Gość: (.)(.) IP: 89.100.241.* 26.02.09, 20:26 bedzie lepiej albo gorzej albo nie bedzie niczego... i zobaczycie, ze tak bedzie. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: tomassso Nie ma szans na koniec kryzysu. w 2010 będzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.09, 20:33 wielkie halo ze względu na 12 planetę zbliżającą się do ziemi. nastąpią przygotowywania do kataklizmu i nastąpi totalny upadek finansjery i banków gdyż wszyscy będą chcieli wziąć swoje pieniądze i nie dostaną ich. Będą bunty i rozróby, wybuchnie wojna. to koniec gry panowie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mk Buhaha! NBP zatrudnil sie w nowym zawodzie: wrozka IP: *.acn.waw.pl 26.02.09, 22:55 n/t Odpowiedz Link Zgłoś
krycha_z_gazowni Re: Buhaha! NBP zatrudnil sie w nowym zawodzie: w 27.02.09, 06:46 "Analitycy"? To oni jeszcze istnieją? Odpowiedz Link Zgłoś
quant34 Re: Nie ma szans na koniec kryzysu. w 2010 będzie 27.02.09, 14:30 Gość portalu: tomassso napisał(a): > wielkie halo ze względu na 12 planetę zbliżającą się do ziemi. nastąpią przygotowywania do kataklizmu i nastąpi totalny upadek finansjery i banków gdyż wszyscy będą chcieli wziąć swoje pieniądze i nie dostaną ich. Będą bunty i rozróby, wybuchnie wojna. To koniec gry panowie. Jeżeli już chcesz przytaczać modne banialuki, to je chociaż przytaczaj dokładnie :) Piszesz o planecie Nibru, która ma zbliżyć się do Ziemi w 2012, a nie 2010 roku, przy czym nie spowoduje to rozrób i wojny, ale koniec świata. Jest wszakże jedne problem z ta modną ostatnio teorią, a mianowicie fakt, iż owej planety nie zarejestrował żaden teleskop, ani jej istnienia nie wykazują żadne obliczenia astronomiczne. Tak, tak, wiem, to spisek astronomów, którzy nie chcą wywoływać paniki, sęk w tym że na świecie jest kilka milionów astronomów amatorów, których żaden spisek nie mógłby wyłapać do nogi, a jakoś żaden z nich nie zarejestrował owej planety. Cóż, klapa kompletna, koniec świata trzeba będzie znowu przełożyć na inny termin :) Nie jestem pewien czy to, co napisałeś byo żartem, czy też naprawdę w to wierzysz, ale na wypadek gdybyś wierzył, to przyjmij do wiadomości, że nijaki Patrick Geryl, który jest autorem historyjki o zbliżającej się do Ziemi planecie, jest milionerem, a swoje miliony zgarnął sprzedając książkę "Świadectwo Oriona 2012" (czytałem - stek antynaukowych nonsensów). Historyjka zatem powstała dla pieniędzy i świetnie się sprzedaje dzięki wrodzonej gatunkowi ludzkiemu głupocie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: liberalizm.pl www.liberalizm.pl - liberal przeciw Euro IP: 193.36.183.* 26.02.09, 20:35 liberalizm.pl/index.php/pl/gospodarka/61-euro-plusy-minusy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Czeslaw/po20:44 pln growno wart ... euro = 5.00 pln soon ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.09, 20:44 pln growno wart ... euro = 5.00 pln soon ... i nie zmienia sie nic ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marek Re: NBP: Szansa na szybszy wzrost w 2010 r. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.09, 21:14 Teraz to chyba nikt nie wie kiedy to się skończy :// inwestujwsiebie.blogspot.com/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ~kaziu NBP: Szansa na szybszy wzrost w 2010 r. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.09, 21:22 czy wyście do reszty poszaleli???przestancie ciąć stopy,nie widzicie że reakcjajest przeciwna-niedługo złotówka będzie gó... warta-a może wam oto c hodzi pytają studenci??? -premier rząd,nbp do dymisji!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ~janek NBP: Szansa na szybszy wzrost w 2010 r. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.09, 21:25 premiera,rząd,nbp-wysłać na bezpłatny urlop!!!-mówią ludzie!!!!- Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gugcia0 te gdybania NBP są trochę na zamówienie rządu i IP: *.chello.pl 26.02.09, 22:12 banków, które się boją,że gdy ludzie dowiedzą się całej prawdy o rozmiarach kryzysu to ruszą do banków likwidować lokaty i kupować coś trwałego.Inny problem to nasza totalna zaściankowość, te opinie NBP są wyrażane w oderwaniu od globalnego rynku, tak jakby panowie z NBP siedzieli gdzieś na wsi przed sklepem z piwem i mówili: A ja Wam, Antoni, godom,ze na jesień to juz bydzie lepiej.Gdzie analiza USA, gdzie tragedia rozwija się w najlepsze, gdzie analiza rynku RFN i UE, gdzie recesja wali strasznie i nikt nic u nas nie zamówi, gdzie analiza sąsiadów , od których pada na nas długi cień, ruiny Ukrainy,zapadania się finansów Rosji,jęków Bałtów? Gdyby to wzięli pod uwagę to podaliby taki komunikat, moim zdaniem dość realny,: sytuacja kraju jest trudna, na etapie wejścia w recesję, która pogłebi się do połowy roku 2010, rok 2009 i 2010 będą najtrudniejsze, bezrobocie dojdzie do ok. 15 do 20%,spadek PKB na poziom 0,5% ,możliwość kursu euro 5 zł, którego będziemy bronić,recesja uderzy w następujące sektory, tu je wymienić, apeluje się do ludności o przemyślenie każdego kredytu,racjonalne wydawanie zarobionych kwot,o realne liczenie się z 2 do 3 lat wielkich ograniczeń,do tego należy dodać nieznane dalsze perturbacje Zachodu, naszego głównego odbiorcy produkcji. Na miejscu rządu od razu zrezygnowałbym z tego sportowego Euro 2012, kwoty na to przeznaczane powinny iść na ochronę miejsc pracy, państwo powinno zmienić strukturę swojej administracji,natychmiast likwidować laptopy,komórki bez limitu, auta służbowe, różne służby, np. straże miejskie w miastach, ich auta i środki powinna otrzymać policja, rząd powinien zrezygnować ze wszystkich imprez,, za które płacimy, należy odwołać wojsko z Afganistanu,nie brać już udziału w niczym,można pomyśleć o masowym zatrudnieniu bezrobotnych do budowy dróg,mostów,innych projektów finansowanych z UE,należy przestać bajać bzdury o dopłacaniu do kredytów, młodzi bez możliwości spłaty powinni wracać do mamy lub wynajmować najtańsze 1 pok.klitki na przedmieściach, banki powinny zostać same z problemem kredytów, są winne rozpętania kryzysu i powinny ponieść karę, nawet gdy połowa z nich padnie nikt po nich płakał nie będzie. Rząd powinien sam zacząc od siebie, pensje o połowę w dół, to samo posłowie, senatorowie, te wszystkie kancelarie,rady krajowe, oni wszyscy powinni iść na pensje po 1500 zł, a nie podoba się to dziękujemy.Miasta powinny przestać robić setki festiwali,koncertów,happeningów o niczym, nie dopłacać do luksusowego życia wielu niby biednych i niby bezrobotnych,zrobić realny przegląd rent,stawek komunalnych dla bogatych, dziś w Krakowie są dentyści na 150 m2 na Batorego czy Retoryka w komunalnych domach z czynszem 600 czy 800 zł, gdy taki lokal na wolnym rynku chodzi po 4 tys na miesiąc, a pan doktor dziennie tysiąc lub dwa zarobi. Tu jest pole do wielkich oszczędności. A te pałace Marszałka Województwa? Po co te struktury? Przekazać ich drobne zadania do Wojewody i Urzędu Miasta. Tysiące pań i panów dublujących funkcje innych organów do zwolnienia lub do innych zadań, np. pomocy społecznej. Sa setki dróg naprawy sytuacji ale nie robi się nic, gada się,spotkania, szczyty,konferencje,analizy, a wszystko się wali. Czekam na kogoś typu Piłsudski aby to całe leniwe towarzystwo pogonił ale się nie doczekam.Dobranoc. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reforma Re: te gdybania NBP są trochę na zamówienie rządu IP: *.min-01.cvx.algx.net 27.02.09, 08:01 i jeszcze dodam. rozwiazac polowe armii. przestac marnotrawic energie mlodych w armii. niech pracuja zakladaja firmy, buduja domy etc. przestac placic tysiace pulkownikom na wczesniejszych emeryturach. polowe armii zawodowych zwolnic z etatow i niech sie martwia o siebie. jednym slowtem czystka w aparacie. uproscic przepisy podatkowe i inne. na nich zeruje cala masz radcow, doradcow, prawnikow i innej masci. ci posrednicy rozkradaja tylko kase ktorej jest coraz mniej do podzialu. to samo dotyczy systemu bankowego ktory chodz mlody zdazyl juz obrosnac w tluszcz. cala masa nierobow sie tam zachaczyla do pracy i nic nie produkuja tylko okradaja tych co cos robia. zlikwidowac przeglody techniczne samochodow. to nikomu nie jest potrzebne. tylko marnotrastwo czasu i energii. itd Odpowiedz Link Zgłoś
quant34 Re: te gdybania NBP są trochę na zamówienie rządu 27.02.09, 15:17 Gugcia0 kreślisz obraz totalnej zapaści gospodarczej, którą wywołałoby już same takie gadanie. Kryzys ekonomiczny jest samonapędzająca się machiną społeczną. Im bardziej ludzie się boją kryzysu, im bardziej na niego czekają, tym większy kryzys powodują rezygnując z zakupów, co powoduje większy spadek konsumpcji, a co za tym idzie sprzedaży firm produkcyjnych, handlowych. Spirala strachu wywołuje ekonomiczny efekt domina, ponieważ preferencje przerażonych konsumentów pogłębiają kryzys, tym samym sami konsumenci mają coraz więcej powodów do strachu, i tak dalej i tak dalej. Jedynym sposobem aby nie dopuścić do eskalacji kryzysu ponad miarę wynikającą z obiektywnych czynników ekonomicznych jest utrzymać możliwie tyle normalności w zachowaniu ludzi ile się da. Ludzie w miarę możliwości powinni nadal zaciągać kredyty, nadal inwestować, budować i kupować. Oczywiście nie na taką skalę, jak w dobrych czasach, ale gospodarka musi przecież jakoś wstać. Gdyby Rząd czy bank centralny wystosował do społeczeństwa apel o przedstawionej przez Ciebie treści, to wywołałby totalną panikę, która znacząco pogłębiłaby kryzys. Panika nie jest sposobem na wychodzenie z kryzysu, ona jest wrogiem działań antykryzysowych. Rząd i NBP postępują słusznie, nawet jeżeli karmią społeczeństwo nieuzasadnionym optymizmem. Ludzie, którzy w ten optymizm uwierzą będą swoimi działaniami (konsumpcją) ciągnąć gospodarkę za uszy. To oczywiście za mało aby zażegnać cały kryzys, ale jednak pomoże. Co do Euro 2012 całkowicie się mylisz. Może się okazać, że ta impreza w dobie kryzysu będzie jedynym sposobem na zmuszenie kogokolwiek do jakichś inwestycji, a inwestycje są konieczne dla wyjścia z kryzysu. Poczytaj o błędach II RP w czasach wielkiego kryzysu lat 30-tych, zobaczysz, że Twoje rady wtedy były właśnie przyczyną przedłużenia kryzysu w Polsce. Ówczesny rząd poszedł w absurdalne oszczędności (nie od razu) i przede wszystkim za wszelką cenę utrzymywał wysoki kurs złotego zarzynając resztki eksportu. Polska poszła w protekcjonizm w ślad za krajami zachodu, a podstawowa dewiza sprowadzała się do "przetrwania trudnych czasów" w atmosferze cięć, wyrzeczeń i ograniczeń. W tym samym czasie w USA inwestowano ogromne sumy w roboty publiczne, aktywizowano akcję kredytową, zachęcano do inwestowania. Efekt był taki, że Ameryka zaczęła wychodzić z kryzysu już w 1930 roku, a w 1932 było już po kryzysie, natomiast w Polsce najgorzej było właśnie w 1932, a kryzys trwał prawie do 1935 r. Nie twierdzę, że należy udawać, że się nic nie dzieje bo jak ludzie nie będą wiedzieli o kryzysie, to kryzysu nie będzie, aż tak proste to to nie jest. Jednak należy uspokajać nastroje społeczne zamiast urządzać medialną histerię (co niestety ma obecnie miejsce) i w miarę możliwości napędzać gospodarkę, zamiast barykadować się w bunkrze i czekać na lepsze zasy. Odpowiedz Link Zgłoś
almagus „Bądzie orądzie”, aż Tusku siądzie. 26.02.09, 21:45 „Bądzie orądzie”, aż Tusku siądzie. Odczytał z ekranu po „sztoperalu”. Dzisiaj orędzie będzie o szmalu. Po nim złotówki jak „słynna praczka”. „Szkoperan” głoszę na miejsca pracy. Na popyt dołożyć moim do płacy. Długów narobić i dać urzędom. Oni się spasą , na nich „usiendom”. A prawda, rządowe oszczędności finansom firm dają płynności. eNBePep obniżyć mógł znowu stopy. By pracę miały baby i chłopy. Firmy dostaną więcej kredytu. I wzrośnie podaż przez wzrost popytu. Poznajecie obok pana. Sprawa przez to przerypana! www.youtube.com/watch?v=3FMp9Ec3pcY To wlewanie betonu. Do finansjery panteonu. Fachowcy od lury. O finansach chałtury! A złotówka płynna sraczka. Kiedy o niej „moher” naczka. Ma dla was plan. Zażyjcie stoperan! Mniej dozowania. Mniej wypróżniania. Władza się wyżywi. Zje, odstawi kiwi! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: YaBol Analfabeta finansowy, podobnie jak Kaczyński IP: *.as.kn.pl 27.02.09, 01:23 Skrzypek jest beznadziejny, zawsze czyta z kartki. Ten facet nie ma żadnego pojęcia o finansach, wystarczy posłuchać jak duka i natychmiast nasuwa się wrażenie, że wyrażenia które cedzi są mu obce. Analfabeta finansowy, ale czemu się dziwić skoro stanowisko dostał dzięki ekonomicznego analfabecie naszemu nieszczęsnemu Prezydentowi Kaczyńskiemu. Żal patrzeć i słuchać tych miernot. Odpowiedz Link Zgłoś
obywatelpiszczyk NBP: Szansa na szybszy wzrost w 2010 r. 27.02.09, 06:01 blablabla, nikt już nie wierzy w te fałszowane prognozy. Po sprawie z opcjami widać wyraźnie, że istnieją dwa rodzaje prognoz: prawdziwe, które panowie finansisci trzymają dla siebie oraz zafałszowane pierdoły które publikuje się w celu omamienia gawiedzi. A jak będzie naprawdę widać po zachowaniu naszych i światowych "elit" - kradną na potęgę, pomoc rządów dla sektorów bankowych rozchodzi się po prywatnych kieszeniach. Oznacza to, że kryzys będzie długi i bardzo trudny. Potrwa co najmniej kilka lat. A za kilka lat Putin zakręci nam kurek z gazem i wtedy zobaczycie co tak naprawdę oznacza kryzys. Przypomnimy sobie żarcie na kartki i dziesiąty stopień zasilania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: krytyk NBP: Szansa na szybszy wzrost w 2010 r. IP: 195.7.31.* 27.02.09, 07:41 Taaa, ten przerosniety dzieciuch akurat cos kuma. Pajac posadzony przez pis. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karol Polscy"ekonomiści"to chorzy ludzie!! IP: *.e-wro.net.pl 27.02.09, 08:22 Szczególnie przedstawiciele neoliberalnej bandy z Balcerowiczem na czele! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ha ha NBP: Szansa na szybszy wzrost w 2010 r. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.02.09, 08:32 tak, jasne!w pazdzierniku jak juz na zachodzie sie wszystkow waliło to u nas wszysyscy zapewniali ze Polski to nie dotknie!wiec teraz tez mowia ze w 2011 bedzie odbicie!!!od czego???skoro wszelkie zapewnienia rządzących to farsa!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dupkapipka Re: NBP: Szansa na szybszy wzrost w 2010 r. IP: *.paiz.gov.pl 27.02.09, 09:15 masz rację-prognozy NBP są robione z prawdopodobieństwem 50%, czyli jest szansa, że w tym roku PKB będzie rósł w tempie między 0% a 2%, a może będzie to mniej, a może więcej. Taką prognozę to ja mogę bez modelu NECMOD podać i też pewnie się zmieszczę w widełkach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Andrzej NBP: Szansa na szybszy wzrost w 2010 r. IP: 194.196.236.* 27.02.09, 09:38 O naturze Kryzysu z blogu Tomasza Urbasia urbas.blog.onet.pl Kryzys, u którego progu jesteśmy do tej pory niepokoił nas tylko medialnie. Propaganda polityków przekonywała, że Kryzys jest zdarzeniem przejściowym, który w istocie nie dotknie Polski. Polska miała być zdrowym człowiekiem Europy. Osnową polityki informacyjnej o Kryzysie na całym świecie było i jest kłamstwo. Kłamstwo zaczęło rodzić się już w Stanach Zjednoczonych, przeszło przez zachodnią Europę i dotarło do Polski. Okłamywano nas od początku o rozmiarach katastrofy banków i innych instytucji finansowych. Powoli sączy się złe informacje, aby nie wywołać paniki. Przypomnijmy sobie pierwsze doniesienia o kłopotach banków hipotecznych w USA. Zaczęto mówić o stratach rzędu miliardów dolarów, które rosły przez kilkaset miliardów dolarów, aż uznano że można już nas poinformować o prawie bilionie dolarów strat. Potem okazało się, że straty mają również banki europejskie. W Niemczech wymknęła się informacja, że tamtejsze banki utworzyły zaledwie czwartą część rezerw na „zdechłe” aktywa, przy czym przebąkuje się, że rzeczywiste straty tylko dwudziestu niemieckich największych banków przekraczają bilion dolarów. W Holandii miał miejsce szokujący wręcz passus. Pewien duży bank w styczniu 2009 r. poinformował o miliardzie euro straty w 2008 r. Ale jednocześnie przyznał się, że skorzystał z pomocy rządu w wysokości 10 mld euro. Zatem ten 1 mld euro to tylko ujawniony czubek góry lodowej. W związku ze sporządzaniem sprawozdań finansowych za 2008 r. i ich publicznym ogłaszaniem, musimy być przygotowani na kolejne wstrząsające rewelacje. Ale i one jeszcze nie ujawnią pełnego rozmiaru katastrofy w sektorze finansowym na całym świecie. Na całym świecie? A co z Polską? Czy rzekome zacofanie polskich banków uchroniło je od hazardowej gry? Może w części. Drobnej części. Pamiętajmy, że większość naszych banków nie jest własnością Polaków. Że są to w istocie oddziały banków zachodnich (mimo odrębnej osobowości prawnej). Nie bądźmy naiwni, centrale tych banków nie będą troszczyć się o dobro swych oddziałów na peryferiach gospodarki, gdy same walczą o życie. Mamy już dowody, że ten pogląd króluje. I nie mamy tu na myśli tylko miliardów, które popłynęły w 2008 r. na zachód jako wypłaty dywidend za 2007 r. W styczniu 2009 r. polska odnoga przywoływanego wyżej banku holenderskiego poinformowała o setkach milionów euro strat. Prezes tego „oddziału” dosyć mętnie tłumaczył, że czegoś nie przewidział, nie zabezpieczył, że przeceniły się aktywa, że nie wyszły swapy procentowe. Biedna niedorajda. Mimo, że za te umiejętności otrzymuje sute wynagrodzenie i premie. Nie będziemy zaskoczeni, jeżeli beneficjentem tych spekulacyjnych pozycji była centrala w Holandii, od której zależy jego pensja... O tym kto ma zarobić na hazardowych zakładach jasno przekonuje gra, która toczy się w Polsce wokół opcji walutowych. Mechanizm był prosty. Zachodni bankierzy postanowili zabawić się w kasyno. Wykorzystując niekorzystne dla eksporterów umacnianie się złotówki w 2008 r. i naszą głupotę wręcz nachalnie wciskali opcje walutowe za pośrednictwem polskich „oddziałów” swoich banków. Wywierano silną presję psychologiczną. Szeregowi pracownicy banków w istocie pracowali niczym członkowie jakiejś sekty marketingowej. Oczywiście byli nagradzani za wciskanie głupot stosownymi premiami dla uspokojenia sumienia. W efekcie nałapano wśród przedsiębiorców naiwnych. Wszystko było dobrze, dopóki złotówka się umacniała. W końcu jednak trend się odwrócił, złotówka spada na łeb na szyję i zamiast wygranej na loterii przedsiębiorstwom grożą gigantyczne straty i plajta. Chciwość została ukarana, a banki konsekwentnie chcą zgarnąć wygraną. Na razie mówi się o 50 mld zł w plecy. Na razie... To co zaczyna oglądać światło dzienne to niestety dopiero przystawka. W Polsce zaczął się drugi akt dramatu. Ponownie pierwsze skrzypce odgrywają banki - Spekulacyjna bańka na rynku nieruchomości wystąpiła nie tylko w USA. Mieliśmy do czynienia z nią również w Polsce. Kto żyw kupował mieszkania i to bynajmniej nie za gotówkę. Ofiary były wręcz łapane przez pracujących w marketingowym szale pracowników banków wciskających komu się dało kredyty hipoteczne. To był autentyczny szał, którego źródłem były decyzje zarządów banków. Za uczestniczenie w tym spektaklu chciwości wypłacano pracownikom banków gigantyczne premie. No i ci z obłędem w oczach wciskali najczęściej, a jakże kredyty denominowane w walutach obcych. Dla osób, które zarabiają w złotówkach. Klasyczny przypadek wystawienia się na ryzyko kursowe. Przy okazji - rządowi też było to na rękę. Politycy sami wypierali nas z rynku kredytów złotowych zaciągając monstrualny dług publiczny i zawyżając w ten sposób stopy procentowe kredytów złotowych. Wszystko szło wspaniale. Silna złotówka, malejące raty, politycy mieli swoje kredyty złotowe (nie ważne że wysoko oprocentowane, oni nie płacą za to z własnej kieszeni), my taniutkie kredyty np. we frankach szwajcarskich. Dolce vita. I trach. Złotówka poleciała, raty rosną w astronomicznym tempie. W 2009 r. będziemy świadkami pogarszania się portfela kredytów hipotecznych, dokładnie na wzór i rozmiar amerykański. Egzekucje, licytacje i to bez szansy spłaty długów, bo ceny mieszkań poleciały też na łeb i szyję. Niestety to nie koniec złych wiadomości. Rozpocznie się trzeci akt dramatu. To będzie istny akcelerator upadłości. Spekulacyjnemu szałowi ulegli również budowlańcy i deweloperzy. Sprzedawali na pniu każda dziurę w ziemi, pokazując tylko ładne rysunki, wizualizacje i makiety. My kupowaliśmy to coś najczęściej z kredytu. Jak bańka pękła okazało się, że klientów nie ma. Banki zainteresowane ratowaniem siebie i transferowaniem kapitału za granicę mają w nosie udzielanie kredytów. Deweloperzy zaczynają upadać, za nimi firmy budowlane, producenci AGD, firmy meblarskie. Kryzys ogarnia tzw. gospodarkę realną. Deweloper upada. My nabywcy mamy wieloparagrafową umowę na papierze i to bynajmniej nie w formie aktu notarialnego, nie z wpisem do księgi wieczystej. Ta umowa będzie warta tyle, ile papier z której jest wykonana. Będziemy ostatni w kolejce po spieniężony majątek upadającego dewelopera. „Nasze” mieszkania sprzeda komornik i podzieli pieniążki wśród wierzycieli upadłego, dla nas na samiutkim końcu. A tutaj przychodzi monit z banku: czy się stoi, czy się leży rata się należy. Jak myślicie ilu z nas będzie spłacało kredyty, za które nigdy nie dostaniemy naszych wymarzonych mieszkań, tylko przysłowiową figę z makiem. Tylko tak dla zasady. Bo zobowiązania trzeba płacić, no a deweloperowi po prostu nie wyszło. Zdarza się. Pech. Ryzyko. Wiecie, rozumiecie. Jak myślicie banki dostaną te kredyty z powrotem? Jak wpłynie to na ich wypłacalność? Wrzućmy jeszcze jeden kamyczek do sektora finansowego. Identyczne zachowanie zarządów i liniowych pracowników banków miało miejsce w czasie innej spekulacyjnej bańki - na rynku kapitałowym. Wciskano nam wtedy na siłę jednostki inwestycyjne w funduszach oraz różne produkty w tym lokaty powiązane z rynkiem akcji i obligacji. Jak zachwalono zyski, ileż było opowieści o majątku zyskanym praktycznie za nic. Aż zaczęto na tę bańkę nabierać emerytów, rencistów i przeciętnych pracowników. W końcu zabrakło klientów. Popyt wygasł. Piramida zawaliła się. Jak mieliśmy pecha zainwestować na górce potraciliśmy nawet połowę inwestycji. Znowu zgubiła nas chciwość. Dlaczego tak bezlitośnie obnażamy sektor finansowy. Po tych wszystkich numerach i geszeftach nikt z nas nie ma zaufania ani do banków, ani do ich zarządów, ani do ich pracowników. Oni zdają sobie doskonale z tego sprawę. Żebrzą o pomoc rządową, aby z naszych wspólnych pieniędzy, za naszymi plecami pokryć swoje straty. I rządy tej pomocy udzielają. Jednocześnie okłamują nas co do rozmiarów gangreny. Politycy grają w tej samej drużynie, co bankierzy hochsztaplerzy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Andrzej cd IP: 194.196.236.* 27.02.09, 09:40 Tak zwane instytucje zaufania publicznego utraciły nasze zaufanie i nie robią nic, absolutnie nic aby je odzyskać. Chyba zdali sobie już sprawę, że jest to już niemożliwe. Dlatego kryzys, który nadchodzi nie będzie Wielkim Kryzysem. U jego genezy leży chciwość, oszustwo i utrata zaufania przez najważniejsze instytucje w państwach na całym świecie. System nerwowy wolnego rynku – instytucje finansowe załamuje się. Mamy już pierwsze ofiary w sektorze poza finansowym. To czego my Polacy doświadczamy, doświadczają i inne narody. Rządy po omacku próbują chaotycznie działać. Mając samemu brudne ręce dotują oszustów w białych kołnierzykach, próbują na całym świecie wpompować biliony dolarów w celu odbudowy popytu. System finansowy na świecie jest nieprzejrzysty, zataja się żywotne informacje. Instytucjami kierują nadal w większości ci, którzy doprowadzili lub współuczestniczyli w doprowadzeniu do nadchodzącej klęski. I my mamy im uwierzyć, zaufać? Przyjąć za dobrą monetę, że biliony dolarów dodatkowego popytu wywołają wzrost produkcji, a nie cen? Wolne żarty. Oni sobie nawet wzajemnie już nie wierzą. Pamiętacie z jaką pompą do niedawna obwieszczano spotkania w Davos, jak upajano się kogo tam nie ma, jakie one są ważne, ba prawie decydujące dla dalszej świetlanej przyszłości. A zwróciliście uwagę na informacje o tegorocznym szczycie. Na ostatnim spotkaniu w szwajcarskim sanatorium nie było dotychczas brylujących, a obecnie spadających gwiazd światowych finansów... Ba największe tuzy światowych finansów, w tym szef jednej z wielkich giełd, brały udział w defraudacjach na dziesiątki miliardów dolarów o charakterze typowej piramidy finansowej. Oni okradali nawet siebie nawzajem. Pozostał im tylko smutek i nostalgia za dawnymi dobrymi czasami. Wielkiej Katastrofy nie da się uniknąć. Będzie ona głębsza i tragiczniejsza niż Wielkie Kryzys, który wybuchł w 1929 r. Załamaniu systemu finansowego towarzyszy jednoczesne wystąpienie dekoniunktury na całym świecie. Co gorsza politycy próbują podejmować działania, które pogłębią kryzys. Będzie narastał protekcjonizm. Ograniczenie importu używanych samochodów przez Rosję tylko wzbudziło uśmiech politowania dla KGB-owskich tuzów ekonomii i wściekłość naszych bliskich sąsiadów-zwykłych ludzi. Ale zapowiedź prezydenta USA ograniczenia importu wzbudziła już przerażenie. U nas też zaczyna się zachęcać „kupujcie krajowe”. Ale jak my nie kupimy towarów zagranicznych, to za granicą nie kupią naszych towarów. Ci którzy zachęcają do niekupowania wrogich bo obcych pomarańczy świadomie skazują na śmierć polskich eksporterów. Szaleństwo zaczęło się. Nic już jego nie powstrzyma. Chcielibyśmy, aby to był koniec złych wieści. Ale w 1929 r. nasi pradziadowie też nie przypuszczali, że bieda zaatakuje. Wybuch wojny po dwudziestu latach pokoju, też nie był zjawiskiem codziennym. Musimy wszyscy pamiętać również tę lekcję historii. Jedynym ratunkiem dla całej klasy próżniaczej dla zachowania prestiżu i władzy jest doprowadzenie do wojny. W czasie wojny to nie oni zapłacą rachunek, to my znowu będziemy się wykrwawiać, to nasze domy legną w gruzach. Oni tylko wydadzą rozkazy. Poślą nas na przegrane bitwy, wywołają powstania. Zginą znowu tysiące bohaterów. Nie martwcie się, nie zapomną o naszych ofiarach: wystawią pomniki, będą opiewać w wierszach i na akademiach. Oni na wojnie zbiją majątki i wystawią piersi do kolejnych odznaczeń, no ewentualnie będę rozważać wielkie dylematy moralne jakie ich męczyły skazując nas na śmierć. Katastrofy gospodarczej nie unikniemy, ona postępuje. Mamy jednak szansę uniknąć najgorszego. Musimy usunąć oszustów od słodkich miraży oraz szaleńców od wymachiwania tępą szabelką, bez żadnej litości, skrupułów i filozofowania. Trzeba ich wyciąć, w pień. Zrobimy to w 2010 i 2011 r. I wystarczy do tego długopis. A potem poczujemy jak bardzo można być dumnym, że jest się Polakiem... Tomasz Urbaś Odpowiedz Link Zgłoś
bbb-b NBP: Szansa ze ten menda pisoski 27.02.09, 13:25 przestanie byc na stanowisku na jakim nie powinien. ten bastion pisoski za granica nie potrafil jednego slowa po angielsku powiedziec plujemy na taka swinie pisoska,mende spoleczna puieklo nie was wszystkich pisowe gowna spali Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rekin NBP: Szansa na szybszy wzrost w 2010 r. IP: *.adsl.inetia.pl 27.02.09, 15:29 widze tego tepego gnoja (szefa nbp) to mnie krew zalewa za takie debile rządzą w polsce Odpowiedz Link Zgłoś
easy.teraz NBP: Szansa na szybszy wzrost w 2010 r. 27.02.09, 17:44 Nie rozumiem jak poważne media mogą cytować tego człowieka. Ma kłopoty z podstawowymi terminami ekonomicznymi. Jeszcze mniej z tego wszystkiego rozumie. Wszelkie ważniejsze wypowiedzi ma przygotowane na pismie, bo to nie są w istocie jego wypowiedzi. Świetnie spełniał kryteria pomagierów Jarosława. Kompetencje są nieistotne ponieważ Jarosław głęboko wierzy, że sam je wszystkie posiada. Potrzebne mu są tylko nieintelektualne zasoby ludzikie, a nie jakieś mądrale. Co tam niezależność NBP? Odpowiedz Link Zgłoś