Dodaj do ulubionych

Złoty gwałtownie traci na wartości

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.09, 09:46
oto mamy kolejny cud ryźego donka mieszającego w popłuczynach po
pisuarze
Obserwuj wątek
      • Gość: matja Re: A co to nas obchodzi? W sklepach płacimy w PL IP: 217.8.177.* 02.03.09, 10:04
        I kupujesz wyłącznie polskie towary jak rozumiem. A te towary wytwarzają Polacy
        w polskich fabrykach, na polskich maszynach z polskich składników. Większość
        Polaków wydaje znaczną część swojego uposażenia na artykuły spożywcze, gaz,
        prąd, ubrania. Ceny wszystkich tych rzeczy ściśle zależą od kursu złotówki
        względem dolara i euro (a co za tym idzie innych walut). Złotówka padła = w
        perspektywie pojawia się wysoka inflacja. Wysoka inflacja = wysokie stopy
        procentowe = drogi pieniądz na rozwój firm = mniejszy wzrost gospodarczy = mniej
        miejsc pracy = ...

        To, że słaba złotówka = bardziej opłacalny eksport, to nie takie istotne, gdyż
        eksport towarów, które są wytwarzane w Polsce jest niewielki (niestety). Polska
        dużo eksportuje np. samochodów, ale są to konstrukcje składane z części, które
        produkuje się za granicą (a więc importuje je najpierw do Polski).

        A no i na zagraniczne wyjazdy rozumiem się żadne nie wybierasz?
    • Gość: matja awersja do bełkotu analityków IP: 217.8.177.* 02.03.09, 09:57
      Jak spada, to w skutek awersji do ryzyka. Jak rośnie, to w skutek awersji do
      ryzyka. Wywróżył z wykresików 4,80 i próbuje to jakoś uzasadnić. Tylko czemu
      zawsze w ten sam, sztampowy, sposób. Żadnej głębszej refleksji. Byle się
      nazwisko pojawiło w jakiejś gazecie. A, że to bezsensowny bełkot, to zupełnie
      nie przeszkadza.
      • myslacyszaryczlowiek1 Re: awersja do bełkotu analityków 02.03.09, 10:18
        Bo wybiórcza nie napisze że tyle wypływa kasy z Polski.
        Z prof. Jerzym Żyżyńskim z Katedry Gospodarki Narodowej Wydziału
        Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego rozmawia Małgorzata Goss

        Prezydent naradzał się ostatnio z grupą ekonomistów. Był Pan
        uczestnikiem tego spotkania. Czym zajmowało się to gremium?
        - Omawiano kwestie światowego kryzysu finansowego i jego skutków dla
        Polski. Gośćmi Pałacu Prezydenckiego byli specjaliści od finansów,
        zatrudnienia, organizacji i zarządzania, od makroekonomii, historii
        ekonomii. Inaczej niż na poprzednim spotkaniu tym razem nie było tam
        przedstawicieli instytucji. Prezydent zwrócił uwagę, że opinie
        przedstawione przez profesjonalnych ekonomistów - naukowców, są w
        znacznym stopniu rozbieżne z tym, co prezentowane jest społeczeństwu
        w mediach. To jest ważne. Rzeczywiście opinia publiczna jest w wielu
        sprawach dezinformowana. Działa lobbing, który narzuca jej
        neoliberalny paradygmat. Choćby ten niesławny podatek liniowy, przy
        którym Platforma ciągle obstaje: poprawność polityczna nakazuje
        uznawać go za "najsprawiedliwszą formułę podatkową", chociaż każdy
        wie, że jest to formuła wysoce niesprawiedliwa i szkodliwa
        ekonomicznie. Prezydent jest zorientowany w tych sprawach, a poza
        tym posiada wiedzę nieobiegową, wynikającą z jego pozycji w polityce
        w poprzednich latach, na przykład gdy był prezesem NIK i ministrem
        sprawiedliwości.

        O czym Pan mówił na tym spotkaniu?
        - Zwróciłem prezydentowi uwagę na skutki relacji Polski z zagranicą
        widoczne w bilansie płatniczym Polski. Na bilans składają się trzy
        elementy: rachunek finansowy, rachunek kapitałowy (ma marginalne
        znaczenie) i rachunek bieżący. Rachunek bieżący mamy ujemny, tj.
        więcej importujemy, niż eksportujemy. Ale - co istotne - w bilansie
        pojawiają się dwie ciekawe rzeczy. Otóż w rachunku bieżącym jest
        pozycja pod tytułem "saldo dochodów". Przedstawia ono skutki
        przepływów dochodowych z zagranicą. Otóż to saldo dochodów było
        przez większość ubiegłych lat ujemne, tzn. więcej dochodów wypływało
        z Polski, niż przypływało, na przykład w latach 90. saldo osiągało
        wielkość minus 5 mld zł, minus 4 mld zł, minus 2 mld zł, ale już w
        roku 2002 wyniosło prawie minus 8 mld zł, rok później podwoiło się
        do prawie minus 14 mld zł, a w 2004 roku sięgnęło minus 42 mld zł, i
        w kolejnych latach wahało się między minus 35 a minus 44 mld
        złotych. Co to oznacza? Oznacza to, że co roku średnio ok. 40 mld zł
        jest transferowanych z Polski za granicę! Po prostu z Polski ciągnie
        się dochody. To są konsekwencje błędnie zrealizowanej transformacji,
        oddania znacznej części majątku w ręce zagraniczne, prywatyzacji na
        rzecz inwestorów strategicznych, którzy zamiast tworzyć majątek w
        Polsce, transferują zyski, dywidendy oraz dochody indywidualne za
        granicę. Miał być zastrzyk kapitału z zewnątrz, a tymczasem
        nastąpiło przejęcie kapitału wewnątrz, by wyciągać na zewnątrz
        uzyskane z niego dochody. W rezultacie dziś tracimy zyski z majątku,
        który posiadamy, zyski, które powinny zostać w kraju i służyć
        rozwojowi gospodarki. W krótkim czasie transfery wzrosły
        dziesięciokrotnie, z 4 do 44 mld zł rocznie. To kwota rzędu tej,
        jaką dysponuje Narodowy Fundusz Zdrowia!

        Wypada ponad tysiąc złotych rocznie na każdego Polaka, od noworodka
        do starca.
        - To nie koniec. Druga ważna obserwacja: w bilansie płatniczym jest
        pozycja, która się nazywa "saldo błędów i opuszczeń". Skąd się
        bierze to saldo? Bilans musi być tak skonstruowany, aby lewa strona
        równała się prawej - to, co wpływa do kraju, musi ze względów
        księgowych równać się temu, co z niego wypływa.
        Jeżeli my więcej importujemy, niż eksportujemy, to z zagranicy muszą
        napłynąć środki, dzięki którym możemy ten import zrealizować. Te
        środki, inwestycje zagraniczne, inwestycje portfelowe i inne są
        ujawniane w rachunku finansowym. Rachunek finansowy powinien się
        równać sumie rachunku obrotów bieżących i rachunku kapitałowego.
        Ponieważ w skali kraju nie wszystko jest ujawnione i dokładnie
        policzone, to żeby obie strony się zrównały, wprowadza się dodatkową
        pozycję pod tytułem "saldo błędów i opuszczeń". Teoria mówi, że jest
        to "suma pomyłek i opuszczeń powiększona o wartość nietypowych
        transakcji" (np. nielegalnie transferowane zyski, oszczędności,
        nielegalny eksport, dochody, które przywożą emigranci zarobkowi
        itd.). To saldo bywało czasami ujemne, czasami dodatnie, w latach
        90. sięgało od kilkuset milionów do paru miliardów. W 2005 roku
        wyniosło minus 10 mld zł, ale w 2004 plus 6 mld zł, to znów minus 11
        mld złotych. I oto nagle w 2007 r. pojawia się w tej pozycji minus
        31 mld zł, a w 2008 r. do listopada - już minus 38 mld złotych. Czy
        pani to sobie wyobraża?

        To dowodzi, że gdy zaczynał się kryzys finansowy, z naszego kraju
        zaczęły nielegalnie wypływać gigantyczne pieniądze!
        - I tak się dzieje już drugi rok z rzędu. Prawie 40 miliardów
        rocznie nielegalnych transferów. I o tym się nie mówi w mediach,
        politycy się tym nie interesują.

        Ładnie Komisja Nadzoru Finansowego strzeże naszych pieniędzy...
        - Jeśli dodać 44 mld zł legalnych transferów i 38 mld zł
        nielegalnych, to okazuje się, że Polska jest po prostu "dojną
        krową". Około 80 mld zł rocznie wypływa z kraju. Jeśli tę kwotę
        podzielimy przez liczbę ludności (38 mln), to mamy ponad dwa tysiące
        na głowę, jak pani trafnie powiedziała, od noworodka do starca. A
        jeśli przeliczymy to na jednego pracującego (pracujących jest 13,7
        mln), to mamy ponad 5800 zł rocznie.

        W jaki sposób ten upust krwi odczuwa polska gospodarka?
        - No cóż, ładujemy do wspólnego kotła, a ten kocioł ma dziurawe dno.
        To jest zgodne z powszechnym odczuciem, że Polacy - pracownicy,
        sfera budżetowa - nie korzystają z owoców wzrostu gospodarczego (o
        ile on ma miejsce). Polacy pracują i niewiele im zostaje z tego, co
        wytworzą. Utrata dochodów oznacza mniejsze wydatki, mniejsze
        oszczędności (60 proc. Polaków nie ma żadnych oszczędności, zaś 40
        proc. według badań Komisji Europejskiej - zalicza się
        do "wykluczonych finansowo", podczas gdy w Danii, Belgii, Holandii i
        Luksemburgu wykluczenie finansowe dotyczy co najwyżej 1 proc.
        mieszkańców). I oczywiście mniejsze wpływy podatkowe, słaby budżet
        państwa, niedofinansowana działalność na rzecz dobra publicznego od
        edukacji, nauki i ochrony zdrowia po policję. Trzeba dodać, że
        częściowo wynika to także z tego, iż polscy przedsiębiorcy na ogół
        finansują inwestycje ze środków własnych, a nie z drogich kredytów
        bankowych, dążą zatem do zatrzymania dla siebie jak największej
        części środków i nisko opłacają pracowników. Efektem są niskie
        dochody pracowników, niskie oszczędności gospodarstw domowych, ale i
        niskie wpływy budżetowe, bo przedsiębiorcy są mniej opodatkowani niż
        pracownicy. Problem mniejszego znaczenia kredytu dotyczy właściwie w
        większym lub mniejszym stopniu wszystkich krajów pokomunistycznych.

        Ale istotne jest chyba też, jak wielki jest ten bochen chleba, który
        dzielimy?
        - Oczywiście, i tu kolejna ciekawostka. Przyjrzyjmy się produktowi
        krajowemu brutto, jaki przypada na jednego mieszkańca. Ten wskaźnik
        pokazuje, ile przeciętnie każdy z nas wytwarza w ciągu roku. Dla
        celów porównawczych PKB liczony jest według tak zwanego parytetu
        siły nabywczej. Proszę zgadnąć, na którym miejscu jesteśmy na
        świecie? Na trzynastym od końca! Za Polską są Rosja, Argentyna,
        Meksyk, Turcja, Rumunia, Bułgaria, Białoruś, Afryka Płd., Brazylia,
        Ukraina, Chiny i Indie. Przed Polską są oczywiście wszystkie kraje
        zachodnie, ale także Węgry, Litwa, Łotwa... To jest PKB według
        parytetu siły nabywczej, czyli nasz dochód liczony nie według kursu
        walutowego, lecz według tego, co można by nabyć za przypadającą na
        nas cząstkę produktu krajowego
      • nie-tak Re: Złoty gwałtownie traci na wartości 02.03.09, 10:10
        Gość portalu: krzyś napisał(a):

        > nieprawdopodobne, dolar uważany jest za bezpieczną walutę w momencie, gdy
        całe> Stany jadą li tylko i wyłącznie na kredycie. głupie są te tłumaczenia>
        analityków, naprawdę głupie. czyli niezależnie czy jest kryzys, czy go nie ma ->
        dolar jest bezpieczny.
        -----------------------
        Tak długo jak zapotrzebowanie na kredyty w dolarach trwa, dolar stoi w miejscu
        albo lekko się umacnia, co będzie jak ono spadnie, a spadnie na pewno.
        Ano nie chce wam tego pisać, sami będziecie widzieć, co będzie.
        ----------------------------------------------------------------
      • Gość: tt bo wiarygodność kraju do wartości jego waluty ma IP: *.217.146.194.generacja.pl 02.03.09, 11:11
        się nijak. Na stabilnym rynku wszyscy zakładają że długi kraj i tak kiedyś
        spłaci. W zasadzie nie było dawno bankructwa kraju czyli takiej sytuacji że kraj
        ogłosił że swoich długów nie spłaci.
        Nie zanosi sie też na wojnę światową więc od waluty kraju który mógłby zostać
        pokonany i przestać istnieć nie ma co uciekać

        O kursie waluty decyduje głównie kierunek przepływu pieniędzy. Tam gdzie
        pieniądze płyną waluta lokalna się umacnia. tak samo było na złotym - gdy do
        Polski płyneły kredyty na nieruchomości i inwestycje zagraniczne złoty się
        umacniał. Gdy załamała się akcja kredytowa i staneły inwestycje a pieniądzie
        popłynęły do instytucji finansowych USA i zachodu kurs złotego się załamał.

        Oczywiście kursowi można trochę "pomóc" jak się ma np miliard dolarów przy kraju
        wielkosci Polski ale zawsze jest ryzyko że się wtopi ileś % tego mld i zawsze
        trwa to krótko (1-2 miesiące max)
    • jana51 Złoty gwałtownie traci na wartości 02.03.09, 10:09
      Pojechał Donek do Brukseli rżnąć mocarstwo i opowiadać bajki o
      mocnych niczym stal magnitogorska podstawach polskiej gospodarki,
      więc nic dziwnego, że jakiś finansowy oprych się wnerwił i
      powiedział swemu ryżemu kumplowi po kanciarskim fachu - sprawdzam....
    • dantelo Złoty gwałtownie traci na wartości 02.03.09, 10:18
      I bardzo dobrze że traci! Niedługo USD BĘDZIE PO 5,00ZŁ EUR PO
      6.00ZŁ,itd.Tylko co na to WINCENT rostowski? Kiedy zaczne palić
      głupa przed kamerami tv? Niech szybko wyprzedaje resztki EURO ,
      które jeszcze pozostało w skarbcu!Tylko co potem????! buhaha
    • Gość: eeeee Złoty gwałtownie traci na wartości IP: *.chello.pl 02.03.09, 10:31
      problem z naszym premierem polega na tym, że jest historykiem a nie
      ekonomistą


      moze Polacy przejrzą na oczy i zaczną wybierać ludzi wyksztalconych
      ekonomicznie do decydowania o polskiej gospodarce, bo jak na razie
      to mamy prezydenta-prawnika i premiera-historyka probujacych
      zrozumiec co sie dzieje na rynkach, a skutki tego probowania widzimy


      najgorsze jest to, ze historyk decyduje teraz o wejsciu do ERMII, a
      co on z tego rozumie?



      • nie-tak Re: Złoty gwałtownie traci na wartości 02.03.09, 10:40
        Nic dziwnego ze spada.
        W prawdzie show Kaczyńskich już było, kiedy to największe dochody w historii
        dotychczasowej Polski rozwiały się z wiatrem bez celu i pożytku, syczało się
        przepychem na prawo i lewo sadzać ze czasy króla Sasa będą trwać wiecznie. Co
        ciekawe, nie wystarczyło im tego, co im do kas wpływało i w czasie kwitnącej
        koniunktury porządnie zadłużyli Polskę. Takich długów nawet Gierek nie narobił w
        czasie gdy polskie dochody były minimalne.
        A teraz żądają druku nowych banknotów bo im to się należny, bo są u Unii i
        wszyscy muszą być z nimi solidarni, inni maja spełniać ich życzenia i przyglądać
        się na ich niegospodarność.
        ---------------------------------------------------------
    • olewca Jak EUR będzie kosztował 15 - 20 PLN.... 02.03.09, 10:52
      ..,a będzie to juz niedługo - będziecie błagac o eurony.
      Wartość polskiej gospodarki jest żadna w porównaniu z gospodarkami krajów
      "starej" Europy. Polska nie ma żadnej możliwości wpływu na to.
      Jest za biedna.
      Dla przypomnienia, za czasów "komuny" wartością dolara była jedna butelka wódki
      (0,5 l w pewexie).
      Ile butelek wódy można kupić dziś za miesięczną pensje?
      Sceptycy EURO - policzcie!!!
    • Gość: Zulu Gula Złoty gwałtownie traci na wartości IP: *.omi.pl 02.03.09, 11:50
      No wreszcie powrót do ...normalności z 2007r:
      1 pln = 4USd = 5 Euro
      Później to dopiero była spekulacja!!!
      A ilu sie na niej dorobiło....
      A ilu uwierzyło w "siłę" naszej gospodarki.
      (Nie wiem jak inni ale ja zaobserwowałem ,ze w Polsce inwestowały
      głównie firmy przeżywające u siebie poważne trudnosci i liczące ,że
      obniżenie kosztów produkcji rozwiąże ich problemy...)

    • Gość: zbinie efekt polityki Tuska IP: *.spray.net.pl 02.03.09, 14:10
      smieszy mnie jak GW pisze o braku reakcji na dane Gus - przeciez to dane z XII 2008 , a te za styczeń 2009 moze nie tak dokladne i ostateczne tez sa znane i sa fatalne sa o wiele gorsze niz na zachód od Odry i gdy róznica o rząd wielkości bez znaczenia ze szacunkowe.

      W czasie wielkiego kryzysu lat trzydziestych XX w. nagorzej radziły sobie kraje w których wpływ na polityke gospodarcza mieli liberalni dotrynerzy. Nie widac powodów dla których współczesnie podobne choć dziś neoliberalne (a czy to wiele zmienia? owe neo) recepty miałyby przynieśc sukces.

      Jesli ktos postepuje inaczej niż wiekszość a nie jest gigantem budzi nieufność i nawet jeśli ktos mu szczerze zyczy sukcesu to przeciez ryzykowac razem z nim nie bedzie. Polski rzad nie walczy z recesja nie hamuje wzrostu bezrobocia i nie stymuluje innowacyjnosci. Polski rzad uwaza ze wystarczy wejsc do strefy euro. Czy kupicie akcje zle zarzadzanej firmy dlatego ze jest w indeksie WIG20? Która zwija produkcję a jej koszty rosną? Dlatego ze prezio usmiechniety i w dobrze skrojonym garniturze roztacza cudowne perspektywy?
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka