Dodaj do ulubionych

Raport "Gazety Wyborczej": Piratujemy w sieci

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.04.09, 08:52
Nie rozumiem dlaczego GW do słowa "ściąganie" uparcie dodaje "nielegalne".
Zgodnie ze Słownikiem języka polskiego nielegalne jest coś, co jest niezgodne
z prawem, natomiast samo ściąganie przy spełnieniu pewnych warunków jest
stuprocentowo legalne. Jeżeli kogoś nie przekonuje trzeci rozdział ustawy,
niech spojrzy do rozdziału czternastego, gdzie jest dokładnie wymienione za
jakie czyny co grozi i nie ma tam ani słowa o własnym użytku bez
udostępniania. Po drugie, GW ewidentnie nie wie co to P2P, Chomikuj nie
Rapidshare nie mają z nim nic wspólnego.
Obserwuj wątek
    • Gość: Ch. Norris Raport "Gazety Wyborczej": Piratujemy w sieci IP: 212.2.115.* 27.04.09, 09:15
      "Koncerny wygrywają na polu legislacyjnym, ale przegrywają wojnę o ludzi. O rząd
      dusz - twierdzi dr Wojciech Machała, specjalista od prawa autorskiego"

      Otóż to. I choćby nie wiem jak się te koncerny starały, to piractwa nie
      zlikwidują. Tak samo jak regularne wojsko nigdy nie pokona partyzantów. Niech
      koncerny nauczą się zarabiać na dystrybucji w sieci i obniżą ceny. Większość
      będzie wolała za niewielką opłatą ściągnąć film czy muzykę dobrej jakości niż
      byle jaką piracką kopię za darmo.
      • Gość: XXX Jak długo koszt ściągnięcia z sieci IP: *.chello.pl 27.04.09, 10:27
        będzie radykalnie niższy od kosztu zakupu w sieci - tak długo będzie istnieć problem. Wystarczy obniżyć ceny za CD do 10-15 PLN, DVD max 20 PLN, BlueRay max 30-40 PLN i po problemie. Ale jak chce się mieć 1000% narzutu na kosztach produkcji :)

        Ciekawe kto by kupił książkę za 1000PLN jeżeli koszt druku to 10PLN.
        • Gość: 123 Re: Jak długo koszt ściągnięcia z sieci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.04.09, 11:58
          I masz rację i nie masz racji :)
          W czasach gdy internet (w Polsce) jeszcze raczkował źródłem "piratów" były różne
          giełdy z "Jarmarkiem Europa" na czele. Gra Baldurs Gate w jakiejś tam taniej
          wersji była w sklepach, legalnie dostępna taniej niż tam - liczono "od płytki" a
          BG to chyba 4 czy 5 cedeków bylo...
          Wiele gier mozna tanio kupic z pismami komputerowymi - a i tak na nie popyt w
          sieci jest. Ale oczywiscie jakis (niewielki jak sadze) procent jesli moglby
          kupic taniej pewnie by kupil a nie sciagnal. Ale za bardzo by to obrazu
          "piractwa" nie zmniejszylo.
            • atomm Nieudolny dziennikarzyna z GW ... 29.04.09, 08:42
              ...probuje wmowic czytelnikom ze sciaganie jest "nielegalne" ze
              jest "zlodziejstwem". Nic bardziej nieprawdziwego.
              To bardziej dziennikarzyna ryzykuje, bowiem sciaganie w Polsce jest
              legalne w kontaktach towarzyskich, rodzinnych...
              Nie legalne jest udostepnianie plikow np. w sieciach P2P
              Koncerny nie sa w stanie wygrac z nikim kto korzysta z wlasnie
              towarzyskich serwisow typu rapidshare.com czy chomikuj.pl...
              Artykul ewidentnie nie rzetelny i nieprawdziwy...
              A wystarczyloby siegnac do ustawy "prawo autorskie"...
    • maruda.r Raport "Gazety Wyborczej": Piratujemy w sieci 27.04.09, 09:20

      "W samej tylko Francji w maju ub.r. roku dokonano nielegalnej wymiany blisko
      14 mln filmów. W tym samym czasie we francuskich kinach sprzedano tylko 12,2
      mln biletów."

      ******************************

      I znów ten skrajnie idiotyczny argument. Skąd założenie, że ktokolwiek ze
      ściągających miałby mus chodzenia do wobec braku internetu? Piractwo na VHS
      miała się całkiem dobrze, tyle, że producenci mili problem z oszacowaniem
      skali zjawiska.

      Pojawia się też pytanie: czy po szumnym ogłoszeniu, że film w pierwszym
      tygodniu dystrybucji kinowej zarobił kilkadziesiąt milionów dolarów cena płyt
      spadła?


    • Gość: Wolna KULTURA Raport "Gazety Wyborczej": Piratujemy w sieci IP: *.2.28.78.cable.sta.petrus.com.pl 27.04.09, 10:00
      Odnoszę wrażenie, że artykuł pisany na zamówienie stowarzyszeń typu BSA, RIAA, ZPAV. itp.
      Po pierwsze, nie każde ściąganie z internetu jest nielegalne.
      Po drugie, o ile ściąganie z nielegalnych źródeł softu uważam za naganne (można spróbować darmowych zamienników), a w celach zarobkowych to przestępstwo, o tyle przy dobrach kulturalnych mam wątpliwości. Nie chodzi mi tu o sytuację, gdy chcemy mieć płytę np. Dody, ale szkoda nam kasy i zapuszczamy eMule. Co zrobić w sytuacji gdy dystrybutor ma w nosie polski rynek? Oczywiście można spróbować zamówić za granicą, ale jest to problematyczne - sam tak robiłem, za każdym razem paczka uszkodzona ("... bo panie, z Ameryki była...") długie oczekiwanie i wysokie koszty przesyłki. W przypadku filmu trzeba znaleźć polskie napisy i spreparować nowe DVD łamiąc zabezpieczenia.
      Owszem są firmy które ściągną płytkę z zagranicy, ale wychodzi cholernie drogo np. Miles Davis - Kind of Blue, miałem fanaberie mieć to na winylu, u nas od 67 do 110(!)PLN, oczekiwanie do 6 tygodni. Sprowadzona z Anglii przez znajomego, za 5 funtów (wyprzedaż, normalnie około 10 funtów).
      A co zrobić gdy płyta była wydana 20 lat temu i nie ma szans zdobycia oryginału? Uważam, że każde dobro kultury nie wydawane na fizycznym nośniku przez właściciela praw autorskich np. przez 5-10 lat uznać za dobro porzucone i pozwolić na nieograniczone powielanie i rozpowszechniane (bez możliwości sprzedaży).
      Obecnie mamy takie prawo, że firma wyda coś i ma 50 lat spokoju - obecnie istnieje tendencja do wydłużania tego okresu - u nas ma to być 70 lat, a w USA już 99. Efekt jest smutny - w teorii nie można zdobyć w żaden sposób np. nagrań polskiej muzyki dawnej wydawanych przez Polskie Nagrania (seria Musica Antiqua Polonica) oraz Veriton od lat 60-tych, bo nikt nie zrobił ich reedycji na CD (i raczej nie zrobi bo się to nie kalkuluje). Można podać więcej takich przypadków.
      Taka polityka prowadzi do tego, że w dobie mediów cyfrowych, gdzie istnieje niewiarygodna łatwość gromadzenia i wymiany dóbr kultury, w praktyce następuje zawężenie dostępnych dóbr do tych wydanych ostatnio. Jeśli chcesz czegoś innego, wpadasz do jednego worka z małolatami ściągającymi "hity Radia Eska" i handlarzami z pewnego stadionu.
      A teraz pytanie do autorów artykułu:
      Czy osoba ściągająca przez eMule spektakl Teatru TV (którego nie mógł obejrzeć bo już np. spał) zripowany z TV, znaleziony np. na osloskopie jest piratem? Albo osoba która ściąga zripowane do postaci cyfrowej winylowe płyty z Jazz Jamboree 1964?
      Jeśli tak, proszę podać: kto, w jakiej wysokości poniósł stratę, wraz z algorytmem wyliczenia takiej straty.
      Jeśli nie, to proszę zastanowić się co za pierdoły panowie wypisują. Ja rozumiem, że panowie z BSA i ZPAV byli bardzo mili, ale to nie zwalnia z używania mózgu.
      • jembezmamy Raport? Nie o piractwie! 27.04.09, 10:27
        O piractwie już wszystko wiemy. Jest przerażające, złe i nie do opanowania. To
        po co o tym pisać?
        Wolałbym, gdyby "Gazeta Wyborcza" przygotowała cykl o prawie autorskim - żebyśmy
        wiedzieli, co wolno ściągać, a czego nie wolno, i kiedy ściąganie jest
        piractwem, a kiedy nie.
        Lepiej byłoby też, gdyby "Gazeta" rozpoczęła debatę n.t. dostępności dóbr
        kultury w internecie. Może warto byłoby zmusić wydawców do tego, żeby uwalniali
        stare filmy i muzykę, zamiast je egoistycznie chomikować.
    • Gość: Kaczus (Tomek) Raport "Gazety Wyborczej": Piratujemy w sieci IP: *.dialog.net.pl 27.04.09, 10:32
      Dodam tylko, że producenci niektórych gier, sami zmuszają do używania wersji
      pirackich, ponieważ zakupionej legalnie gry nie można użyć na komputerze nie
      posiadającego napędu CD. pomijam nieprofesjonalne podejscie samego supportu,
      który każe Ci kontaktować się z innymi supportami, tamci również przerzucają, az
      w końcu stwierdzają, że nie można pomóc i sprawę oznaczaja jako załatwioną...
      Nie polecam nikomu gier supportowanych przez www.gram.pl - obsluga koszmarna!
    • Gość: slwk Raport "Gazety Wyborczej": Piratujemy w sieci IP: *.ds17.agh.edu.pl 27.04.09, 10:51
      A skąd się biorą te wyliczenia wartości strat?! Dlaczego przyjmuje się niczym
      nieuzasadnione założenie, że jeśli ktoś ściągnął, to miałby kupić legalnie?! I
      jeszcze jedno, jak pokazują ostatnie badania w Norwegii (wcześniej też w
      Kanadzie), osoby ściągające pliki z internetu kupują także więcej treści
      legalnych niż osoby, które tego nie robią.
      • Gość: kupmikawe Re: Raport "Gazety Wyborczej": Piratujemy w sieci IP: 83.238.45.* 27.04.09, 11:04
        Dokładnie, od czasu kiedy postanowiłem mieć "czystego kompa", nie potrzebuje 3/4
        programów, które miałem wcześniej zainstalowane i jakoś żyję. Ogólnie to jest
        propaganda koncernów i przerzucanie odpowiedzialności na użytkowników za to, że
        te firmy nie potrafią zorganizować kanałów dystrybucji odpowiadających potrzebom
        społeczeństwa w XXI w. Oni ciągle żyją w erze płyt CD i drukowanej prasy, kiedy
        kosili kokosy, a świat się zmieniał..
    • Gość: rip LunarBird CLH Raport "Gazety Wyborczej": Piratujemy w sieci IP: *.subscribers.sferia.net 27.04.09, 13:55
      Gazeta Wyborcza pomija kompletnie drogą stronę medalu. Po pierwsze nie jest
      tajemnicą, że to koncerny fonograficzne jako pierwsze wywołały wojnę. Wypada
      pamiętać, że owe firmy nielegalnie i z zupełnym pogwałceniem prawa
      antymonopolowego zawyżały ceny płyt na rynku za pomocą tajnych
      porozumień. Jeszcze nie tak dawno upierano się, że wydanie płyty za 15-20
      złotych to czyste samobójstwo, ile w tym prawdy to dobitnie udowodnił Michał
      Wiśniewski. Podobnie było z grami komputerowymi.

      Ponadto firmy same sobie wbiły nóż w plecy. Wmawiano ludziom, że płyty czy
      najnowsze gry im się po prostu należą. Propagowano modę na pochłanianie gier
      setkami bez popicia. A potem przyszło wielkie zdziwienie, że szarego człowieka
      nie stać na nową grę za 100 zł miesięcznie przy czym średnio jakieś 90% tytułów
      okazuje się śmieciami niewartymi nawet złotówki. I okazało się, że ludzie
      ściągają z Netu nowy tytuł, testują go, a potem decydują o zakupie, przy czym
      szajs już nie ma szans się przebić i naciągnąć klientów. A potem była afera z
      Napsterem, gdzie koncerny mogły się z Napsterem ułożyć, ale wolały go zniszczyć.
      Na skutek tego internauci stracili resztki skrupułów i teraz jest już regularna
      wojna. Bo już nie chodzi o testowanie tylko o pokazanie gestu Kozakiewicza
      wszelkim odgórnie narzuconym nakazom, których Internet od zawsze nie tolerował.
      Nie róbcie więc z firm biednych i skrzywdzonych, oni sami wkurzyli swoich
      klientów i teraz dostają za swoje!

      I na koniec - kto w końcu ustala prawo? Bo mi się wydawało, że LUDZIE. Wydawało
      mi się, że na tym polega demokracja, że ludzie decydują, a nie ktoś odgórnie coś
      narzuca bo się tak korporacjom spodobało? Tymczasem obserwujemy coraz to nowe
      idiotyzmy prawne. Zamyka się do więzienia 0,0000001% i naiwni panowie prawnicy
      myślą, że to kogokolwiek obchodzi. A może by tak nieco zmienić zaschłe i
      skostniałe schematy myślenia i oddać ludziom ich konstytucyjne prawo decydowania
      o sobie? W Polsce 99% ludzi ma nielegalny windows. Złodziejami może być jakiś
      marny odsetek społeczeństwa. Ale skoro to większość społeczna ustala prawo, to
      na Boga - jakże większość społeczna może być przestępcami? No, chyba, że ktoś
      ustala prawo poza plecami większości.

      Że niby piractwo jest niemoralne i powinno być niezgodne z prawem? Prawo nie zna
      pojęcia moralności. Moralność to ETYKA a nie prawo i jedno nie musi mieć
      cokolwiek wspólnego z drugim. Nie istnieją jedne dla wszystkich i uniwersalne
      zasady moralne. Każdy naród i każde społeczeństwo ma prawo rządzić się samo.
      Jeśli nam Polakom spodoba się zalegalizować piractwo - nic nikomu do tego. Każdy
      człowiek sam decyduje, co jest z jego punktu widzenia moralne. Jeśli państwo
      narzuca moralność większości obywateli, to taki stan rzeczy już nie jest
      demokracją. Ogólnie jestem konserwatystą, ale nie toleruję odbierania większości
      w demokratycznym kraju prawa do decydowania o sobie "bo takie jest prawo
      międzynarodowe" albo "bo takie są prawa człowieka". Owszem, tłumaczyć można i
      trzeba. Ale jak mi ktoś powie, że większość nie ma prawa, roześmieję mu się w
      twarz. Większość zawsze ma prawo. Prawo pięści, jeśli innego zabraknie.
    • Gość: selador Raport "Gazety Wyborczej": Piratujemy w sieci IP: *.kalisz.mm.pl 28.04.09, 02:17
      "Piractwo internetowe stało się zjawiskiem społecznym - przyznają
      socjologowie." ...Otóż bzdura panowie socjologowie - ...Skrajna bieda i
      ubóstwo stało się dawno temu i nadal jest... zjawiskiem społecznym w Polsce.
      Zlikwidujcie to zjawisko, a Polacy staną się szybko najbardziej cywilizowanym
      społeczeństwem europy i świata. Jest to proste - wystarczy Polakom pozwolić
      zarabiać we własnym kraju... selador
    • Gość: marcin321 Raport "Gazety Wyborczej": Piratujemy w sieci IP: *.ghnet.pl 28.04.09, 03:27
      Poziom artykulu zenujacy. Wystarczy uwazniej przeczytac drugi akapit, by wylapac bledy: warsztatowe, faktograficze i merytoryczne.

      Pisza Panowie: "PakereK_Pit studiuje wieczorowo i pracuje. Przy swoich zarobkach mógłby kupić najwyżej kilka gier w miesiącu". Kilka, czyli nawet do dziewieciu. Wynika z tego (jesli ktos zna ceny gier), ze PakereK ma wysokie zarobki (tymczasem Panowie pisza, ze moze kupic "najwyzej" kilka - czyt. niewiele).

      "Piractwo internetowe stało się zjawiskiem społecznym - przyznają socjologowie". Blad w warsztacie dziennikarskim, bo nie pisza Panowie, ktorzy socjologowie. Typowy wybieg, bo Panowie nie maja informacji na ten temat, a zeby zdjac z siebie wine za ew. blad "cytuja" uczonych.

      Poza tym zaden socjolog nie wypowie takiego banalu, ze "piractwo internetowe stało się zjawiskiem społecznym", poniewaz jest zjawiskiem spolecznym z definicji i nie musialo sie nim stawac. (Mozna ew. napisac, ze STALO sie istotnym zjawiskiem spolecznym).

      Co akapit to gorsze wpadki: banaly, dyrdymaly wyssane z palca, kompletna indolencja! Brak slow.
    • Gość: Juna BZDURA... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.09, 08:28
      Ten artykul smierdzi oplaceniem... Po pierwsze we Francji mialo to przejsc i
      bylo nawet goraco ale nie przeszlo, po drugie w UE tez mialo to przejsc ale
      nie przeszlo, po trzecie TPB - zostali skazani przez sedziego, ktory mogl miec
      swoj interes w tym wiec sprawa prawdopodobnie bedzie toczyc sie od nowa. No i
      co najwazniejsze to nie "piraci" okradaja koncerny itp a koncerny "piratow".
      Niech obniza oplaty do minimum to i zakup bedzie wiekszy ale po co skoro mozna
      ludzi doic i jeszcze ich scigac... Poza tym co do wymuszenia to taki dostawca
      internetu nic nie moze bez postanowienia sadowego... Chce kogos inwigilowac?
      To pod sad go!!! Jakim prawem moze ktos przegladac czyjes dane na kompie? I
      wiele wiele innych tematow... W skrocie, zarabiajmy tyle co na zachodzie to i
      mniej piractwa tutaj bedzie, poza tym jesli wierzac tym sondazom (ciekawe jak
      obliczonym) to Polske wyprzedzaja duzo bogatsze kraje... Wiec to chyba tez o
      czyms swiadczy co nie? Koncernom podpowiem, ze o ich pazernosci - wszystko
      jest za drogie za shit jaki jest na rynku...
    • deputat Raport "Gazety Wyborczej": Piratujemy w sieci 29.04.09, 11:51
      Obama: A system of limitless individual choices, with respect to
      communications, is not necessarily in the interest of citizenship and
      self-government.

      Obama: System nieograniczonego indywidualnych wyborów, w odniesieniu
      do komunikacji, niekoniecznie jest w interesie obywatelskiej i
      samorządności. (TranslateIt!)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka