burza4
26.07.05, 13:38
bardzo miło wspominam tamte czasy:) - i służę doświadczeniem.
Przeczytałam wasze posty - i ustosunkuję się do nich zbiorczo. Fakt faktem -
u nas pokutuje mit panienki odbierającej telefony, ten mit podtrzymują
niektóre szkoły prowadzące kursy - i tzw. pisma fachowe, które opisują zakres
obowiązków z wczesnych lat 60-tych chyba:). Miałam szczęście trafić na
superszefa, który naszą współpracę podsumował stwierdzeniem "bardzo wysoko
przez te kilka lat zaszedłem, ale w życiu bym tego nie osiągnął gdyby nie
twoje wsparcie". Nigdy potem (na samodzielnym stanowisku) moja praca nie była
tak doceniana jak wtedy kiedy byłam asystentką.
Dla mnie różnica między sekretarką a asystentką jest kolosalna - tylko że
nazewnictwo nie idzie w parze z konkretnymi obowiązkami, stąd pomieszanie
pojęć. Asystentka w moim rozumieniu - robi wszystko, czego nie musi robić
szef osobiście:) - jej głównym zadaniem jest odciążenie go w maksymalnym
stopniu. Tylko jedno ale - szef musi jej na to pozwolić:) a na to nie każdy
się zdobędzie, nie tylko dlatego, że to stanowisko podrzędne, ale częściej
dlatego, że ma styl pracy "Zosi-samosi".
Łgać też trzeba koncertowo:) i trzeba to robić dobrze, żeby ktoś nie poczuł
się urażony. Trudno jest też nauczyć się "spuszczać ludzi na drzewo", pewność
siebie i asertywność bardzo tu pomaga.
A jak się rozwijać? można wykazać się inicjatywą i próbować rozwiązywać
sprawy samemu, nie czekając na wytyczne. To pozwoli rozszerzyć horyzonty,
zyskać trochę wiedzy i z marketingu, i z księgowości, i z logistyki. Dobra
asystentka nie czeka na szefa, żeby powiedział jej co ma robić - to ona mówi
szefowi co ma do zrobienia, bo resztę załatwiła już sama:)
Naprawdę to stanowisko może być preludium do pracy w wielu działach - bo
wbrew pozorom daje wiele możliwości - trzeba je tylko wypatrzyć.
pozdrawiam i życzę sukcesów