm zaściankowy, niemodny,
      generalnie z polskiego radia płynie generalnie angielska muzyka,
      nawet młodzi Polacy wolą śpiewać po angielsku, więc nie dziwne, że
      Polak generalnie nie przyłaczy się do wspólnotowej akcji popierania
      się.
      • Gość: TW baran jesteś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.08, 10:03
        wspólnotowa akcja to komuna
        • Gość: tKacz Re: baran jesteś IP: *.domainunused.net 29.12.08, 13:04
          brawo! Mentalnie jesteś godny szlachty z XVII i XVIII stulecia.
      • kodem_pl ha ha ha 29.12.08, 14:28
        Twoim problemem jest chyba to, ze nazywasz sie Stanislaw czy Zdzislaw... I nie,
        nie nadaje sie takich imion w ciemnogrodzie, tylko w muzeum. W kazdym kraju sa
        imiona, ktore 'wyszly z obiegu'. A Stanislaw czy Zdzislaw wlasnie do nich
        naleza... pasuja wylacznie do wasatych typow z postPGRowskich wsi.

        Polska to Polska, Niemcy to Niemcy, duza litera to normalna sprawa.

        To co polskie moze byc gownem i moze byc swietnym produktem. Tak jak to co
        niemieckie, chinskie czy rosyjskie.

        Z poslkiego radia plynie i polska i angielska muzyka. Popkultura. Dokladnie tak
        jest w kazdym 'normalnym' kraju.

        Nie widze nic zlego w kupowaniu dobrych polskich produktow. I tak wlasnie
        robie... Wycieraczi Motgum, czajniki czy zelazka Zelmer, ale jesli chodzi o auta
        to wole BMW.
    • Gość: KONSUM Polak - konsument czy patriota? IP: 93.175.130.* 29.12.08, 10:03
      ZAWSZE TO CO POLSKIE JEST LEPSZE. DLATEGO SPRZEDAŻ GAZETY SPADA WAM NA ŁEB NA
      SZYJĘ :)
    • Gość: lol "by płacić mniejsze podatki", Złodzieje! IP: *.netcorp.pl 29.12.08, 10:16
      Na przykład Walter, prezes TVNu, płaci na Kajmanach niskie podatki a potem
      zbiera na cele charytatywne. Ode mnie nie dostanie nigdy nawet złamanego
      grosza. Ciekawe czy chwali się swoim patriotyzmem. Podczas gdy inni płacą
      niemałe podatki w swoim kraju. Nie szanuje nikogo, kto ucieka z podatkami poza
      kraj/społeczność w której żyje. Ciekawe ile by zarobił na TV Kajmany? ;p Moim
      zdaniem tacy jak on to zwykli złodzieje, bo z ulg itp., korzystają.

    • Gość: bulawinka Polak - konsument czy patriota? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.08, 10:16
      ,,- Kojarzono go z postawą zamkniętą w odniesieniu do wolnego rynku. Wręcz z
      zaściankowością czy ksenofobiczną. Zachłyśnięcie produktami zagranicznymi
      wynikało z długoletniego zamknięcia polskiej gospodarki i niewielkimi
      możliwościami wyborów konsumenckich - wyjaśnia dr Joanna Rachocka, badacz
      zachowań konsumenckich z Akademii Ekonomicznej w Poznaniu."

      akademii ekonomicznej nie ma w POznaniu jakbys panie autorze wiedzial, juz
      jest uniwersytet!
    • glutoplazma Polak - konsument czy patriota? 29.12.08, 10:16
      "Uważa, że jest świadomym konsumentem. /.../ Oliwa - tylko z
      pierwszego tłoczenia, znanych firm."

      Rzeczywiście - bardzo świadomy konsument, który dokładnie ogląda
      wszystkie reklamy, przez co jest świetnie poinformowany... Od wielu
      już lat olej spożywczy tłoczy się tylko w małych, lokalnych i
      tradycyjnych wytwórniach. Wszystkie tak zwane "znane firmy"
      pozyskują olej metodą ekstrakcji benzyną.:D
    • Gość: gorzka czekolada Wedel został kupiony przez Cadbury... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.08, 10:30
      więc nie jestem pewien czy to taka Polska firma...
      W obecnej sytuacji naprawdę ciężko jest kierować się "tym co polskie"
      Producenci musieliby wielkimi bukwami napisać na opakowaniu, że to produkt
      zrobiony przez firmę polską w conajmniej 51% :)
    • januszz4 Dobre, bo polskie 29.12.08, 10:47
      Z tego, co gdzies czytałem wynikało, że po wejściu do UE
      zlikwidowano u nas oznaczenie: "Dobre, bo polskie". Związane to było
      z prawem unijnym nakazującym równe traktowanie wszystkich produktów
      na rynku UE i zakazującym wyróżnianie jakichkolwiek produktów
      jednego kraju. W miejsce "Dobr, bo polskie" podobno wprowadzono
      oznaczenie: "Najlepsze w Polsce". Może ktoś kompetentny mógłby na
      ten temat powiedziec coś więcej?
      • glutoplazma hehe! 29.12.08, 11:23
        To mi przypomina jeszcze jedno hasło
        sprzed "uniowstąpienia": "polskie witaminy na polską kieszeń". "Sęk"
        w tym, że w świecie tylko 3 firmy rzeczone witaminy produkują:
        niemiecki BASF, szwajcarski Hoffmann-la-Roche oraz francuski Rhone-
        Poulenc - w Polsce, podobno w latach '60 na skalę półprzemysłową
        próbowano produkować kwas askorbinowy (czyli witaminę C), ale już za
        Gierka zarzucono ten pomysł, jako całkowicie nieopłacalny. Wszystkie
        preparaty witaminowe, dla ludzi jak i dla zwierząt, na całym świecie
        robione są na bazie składników pochodzących z tych trzech firm, a
        ceny (w Europie po tyle, w Afryce po tyle, W Ameryce po tyle) są
        ustalane w drodze zakulisowych negocjacji przez ich zarządy...:D
    • Gość: kolnidre A co z polskimi markami produkowanymi za granicą? IP: *.smrw.lodz.pl 29.12.08, 10:51
      Giano Rossi pewnie nie należy kupować bo mimo że to polska firma to daje
      zatrudnienie obywatelom innych państw, tak samo jak Hexeline czy House? To
      jakiś absurd. Jeśli polskie produkty będą bardzo dobrej jakości, modne a do
      tego dla nas Polaków dodatkowo w atrakcyjnej cenie to każdy będzie je kupował
      jednak póki co Polak na Polaku zarabia. Amerykanie u siebie sprzedają buty np
      Nike dwa razy taniej niż w Europie.. My nie potrafimy własnych marek w ten
      sposób promować we własnym kraju
    • Gość: kolnidre Polak - konsument czy patriota? IP: *.smrw.lodz.pl 29.12.08, 10:59
      Giano Rossi pewnie nie należy kupować bo mimo że to polska firma to daje
      zatrudnienie obywatelom innych państw, tak samo jak Hexeline czy House? To
      jakiś absurd. Jeśli polskie produkty będą bardzo dobrej jakości, modne a do
      tego dla nas Polaków dodatkowo w atrakcyjnej cenie to każdy będzie je kupował
      jednak póki co Polak na Polaku zarabia. Amerykanie u siebie sprzedają buty np
      Nike dwa razy taniej niż w Europie.. My nie potrafimy własnych marek w ten
      sposób promować we własnym kraju
      • glutoplazma Re: Polak - konsument czy patriota? 29.12.08, 11:16
        Czy to przypadkiem nie marka Nike jaiś czas temu była bojkotowana na
        całym świecie za to, że produkcję przeniosła do tak
        zwanych "azjatyckich tygrysów" (Tajlandia, Malezja...) ze względu na
        tanią siłę roboczą (między innymi dzieci, pracujące po kilkanaście
        godzin/dobę za 2 dolary dziennie)?
    • Gość: scaneRboy Polak - konsument czy patriota? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.12.08, 11:03
      a mnie jest wszystko jedno czy to Polskie - bo i tak nie jestem w
      stanie poznać.
      Jakby mnie ktoś pytał, to przygladam się produktom pod kątem, czy to
      nie jest oszustwo (ze strony producenta lub handlowca). Przykładów
      jest sporo i są widoczne na każdym kroku, aż w oczy kłuje.
      Podam ostatni przykład, kupowałem lampę: cena 29PLN, do wyboru była
      jeszcze jedna, tylko różniła się tym, że zamiast metalowego uchwytu
      był drewniany - cena 69PLN - wyszło na to, że 15dkg drewna kosztuje
      40PLN. W kompecie żarówka razem z lampą za 29PLN, taka sama żarówka
      na półce kosztuje 38PLN.
      Mam zasadę, że jeśli czuje się oszukiwany, nie wracam do danego
      sklepu, unikam producentów.
    • Gość: marian Polak - konsument czy konsument? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.12.08, 11:36
      5% kupujących to hobbyści. Zbierają informacje na temat produktów i odczuwają
      satysfakcję ze swojego "świadomego kupowania". Uau. Kupowanie dla tych 5% musi
      być bardzo ważne. Może nawet stanowi esencję życia.
      Nie, mnie to na pewno nie dotyczy. Dyskusja też jest zbędna na ten temat. Ktoś
      wspomniał, pracownikowi nie oddaje się procentu z zysku, więc tym bardziej
      dyskusja jest bezprzedmiotowa.
    • Gość: muuuuuu Tusk sabotażysta gospodarczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.08, 11:39
      Fragment wywiadu zamieszczony w gazecie stołecznej ze sprzedawcą drzewek
      świątecznych.
      Pan się nie dziwi ile. A tyle! Bo kryzys. I akcyza podrożała. Jaka akcyza?
      Normalna. Już mówiłem, jodeł w Polsce nie można wycinać, to się z Holandii
      sprowadza. Albo z Danii. Świerki też. I tak to taniej wychodzi, niż brać z
      Polski. Patrz pan, taka mała Dania, a jeszcze Polskę w drzewka zaopatruje!
      Jaki w tym sens?
      Taka sama sytuacja jak parę lat temu z komputerami Kluski.
    • Gość: GoscWawa Polak - konsument czy patriota? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.08, 11:42
      A ja popieram tego informatyka, bo uważam, ze jezeli nie bede
      kupował polskich produktów to strace w końcu prace. Na przykład mój
      przykład: ja jestem księgowym w polskim biurze rachunkowycm, które
      robi ksiegowość dla fabryki produkującej opakowania, w które
      pakowane sa też rózne produkty spożywcze i nie tylko i ja dlatego
      kupuje przede wszystkim polskie produkty w tym produkty spozywcze
      opakowane w opakowania, które robi fabryka, którą ja księguję i mam
      za to kasę, wiec koło sie zamyka. Trzeba popierać nasz polskie i
      już. NP. Niemcy kupują tylko niemieckie rzeczy, a nawet jak nie
      kupuja to i tak zawsze mówią, że ich jest najlepsze i że kupuja
      tylko swoje. Polacy też tak powinni robić, to dobry przykład.
      • kretynofil Mialbys racje... 29.12.08, 11:50
        ...gdyby wzrost zyskow takiej firmy byl inwestowany na polskim rynku.

        Problem w tym, ze zysk firmy wyladuje w kieszeni prezesa - a on nie kupi dwa
        razy wiecej chleba, czy dwa razy wiecej szynki. On pojedzie na dluzsze wakacje
        lub kupi nowy samochod - wiec caly zysk zostanie za granica.

        Niemniej jednak szlachetne jest to, ze starasz sie myslec troche bardziej
        globalnie - bo to zjawisko dzisiaj bardzo rzadkie. Nie daj sie jednak oszukiwac :)

        Ja to robie tak, ze zawsze zostawiam spore napiwki - bo wiem, ze te pieniadze
        wroca bez opodatkowania do lokalnego mikrosystemu gospodarczego i to chyba
        najlepszy sposob stymulowania rozwoju swojej spolecznosci. Bez udzialu
        "odpowiedzialnych za redystrybucje dobr" takich jak prezes, manager, kierownik,
        wojewoda, soltys, posel, poborca podatkowy i cala armia innych darmozjadow.

        Pomysl o napiwkach :)
        • swoboda_t Re: Mialbys racje... 29.12.08, 13:10
          Za abrdzo spłycasz kwestię tego, gdzie wyląduje zysk. Tu nie chodzi
          o dołożenie prezesowi kolejnych paru złotych, ale o to, żeby dobra
          koniunktura skłoniła go do zwiększenia produkcji, co będzie związane
          z poczynieniem inwestycji (ktoś będzie musiał zbudowac i wyposażyć
          nową halę, więc zarobią na tym kolejni Polacy) i ze zwiększeniem
          zatrudnienia (pan X bedzie mógł zostać pakowaczem i wyjść z
          długotrwałego bezrobocia, a pani Y nie będzie musiała pakować
          towarów, bo dzięki mniejszemu bezrobociu znajdzie pracę w swoim
          zawodzie za lepszą kasę - ten prosty mechanizm stoi za wzrostem
          zarobków i spakiem bezrobocia, jakie wystąpiły w ostatnich latach).
          Wreszcie coraz zamożniejszy właściciel, tem mityczny "prezes" dzięki
          dobrej koniunkturze będzie miał tyle hajsu, że jeszcze mu zostanie
          po zapłaceniu kajmanów, dziwek i samolotów. I co z tą resztą zrobi??
          Będzie palił w piecu?? Nie - zapewne zainwestuje w badania naukowe,
          wybuduje basen w wiejkiej szkole, odpali coś Owsiakowi albo
          dofinansuje schronisko dla zwierząt. Tak to wygląda w bardziej
          okrzepłych gospodarkach rynkowych, a i w młodej polskiej gospodarce
          przykładów filantropii jest coraz więcej. Jak będziemy kupować
          zagraniczne, to przedsiębiorca postawi ten basen małym Hansom czy
          Jean-Pierre'om. To oczywiście uproszczony schemat, ale niedocenianie
          konsumenckiego patriotyzmu i sprowadzanie go do pasienia obleśnych
          prezesów to wielki błąd. Ja tam staram się kupować produkty krajowe,
          w miarę możliwości produkowane w moim regionie, choćby nieco droższe
          niż konkurencyjne m.in. po to, żeby kumple pracujący w katowickim
          Unileverze, tyskich Browarach czy dąbrowskim Hengleinie mieli za co
          żyć. Oczywiście przy założeniu, że oferowane produkty spełniają moje
          wymagania (więc kupuję Kasię czy Liptona, ale już nie Ramę, Wyborną
          czy Sagę).
          • swoboda_t Re: Mialbys racje... 29.12.08, 13:15
            P.S.: Napiwki tez daję i to z przyjemnością, dokładnie z tych samych
            powodów. I gorąco polecam ten sposób wspierania lokalnej
            gospodarki :P W ogóle mało wydaję na importowane dobra przemysłowe,
            za to stosunowo dużo kasy puszczam w miejscowych lokalach, punktach
            usługowych itp. Bez żalu, bo - pośrednio - ta kasa do mnie wróci.
          • kretynofil Ty tez bys mial racje, swoboda, ... 29.12.08, 13:36
            ...bo to co piszesz jest bardzo fajne, idealistyczne i ogolnie bardzo
            pociagajace - ale to utopia. Ja sie nie oszukuje, kapitalizm w Polsce jest
            dramatycznie wypaczony i, co najgorsze, jego najwierniejszymi wyznawcami sa
            mlodzi ludzie. To sprawia, ze na normalizacje sytuacji przyjdzie poczekac znowu
            kilka pokolen - a tego juz nie dozyjemy.

            A jak mi nie wierzysz, to przeanalizuj taki model: umowa o prace to rodzaj
            ubezpieczenia - Ty pozwalasz komus pobierac wieksza czesc wypracowanego przez
            Ciebie zysku w zamian za realizacje dwoch celow: zapewnienie Ci mozliwosci
            wypracowywania tego zysku (marketing, HR, PM itd.) oraz zabezpieczenie,
            dzialajace tak jak opcje walutowe - jesli wypracujesz zysk wyzszy od
            zakladanego, zostanie on w kieszeni wlasciciela, w przeciwnym razie on poniesie
            koszty. Czyli Ty placisz swoja praca za to, ze firma "opiekuje sie" Toba. Na
            dobre i na zle?

            Tak?

            To teraz patrz co sie bedzie dzialo przez nastepnych kilka lat - okaze sie
            nagle, ze to "ubezpieczenie" dziala tylko wtedy, kiedy zarabia na tym firma; w
            przeciwnym przypadku ubezpieczenie przestaje byc wazne, a Ty ladujesz na bruku.

            Im bardziej sie nad tym zastanawiam, tym bardziej nie wiem skad pomysl czegos
            takiego jak umowa o prace - moze dlatego ze pracuje na kontrakcie i widze ze to
            wszystko moze dzialac zupelnie inaczej; ze ktos kupuje ode mnie usluge na
            rynkowych warunkach, i placi mi tyle, ze JA SAM zabezpieczam sie na wypadek
            utraty pracy/pogorszenia koniunktury.

            Tak wiec nie chodzi o "mitycznego" prezesa, bo do czego oni sa zdolni dowiesz
            sie juz zupelnie niedlugo. I szkoda, bo dla wielu ludzi bedzie to dramat...

            Co do inwestycji w innowacje, to prosze Cie, swoboda, posmialismy sie juz,
            dowcip byl dobry, ale my tu przeciez na powaznie gadamy :)
      • Gość: T Re: Polak - konsument czy patriota? IP: 87.105.164.* 29.12.08, 13:50
        A jakbyś pracował dla firmy zagranicznej, która w Polsce ma tylko
        dział ksiegowy i nic tu nie sprzedaje to byś zarobił trzy razy
        więcej.
    • Gość: bialo-zielony Kupuj produkty wyprodukowane w Polsce! IP: *.lan-177.netconnect.pl 29.12.08, 12:03
      Jestem pełen podziwu dla pana Grzegorza. Wyręcza w swojej pracy
      instytucje rządowe, uświadamiając Polaków.Byłoby dobrze, gdyby
      zaopatrzeniowcy w firmach także kierowali się patriotyzmem.
      Oczywiscie bez przesady- od czasu do czasu trzeba kupić coś z UE, bo
      oni też od nas kupują.
    • Gość: spacz Polak - konsument czy patriota? IP: 94.254.185.* 29.12.08, 12:29
      A tu gazeta.pl promuje Polską Stronę Internetową marnej jakości! Błędy
      ortograficzne i grafika jak na Atari pod koniec lat '80.
    • Gość: kasia Polak - konsument czy patriota? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.08, 12:53
      żałosne jest to, że autor tego artykułu dostaje pensje skoro nawet słowa
      "warszawiak" nie potrafi napisać poprawnie?
    • Gość: ada, MPM - made in China... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.12.08, 13:22
      wszystko robią w Chinach tylko napisy i siedzibę mają w Polsce... ;)
    • Gość: CWS Kto nie stara sie kupowac polskich produktów IP: 212.38.200.* 29.12.08, 13:23
      Kto nie stara sie kupowac polskich produktów jest po prostu głupi i
      tyle..

      Mądrzy wiedzą jak dbać o siebie i swoja wspólnotę...
      • Gość: T Re: Kto nie stara sie kupowac polskich produktów IP: 87.105.164.* 29.12.08, 13:47
        Jakby nasi pracodawcy dbali o naszych pracowników to może Ci by
        sięodwzajemnili... a jak pracodawcy tną koszty poprzez obniżanie
        pensji to pracownicy tną domowy budżet poprzez kupowanie tego co
        tańsze a nie tego co polskie.
    • Gość: Lusia Polak - konsument czy patriota? IP: *.173.27.180.tesatnet.pl 29.12.08, 13:24
      Krajem, w ktorym najbardziej, moim zdaniem, widac etnocentryzm, jets
      Korea Poludniowa. Tam gospodynie domowe kupuja tylko produkty
      wyprodukowane przez koreanskie firmy, na terenie Korei Pld, produkty
      zagraniczne sa wykorzystywane tylko, gdy nie ma innej mozliwosci.
      Dzieki temu gospodarka Korei poddzwignela sie po upadku 1 1953,
      19997 i zapewne podniesie sie i z obecnego kryzysu.
      • zdr1 Re: Polak - konsument czy patriota? 29.12.08, 13:55
        Gość portalu: Lusia napisał(a):

        > gospodarka Korei poddzwignela sie po upadku 1 1953,

        Dodajmy, ze PKB Korei na glowe wynosil w latach 50-tych 300 USD.
        Przez wiele lat rozwijali sie chroniac swoj wlasny rynek i zaczynajac akumulowac
        kapital od produkcji srobek do rowerow. Dzis ich firmy podbijaja swiat.
    • Gość: T Trzeba kupować brytyjskie i irlandzkie IP: 87.105.164.* 29.12.08, 13:39
      Trzeba dbać o firmy brytyjskie i irlandzkie bo one nam płacą więcej
      niż nasi rodzimi przedsiębiorcy. Do tego jak gospodarka brytyjska i
      irlandzka będą sięrozwijać to więcej Polakó będzie mogło wyemigrować
      a nasi przedsiębiorcy będą musieli dawać nam podwyżki.
      Polskich towarów należy unikać bo nasi przedsiębiorcy nas nie
      szanują.
      • kretynofil Wiesz co? Masz racje :) 29.12.08, 13:56
        Nikt w Polsce nie zapewnil takiego skoku wynagrodzen, jak pracodawcy na wyspach.

        Zdrowy rozsadek nakazuje wiec kupowac produkty z UK - bo w ten sposob poprawimy
        los pracownikow w PL :)

        Bystra obserwacja!
    • zdr1 GW zwietrzyla znowu jakis nacjonalizm? 29.12.08, 13:51
      GW zwietrzyla jakis nacjonalizm w kupowaniu polskich produktow? Kosmopolityczna
      czujnosc jak widze nie opuszcza redaktorow tego pisma.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja