Dodaj do ulubionych

Kwestia pieniądza

09.03.09, 20:21
Witam.
Forum czytuję od dawna, teraz postaram się wnieść coś niecoś w jego rozwój.

Wątek zrodził się pod wpływem rozmyślań nad zarobkami Emilki i panny Lawendy.
Jak wyglądał pieniądz i kwestie utrzymania u LMM? Jak zarabiano, jak
kształtowały się ceny, co uważano za luksus?
I) Dużo osób "jest bogata"- czyli zakładamy, ze utrzymują się z renty.
Nieokreślone są źródła dochodów starych panien (Lawenda, Minerwa Tomgolln,
panny Pringle-procent od majątku?)

Wielu utrzymuje się i to nie raz na niezłym poziomie z posiadania ziemi-
uprawy ("W pajęczynie Życia") albo dzierżawy ("Emilki"). Mamy pisarki, lekarzy
i nauczycieli, później pielęgniarki, ekspedientki i krawcowe przy czym
zaznaczone jest że pensja męża wystarcza na wygodne życie.Jako osoby biedne
pokazani są ludzie utrzymujący się z morza (rybacy).

Wydatki:
Rysik ozdobny- 2 centy
Naszyjnik z paciorków- 50centów w promocji
Elegancka sukienka- 20 dolarów, drogo
Waza (kupiona na gwałt)-20 dolarów
Kogut zabity- skup 50 centów(mało)

Nie płaci się za prąd- kupuje się świece (przy czym palenie 3 na raz jest
tańsze niż lampa gazowa) i ewentualnie naftę. Na wsi jedzenie w dużej części
własne-ogród, sad, jajka, kurczęta.

Jako synonimy luksusu są wymienione klejnoty, złoty naparstek, jedwabne suknie
i "jadanie co dzień lodów i kurcząt w sałacie". Z kolei w "Pajęczynie..."(
lata dwudzieste) samochód jest czymś normalnym, nawet lekkomyślny Noel ma taki
na podorędziu.

Pamięta ktoś ile pieniędzy zarobiła Emilka sprzedając prenumeraty? Ile
wynosiły jej tantiemy? O czym marzono w kwestiach materialnych?

Obserwuj wątek
    • supervixen Re: Kwestia pieniądza 11.03.09, 00:05
      > Pamięta ktoś ile pieniędzy zarobiła Emilka sprzedając prenumeraty?
      Ile
      > wynosiły jej tantiemy? O czym marzono w kwestiach materialnych?

      Jeśli chodzi o zarobki Emilki, to pierwsza zapłata to chyba były
      nasionka:) Równowartość 2 dolarów. Potem były kwoty 2, 10, 3
      dolarów za wiersze i opowiadania i 40 dolarów za Kobietę, która
      dała klapsa królowi. Emilka zarobiła w tamtym roku 90 dolarów (a
      była jeszcze w szkole średniej). To wszystko w drugiej części, zaś w
      trzeciej sprzedała jakieś opowiadanie za 50 dolarów.

      I jakaś pani na weselu Ilzy jest zbulwersowana, że pończochy Ilzy
      kosztowały podobno 14 dolarów:D
    • supervixen Re: Kwestia pieniądza 11.03.09, 00:05
      A, i witamy na forum, Kooreczko:)
    • pontecorvo Re: Kwestia pieniądza 11.03.09, 10:50
      Ja z taka luźną uwagą: odczuwałam zawsze w cyklu Ani pewnego rodzaju potrzebę
      oszczędzania, wyrażającą się np. niemożnością spełniania marzeń, zachcianek
      (m.in. słynne bufiaste rękawy Ani), pracowanie przez panie domu wraz z najętymi
      ludźmi (np.Maryla), ogólnie hołd pracy - tak gdzieś do Złotego Brzegu. bo potem
      zaczęły się "złote naparstki", Ani "niepracowanie", a jedynie niepoważne
      zajmowanie się ogrodem i tulenie dzieci do snu (p. wątek o Sprawach
      gospodarskich: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30357&w=68307298)itd.
      Może LMM wraz z poprawą swoich warunków finansowych, inaczej to zaczęła ujmować
      w książkach?
      • pontecorvo Re: Kwestia pieniądza 11.03.09, 10:52
        Przepraszam, źle wkleiłam link:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30357&w=68307298
      • kooreczka Re: Kwestia pieniądza 11.03.09, 16:26
        Z tego co pamiętam Marylę był stać na bufiaste rękawy, ale starała się skromnymi
        strojami rozbudzić w Ani poczucie skromności, co chyba krytykowała nawet(choć
        tylko w myślach) Pani Linde. Gdy Mateusz kupił jej ładną suknię Maryla dała za
        wygraną w kwestii strojów i z własnej inicjatywy kupowała ładne rzeczy coby jej
        brat nie prosił sąsiadek o pomoc w wyborze:)
    • jadwiga1350 Re: Kwestia pieniądza 11.03.09, 12:30
      > Wielu utrzymuje się i to nie raz na niezłym poziomie z posiadania
      ziemi-
      > uprawy

      Mnie szczególnie zastanawia to bogactwo ludzi utrzymujących się z
      ziemi.Nawet jeśli ktoś sam wszystko robi, tak jak to było na
      Zielonym Wzgórzu. Mateusz sam zajmuje się całym gospodarstwem,
      Jerryego do pomocy ma tylko w miesiącach letnich. Maryla i Ania
      pracują tylko w domu. Nic nie ma o tym żeby pomagały Mateuszowi w
      polu czy w gospodarstwie. Maryla doi krowy, ale po za tym niczym
      innym w gospodarstwie się nie zajmuje. I przy takim stanie rzeczy
      Cuthbertom dobrze się powodzi. Jeśli nie pławią się w luksusie to
      tylko dlatego, że oszczędność i skromność jest dla nich cnotą,
      szczególnie dla Maryli. Mają duży dom, stać ich na dobre jedzenie, z
      okazji wizyt pastora nawet na wykwitne. To czym Ania czestuje Dianę
      to też nie są jakieś resztki, czy zwykły chleb. Kiedy Maryla
      rezygnuje z wyrabiania w Ani skromności, Cuthbertów stać na
      eleganckie stroje dla wychowanki. Mateusz raz po raz robi Ani
      prezenty.Po za tym mają jeszcze oszczedności w banku.I to jest
      trochę dziwne,że Mateusz sam pracując w gospodarstwie potrafił takie
      zyski wyciągnąć z ziemi.Patrząc na sytuację na ziemiach polskich w
      tym czasie, to kogoś , kto sam pracował na ziemi stać było na
      egzystencję na poziomie chłopa pańszczyźnianego. Zaś ludzie o
      dochodach Mateusza Cuthberta miewali zastępy parobków do pracy w
      polu i gospodarstwie.
      A Mateusz sam zapracował na egzystencję swojej rodziny, na podatki i
      jeszcze coś niecoś do banku odłożył.

      Jeśli rolnictwo przynosiło takie duże dochody, to tym dziwniejsze
      jest że rybacy (jak to zauważyła Kooreczka)to ludzie
      biedni.Przecież i rolnik i rybak zajmuje się dostarczaniem żywności
      społeczeństwu.Jeśli żywność jest droga, to zarówno rolnikom jak i
      rybakom powinno się powodzić dobrze. A tu rybak to biedak. Może
      Kanadyjcycy nie lubili ryb?

      Zadziwiające jest skąd biorą dochody różne stare panny.Ot choćby
      panna Lawenda, czy Helena i Rozalia West.Nic nie ma żeby miały
      jakisś majątek, a biedy nie cierpią. Rozumiem że wdowy żyją z
      emerytury po mężach, ale panny? Panny powinny zyć na garnuszku u
      jakiejś dalszej rodziny.

      Zastanawia mnie też fakt, że rodzina pastora Mereditha jest taka
      biedna. Czytając LMM można wywnioskować że pastorzy to raczej ludzie
      zamożni, a zostanie pastorem to awans społeczny i szacunek
      otoczenia. A Pastor Meredith to bieda z nędzą. I dlaczego? Przeciez
      ludzie w Glenn to kościoła chodzili, na pensję dla pastora było ich
      stać, Meredithom powinno się dobrze powodzić. A tu dzieci wiecznie
      głodne i byle jak ubrane. Tak sobie myślę że może tych pieniędzy to
      i było dużo tylko ta stara ciotka już nad nicym nie panowała i
      wszystko jej przeciekało przez palce. No bo po ślubie pastora z
      Rozalią tej biedy już nie widać. A hojność parafian chyba tak nagle
      nie wzrosła.


      • supervixen Re: Kwestia pieniądza 11.03.09, 12:46
        Co do pastora Mereditha to może kokosów nie zarabiał, ale biedny nie
        był na pewno. Akurat u niego problem polegał na zupełnym
        niedostrzeganiu potrzeb rodziny. Po aferze z łydkami Flory zaraz
        poleciał kupować pończochy - wcześniej Flora nie miała ich, bo
        ojciec nawet by nie wpadł na pomysł kupna tak dziwnej rzeczy jak
        pończochy, a nie dlatego, że klepał biedę. Myślę, że dzieciom
        wydawało się, że z pieniędzmi jest bardzo źle, no bo pewnie nie
        wiedzieli ile wynosi pensja ojca, i dlatego o nic go nie prosili.

        Ale swoją drogą ciekawe, co Marta z tą kasą robiła:)
      • pontecorvo Re: Kwestia pieniądza 11.03.09, 13:04
        jadwiga1350 napisała:
        > Zastanawia mnie też fakt, że rodzina pastora Mereditha jest taka
        > biedna. Czytając LMM można wywnioskować że pastorzy to raczej ludzie
        > zamożni, a zostanie pastorem to awans społeczny i szacunek
        > otoczenia. A Pastor Meredith to bieda z nędzą. I dlaczego? Przeciez
        > ludzie w Glenn to kościoła chodzili, na pensję dla pastora było ich
        > stać, Meredithom powinno się dobrze powodzić. A tu dzieci wiecznie
        > głodne i byle jak ubrane. Tak sobie myślę że może tych pieniędzy to
        > i było dużo tylko ta stara ciotka już nad nicym nie panowała i
        > wszystko jej przeciekało przez palce. No bo po ślubie pastora z
        > Rozalią tej biedy już nie widać. A hojność parafian chyba tak nagle
        > nie wzrosła.
        supervixen napisała:
        >Ale swoją drogą ciekawe, co Marta z tą kasą robiła:)

        Doprawdy czytając opisy życia na plebanii aż trudno uwierzyć, że bieda ta tylko
        z braku dobrego gospodarzenia oraz niedostrzegania potrzeb wynikała. Znamienne,
        że brakowało nie tylko przyzwoitych (!) ubrań dla dzieci, rzeczy codziennego
        użytku (pościel), ale i jedzenia!!! Na co mogły być wydawane pieniądze w sposób
        tak dalece niekontrolowany? Książki, opracowania biblijne dla pastora?
        No bo trudno chyba posądzać stara Martę, że gdzieś na boku przepuszczała
        pieniądze (chociaż kto to wie? może jakieś utrzymanie potomka z nieprawego łoża;
        hazard? :)))
        • supervixen Re: Kwestia pieniądza 11.03.09, 13:11
          Na co mogły być wydawane pieniądze w sposób
          > tak dalece niekontrolowany? Książki,

          Hehe, to raczej Ignacy Borejko:D

          A co do Marty, to sądzę, że ona już nie była w pełni sił umysłowych,
          że się tak wyrażę. Pewnie chorobliwie oszczędzała i upychała
          pieniądze do skarpet.
          • pontecorvo Re: Kwestia pieniądza 11.03.09, 13:56
            > A co do Marty, to sądzę, że ona już nie była w pełni sił umysłowych,
            > że się tak wyrażę. Pewnie chorobliwie oszczędzała i upychała
            > pieniądze do skarpet.
            Ale myślisz, że żadne z dzieci by tego nie przyuważyło? Choćby najstarszy Jerry
            czy rozważna Una?
            • jadwiga1350 Re: Kwestia pieniądza 11.03.09, 14:30
              Po ślubie Johna z Rozalią ta bieda znika jak za dotknięciem
              czarodziejskiej różdzki.Bertie ma już inne dzieciństwo niż jego
              przyrodnie rodzeństwo. Nie chodzi głodny i biednie ubrany. A Rozalia
              przecież posagu do małżeństwa nie wniosła żeby podnieść stopę
              życiową rodziny. To jest zastanawiające.Marta mogła rzeczywiście
              chorobliwie oszczędzać. Do kuchni dzieci nie miały dostępu, nawet
              pełna tupetu Mary Vance tam się nie dostała, nie wiadomo co ciotka
              robiła w tym swoim królestwie.
              Ciotka nie była w pełni sprawna umysłowo więc mogła się też dać
              oszukiwać różnym dostawcom, choćby temu rzeźnikowi co dostarczał
              baraninę na plebanię.
              Z drugiej strony Marta wykazywała też niezwykłą jasność umysłu. Mówi
              Florze że musiała zabić Adama, bo obcy pastor nie będzie jadł
              baraniny. Gdyby tak zupełnie nie kontaktowała byłoby jej obojetne co
              poda gościowi.
              • supervixen Re: Kwestia pieniądza 12.03.09, 09:07
                Nie no, pewnie, że Marta nie była tak całkiem zniedołężniała
                umysłowo, niemniej jednak była już mocno zdziwaczała...

                I myślę, że to możliwe, że dzieci nie wiedziały o tym (tzn o jej
                kreatywnej księgowości, hehe;)) Kto by im mówił, ile ojciec naprawdę
                zarabia? A Marta też raczej nie spowiadała im się ze swoich poczynań
                (nie mówiąc już o tym, że pewnie starali się przebywać w jej
                towarzystwie najmniej jak to tylko możliwe:D)
                • kooreczka Re: Kwestia pieniądza 12.03.09, 15:06
                  Ile dzieci 8-12 letnich wie dzisiaj ile zarabiają ich rodzice i czy to dużo czy
                  mało?
      • spinelli jakie bogactwo? 11.03.09, 14:26
        Nie wiem czym takim zajadaja sie Maryla i Mateusz i jakie to zastepy parobkow do
        pracy mial Mateusz.
        Duze domy to byla norma na kanadyjskich farmach. Budulec, jak juz pisalam byl
        tani albo za darmo. Ludzie pracowali bardzo ciezko, karczowali las - z tego
        mieli wieksze pole, material budowlany i opal. Weglem tu nie palono tylko drewnem.

        To, ze Maryla zajmuje sie tylko dojeniem krow to jest absolutny nonsens.
        Pamietajmy, ze farmy takie jak "Green Gables" byly niemal samowystarczalne,
        kobiety pracowaly jak woly, do tego ich sytuacja byla o tyle ciezsza, ze nie
        posiadaly nic w swietle prawa, wszystkie dochody szly do meskiej kieszeni.
        Kobiety zajmowaly sie gospodarstwem, sadem, ogrodem, oprocz calodziennego
        oporzadzania dochodzilo przygotowywanie zywnosci na zime - ryby suszono, mieso
        solono w beczkach, robiono przetwory z owocow. Sytuacja tzw starych panien byla
        czesto straszna, musialy we wlasnych domach pozostawac jako rezydentki u braci,
        ktorzy naturalnie dziedziczyli gospodarstwo, Jak pisalam w cyklu biograficznym o
        LMM "kobiety szly z meblami".

        A ze rolnikom w Kanadzie zylo sie lepiej niz chlopom w Polsce w tym czasie?
        Oczywiscie, dlatego emigrowali. Europa byla przepelniona, na jednym zagonie
        siedzialy tlumy ludzi. Tu ziemia byla tania albo za darmo. Cuthbertowie
        (prawdopodobnie o szkockich korzeniach) z duzym prawdopodobienstwem emigrowali z
        biedy tak jak rodzina Ewana Macdonalda, meza LMM uciekli ze Szkocji przed nedza.

        O zarobkach pastorow napisze wiecej pozniej
        Spinelli
        • jadwiga1350 Re: jakie bogactwo? 11.03.09, 14:53

          > Nie wiem czym takim zajadaja sie Maryla i Mateusz

          Spiżarnia pełna przetworów, różne rodzaje ciast, torty, galaretki,
          biszkopciki,sałatki, wino


          i jakie to zastepy parobkow d
          > o
          > pracy mial Mateusz.

          Miał tylko Jerryego i to w lecie, przecież wyraźnie napisałam.
          Musiał być tytanem, że tak sam wszystkiemu dawał radę.

          > Duze domy to byla norma na kanadyjskich farmach. Budulec, jak juz
          pisalam byl
          > tani albo za darmo. Ludzie pracowali bardzo ciezko, karczowali
          las - z tego
          > mieli wieksze pole, material budowlany i opal. Weglem tu nie
          palono tylko drewn
          > em.

          Więc tym dziwniejsze, że jeden człowiek w starszym wieku dawał sobie
          radę.

          >
          > To, ze Maryla zajmuje sie tylko dojeniem krow to jest absolutny
          nonsens.

          Po za domem. Przecież nic nie ma żeby szła do siana czy do
          ziemniaków w pole. Cały czas pracuje w domu.Jeśli nie gotuje, to
          szoruje pólki w spiżarni itp.

          > A ze rolnikom w Kanadzie zylo sie lepiej niz chlopom w Polsce w
          tym czasie?
          > Oczywiscie, dlatego emigrowali. Europa byla przepelniona, na
          jednym zagonie
          > siedzialy tlumy ludzi. Tu ziemia byla tania albo za darmo.

          Może i tania, ale pracować na niej też trzeba. I trochę dziwne że
          Mateusz sam pracując potafił zapewnić sobie i swoim najbliższym
          dostatnie życie i jeszcze coś tam odłożyć.W Polsce w tym okresie
          bogatsi chłopi miewali parobków, pastuchów,dziewki bo sami nie
          daliby rady wszystkiego zrobić w polu, choć pracowali całymi
          rodzinami. Przecież to nie czasy traktorów czy kombajnów. A Mateusz
          sam wszystko zrobi i jeszcze ma czas spokojnie fajkę palić i
          zastanawiać się nad nową sukienką dla Ani.

          • spinelli Re: jakie bogactwo? 11.03.09, 15:17
            jadwiga1350 napisała:


            > Spiżarnia pełna przetworów, różne rodzaje ciast, torty, galaretki,
            > biszkopciki,sałatki, wino<

            Oczywiscie - wszystko zrobione przez Maryle z produkow dostarczonych przez farme:))


            > Po za domem. Przecież nic nie ma żeby szła do siana czy do
            > ziemniaków w pole. Cały czas pracuje w domu.Jeśli nie gotuje, to
            > szoruje pólki w spiżarni itp.

            (...)
            A Mateusz
            > sam wszystko zrobi i jeszcze ma czas spokojnie fajkę palić i
            > zastanawiać się nad nową sukienką dla Ani.
            >

            Dlatego wlasnie Ania z Zielonego Wzgorza to nie 19-wieczna powiesc realistyczna
            tylko sielska opowiesc o niekochanej dziewczynce, ktora znalazla dom.

            Nie bardzo wiem czy dyskutujemy o realiach Kanady z poczatkow 20 wieku, czy
            realiach PRZEDSTAWIONYCH przez LMM. Jak wiadomo wielokrotnie zarzucano jej
            lukrowanie rzeczywistosci i to bylo powodem spadku uznania dla niej jako pisarki
            w latach 40tych 20ego wieku.
            • kooreczka Re: jakie bogactwo? 11.03.09, 16:33
              Myślę, ze "bogactwo" należy tu mierzyć wg. potrzeb- u LMM nie wyjeżdża się na
              wakacje, ubrania kupuje kilka razy do roku, odpada jedzenie. Książka, gazeta,
              kłębek wełny, świece, sól, cukier- w wielu przypadkach mogły być to jedyne
              domowe wydatki.

              Tak sobie zerknęłam na marginesy moich książek i aż się zdziwiłam- pierwsze
              "Anie" dzieją się mniej-więcej wtedy kiedy u nas "Chłopi"
              • jadwiga1350 Re: jakie bogactwo? 11.03.09, 18:09
                Jedzenie wcale nie odpadało, żeby je mieć trzeba się było natrudzić
                i wcześniej zainwestować. Przecież ziemniaki czy żyto same nie
                urosły.Częśc płodów rolnych trzeba było sprzedać żeby mieć pieniądze
                na ubrania, podatki, itp. To jedzenia na własnej farmie nie spadało
                wcale z nieba.Jakąś część dochodów pochłaniało kształcenie dzieci.
                Bo chyba edukacja szkolna w Kanadzie nie była bezpłatna?
                • spinelli Re: jakie bogactwo? 11.03.09, 19:25
                  Kompletnie trace rozeznanie:) Przeciez ziemniaki i zyto to nie bogactwo. Mieli
                  zyzna farme, jakies dochody przynoscila, sprzedawalo sie cieleta. Po smierci
                  Mateusza Maryla wydzierzawila farme panu Barry.

                  Szkola powszechna byla bezplatna. W wiejskich, jednoizbowych szkolkach (o
                  zadziwiajacym poziomie nauczania) uczniowie przebywali od 8 do 10 lat.
                  Ksztalcono chlopcow i dziewczeta jednakowo.

                  Nie kazdy mogl pozwolic sobie na ksztalcenie dzieci ponad ten poziom. Dziewczeta
                  rzadko zdobywaly wyksztalcenie poza szkole powszechna.
                  Mateusz i Mryla jako bezdzietne malzenstwo wyskrobali zaskorniaki na pierwszy
                  rok college'u nauczycielskiego pozniej zdobyla stypendium.

                  Sama Lucy Maud w rok zrobila dwuletni program bo nikt nie chcial finansowac jej
                  nauki.

                  Ania ma szczescie, ze moze zdobyc w Redmond, pracuje na to przez dwa lata jako
                  nauczycielka. Drugi rok oplaca z jakichs inwestycji Maryli,
                  pozniej chyba zdobywa stypendium

                  Maud mogla wziac tylko rok w Halifax - zapracowala na to solidnie. Ale podczas
                  gdy jej kuzyn Murray moze liczyc na wsparcie rodziny w zdobywaniu edukacji,
                  doktoratu itd Maud musi wracac do harowki.

                  Roczna nauczycielska pensja Maud wynosila cos ok. 100 dolarow
                  Jako korektorka w "Echu Halifaxu" zarabiala 6 dolarow tygodniow.

                  Oplaty za studia wynosily.... ponizej 10 dolarow rocznie. No ale trzeba bylo
                  studenta utrzymac no i tracilo sie jedna pare rak do pracy na farmie.

                  Nie mam pojecia jak wysokie byly podatki na Wyspie na przelomie wiekow, ale moge
                  sprawdzic:)

                  Spinelli
                  • bezia80 Re: jakie bogactwo? 11.03.09, 20:26
                    Mateusz i Maryla byli bezdzietnym małzenstwem ?
                    • spinelli oczywiscie mialam na mysli RODZENSTWO:) 11.03.09, 20:28

                  • kooreczka Re: jakie bogactwo? 11.03.09, 20:26
                    Żeby sfinansować dalsze studia Ani Montgomery zabiła ciotkę Józefinę. 1000
                    dolarów + stypendium starczyło na życie nie luksusowe ale też bez potrzeby
                    oszczędzania na wszystkim.
                    • spinelli Re: jakie bogactwo? 11.03.09, 20:31
                      kooreczka napisała:

                      > Żeby sfinansować dalsze studia Ani Montgomery zabiła ciotkę Józefinę. <

                      Mysle, ze Maud z przyjemnoscia usmiercilaby kilku wlasnych krewnych dla
                      sfinansowania swych studiow, ale nie bylo to takie proste w prawdziwym zyciu:))
                      • spinelli jeszcze o "bogactwie" farmerow 11.03.09, 21:12
                        Pamietacie w jak pani Linde trafia na Zielone Wzgorze? Kiedy umiera jej maz
                        trzeba sprzedac farme, zeby splacic dlugi. Panstwo Linde wzieli kredyt, zeby
                        wyslac syna "na Zachod" - pewnie by ustawic go w jakims biznesie. Potem Tomasz
                        Linde zapadl na zdrowiu i leczenie drogo ich kosztowalo. Pani Linde byla w tej
                        szczesliwej sytuacji, ze miala dzieci a takze przyjaciolke, ktora zaoferowala
                        jej dach nad glowa.

                        Prawie przy kazdej rodzinie dokonywala zywota jakas ciotka rezydentka. Ich
                        bracia dziedziczyli farmy, rodzily sie dzieci, zaczynalo brakowac miejsca pod
                        dachem i przy stole, pozostawaly wiec w roli popychadel i nieplatnych sluzacych
                        az faktycznie zabraklo miejca i musialy szukac kata u dalszych krewnych.
                        Rezydowaly rok u jednych, nastepny u drugich. Na farmach w miare zamoznych jak
                        gospodarstwo dziadkow Maud nie do pomyslenia byloby nie przyjac ubogiego
                        krewnego, bylby to dyshonor dla calego klanu.
                        Tu tez rozwiazuje sie "problem" pokoju goscinnego z sasiedniego watku:)
                        Bylo tez mase sierot. Ludzie umierali na suchoty, zapalenie pluc, wielka byla
                        smiertelnosc kobiet przy porodach.
                        W domostwie McNeillow na okraglo ktos rezydowal. Taka rezydentka byla poniekad
                        sama Lucy Maud. Przez kilka lat mieszkalo tam tez dwoch braci Wellington i David
                        Nelson. I ukochana ciotka Maud - Mary Lawson.
                  • jadwiga1350 Re: jakie bogactwo? 11.03.09, 21:59
                    > Kompletnie trace rozeznanie:) Przeciez ziemniaki i zyto to nie
                    bogactwo.

                    Wystarczy dokładnie przeczytać całą wypowiedź. Gdzie jest napisane
                    że żyto i ziemniaki to bogactwo??? Chyba niczego takiego nie ma. Po
                    prostu chodzi o to że na farmie jedzenie nie było czymś "za darmo",
                    manną z nieba, tylko trzeba było je wypracować. To chyba jasne. Co
                    tu jest do rozumienia?
        • melmire Re: jakie bogactwo? 12.03.09, 12:30
          Z czasow troche wczesniejszych, ale na temat "bogactwa farmerow" - polecam serie
          Laury Ingalls-Wilder "Maly domek na prerii".
          Czasy pionierskie, ale doskonale widac tam jak roznie moga sie potoczyc losy
          farmerow w zaleznosci od czynnikow do nic zupelnie niezaleznych. I ile pracy
          kosztowalo 'bogatych farmerow" bycie zamoznymi :) I w ogole, swietnie sie czyta :)
          • spinelli Dostatek i bieda na PEI 12.03.09, 21:08
            Osadnicy tacy jak Cuthbertowie (czyli tacy jak przodkowie Lucy Maud Montgomery)
            pochodzili ze Szkocji. Ziemia czesto nadawana im byla na zasadzie grantu czyli
            dana im byla (albo na wlasnosc albo w wieczna dzierzawe). Wlasciciele duzych
            farm dzierzawili czesc z nich ubogim frankofonom i Irlandczykom.
            Bardzo charakterystyczne w Atlantyckiej Kanadzie jest to, ze prawie kazda
            nadmorska miejscowosc ma wies "wlasciwa" i wioske rybacka.
            Mieszkancy wiosek rybackich to "gorszy sort" - widac to wyraznie u Montgomery.
            Pamietam jak uderzylo mnie to w historii kiedy jedna z blizniaczek Ani dowiaduje
            sie, ze jest "podrzutkiem zamienionym" z Cassie Thomas z wioski rybackiej.
            Wyrazona jest litosc nad Nan, ktora mialaby zamieszkac w tym strasznym miejscu,
            natomiast nie ma sladu wspolczcia dla Cass, ktora w takich warunkach mieszka od
            urodzenia.
            Druga sytuacja to kiedy Flora Meredith oddaje malej Lidzie swoje buty, a mala
            "cwana" Lida sciaga je natychmiast za progiem.

            Montgomery wierzyla gleboko w swoja wyzszosc. Ludzie z nizin spolecznych - a
            takimi byly nedzne wioski rybackie nie interesowali jej - jezeli juz to
            przedstawia ich jako pijakow, brudasow, nie calkiem swietlane charaktery.

            Faktem jest, ze wioski rybackie byly nedzne - tak jak napisalam zamieszkale
            przez frankofonow (ktorzy uchowali sie od Great Expulsion po przegranej przez
            Francje wojnie siedmioletniej) i irlandzkich imigrantow, traktowanych tylko
            troche lepiej od Francuzow.

            To tylko troche spoleczno-historycznego kontekstu.

            Spinelli
          • klymenystra Re: jakie bogactwo? 15.03.09, 00:12
            Zgadzam sie - "Domek na prerii" w wersji ksiazkowej to genialne studium
            realistyczne zycia farmerow. Wystarczy porownac ojca Laury i meza (moim zdaniem
            lekkiego ciapciaka zyciowego, przynajmniej na poczatku) - jak roznie sobie
            radzili. A do tego dolozyc np dostatne zycie kupcow czy krawcow.
            • melmire Re: jakie bogactwo? 15.03.09, 01:13
              Czy ja wiem czy ciapciak? I ojciec, i maz nie raz tracili zbiory w ostatniej
              chwili - jak nie grad to susza czy szarancza, albo inne cholerstwo.A na to nic
              sie nie poradzi. Wyraznie bylo widac ze najciezej zaczac - dwa lata malych
              zbiorow i cale plany braly w leb, za to jedne obfite plony potrafily ustawic na
              kilka lat. Potrzeba bylo kilku lat zeby miec wlasne, nie pochodzace z polowania,
              mieso!

              Z tego co pamietam po dwoch latach klesk zywiolowych , Laura i Manzo mieli 800
              dolarow dlugu (500 za dom, reszta za konie, maszyny i rachunki w sklepach) a
              nastepne zbiory mogly im przyniesc ponad 3000 dolarow!
              Nawet dla rodzicow Manzo, najzamozniejszych farmerow w ich okolicy, kleska
              nieurodzaju byla potencjalnie tragedia, a przeciez mieli spora sumke w banku.
              Faktem jest ze w tamtych czasach bardzo malo kupowalo sie na zewnatrz - tylko to
              czego nie dalo sie samemu wyprodukowac. Cukier dla gosci, nici, igly, gwozdzie,
              maszyny, kawa, suknie (choc mama Manzo sama przedla i tkala welne na ubrania
              robocze i meskie) itp, reszta byla we wlasnym zakresie. Celem farmerow bylo zyc
              praktycznie calkowicie z wlasnych wyrobow, i to dlatego wielu wybieralo ta
              kariere - rolnik w teorii nie cierpial glodu, byl samowystarczalny, i "nikomu
              nie musial w pas sie klaniac". Ale aby to osiagnac trzeba bylo zasuwac jak mala
              maszyna, i gonic do roboty dzieci od najmlodszych lat.

              PS Uwielbiam opisy posilkow w "Malym domku" , kiedy one mialy czas to wszystko
              ugotowac? I to codziennie?
              • klymenystra Re: jakie bogactwo? 23.03.12, 16:31
                Po 3 latach odpowiadam :) Manzo kilkakrotnie zachował się lekko nieodpowiedzialnie - kupowali jakieś rzeczy, które albo były zachcianką, albo miały "się zwrócic", ale wcale nie były niezbędne. Tę kasę mogli wydac na spłatę kredytów :)
    • pontecorvo Re: Kwestia pieniądza 12.03.10, 14:23
      podciągam
      • slotna Re: Kwestia pieniądza 12.07.11, 03:03
        pontecorvo napisała:

        > podciągam

        Jako i ja :) Ciekawy watek.
    • bmsien Re: Kwestia pieniądza 22.03.12, 18:39
      Jakiś czas temu przeczytałam parę wątków z forum i stwierdziłam, że już prawie nic z tych książek nie pamiętam, więc kupiłam i czytam ponownie po wielu latach :)
      Ania też zarabiała konkretne pieniądze za swoje opowiadania - "Pokuta Averil" przyniosła jej aż 25 dolarów, ale to była nagroda a samo opowiadanie miało być przedrukowane w kilku różnych pismach, a za opowiadanie, napisane kiedyś w dziurze w dachu panien Copp, Ania dostała 10 dolarów.
      • sowca Re: Kwestia pieniądza 23.03.12, 21:54
        Ja nigdy nie odebrałam Cuthbertów jako bogatych. Mieli dużą farmę, która zaspokajała ich potrzeby i jeszcze przynosiła dochód. Mateusz ciężko pracował - od wiosny do jesieni, ale pomagał mu parobek, bez niego by się nie obeszło. Przychodził wtedy, kiedy był potrzebny, trudno, żeby pracował zimą, kiedy niewiele jest w polu do robienia. Zresztą te obrazki Mateusza pykającego fajkę czy rozmyślającego o sukience dla Ani, które intrygowały Jadwigę, pochodzą właśnie z okresu zimowego :P Co do pomocy parobka jeszcze, to pamiętajmy, że u źródeł adoptowania Ani leżała właśnie myśl o przygarnięciu chłopca, który pomagałby Mateuszowi w polu.
        Zatem: farma przynosząca spore dochody. Wydatków - poza tymi związanymi z zasiewami czy innymi takimi rzeczami - właściwie niewiele: jedli w większości to, co sami zebrali i przyrządzili, Maryla sama szyła suknie, nie wyjeżdżali nigdzie. Nic dziwnego, że mieli pieniądze np. na utrzymanie Ani w seminarium. Ale już nie na Redmond - Ania o uniwersytecie zaczęła myśleć dopiero wtedy, gdy okazało się, że szkole w Carmody przyznano stypendium Avery'ego. Cuthbertom nic nie brakowało, ale nie byli przesadnie bogaci - bogata to była ciotka Józefina, która mieszkała w wielkim pałacu, miała służbę i rozdawała srebrne bransoletki w charakterze prezentów.
    • pontecorvo Re: Kwestia pieniądza 27.02.13, 19:12
      w górę
    • jadwiga1350 Re: Kwestia pieniądza 10.05.18, 22:46
      >Z kolei w "Pajęczynie..."(
      > lata dwudzieste) samochód jest czymś normalnym, nawet lekkomyślny Noel ma taki
      > na podorędziu.

