ankaax3
31.10.13, 20:11
Tak jak wyżej, sprawa jest trochę pomieszana i skomplikowana, ale postaram się, żeby było zrozumiale. W szóstej klasie podstawówki ''zakochałam się'' w pewnym chłopaku. Aktualnie jestem w II gimnazjum. Jeszcze, zanim skończyłam podstawówkę byłam obserwowana przez tamtego chłopaka. Krótko potem powiedziałam mu o wszystkim, on odpowiedział, że ma dziewczynę (co oczywiście okazało się kłamstwem). Nawet po tym, co się dowiedział, to jest zachowanie wobec mnie się nie zmieniło. Obserwował mnie, jak widział mnie z jakimś chłopakiem, z którym rozmawiałam na przerwach to zwykle brał głowę na dół i przez dłuższy czas mnie unikał. W końcu poszłam do gimnazjum i ja zaczęłam go unikać, on właśnie odwrotnie - dalej mnie obserwował, jak go unikałam, to raczej starał się chodzić tam, gdzie ja byłam, tak jakby mnie prowokował do tego, żebym zwróciła na niego uwagę. Zimą kilka razy się zdarzyło, że mnie zaczepiał poprzez rzucanie we mnie śnieżkami... Śmieszne, wiem. Czasem się uśmiechnął do mnie albo zaczepił mnie, nic więcej. Już wtedy całe jego zachowanie było dla mnie co najmniej dziwne, ponieważ gdyby miał dziewczynę, to by mnie tak nie traktował, tym bardziej nie zwracałby na mnie uwagę, gdybym go w żaden sposób nie interesowała. Po pewnym konkursie, na którym byłam i ja, i on ze swoimi kolegami, oni wszyscy (w sensie on + jego koledzy) zaczęli też mnie obserwować, często zauważałam, że o mnie rozmawiają. Znowu zaczęłam ich unikać, aż do końcówki roku szkolnego. W ostatnim tygodniu roku szkolnego zaczęły krążyć plotki, że podobno ja z tym chłopakiem kręcę, że jesteśmy parą i takie tam... Wszystko wskazuje raczej na to, że choć po części musiał mieć coś wspólnego z wymyśleniem tych plotek. Od nowego roku szkolnego, od września jest chyba najgorzej. Od początku roku szkolnego dowiaduję się ciągle od swojej koleżanki, że ciągle rozmawia z jednym ze swoich kolegów na mój temat, ''Ania to..'', ''Ania tamto...''. Szczególnie dziwi mnie to, że mówi na mnie po imieniu, co u niego wcześniej było prawie że niemożliwe, ale mniejsza o to. Dowiedziałam się również, że powiedział o mnie, że ''chętnie by poszedł sobie ze mną do łóżka''... Zirytowało mnie to strasznie. Możliwe, że miał na myśli komplement jakiś na mój temat, aczkolwiek poczułam się, jakby myślał, że ''puszczam się''. Jakoś dzień później dowiedziałam się, że na imprezie po pijanemu ''przelizał się'' z jakąś dziewczyną. Po swoim wyczynie, moja koleżanka zaczęła mu grozić, że mi powie, to dał jej wybór - albo nic mi nie powie, albo powie mi o tym to on będzie wtedy gadał o niej jakieś bzdury. Powiedziała mi to po dłuższym czasie dopiero, bo się zwyczajnie bała go. W tym tygodniu rozmawiał coś o mnie ze swoim kolegą znowu na mój temat i nie zauważył, że ta sama moja koleżanka ich podsłuchuje. Niestety ona została popchnięta przez kogoś tak, że zauważyli ją i się przerazili, po chwili jego kolega się zapytał, czy słyszała, o czym rozmawiają. Jak zapytała się, o co mu chodzić, to powiedział, że ''o nic''. To wszystko, co tutaj napisałam nie jest po to, żeby wyżalić się wam, pochwalić się czy mówić, jaka to ja bardzo nieszczęśliwa jestem. Uczucia, które wcześniej do niego trwały już zniknęły, ale pamiętam ciągle o tym wszystkim, co się stało i co się dzieje, dlatego dziwnie się w ten sposób czuję. Moje pytanie: Co myślicie na temat takiego zachowania i co według was powinnam zrobić? Myślicie, że bardziej jest to naśmiewanie się ze mnie czy jakakolwiek ''sympatia''? Proszę was o szczere odpowiedzi, ponieważ naprawdę potrzebuję jakiejś dobrej rady. Z góry dziękuję za pomoc.