Dodaj do ulubionych

Przepraszamy, że żyjemy

IP: 80.54.47.* 30.11.09, 04:44
Niemal od urodzenia choruję na boreliozę. Również przepraszam, że żyję.
Obserwuj wątek
    • Gość: zmichalg Podobał mi się wpis o tym żarciu IP: *.psat.pl 30.11.09, 10:56
      Niestety, ale lekarz ma tu 100% racji.
      Obowiązkiem lekarza jest zaproponowanie kuracji. Prawem pacjenta przyjęcie jej
      albo odrzucenie. Jego wola. Nikt go do niczego nie zmusza.
      Ale leczenie to nie tylko zabiegi, pigułki, pastylki itepe, ale również styl
      życia, którego zmianę lekarz ma prawo nakazać pacjentowi, który zaakceptował
      zaproponowaną kurację.
      Jeżeli pacjent się nie stosuje, to znaczy, że z premedytacją marnuje publiczne
      pieniądze, które zostały włożone w jego leczenie.
      Lekarz zareagował może zbyt impulsywnie. Zastanawiam się, co by się wydarzyło,
      gdyby lekarz zakończył kurację argumentując, że to pacjent nie zmieniając
      diety, sam zdecydował o jej odrzuceniu.
      • Gość: ffasdfa Re: Podobał mi się wpis o tym żarciu IP: *.ssp.dialog.net.pl 30.11.09, 13:50
        również uważam, że terapia szokowa w przypadku niektórych chorób
        (jak otyłość, cukrzyca) pomaga i zachowanie lekarza, co do formy
        przekazu było prawidłowe. Może zbyt impulsywne, ale do niektórych
        tylko wtedy dociera.

        Z obrazu tutaj przedstawionego widać niestety jasno - mamy jednych z
        najlepszych lekarzy, którzy nie boją się 'jechać' po bandzie. Ratują
        ludziom życie, czy im się to podoba czy nie. Niestety to jest
        Polska, kulturalnych ludzi ze świecą szukać. Znaczy takich, którzy
        są świadomi zagrożeń i stosują się do poleceń. Na innych jest
        metoda: albo młotkiem albo wcale. Przykre, ale prawdziwe.

        Jak ktoś ileś razy z rzędu ma nieprawidłowy cukier, przy naprawdę
        dużych dawkach insuliny, to uważam, że taka osoba to totalne zero,
        które teraz poszło wyżalić się w mediach, jak to ci niedobrzy
        lekarze zabraniają mu przyjemności. Zresztą to widać - lekarz nie
        czuje się winny, bo nie powinien. W końcu płacą mu za efekty, nie
        zaś za dobre chęci.

        Sytuacja z noworodkiem to również przykład świetnej współpracy
        specjalistów wysokiej klasy. Dziecko, które jeszcze 8 lat temu by
        nie przeżyło do porodu, wyszło z tego bez komplikacji.

        Przypadek z lekiem to klasyka - lekarz chce dobrze, ale fundusz
        broni. Póki składki będą takie niskie i połowa społeczeństwa będzie
        się migała od ich płacenia (patrz KRUS), to dalej będzie jak w kraju
        gorszej kategorii. Swoją drogą ciekawe czy taka Rumunia lek
        finansuje, skoro nie ma nawet dobrze rozwiniętej służby zdrowia...

        Tak więc - dziękuję za ten artykuł. Przedstawia obraz pacjenta
        'kretyna', pacjenta 'nie-do-uratowania', pacjenta żalącego się na
        to, że lekarze mu pomogli.

        tylko ciekawe, ile osób w ten sposób to odczyta.

        pozdrawiam wszystkich chorujących.
            • Gość: haniku72 Re: Podobał mi się wpis o tym żarciu IP: *.50.186.91.dynamic.wobline-ip.de 30.11.09, 15:12
              Miesięcznie płacę 800 zł do NFZ i nic z tego nie mam. Do ginekologa, dentysty,
              okulisty chodzę prywatnie. Leki wykupuje także na recepty prywatne więc płacę
              100%. Gdy trafiłam na porodówkę zasatłam podarte koce, szarą sprana pościel,
              zagrzybione prysznice, że nie wspomnę o zimnej "parówce z wody" którą
              zaserwowano mi w ramach diety przy niepracującej wątrobie. Pytam się dlaczego
              mam płacić na niepracujących leni? Dlaczego nie ma ustalonych standardów i
              minimów dla osób płacących składki? Ustaleni minimów to podstaw- wiesz czego
              może wymagać za swoje pieniądze. Chcesz więcej- zapłać. Ale nie może być tak, że
              ktoś płaci 10 % mojej kwoty i ma lepsze warunki, bo mieszka w takim a nie innym
              miejscu. Tylko 100% prywatyzacja i prywatne ubezpieczenia spowodują unormowanie
              sytuacji. Mam dosyć wypełniania obowiązku Rządu w ramach solidaryzmu
              społecznego. Chcesz się leczyć - PŁAĆ tyle ile trzeba. Nie masz kasy- lecz się w
              placówka działających "dla dobra publicznego" finansowanych przez organizacje
              charytatywne. Te komunistyczne pozostałości są wkurzające.
              • Gość: znafca Re: Podobał mi się wpis o tym żarciu IP: *.jmdi.pl 30.11.09, 17:26
                > Miesięcznie płacę 800 zł do NFZ i nic z tego nie mam.
                płacisz 800 pln na ZUS a nie na NFZ
                Z tego zdrowotne to 212 pln
                Z tego idą pieniądze na leczenie rolników, którzy nie płacą - zostaje ci ok. 100
                pln.
                Z tych 100 połowa odchodzi na leczenie nieubezpieczonych meneli i hipochondryków
                zgłaszających się bez sensu - zostaje ci ok 50 pln/mc
                Z tego jakies 30 pln odchodzi na administracje NFZ i placówek państwowych
                zostaje ci 20 pln/mc

                a za 20 pln/mc to mozesz sobie kilka paczek srajtaśmy kupic...

                natomiast masz dostęp do drogiego leczenia zawałów serca - jeden z najlepszych
                systemów w Europie
                do drogiego leczenia onkologicznego - przeszczepienie szpiku - 2 mln pln
                do drogich procedur ratujących życie
                a że w warunkach dziadowskich... dziadowski kraj, dziadowskie warunki

                zdrowia życzę
        • golfstrom Re: Podobał mi się wpis o tym żarciu 30.11.09, 15:15
          To naprawde fascynujace, ilu jest zwolennikow krzewienia kultury osobistej za
          pomoca chamstwa.

          Ten lekarz byl zwyczajnie chamski. Zeby jeszcze stracil cierpliwosc, mozna by to
          zrozumiec, kazdy jest tylko czlowiekiem. Ale jego wpisy w karcie pacjenta to
          dno, bo juz nawet brakiem profesjonalizmu tego nazwac nie mozna.

          Lekarze sa od tego zeby leczyc, ale ludzi a nie bydlo. Jesli komus sie nie
          podoba natura ludzka (strach, dopytywanie sie, upor, brak konsekwencji) to niech
          idzie na weterynarie.
          • zmichalg1 Re: Podobał mi się wpis o tym żarciu 30.11.09, 23:10
            Niezupełnie...
            Wpisy w karcie choroby to dokumentacja przebiegu leczenia czyli dupokryjstwo
            lekarza.
            Zdziwiłbyś się, ale ci powiem, że jak raz z rozciętą nogą trafiłem na izbę
            przyjęć, to pielęgniarka w rejestracji do karty zdarzenia wpisała nawet moją
            wizytę w... kiblu. I tak honorowe oddanie moczu zostało odnotowane.

            Jeżeli pacjenta nagle trafi szlag, a pan minister Ziobro o lekarzu powie, że
            nikt więcej przez niego nie umrze, to lekarzowi do obrony pozostaje właśnie owa
            dokumentacja.
            Czyli: "Ja robiłem, co mogłem. Tłumaczyłem, że ma, świnia jedna, przestać żreć,
            a on swoje, to nie dziwota, że wykitował."
            • golfstrom Re: Podobał mi się wpis o tym żarciu 01.12.09, 00:18
              Oddanie moczu jak najbardziej nadaje sie do udokumentowania w karcie pacjenta. I
              owszem, aspekt prawny jest w przypadku dokumentacji medycznej bardzo wazny.

              Ale jakim trzeba byc nie tylko burakiem, ale zwyklym idiota, zeby w karcie
              pacjenta zapisac cos, co wrecz prosi sie o wykorzystanie w postepowaniu
              dyscyplinarnym, to nie potrafie sobie wyobrazic.
              Natomiast jesli chamstwo wobec pacjenta nie jest powodem do postepowania
              dyscyplinarnego a spoleczenstwo nie widzi takiej potrzeby, to te cala akcje
              mozna sobie chyba na wstepie darowac.

              "Ja robiłem, co mogłem. Tłumaczyłem, że ma, świnia jedna, przestać żreć,
              > a on swoje, to nie dziwota, że wykitował."

              I tu widze ogromna wade polskiego systemu szkolnictwa. Jesli przyszly lekarz,
              czlowiek wyksztalcony, opuszcza liceum (zdawszy uprzednio j. polski na maturze)
              i nie ma pojecia o stylach funkcjonalnych, to znaczy, ze ktos zle wykonal swoja
              prace.
              Istnieje bowiem przepasc miedzy "Tłumaczylem, ze ma swinia jedna, przestac zrec,
              ale on swoje, to nie dziwota, ze wykitowal" a "Obecny poziom cukru we krwi
              wynosi x, czyli jest y jednostek wyzszy od poprzedniego, co wskazuje, iz pacjent
              nie stosuje zalecanej diety. Wywiad z pacjentem potwierdza, ze nawyki
              zywieniowe, mimo wyraznych zalecen, nie zostaly zmienione".
              Jesli nie jest w stanie tej roznicy pojac pan Mietek, ktory zakonczyl formalna
              edukacje na czwartej klasie, to jest to do przyjecia. Jesli tej roznicy nie
              dostrzega czlowiek z dyplomem wyzszej uczelni, to jest to tragedia.
              • zmichalg1 Re: Podobał mi się wpis o tym żarciu 01.12.09, 13:35
                Tu za bardzo nie ma się o co spierać.
                Forma wpisu, i owszem, pozostawia sporo do życzenia, ale sama treść najzupełniej
                na miejscu.
                Jak ktoś w innym wątku napisał: odsetek buractwa wśród lekarzy jest zbliżony do
                średniej społecznej dla danego poziomu wykształcenia.
                Nie oczekujmy od lekarzy stuprocentowego "Wersalu", gdy jakiś odsetek ludzi to
                chamy. W końcu lekarze to też ludzie.
                Odchammy ludzi, to lekarze sami się odchamią.
        • Gość: Informerka Ja czytam to inaczej ....... IP: *.centertel.pl 30.11.09, 15:45
          Ja to odczytalam inaczej. Ze kolejki są wszedzie i zawsze trzeba
          ciągnąc za język, aby sie coś dowiedzieć.
          W artykule sa wymienione tylko cięzkie przypadki chorób, a nie ma
          ani slowa o problemach z dostaniem sie do lekarza rodzinnego podczas
          sezonu grypy, o wizycie kontrolnej u ginekologa rezerwowanej
          najwyżej z tygodniowym wyprzedzeniem.
          Rejestrując sie do rodzinnego w poniedziałek z wyraźnymi objawami
          zapalenia wirusowego (ból głowy, gorączka, itp) otrzymuję termin w
          następnym tygodniu.
          Rejestrując sie do ginekologa na kontrolne badanie, usg, ocenę cyklu
          i jajeczkowania dostaje termin za 4 m-ce.

          O badaniach profilaktycznych nie wspomnę. Wymaz z gardla, aby
          sprawdzić jaki wirus? Po co, grypa w powietrzu to i grypa we mnie.
          Nawet się lekarz nie zapytał czy jestem w ciązy, bo chce mi takie
          leki przepisac, które mogą zaszkodzić w tym przyadku.
          Wielkie zdziwienie gdy go o tym poinformowałam.

          To co mówić o badaniach specalistycznych i ratowaniu życia, skoro
          osoba płacąca składki nie może uzyskac podstawowej opieki lekarskiej.

          W jakimś artykule gazeta wyliczyła, ze lekarz rodzinny dostaje za
          nas kase co miesiąc, czy go odwiedzamy czy nie. Za każdeg
          skierowanie na badania odejmuje mu się z tej kasy. To dlatego każdy
          próbuje leczyć we własnym zakresie na chybił trafił.

          I jeszcze jedno prównanie ja płace składki w wysokości 240 zł, a
          lekarz dostaje chyba 7-8 zł - gdzie jest reszta?


          -----------------
          sukces w moich rękach 14.pl/prawaa_sukcesu

      • wanda43 Re: Podobał mi się wpis o tym żarciu 30.11.09, 13:52
        Teoretycznie, to ty masz rację. Gdyby po zrobionych badaniach / na moją prosbę/
        kilka lat temu lekarz zwrocil uwage na podwyzszony poziom cukru, dzis byc moze
        nie musiala bym 3 x dziennie faszerowac sie lekami. Cukrzyce rozpoznalam sobie
        sama, ale cukier byl juz na poziomie ok. 500. Do diabetologa albo juz nie ma
        przyjec, albo jeszcze nie ma, bo nie znaja limitu.
        Opieka podstawowa lezy, profilaktyka lezy, dlatego do szpitali trafiają na ogol
        przypadki juz beznadziejne.
        • zmichalg1 Re: Podobał mi się wpis o tym żarciu 30.11.09, 23:02
          Drobna różnica...
          Za naprawę samochodu płacę z własnej kieszeni. Im gorzej nim jeżdżę, tym więcej
          płacę, a warsztat ma więcej zarobku, więc to oni powinni mnie po rękach całować
          za złą jazdę.
          Za moją kurację płaci NFZ (owszem, z moich składek, ale ryczałtowych - czy
          choruję czy nie, płacę tyle samo). Jeżeli zacznę kurację za sto tysięcy i nagle
          ją przerwę, bo taki mam humorek, to NFZ traci bezpowrotnie te pieniądze, a
          spokojnie mógłby za nie ufundować kurację komuś, kto miałby więcej samozaparcia.
      • zue2 Re: Podobał mi się wpis o tym żarciu 30.11.09, 20:20
        Gość portalu: zmichalg napisał(a):

        > Niestety, ale lekarz ma tu 100% racji.
        > Obowiązkiem lekarza jest zaproponowanie kuracji. Prawem pacjenta przyjęcie jej
        > albo odrzucenie. Jego wola. Nikt go do niczego nie zmusza.
        > Ale leczenie to nie tylko zabiegi, pigułki, pastylki itepe, ale również styl
        > życia, którego zmianę lekarz ma prawo nakazać pacjentowi, który zaakceptował
        > zaproponowaną kurację.
        > Jeżeli pacjent się nie stosuje, to znaczy, że z premedytacją marnuje publiczne
        > pieniądze, które zostały włożone w jego leczenie.
        > Lekarz zareagował może zbyt impulsywnie. Zastanawiam się, co by się wydarzyło,
        > gdyby lekarz zakończył kurację argumentując, że to pacjent nie zmieniając
        > diety, sam zdecydował o jej odrzuceniu.

        Niby racja ,ale w tym układzie wcale nie powinno się leczyć lekarzy palaczy, alkoholików czy otyłych - ze względu na swoją wiedzę powinni wiedzieć ,że palenie , picie i obżeranie jest szkodliwe ( w końcu są zawodowcami)
        • zmichalg1 Re: Podobał mi się wpis o tym żarciu 30.11.09, 22:58
          Wszystko zależy od proporcji.
          Jeżeli palenie nie ma wielkiego wpływu na Twój obecny stan zdrowia oraz
          zaproponowaną kurację, to Twój wybór.
          Palenie, i owszem, szkodzi a wręcz zabija, ale nie ma wpływu na np. zrastanie
          się złamanej nogi, więc podobny wrzask ortopedy byłby nie na miejscu.
          W przypadku opisanym obżeranie się pacjenta jest w silnej korelacji z jego
          poziomem cukru we krwi.
      • Gość: K. Re: Przepraszamy, że żyjemy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.09, 13:55
        Bedac lekarzem i samej nie lubiac lekarzy i widzac ich chamstwo i
        urojenia wielkosciowe musze jednak stwierdzic, ze niektore przypadki
        przytoczone tutaj to naprawde szukanie taniej sensacji. to, ze
        rodzicom nie wolno koczowac na szpitalnej podlodze ma szereg
        uzasadniej, np faktycznie lamie to wszelkie zasady aseptyki. Po
        drugie przypuscmy, ze jakies dziecko dozna w srodku nocy zaktrzymania
        krazenia i niezbedna bedzie reanimacja. Juz sobie wyobrazam zaspanych
        rodzicow probujacych zrobic miejsce dla kilku osob z personelu i
        sprzetu do reanimacji. Na ciasnej sali by to zajelo ok 10-15 min ja
        sadze. Nieodwracalne zmiany spowodowane niedotlenieniem nastepuja w
        mozgu po kilku minutach, wiec o czym tu gadac.

        Odnosnie tego pacjenta z cukrzyca - no faktycznie niektorych
        pacjentow racjonalne tlumaczenia nie przekonuja, moze lekarz mylnie
        zinterpretowal zachowanie danego bohatera artykulu i zaliczyl go do
        tej grupy.

        Zgadzam sie, ze chamstwo trzeba tepic, ale prosze pamietac, ze nie
        wszystkich lekarzy mozna wrzucic do jednego wora.
        • Gość: alabama8 Re: Przepraszamy, że żyjemy IP: 193.201.167.* 30.11.09, 14:06
          Będąc lekarzem uważasz, że zgarnięcie z podłogi karimaty albo
          materaca zajmuje 10-15 minut? To ile ci zajmuje pościelenie łóżka?
          Nie dziwne, że lekarze wiecznie spóźnieni!
          Pamiętaj, że ci koczujący na krzesłach rodzice wykonują 95% obsługi
          małego pacjenta w szpitalu! To oni karmią, przebierają, kąpią,
          pilnują końca kroplówki, włączają i włączają nebulizatory, poją
          odwodnione dzieci czymś więcej niż 3 kubkami przydziałowej cienkiej
          herbaty dziennie. I właśnie CI RODZICE muszą być wyspani i w dobrej
          formie! No chyba że wszystkie te obowiązki przejmą pielęgniarki -
          ile byście ich musieli zatrudnić na oddziale, żeby spełnić w/w
          minimum opieki?
          Jeśli dziecko dozna w nocy zatrzymania krążenia to informację o tym
          fakcie lekarz uzyska od rodzica (no bo chyba nie od śpiącej
          pielęgniarki, albo innego lekarza na nocnym dyżurze).
          Są szpitale które przekonały się do tego, iż obecność rodzica na
          sali obcina in 95% roboty (pediatryczny oddział w Bielańskim w
          Warszawie na przykład zainwesował w prysznic i toaletę dla rodziców,
          pokój socjalny i dodatkową rozkładaną leżankę dla każdego rodzica w
          każdej sali). Skoro oni mogą to dlaczego wy NIE? Inne standardy
          aseptyczne?
          • Gość: K. Re: Przepraszamy, że żyjemy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.09, 14:21
            Tak, uwazam, ze jesli na sali wieloosobowej jest kilkoro rodzicow, to
            cala akcja reanimacyjna, ktora powinna rozegrac sie <10 min wydluzy
            sie na tyle, ze moze to stanowic zagrozenie dla zycia dziecka. Poza
            tym, no nie oszukujmy sie, rodzice nie sa lekarzami i nie sa obeznani
            jesli chodzi o asptyke szpitalna a kazda dodatkowa osoba zwieksza
            ryzyko infekcji i tak oslabionego organizmu chorego dziecka. Pewne
            zasady sa respektowane w szpitalach na calym swiecie i nie chce sie
            nad tym niepotrzebnie rozwodzic.

            Nie chce, zebys mnei zle zrozumiala, ze nie doceniam kluczowej roli
            rodzicow w procesie leczenia, ze nie wyreczaja oni pielegniarek, nie
            dopilnowuja wszytkiego itp itd. Oczywiscie, ze jest to niesamowicie
            wazne. Ale karimaty na podlodze to naprawde inna bajka.

            Ktore szpitale inwestuja w prysznice i tym podobne naprawde nie wiem,
            jest to sluszna inicjatywa i oczywiscie jestem za tym, zeby takie
            udogodnienia dla rodzicow byly,jednakze w niektorych placowkach
            naprawde nie ma warunkow, zeby sie rozbijac na podlodze, uwierz mi,
            nie pisze tego w zlej wierze.
            • Gość: logika Twój wywód nie trzyma się kupy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.09, 15:41
              Jeżeli w sali będą same małe dzieci, to kto zauważy, że coś złego się dzieje i niezbędna jest reanimacja? Przecież pielęgniarki non stop w tych salach nie siedzą! W szpitalach dla dorosłych alarm najczęściej podnoszą inni pacjenci.
              A co aseptyki, rodzice przecież nie chcą zaszkodzić swoim dzieciom, więc może wystarczy ich poinformować, czego nie powinni robić. Dzieci otoczone troską rodziców szybciej zdrowieją, a rodzice mogą częściowo wyręczyć personel (i jedno i drugie to realne oszczędności), więc może warto zainwestować w stworzenie warunków do pobytu rodziców na oddziale.
              • Gość: K. Re: Twój wywód nie trzyma się kupy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.09, 17:50
                no wiec moze warto, bo wiesz, ja do tej pory uwazalam, ze nie warto i
                bym tych rodzicow najchetniej przez okno wyrzucila... no smieszne. caly
                czas pisze o oddzialach intensywnej opieki badz takich, na ktorych
                kazda dodatkowa osoba, ktora sie kima na podlodze blokuje przejscie dla
                sprzetu np. A wierz mi, widzialam juz takie sytuacje. Pacjenci, u
                ktorych jest ryzyko NZK, sa jednak zwykle monitorowani. Z sytuacja,
                kiedy to pacjentowi serce stanelo i lezal bez zycia niezauwazony sie
                nie spotkalam, ale moze za krotko praktykuje.
        • asiazlasu Re: Przepraszamy, że żyjemy 30.11.09, 14:10
          Bedac lekarzem i samej nie lubiac lekarzy i widzac ich chamstwo i
          urojenia wielkosciowe musze jednak stwierdzic, ze niektore przypadki
          przytoczone tutaj to naprawde szukanie taniej sensacji. to, ze
          rodzicom nie wolno koczowac na szpitalnej podlodze ma szereg
          uzasadniej, np faktycznie lamie to wszelkie zasady aseptyki. Po
          drugie przypuscmy, ze jakies dziecko dozna w srodku nocy
          zaktrzymania krazenia i niezbedna bedzie reanimacja. Juz sobie
          wyobrazam zaspanych rodzicow probujacych zrobic miejsce dla kilku
          osob z personelu i sprzetu do reanimacji. Na ciasnej sali by to
          zajelo ok 10-15 min ja sadze. Nieodwracalne zmiany spowodowane
          niedotlenieniem nastepuja w mozgu po kilku minutach, wiec o czym tu
          gadac.


          zasmiewam sie do rozpuku z tych argumentow - przy okazji jakiegos
          wojazu do francji prosze wpasc do OBOJETNIE jakiego szpitala
          dzieciecego i zaobserwowac jak sie odbywa takie funkcjonowanie (ooo
          smiertelne niebezpieczenstwo mikrobow !) z rodzicami bo od wielu
          dziesiatek lat (przynajmniej od trzydziestu !) moga towarzyszyc
          dziecku i spac obok niego (na lozkach, nie na materacach).

          A Francuzi w dodatku narod nie brudny, delikatny, w pepek sobie
          patrzy, dba o siebie, z byle pypciem do lekarza lata - nie
          pozwoliliby sobie na zadne zagrozenia zdrowia ich dziecka-krola.

          Pewnie bakterie mikroby i wirusy polskie sa grozne ha zabojcze a te
          zachodnie lagodne.

          Nie rozumiem wciskania takiej argumentacji, przeciez w wielu krajach
          na swiecie rodzic ma mozliwosc pozostania przy malym dziecku (to nie
          Polacy wymyslili !) i te kraje bynajmniej nie sa sytuowane w Afryce.
          • Gość: k. Re: Przepraszamy, że żyjemy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.09, 14:32
            Nie jestesmy we Francji. Nie mamy dodatkowych lezanek. Tych, ktore mamy
            nie ma jak odkazac. Sale sa male. Nie ma kasy (we Francji skladka to ok
            18% jesli dobrze pamietam, a u nas 9%, nie zapominajmy o tym). Poza tym
            kazdy oddzial ma inna specyfike. Jesli to oddzial 'lekki' to niech
            sobei rodzice beda. Ja mowie o odzialach tzn ciezkich, gdzie sie walczy
            o zycie kazdego dziecka.
            • asiazlasu Re: Przepraszamy, że żyjemy 30.11.09, 15:19
              a jakze chcesz cos polepszyc w autarkii kompletnej pozostajac ?

              trzeba miec jakies punkty odniesienia, jakies przyklady (ktore zdaly
              egzamin), tu wziac, tam zaobserwowac, tu wybrac, to zostawic ... Jak
              sobie wyobrazasz takie zycie z samym soba ? Inne kraje przed Polska
              opracowaly systemy ktore sa dobre, lepsze, znakomite - dlaczego
              zamykac oczy ?

              Dlaczego jesli nie aby utrwalic polski stan istniejacy (ktory jest
              dramatyczny) i wmowic ludziom ze tak byc musi ?

              PS. te lezanki sie nabywa, sale sie buduje wieksze, material do
              odkazania sie kupuje, polityke zdrowia sie tworzy, budzety sie
              zatwierdza glosowaniem, politykow sie wybiera wedle ich programu....

              • Gość: K. Re: Przepraszamy, że żyjemy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.09, 16:44
                PS. te lezanki sie nabywa, sale sie buduje wieksze, material do
                > odkazania sie kupuje, polityke zdrowia sie tworzy, budzety sie
                > zatwierdza glosowaniem, politykow sie wybiera wedle ich programu....

                No to nabadzmy, zbudujmy, kupmy, stworzmy, zatwierdzmy, wybierzmy. I
                jak juz to wszystko zrobimy, to dopiero wtedy miej pretensje do
                lekarzy, ze sa niekompetentni.
                • asiazlasu Re: Przepraszamy, że żyjemy 30.11.09, 17:04
                  > No to nabadzmy, zbudujmy, kupmy, stworzmy, zatwierdzmy, wybierzmy.
                  I jak juz to wszystko zrobimy, to dopiero wtedy miej pretensje do
                  > lekarzy, ze sa niekompetentni.


                  ja nawet do tematu kompetencji personelu zdrowia nie doszlam - za
                  duza bariera chamstwa, grubianstwa i mandarynizmu. Po 3
                  min "rozmowy" czlowiek ma lzy w oczach i nie wie czy plakac czy po
                  mordzie ich bic.

                  Czy trzeba miec kozetki i duze sale (raczej male bo tu ludzi jak
                  bydlo w duzych salach po 10 osob nie trzymaja) aby byc uprzejmym ?

                  Czy w kazdym zachodnim przedsiebiorstwie warunki pracy sa idealne ?
                  Nie.
                  Ale malo (zdarza sie zdarza) kto szczeka do klientow bo wyleci w
                  tempie przyspieszonym (i to wie).
            • mary_ann Re: Przepraszamy, że żyjemy 30.11.09, 19:41
              Gość portalu: k. napisał(a):

              > Nie jestesmy we Francji. Nie mamy dodatkowych lezanek. Tych, ktore mamy
              > nie ma jak odkazac. Sale sa male. Nie ma kasy (we Francji skladka to ok
              > 18% jesli dobrze pamietam, a u nas 9%, nie zapominajmy o tym). Poza tym
              > kazdy oddzial ma inna specyfike.


              To wszystko pewnie po części prawda, ale.... obawiam się, że to jednak, NIE JEST
              kwestia kasy. Kiedy rodziłam pierwsze dziecko (w prywatnej klinice w mieście
              stołecznym Warszawa) szef placówki, anestezjolog, parsknął śmiechem w odpowiedzi
              na moje pytanie, czy mąż może być obecny na sali operacyjnej (planowa cesarka).
              Najpierw usłyszeliśmy, że "naoglądaliśmy się amerykańskich filmów", potem był
              długi wykład dla prostaczków na temat zasad chirurgicznej aseptyki (oczywiście
              coś nam się z tą Ameryka tutaj nie zgadzało,, ale cóż...). Pięć lat później, gdy
              w tym samym miejscu rodziłam przez c.c drugie dziecko, wejście męża na salę dla
              tego samego anestezjologa i zespołu nie było już najmniejszym problemem. No cóż,
              drobnoustroje widać szybko ewoluują...
            • asiazlasu Re: Przepraszamy, że żyjemy 30.11.09, 16:18
              Gość portalu: chelios napisał(a):

              > > A Francuzi w dodatku narod nie brudny, delikatny, w pepek sobie
              > > patrzy, dba o siebie, z byle pypciem do lekarza lata - nie
              > > pozwoliliby sobie na zadne zagrozenia zdrowia ich dziecka-krola.
              >
              > Hahahahaha "nie brudny"? To się przejdz po syfiastym Paryżewie :D

              twoje zdanie. Mi wystarczy przejechac sie po krysztalowej Warszawie.
              • chaos_theory Re: Przepraszamy, że żyjemy 30.11.09, 16:34
                asiazlasu napisała:

                > Gość portalu: chelios napisał(a):
                >
                > > > A Francuzi w dodatku narod nie brudny, delikatny, w pepek sobie
                > > > patrzy, dba o siebie, z byle pypciem do lekarza lata - nie
                > > > pozwoliliby sobie na zadne zagrozenia zdrowia ich dziecka-krola.
                > >
                > > Hahahahaha "nie brudny"? To się przejdz po syfiastym Paryżewie :D
                >
                > twoje zdanie. Mi wystarczy przejechac sie po krysztalowej Warszawie.

                Asiu, moje zdanie może być takie, że Paryż jest brzydki, albo nieciekawy. A to
                że jest brudny, nie jest tylko moją opinią, tylko faktem wynikającym z opinii
                bardzo wielu ankietowanych osób:

                "Paryż jest brudny, Paryż jest drogi, ale romantyczny – tak stolicę Francji
                widzą turyści z zagranicy"
                (
                www.rmf.fm/fakty,133918,Rajd,po,Europie,czyli,gdzie,sie,bawic,i,nie,stracic,fortuny.html)

                "Za brudne i drogie uznane zostały także Paryż i Rzym."
                (
                turystyka.gazeta.pl/Turystyka/1,83631,5020833,Londyn___brudny_i_drogi__ale_zielony_i_ciekawy.html)

                "TripAdvisor zbadał także miasta europejskie pod innymi kategoriami. Użytkownicy
                portalu uznali, że najbrudniejszym miastem Europy jest Londyn, przed Paryżem,
                Rzymem i Atenami."

                (
                www.tur-info.com/ak_id/8376;najdrozsze,najczystsze,filip_lobodzinski,nudna,czyste,brudne,bruksela,ranking,trip,advisor,miast,tripadvisor_warszawa.html)

                A ty potrafisz podac jakies zrodla, czy opierasz się tylko na swoim zdaniu? :)
                • asiazlasu Re: Przepraszamy, że żyjemy 30.11.09, 17:10

                  > A ty potrafisz podac jakies zrodla, czy opierasz się tylko na
                  swoim zdaniu? :)

                  moje zrodlo to nie ankiety lecz zyciowe doswiadczenie. Nie wiem
                  jakie sa stolice ankietowane i malo mnie to w temacie obchodzi.
                  Natomiast wiem ze Francuzi sa narodem ogolnie czystym i nie obawiam
                  sie tak metra paryskiego w godzinie szczytu jak autobusu na moim
                  rodzinnym osiedlu. Smierdzi.

                  przebywam rowniez na codzien od wielu lat z Francuzami i sa
                  wypucowani. Az przesadnie.
                  • chaos_theory Re: Przepraszamy, że żyjemy 30.11.09, 21:28
                    asiazlasu napisała:

                    > moje zrodlo to nie ankiety lecz zyciowe doswiadczenie.

                    ...a ankiety to życiowe doświadczenie znacznej liczby osób, co jest obiektywnie
                    więcej warte niż opinia jednej osoby gloryfikującej miejsce, w którym mieszka.
                    Po to je robią. Statystyka. Duh.
                    Jak 100 osób mówi że coś jest brudne, a 1 że jest czyste, to kto ma rację?

                    > Nie wiem jakie sa stolice ankietowane i malo mnie to w temacie
                    > obchodzi.
                    Chwalisz się ignorancją? "ja wiem swoje i reszta mnie nie obchodzi". Bardzo
                    dojrzałe.
                    • asiazlasu Re: Przepraszamy, że żyjemy 01.12.09, 09:02
                      napisalam jasno "w temacie mnie nie obchodzi" - a temat byl o
                      czystosci francuzow ktorzy sie myja i to raczej czesto a nie o psich
                      go..nach i papierach na ulicach Paryza. Jak sie nie chce to sie nie
                      rozumie.
                      • chaos_theory Re: Przepraszamy, że żyjemy 01.12.09, 10:52
                        asiazlasu napisała:

                        > napisalam jasno "w temacie mnie nie obchodzi" - a temat byl o
                        > czystosci francuzow ktorzy sie myja i to raczej czesto a nie o psich
                        > go..nach i papierach na ulicach Paryza. Jak sie nie chce to sie nie
                        > rozumie.

                        A ja się jasno odniosłem do Twojego zaprzeczenia, jakoby Paryż był brudnym
                        miastem, co napisał chelios. O czystości samych mieszkancow sie nie
                        wypowiadałem. Jak się nie chce to się nie rozumie :) Zresztą i tu znam opinie
                        osób będących "na miejscu", a przeciwnych do Twojej. I dla mnie są one bardziej
                        prawdopodobne, bo brudna stolica kłóci mi się z czystością mieszkańców...nie
                        oszukujmy się.
                        No ale to najwyraźniej kwestia gustu i tego, co uważamy za czyste...
                        • asiazlasu Re: Przepraszamy, że żyjemy 01.12.09, 11:47



                          nie, nie, to ja napisalam ze francuzi sie myja, i jestem tego
                          pewna majac wokol tylko francuzow na okraglo. Natomiast nie jestem
                          pewna ze polacy myja sie rownie energicznie i czesto. No ale mam
                          tylko wyrywkowe doswiadczenia z krotkich pobytow w PL. Jesli sie
                          myle prosze mnie liczebnie zapewnic o czystosci sredniego tramwaju,
                          metra czy innego autobusu.



                          chaos_theory napisał:

                          > asiazlasu napisała:
                          >
                          > > napisalam jasno "w temacie mnie nie obchodzi" - a temat byl o
                          > > czystosci francuzow ktorzy sie myja i to raczej czesto a nie o
                          psich
                          > > go..nach i papierach na ulicach Paryza. Jak sie nie chce to sie
                          nie
                          > > rozumie.
                          >
                          > A ja się jasno odniosłem do Twojego zaprzeczenia, jakoby Paryż był
                          brudnym
                          > miastem, co napisał chelios. O czystości samych mieszkancow
                          sie nie
                          > wypowiadałem. Jak się nie chce to się nie rozumie :) Zresztą i tu
                          znam opinie
                          > osób będących "na miejscu", a przeciwnych do Twojej. I dla mnie są
                          one bardziej
                          > prawdopodobne, bo brudna stolica kłóci mi się z czystością
                          mieszkańców...nie
                          > oszukujmy się.
                          > No ale to najwyraźniej kwestia gustu i tego, co uważamy za
                          czyste...
                          • chaos_theory Re: Przepraszamy, że żyjemy 01.12.09, 12:18
                            asiazlasu napisała:

                            > nie, nie, to ja napisalam ze francuzi sie myja, i jestem tego
                            > pewna majac wokol tylko francuzow na okraglo. Natomiast nie jestem
                            > pewna ze polacy myja sie rownie energicznie i czesto. No ale mam
                            > tylko wyrywkowe doswiadczenia z krotkich pobytow w PL. Jesli sie
                            > myle prosze mnie liczebnie zapewnic o czystosci sredniego tramwaju,
                            > metra czy innego autobusu.

                            Nie przeczytałaś 2 części mojego posta, więc powtórzę:

                            "znam opinie osób będących "na miejscu", a przeciwnych do Twojej. I dla mnie są
                            one bardziej prawdopodobne, bo brudna stolica kłóci mi się z czystością
                            mieszkańców...nie oszukujmy się. No ale to najwyraźniej kwestia gustu i tego, co
                            uważamy za czyste..."

                            Zresztą wpisz sobie w google 'brudni francuzi' to Ci wyjdzie masa opinii o ich
                            szczególnej higienie. Ciekawostka: jak wpiszesz 'czyści francuzi' to w wynikach
                            wyskoczy coś równie ciekawego :)

                            wyborcza.biz/biznes/1,100896,6808030,Francuzi_najgorszymi_turystami_swiata__Brytyjczycy___prawie.html
                            Generalnie opinie mówią same, ale jak chcesz trwaj dalej przy swojej. Tak jak
                            napisałem, postrzeganie zależy od własnych standardów higieny i tego z jakiego
                            pokroju ludźmi przebywamy w danym kraju. Nie płacą mi za przekonywanie innych
                            (na szczescie), wiec dla mnie EOT.
        • Gość: pracujączlekarzami Re: Przepraszamy, że żyjemy IP: *.206.244.1.jpk.pl 30.11.09, 14:14
          rodzicom nie wolno koczowac na szpitalnej podlodze ma szereg
          > uzasadniej, np faktycznie lamie to wszelkie zasady aseptyki<<

          Ale np. wałęsanie się całego personelu medycznego w godzinach pracy po całym
          szpitalu, nie wyłaczając laboratorium, prosektorium, szpitalnego baru/sklepiku,
          kuchni,kaplicy i innych oddzialów(bo trzeba poplotkować z kolezanką/kolega po
          fachu)oraz pobliskiego bazarku lub supersamu(bo trzeba zrobić zakupy) poza
          szpitalem/przychodnią z cała pewnościa nie łamie zasad aseptyki.Po prostu
          bakterie omijają biały fartuch.Tylko mi nie mów,że za każdym razem
          lekarz,pielegniarka czy salowa się przebiera,gdy wychodzi poza oddział, bo juz
          widziałam nawet anestezjologów wychodzacych z bloku operacyjnego po drożdżówki
          do bufetu,któren znajdował się hen poza blokiem, OIOMem i trza było przejść
          przez Izbę Przyjęć.Wszystko w tym samym uniformie.
          • Gość: K. Re: Przepraszamy, że żyjemy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.09, 14:28
            I oczywiscie przyzaje Ci racje - takie zachowanie jest
            nieodpowiedzialne. Jesli anestezjolog wyjdzie z bloku i wejdzie na
            niego w tym samym ubiorze powienien wyleciec z roboty. Aczkolwiek nigdy
            sie z czyms takim nie spotkalam, po powrocie z bufetu sie przebieraja w
            nowy zielony uniformik :) One wszystkie tak samo wygladaja, wiec mozna
            miec mylne wrazenie, ze sie taki doktór nie przebiera.
      • Gość: GOŚĆ Re: Przepraszamy, że żyjemy IP: 91.209.27.* 30.11.09, 14:22
        JAK WIDZE TAKIE WPISY TO NOŻ SIE MI W KIESZENI OTWIERA INTERNAUTO
        ZMĄDRZEJ!!! TAKIE ZABOBONY TO ZA KRÓLA ĆWIECZKA A NIE TERAZ ...
        LUDZIE POWINNI MIEĆ SWOBODNY DOSTĘP DO LEKARZY A NIE CZEKAĆ 6
        MIESIĘCY NA WIZYTĘ I TO I TAK W DOBRYCH UKŁADACH !!! TO PARANOJA
        SAMA MAM TEGO PRZYKŁAD WE WŁASNEJ PRZYCHODNI LEKARZ ZA KAŻDYM RAZEM
        ROBI ŁASKE ŻE MNIE WOGÓLE PRZYJMIE JAK TAK MOŻNA PRZECIEŻ ŻYJE TAKŻE
        DZIĘKI TEMU ŻE JA PRACUJE I ODPROWADZAM SKŁĄDKI NA NFZ!!!! ZA KAZDYM
        RAZEM GDY CHCE SIĘ ZAREJESTROWAC DO LEKARZA SŁYSZĘ PYTANIE CZY
        WIZITA JEST KONIECZNA ?? DLACZEGO MAM SIĘ TŁUMACZYĆ Z TEGO ŻE CHCĘ
        IŚC DO LEKARZA !!!!!!! SKRAJNA PARANOJA!!!!!!!
      • drzejms-buond Re: Przepraszamy, że żyjemy 30.11.09, 14:09
        Jestem "ekspertem" w dziedzinie złego traktowania przez lekarzy.
        Ja nie wiem skąd się to u mnie bierze?
        Może moja postawa niepozwalająca lekarzowi na wywyższanie się
        wywołuje ich agresję?
        Nie wiem. Może to taka moja karma albo przekleństwo,
        że ten sam lekarza, który łagodnie traktuje osobę
        będącą u lekarza tuż przede mną, mnie miesza z błotem
        całkiem bez powodu?
        Może mój wygląd? Może mam jakis dodatkowy zmysł,
        który podświadomie każe mi wybierać
        z setki dostępnych lekarzy- tych najgorszych?
        Historie złego traktowania,
        błędów lekarskich, arogancji a nawet prób wyłudzenia łapówki
        ciągną się za mną jak noga za Dr.Housem.
        Mógłbym opowiadać godzinami ale za każdym razem
        gdy zaczynam, coś ściska w żołądku , ręce zaczynają drżeć
        i zaczynam się bać, że znowu będę musiał skorzystać z usług
        polskiego NFZu.
        Przemilczę więc...
        Życząc wszystkim lekarzom więcej pokory.
        p.s.
        Ja rozumiem,ze dla wielu lekarzy Dr.House stał się idolem, ale
        żeby być takim jak on nie wystarczy być skończonym chamem!
        Trzeba być skończonym geniuszem by na chamstwo móc sobie pozwolić!
    • Gość: pawdx Przepraszamy, że żyjemy IP: 204.52.187.* 30.11.09, 13:51
      Nigdy ja ani moja rodzina nie spokała sie ze złym traktowaniem ze
      strony lekarzy.

      Uważam że problem jest szucznie podrzucony przez GW dla odwrócenia
      uwagi od spraw znacznie istotniejszych.

      Poza tym w państwowej przychodni oczekuję podstawowego,
      profesjonalnego leczenia a nie Wersalu. Lekarz też ma nerwy i ma
      prawo byc niemiły dla pacjenta hipochondryka lub osoby świadonie
      sabotujacej terapię.

      • drzejms-buond Re: Przepraszamy, że żyjemy 30.11.09, 14:14
        Lekarz też ma nerwy i ma
        > prawo byc niemiły dla pacjenta hipochondryka lub osoby świadonie
        > sabotujacej terapię.
        >
        rozumiem,że podobnie myślisz idąc
        do sklepu, banku, na poczte i właczając telewizję.

        hipochondria to też choroba- nie widzę powodu by być niemiłym.
        określenie "swiadomie sabotującej terapię"
        oznacza
        a) osobę , której nie stać na leki?
        b) nie rozumiejącej czemu ma robić tak a nie inaczej bo lekarz nie
        wytłumaczył bo mu się nie chciało lub nie wiedził, że są inne sposoby leczenia o
        których wiedział pacjent?
    • alebezsensu szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyskiwań 30.11.09, 13:58
      Nie jestem lekarzem, ale w mojej rodzinie jest ich wielu - mama, babcia,
      dziadek, wujek, dlatego patrzę na całą sytuację z nieco innej perspektywy.
      Zgadzam się, że w polskich szpitalach panują spartańskie warunku, oddziały nie
      są przystosowane dla rodziców, którzy chcieliby towarzyszyć pociechom podczas
      leczenia, lecz nie jest to bynajmniej winą pojedynczego lekarza, lecz
      zacofania i biedy polskiego systemu zdrowotnego. Jakim cudem mają się znaleźć
      dziesiątki wyposażonych pokoi dla gości, skoro narzekamy na wysokie składki, a
      płatnej opieki medycznej sobie nie wyobrażamy? Proszę mi uwierzyć, że w
      prywatnych klinikach wygląda to zgoła inaczej, niż w państwowych placówkach.

      Poza tym pielgrzymki rodziców na np. oddział intensywnej opieki noworodka są
      zmorą, tam jest sterylnie, dziecko wielkości paczki cukry wymaga wyjątkowych
      warunków - ciszy, czystości, eliminacji potencjalnych zarazków itp. Dzieci
      można odwiedzać, ale wielu ludzi nie rozumie tak prostych wytycznych jak to,
      że z takim jedynie przez matkę i ojca, a nie tłumy awanturniczych dziadków i
      krzykliwych ciotek. Każdy uważa, że jemu wolno, jemu się należy, a niewielu
      potrafi odnaleźć w sobie pokorę, rozwagę i ufność dla lekarza, który ratuje
      jego dziecko.

      Poza tym wśród lekarzy jest tyle samo opryskliwców, co wśród przedstawicieli
      innych zawodów - czy 100% nauczycieli to fantastyczni pedagodzy, fachowo
      przekazujący wiedzę? Hmm... Nikt nie ma obowiązku być serdecznym i czułym, a
      kultura osobista - cóż, to zupełnie inna strona medalu.

      Poza tym niektórymi osobami dobrze jest potrząsnąć i uświadomić im, że przez
      własne kretyńskie zachowanie źle się czują. Dlaczego niby palacz ma być
      traktowany wyjątkowo, lekarz ma lać nad nim łzy i głaskać po główce, że taka z
      niego biedula, bo ma raka płuc?

      • Gość: wojtek Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski IP: 212.185.43.* 30.11.09, 14:11
        Cóż, w takim razie życzę Ci abyś trafiła do szpitala w którym nie
        będzie nikogo z Twojej lekarskiej rodziny, nikt nie będzie wiedział
        o jej istnieniu, a Ty będziesz drżała na myśl co
        zdiagnozowali "lekarze" i ewentualnie ile zostało Ci jeszcze życia.
        Więcej szacunku dla Ludzi i dla ich cierpienia bezsensowna istoto. W
        odróżnieniu od Ciebie uważam, że wszystko zależy od pojedyńczego
        lekarza, że prywatne kliniki niewiele zmienią, a dopóki lekarski
        samorząd będzie tolerował troglodytów w swoich szeregach nic się nie
        zmieni na lepsze.
        • alebezsensu Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski 30.11.09, 14:20
          Rozumiem, że to nie działa dobrze, ale chcę Państwu pokazać, że tego nie można
          zwalić personalnie na konkretnego lekarza, on nie ma wpływu na to, że jest
          kolejka i trzeba czekać na leczenie kilka miesięcy, szpital jest biedny i nie ma
          pokoi dla gości. Uważacie Państwo, że moja Mama ma czarodziejską różdżkę i gdy
          jej matka bardzo poważnie zachorowała, zorganizowała operację następnego dnia?
          NIE. Babcia też czekała kilka miesięcy an leczenie. Wielu ludzi jest
          zaślepionych jakąś schematyczną nienawiścią.

          Lekarski samorząd toleruje troglodytów - a Twoim zdaniem jaki wpływ ma szeregowy
          lekarz na decyzje ordynatora, dyrektora szpitala, że o wyższych szczeblach nie
          wspomnę? Najłatwiej jest kogoś opluć.
          • Gość: bella96 Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski IP: *.3s.pl 30.11.09, 15:56
            Otóż ma i to niebagatelne.
            I nie mówię tutaj o POZ, gdzie głównym problemem są ludzie samotni, przychodzący
            do przychodni tylko po to, żeby sobie "pogadac", ale o specjalistyce i leczeniu
            zamkniętym / otwartym.
            Wystarczyłoby, aby szanowni "doktorowie" od czasu do czasu dokształcali się i
            nie diagnozowali ludzi metodą selekcji "co pacjentowi nie jest" tylko
            zastanowili się nad objawami i sprawdzili "co pacjentowi może być".
            Byłoby znacznie taniej, a NFZ nie wydawałby niepotrzebnie pieniędzy na zbędne
            badania i na utrzymywanie ludzi "na obserwacji" z których nic nie wynika. Spora
            część Twoich kolegów/koleżanek po fachu uprawia fuszerkę zwaną leczeniem, bo w
            pogoni za kapustą pracuje na 5 etatach i nie ma czasu się dokształcać ponad to,
            co dostaną w torbie od przedstawiciela handlowego firmy farmaceutycznej pod
            stołem. W ten oto prostu sposób złożona przysięga Hipokratesa staje się
            przysięgą Hipokryta.

            Ukłony,

            P.
        • alebezsensu Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski 30.11.09, 14:27
          Wszystko zależy od pojedynczego lekarza? W takim razie moja mama, członek
          obrazoburczego lekarskiego klanu, ooo, jak ona śmiałą wstąpić w szeregi tych
          interesownych szarlatanów, od prawie 30 lat pracuje w idiotycznym publicznym
          szpitalu, ma poczucie misji, szarpie się na 8-9 całodobowych, bezsennych
          dyżurach w miesiącu, ratuje dzieci rodziców, których większość winą o chorobę
          dziecka obarcza ją, zarabia kiepsko, gabinetu prywatnego nie posiada, ma
          ordynatora, dla którego liczą się jedynie atrakcyjne zagraniczne konferencje.
          Wyobraź sobie, że opluwając wszystkich hurtem, obrażasz osoby, które są dobrymi
          ludźmi i uczciwymi lekarzami. Wybacz, że się na to nie godzę.
          • Gość: logika Nie unoś się, wiemy, że są dobrzy lekarze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.09, 15:10
            Są lekarze dobrzy, wrażliwi i pełni poświęcenia, ale oni giną wśród tych, którzy może nawet są dobrymi fachowcami, ale nie potrafią się wczuć w sytuację pacjenta cierpiącego, przerażonego perspektywą rychłej śmierci lub kalectwa.
            Czasem lekarze wykazują się brakiem wyobraźni: mojego wujka wypisano ze szpitala po operacji, kiedy on ledwie się mógł suwać, z zaleceniem ambulatoryjnego leczenia zaawansowanej cukrzycy, którą przy okazji w szpitalu wykryto i leczono, podając insulinę.
            Oczywiście 70-letni człowiek znacznie osłabiony po operacji nie był w stanie następnego dnia biec do przychodni, więc w domu insuliny nie brał, bo nie miał, nawet chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że codziennie musi ją brać. Mieszkał sam, a my odwiedzaliśmy go codziennie. Po dwóch dniach zorientowałam się, że coś jest nie w porządku i podejrzewałam, że to ma związek z cukrzycą (w szpitalu nikt nam nie powiedział, że on musi brać insulinę), ale był weekend i żaden diabetolog nie chciał przyjść do domu. Skończyło się wezwaniem pogotowia, a wujek miał 500 jedn. cukru i lekarz pogotowia dziwił się, że chory jest przytomny. Dopiero wtedy w szpitalu nauczono go badać sobie krew, wstrzykiwać insulinę, poinformowano go o diecie, wyposażono w odpowiedni sprzęt itp. Gdyby lekarze mieli trochę wyobraźni, to przenieśliby go od razu na internę, a nie oczekiwali, że zaraz po operacji będzie biegał po przychodniach w poszukiwaniu diabetologa.
            • misza46 Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski 28.08.10, 16:32
              Ja może powiem tak. Kiedyś mi ktoś powiedział, że lekaży wypalili na
              stosach. Obecnie są tylko pracownicy koncernów farmaceutycznych i
              wspólnie robią biznes. Zastanów się człowiecze co z ciebie miałby
              taki człowiek przy obecnej zdolności gdybyś był zdrowy? Wspierałby
              go koncern farmaceutyczny? Kłócą się, a nawet żrą jak wściekłe psy o
              kawałek swojej padliny i zawsze niby mają rację. My dobrowolnie -
              przymusowo płacimy haracz, a jak ktoś potrzebuje to płaci od nowa,
              bo z tego co zapłaciłeś wcześniej już nie ma śladu. A kiedy zwrócisz
              się po jakąś poradę to ich wąziutki wycinek wiedzy polegający tylko
              na farmakologii jeszcze cię dobije. Kiedy zwrócisz mu uwagę jakie to
              szkodliwe, pisze na ulotce to powie ci, że to pisze nie do pacjenta.
              Kiedy już ci dość tej chemii i już rzygasz nią, to wyślą cię do
              psychiatry. I tak można wypisywać ich tzw leczenia. A ty dalej płać
              dobrowolnie przymusowo ten haracz aż do śmierci i tak będą mieli
              coraz mniej, przynajmniej tak twierdzą przy każdej twojej wizycie.
              Zastanowił się ten Pan "dokter" bo tak każą się tytuować, że ty
              straciłeś już cały swój znaczny dochód i jeszcze nie kożystałeś z
              takich usług? Na moim organizmie ponoć miała medycyna takie wybryki.
              Zorientowałem się i z ich usług już nie korzystam ponad 30 lat i
              daję sobie radę dość dobrze. Haracz płacić muszę dalej jak to w
              państwie prawa przysługuje. Ile takich ludzi już jest coraz więcej
              i mnie narzekają. Pewna babcia mająca 82 lata, przeżyła bez
              problemów dlatego że do nich nie chodziła miała już końcówkę,
              przedzwonili do nich, przyjechali i pytali babci jakie leki używała.
              Kiedy odpowiedziała, że tylko odżywiała się odpowiednio i nie
              widziała potrzeby. to pan "doktor" uznał że jest zaniedbana, tylko
              dlatego że nie brała leków. Kiedy przedstawiła jak próbowali o nią
              dbać to natychmiast zamilkł. Najgorsze jest to kiedy jeszcze nie
              znają żadnej diagnozy a już cię faszerują jak bombowca. I tyle z
              nimi można się dogadać. Ciekawe czy znajdzie się ktokolwiek i zwróci
              uwagę na te osoby, które nie dożyły emerytury, nie korzystały z ich
              nieudolstwa czy kiedy kolwiek będą mogli upomnieć się o swoje.
              Przecież to są bardzo wysokie sumy. Jak ich nie wstyd jeszcze
              płakać, skoro przeżarli tak wysokie haracze. Ale coś jeszcze wam
              prześlę. To jest opinia ich koleżanki. Jak to mówią jeszcze się
              znajdują i tu ludzie, ale giną jak dinozaury. Oni nie płaczą, że nie
              mają pieniędzy, że im jest źle itd.

              OPERACJA HALLUXÓW – PEWNA PANI PISZE TAK;

              Ten temat szczególnie mnie interesuje bo sama mam ten problem.
              Co do operacji halluksów - moja mama miała taki zabieg w Szpitalu
              Wojskowym na ulicy Szaserów 128 w Warszawie.
              Zabieg polegał na przecięciu kości w kilku miejscach i potem
              połączeniu odłamów tak, aby kość zrosła się prosto(nazywa się to
              zabieg z osteotomią). Nogi miała w gipsie 6 tygodni, teraz te palce
              ma sztywne, co dość mocno upośledza chodzenie(jeśli chodzi się tylko
              po idealnie płaskim podłożu i w płaskich butach, to jest OK).
              Podczas operacji trzeba przeciąć więzadła, może dojść do uszkodzenia
              torebki stawowej, dlatego na zachodzie powoli odchodzi się od
              operowania tego typu zmian, jeśli nie jest to absolutnie konieczne.
              Niektóre inne sposoby wykonywania zabiegu, te, \"gdzie nie ma
              gipsu\", zazwyczaj nie rozwiązują istoty problemu - często usuwa się
              jedynie wystający poza obrys stopy fragment kości, owszem jest ulga,
              ale po kilku latach guz odrasta, a wtedy trzeba już robić
              osteotomię. Ponadto plastyka stawu wpływa na jego wytrzymałość,
              zdarzają się pęknięcia pierwszej kości stopy po takim zabiegu oraz
              uszkodzenia stawu palucha. Studiuję ortopedię i wiem coś na ten
              temat, dlatego z rezerwą podchodzę do \"cudownych efektów\"
              operacji, być może na początku jest O.K. ale porozmawiamy wtedy,
              kiedy skutki operacji faktycznie będzie widać, bo u większości osób
              bądź dla ochrony stawu paliczka na kości odrasta \"guz\" czyli
              zmieniona kaletka maziowa bądź na skutek uszkodzeń stawu(podczas
              operacji należy skręcić staw, co prowadzi do początkowo niewielkich
              uszkodze chrząstki stawowej, które mogą się pogłębiać) występują
              później silne dolegliwości bólowe, rozwija się tzw. hallux rigidus
              czyli paluch sztywny. Uważam, z podobną rezerwą należy podchodzić do
              tych osób, które rzekomo wyleczyło przypalanie \"wystającej kostki\"
              moksą. Oczywiście zdarzają się osoby u których nie występują większe
              problemy po zabiegu operacyjnym, ale jest to zdecydowana mniejszość
              i w 90% są to osoby bez płaskostopia poprzecznego - prawdziwej
              przyczyny halluksów, niezwykle trudnej do \"naprawienia\" u
              dorosłego człowieka, powiązanej z wrodzoną słabością tkanki łącznej.
              Denerwujący jest dla mnie fakt \"solidarności w milczeniu\"
              niektórych ortopedów na temat możliwych skutków ubocznych ich
              działań i nastawienia wyłącznie na \"zysk z pacjenta\". Czy tylko
              jeden jedyny i w tej dziedzinie jest tylko taki przypadek. Kiedy
              komuś uda się zawlec ich do śądu to maja uznane, że to tylko jakiś
              błąd i o ile dostaniesz jakieś odszkodowanie to zapłacisz cobie z
              własnych wkładów - społecznych - i opłacisz z bidą koszty jakie
              poniesiesz, a gdzie twoje zdrowie, czas itp.

        • Gość: pacjentka Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski IP: *.chello.pl 30.11.09, 17:51
          "W
          odróżnieniu od Ciebie uważam, że wszystko zależy od pojedyńczego
          lekarza, że prywatne kliniki niewiele zmienią, a dopóki lekarski
          samorząd będzie tolerował troglodytów w swoich szeregach nic się nie
          zmieni na lepsze."

          W pełni się zgadzam z ta wypowiedzią.Kolesie broniący
          olewacza ,lenia lekarza dopiero wówczas to zrozumieją kiedy sami
          zostaną olani lub ktoś z ich rodziny.
          "Pozdrówka" dla biegłych sądowych z Łodzi od bydgoszczanki.
          • misza46 Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski 28.08.10, 17:11
            Musieliby logo zmienić i rozumieć co znaczy " nie szkidzić". Czytają
            to na ulotkach tzw leków, ale w tym momencie ich nie dotyczy.
            Odpowiedzialności zero. Władza absolutna. Gdyby te pieniądze były w
            naszej kieszeni, odpadłby NFZ i w tedy zaczęliby uczyć się nas
            leczyć. Dbaliby o nas i naturalna selekcja powstałaby napewno. Tego
            życzę Wam PACJENCI I SOBIE. W innym przypadku wybijcie sobie z
            głowy. Ale to jest tylko raczej mażenie przy tej obecnej mądrości
            ludzi szczególnie chorych.
      • drzejms-buond Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski 30.11.09, 14:24
        alebezsensu napisała:

        a jeśli sie okaże, że w wyniku nadużywania kawy
        dostałeś cieżkiej choroby żołądka
        lub
        załapałeś chlamydie w wyniku twoich niekontrolowanych
        uciech cielesnych
        to też nikt nie powinien się nad tobą litować?
        szkoda,ze twoi krewni-lekarze nie nauczyli cie szacunku dla drugiego człowieka
        bez względu na jego wady i nałogi.
        no cóż, kulturę wynosi się z domu...
            • alebezsensu Re: "Ci twoi" ??? 30.11.09, 15:20
              nie do końca, wszak istnieją odcienie szarości. po prostu nie można dzielić
              świata na złych lekarzy i dobrych pacjentów (ani odwrotnie), ale utożsamianie
              pojedynczego lekarza z dziurawym systemem prowadzi donikąd.
      • Gość: bezpojecia Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski IP: *.man.poznan.pl 30.11.09, 14:27

        Szlag trafia wielu ludzi zanim szanowny pan doktor się nad nimi pochyli...

        Co do składek, płacimy ich niemało... jak na to, co dostajemy w zamian.
        Na świecie, np. USA za podobną kwotę rocznie mielibyśmy opiekę szpitalną
        na poziomie, o którym nam się nie śni. Wprawdzie za pójście do pana doktora z
        bólem paluszka musielibyśmy zapłacić - to fakt... 80$... stawka w stosunku do
        średniej krajowej jak i u nas na wizycie prywatnej u każdego, pseudo- czy
        serio-specjalisty.
        A w naszym kraju, czy z paluszkiem czy z brzuszkiem lepiej iść prywatnie...
        I ZAPŁACIĆ DRUGI RAZ... bo za składkę zdrowotną to pan doktor może dać jedynie
        opierd..., a pan anestezjolog zaśpiewać aaaa, kotki dwa...

      • Gość: Haneczka Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski IP: *.g-net.pl 30.11.09, 14:27
        Dokładnie! Sto procent racji.
        W Polsce lekarz ma być miły, grzeczny, posłuszny, kulturalny, zawsze
        uśmiechnięty i pogodny... Nie jest ważne, że tego dnia przebadał 80 pacjentów, z
        których połowa zawracała mu d*pę zwykłym katarkiem albo wstąpili do lekarza
        "przebadać się" przy okazji i zdecydowana większość nie powitała go nawet
        zwykłym "dzień dobry". Lekarz ma być miły, grzeczny, posłuszny, uśmiechnięty i
        pogodny, bo pacjentom się należy!
      • Gość: viki Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski IP: *.olsztyn.vectranet.pl 30.11.09, 14:45
        Kłania się czytanie ze zrozumieniem. Powyższe wypowiedzi nie miały
        na celu pochwalić lekarzy, a zgromadzić opinie jak pacjenci są przez
        nich traktowani. Bardzo się cieszę, że poruszono ten temat! Sytuacja
        do tego w pełno dojrzała. Owszem, znam kilku lekarzy, którym należy
        się z moich ust pochwała, podobnie jest w przypadku nauczycieli, ale
        przecież nie o tym teraz dyskutujemy. Z moich obserwacji zachowania
        lekarzy, w szczególności w ostatnich kilku latach, wynika że są
        oczywiście bardzo ważnym ogniwem w tym systemie, ale jednocześnie
        najsłabszym. Niezależnie od tego ile pieniędzy zostanie wpompowane w
        ten system, zawsze im będzie za mało, i zawsze znajdą możliwość
        oszukania systemu, czyli leczenia np. dawno zmarłych pacjentów,
        nawet nie swoich. Ponadto naszym lekarzom brakuje pokory, oczywiście
        w dobrym pojęciu tego słowa, oraz wiedzy że muszą szanować swoich
        pacjentów. A kiedy to ma szansę się zmienić? Tylko wtedy kiedy będą
        wiedzieli, że jeśli źle potraktują pacjenta, albo nie udzielą
        właściwej porady, albo obrażą, mogą za to zapłacić. Czyli
        odpowiedzialność za swoje czyny! No i ten kuriozalny art. chyba 52 w
        kodeksie etyki lekarskiej, mówiący że nie można krytykować poczynań
        innego lekarza, to wbrew pozorom zrobiło więcej złego niż dobrego.
        Wychowano w ten sposób całą armię ludzi, którzy mają kompleks boga i
        w związku z tym są przekonani o swojej nieomylsności, no i
        bezkarności. A to już jest straszna mieszanka, a my ją mamy
        codziennie na wyciągnięcie ręki!
      • Gość: zbul;wersowana Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.09, 14:46
        odpowiadając na wypowiedź "alebezsensu" uważam że jesteś hipokrytą który
        broni lekarzy dlatego że ma ich wielu w rodzinie!! jesteś bezduszną osobą
        która nie ma skruchy i sam/a to napisałaś/eś. myślałby kto jaka to
        rozważna osoba z ciwebie- nie pijąca nie paląca i wogóle. uważasz że każda
        choroba to wynik złego prowadzenia się, odżywiania, nawyków itd., a tym
        czasem większość lekarzy sama pali pije i bawi się z ludzkliego
        nieszczęścia!! szook i żenada!! schowaj się pod ziemie i nie licz na
        skruche gdzy ty bądź ktoś z twojej rodziny zachoruje!!
        • alebezsensu Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski 30.11.09, 15:18
          ooo, to teraz zaskoczenie - piję, palę, ale zdaję sobie sprawę z konsekwencji -
          nie tylko niewydolności wątroby, ale i urodzenia chorego dziecka. ale nie o
          świadomość konsekwencji własnych poczynań tu chodzi.

          nie bronię lekarzy dlatego ma ślepo tylko dlatego, że mam ich w rodzinie.
          kieruje mną poczucie niesprawiedliwości - wielu ludzi sądzi, że każdy lekarz to
          z założenia zło wcielone, podczas gdy wielu z nich (np. co, których osobiście
          znam) to uczciwi ludzie, dla których dobrem najwyższym nie jest kasa, a pacjent.
          i tacy też dostają po głowie - a za co? bo wrzucamy wszystkich do jednego wora?

          i chciałam też naświetlić drugą stronę medalu - że polski lekarz pracuje w
          ciężkich i ma przed sobą konkretny cel, więc drażnią go osoby nie respektujące
          zasad oddziału (vide - plan odwiedzin) i oskarżające go o wszystko - począwszy
          od kolejki, poprzez brak lekarstw i dobrych warunków na oddziale, aż po to, że
          nie powitał każdego z osobna promiennym uśmiechem. Lekarz też człowiek, on ma
          leczyć, a nie się uśmiechać. A z bycia kulturalnym nie zwalnia ani kitel na
          grzbiecie, ani kilof w dłoni. Szkoda tylko, że w naszym raju opryskliwy lekarz
          jest od razu napiętnowany, a chamski górnik ciskający kamulcami na Nowym Świecie
          walczy o swoje prawa.
        • Gość: Ęzynjer Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski IP: *.ericsson.net 30.11.09, 15:27
          Ludzie narzekają że lekarze nie traktują ich z należytym szacunkiem, ale im
          samym brak tej cnoty. W szpitalach i przychodniach, głównie z powodu cierpienia
          wywołanego chorobą, ogniskuje się powszechna pogarda ludzi do siebie na wzajem.
          Byłem ostatnio na pogotowiu Kolejowego we Wrocławiu. Zanim wszedłem do izby
          przyjęć nasłuchałem się obelg ludzi czekających w kolejce. A to na fakt, że
          osoba przywieziona właśnie z wypadku przez karetkę wjeżdża na łóżku przed nią, a
          to że ktoś kogoś nie widział wcześniej czekającego.
          Mając do czynienia z takim poziomem kultury pacjentów nie mogłem się dziwić
          oschłości przyjmujących tam lekarzy.
      • Gość: konchi Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski IP: *.kredytbank.com.pl 30.11.09, 16:31
        Nikt nie kwestionuje SESNSOWNYCH nakazów, nikt też nie oczekuje
        cudów. Ale JEST FAKTEM, że w sytuacjach gdy potrzebna jest tylko
        zwykła ludzka życzliwość tej właśnie życzliwości i troski nie ma. To
        nie kosztuje ani złotówki, nie wymaga sprzętu ani dodatkowych sal. A
        informacja o stanie zdrowia moim czy bliskiej osoby nazleży się jak
        psu buda - Twoim zdaniem to też wymaga dodatkowych kosztów??? A
        plagą polskich szpitali jest właśnie takiej informacji brak -
        Pan/Pani lekarz jest Bogiem i tylko on/ona musi wiedzieć co jest
        grane. Po co te kmioty chcą coś wiedzieć - przecież i tak nic nie
        zrozumieją nie? Porażające.
        Być lekarzem/pielęgniarką nie może zostać każdy, trzeba mieć
        predyspozycje i powołanie. Jeśli ktoś nie ma siły, wypalił sie i ma
        dość - powinien odejść. A nie traktowac ludzi jak bydło. To chyba
        jedyna branża gdzie pracownicy mając kontakt z ludźmi mogą sobie
        pozwolić na takie zachowanie - w jakimś handlu czy usługach
        polecieliby na ryj pierwszego dnia.
        A co do palaczy - przeznacz całe wpływy z akcyzy za fajki tylko na
        profilaktykę i leczenie palaczy (TAK JAK POWINNO BYĆ - a nie dziury
        w budżecie łatają z tych środków)i okaże się, że nikt tu nikomu
        łaski nie robi. Zwłaszcza że jakoś nikt nie robi scen pacjentom
        żrącym codziennie tłuste mięcho i zapijającym piwkiem - to jest
        przyjęta norma nie? Nie mówiąc o 1000 innych sposobów na zrujnowanie
        zdrowia. Nie żebym popierał palenie, ale skończmy z tą hipokryzją.
        Także nie płacz mi tu nad biednymi lekarzami, bo niestety
        prawdziwych, dobrych lekarzy z powołania jest nie więcej niż połowa.
      • Gość: całkiembezsensu Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski IP: *.pam.szczecin.pl 30.11.09, 17:16
        Zgadzam się, autor pomieszał wątki i problemy. Sprawą lekarza jest
        uprzejmość i kompetencja (ta przede wszystkim), a nie rozbudowywanie
        czy odnawianie szpitala, zakup leków i narzędzi, a przede wszystkim
        nie jest nią dysponowanie pieniędzmi NFZ. Między NFZ a lekarzami, i
        na dobrą prawę, pacjentami też, istnieje konflikt interesów: NFZ
        chce wydać jak najmniej, lekarze - tyle, żeby starczyło na rzetelną
        diagnozę i leczenie pacjenta, a pacjent - tyle, żeby rzetelna
        diagnoza i skuteczne leczenie nie prowadziło do podwyższenia składki.
      • Gość: vk Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski IP: *.chello.pl 30.11.09, 17:51
        Do pewnego momentu zgadzałam się z Twoją wypowiedzią, jednak fragment o
        rozczulaniu się nad pacjentem-palaczem z rakiem płuc trochę zakłócił pozytywny
        odbiór Twojej opinii.

        Zgodzę się, że fatalny stan polskiej służby zdrowia nie jest winą lekarzy, a
        jedynie wynikiem niedoskonałego systemu.
        Chciałabym jednak zwrócić uwagę na problem chamstwa ze strony lekarzy. Nikt nie
        wymaga rozczulania się i klepania pacjenta po główce, a fachowej i
        profesjonalnej porady. Zawód lekarza jest profesją niezwykle delikatną, bo
        wchodzącą w najbardziej prywatne sfery życia człowieka. Wizyta u lekarza wiąże
        się ze stresem związanym z koniecznością rozebrania się przed obcym człowiekiem,
        opowiedzenia o nierzadko intymnych sprawach. Dodatkowym czynnikiem
        zniechęcającym są olbrzymie kolejki do specjalistów. Człowiek zdrowy może mieć
        problem, żeby wyegzekwować należytą opiekę, a co dopiero chory? Po co więc
        dokładać jeszcze lęk przed konfrontacją z nieuprzejmym, opryskliwym i
        wywyższającym się lekarzem? Owszem nie należy wrzucać wszystkich lekarzy do
        jednego worka i nazywać ich wszystkich chamami, ale nie należy również wydawać
        przyzwolenia na takie zachowanie tym, którzy mają do tego tendencje.
        Pacjent ma prawo do informacji, a zadaniem lekarza jest przekazanie tych treści
        w taki sposób, żeby zrozumiał.
        Ja osobiście nie pozwalam sobie na takie traktowanie, bo traktuję lekarzy jak
        każdego innego urzędnika czy przedsiębiorcę. Jeśli nie podoba mi się sposób, w
        jaki mnie traktuje mówię mu o tym i zmieniam lekarza na bardziej profesjonalnego.

        Zastanawiam się czy autor powyższego postu również aprobowałby takie zachowanie
        nauczyciela względem dziecka, które nie rozumie i nie potrafi pojąć jakiegoś
        zagadnienia.

        Być może GW szuka sensacji, ale jeśli o mnie chodzi poprzez swój artykuł, a
        konkretniej komentarze do niego, pokazuje większy problem: stosunek
        społeczeństwa do powszechnego chamstwa.

        Pozdrawiam,
        Vk
        • alebezsensu Re: szlag mnie trafia, jak czytem te stosy utyski 01.12.09, 16:01
          Wstyd, wstyd, no sorry, przez dżinsy lekarz badać nie potrafi, nie przesadzajmy,
          pannie w autobusie może wystawać pół dupska w stringach, a do ginekologa boi się
          pójść, bo to facet, a potem rak szyjki macicy, ojej.

          I właśnie o to chodzi, że lekarz to zawód jak każdy inny - nie podoba Ci się -
          zmień. Oczekujesz czegoś - powiedz, poproś, spytaj. On jest chamski - a Ty wobec
          niego, nie ściągając czapki ze łba i nie potrafiąc wydukać "dzień dobry" i
          "dziękuję", o czym nie zapominasz robiąc zakupy. Hę? Tacyśmy idealni? A ci
          wszyscy, którzy nawtykali mi od bezmózgich, bezwzględnych, bezsensownych,
          życzyli, bym zachorowała i zgniła w szpitalu, a o lekzrach mówią per "świnia w
          kitlu" i łapiduch - kulturalni i uprzejmi? To forum jest jak lusterko, odbiło
          naszą polską dwulicowość, spapranie wewnętrzne i odwieczne podejście "mnie się
          należy".
    • Gość: gosc Przepraszamy, że żyjemy IP: *.astri.uni.torun.pl 30.11.09, 14:06

      Tak, właśnie tym się zajmijcie, tym jak wszystkie rządy łamią prawo i
      konstytucję w tym kraju, bo opieka medyczna nie jest dla tych, którzy płacą
      latami składki, ona jest dla tych, którzy mogą się leczyć za własne pieniądze.

      Na byle jakiego specjalistę trzeba czekać tygodniami, a ci specjaliści często
      podają diagnozy, które można uzyskać samemu posługując się google.

      Opieka medyczna w tym kraju praktycznie nie istnieje.

      Dobrze to wiem, widziałem jak umierała bliska osoba na raka i jak bezduszni
      lekarze byli w szpitalach (jeden z nich to odział chorób wątroby w
      warszawskich Szpitaku Banacha). Pamiętam takie charakterystyczne dla polskich
      lekarzy pełne pogardy zachowania pana ordynatora. Jak to boli człowieka, który
      pracował całe życie za grosze i przyszedł po pomoc w sytuacji, gdy spodziewany
      okres zycia to kilka miesięcy.

      Brak słów.

      O tym piszcie. Nie piszcie o głupihc celebrytach i kto wygrał jakiś chory
      komercyjny program w telewizji. Piszcie o tym, jak państwo i wszystkie bez
      wyjątku rządy niszczą własny naród przez nieróbstwo i grzech zaniedbania.


      • alebezsensu łapówki - nie uogólniajcie, to chore 30.11.09, 14:14
        A może kiepska pensja i dziki nawał pracy w kiepsko
        wyposażonym szpitalu sprawiają, że uśmiech znika automatycznie, bo to walka o
        wyleczenie, gdy na kolejnego pacjenta nie ma kasy, a na oddziale zamiast
        przewidzianych 40 łóżek stoi 60? Państwo uważacie, że łatwo i miło się tak
        pracuje, a lekarze to dr Zosia z "Na dobre i na złe"? Nie. Chleb powszedni to
        dzikie tyranie po godzinach za małą kasę.

        A z takim podejściem, że jak się nie da łapówki, to lekarz nie wyleczy, to
        jakieś kuriozum, ludzie sami nakręcają tę sytuację. Żaden lekarz z mojej rodziny
        nigdy nie wziął kasy, moja mama w paru przypadkach zwróciła uwagę ludziom
        oferującym taką "podziękę", nie obrażajcie tych, którzy starają się być prawi w
        tym bagnie.
        • drzejms-buond Re: łapówki - nie uogólniajcie, to chore 30.11.09, 14:35
          alebezsensu napisała:

          Żaden lekarz z mojej rodzin
          > y
          > nigdy nie wziął kasy, moja mama w paru przypadkach zwróciła uwagę ludziom
          > oferującym taką "podziękę", nie obrażajcie tych, którzy starają się być prawi w
          > tym bagnie.

          no to szybciutko ripostuję.


          uległem wypadkowi w pracy.
          miałem dostać odszkodowanie
          6.000 zł!
          nie dostałem bo pani doktor chciała ode mnie pieniadze za wypisanie
          zaświadczenia potrzebnego mi do pzu!


          inny lekarz, inna sytuacja.

          mam mieć zrobiony rezonans magnetyczny
          pan doktor, niezwykle miły, mówi mi ze tak...istnieje taka możliwość
          ale to jest ...BARRRRRRDZO DROGIE!
          Uruchamiam prywatne znajomosci i robię rezonans już po 3 miesiącach!
          bez łapówki.




          • Gość: obserwator Re: łapówki - nie uogólniajcie, to chore IP: *.jmdi.pl 30.11.09, 17:37
            > nie dostałem bo pani doktor chciała ode mnie pieniadze za wypisanie
            > zaświadczenia potrzebnego mi do pzu!
            >
            i miała racje bo za zaświadczenia do pzu NFZ nie płaci, więc powinien zapłacić
            pacjent. Nie ma tu żadnej korupcji - normalna zapłata za usługę tak samo jak za
            chleb w piekarni

            > mam mieć zrobiony rezonans magnetyczny
            > pan doktor, niezwykle miły, mówi mi ze tak...istnieje taka możliwość
            > ale to jest ...BARRRRRRDZO DROGIE!
            rezonans kosztuje kilkaset pln - rzeczywiście jest bardzo drogi.

            każdy myśli własnymi kategoriami - jeżeli myślałeś, że lekarz gada o łapówce
            zamiast o normalnych kosztach leczenia, to ciekawe ile sam bierzesz u siebie w
            pracy?
        • Gość: aga Re: łapówki - nie uogólniajcie, to chore IP: 78.133.225.* 30.11.09, 14:47
          Witam!
          Uważam, że obie strony sporu mają rację. Mam w rodzinie wielu ciężko chorych -
          swego czasu spędziłam 6m-cy na Intensywnej opiekując się członkiem rodziny,
          operacji w rodzinie nie zliczę...
          I wiem, że wszystko zależy od ludzi: wiem, że w Poznaniu był ordynator, który
          jak miał zawał to jechał się leczyć do innego miasta, bo się bał,że
          współpracownicy, którym nie pozwalał brać do kieszeni go zabiją - i, że jest
          lekarz, który babci kazał sprzedać lodówkę, jak nie ma kasy na łapówkę - mnie
          osobiście kilka razy spotkała przykrość - kilka razy wręcz rewelacyjna diagnoza...
          wszystko zależy - pluć na lekarzy jest tak samo łatwo jak łatwo zmęczonemu
          lekarzowi traktować pacjenta jak przedmiot.
        • Gość: gosc Re: łapówki - nie uogólniajcie, to chore IP: *.astri.uni.torun.pl 30.11.09, 14:51
          Nieprawda, wiekszosc problemu tkwi w tzw. przychodniach specjalistycznych. Do
          tej pory nie zdarzylo mi sie normalne traktowanie pezez lekarzy ,,specjalistow''
          pomimo niezbyt zaawansowanych problemow, w kolejce np. do gastrologa, okulisty
          czeka sie miesiacami.

          Podam przyklad: mialem podejrzenie AMD (to straszna choroba niszczaca wzrok i
          bardzo wazna jest wczesna diagnostyka). Udalem sie z objawami do lekarza 1
          kontaktu i dostalem skierowanie do okulisy. Kolejka miala trwa c 3-4 miesiace
          wiec w TEJ SAMEJ PRZYCHODNI diostalej sie odr razu za pieniadze, siedzac przed
          gabinetem razem z pacjentami z NFZ. Zaplacilem a obcesowa p. ,,doktor''
          zdiagnozowala, ze to rzeczywiscie AMD i wyslala mnie na badanie do szpitala.
          Nastepne 2 miesiace czekania + zaplacenie za tomograf optyczny.

          Nie czekalem, pojechalem do innego miasta do prywatnej przychodni, gdzez za 400
          zl uzyskalem WSZYSTKIE potrzebna badania + diagnoze profesora z akademii
          medycznej. Wszystko odbylo sie w godzine. Czemu NFZ nie jest w stanie
          zorganizowac takiej opieki? Kto mi powie, ze opieka medyczna jest w tym kraju za
          darmo? Placimy horrendale stosunku do zarobkow skladki a w zamian mamy kolejki i
          upokorzenia.

          I guzik mnie obchodzi ile zarabia lekarz. Ja tez zarabiam malo i musze pracowac,
          wcale nie jestem od lekarzy gorszy ani lepszy. Zle zarobli nie tlumacza
          chamskiego podejscia, lenistwa i zwalania problemu na innych, a to w polskich
          przychodaniach i szpitalach jest norma.

          Obowiazuje jedna zasada: jesli jestes chory, to szukaj wlasnych srodkow i idz
          prywatnie. Panstwo Ci nie pomoze bo panstwo ma za zasade sciagac podatki i nie
          brac jakiejkolwiejk odpowiedzialnosci za to co sie dzieje.

          Moglbym podac kilka innych ,,ciekawych'' przykladow.

        • Gość: 8 kółek Re: łapówki - nie uogólniajcie, to chore IP: *.red.bezeqint.net 30.11.09, 19:13
          A ty sądzisz, że nie-lekarze w tym kraju pracują w cudownych warunkach i za
          nie-wiadomo jakie pieniądze... No to byś się zdziwiła - w zakładzie mojej mamy
          tokarz pracuje za 1200 pln netto, w każdą sobotę a ostatnio i niedzielę,
          większość młodych architektów (28-32 lata) pracuje za 5-8 zł na godzinę, a
          często nie mają nawet umowy o pracę. I co? Tylko lekarze mają źle w tym kraju.
          Niestety, nie tylko oni.
          O osobistych przypadkach spotkań z różnymi lekarzami w mojej karierze osoby
          przewlekle chorej wspominać nie będę, bo szkoda mi zdrowia... Ale odczucia w 95%
          mam takie - powinnam przemeldować się na komunalny i nie przeszkadzać im w pracy...

          Sad but true
      • Gość: ewa Re: Przepraszamy, że żyjemy IP: *.cofund.org.pl 30.11.09, 14:21
        Moje dziecko miało kiedyś zaczerwienione oczko, nic strasznego, ale
        chciałam to wyjaśnić. Poszłam więc do przychodni i tam okazało się,
        że na wizytę muszę czekać aż 3 miesiące. Powiedziałam, że to bez
        sensu, bo oczko jest zaczerwienione dzisiaj, a za trzy miesiące może
        nie być kompletnie nic albo może być już jakieś strasznie zakażenie.
        Chciałam tylko skonsultować to z lekarzem. Być może wystarczyły by
        tylko jakies kropelki i po sprawie. Usłyszałam, ze nie ma takiej
        możliwości i że w takiej sytuacji powinnam udać się na POGOTOWIE.
        No sorry, ale wg mnie na pogotowie powinny trafiać wyłącznie osoby z
        zagrożeniem życia, jaki jest jest sens zajmowania kolejki z
        zaczerwienionym oczkiem skoro obok siedzą osoby np. "z nożem w
        plecach". Ja poszłam prywatanie i za 70 pln usłyszłam, że nic się
        nie dzieje - czy z czymś takim miłam rzeczywiście jechać na
        pogotowie, bo lekarz w przychodni nie mógł poświecić 15 minut?
        Służba zdrowia sama sobie jest winna - na pogotowiu tworzą się
        kolejki ludzi zdrowych, bo takie mają zalecenia. Dlaczgo w
        przychodniach państwowych nie można zatrudnić większej ilości
        lekarzy skoro jest trzymiesięczna kolejka chętnych - nie mogę tego
        pojąć.
        • ar.co Re: Przepraszamy, że żyjemy 30.11.09, 14:41
          Ty 15 minut, kolejna mamuśka z kolejnym oczkiem drugie 15, następna
          babcia z paluszkiem 15... A potem te wszystkie mamuśki, babcie i
          ciocie narzekają na kolejki. Ciekawe, czy byłabyś taka chętna do
          przepuszczania w kolejce innych mamuś i babć, gdybyś sama czekała na
          wizytę od kilkunastu tygodni.
          • Gość: ewa Re: Przepraszamy, że żyjemy IP: *.cofund.org.pl 30.11.09, 14:56
            No własnie o tym piszę! Że bzdurą jest jechać na POGOTOWIE z
            zaczerwienionym oczkiem, czy chorym paluszkiem. A wszystko dlatego,
            że nie można się dostać do lekarza w swojej przychodni. Na etapie
            umawiania wizyty nikt z nas nie wiedział, czy to coś poważnego, czy
            to zwykła błahostka. Do lekarza powinno się chodzić wtedy gdy jest
            się chorym, coś dolega, a nie za trzy miesiące. A na pogotowie
            wyłącznie w momencie zagrożenia życia. A u nas odwrotnie. Dotyczy to
            wszystkich specjalności, nie tylko okulisty.
              • asiazlasu Re: Przepraszamy, że żyjemy 30.11.09, 16:16
                Gość portalu: Ania napisał(a):

                > Nie za bardzo rozumiem.... Z Twojego wywodu wynika, ze powinno byc
                > 4X wiecej przychodni i lekarzy ogladajacych zaczerwienione oczka.
                > Jak rozumiem nie masz nic przeciwka 4X wiekszej skladce na owe
                > cele? ;-) Przykro mi bardzo, ale zadnego kraju nie stac na takie
                fanaberie.

                znam taki kraj ktory stac na owe "fanaberie". I wiem jedno : gdy
                przyjezdzam do Polski nawet pod grozba noza nie pojde do lekarza !
                jesli bede w stanie powaznym to mnie "rapatriuja" do FR, a jesli mam
                kaszelek to sobie z nim w przyjazni pozostaje i lecze sie we
                Francji, po powrocie.

                PS moja mama pracowala w aptece, ma w dalszym ciagu "znajomosci" i
                nie wplywa to na zmiane mojego zachowania. Ojciec byl niedawno w
                szpitalu, odwiedzalam go codziennie i plakac mi sie chcialo. Co za
                brud smrod i ubostwo, a personel nie-do-znie-sie-nia. Dramat.
              • cezbak Re: Przepraszamy, że żyjemy 30.11.09, 16:39
                Nie chciałem się wypowiadać ale Tego co napisałaś nie można nie skomentować. Po
                pierwsze, "zaczerwienione oczko" to niekoniecznie błaha sprawa, gdyby matka
                zaniechała wizyty u lekarza za kilka dni (tygodni) mogłaby usłyszeć "dlaczego
                tak późno?".
                Po drugie - wcale nie trzeba 4x więcej przychodni, wystarczy dużo lepiej
                zorganizować pracę w istniejących. Po trzecie - jeśli nie będzie transparentnego
                zarządzania finansami przeznaczonymi na ochronę zdrowia to nawet
                dziesięciokrotne podwyższenie składki nie zmieni dokładnie nic. Po ostatnie -
                jestem przeciwnikiem wrzucania wszystkich lekarzy/pacjentów do jednego wora.
                Spotkałem lekarzy naprawdę wspaniałych ale spotkałem i takich, że nie daj Boże
                spotkać ich na swojej drodze.
                • Gość: bakcyl Re: Przepraszamy, że żyjemy IP: *.rev.masterkom.pl 30.11.09, 21:43
                  Po
                  > pierwsze, "zaczerwienione oczko" to niekoniecznie błaha sprawa,
                  gdyby matka
                  > zaniechała wizyty u lekarza za kilka dni (tygodni) mogłaby
                  usłyszeć "dlaczego
                  > tak późno?".

                  Wybacz ale właśnie takie "mamusie" tworzą bezsensowne kolejki,
                  z "zaczerwienionym oczkiem" to się idzie do lekarza POZ (najczęściej
                  przyjmie tego samego dnia) a nie do okulisty

                  > Po drugie - wcale nie trzeba 4x więcej przychodni, wystarczy dużo
                  lepiej
                  > zorganizować pracę w istniejących.

                  Ilość przyjmowanych dziennie pacjentów nie zależy od organizacji
                  pracy przychodni tylko od limitów narzucanych odgórnie pzrez NFZ, a
                  że są one niewystarczające to tym bardziej nie powinno się lecieć do
                  specjalisty z "zaczerwienionym oczkiem" pzdr
    • Gość: ola Re: Przepraszamy, że żyjemy IP: *.cofund.org.pl 30.11.09, 14:10
      Życzę Ci takiego bachora w domu, szczerze.
      A wracając do wątku. W PL brakuje w szpitalach parawanów, w
      większości krajów świata to po porostu standard. Byłam kiedyś z
      wizytą u koleżanki obok przemywana i przebierana była starsza osoba -
      bez żadnej zasłony, drzwi na korytarz co chwila były otwierane i
      zamykane, nikt mnie nie wyprosił. To był strasznie smutny widok.
      Pomyślałma wtedy, aby nigdy coś takiego nie musiało mnie spotkać -
      wystawianie mojej intymności jak w jakimś obozie koncentracyjnym.
      Przecież koszt zakupu zasłonek i karniszy to chyba nie są jakieś
      wielkie pieniądze. Może warto aby Gazeta wypromowała ten wynalazek
      zachodu.
      • drzejms-buond Re: Przepraszamy, że żyjemy 30.11.09, 14:19
        Gość portalu: ola napisał(a):

        > Życzę Ci takiego bachora w domu, szczerze.
        > A wracając do wątku. W PL brakuje w szpitalach parawanów, w
        > większości krajów świata to po porostu standard. Byłam kiedyś z
        > wizytą u koleżanki obok przemywana i przebierana była starsza osoba -
        > bez żadnej zasłony, drzwi na korytarz co chwila były otwierane i
        > zamykane, nikt mnie nie wyprosił. To był strasznie smutny widok.
        > Pomyślałma wtedy, aby nigdy coś takiego nie musiało mnie spotkać -
        > wystawianie mojej intymności jak w jakimś obozie koncentracyjnym.
        > Przecież koszt zakupu zasłonek i karniszy to chyba nie są jakieś
        > wielkie pieniądze. Może warto aby Gazeta wypromowała ten wynalazek
        > zachodu.

        PRZYŁĄCZAM SIĘ! Nie jestem w stanie zrozumieć
        czemu w szpitalach tak trudno o namiastkę intymnosci?
        nie mówię tu o salach-jedynkach z telewizorem i własną toaletą!
        wystarczy zwykła kotara na sznurku!

        I NA MIŁOŚC BOSKĄ!!!! ZLIKWIDUJECIE WRESZCIE SZKODLIWE,ALUMINIOWE SZTUĆCE ze
        szpitalnych kuchni!
      • Gość: Lilka Mój patent IP: *.chello.pl 30.11.09, 14:30
        Leżałam w szpitalu ginekologiczno-położniczym, dzień przed porodem
        wysłali mnie na USG, które miał zrobić lekarz, ale w obrębie
        przychodni, bo podobno aparat znajdujący się na oddziale był
        uszkodzony. Przychodzę, patrzę, a tam grupka zdenerwowanych kobiet
        szepczących pomiędzy sobą: "przyjmie, czy już nie zdąży, bo jeszcze
        tylko pół godziny bada?". Niewiele myśląc, zaczęłam przepuszczać po
        kolei wszystkie panie, ja miałam dużo czasu, ale pielęgniarka
        powiedziała wcześniej, że mnie lekarz MUSI zbadać. Jak się leży na
        oddziale i ma dużo wolnego czasu, to z nudów można posiedzieć pod
        gabinetem, grunt, że w innej części szpitala. Lekarz przebadał
        wszystkie panie (szybki, jak błyskawica) i już się wychylał, żeby
        powiedzieć, że to koniec, kiedy usłyszał ode mnie, że jestem z
        położnictwa i muszę mieć zrobione to badanie. Wściekł się, że nie
        weszłam bez kolejki, ale przyjąć musiał. Te panie bardzo mi
        dziękowały i życzyły dużo zdrowia córce, która urodziła się
        następnego dnia rano. A ja z jednej strony mogłam odegrać się na
        konowale, który miał opinię gościa, który łapie po 10 etatów i
        ciągle mu się spieszy, a z drugiej strony wszystkie pacjentki z
        poczekalni zostały przebadane, co podobno jest cudem,jak na ten
        szpital i tę przychodnię.
      • Gość: Jolanta Re: Przepraszamy, że żyjemy IP: 195.248.88.* 30.11.09, 14:44
        Mój teść trafił do szpitala w stanie dobrym że tak powiem- na badania. Miał 78 lat. Wieczorem stwierdził,że to pomyłka i chce wrócić do domu zaczął się awanturować i cóż lekarz dyżurny tak go spacyfikował,że nie obudził się przez trzy miesiące. Zmarł w Wigilię zostawiając zrozpaczoną rodzinę. Strach się leczyć. Podano mu leki nasenne ot żeby się nie awanturował. A wystarczyło tylko okazać serce porozmawiać lub zadzwonić do rodziny. Piszę o tym bo żal mi starszych ludzi przy których nie siedzą i nie pilnują ich kochający rodzice. A był w stanie dobrym. Przepraszam za niego że żył i bardzo kochał życie.
    • Gość: Salamandra W prywatnych przychodniach nie lepiej IP: *.chello.pl 30.11.09, 14:22
      Przez prawie 10 lat byłam pacjentką przychodni "Medicover", która
      oferuje karty (białe, niebieskie, srebrne, złote) firmom na prywatne
      leczenie pracowników. Wszystko było fajnie, póki nie nadszedł ten
      dzień (po 3 latach), kiedy w końcu musiałam skorzystać z ich usługi
      (nota bene sowicie opłacanej przez mojego pracodawcę)i okazało się,
      że poza przemiłymi paniami w recepcji (czyt. rejestracji) i pięknym
      wystrojem wnętrz, ta firma nie różni się w niczym od państwowych
      placówek. Bowiem personel nie dostaje kasy do ręki przy wizycie, ale
      jest na tzw. pensji, nie ważne, że wyższej niż to ma miejsce w
      publicznych placówkach, ale zawsze na czyjejś łasce i niełasce.
      Lekarze małomówni i wiecznie spóźnieni, zero empatii. Niektórzy
      nawet kłótliwi. Byłam w ciąży, a zostałam potraktowana z góry i
      czyniono mi uwagi, że ruszam się za wolno, a tu czekają inni
      pacjenci. Najbardziej zapadła mi w pamięć pani ginekolog, którą
      musiałam odwiedzić, bo sprawa była pilna, a "mojego" lekarza nie
      było w grafiku, bo wziął dwutygodniowy urlop. Do tego zapomniałam
      książeczki prowadzenia ciąży. Pani ta najpierw na mnie nakrzyczała,
      że w ogóle nie powinna mnie przyjąć z powodu braku tejże książeczki
      (choć wszystkie dane były wpisane w system komputerowy i dostępne
      dla niej od ręki, bo miała komputer na biurku), a ponadto nie jestem
      jej pacjentką i histeryzuję (jak się nie śpi przez trzy noce z
      rzędu, bo całe ciało swędzi, to trudno się dziwić). Wredna baba, do
      tego niedelikatna, a finał był taki, że po kilku dniach wylądowałam
      w szpitalu i już do końca ciąży nie miałam prawa z niego wyjść. Co
      jeszcze dziwniejsze, tam badał mnie za każdym razem inny lekarz i
      nie było problemu, panowie i panie dogadywali się jakoś ze sobą, a
      jak coś było niejasne, pytali mnie, a ja ich. To tylko potwierdza,
      że jak ktoś jest chamem, to mu nawet wysoka pensja i gabinet z
      marmurami nie zniwelują agresji w stosunku do pacjenta. Miałam też
      epizod z gabinetem prywatnym (kaska z rąk do rąk), tu z kolei pani
      doktor potrafiła nie przyjść na wizytę i zostawić pacjentów bez
      jakiejkolwiek informacji. W państwowych przychodniach wyznaję
      zasadę: morda w kubeł itd. Im bardziej jestem uległa, tym większa
      szansa, że lekarz mnie nie opieprzy, a nawet udzieli przydatnej
      porady zdrowotnej.
    • el_capricho o czym w ogóle jest ten artykuł? 30.11.09, 14:26
      jaka jest w końcu główna teza tego atrykułu? że lekarze są chamscy?
      nieetyczni? że nie znają się na medycynie? że w szpitalach jest za
      mało miejsc? że NFZ nie ma pieniędzy? że system opieki zdrowotnej w
      Polsce jest źle zorganizowany?

      wrzucać do jednego worka wszystkie przykrości, których z wyżej
      wymienionych (lub innych) powodów doznają pacjenci, nie odróżniać
      incydentów od nieszczęść regularnych i systemowych, roztaczać
      katastroficzno-sensacyjne lecz idealnie bezkonkluzywne wizje świata -
      to poziom Faktów, nie Gazety. wstyd.