Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie...

    • gwiazdeczka11 Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 17.04.10, 18:58
      Spoko...kiss
    • pati2505 Superr xdd.! 17.04.10, 19:08
      Piszesz świetnie big_grin Z chęcią przeczytałabym wszystko co do tej pory udało Ci
      się napisać.Jestem pod ogromnym wrażeniem kiss

      A i mam pytanko jak tytuł nadałaś swojej książce bo jestem bardzo ciekawa ? tongue_outbig_grin
      • trzpiotka Re: Superr xdd.! 18.04.10, 14:25
        Nad tytułem jeszcze pracuję, ale wstępnine to chyba będzie "W blasku księżyca", biorąc
        pod uwagę nocne spotkania Klary i Artura wink
    • smiley16 Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 17.04.10, 19:34
      wow to jest zajebiste!! big_grin gratuluje talentu bo sama go nie mam tongue_out
    • elen Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 17.04.10, 19:40
      nawet jeśli nie czytałaś, jest tutaj charakterystyczna nuta Zmierzchowego stylu.
      może dlatego średnio mi się to podoba.
      • trzpiotka elen 18.04.10, 14:27
        Aha, rozumiem. Nie zmuszam do tego, żeby Ci się podobało smile
    • klama_kcmil Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 18.04.10, 13:11
      Super, pisz dalej ^^.
      • diamond_girl12 Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 18.04.10, 13:16
        Fajne.
        Jestem ciakawa co będzie dalej, jak możesz to napisz tu jeszcze kawałek. smile
    • g_o_s_i_a Ja chcę więcej! 18.04.10, 13:31
      Jeju... ja chcę więcej!! big_grinbig_grin Pisz dalej.
    • rudejestwredne Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 18.04.10, 13:43
      ''moja slodka'' ? moj boze.
      i 12-latka z 16-latkiem i gorace pocalunki? nie wydaje mi sie.
      12-latki jeszcze nie znaja prawdziwego pojecia do slowa 'milosc'

      reszta nawet fajna.
      • carlain Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 18.04.10, 14:33
        ja lubię, lubię arturka, młahahaha. :d


        napisz coś jeszcze.

      • trzpiotka Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 18.04.10, 14:34
        No cóż, to mój pomysł na tą książkę i nie zamierzam go zmieniać. A 12 latka i w tej książce
        nie zna słowa miłość... Dopiero z czasem uczucie w niej dojrzewa wink
        Cieszę się, ze mimo wszystko troche Ci sie podoba smile
        Może cośbym tu jeszcze dopisała, żeby uczucia tej pary były do końca jesne...?
        • kotek4 trzpiotka 19.04.10, 14:57
          Tak koniecznie napisz jeszcze więcej!
          • elf97 Re: trzpiotka 19.04.10, 15:03
            napisz więcej

            albo jak pisałam załóż bloga i podaj nam adres

            proszę ,napisz ! ; )
    • trzpiotka Ciąg dalszy 20.04.10, 15:25
      Stwierdziłam, ze nie będę cofać się do samego początku książki. Podciągnę to, co
      zaczęłamwink Podkreślam, że Klara ma tu 14 lat.

      - Chciałabym, żeby ten dzień był wyjątkowy - powiedziałam leżąc wraz z Arturem na
      trawie.
      - Już jest wyjątkowy. Mamy lato, piekną pogodę. Żyć nie umierać - odpowiedział, leniwie
      się rozciągając.
      - Nie Artur! To nasza ostatnia wspólna noc...
      Zamyślił się. Wiedział o co mi choci. Byłam gotowa na miłość z nim. Chciałam się z nim
      kochać, choć nie za bardzo wiedziałm, na co się piszę.
      - Ach, Klaro - westchnął. -Nie powinnaś jeszcze o tym myśleć. Jesteś za mołda...
      - Za młoda?! - krzyknęłam z oburzeniem, gwałtownie podnosząc się z trawy. - Jesteśmy w
      poważnym związku, planujemy wspólną przyszłosć, a ty mi zarzucasz, że jestem za
      młoda?!
      - Ale Klaro! - rzekł błagalnym tonem. - Zrozum, że...
      Udawałam, że go nie słyszę. On traktował mnie jak dziecko! Co z tego , że miał już 18 lat?
      Jego pełnoletniość wcale nie przemawiała za zastępowaniem mi ojca!
      Cały dzień byłam wściekła jak osa i starałm się unikać Artura. Dopiero wieczorem zdałam
      sobie sprawę z tego, że przecież miał rację, a słowa, które wypowiedział wypłyneły tylko z
      czystej, prawdziwej miłości. Mógł wykorzystać sytuację i zawładnąć mną tej nocy, ale miał
      na uwadze tylko moje dobro. Nie myslał o sobie.
      Zrobiło mi się wstyd. Jak mogłam obrazić się na niego za to, że tak bardzo mnie kochał i
      to w parę godzin przed rozstaniem... Postanowiłam naprawić swój błąd. Zaplanowałam
      nocne wyjście do pokoju numer 25.
      Chciałam pięknie wyglądać, jednak moja garderoba skaładała się jedynie z jeansów i T-
      shertów.
      - Beata, masz coś ładnego w swojej szafie? - zwróciłam się do mojej współlokatorki.
      - Tak - odrzekła.
      - Pożyczysz?
      - Po co ci? Chyba nie masz zamiaru iść do Artura... - zamyśliła się demonstracyjnie, po
      czym stwierdziła - Zaraz, zaraz. Jesteś wariatką niezważającą na wszelkie zasady i pójdziesz
      do niego, choć spotka cię za to niezła kara.
      - Nie spotka, jeśli mnie nie wydasz.
      - A jesli będą pytali?!
      - Daj spokój, zawsze możesz poiwedzieć, że nie wiesz.
      - Czy siostra Magdalena nie uczyła nas, że kłamstwo, to grzech? - spytała Beata, z
      ironicznym uśmieszkiem. - No dobra... - stwierdziła po namyśle.
      - Co "dobra"?
      - A o co mnie prosiłaś? Pożycze ci sukienkę.
      - Beata, jeteś cudowna! - wykrzyknęłam uszczęśliwiona.
      Sukienka była napradę śliczna, choć prosta - wiązana na szyi, satynowa i lekko
      poszerzana ku dołowi. Jej blady róż świetnie współgrał z moją opalenizną, a nieco
      przykrótki krój eksponował nogi, która Artur tak uwielbiał. Beata pożyczyła mi również
      białe baleriny , zrobiła makijaż i fryzurę.
      - Ale jeśli cię dorwą... Wszystko będzie na mnie! To, że ci pomagałem idealnie demonstruje
      twój, a raczej mój strój!
      - Kiedy cię nie było, podenrałam ci te rzeczy z szafy. Nic nie mogłaś na to poradzić -
      uspokajałam ją.
      - Klaro... Martwię się. Naprawdę możesz zostać przyłapana...
      - Juz raz się wyrwałam.
      - Drugi ra możesz nie mieć tyle szczęścia.
      - Oby twoje czarne przypowieści się nie sprawdziły! Hm.. No, chyba spodobam się
      Arturowi - powiedziałm i uśmiehcając się wyszłam z pokoju.
      Artur było mocno zaskoczony moja nocną wizytą, ale nie prawił morałów. W jego
      oczach widziałam, że tez chiał spędzić tą noc ze mną. Przeprosiłam go za nieprzemyślane
      zachowanie, a on czule mnie przytulił.
      Bardzo długo rozmawialiśmy o nas i o naszym wspólnym życiu, o przyszłości. Artur
      bardzo poważnie traktował nasz związek. Chciał znaleźć pracę, założyć konto w banku,
      zbierać oszczędności, aby zapewnić nam wygodne życie. To wszystko wydawało mi się
      takie naturalne i proste, a przecież w rzeczywistości nagłowie mojego chłopaka
      spoczywało pełno obowiązków... wiedziałm, że da sobie radę. Był silny, mądry i
      obowiązkowy, nie mogło mu się nie udac!
      I kiedy już wydawało mi się, że wszystko zapięte jest na ostatni guzik, Artur rzekł:
      - Boję się, Klaro.
      - Boisz sie? Dlaczego?
      - Wiem, że wszystkiemu podołam, bo muszę i chcę... Nie mam żadnej odstraszającej
      przeszłości, nigdy niczego nie ukradłem, nikogo nie pobiłem. Mam czyste papiery, więc
      szybko znajdę pracę... Ale minie trochę czasu, zanim znajdę mieszkanie.
      Jego ostatnie słowa mną wstrząsnęły. Mój chopak nie miał przecież domu....
      - Ale poradzę sobie, - ciągną dalej - od czego są przytułki dla bezdomnych. Dam radę,
      tylko musisz mi pomóc.
      - Jak?- wykrztusiłam przygnębiona.
      - Daj mi trochę swojej siły, każdego dnia trzynaj za mnie kciuki, przekauj dobrą energię...
      To mi na pewno pomoże. Świadomość, iż we mnie wierzysz doda mi wigoru - zakończył ze
      śmiechem, aby rozładowac sytację.
      Mi jednak nie było do śmiechu... Po policzkach zaczęły spływać łzy, broda drżała, ręce
      zaczęły się trząść. Płakałam jak bóbr, zanosiłam się jak małe dziecko, a on jak zwykle taki
      kochany, przytulał mnie i głaskał po włosach, szepcząc:
      - Nie płacz niunia... No już... Po co ci to mówiłem? Ale nie cofnę czasu. Musisz... Musimy
      przez to przejść. Wszystko bedzie dobrze. Razem jesteśmy ślini mała... Może wygram w
      totolotka?
      Zasmiałam się przez łzy. On, nawet w takiej beznadziejnej sytuacji potrafił zachować
      poczucie humoru. I choć wiem, że to nieco samolubne, cieszyłam się z tego, bo w każdej
      chwili potrafił mnie rozśmieszyć... Nawet w chwili nieprzyjemnej dla niego.


      Napisałam więcej, ale (CHOLERA!) coś mi się skasowało. I to taka pikantna scenka...
      Mówi się trudno i żyje się dalej.

      Narazie tyle, bo nie mam za bardzo czasu. A może nawet wam się to nie spodoba i nie
      będziecie chcieli więcej? Zobaczymy wink
      Oceniajcie dalej smile Dziękuję za tyle przychylnych komentarzy big_grin
      • elf97 Re: Ciąg dalszy 20.04.10, 15:35
        ooo w końcu dodałaś !!
        nie no , świetne !

        czekam na ciąg dalszy !!!!
      • kotek4 Re: Ciąg dalszy 20.04.10, 20:24
        Proszę ja chce więcej...smile
    • yzz. uświadamiam cię. 20.04.10, 15:37
      gosh, myślałam, że ty to przeżyłaś i już myślałam, że rzygnę. chociaż nie
      sorry, i tak mi się zbiera na wymioty. kto takiego gniota przeczyta? przecież
      takie "miłości" nie istnieją, a jeszcze to, że dwunastolatka z szesnastolatkiem
      się "gorąco całowała" to po prostu naturalne "buahahahaha". nie publikuj
      takich rzeczy, bo ludzie zwątpią w swoje zdrowie psychiczne -.-
      • trzpiotka Re: uświadamiam cię. 20.04.10, 15:42
        Wiesz... Może bym i Cię posłuchała, gdyby nie to, że wielu osobom się to podoba.
        Ty sie do tych osób nie musisz zaliczać, ale proszę o bardziej kulturalne wypowiedzi tongue_out
      • trzpiotka Aha i jeszcze jedno 20.04.10, 15:45
        Ty tego "gniota" przeczytałaś/eś, więc nie zadawaj głupich pytań smile
    • playtime Re: mam wenę... 20.04.10, 18:15
      Kiedy skończyli zajęcia, skończyli- czyli Jasiek i moja mama, widziałam go
      wychodzącego i pożałowałam,że nie wyszłam aby spojrzeć na niego i powiedzieć mu
      cześć. Mogłam przecież wymyślić sobie jakiś pretekst, wyjść niby
      przypadkiem...Rozmyślałam nad tym jakieś kilka sekund po czym z premedytacją
      wsadziłam nos między firany kuchennego okna i ...zobaczyłam go, mało tego-jego
      kędzierzawa czupryna zmierzwiona przez jesienny wiatr skierowała się w stonę mojego
      okna...zobaczył mnie, kurcze od tak po prostu spojrzał i posłał mi ten swój ogromn biały
      jak śnieg na hali uśmiech...Moja twarz zapłonęła, pomyślałam że muszę wyglądać
      idiotycznie z masą piegów i płonącymi policzkami więc natychmiast zasłoniłam to cholerne
      okno na świat i czym prędzej cofnęłam głowę... Jak mogłam zachować się jak
      sześciolatka? Poczułam się fatalnie! Mama platonicznie wyczuła moją irytację, więc jej
      matczynym obowiązkiem było rozeznanie w sytuacji a następnie wywiad...Potem,
      nadeszła moja kolej na zadawanie pytań więc tym sposobem poznałam dane personalne
      Janka Zawadzkiego. Mama nigdy nie rozmawia ze mną na temat swojej pracy w liceum,
      jest zdania, że nie należy mieszać pracy zawodowej z życiem rodzinnym więc tajników
      osobowości Janka nie dane było mi poznać! Postanowiłam więc wiernie czekać do
      następnej wizyty Jaśka w naszym domu, ale wszystko potoczyło się inaczej...
    • iheartjustinb Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 20.04.10, 18:33
      taka słodka, łzawa historyjka o miłości. nie lubię takich (chociaż sama piszę
      takie słity po części, uh, cóż za ironia xd) . nie jakieś super ambitne, ale
      przyjemnie się czyta.
      • kolor_pantofel fajny masz styl ALE... 20.04.10, 21:58
        jak dla mnie trochę przereklamowany pomysł, mało chwytliwy. I ta miłość... no
        powiedzmy sobie szczerze... chyba małe masz doświadczenie z 16-latkami, jeśli
        uważasz że jakimś cudem zakochałby się w 12-latce. Chłopaków w tym wieku to
        kręcą na pewno starsze osoby niż 12-latki. Bo umówmy się 12-latka to jest
        dziecko i nic tego nie zmieni ;D
        • trzpiotka Re: fajny masz styl ALE... 21.04.10, 13:14
          Jeżeli podoba ci się styl mojego pisania to bardzo się cieszę smile
          A co do pomysłu... Nie ulegam stereotypom. Ile to już książek na tym świecie, w których
          spotyka się dwojga ludzi w podobnym wieku, pomiędzy którymi, po paru wzlotach i
          upadkach pojawia się wielka miłość. Chociałam stworzyć coś innego, a że to troche mało
          realne... Chociaż wiesz, serce nie sługa wink
          Aha i sama niedługo kończę 16 lat, więc mam przedewszytkim bliższy lub dalszy kontakt z
          chłopakami w tym wieku.
          Ja oczywiście nikogo do niczego nie zmuszam, a już tym bardziej nie do tego żeby
          wszyscy wielbili moje "dzieła" wink
          Pozdro
          • kolor_pantofel Re: fajny masz styl ALE... Reeee ;D 22.04.10, 17:58
            Fajnie, że masz chociaż zdrowe podejście do sprawy wink Zatem sukcesów życzę, sama
            pisuję ale w trochę innym klimacie. Naprawdę fajnie bawisz się opowiadaną
            historią i za to masz u mnie duży plus .
    • losers Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 21.04.10, 13:25
      nie będę ukrywała zdziwienia, że sama tą książkę piszesz. w trakcie tekstu
      chciałam spytać w komentarzu, jaki ma tytuł i gdzie można ją kupić, bo już wtedy
      wydała mi się genialna, ale końcówka podoba mi się jeszcze bardziej. masz laska
      talent! c(:

      pierwszy pocałunek powinien być czymś wyjątkowym, ale w moim przypadku, były to
      tylko szczeniackie wybryki, więc nie ma o czym mówić. ;d
      • trzpiotka losers 21.04.10, 16:07
        O matko, dzięki! Nie no, zaraz obrosnę w piórka XD Dzięki takim ludziom jak Ty, to aż chce
        się pisać dalej big_grin
    • sophie_annabet trochę niedopracowane. 21.04.10, 14:31
      czas na moją ocenę wink
      tak jak już tysiąc osób powiedziało, Twoje dzieło jest przesłodzone i trochę
      naciągane. nie podoba mi się relacja dziecka i nastolatka, który jako tako ma
      trochę inne potrzeby, niż dwunastoletnia dziewczyna z podstawówki. i te namiętne
      pocałunki... aha...
      brak opisów, czyli tego, co najważniejsze. nie ma opisu chłopaka, korytarza,
      nawet nie wiem, jak wygląda główna postać. I teraz znowuż: jaki korytarz, gdzie
      ona w ogóle jest? w szkole? W czyimś domu? W bloku? Coś trudno mi się domyślić.
      Takie informacje powinny być zawarte, żeby czytelnik mógł sobie stworzyć obraz
      tego, o czym piszesz. No i cała ta sprawa z tym chłopakiem. Skąd on się wziął?
      Pojawił się, od tak, na pstryknięcie palców? Wypadałoby napisać, że wszedł przez
      drzwi czy wyszedł zza rogu, bo ja nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem on
      nagle się znalazł na tym korytarzu. I znowuż przymiotnik "przystojny" niewiele
      mi mówi, bardzo niewiele. Każdy inaczej postrzega drugiego człowieka, więc te
      wyobrażenia przystojnego faceta mogą być różne. Kolor włosów, wysoki, chudy, jak
      ubrany? Nie ma nic. I taka mała uwaga: nie można siedzieć w korytarzu. Można
      siedzieć NA korytarzu.
      Dialogi są sztuczne aż do przesady, niestety. A gadanie, że ten bohater jest
      poetą i taki ma styl, no cóż, prawdę mówiąc to do mnie nie przemawia. Można
      przecież mówić jak poeta i nie brzmieć przy tym sztucznie, a u Ciebie ten zabieg
      się nie udał. Podbija sobie facet i już, jak się masz, gadka o czekaniu, a o
      imię nawet nie zapytał? Wiesz, większość ludzi woli wiedzieć z kim rozmawia i
      przedstawia się na początku. A on wyjeżdża z tekstami o czekaniu i głębi jej
      oczu... Jak już wspominałam, trochę to wszystko naciągane.
      Podsumowując: niedopracowane jest ów dzieło. brak opisów robi swoje, dochodzą
      dialogi i niezbyt dobrze wykreowana postać Artura. Poza tym, tekstu jest
      malutko, więc trudno mi dodać coś więcej. To by było na tyle suspicious
      • trzpiotka Thanks sophie_annabet 21.04.10, 15:59
        Z tym korytarzem to mój błąd, sory.
        Arturka nie opisałam, bo zrobiłam to wcześniej, a dany fragmencik jest wyrwany z środka.
        Za mało opisów? Cóż, nad tym popracuję, chociaż cholernie nie lubię, kiedy książka jest
        nimi przepełniona, o wiele bardziej lubie wczytywać sie w dialogi. Z resztą, podążam za radą
        mojej polonistki, żeby opisy ograniczyć do minimum, bo nikt ich nie lubi. Ale Ok, postaram
        sie ich troche dodać.
        Skąd się wziął chłopak? Klara opowiada swoje wspomnienie i być może nie o wszystkim tak
        super pamięta? Dla niej liczy sie to, że był, a nie, że wyszedł zza rogu, czy z pokoju.
        Jesli tak bardzo chcesz wiedzieć jak wygląda Artur, to powiem ogólnikowo, że jest to
        wysoki szatyn o niezwykłych, zielonych oczach, wspaniałych dłoniach i ponętnych
        ustach.
        Osz ty, strasznie wymagajaca jesteś XD
        Co do dialogów... Nie zmienię stylu wypowiedzi bohaterów, bo tak mi sie podoba i tyle wink
        Korzystam z rad, ale tylko jeśli chodzi o sprawy techniczne. Pomysł na daną powieść jest
        mój i nie będę zmieniać zachowań, czy sposobów wypowiedzi bohaterów, bo musiałabym
        zmienić wszystko.
        Stylu będę się trzymała tegoego jaki jest, bo takie pisanie sprawia mi po prostu
        przyjemność.
        Ale dzięki za ocenę. Są gusta i guściki, jednym się to podoba, drugim nie i gra gitara.
        Pozdro
        • sophie_annabet Re: Thanks sophie_annabet 21.04.10, 20:01
          ale mi nie chodzi o to, by na każdym kroku był opis najdokładniejszy opis
          wszystkiego. ale sam opis musi być i to nieprawda, co mówi Twoja polonistka.
          wszystko zaczyna się od opisu, jeśli jego nie ma, to nie ma opowiadania. to
          właśnie różni powieść od scenariusza, że występują w niej opisy, a nie same
          dialogi.
          no dobra, może Ty wiesz, co się działo, Twoja bohaterka to sobie wspomina, ale
          ja, jako czytelnik, nie mam pojęcia jak do wszystkiego doszło. skoro są to
          wspomnienia to przecież nie musisz opisywać wszystkiego dokładnie, ale możesz
          DOPISAĆ, że wyszedł on np. zza korytarza, żeby czytelnik miał ogólny obraz
          sytuacji.
          i to nie jest tak, że ja bardzo chcę wiedzieć, jak wygląda Artur: po prostu
          musisz to napisać, żeby KAŻDY to wiedział, kto przeczyta, żeby KAŻDY mógł sobie
          go wyobrazić, a nie zdać się jedynie na swoją wyobraźnię i sobie dopowiadać.
          i tu nie chodzi o to, czy komuś się podoba czy nie. owszem, jedni Cię
          skrytykują, drudzy pochwalą, ale ja mówię jak jest. bez opisu nie ma fabuły,
          akcji ani niczego. opis jest najważniejszy, dialogi nie mogą być sztuczne,
          postać musi mieć charakter i tyle.
          • trzpiotka Re: Thanks sophie_annabet 22.04.10, 14:47
            Dobrze smile Twoje rady są dla mnie cenne, gdybym była geniuszem, nie pytałabym was o
            zdanie. Postaram się wzbogacić to w opisy i zastosować inne wskazówki, jakie mi dałaś
        • littlex3 noo mega;d 28.05.10, 10:40
          ludzie , wszystko jest realne .

          podoba mi sie ;p
    • aguniajkcb8 Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 21.04.10, 16:09
      to jest naprawde super!!! strasznie chcialabym przeczytac calosc!
    • klauduk5 Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 21.04.10, 16:19
      fajne smile . na początku myślałam że to twoje pierwsze spotkanie z tym chłopakiem wink
    • piratka13 Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 21.04.10, 16:19
      N o mi się podoba ,ale ten no 12 latka z 16 ?? em ,może trochę tu przesadziłaś
      ,ale ogólnie jest okej big_grin
    • izulaxd super ! :) 21.04.10, 16:28
      ekstra ! big_grinbig_grin masz talent ... smile
      • kotek4 Więcej! 21.04.10, 16:56
        Proszę cię jeśli bedziesz miała czas to napisz więcej. Strasznie mi się spodobala twoja
        książka.
        Uważam że z opisami jest ok
        Czekam
    • trzpiotka Tego fragmentu nie jestem do końca pewna... 22.04.10, 13:55
      Kiedy leżeliśmy obok siebie objęci, miałam wielką ochotę włączenia romantycznej
      piosenki. Chciałam z Arturem zatańczyć, jak to robią w filmach. Ale to nie był film. Nie
      miałam sprzętu do muzyki, zwykłego radia, ani Mp3, ani telefonu... Jednak bardzo
      chciałam stworzyć nam atmosferę, a nie posiadałam nawet zwykłych świec.
      Po długiej ciszy zaczęłam cicho nucić:
      - Bez Ciebie jesień dogoni mnie... Bez ciebie marzeń oduczę się...- jego uścisk się wzmocnił -
      Bez ciebie pasjans nie wyjdzie mi... w pochmurne dni - głos lekko mi zardżał - Bez ciebie
      zmartwi mnie byle co, bez ciebie nic nie będzie mi szło... Bez ciebie na zawsze schowam się -
      ujęłam jego silną dłoń i subtelnie ułożyłam ją na moim sercu, mówiąc - na serca dnie.
      Wiedziałam, że jego oczy zaszkliły się. Byłam bewna, że udało mi się stworzyć pewną,
      romantyczną atmosferę. Zapanowała dziwnie kusząca cisza, w której słychać było jedynie
      nasze oddechy. Mimo nocy patrzyliśmy sobie prosto w oczy... Zaczęłam kochać księzyc
      za to, że czasem daje tyle jasnosci. Dzięki niemu mogłam dotknąć ust Artura, musnąć
      palcami jego szczupłe policzki... Poczułam na ramoinach nieco szorstkie ręce, które
      delikatnym ruchem powędrowały do moich dłoni i znów w górę, zatrzymując się na szyi.
      Pocałował mnie w usta, szyję, obojczyk, dekold... Tak. Zdecydowanie księżyć był naszym
      sprzymierzeńcem. Po chwili całkowicie oddałam się Arturowi...

      Całokowicie... duszą. Nie chieliśmy, żeby to się stało tak szybko. Pozwoliliśmy naszej
      miłosci dojrzeć jeszcze bardziej.
      - Chcę z Tobą uciec Artur - wyszeptałam, jeszcze wciąż rozmyślając o pieszczotach,
      których przed chwilą doznałam.
      Tylko ciężko westchnął. Mimo swej wrodzonej romantyczności, twardo stąpał po ziemi.
      Ciekewa byłam, czy kiedyś się przełamie i zrobi cos kompletnie szalonego. Nie zdawałam
      sobie sprawy, jakie mysli przez ostatnie tygodnie krążyły po głowie Artura. Nie miał ochoty
      na szaleństwo. Myślał o przyszłości, chciał zapewnić nam szczęśliwe życie na pewnym
      poziomie, ae wiedział, że czeka go mnóstwo pracy i wyrzeczeń.
      - Ucieknijmy tam, gdzie nikt nas nie znajdzie - powtórzyłam.
      - Powinnaś iść już do pokoju, Klaro. Niedługo nadejdzie świt.
      - Przetsań strofować mnie jak ojciec. Bądź po prostu moim chłopakiem...
      - Nie strofuję Cię koteczku. Po prostu nie chcę, aby z mojego powodu siostry ukarały cię
      za łamanie przepisów... Jeszcze tylko 3 lata Klaro. Zobaczysz, jak czas szybko minie i
      znowu będziemy razem... w kazdym znaczeniu tego słowa - mówiąc to, ucałował moją
      dłoń. - Tymaczasem jednak wracaj do pokoju.
      - Nie chcę isć i nie chcę, abyś ty odchodził. Pragnę, aby ta noc trwała wiecznie...


      Hm... Nie wiem, czy to jest dobre. A wy co myślicie?
      Jezszcze mogę cos zmienić wink
      • kotek4 Re: Tego fragmentu nie jestem do końca pewna... 22.04.10, 15:36
        Świetnie... masz duży talent! pisz pisz pisz i jeszcze raz pisz
        A to co ona nuciła to jakaś piosenka?
        • trzpiotka Re: Tego fragmentu nie jestem do końca pewna... 22.04.10, 17:45
          Tak, to piosenka, bardzo ładna z resztą, jak chcesz to posłuchaj smile
          www.youtube.com/watch?v=p1rbZBFBsdQ
          • kotek4 Re: Tego fragmentu nie jestem do końca pewna... 22.04.10, 20:14
            Dzieki kiss
      • niesamowitee 22.04.10, 16:05
        Ojej... To niesamowite!serce
        Dziewczyno masz na prawdę ogromny talent wink)
        Mam nadzieję i proszę Cię żebyś zamieściła jeszcze jakieś fragmenty tej książki wink
    • laura.pl Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 22.04.10, 14:02
      To jakoś tak...za szybo.
      No bo dwa dni i już całuje się???

      Ale tak ogólnie,to 7/10wink
      I ja też lubię pisać.I też piszę książkesmirk
    • bloondi Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 22.04.10, 14:17
      Fajne jakbym miała to oceniać to największa liczba na świcie na 10
      • teqiulla Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 22.04.10, 14:20
        ojej, wstaw jeszcze !
    • madziolap.owa wejdź tu!! 22.04.10, 14:23
      to jest zajebiste! nawet nie masz pojęcia jak mnie wciągnęło!!
      mega mega mega!!
      • trzpiotka Re: wejdź tu!! 22.04.10, 14:30
        dzięki dzieki dzięki big_grin
        Cieszę się, że tylu osobom się to podoba, na prawde przypuszczałam, że spotkam się z
        krytyką, a tu proszę.
        Wielkie dzięki za wszystkie przychylne komentarze, one na prawde dodają chęci do
        dalszego pisania big_grin
    • gabi_989 Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 22.04.10, 14:28
      Muszę przyznać że nawet ciekawe to jest smile ale moim zdaniem żeby była dłuższa ta
      książka powinnaś dać więcej opisów i szczegółów...
    • bananowaa Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 22.04.10, 14:29
      ale zajebiaszcze. ; ]
    • aguuusia4 Re: Do dziś pamiętam nasze pierwsze spotkanie... 22.04.10, 14:47
      mi sie tam podoba wink. moze dodasz jeszcze kawaleczek? xd
    • nicholasia Masz talent :) 22.04.10, 14:50
      mi się bardzo podoba ^^
      jak będziesz się rozwijała w tym kierunku to niedługo naprawdę będziesz prawie
      profesjonalistką wink
      życzę ci żebyś kiedyś wydała książkę popularniejszą od Harry'ego Pottera i
      Zmierzchu razem wziętych i żeby praca była przyjemnością a nie przykrym
      obowiązkiem smile)
Pełna wersja