andzia8001_pl
05.11.09, 17:10
Mam 2 miesięczną córeczkę. Od samego początku brakowało mi mleka.
Mała ciągle płakała z głodu. Jeszcze w szpitalu zgłaszałam
pielęgniarkom ten fakt, w odpowiedzi usłyszałam "A skąd pani wie?"
Już w domu, doszliśmy z mężem do wniosku, że damy małej butelkę.
Córcia opróżniła piersi, a potem wypiła jeszcze 60ml mleka. Jadła tak
łapczywie... Od razu się uspokoiła i zasnęła (wcześniej płakała non
stop, nie spała). 7 dni po porodzie poszłam do pediatry. Pani doktor
zapytała o karmienie - powiedziałam, że muszę trochę dokarmiać, bo
mam najwidoczniej za mało mleka. Ta stwierdziła, że mogę to robić,
ale najpierw powinnam przystawiać do piersi. Czekałam na położną.
Myślała, że doradzi, poradzi... Owszem doradziła picie kopru
włoskiego. Nic poza tym. Po jakimś czasie (ok.miesiącu) zaczęłam już
"dokarmiać piersią". Butla była podstawą. Przystawiałam małą bardzo
często, piłam herbatki, masowałam piersi... nic z tego. Pokarm
straciłam 2 tygodnie temu na dobre.
Córcia dziwnie reagowała na mleko modyfikowane. W końcu dostała
wysypki. Pani doktor stwierdziła, iż to może być alergie. Przepisała
mleczko na receptę. I tu się zaczyna. Byłam przedwczoraj u lekarza po
receptę, mojej pani doktor nie było. Powiedziano mi, ze inny pediatra
mnie przyjmie. Gdy weszłam do gabinetu, pan doktor spytał o co
chodzi... więc mówię mu, że w sumie tylko o receptę. Pierwsze zdanie
lekarza "Po pierwsze dlaczego Pani nie karmi piersią? (zapytał takim
tonem, że aż mnie zmroziło) Więc mu tłumacze, że straciłam pokarm. A
on na to "Pani jest jakaś nienormalna. Zdrowa kobieta może wykarmić
swoje dziecko. Z panią jest coś nie w porządku". Więc mu tłumaczę, że
starałam się jak mogłam, ale nic z tego nie wyszło. Lekarz cały czas
mówił o tym, że coś ze mną nie w porządku. Ciągle powtarzał "Pani
jest nienormalna" prawie krzycząc. W końcu się poryczałam. Mówię mu
"Dlaczego pan doktor robi wszystko by wzbudzić u mnie wyrzuty
sumienia i poczucie winy". A on "A tak, tak, chce to zrobić".
Stwierdził, że jestem złą matką. Krzywdzę dziecko. I ciągle to "Pani
jest nienormalna", "Pani nie chce karmić, a nie pani nie ma
pokarmu".W końcu zapytał o wykształcenie. Gdy mu powiedziałam, ze
jestem nauczycielem historii, trochę zmienił ton. To okropne, czyli
pacjentka z wykształceniem zawodowym była by jeszcze gorzej poniżana?
Co ma wykształcenie do karmienia piersią??? W końcu nie wytrzymałam i
powiedziałam, że byłam 7 dni po porodzie u lekarza i zgłaszałam
problem z pokarmem. "Więc niech mi pan powie, u kogo ja byłam? U
kowala? 3 razy była u mnie położna. Czy coś doradziła? Nic." Lekarz
wypisał receptę i wyszłam. Byłam w szoku zachowaniem lekarza. Czyli
jestem upośledzona i nie powinnam mieć dzieci, skoro nie mogę ich
wykarmić? Mam ochotę złożyć skargę na lekarza do komendanta
szpitala... Może ktoś też trafił na tego lekarza? Ełk, przychodnia
przy szpitalu wojskowym, lekarz miał nazwisko i imię brzmiące z
niemiecka. W tej chwili nie potrafię dokładnie napisać jak się
nazywał.