poziom uslug w luksemburgu

27.07.05, 18:08
Nie uwazacie, ze w luksemburgu beznadziejnie traktuje sie klienta?
Wielkkrotnie spotkalem sie juz z chamstwem i olewaniem ze strony swiadczacych
uslugi, ktorzy powinni przeciez bardziej zabiegac o klienta.
przyklady: 5 a sec na limpertsbergu: tragedia, pomijam, ze rtrzeba czekac
kilka dni na upranie koszuli, ale nawet jak sie pojdzie po odbior,to jeszcze
nie jest gotowe, a na uwage w tym temacie pani w ogole nie reaguje. Udaje, ze
mnie nie ma. Tak samo u fryzjera, przy zakladaniu telefonu lub podlaczaniu
kablowki, przy wynajmie mieszkania pan sobie nie przychodzi na podpisanie
umowy i nawet wczesniej o tym nie uprzedza. Nie wspomne, ze po godzinie 20 w
stolicy kraju kapitalistycznego nie mozna kupic nigdzie chleba. Nie zostaje
tutaj, za duzo nerwow. Gorsza komuna niz 20 lat temu w Polsce.
    • millerek Re: poziom uslug w luksemburgu 28.07.05, 10:30
      Bo to praca jest dla człowieka, a nie człowiek dla pracy. Oni się szanuja i
      oszczędzają. Nie pracują po 12 godzin za parę groszy tak jak my.
    • tomi_22 tak/nie 28.07.05, 11:01
      Ja mam rozne doswiadczenia. Ja i mili i bardzo nie mili. Wczoraj np szefowa
      apteki wybiegla za mna zeby mi dac cos czego zapomnialem - leciala na druga
      srone ulicy w kapciach - hehehe...

      A bylo i tak ze wogole mnie nie widzieli...
      • minka22 Re: tak/nie 28.07.05, 12:23
        a ja uwazam, ze wszystko zalezy od podejscia. Mi sie jeszcze nie przytrafilo,
        aby ktos mnie olal. Trzeba zrezygnowac z poziomu "ja - pan klient". Ja juz nie
        reaguje, jak panie ekspedientki ucinaja sobie ploteczki za lada, jakby nie
        zauwazajac, ze za chwile kolejka wyjdzie na ulice... Z panami od kablowki i
        elektrykami, zero problemu. Tzn. gdybym wystartowala od razu z pozycji
        roszczeniowej, ze ja chce i juz, to pewnie gosc by mnie olal, ale ja chytry
        lisek przejrzalam juz to "towarzystwo" i odpuszczam sobie. Wtedy jest okey. No
        i nigdy przenigdy nie zaczynam gadki po angielsku albo nie rzucam tekstu typu
        du ju spik inglisz? Bo to, kochani, zamyka przed wami wszystkie drzwi sklepowe
        i punkty uslugowe (wiadomo dlaczego). Ja i Tomi bylismy raz swiadkami jak
        kobitka w sklepie odziezowym zagaila ekspedientke wlasnie od "czy mowi po
        angielsku", a paniusia, ze oczywiscie NIE... chociaz przed sekunda szczebiotala
        z nami calkiem poprawna angielszczyzna :)))) Oczywiscie trzymalismy strone
        ekspedientki, hi,hi.
        A co do chleba, to na stacji benzynowej kupisz ciepla bagietke, albo cos
        pakowanego ;) Nie ma co tragizowac. A za komuny w PL sklepy byly w niedziele
        zamkniete, wiec ludzie kupowali sobie pieczywko w sobote ;) Tutaj tez sklepy sa
        otwarte w sobote...
        • bublik Re: tak/nie 28.07.05, 14:05
          Moze i rzeczywiscie post byl lekko przesadzony albo zlosliwie wyolbrzymiony,
          ale mieszkalem poprzednio w kilku innych panstwach i uwazam, ze poziom uslug
          tak prywatnych, jak i publicznych odstaje tutaj od przecietnej. Uwazam wprost
          za bezczelnosc pismo z telekomunikacji, ze przyjdzie ktos podlaczyc kabelek
          miedzy 9 a 18 w srode, a na prosbe o uscislenie, odpowiedz, ze niemozliwe jest
          dokladne podanie godziny. Z angielskim to prawda, nalezy go uzywac wylycznie w
          przpadku checi pozbycia sie natreta.
          Moze i prawda jest, ze ludzie powinni sie oszczedzac, nie stresowac, zycie jest
          tylko jedno i szybko uplywa. Dlatego pani z pralni czy pan z agencji
          mieszkaniowej nie maja obowiazku przejmowac sie "zachciankami" pana emigranta,
          ktory chce im dac zarobic. Dlaczego sie nie przejmuja? Bo tu nie ma zadnej
          prawdziwej konkurencji i wiedza, ze i tak musze z ich uslug skorzystac, a jak
          nie ja, to ktos inny. Moje podejscie do zycia tez jest egoistyczne, nie pracuje
          po 12 godzin i starannie planuje swoj czas, dlatego nie chce mi sie do konca
          zycia czekac tu na pana z agencji, ktory nie przyjdzie na spotkanie albo pana
          od telefonow. I to nie jest postawa pan-klient ani postawa roszczeniowa. To sa
          normalne zasady swiadczenia uslug na rynku konkurencyjnym, a czasem i
          elementarne zasady wspolzycia spolecznego i szacunek dla drugiego czlowieka.
          Mieszkam tu grubo ponad rok i tylu problemow w zwyklym codziennym zyciu nie
          mialem nigdy nigdzie indziej. A jesli chodzi o podjechanie do stacji benzynowej
          po chleb, to niestety, wlasnie stluklem samochod. Poszedl do garazu, mial byc
          gotowy w poniedzialek, pojechalem do garazu, samochod oczywiscie nie byl
          gotowy, a pan nie zadzwonil. Co go obchodzi, ze ja mialem plany i musialem sie
          zwolnic z prac, zeby po niego pojechac....
          • tomi_22 przyklad: kablowka 28.07.05, 18:50
            Pan umowiony na 10 rano. Przyszedl o 7:45 :)))

            Dobre co nie? Na szczescie po wysluchaniu mnie ze moj franc jest kiepski o tej
            porze, gadal po angielsku, ale musialem go zapewnic ze z uplywem casu dnia
            franc sie uplynnia :)))
    • ma_wi99 Re: poziom uslug w luksemburgu 31.07.05, 01:21
      Po pierwsze
Pełna wersja