Gość: Flex
IP: 213.25.93.*
23.01.02, 09:53
Kiedy słyszę te wszystkie mądre wypowiedzi, że winę za bezrobocie ponosi kodeks
pracy, to flaki mi się wywracają. Najgorsze jest to, że wszyscy powtarzją to w
koło macieju, nie wytykając prawdziwych przyczyn bezrobocia.
Do tego część zabierajacych głos myli regulacje Kodeksu Pracy z przepisami
dotyczącymi Podatków i Ubezpieczeń Społecznych.
Prawo pracy nie reguluje wysokości podatków i składek ZUS. Normuje jedynie
relacje pracodawca-pracownik, w których to relacjach pracownik jest na z góry
przegranej pozycji. Prawa pracy w Polsce się nie przestrzega, a organy powołane
do stania na jego straży, albo nie wywiązują się ze ze swoich obowiązków
(inspektorzy PIP), albo działają opieszale (Sądy Pracy.
Liberalizacja Kodeksu Pracy jest potrzebna pracodawcom głównie po to, aby ludzi
łatwo zwalniać z pracy, a nie zatrudniać. Po zniesie niu przepisów o
zwolnieniach grupowych, duża część firm od razu pozbędzie się części
pracowników i zatrudni nowych (albo tych samych) na najniższe stawki i umowy
czasowe, i jeszcze będzie się domagać ulg. W tej chwili płace oferowane nowo
zatrudnianym (i dużej części pracujących) są na poziomie uwłaczającym ludzkiej
godności. W krajach cywilizowanych jest nie do pomyślenia, aby osoba pracująca
na pełny etat nie była w stanie się za swoją pensję utrzymać. U nas to niestety
norma. W ostatnich latach wychodzą na jaw skutki wprowadzania na nasz rynek
tzw. "inwestorów". Specjalnie biorę ten wyraz w cudzysłów. W wiekszości
przypadków cała inwestycja polegała na kupnie polskiej spółki, a następnie
wysysanie z niej wszystkich zasobów w jak najkrótszym czasie. Nawet część
typowych inwestycji przynosi szkody. Przykładem są tu supermarkety lokowane w
mniejszych miastach (nie piszę tu o centrach handlowych w dużych aglomeracjach).
Ulokowane w kilkudziesięciotysięcznych miasteczkach supermarkety wysysają z
tych miejscowości kapitał i transferują go do swoich centrali. Utworzone przez
nie kilkadziesiąt niskopłatnych miejsc pracy i oferowane klientom, troche
niższe ceny, nie rekompensują szkód powstałych w sferze lokalnego small biznesu
(upadłość małych sklepów, a wypompowane pieniądze zmniejszają siłę nabywczą i
powodują jeszcze wiekszą recesję.
Do regionów ogarniętych ponad 20% bezrobociem musi być stały dopływ pieniądza
(w tej chwili często jego jedynym źródłem są dotacje, subwencje i płace sfery
budżetowej), aby w wyniku działalności gospodarczej można było je zarabiać i
wydawać. W ten sposób mogą rozwijać się usługi i wszelka działalność
gospodarcza. To jest jedyna droga i nie zastąpią jej żadne zmiany w KP czy
obniżki podatków.
Jednym z głównych źródeł recesji i bezrobocia w Polsce jest załamanie popytu
wewnętrznego. Nastąpiło ono w wyniku obniżania się dochodów pracowników
najemnych, a przechwytywanie korzyści przez pracodawców i firmy. W tej chwili
mamy do czynienia z eskalacją tego zjawiska (np. obniżanie pracownikom pensji
pod pretekstem spadku zysków firmy). Jak podawała kilka tygodni
temu "Rzeczpospolita" rozwarstwienie dochodów w ciągu ostatnich 10-ciu lat
wzrosło dwukrotnie (w 1990 roku relacja dochodów 20% najlepiej zarabiających do
20% najniżej zarabiających wynosiła 3 do 1, a wtej chwili 6 do 1). Trzeba sobie
uświadomić że te 20% dobrze zarabiających nie zapełni restauracji, kin, salonów
fryzjerskich, pensjonatów turystycznych. Nie wykupi produkowanych w Polsce
mebli, lodówek, pralek itp. Oni wydadzą swoje nadwyżki na importowane samochody
i inne dobra luksusowe, czy turystykę. Nie będą też inwestować w Polsce, bo w
tej chwili nie ma na nic popytu, a gotówkę lepiej ulokować w banku.
Jeżeli ponad 50% społeczeństwa wystarcza pieniędzy jedynie na najpotrzebniejsze
wydatki i nie ma możliwości ich zarabiania (nawet dodatkową pracą), to popyt
konsumpcyjny na masowe towary i usługi się nie odrodzi. Należy też stworzyć
prawdziwą wolność gospodarczą. Dlaczego np nie może sprzątać miejskich ulic
grupa bezrobotnych, którzy zarejestrują działalność gospodarczą i będą działać
na własny rachunek? Otóż dlatego, że takie zlecenia dostaje prywatny
przedsiębiorca, który odpala procent zleceniodawcom, zatrudnia na czarno pare
osób, a wiekszość kasy zagarnia dla siebie i po roku ma nowego mercedesa.
To panowie rządzący naprawcie, a nie wprowadzajcie przepisów pozwalających
traktować pracowników jak przedmioty.