demka
03.03.04, 21:11
Rozchorowałam się na grypę.Dziś rano czym prędzej zadzwoniłam do swojej
przychodni,żeby zapisać się do swojego lekarza pierwszego kontaktu.I co
słyszę?-Nie ma już numerków.Najbliższy wolny termin?-Za prawie 2
tygodnie.Podpieniłam się lekko,ale grzecznie zapytałam:co robić z prawie 39'
gorączką,bólami stawów,gardła i koszmarnym katarem?Pani oświadczyła:jechać na
pogotowie.Toteż zgramoliłam się z trudem i pojechałam.Na pogotowiu wywołałam
lawinę śmiechu,że przyjeżdżam z takim bzdetem.Owszem mogą mi udzielić pomocy
doraźnie.Podać coś na zbicie gorączki i do widzenia.A tak w ogóle to
przyszłość dupy im nie zawracać,bo w przychodni podobno lekarz POZ ma psi
obowiązek przyjąć mnie do godz.20.00.No i popędziłam do przychodni,bo nie
byłam w pracy i przez parę nie będę w stanie tam pójść,bo czuję się
paskudnie.A w przychodni: nie ma numerków i koniec!!Zdychaj pod płotem.Lekarz
mnie nie przyjmie,bo jest już limit pacjentów.Poprosiłam więc o
zaświadczenie,że nie przyjęli mnie z tego to i z takiego powodu.Generalnie
zasłaniali się decyzjami NFZ czyli działają legalnie.Papierka takiego nie
dostałam.I mimo to,że wyglądałam jak śmierć na chorągwi kazali iść precz!!
Poszłam,ale na wizytę prywatną i beknęłam forsę.Nie chodzi o te 70 zł,bo nie
zbiedniałam.Ale dlaczego,mimo to,że z mojego ubezpieczenia lekarz POZ jest
opłacony,nie zostałam przyjęta?To tak jakbym płaciła za usługę dwa razy.Czy
to oznacza,że następną grypę muszę zaplanować,żeby się dostać do lekarza?