Dodaj do ulubionych

"Anne z Zielonych Szczytów"

03.01.22, 10:10
Ukazał się nowy przekład "Ani z Zielonego Wzgórza". Nosi tytuł "Anne z Zielonych Szczytów". Tłumaczyła Anna Bańkowska.

Szkoda, że nie można wklejać tu zdjęć, bo zamieściłabym zdjęcie okładki.

Obserwuj wątek
    • 1karo_ka Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 03.01.22, 13:53
      To ja opiszę: wściekle pomarańczowy kolor tła, ostry róż liter tytułu i nazwiska Autorki, zielona główka Anne profilem, obok zielone ptak i jakieś kwiaty, pióro, wstążki.
      Okładki naocznie nie widziałam, jedynie jej zdjęcie na profilu „Kierunek Avonlea”.
      • pi.asia Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 03.01.22, 14:30
        1karo_ka napisała:

        > To ja opiszę: wściekle pomarańczowy kolor tła, ostry róż liter tytułu i nazwisk
        > a Autorki, zielona główka Anne profilem, obok zielone ptak i jakieś kwiaty, pió
        > ro, wstążki.
        > Okładki naocznie nie widziałam, jedynie jej zdjęcie na profilu „Kierunek Avonle
        > a”.

        To nawet nie jest róż, tylko biskupi. A zieleń taka bardziej turkusowa, przynajmniej na moim laptopie.
        Takie połączenie barw jest niestrawne dla moich oczu.
        • 1karo_ka Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 03.01.22, 17:34
          Dziękuję za dopowiedzenie :)
          Dla mnie też jest niestrawne. Jest takie pewne określenie na podaną paletę barw, ale „nie będę się wyrażać” ;)
    • aniadm Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 03.01.22, 17:22
      Jeszcze się nie ukazał, to dopiero zapowiedź. Będzie pod koniec stycznia.
      • pi.asia Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 03.01.22, 20:11
        aniadm napisała:

        > Jeszcze się nie ukazał, to dopiero zapowiedź. Będzie pod koniec stycznia.
        W empiku, taniej książce i na allegro już można zamawiać.
        Tam tez można obejrzeć okładkę.
    • galena91 Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 04.01.22, 08:14
      Okładka okładką, jak to mówią - nie oceniać po niej książki;) ja jestem ciekawa nowego tłumaczenia.
      • pi.asia Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 04.01.22, 10:11
        galena91 napisał(a):

        > Okładka okładką, jak to mówią - nie oceniać po niej książki;) ja jestem ciekaw
        > a nowego tłumaczenia.
        Toteż na razie piszemy wyłącznie o okładce. Można też dyskutować nad tytułem.
        • galena91 Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 06.01.22, 20:27
          Mi osobiście Zielone Szczyty nie przeszkadzają. Wręcz przeciwnie. Ale ja mam hopla na punkcie wiernych tłumaczeń. Podoba mi się, że ktoś odważył się na takie tłumaczenie i z chęcią przeczytam.
    • wedrowiec2 Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 26.01.22, 10:21
      Ciekawy wywiad z tłumaczką www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,157211,28036501,profanacja-zdeptane-dziecinstwo-dlaczego-nowe-tlumaczenie.html#S.main_topic_2-K.C-B.7-L.1.duzy
    • aga.doris Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 27.01.22, 09:08
      Skoro "Anne" to i reszta tytułu powinna być konsekwentnie w języku angielskim. Poza ty moim zdaniem "zielone szczyty" brzmią absurdalnie i niejasno. Pierwsze co się narzuca to zielone szczyty gór (jakieś Bieszczady?), szczyty głupoty ewentualnie;) Oczywiście szczyty domów też, ale czy nie sympatyczniej i bardziej po polsku brzmiałaby "Ania z zielonego poddasza" albo "Ania z zielonej facjatki"?
      • 1karo_ka Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 27.01.22, 11:11
        Rzecz polega na tym, że w tym tłumaczeniu chodziło o pokazanie realiów bliższych kanadyjskiej wsi, niż polskiej. Co w tym dziwnego? Dla miłośników L.M. Montgomery, którzy śledzą badania nad twórczością i życiem Maud, ten tytuł nie jest zaskoczeniem, wiadomo, że Maud (także Ania) miała swój ukochany east gable; niestety w polskim języku nie ma takiego odpowiednika (poddasze i facjatka to nie to). Natomiast nie podoba mi się tłumaczenie Orchard Slope (posiadłość Barrych) jako Sadowej Górki, Idlewild jako Zagajnik Błogości; we wcześniejszym tłumaczeniu była to Kraina Beztroski, u Bernsteinowej Zacisze Słowika; może zwykła Beztroska byłaby lepsza;)
      • mariamm87 Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 27.01.22, 21:03
        aga.doris napisała:

        > Skoro "Anne" to i reszta tytułu powinna być konsekwentnie w języku angielskim.

        No nie do końca, Harrego Pottera nie tłumaczmy na Henryka, Mary z tajemniczego Ogrodu nie jest Marysią, a Dzieci z Bullerbyn nie są Lucyną, Brygidą, Olkiem, Bolkiem i Leszkiem :)
        Jasne, że lubię tłumaczenie Bersteinowej, ale cieszę się, że w końcu książka (i mam nadzieję, że wkrótce cala seria) doczekala się porządnego tłumaczenia. Po tych wszystkich Izach i Philipach, Ewach i Lesiliach, Rebekach Dew i Monikach Rosach, ginących pojedynczych zdaniach i całych rozdziałach, niech w końcu polscy czytelnicy mają możliwość zapoznania się z wersją najbliższą oryginalnej. A nikt przecież nie spali na stosie innych wydań, kto będzie wolał wersję z Małgorzatą Linde i Józią Pye to spokojnie będzie mógł dalej je czytać :)
        • galena91 Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 28.01.22, 08:31
          Dokładnie tak. Każdy może wrócić do poprzednich tłumaczeń i nikt nikogo nie zmusza do czytania nowego:) Ja z ciekawości przeczytam.
          • leandra12 Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 28.01.22, 12:17
            Na Legimi już jest :)
    • aga.doris Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 02.02.22, 10:35
      Idąc tropem dosłowności tłumaczenia oryginałem, to może translator google wystarczy;)
      • aga.doris Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 02.02.22, 10:37
        * tłumaczenia z oryginałem
      • galena91 Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 03.02.22, 19:17
        To znaczy, że lepiej dosłownie nie tłumaczyć? Bo nie rozumiem. lepiej żeby każdy tłumacz zamiast tłumaczyć, interpretował, to co napisał autor po swojemu? Nie czytałam jeszcze tego nowego tłumaczenia, ale na podstawie "Błękitnego Zamku" wiem, że często przekład tak daleko "rozjeżdża się" z oryginałem, że jest to aż przykre. Pisząc książkę, Autorka ma nam do przekazania konkretne przesłanie a zmienianie go przez tłumacza jest co najmniej nieładne. Tak samo jak wycinanie przez tłumacza różnych fragmentów, zdań i całych rozdziałów.
        Ja tam się cieszę, że ktoś miał odwagę zauważyć, że green gables to bynajmniej nie są wzgórza.
        A poza tym nie rozumiem czemu wszyscy tak się podniecają tym nowym tłumaczeniem i pada tyle nieprzychylnych komentarzy. Kurczę, nikt nie pali poprzednich wydań i nie każe nikomu czytać nowego.
        • aga.doris Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 04.02.22, 13:09
          Dzięki dosłownym tłumaczeniom oglądamy film "Żądło" w dosłownym przekładzie z angielskiego „The Sting”. Jednak w slangu to słowo oznacza także „przekręt, oszustwo, numer” i właśnie w takim znaczeniu oddaje sens fabuły filmu.
          • galena91 Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 04.02.22, 16:51
            Tłumacze powinni zrobić gwiazdkę i przypis do tytułu ;P jasne, że często czegoś nie da się oddać dosłownie, ale zdaje się Zielone Wzgórza ni jak się mają do częsci składowej dachu - gables? Przecież chyba Maud nie ukryła pod tym słowem żadnych wzgórz, jak mniemam ;)
            Rozbraja mnie ta g...burza powstała z powodu jednego nowego tłumaczenia ponad stuletniej książki. Tłumaczka zwróciła tylko uwagę, że od lat polskie tłumaczenie ma błąd w tytule i zamiast go powtarzać, postanowiła spróbować zbliżyć się do oryginalnej nazwy domu. To źle? Źle, że chce pokazać, że Maud nie wymyśliła domu Ani na żadnym wzgórzu, tylko że ten dom ma pomalowane na zielono szczytowe częsci? Według mnie, nie. Oddawanie zamysłu autora nie jest błędem.
            • pi.asia Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 04.02.22, 18:06
              A jak Wam się podoba zdanie "Anne roześmiała się, próbując wyrwać mu rękę"? ;)
              • galena91 Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 04.02.22, 19:34
                szczerze, to słabo mi się podoba:) tak jak wspominałam wczesniej, książki jeszcze nie czytałam, więc oceniam jedynie tytuł. To jest zdanie z końca książki, ze sceny z pogodzenia się z Gilbertem?
                W pierwszej chwili rzeczywiscie wyobraziłam sobie Anie wyrywającą swoją rękę z uścisku Gilberta, a dopiero potem krwiorzerczą Anne która z diaboliczym uśmiechem wyrywa rękę przyjacielowi :P
                Jak będę miała wolne środki to pokuszę się o kupienie i przeczytanie tego przekładu, to będę oceniać tekst. Wiem jednak, że jest masa paskudnych przekładów ksiązek Maud i mało kto się nimi ekscytuje - tu na forum często były przytaczane różne kwiatki, ale nikt nie rwał sobie z tego powodu włosów z głowy. Z tym nowym przekładem wg mnie wszystko rozchodzi sie przede wszystkim o tytuł
                • aga.doris Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 04.02.22, 20:14
                  Może dlatego, że po polsku brzmi on co najmniej dziwnie, bo"zielone szczyty" nie kojarzą się z domem tylko górami?
                  • 1karo_ka Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 04.02.22, 21:51
                    Ciekawe, że w Japonii jest jedno tłumaczenie „Czerwonowłosa Anna”, żadnych szczytów i innych nazw w tytule.
                    • galena91 Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 05.02.22, 08:40
                      Kurczę, to chyba ten tytuł podoba mi się bardziej niż próby naszych tłumaczy by na siłę oddać "green gables"
                    • pi.asia Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 07.02.22, 23:03
                      1karo_ka napisała:

                      > Ciekawe, że w Japonii jest jedno tłumaczenie „Czerwonowłosa Anna”, żadnych szcz
                      > ytów i innych nazw w tytule.

                      W Japonii "Opium w rosole" Małgorzaty Musierowicz zatytułowano "Kreska szesnastoletnia u progu zimy" (czy też u schyłku zimy, nie pamiętam dokładnie)
                      • galena91 Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 08.02.22, 19:04
                        Hahaha:)
                      • yoo-a-koo Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 08.02.22, 20:16
                        A nie "Kreska szestastoletnia W ŚRODKU zimy"? ;-)
                        • pi.asia Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 09.02.22, 00:16
                          yoo-a-koo napisała:

                          > A nie "Kreska szestastoletnia W ŚRODKU zimy"? ;-)
                          Bardzo możliwe, że tak. Pisałam że nie pamiętam dokładnie.
                          Japończycy zmienili tytuł, bo nie pasował im narkotyk w książce dla młodzieży;)
                          • 1karo_ka Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 09.02.22, 08:28
                            Tłumacz japoński od razu wprowadził czytelnika w temat ;)
                  • galena91 Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 05.02.22, 08:36
                    Dziwnie, ale jak inaczej oddać sens tytułu? Nie funkcjonuje u nas inne określenie na szczyt domu jak... szczyt. Nie mamy osobnej nazwy i musimy improwizować. A wzgórza w żadnym wypadku nie są synonimem szczytowej części domu. Może poddasze byłoby lepsze?
                    • 1karo_ka Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 05.02.22, 09:28
                      O tym, że Green Gables to Zielone Szczyty i jest to nazwa pochodząca od koloru ściany w szczycie domu, dowiedziałam się z 10-15 lat temu, a może jeszcze wcześniej - czas szybko płynie ;) i po prostu nie zawracałam sobie tym głowy. Zielone Wzgórze nie „zgrzytało” mi zupełnie; Ania ciągle skądś zbiega (co nasuwa myśl o nierówności terenu), płyną strumyki, zdarzają się kotliny, (posiadłość Lyndów to Lynde’ s Hollow- nowe tłumaczenie Dołek Lynda)
                      w sąsiedztwie mamy Orchard Slope, (przetłumaczone w nowym wydaniu jako Sadowa Górka), więc łatwo było wyobrazić sobie to zielone wzgórze, jako takie lekkie wzniesienie miejsca gdzie stał dom, otoczony drzewami, krzewami i ogrodem.
                    • pi.asia Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 05.02.22, 20:01
                      galena91 napisał(a):

                      > Dziwnie, ale jak inaczej oddać sens tytułu? Nie funkcjonuje u nas inne określen
                      > ie na szczyt domu jak... szczyt. Nie mamy osobnej nazwy i musimy improwizować.
                      > A wzgórza w żadnym wypadku nie są synonimem szczytowej części domu. Może poddas
                      > ze byłoby lepsze?
                      Sęk w tym, że to wcale nie chodziło o poddasze.
                      Maud mieszkała w "east gable room" czyli w pokoju na piętrze (nie na poddaszu), a jej okno w szczytowej ścianie wychodziło na wschód. Fakt, fragment sufity był skośny, ale nie było to poddasze. Niestety, w polskim języku nie ma dobrego określenia na ten fragment architektoniczny, zwany "gable", i w tym cały problem.
                      Moim zdaniem lepszy byłby tytuł Anne z Green Gables, ale tłumaczka zdecydowała się na nazwanie rzeczy po imieniu i wybuchła burza.

                      Żeby było ciekawiej, stworzony w wyobraźni pisarki dom o nazwie Green Gables wcale nie miał nic zielonego, nawet tych nieszczęsnych gables. Może tylko okna. Farby były dośc drogie i nikt z oszczędnych farmerów nie marnował ich na malowanie kawałków bocznych ścian.

                      To trochę tak, jakbym ja nazwała swój dom na przykład Willa Akropol. Każdy, absolutnie każdy zobaczy w wyobraźni budowlę w stylu antycznym, wyposażoną w kolumny i ozdobny portyk. A tymczasem jest to stary, drewniany wiejski domeczek...
                      • 1karo_ka Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 05.02.22, 21:33
                        „Żeby było ciekawiej, stworzony w wyobraźni pisarki dom o nazwie Green Gables wcale nie miał nic zielonego, nawet tych nieszczęsnych gables. Może tylko okna. Farby były dośc drogie i nikt z oszczędnych farmerów nie marnował ich na malowanie kawałków bocznych ścian.”

                        Tzn, o ile się nie mylę, ten dom istniał naprawdę, ale faktycznie nie miał zielonych szczytów. W wyobraźni Maud „pomalowała” szczyty na zielono, bo jej zdaniem ten dom wiele by skorzystał na takiej kolorystyce, i taki dom opisała w Ani. Jeśli wypisuję herezje, to proszę o poprawienie ;)
                        • 1karo_ka Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 06.02.22, 00:01
                          Dokończę zatem:
                          „ Dla potrzeb Ani z Zielonego Wzgórza na nowo wyobraziła sobie niektóre z miejsc, które kochała, w tym na przykład tę farmę, należącą wówczas do brata i siostry, Davida i Margaret Macneillów. Według Montgomery pomysłem na główne miejsce jej powieści był „nie tyle sam dom, co sytuacja i sceneria, a prawdziwość mojego opisu tego jest poświadczona faktem, że wszyscy go rozpoznali”. (Dziennik L.M. Montgomery'ego, 27 stycznia 1911)”
                          lmmontgomeryliterarytour.com/inspiring-places/
                        • pi.asia Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 06.02.22, 00:13
                          1karo_ka napisała:


                          > Tzn, o ile się nie mylę, ten dom istniał naprawdę, ale faktycznie nie miał ziel
                          > onych szczytów. W wyobraźni Maud „pomalowała” szczyty na zielono, bo jej zdanie
                          > m ten dom wiele by skorzystał na takiej kolorystyce, i taki dom opisała w Ani.
                          > Jeśli wypisuję herezje, to proszę o poprawienie ;)

                          To nie herezje tylko pewna niedokładność, mianowicie ten dom NIE ISTNIAŁ w rzeczywistości. Pisarka go sobie wymyśliła po czym nazwała Green Gables.

                          Możliwe, że wymyśliła go sobie - tak jak piszesz - z zielonymi szczytami i nazwała stosownie do wyglądu. To by było logiczne i zrozumiałe. I odpadają argumenty, że farba była droga, wszak pomalowanie domu w wyobraźni nie kosztuje ani centa.
                          Ale tego się już nie dowiemy, chyba że ktoś znajdzie informację o tym w Dziennikach.
                          • 1karo_ka Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 07.02.22, 21:31
                            Maud pisze:

                            „Green Gables was drawn from David Macneill’s house, now Mr. Webb’s- thought not so much the house itself as the situation and scenery, and the truth of my description of it is attested by the fact that everybody has recognized it”
                            ( Friday, Jan. 27, 1911, Cavendish, P.E.I. The Selected Journals of L.M. Montgomery Vol. II ( 1910-1923)”

                            „Zielone Wzgórza zostały zaczerpnięte z domu Davida Macneilla, teraz pana Webba –nie tyle co sam dom, ale położenie i sceneria, a prawdziwość mojego opisu poświadcza fakt, że wszyscy go rozpoznali”.
                            • pi.asia Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 07.02.22, 23:02
                              1karo_ka napisała:

                              > Maud pisze:
                              >
                              > „Green Gables was drawn from David Macneill’s house, now Mr. Webb’s- thought no
                              > t so much the house itself as the situation and scenery, and the truth of my de
                              > scription of it is attested by the fact that everybody has recognized it”
                              > ( Friday, Jan. 27, 1911, Cavendish, P.E.I. The Selected Journals of L.M. Montgo
                              > mery Vol. II ( 1910-1923)”
                              >
                              > „Zielone Wzgórza zostały zaczerpnięte z domu Davida Macneilla, teraz pana Webba
                              > –nie tyle co sam dom, ale położenie i sceneria, a prawdziwość mojego opisu poś
                              > wiadcza fakt, że wszyscy go rozpoznali”.

                              Green Gables to nie Zielone Wzgórza tylko Zielone Szczyty. I kluczowe są słowa NIE TYLE CO SAM DOM. Czyli dom był wymyślony ale osadzony w istniejącym otoczeniu.
                              • 1karo_ka Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 08.02.22, 08:56
                                Nie możemy się dogadać :)))
                                Ten dom istniał, nie nazywał się Green Gables; został w zmodyfikowany w wyobraźni Maud, i posłużył do zbudowania ZW- wybacz, ale dla mnie posiadłość Cuthbertów zawsze zostanie Zielonym Wzgórzem :))) mimo „zburzenia” go przez p. Bańkowską.
                      • jadwiga1350 Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 27.02.22, 11:47
                        pi.asia napisała:

                        > Żeby było ciekawiej, stworzony w wyobraźni pisarki dom o nazwie Green Gables wc
                        > ale nie miał nic zielonego, nawet tych nieszczęsnych gables. Może tylko okna. F
                        > arby były dośc drogie i nikt z oszczędnych farmerów nie marnował ich na malowan
                        > ie kawałków bocznych ścian.
                        >

                        W "Ani z Avonlea" mieszkańcy składają się na malowanie domu ludowego. Ciekawe czy w realu taki projekt by przeszedł?
              • yanga Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 26.02.22, 22:24
                Wystarczy zerknąć parę linijek wyżej, gdzie jest wyraźnie napisane: "Skwapliwie pochwycił jej dłoń" i cała dwuznaczność znika. Kpiny na podstawie zdania wyrwanego z kontekstu uważam za nieuczciwość.
                • galena91 Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 28.02.22, 07:45
                  Z mojej strony to nie była kpina, tylko próba rozładowania napiętej dyskusji o nowym przekładzie. Staram się cały czas stanąć w obronie pracy kobiety - p. Bańkowskiej, która podjęła trud i ryzyko trochę innego przetłumaczenia tytułu starej książki.

                  Jakbyś zerknęła niżej w dyskusji to jest mi tam zarzucane, że "szczytuję" razem z tymi Szczytami. No weźcie... jak bronię tłumaczenia to jestem fanatyczką, a jak trochę pożartuję to się okazuje, że są to kpiny nie na miejscu...
                  Wg mnie nie na miejscu jest nazywanie czyjejś pracy- tutaj tłumaczki-używaniem translatora google, co zarzuciła jedna z osób.
                  • yanga Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 11.02.23, 23:34
                    Ale to nie było do Ciebie, tylko do pi.asi. Chodzilo mi o kontekst tego zacytowanego zdania z wyrywaniem ręki.
                    • ciotka.scholastyka Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 13.02.23, 13:56
                      yanga napisała:

                      > Ale to nie było do Ciebie, tylko do pi.asi. Chodzilo mi o kontekst tego zacytow
                      > anego zdania z wyrywaniem ręki.


                      To samo chciałam napisać, dzięki :)
                      • pi.asia Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 19.02.23, 12:26
                        ciotka.scholastyka napisała:

                        > yanga napisała:
                        >
                        > > Ale to nie było do Ciebie, tylko do pi.asi. Chodzilo mi o kontekst tego z
                        > acytow
                        > > anego zdania z wyrywaniem ręki.
                        >

                        Ale zdecydowanie lepiej wyglądałoby to zdanie bez słówka "mu" - "Anne roześmiała się, próbując wyrwać rękę" - i wiadomo że chodziło o jej własną rękę.
                        Użycie tego nieszczęsnego MU jak dla mnie było bez sensu. Niezależnie od zdań wcześniejszych.
                        >
                        > To samo chciałam napisać, dzięki :)
    • aga.doris Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 07.02.22, 18:43
      Ostatnio dużo się mówi w mediach o królowej Elżbiecie Drugiej (70 lecie panowania) i jakoś nikomu do głowy nie przychodzi mówić o niej Elizabeth The Second, tak jak i o księciu Karolu nie mówi się Charles, a o Andrzeju - Andrew chociaż przecież William i Kate, Harry, a nie Wilhelm, Kasia, Heniek. Jeśli w kręgach dynastycznych jest taka dowolność, to co komu przeszkadzała Ania? Może po prostu chodziło o szum, i jak zwykle o kasę za n-te tłumaczenie słodkiej ponad stuletniej ramotki? Tłumaczenie tak naprawdę nikomu nie potrzebne, bo ci znający angielski przeczytają sobie oryginał, a ci nie znający będą sobie języki łamać na Matthew, Anne itp.
      • pi.asia Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 07.02.22, 23:13
        aga.doris napisała:

        > a ci nie znający angielskiego będą sobie języki łamać na
        > Matthew, Anne itp.

        Nie są to trudne imiona, ale konstrukcje z użyciem angielskich mion, które nie dadzą się odmienić, wyglądają cokolwiek dziwacznie, np.:
        "Opowiem to Matthew przy śniadaniu"
        "Matthew zastały w stodole"
        "Anne rzuciła się Matthew na szyję"

        Świetnie wybrnął z tego Paweł Beręsewicz w swoim przekładzie - uznał mianowicie, że ten nieodmienialny Matthew będzie w polskiej składni zgrzytem - i trójce głównych bohaterów zostawił polskie imiona - jest Ania, Maryla i Mateusz.
        Na pytanie Maryli "Jak się nazywasz?" pada odpowiedź: "Ania. Anne Shirley." Ten pomysł pozwolił tłumaczowi zarówno używać dalej polskiego imienia, jak i zgodnie z oryginałem przedstawić problem "Anne with an E".
        • 1karo_ka Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 08.02.22, 09:04
          Dokładnie tak; Matthew i Marilla niestety mi „zgrzytają”, a tu fragment tej rozmowy:

          „W przypadku Mateusza zaważyła również fleksja. Oryginalnego imienia Matthew nijak nie da się odmienić po polsku, a bez tego trudno byłoby skonstruować naturalnie brzmiące polskie zdania. Spolszczyłem również nazwy farm w Avonlea, np. Zielone Wzgórze oraz oczywiście romantyczne nazwy nadawane przez Anię różnym elementom miejscowego krajobrazu. Także podsumowując, w moim tłumaczeniu „Ani z Avonlea” spotkamy Paula Irvinga oraz Davy’ego i Dorę Keithów.”

          • 1karo_ka Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 08.02.22, 09:35
            kierunekavonlea.blogspot.com/2013/09/wywiad.html
            Cały wywiad z p. Beręsewiczem; pozwoliłam sobie zamieścić link do całej strony.
            • pi.asia Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 08.02.22, 15:24
              Ha, autorkę tego bloga znam osobiście. Jak również jej blog :)
              A w moim osobistym rankingu przekład P. Beręsewicza zajmuje zdecydowanie pierwsze miejsce, głównie ze względu na uwypuklenie komizmu niektórych scen i określeń.
              Czy interesuje Cię wzięcie udziału w dyskusyjnej grupie na fb, poświęconej właśnie Ani z Zw? Jeśli tak, to pisz do mnie na gazetowy ;)
              • 1karo_ka Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 09.02.22, 08:26
                :))))))
                Autorki nie znam osobiście, aczkolwiek jakieś uwagi i refleksje wymieniłyśmy. A Blog to miód na moje serce i duszę :)))
                Wiem o istnieniu Grupy i serdeczne dzięki za wspomnienie o niej (nie mam założonego konta na Facebooku- tak, wiem, nie ma mnie i nie istnieję :)))) )
                Ja lubię tłumaczenie Boręsewicza. Ale-przekład p. Borzobohatej-Sawickiej też jest moim zdaniem niezły.
      • galena91 Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 08.02.22, 19:17
        ja tam słyszałam już o księciu Wilhelmie i księżnej Katarzynie:)
        a tak serio, to czemu wypowiadasz się w imieniu ogółu - że nikomu nie jest to tłumaczenie potrzebne? Może Twoim zdaniem tak jest, ale pozwól, aby w tej sprawie każdy wypowiedział się za siebie.
        Istnieje masa tłumaczeń mojego ulubionego Błękitnego Zamku. Ja mam trzy różne i żadne mnie nie uszczęśliwia. W każdym są lepsze i gorsze fragmenty. Przeczytałam oryginał, ale dalej marzę o przekładzie, który mnie zadowoli. Może się takiego nie doczekam, ale trudno, pomarzyć wolno.
        Jak ktoś chce kupić nowe wydanie niech sobie kupi, jak ktoś woli inne, też mu wolno do nich wracać. Co to za zamordyzm - zabrońmy ludziom nowych tłumaczeń? Wg mnie to taka g...burza. Kurczę, niech sobie każdy czyta co chce i już...
        • aga.doris Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 09.02.22, 00:04
          Wypowiadam się jedynie w swoim imieniu i mam do tego prawo tak jak i ty. Dziwi mnie twoja agresja i emocjonalne zaangażowanie w obronie tego tłumaczenia. Nie denerwuj się tak, nikt ci nie odbierze prawa do szczytowania na zielono razem z Anne i Matthew. A Błękitny Zamek spróbuj sama przetłumaczyć, tak tylko dla siebie. Może to będzie właśnie ten idealny przekład, który cię w końcu uszczęśliwi;)
          • galena91 Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 15.02.22, 16:59
            Mam lepsze powody do szczytowania niż nowe tłumaczenia starych książek:) ale cóż, głodnemu, chleb na myśli:)
    • srebrny_lisek Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 11.02.23, 20:37
      Traktuję ten przekład jako eksperyment i cieszę się, że powstał. :) Czytając to jednak miałam wrażenie, że umknęło kilka smaczków, spalono parę żartów, a styl nie był już tak żywy. Za to zachowano poprawne nazewnictwo roślinności występującej na WKE, ba, ukuto na te potrzeby nazwę "majownik". Dzięki temu dowiedziałam się, że jeden z ukochanych kwiatków LMM to był majownik, a nie konwalia majowa. W napięciu czekałam na porównanie "róży" do "skupni cuchnącej" i nie rozczarowałam się, ha.
      "Gables" ledwo trzyma się naszej rzeczywistości językowej i trochę mi zajęło dojście do właściwego znaczenia tego słowa, ze względu na mylące wyjaśnienia, po prostu "gables" i "szczyt" dla Polaków są przezroczyste.
      Dla mnie Anne z Zielonych Szczytów brzmi za to trochę jak jakaś Brunhilda z Lodowych Gór. ;) Nie to, że źle, ale nie kieruje wyobraźni tam, gdzie powinno. ;>
      • ciotka.scholastyka Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 13.02.23, 13:59
        srebrny_lisek napisał(a):

        > Traktuję ten przekład jako eksperyment i cieszę się, że powstał. :) Czytając to
        > jednak miałam wrażenie, że umknęło kilka smaczków, spalono parę żartów,

        Których?
        • pi.asia Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 19.02.23, 12:38
          ciotka.scholastyka napisała:

          > srebrny_lisek napisał(a):
          >
          > > Traktuję ten przekład jako eksperyment i cieszę się, że powstał. :) Czyta
          > jąc to
          > > jednak miałam wrażenie, że umknęło kilka smaczków, spalono parę żartów,
          >
          > Których?

          Pierwszy, który mi się nasuwa, to rozmowa Maryli i Mateusza na temat zatrzymania Ani. W innych tłumaczeniach (a także w oryginale) jest mniej więcej cos takiego:
          Maryla pyta "Na co mogłaby nam się przydać?", a Mateusz odpowiada "Może to my moglibyśmy przydać się jej"

          Tymczasem w nowym tłumaczeniu jest inaczej. Maryla pyta: Co by nam z tego przyszło? A Mateusz odpowiada: Może wynikłoby z tego jakieś dobro.

          Sens jest zupełnie wypaczony. Znika najważniejsza rzecz - że oni, Cuthbertowie, są potrzebni tej dziewczynce bardziej niż ona im.

          Takich odejść od oryginału jest więcej.
      • pi.asia Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 19.02.23, 12:30
        srebrny_lisek napisał(a):

        > Traktuję ten przekład jako eksperyment i cieszę się, że powstał. :) Czytając to
        > jednak miałam wrażenie, że umknęło kilka smaczków, spalono parę żartów, a styl
        > nie był już tak żywy. Za to zachowano poprawne nazewnictwo roślinności występu
        > jącej na WKE, ba, ukuto na te potrzeby nazwę "majownik". Dzięki temu dowiedział
        > am się, że jeden z ukochanych kwiatków LMM to był majownik, a nie konwalia majo
        > wa.

        A ten akurat element zawdzięczamy nie Bańkowskiej, ale połączonym siłom pewnego botanika, który taką właśnie nazwę wymyślił jakis czas temu (i poddał ją pod głosowanie na facebookowej grupie) i kobiety, która była swego rodzaju łącznikiem pomiędzy owym botanikiem a tłumaczką.
    • the_dzidka Re: "Anne z Zielonych Szczytów" 22.02.23, 11:44
      Przeczytałam właśnie wszystkie dostępne tomy w nowym tłumaczeniu i jestem za-chwy-co-na :) Owszem, nie bezkrytycznie, kilka rzeczy mi się nie podobało. Po lekturze uważam, że Zielone Szczyty powinno się zostawić w oryginale, zwłaszcza że nazwy miejscowości nie są tłumaczone. Sadowa Górka brzmi beznadziejnie. Ponadto w pierwszym tomie tłumaczka w jednym miejscu napisała "Mateusz" zamiast Matthew :D Imbir mógłby zostać Gingerem. Ale już Dusty Miller lepiej pasuje do kota niż jakiś tam Marcin. Nie mówiąc już o Rustym zamiast banalnego Mruczka!
      Ogólnie tłumaczenie jest świeże, lekkie, urocze i niecierpliwie czekam na kolejne :)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka