przestrzegam przed podjęciem pracy - Kraków

12.11.06, 11:53
Ostrzegam przed podjęciem pracy w pewnej firmie na stanowisko
asystentki/asystentki prawnej/sekretarki.

***ogłoszenie - b.duża firma cukiernicza w Krakowie poszukuje
asystentki/asystentki prawnej/sekretarki.
obowiązki - standardowe
wymagania: język angielski i niemiecki bdb, komputer etc

***podczas rozmowy kwalifikacyjnej zaoferowano mi pracę na stanowisku
asystentki-tłumacza ponieważ jestem z wykształcenia właśnie tłumaczem.
oferta została tak przedstawiona żeby mnie zainteresowała czyli - do moich
obowiązków miały należeć głównie tłumaczenia zarówno pisemne techniczne jak i
ustne bo "jest ich całe mnóstwo",protokoły, łączenie rozmów do prezesa, czasem
oczywiście trzeba zaparzyć kawę etc

*** W 1 dniu pracy dostałam do podpisania umowę z wpisanym stanowiskiem:
sekretarka. Zapytałam dlaczego sekr. a nie asystentka i pani poinformowała
mnie, że tak się to u nich nazywa. OK.
W dodatku w umowie nie było wpisanej wysokości premii, tylko "premia
uznaniowa". Na pytanie o tą premię oczywiście odpowiedziała podobnie - takie
mają zasady że nie wpisują wysokości w umowę. To moja pierwsza umowa o pracę
więc dałam się na to nabrać.

*** na szczęście po kilkunastu dniach zorientowałam się, że praca ta nie ma
NIC wspólnego z tym co oferowano na początku. Ani z pracą tłumacza ani z pracą
asystentki.

Wszystko sprowadzało się do obsługi CENTRALI TELEFONICZNEJ.

Kompletne dno - telefon w łapę i odbieraj paniusiu miliony rozmów na godzinę!
Później chcieli mnie wkręcić w dowożenie poczty a były tego ogromne ilości
(czasem proponowano nawet większy samochód, szkoda że nie tira:)). Tak ogromna
firma powinna mieć osobę, która między innymi sie zajmuje pocztą. Asystentka
owszem może przygotować pocztę do wysyłki ale ktoś powinien to wszystko wozić
- kiedys ponoc jakiś pan to robił ale ze względu na cięcia w kosztach
zrezygnowali z niego.

Podejrzewam, że nikomu nie ubliżając, każdy po podstawówce poradziłby sobie z
takimi obowiązkami. Nie jest do tego potrzebna osoba po studiach.


*** co ciekawsze, drugiej pani zaproponowano to samo stanowisko z tym, że
przedstawiono ofertę w inny sposób - asystentka prawna bo pani była po prawie.
Fajnie, nie?:) Oczywiście obowiązki również dostosowano do potrzeb jej rekrutacji.

*** ta pseudo firma oszczędza nawet na obsłudze promocji marketingowej -
zamiast wynająć profesjonalną firmę obsługująca konkursy to
sekretarki/asystentki zarządu (zwał jak zwał, w tej firmie nie ma to
znaczenia) się tym zajmują. Oczywiście prezes obiecuje później wypłacić premię
za nadgodziny i obsługę ale ja osobiście nie dostałam ani grosza.


*** oczywiście o wypłacaniu nadgodzin również nie było mowy. Próbowałam
odzyskać pieniadze za nadgodziny ale najzwyczajniej w świecie mnie olano. A
zdarzało sie siedziec po godzinach bo szanowny prezes nie ptrafi sobie kawy
zaparzyć. Ja rozumiem, że można czasem zostać po godzinach ale żeby dokończyć
rozpoczete WAŻNE zadanie, a nie po to zeby zaparzyc szefowi kawę...

*** o atmosferze pracy lepiej nie wspominać.
Zastraszenie (jak ktoś ma słabe nerwy to może miec problemy, mnie to akurat
nie dotyczy).
Syf. Poniżanie ludzi.
Traktowanie sekretarek/asystentek na poziomie podstawówki - kilkakrotnie
zdarzyło się mnie i koleżance usłyszeć nieprzyjemne zdania na temat "naszej
wiedzy" gdy prezes miał gorszy dzień.


Firma po prostu poszukiwała dwóch frajerek - jednej na obsługę centrali
telefonicznej, poczty przychodzącej i wychodzącej a drugiej do
sekretariatu (łączenie rozmów z prezesem, dyrektorem; kawka; zachcianki prezesa).


Na szczęście z TĄ "firmą" nie mam już nic wspólnego. Nie wiem czy druga pani
zrezygnowała bo nie mam z nią kontaktu. W każdym razie nikomu nie polecam.


Reasumując, niektórzy pracodawcy lecą sobie w kulki. Ale ja nie żałuję, że
podjęłam tą pracę. Przynajmniej jestem teraz ostrożniejsza w poszukiwaniach i
potrafię "filtrować" oferty. Poza tym na pewno docenię kolejną pracę mając już
takie doświadczenie.


Dziewczyny, nie dajcie się oszukać.
Podczas rozmowy kwalifikacyjnej (czy to z panią HR czy z prezesem) wszystko
wygląda pięknie i sympatycznie. Natomiast później okazuje się, że to pic na wodę.

pozdrawiam
bamboocha
Pełna wersja