trzpiotka
15.04.10, 14:12
Siedziałam w korytarzu, czekając na Beatę, strasznie długo zbierała się do wyjścia. Moje
zdziwienie było ogromne, kiedy kołomnie pojawił się przystojny chłopak...
- Jak się masz? - spytał z zawadiackim uśmieszkiem.
- Zniecierpliwiona - odpowiedziałam tak naturalnie, jakbym rozmawiała z najlepszym
kumplem.
- Całe życie polega na czekaniu, moja słodka. Ja też długo czekałem.
- Na co? - spytałam, wyraźnie zachwycona, wyrażeniem "moja słodka".
- Na cudne zjawisko. Czekałem 16 lat.
- To długo! Powiedz przynajmniej, to zjawisko warte było takiej ilości czasu?
- Oj, tak. - kucnął przedemną i spojrzał głęboko w oczy, przytrzymując się rekami moich
kolan. - Jeszcze nigdy nie widziałem takich oczu, jak twoje. Przypominają dwa, odromne,
drogocenne szafiry... Można w nich utonąć...
Ogarnęła mnie wtedy chęć ucieczki. Byłam tylko małą, niewinną 12 latką... I chyba
pierwszą 12 latką, która pa dwóch dniach znajomości całowała się gorąco ze starszym od
siebie o 4 lata chłopakiem.
Nie mogliśmy żyć bez siebie, ciągle przebywaliśmy razem, ale w tej chwili nie jestem w
stanie nazwać tego prawdziwą miłością. To, co działo się między nami, było szalona
przygodą. Jednak wariactwo z czasem cichło. Pojawiało się więcej czułości, znikała
nachalność, pocałunki płonęły żarem, a nie ciągłą chęcią na więcej i co najważniejsze,
zaczęliśmy poznawać siebie nawzajem, co wcześniej niekoniecznie miało miejsce. Gdy
pozostał tylko tydzień do odjścia Artura, wiedziałam o nim prawie wszystko. Jego
ulubionym kolorem był szafir moich oczu, ulubioną potrawą - moje usta, najlepszą
muzyką - mój głos... Czy przesadzał, odpowiadając w ten sposób na zadawane pytania?
Może, mi jednak nie porzeszkadzały jego komplementy. Wiedziałam, że jestem dla niego
wszystkim, tak samo jak on dla mnie... Dlatego właśnie tak bardzo przezywałam jego
odejście. Nie wyobrażałam sobie dalszego życia bez udziału Artura...
To taki fragmencik ksiażki, którą właśnie piszę, wyrwałam go ze środka mojego
niby "dzieła".
Lubię pisać i nadal będę to robić, jednak jestem ciekawa co inni o tym myślą. Coś czuję, że
spotkam się raczej z krytyką, ale nie przeszkadza mi to. Jeżeli znacie się na pisaniu, to po
prostu powiedzcie do wam nie pasi. Postaram się poprawić błędy. Ale masakrycznie też
chyba nie jest, nie?
CO O TYM SĄDZICIE?
I naszła mnie jeszcze jedna myśl. Macie jakieś wspomnienia związane ze swoją drugą
połówką? Pamiętacie wasze pierwsze spotkanie, pocaunek? Piszcie w komentarzach