Nie daję sobie rady...

15.06.10, 15:11
Przepraszam, że zaśmiecam forum. Jednak muszę gdzieś to napisać.
Od pewnego czasu popadam w coraz głębszą depresję. Nie mogę dość ze sobą do ładu.
Nie chodzi o to, że ktoś złamał mi serce, czy wyskoczył mi trądzik. Po prostu mam
poważne problemy i nie potrafię sobie z nimi poradzić... Otóż... mojego ojca zawsze
ciągnęło do alkoholu. Miał takie "zaskoki", jednak potrafił sobie z nimi jakoś radzić. Teraz,
niestety, nie może. Już od jakiś trzecz miesięcy co tydzień około 3 dni w tygodniu upija się
do takiego stopnia, że nie może stać. Nie mogę już na to patrzeć. Jednak najgorsze jest
to, że ja muszę się nim zająć, bo mama się z nim kłóci i nie chce mieć z nim nic wspólnego.
Jest też problem z klasą, a raczej z kilkoma chłopakami, którzy nie dają mi spokoju. Od
zawsze miałam problem ze swoją wagą, jestem chora i nie potrafię schudnąć. A oni prosto
w twarz gadają mi jaka to jestem gruba. Śmieją się i obgadują, co po prostu mnie dobija.
Dziś już nie wytrzymałam i popłakałam się.

Piszę to, by dać upust swoim emocją. Nie potrafię się już śmiać, ciągle siedzę i płaczę.
Nie wiem, czy oczekuję od Was jakieś rady. Chciałabym, by po prostu ktoś mnie
zrozumiałam. I nie piszcie głupich komentarzy, abym powiedziała to przyjaciółce, a nie
wypisywała takie rzeczy na kotku.
Nie zniosłabym tego spojrzenia, kiedy moja przyjaciółka dowiedziałaby się, że mój ojciec
jest alkoholikiem. Albo, że próbuję się głodzić, by schudnąć i nie słuchać tych uwag, co do
mojej figury. Jest mi łatwiej wyżalić się na forum, po prostu nie potrafię rozmawiać z kimś
prosto w oczy. Dziękuję.
    • zagubiona. Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 15:22
      Dodam, że mam młodszą siostrę, dla której muszę być opoką, gdy ojciec jest pijany, a w
      tym stanie nie potrafię jej pocieszać, za co ona ma do mnie pretensję...
      • laurilla Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 15:31
        Hmmm...masz poważne problemy.Naprawdę.Daj mi może swojego maila,to popiszemy,co?
        • 123 . 18.06.10, 23:18
          Nie zwracaj uwagi na tych chłopaków ...
          niech sobie gadają . OLEJ ! . . . smile
          a z ojcem POGADAJ ... wytłumacz mu, że NIE WARTO pić ! sad
          albo poproś matkę i wyślijcie go na odwyk .

          pozdro kisskiss
      • pink_rulez Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 15:40
        Droga zagubiona!
        Twoje napady płaczu wynikają z tego, że jesteś samotna. Nie chodzi o to, że nie masz
        koleżanek - samtność to stan duszy wynikający z tego, że nie wiesz, gdzie jest Twoje
        miejsce na świecie. Wydaje Ci się, że jesteś odrzucana, niepotrzebna. Twój tata pije,
        mama się z nim kłóci, a w szkole grupka chłopaków nie daje Ci spokoju. Przez to masz
        niskie poczucie wartości. Musisz zrozumieć coś bardzo ważnego - nie możesz uzależniać
        swojego poczucia wartości od opinii innych osób na Twój temat. Bo tylko Ty wiesz, jaka
        jesteś naprawdę.
        Przy następnym ataku płaczu zadaj sobie podstawowe pytanie - dlaczego płaczesz? Naucz
        się prowadzić ze sobą dialog.
        - Dlaczego płaczesz?
        - Płaczę bo mój tata pije, a w szkole mnie dręczą.
        - Co możesz z tym zrobić?
        Na to pytanie możesz już tylko odpowiedzieć ty - bo jesteś panem swojego życia i
        kowalem swojego losu. Zamiast roztkliwiać i użalać się nad sobą zapytaj się siebie - co
        mogę zrobić, by moja sytuacja się zmieniła?
        I pamiętaj - musisz pokochać samą siebie - dopiero wtedy będziesz w stanie budować
        relacje z innymi ludźmi.

        Powodzeniakiss
        Dalej to TY musisz
        • zagubiona. pink_rulez 15.06.10, 16:10
          Dziękuję za te mądre słowa.
          Wiesz jak trudno jest pokochać samą siebie, kiedy wszyscy wokół wskazują na Ciebie
          palcem i śmieją się bądź puszczają jakieś głupie teksty na temat Twojego wyglądu? To
          boli, cholernie boli. Ciągle o tym myślisz i starasz się to zmienić, ale Ty nie możesz, mimo że
          bardzo byś chciała. Ale będę się starała zaakceptować siebie, choć wiem, że to łatwe nie
          będzie...
          Jeszcze raz dziękuję.
    • outcast Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 15:29
      To okropne, naprawde wspóczuje... jak chcesz to podam ci gg i mozemy pogadać, jeśli
      chcesz się wygadać.kiss
      • keisha12 Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 15:35
        Bardzo ci współczuję, nie znam się, ale moim zdaniem( jeśli oczywiście jest to
        możliwe) powinnaś pójść do psychologa on na pewno ci pomoże, a może nawet
        porozmawia z twoim ojcem...
    • fantabuu Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 15:32
      wiem że to trudne , kiedy ktoś obgaduje Ciebie jaką masz figure . kiedys tez nie byłam
      taka chuda , ale nic mi niemówili , wiec nie moge sie wczuć w twoją sytuację .
      moją kolezanke w klasie przezywaja od pulpetów , świń itp . wiec wiem jak ona sie czuje ,
      nic przyjemnego . ale niemartw sie . i nie odchudzaj sie na siłe ! każdy jest taki jaki jest , nic
      z tym nie poradzić , a głodówka niema sensu .
      co do taty to nie zazdroszcze , niewiem jak ci poradzic, serio , może porozmawiaj z nim
      kiedy będzie trzeźwy , ze masz młodszą siostre i ona ma tego dosć tak samo jak ty.
      pozdrawiam kiss
      • fantabuu Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 15:33
        chcesz to dam ci moje Gg , pogadamy na spokojnie
      • florence Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 15:46
        Jeszcze przed chwilą chciałam napisać taki post.Jak to przeczytałam,to
        pomyślałam"skąd ja to znam?"
        Rozumiem Cię,naprawdę.Ludzie są chamscy.

        Przykro mi.Nie mogę Ci pomóc.Sobie też nie...

        Pozdrowienia(chociaż tyle mogę zrobić).
    • anja_ Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 15:33
      Twój nick mówi sam za siebie, że jesteś załamana. Nie potrafię Ci pomóc, bo nie mam takich problemów, ale gdyby, to poszłabym do pedagoga. przecież on jest od takich spraw. On postara ci się pomóc.
    • heavy_metal Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 15:37
      Jak chcesz to podam ci gg.. To pogadamy na spokojniewink wrzuc na luzwink idź do
      pedagod czy coś w tym stylu smile
      • zagubiona. Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 15:45
        Wiecie, że chyba nigdy w życiu nie usłyszam tyle ciepłych słów? Czytając je, łzy same
        pociekły mi z oczu. Dziękuję. Dziękuję, że zrozumiałyście...

        A z pedagogiem wstydzę się rozmawiać. Po pierwsze: kiedyś kolegowałam się z synem
        naszej pani pedagog, bałabym się, że w jakiś sposób dowiedziałaby się.. A ponadto
        pedagod to daleka znajoma mamy. Nie chcę, by mama wiedziała, że komuś się żale,
        miałaby mi to za złe.
        • florence Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 15:51
          Nie ma za co. smile

          Ja też bym chciała dostać tyle ciepłych słów.sad
          Na twoim miejscu też wstydziłabym się rozmawiać z pedagogiem.
        • martuniaaaaa POMYŚL O SOBIE ! 18.06.10, 23:33
          Przestań się martwić , że pedagok jest koleżanką twojej mamy !
          POmyśl o sobie !!! Bądź raz egoistką i zrób to dla siebie ! Bądź szcześliwa a nie przeżywaj co
          noc piekło ! POMYŚL O SOBIE !
    • zuuzaa12 Tutaj. 15.06.10, 15:39
      Na Twoim miejscu poszłabym do pedagoga szkolnego. Jeśli ta pani jest przyjazna,
      powinna ci pomóc i to jak najlepiej. Ja też chcę zostać w życiu kuratorem i
      psychologiem, ale jestem jeszcze niedoświadczona w tych sprawach, a chętnie bym
      ci pomogła. Przyjaciółka. Przecież to ona powinna pierwsza o tym wiedzieć, skoro
      tak ją nazywasz. Chyba, że jest wredna i na tyle, że rozpowiadałaby o twoich
      problemach. Naprawdę te dzisiejsze społeczeństwo... dzisiaj 4,5% ludzi jest
      zepsutych.
      Z całego mojego serca życzę ci, żebyś w końcu zaczęła się uśmiechać. Powiem ci,
      że mój dziadek był strasznym pijakiem, z resztą babcia też. Może nie powinnam
      mówić tego otwarcie, ale wiedz, że takich dzieci jest sporo.
      • lilii_95 Re: Tutaj. 15.06.10, 15:45
        słuchaj, na jedno mogę ci poradzić - co do klasy.
        po prostu miej to w czterech literach, co do ciebie mówią.

        z ojcem... cholera tu problem. do pedagoga bym nie szła, zawsze istnieje ryzyko,
        że nie będzie potrafłi otrzymać języka za zębami. przede wszystkim - twój tata
        musi uświadomić sobie, że jest alkoholikiem. że to choroba i trzeba ją leczyć.
        to już by było coś...
      • nikawika Re: Tutaj. 18.06.10, 23:25
        porozmwaiaj z szkolnym psychologiem . z przyjaciółką .
    • gosia1996 Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 15:40
      Sądze, że powinnaś się zgłosić do psychologa szkolnego, ewntualnie pedagoga. Nawet jeżeli nie będziesz chciała pomocy, możesz porozmawiać. Pewnie Ci ulży.

      Wspomniałaś coś o przyjaciółce i o jej spojrzeniu. Jeżeli to jest praedziwa przyjaciółka to powinna był przyjaciółką. Pomóc Ci, albo po prostu wesprzeć duchowo.

      A co do klasy i dokłuczania: powinnaś to ignorować. Wiem, że łatwo mi mówić, ale spróbuj wink
    • light Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 15:42
      Jedyne, co mogę Ci powiedzieć: trzymaj się. Nie wiem jak Ci pomóc, a słowa
      pocieszenia pewnie nic nie zdziałają, ale bądź silna. Dasz radę stawić temu
      wszystkiemu czoła.
    • love.rock.girl Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 15:43
      Wiesz, nie wiem jakbym się zachowała na twoim miejscu. Może poszłabym do pedagoga?
      Pewnie bym się bała, ale zrób to. W ten sposób pomożesz sobie, tacie, mamie i siostrze.
      Naprawdę bardzo ci współczuję. Wiem, że te słowa nic tu nie pomogą. Ale chcę, żebyś
      wiedziała, że chociaż nie znasz mnie i tych dziewczyn, które odpowiadają na twój wątek, to
      jesteśmy z tobą. I jeśli chciałabyś się wygadać, czy coś, to moje gg jest na moim profilu wink
      Pozdrawiam;*
    • la_toya Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 15:50
      Co do ojca to ja mam taką samą sytuacje i psycholog czy pedagog ci za dużo nie pomoże przynajmiej tak było ze mną tylko wyżuciłam to z siebie i co było tak jak dawniej i wiem że sie nie zmieni też mam młodszą siostre.Nie bd już wiencej pisać na tym portalu o tej sytuacji bo niechce zeby wszystcy wiedzieliuncertainale jeśli masz ochote to dam nr.gg i porozmawiamy.Ja też nie jestem chuda ale każdy z nas jest ładny taki jaki jest,naswój sposób ale nie głodż się bo po tym jeszcze bardziej chce sie jeść i napewno nie schudniesz przynajmiej takie jest moje zdaniesmile
    • zwariowana_lala Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 15:51
      Bardzo mi przykro ale nie potrafię ci zbytnio pomóc. Na twoim miejscu wyrzaliła
      bym się najlepszej przyjaciółce. Skoro jest twoją przyjaciółką powinna to
      zrozumieć i Ci pomóc. 3mam kciuki że wszystko się ułoży.
      Pozdro kiss
      zwariowana_lala
      • zagubiona. Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 16:21
        Piszę to już chyba sto pierwszy raz, ale napiszę i sto drugi: dziękuję. Myśl, że jesteście ze
        mną jest bardzo pokrzepiająca. Nawet nie wiecie, ile Wasze słowa dla mnie znaczą. Miło
        jest wiedzieć, że jest takie miejsce, gdzie możesz się wyżalić i nie zostaniesz za to zbesztana
        ani wyśmiana.
    • slodkiporanek Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 19:08
      Mój tata nie jest alkoholikiem, ale rozumiem jak się czuje,ktoś kto nikomu nie
      może powiedzieć o tym, co go gryzie...
      Słowa pocieszenia? Nie umiem napisać nic sensownego. Może się nie da.

      Wyjdziesz z tego stan, dasz radę. Nie musisz chudnąć, nawet jeśli ktoś od Ciebie
      tego "wymaga". A głodując, czy wymiotując możesz wpaść w chorobę. Też tak bardzo
      chciałam schudnąć, nie dawało mi to spokoju, odbierało chęć do życia,
      przychodziłam do domu- przestawałam się uśmiechać - wymiotowałam, ale to nic nie
      dawało. Tylko uczucie, ze znowu sobie nie radzę.

      Nic nie poradzisz na ojca. Jedyne co możesz zrobić, to z nim porozmawiać, kiedy
      sytuacja będzie jako taka.

      Pewnie nic to dla Ciebie nie znaczy, ale duchem slodkiporanek jest z Tobą.
    • zuta Re: Nie daję sobie rady... 15.06.10, 19:35
      Współczuje ci. Dla twojego ojca najlepsze by było żeby poszedł na terapie, ale
      wiem, że takie osoby trudno do tego skłonić. Jeśli chodzi o ciebie to w
      zupełności cię rozumiem, że nie da się tak po prostu tym nie przejmować
    • nolie Re: Nie daję sobie rady... 18.06.10, 19:51
      bardzo trudno jest nam ci radzić w takiej sytuacji. dobrze, że się w jakiś
      sposób wyżaliłaś. proponowałabym rozmowę z mamą. przecież nie może tak być. może
      pedagog szkolny. nie wiem, on powinien pomagać w takich sytuacjach. a chłopakami
      musisz postarać się nie przejmować, innej rady nie ma. albo powiedzieć
      wychowawczyni, niech coś zrobi. przede wszystkim nie możesz tego dusić w sobie,
      musisz komuś powiedzieć. ktoś na pewno ci pomoże. trzymaj się.
    • laurie Re: Nie daję sobie rady... 18.06.10, 20:21
      Biedna . ; (
      nie wiem jak ci pomóc. <3
      Dasz radę, jesteśmy Wszystkie z Tobą. ; *****
    • cally Re: Nie daję sobie rady... 18.06.10, 20:54
      Oh, skąd ja to znam. Mój ojciec tez tak nieraz ma, wtedy kłócą się z mamą o
      naprawdę takie głupoty. A to co on nieraz gada po prostu boli. Doskonale Cie
      rozumiem. Pocieszać nie umiem, toteż tego nie zrobię, bo znając życie tylko
      pogorszyłabym sprawę, mogę jedynie zrozumieć, chociaż wiem, że w takiej sytuacji
      ma się wrażenie, że nikt nie potrafi zrozumieć. Jeżeli chodzi o mówienie tego
      komuś, mówiąc przyjaciółce, że moi rodzice są bliscy rozwodu, ominęłam dlaczego,
      ominęłam to wszystko co on mówił, po prostu było mi wstyd, jak rozumiem, masz to
      samo. Cóż, radzić nie będę, co ja zrobiłam i co mogłabyś zrobić, bo po prostu
      nie wiem. Mojemu jakoś to w końcu minęło, od jakiegoś miesiąca jest spokój, ale
      wiem, że to wróci, zawsze mu wraca, ale zawsze można mieć nadzieję. Nadzieja
      umiera ostatnia, prawda?
      Co do kolegów z klasy, tez mam ten problem, nawet jest mi bliższy, niż tamten,
      bo obecny. U mnie nie chodzi o to że jestem gruba, czy coś, a wręcz przeciwnie,
      ale opowiadać nie będę (no chyba, ze Ci to ulży, niektórym ponoć pomaga, to, że
      inni maja podobne problemy, ale to jak już na gg, czy coś). Najlepiej jest to
      ignorować, wiem, że nawet przy tym, to co mówią i tak boli, dobija i wgl. ale
      innego wyjścia po prostu nie ma. Byłaś u wychowawcy? Ja byłam, na jakis czas
      pomogło, a teraz znajomy dalej robi to co robił, tylko bardziej skrycie, ale
      może w Twoim wypadku pomoże. Zawsze można powiedzieć mamie, żeby ona poszła do
      szkoły, to będzie miało większą siłę, niż słowo nauczyciela. Nie wiem, co
      jeszcze mogę Ci poradzić, czy w ogóle mam próbować, po prostu nie wiem. Mam
      nadzieję, ze jakoś sobie dasz radę.

      Trzym siękiss
      • majson Re: Nie daję sobie rady... 18.06.10, 22:35
        Jejciu, wiem że moje słowa nic ci nie pomogą ale na prawdę szczerze ci
        współczuje i w tej chwili myślę że moje życie jest idealne choć tak mnie
        wnerwia. Mam szczęśliwych kochających się rodziców nie piją nie palą, brata,
        siostrę której nie cierpię i przez nią popadam nie raz w ataki złości i zaczynam
        rzucać ubraniami o łózko... niekiedy doprowadza mnie to do szału, wtedy zawsze
        siadam w kącie i zadaje sobie pytania. Czemu ja? Czemu nie mogę byc tak
        szczęśliwa jak (imię jakiejś dziewczyny która jest zawsze szczęśliwa) i siebie
        dołuje. Jestem beznadziejna! po co ja w ogóle jeszcze żyje? Mogłam już dawno
        się zabić..... niby moja siostra to nic w porównaniu do ciebie ale też to
        przeżywam. Czytając twój post poleciały mi łzy żalu że ludzie mają tak trudno w
        życiu, i że to jest nie sprawiedliwe. Jedni żyją w willach szczęśliwi bogaci
        szczupli mają mnóstwo przyjaciół..... a drudzy siedzą całe dni w kącie użalając
        się nad sobą i wściekając na własne życie.

        Szczerze? jedyne co pomoże twojemu ojcu który stwarza cały problem z mamą i
        siostrą to albo po prostu rozmowa jak będzie trzeźwy po prostu powiedz mu co
        myślisz jak cie to denerwuje prosto w twarz np. Tato możemy pogadać w 4 oczy.
        Słuchaj wiem że chcesz walczyć z nałogiem itd. ale...... itd. albo psycholog czy
        coś sad
        Szkoda mi ciebie że marnujesz się w tym beznadziejnym świecie bo w głębi duszy
        jesteś niesamowitą osobą.
        • zagubiona. Re: Nie daję sobie rady... 18.06.10, 22:45
          Dziękuję dziewczyny. Naprawdę dziękuję z całego serca. Bardzo wiele znaczą dla mnie
          Wasze słowa. W tym momencie jesteście mi bliższe niż przyjaciółka. Jeszcze raz dziękuję
          za wsparcie.
    • aileen Re: Nie daję sobie rady... 18.06.10, 22:50
      Droga zagubiona. Nie przejmuj się tymi chłopakami. Nie warto. Naprawdę. Widać
      dopiero wtedy czują się dowartościowani, gdy wyśmiewają innych. Wiem, że to
      trudno nie zwracać uwagi na takie zachowanie. Zwłaszcza, że oni są bezpośredni w
      tym co robią. Ważne, abyś ty zaakceptowała i pokochała siebie taką jaką jesteś.
      Wszystko co najważniejsze jest w środku, w tobie.

      Co do twojego ojca. Niewiele mogę poradzić. Same słowa nie zawsze wystarczają.
      Wiem co alkohol może w nadmiarze zrobić z człowiekiem.
      Bądź silna.
      Trzymaj się.

      Jestem z tobą : )

    • hektor18 Re: Nie daję sobie rady... 18.06.10, 22:51
      współczuję... crying
    • paula16xd Re: Nie daję sobie rady... 18.06.10, 23:08
      Hej .
      Mogę się postawić w Twojej sytuacji , bo moja babcia też nadużywa alkoholu. Wiem
      co wtedy czujesz... Jak chcesz gdzieś wyjść boisz się w jakim stanie będzie Twój
      tata jak wrócisz... Albo też nie zapraszasz nikogo do domu , bo nie wiesz kiedy
      Twój tata będzie pił.
      A jeśli chodzi o otyłość to u mnie w szkole była dziewczyna z dużą nadwagą.
      Kiedy przechodziła przez korytarz słyszała za sobą gwizdy i wyzwiska. Z czasem
      olała to i zaczęła śmiać się z tego. Ty też powinnaś tak zrobić. Wiem , że łatwo
      jest mówić, a dużo trudniej zrobić , ale postaraj się smile
      A jeszcze jeśli chodzi o Twojego tatę to myślę żebyś porozmawiała z mamą.
      Powiedz jej jak źle się z tym czujesz. Powiedz, że najlepszym rozwiązaniem
      będzie zapisanie taty na leczenie. Jeśli powie , że Twój tata się nie zgodzi ,
      spróbujcie we dwie jak będzie trzeźwy porozmawiać z nim i go namówić na leczenie.
      Mam nadzieję , że choć trochę pomogłam.
    • dajaaa_ Re: Nie daję sobie rady... 18.06.10, 23:23
      nie wierze , ale aż się popłakałam .
      na prawdę bardzo Ci współczuje .
      kiedyś , jak byłam młodsza mój tato też pił , może nie tak często , ale jak się
      już napił to nie było go w domu przynajmniej 4 dni .
      zawsze siedziałam z mamą na kanapie i płakałam , nie mogłam patrzeć jak ona
      przez niego cierpi . wiem , że sprawiało jej to duży ból ale mi też .
      tato kiedyś pod wpływem alkoholu , chciał uderzyć mame . na szczęście mój brat
      go popchnął , nie był wstanie ustać .
      po tym , koszmar się już skończył .
      mój tato nie pije , chyba że na weselu czy przy meczu nieraz z mamą .
      mam nadzieje , że ten problem nigdy nie wróci ; <

      a co do chłopaków . nie przejmuj się , ; )
      to są cioty i tyle .
      może nie wszyscy , ale większość zawsze będzie patrzeć czy masz duży biust czy
      mały , jesteś przy kości czy blacha .
      to jest życie ; (
      nie jest fair , ale trzeba dać sobie rade .
      mam wielką nadzieje , że będziesz kiedyś na prawdę szczęśliwa .

      pozdrawiam Cię serdecznie ; )* .
    • martuniaaaaa Odpowiedz.... 18.06.10, 23:30
      Mam do Cb pytanie :
      Skad jesteś ?

      I rade :
      Może zwróć się do szkolnego psychologa. Poproś o pomoc i dyskrecje wobec szkoly.
    • reigai Re: Nie daję sobie rady... 18.06.10, 23:38
      znajdź sobie kogoś. Nie mówię, że ma być to jakaś dziewczyna z klasy, ale choćby
      internetowa koleżanka. Czasami pomaga, jeżeli możesz komuś powiedzieć wszystko,
      bez obawy odrzucenia, czy wyśmiania.

      może u mnie w domu nie ma alkoholików, ale uwierz mi, wiem co czujesz i mam
      nadzieję, że jakoś przetrwasz
    • 5 Nie daję sobie rady... 19.06.10, 09:16
      Rozumiem Cię przez własne doświadczenie. Wydaje mi się, że gdybyś nie miała
      bardzo trudnej sytuacji w domu, słowa Twoich kolegów nie dotykałyby Cię tak
      bardzo. Nie masz już sił, masz wszystkiego dość, ale jesteś teraz podporą
      rodziny. Powinnaś porozmawiać z mamą. Wspólnymi siłami łatwiej cokolwiek
      zdziałać. Porozmawiaj też z ojcem. Zapytaj jaki jest powód tego, że pije i daj
      do zrozumienia, że niszczy tym Waszą rodzinę. Jeżeli będzie mu na Was zależeć
      weźmie się garść lub pójdzie na odwyk. Jeszcze wrócę do sytuacji w szkole - nie
      wiem ile masz lat, lecz Twoi koledzy zachowują się niedojrzale. Mam w szkole
      grubsze koleżanki, które są pewne siebie i społeczeństwo je akceptuje, lecz znam
      również takie, które się siebie wstydzą co dodaje odwagi chłopakom do żałosnych
      tekstów. Nie przejmuj się. Na prawdę bardzo Ci współczuję i mam nadzieję, że
      będzie lepiej. Ostatecznym rozwiązaniem będzie psycholog.
Pełna wersja