      Co tam Noel, to był przecież "normalny" facet. Dziwniejsze, że samochody mają: alkoholik Abel Gay i kloszard Edward Snaith.
      • 1karo_ka Re: Kwestia pieniądza 11.05.18, 08:25
        Hmmm... Abel jeździł starą, rozklekotaną bryczką,natomiast Thin Lizzy to był gruchot, który co chwilę się psuł. Nie stanowił on dużej wartości.
        • julia_na_wysokim_balkonie Re: Kwestia pieniądza 11.05.18, 20:46
          Co to Thin Lizzy? Auto Edwarda? Znam je jako Lady Jane.
          • 1karo_ka Re: Kwestia pieniądza 11.05.18, 22:10
            Jak najbardziej: Lady Jane Grey Slosson vel Thin Lizzy ( Blaszanka) :)))
            • jadwiga1350 Re: Kwestia pieniądza 16.08.20, 15:49
              1.Takie dwie kwestie mnie zastanawiają:

              1.Zamożność Abla Gaya.
              Alkoholik, który już dzień po pogrzebie córki musiał się upić... A żyje w dużym, porządnym domu, nic mu nie brakuje, stać go nawet na zatrudnienie pomocy domowej. Owszem zarabia jako stolarz, ale pieniądze powinien przepuścić na alkohol. No i będąc w stanie upojenia alkoholowego(czy też na kacu) nie zawsze był zdolny do pracy.

              Dla kontrastu, w jednej opowieści z Avonlea, alkoholik Abel Blair żył jak menel, w nędznej chacie.

              2. Ubóstwo Robiny Stuart.
              Kobieta żyje w domu matki, w domu którego nienawidzi. Od matki uzależniona jest nie tylko emocjonalnie ale i finansowo. Czy Robina nie odziedziczyła żadnego majątku po zmarłym ojcu?
              Musiał być to człowiek bogaty, bo trudno sobie wyobrazić, że taka kobieta jak pani Kennedy mogłaby pokochać i poślubić biedaka.

              W "Jane z Latern Hill" bogata jest babka Kennedy, bogate są jej dzieci z pierwszego małżeństwa, a tylko Robina nic nie ma.
              • kooreczka Re: Kwestia pieniądza 10.09.20, 14:31
                1) Abel upijał się widowiskowo, ale funkcjonuje dość normalnie. Na wsi niejeden fachowiec tak funkcjonuje- robota i picie pomiędzy.

                2) Robin jest tak zahukana, że nie dziwię się, że nawet jak pieniądze ma to albo nie jest świadoma swoich praw albo dochodzenie w sądzie nie mieści się jej w głowie. Po wyprowadzce z mężem machają na nie ręką.
                • jadwiga1350 Re: Kwestia pieniądza 25.09.20, 21:53
                  kooreczka napisał:

                  > 2) Robin jest tak zahukana, że nie dziwię się, że nawet jak pieniądze ma to alb
                  > o nie jest świadoma swoich praw albo dochodzenie w sądzie nie mieści się jej w
                  > głowie. Po wyprowadzce z mężem machają na nie ręką

                  Zahukana Joanna Stirling spokojnie dysponuje pieniędzmi odziedziczonymi po ojcu.

                  Czy Robina była taka zahukana? Wszak wyszła za człowieka, którego jej matka nie tyle nie akceptowała, co wręcz nienawidziła. Do domu rodzinnego wróciła dopiero wtedy, gdy małżeństwo zaczęło się psuć.
                  I żyje w złotej klatce, obsypywana przez matkę prezentami, nieszczęśliwa. Widzi też, że i Jane jest nieszczęśliwa.
                  Widocznie Robina nie ma majątku, żeby zacząć żyć na własną rękę.
                  I to bardzo dziwne, że Robert Kennedy niczego córce nie pozostawił.
                  Babka pokochała i poślubiła biedaka? Trudno uwierzyć.
                  • aniadm Re: Kwestia pieniądza 26.09.20, 12:39
                    Trzeba by sprawdzić, jak napisano testament i jakie były prawa dziedziczenia. Mógł być na przykład zapis, że matka ma majątek dożywotnio w administracji i używaniu, a córce wydziela jakąś kwotę na bieżące wydatki. I już - pieniądze są, ale nie ma do nich dostępu.
                    • jadwiga1350 Re: Kwestia pieniądza 11.10.20, 13:43
                      Dziwi bieda rodziców Ani Shirley. Skoro zostali nauczycielami, musieli mieć jakieś fundusze na zdobycie wykształcenia. Potem pracowali, a kiedy zmarli dla córki nic nie zostało?
                      • 1karo_ka Re: Kwestia pieniądza 11.10.20, 14:44
                        Wszystkie oszczędności i dobytek pochłonęły choroby i rachunki dla lekarza. Matka Ani nie pracowała przecież, tylko ojciec. Ich małżeństwo trwało krótko, oboje byli bardzo młodzi. Mnie zastanawia ten całkowity brak kontaktu z rodzinami Willisów i Shirleyów.
                        • marutax Re: Kwestia pieniądza 12.10.20, 21:45
                          1karo_ka napisała:

                          > zastanawia ten całkowity brak kontaktu z rodzinami Willisów i Shirleyów.

                          W "Ani z ZW" stoi: "Rodzice moi przybyli z bardzo daleka i wszyscy wokoło wiedzieli, że nie mają oni żadnych krewnych. Wreszcie pani Thomas powiedziała, że mnie weźmie, chociaż była uboga i miała męża pijaka."
                          Czyli jeśli nawet jakaś rodzina istniała to daleko i Shirleyowie nie utrzymywali z nimi kontaktu. Potencjalni krewni nie wiedzieli o narodzinach Ani ani śmierci jej rodziców. Ludzie, którzy zajęli się dzieckiem, nie mieli żadnej możliwości by to sprawdzić lub odnaleźć jej dalekich krewnych. To były czasy, kiedy kontakty było łatwo zerwać i trudno odnowić. W konsekwencji ludzie, którzy nie byli blisko związani, nie przejmowali się, kiedy jakiś krewny lub znajomy znikał z radaru, często na zawsze. Zresztą fabuła kilku opowiadań Montgomery opiera się właśnie na motywie "ktoś wyjechał, kontakt się urwał".

                          • 1karo_ka Re: Kwestia pieniądza 12.10.20, 22:04
                            Tak, tak- pamiętam te wyjaśnienia, ale mimo wszystko listy istniały, a tu żadnej informacji. Nie wiemy nic o rodzinie Ani, o jej dziadkach, krewnych, nawet nie wiadomo czy określenie „przyjechali z daleka” dotyczyło Szkocji, no cóż - czytelnikowi musi wystarczyć powściągliwość Maud w tej kwestii.
                            • marutax Re: Kwestia pieniądza 12.10.20, 22:38
                              Zauważ, że Anią zaopiekowali się bardzo prości, ubodzy ludzie, którzy nie mieli czasu ani możliwości, by dochodzić, czy ma jakąś rodzinę. Skoro byli przekonani, że nie, to im wystarczyło. Thomasowie przejęli i zniszczyli wszystkie rzeczy osobiste Shirleyów, więc nawet jeśli istniał jakiś trop, to przepadł. Ocalały tylko listy rodziców Ani, a wśród nich nie było żadnych dokumentów czy korespondencji od osób trzecich.
                              Prawda jest taka, że jeśli Walter i Berta przyjechali z w miarę odległego miejsca i nie podali nikomu swoich dokładnych danych to mogli być kimkolwiek skądkolwiek. Jedynym tropem mogła być szkoła, w której uczył Walter, ale biorąc pod uwagę, że to pokolenie wcześniej, niż czasy, kiedy nauczycielką została nastoletnia Ania, to raczej nie musiał przedstawiać szczegółowego CV.
                              Warto zauważyć, że jeszcze w "AzZB" podróż między Avonlea a Glen St.Mary (sześćdziesiąt mil) to wyprawa. A to już czasy kolei i telefonów. Czterdzieści lat wcześniej odjechanie 200 mil od rodzinnych stron oznaczało przeniesienie do innego świata. Owszem, jeśli ktoś utrzymywał kontakt korespondencyjny, to rodziny wiedziały, co się dzieje u "wyjechanych". Ale Shirleyowie tego nie robili. Mogli nie mieć rodziny, mogli jakąś mieć - dla Ani ci potencjalni krewni nie istnieli.
                              • kooreczka Re: Kwestia pieniądza 12.10.20, 23:08
                                Myślę, że możemy założyć, że po ich śmierci przejrzano dokumenty i korespondencję (npwłaściciel domu czy koledzy z pracy), choćby po to, żeby zawiadomić ewentualną rodzinę. Skoro nie było kontaktów, nie drążono tematu, dziecko ktoś przygarnął, wszyscy umyli ręce.

                                Co do warunków materialnych- mogli stracić rodziców i pieniądze po uzyskaniu dyplomów, zużyć spadek na edukację, dostać oficjalne czy nieoficjalne stypendium, zaoszczędzić czy załapać się na odpracowanie. Pensja nauczycieli była dość skromna (męska większa niż kobieca), czasem szkoły oferowały mieszkanie czy pewne profity w naturze np drewno na opał. Dla dwojga młodych ludzi same wydatki związane z chorobą czy połogiem mogły nadwyrężyć oszczędności, a to co zostało z ruchomości i gotówki pewnie "przygarnęli" Thomasowie.

                                BTW: w ówczesnych szkołach wiejskich na Pogórzu pensje załatwiano głównie barterem, wymieniając w kontrakcie ile opału i ziemniaków ma kto dostarczyć plus prawo do korzystania ze składkowej krowy, kur i kawałka pola. Czasem jedyna gotówka to dzierżawa tego spłachetka plus sprzedaż mleka i jajek. Zamiast drugiego śniadania dzieci przynosiły coś na składkową zupę gotującą się cały ranek i jedzoną razem na przerwie- moja jedna babcia jako dziecko nosiła słoninę, kiełbasę, śmietanę w słoiku, dla drugiej zaś to był zazwyczaj jedyny posiłek jedzony do syta :(
                                • marutax Re: Kwestia pieniądza 13.10.20, 08:43
                                  kooreczka napisał:

                                  > Dla dwojga młodych ludzi same wydatki zwią zane z chorobą czy połogiem mogły nadwyrężyć oszczędności,
                                  > a to co zostało z ruchomości i gotówki pewnie "przygarnęli" Thomasowie.

                                  To nawet jest powiedziane w książce - meble po Shirleyach sprzedano, by opłacić lekarza. Domek wynajmowali, na pogrzeb zrzucili się inni nauczyciele. Ania mówi, że jej matka była młodsza niż ona, gdy ją urodziła, czyli Berta nie miała nawet 20 lat. Walter mógł być trochę starszy. Po prostu nie mieli czasu, żeby się dorobić.
                              • aniadm Re: Kwestia pieniądza 13.10.20, 00:23
                                No i nie można zapominać, że Kanada jest ogromnym krajem. To nie jest kwestia napisania listu do kuzynki w sąsiedniej wsi. Przy czym ani Willis, ani Shirley to nie jest nazwisko rzadko spotykane, więc tym tropem też nie bardzo da się iść, nawet gdyby ktoś miał czas na to czas i chęci.

                                Wtedy było więcej chorób śmiertelnych i wypadków. Wcale nie jest niemożliwe, że rodzice Ani byli oboje sierotami i nie mieli bliższych krewnych - a dalszych mogli nie znać albo nie utrzymywać z nimi kontaktów.
                      • aniadm Re: Kwestia pieniądza 13.10.20, 00:25
                        Mieli jakieś skromne fundusze po rodzicach, które wydali na opłacenie studiów? Zarabiali? Uczyli się po nocach, żeby dostać stypendia, jak potem ich córka? Jest sporo możliwości.
                        A nauczyciele rzadko kiedy dorabiali się wielkich fortun, zwłaszcza młodzi.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka