kapitanahab
13.05.09, 13:30
Minister finansów Jean-Vincent "Jacek" Rostowski uznał, że Polacy nie
potrzebują już ani żarcików na temat terminu przyjęcia w naszym kraju euro,
ani bajeczek o czekającym nas jeszcze w tym roku cudownym wzroście gospodarki.
- Termin 1 stycznia 2012 r. jest nadal realistyczny, ale może wymagać pewnej
zwłoki. Gdy nadciągnął światowy kryzys, naiwnością byłoby udawanie, że nie ma
on żadnego wpływu... Jeśli termin zostanie przesunięty o rok, to nie będzie to
końcem świata - stwierdził minister w rozmowie z dziennikiem "Financial
Times". Od dywagacji na temat "terminu wymagającego zwłoki" (!?) jeszcze
ciekawsza okazała się polemika na temat oceny trafności prognoz gospodarczych
dla Polski, jaką minister przeprowadził... z samym sobą. Kilka dni temu
Rostowski ogłaszał, że prognozy Komisji Europejskiej wróżącej nam w tym roku
recesję są jednoznacznie błędne. Czy coś się zmieniło? - Nasza prognoza
zakłada, że Polska w 2009 r. odnotuje wzrost gospodarczy, ale biorąc pod uwagę
dużą niepewność... może się okazać, że prognoza Komisji Europejskiej była
trafna - tłumaczył sobie minister. Dzięki lekturze rewelacji płynących z
Ministerstwa Finansów czytelnicy powinni dojść do przynajmniej dwóch nowych
wniosków. Termin przyjęcia euro jest ciągle aktualny, ale "wymaga zwłoki". A
wzrost gospodarczy? Jest pewny. Tyle że prawdopodobnie będzie to "wzrost ujemny".
Tomasz Tobolski